„Realek” – a może tak szacunek?

Gdy już emocje związane z Gran Derby nieco opadły może warto się trochę zastanowić nad szacunkiem dla rywala ?

Choć jesteśmy dwoma innymi futbolowymi nacjami reprezentującymi zupełnie inne style, Barca nie byłaby tą Barcą, którą jest dzisiaj, gdyby nie Real i odwrotnie – Królewscy nie byliby tymi Królewskimi, gdyby nie Blaugrana. Śmiem twierdzić, że pomimo tego jak bardzo sobą gardzimy, najchętniej mieszając tych drugich z błotem, jesteśmy sobie niezwykle potrzebni, ponieważ to Real w dużym stopniu motywuje Barcelonę do ciągłego udoskonalania się, to Real sprawia, iż wpadając w dołek mamy poczucie, że musimy się podnieść, bo nie możemy znieść faktu ich wyższości. Karmimy się ciągłą wzajemną rywalizacją, często nie zdając sobie z tego sprawy.

W dzisiejszych czasach, w których El Clasico jest tak medialnym przedsięwzięciem, nawet kibic któregoś z klubów np. Premier League nie pozostaje obojętny na potyczki Barcy i Realu, będąc w mniejszym lub większym stopniu za którymś z tych klubów… W codziennym życiu zwłaszcza w internecie i na Facebooku można zaobserwować jak kibice obu zespołów pałają nienawiścią do siebie. Żenujące są dla mnie komentarze kibiców Blaugrany po ostatnim Gran Derbi typu: „Cały Świat śmieje się z Realku”. Pomijam już fakt, że Real nie miał tam się czego wstydzić, ale bulwersuje mnie to jak dużo jest takich, bądź co bądź kibiców. Oczywiście dużą ich część stanowią sezonowcy, których Barca nabyła na przestrzeni ostatnich kilku lat, ale najgorsze, że nie tylko oni…Są nimi osoby od dawna deklarujące się za FC Barceloną, o których po przeczytaniu takiego komentarza niestety, nie wiem jak myśleć – śmiać się czy płakać?

Wszyscy chyba pamiętamy słowa Rossela, przed zeszłorocznym finałem Pucharu Króla – „Stawiam na 5:0, aby podtrzymać zwyczaj”. Do dzisiaj zastanawiam się jak mógł być, aż tak arogancki ? Chciał się przypodobać kibicom sezonowcom ? Bo im takie stwierdzenie na pewno przypadło do gustu. A może spodobał mu się styl Mourinho ? Skrytykował go za to nawet sam Guardiola, który oczywiście jest skromny i dobrze, że docenia rywala, ale wg mnie czasami robi to do przesady, zwłaszcza w ubiegłym sezonie, był nawet nieco sztuczny.

Sezonowcy…Jedynym minusem zwycięstw w ostatnich latach są właśnie oni. Pamiętam sezon 2008/09 – pierwszy sezon Guardioli. Wtedy ciężko było spotkać kibica Barcy. Po dwóch latach porażek Rijkaarda z drużyną pozostali w większości tylko prawdziwi kibice. A dzisiaj…Często sam się dziwię jak na każdym kroku znajduję „kibica” Barcelony, zadając sobie pytanie: Jak to ? Przecież niedawno był za Manchesterem, Liverpoolem, Milanem etc. . To właśnie oni psują często opinie na temat poszczególnych drużyn, to oni kłócą się po porażce, wymawiając na sędziego itp., to oni nie dają sobie skrytykować „ukochanej” drużynę. Smutne jest jednak to, że taką arogancją wyróżniają się też prawdziwi kibice Barcy, którzy bezsensownie spierają się, w często w wulgarny sposób. Dobrym przykładem tego, będzie artykuł na naszej stronie Adam Fattaha – „W cieniu sław: Pep, pakuj walizki”, po którego przeczytaniu wielu się oburzyło, jak to można krytykować swoją drużynę.

Często słyszy się, że my kibice Blaugrany mamy kompleks Realu, ze względu na ich zdobycze, które mają im dawać statut największego klubu w historii. Czy dlatego nie większość nie czuje do nich szacunku ? Nie sądzę. Atmosferę wzajemnej nienawiści kibiców podjudzają, też poszczególni piłkarze. Jedynym słusznym stwierdzeniem przychodzącym mi do głowy jest takie, iż wynika to z ciągłej rywalizacji tych klubów o bycie lepszym.

Osobiście uważam, że Real Madryt jest na chwilę obecnie drugim najlepszym klubem, momentami nawet wyprzedzającym Barcelonę, a ich gra może i nie podoba się wielu osobom, ale nasz styl też jest często krytykowany.

Reasumując, zastanówmy się głębiej, czy ma jakiś sens wzajemne wyzywanie się ?
Bo ja wolę kibica Realu szanującego Barcelonę, od kibica Barcy gardzącego Realem Madryt.

Autor: Mateusz Wojnar