0:2 Racing Santander – FC Barcelona, pewne zwycięstwo i trzy punkty w kieszeni

FC Barcelona rozegrała dziś kolejne spotkanie z cyklu La Liga. Stawiła czoło na wyjeździe drużynie Racing Santander i pewnie zwyciężyła pojedynek. Bohaterem meczu (podobnie jak kilku ostatnich) został Leo Messi, który po chwilowym spadku formy w styczniu zdaje się nie tyle wrócić na szczyt, o ile rozpędza się nieprawdopodobnie i niemal podczas każdego spotkania serwuje po kilka bramek.

Barca zrobiła to co miała zrobić i po co pojechała do Santander. Obyło się bez kontrowersji i wielkich emocji, zawodnicy po prostu wykonali to co do nich należało. Biorąc pod uwagę fakt, iż Racing nie wygrał w lidze od dwóch miesięcy a Katalończycy mają 10 punktów straty do Realu nie było innej opcji. Ten mecz po prostu trzeba było zwyciężyć i tyle.

Spotkanie upłynęło pod dyktando Dumy Katalonii, przez całą pierwszą połowę gospodarze nie mieli żadnej akcji na bramkę Viktora Valdesa, który przez ten czas musiał się nieźle wynudzić. Barcelona prowadziła natarcie, bo piłkarze Guardioli już od początku chcieli pokazać kto tu rządzi. Pokazał Messi, zaliczając gola w 29. minucie. Xavi podał do Cesca a ten do Leo, który idealnie wpasował się w tempo i strzelił ładnego gola. Dwie minuty później Pedro miał niezłą okazję, aby wpisać się na listę strzelców, ale to co mu nie idzie przez cały sezon nie wyszło mu i dzisiaj, w związku z czym gola nie zdobył, zaliczył jedynie strzał w bok siatki.

Trzeba przyznać, że w pierwszej części spotkania gospodarze bronili się  bardzo zaciekle, wypchnęli graczy Blaugrany poza szesnastkę i Barca miała problemy z przedarciem się bliżej bramki. Duma Katalonii jednak cały czas próbowała, jak nie środkiem Messi to lewą stroną do Pedro. Ogólnie gra toczyła się niemal jedynie na połowie Racingu. Obserwowaliśmy kilka dobrych akcji ekipy Guardioli, zabrakło tylko precyzji albo trochę szczęścia.  Już na samo zakończenie pierwszej części spotkania La Pulga miała bardzo dobrą okazję na wpisanie się kolejny raz na listę strzelców, ale niestety Leo spudłował.

Druga część pojedynku nie przyniosła istotnych zmian. Messi cały czas konsekwentnie szukał okazji do strzelenia gola a jego koledzy skutecznie zaprzepaszczali tworzone przez niego okazje, szczególnie kolega w koszulce z numerem 17. Dla przykładu w 47. minucie Pedro po padaniu Argentyńczka strzelił prosto w bramkarza Racingu – Mario. 5 minut później okazję do gola miał Cesc, ale tu również lepszy okazał się goalkeeper drużyny przeciwnej.

W 55. minucie Cisma sfaulował Cesca w polu karnym. Zawodnik z Santander dostał za to żółtą kartkę. Czy to była akcja na kartkę to kwestia sporna, raczej nie. Została podyktowana jedenastka dla Barcelony, którą w 100% wykorzystał Leo Messi strzelając drugiego gola w tym spotkaniu (56. minuta).  Cztery minuty później Cuenca zmarnował niezłą okazję, po efektownym zakręceniu obrońcami w polu karnym zaliczył niestety tylko słupek. Z kolei pięć minut później szansę na ustrzelenie hat-tricka miał znowu najlepszy piłkarz świata, który po podaniu Xaviego strzelił prosto w Mario.

W 66. Minucie obserwowaliśmy pierwszy rzut rożny dla Racingu, to chyba mówi samo za siebie.

Z kolei w 69. minucie po akcji Barcy Racing przeprowadził kontrę, ale Busquets skutecznie zatrzymał rywala, widać było, że czuje się on dobrze jako stoper i fajnie, że nieźle mu to wychodzi. Minutę później po błędzie Valdesa gospodarze strzelili gola, ale został on nieuznany z powodu pozycji spalonej.

Trzy minuty później Cuenca opuścił plac gry, a jego miejsce zajął Tello. Młody reprezentant Barcy B wszedł na lewą stronę a Pedro przeszedł na prawą. Zaraz po wejściu Cristian miał okazję do wpisania się na listę strzelców po podaniu Messiego, ale niestety uderzył tylko w boczną siatkę. W 80. minucie kolejną akcję wypracował Argentyńczyk, ale niestety nie zdążył ułożyć sobie dobrze piłki przy dużej prędkości i jakoś się w tej akcji pogubił co spowodowało, że nie zakończyło się to upragnionym golem.

W ostatnich dziesięciu minutach spotkania Racing wziął się w końcu do roboty, starał się wypracowywać jakieś strzeleckie sytuacje, ale nie zmienił wyniku spotkania.

W 82. minucie Xaviego zmienił Keita. Trzy minuty później okazję do strzelenia gola i upragnionego przełamania znowu dostał nieszczęsny Pedro. Miał akcję sam na sam z bramkarzem, czas na jakieś ułożenie sobie tego i w głowie i piłki na nodze, ale oczywiście nie wykorzystał okazji. Wybrał najgorszy wariant z możliwych, chciał przelobować nad bramkarzem, uderzył za nisko i piłka wpadła wprost w ręce Mario. Po tym skończyła się i cierpliwość Pepa i męki Pedro. Zawodnik zszedł z boiska, a w jego miejsce na murawie pojawił się Adriano.

Barcelona zagrała swoje, wygrała zasłużenie i przywiozła z Santander to co do niej należało, a mianowicie trzy punkty. Leo zagrał kolejne świetne spotkanie niesiony w blasku chwały po pięciu trafieniach z Bayerem. Oby tak dalej.

Trzeba dodać jedno: tak mecze wyjazdowe Dumy Katalonii powinny wyglądać od początku sezonu, szczególnie w starciu z zespołem pokroju i pozycji w tabeli Racingu. Gdyby tak było nie byłoby 10 punktowej straty do Realu i braku szans na mistrzostwo Hiszpanii, ale cóż…może na tych błędach zawodnicy z Katalonii czegoś się nauczyli?

 

Składy:

Racing Santander: Mario Fernandez – Domingo Cisma, Espinosa Bernardo, Alvaro Gonzalez, Francis Perez, Gonzalo Colsa (62-Adrian Gonzalez), Marcos Gullon, Pape Diop, Pedro Munitis (70-Jairo Samperio), Manuel Arana, Khouma Babacar (46-Christian Stuani).

FC Barcelona: Victor Valdes – Carles Puyol, Javier Mascherano, Dani Alves, Andres Iniesta, Cesc Fabregas, Sergio Busquets, Lionel Messi, Xavi Hernandez (82-Seydou Keita), Pedro Rodriguez (88-Adriano Correia), Isaac Cuenca (73-Cristian Tello).

 

Źródło zdjęcia: mundodeportivo.com