0:2 Sevilla FC – FC Barcelona, Zadanie wykonane: rywal ograny, trzy punkty w Katalonii

FC Barcelona rozegrała spotkanie 28. kolejki La Liga, na wyjeździe wygrała z Sevillą 0:2. Rywal zajmuje dopiero dwunaste miejsce w tabeli Primera Division. Warto dodać, że Sevilla to jedyny zespół, który w ligowej potyczce zdołał w tym sezonie wyszarpać punkty Katalończykom na ich terenie. Ostatnie starcie obu klubów miało miejsce 22 października ubiegłego roku na Camp Nou i zakończyło się bezbramkowym remisem.

Spotkanie zaczęło się pod dyktando Blaugrany i w zasadzie przez pierwsze trzy kwadranse sytuacja nie uległa zmianiea. Szczególnie początkowe 30 minut wyglądało zachwycająco w wykonaniu ekipy Pepa Guardioli. Barcelona cały czas stwarzała groźne sytuacje grając z głową, pracowała ciężko i nie dawała wytchnienia graczom z Sewilli. Posiadanie piłki przez Dumę Katalonii w tym czasie było powalające, przeciwnicy niewiele dotykali futbolówki.

Na początku pojedynku bardzo aktywny był na prawej stronie Dani Alves. Wiele podań od grczy Barcelony szło do Pedro, który już któryś mecz z kolei z żelazną konsekwencją marnował każdą akcję, którą wypracowali jego koledzy. W 12. minucie znakomitą piłkę posłał mu Fabregas, który tutaj powinien był zaliczyć asystę, bo to musiało znaleźć się w siatce. Niestety Pedro chyba na poważnie uparł się z tym „nie strzelaniem” i to ligowe starcie nie zdołało tego zmienić.

W 17. minucie Spahic sfaulował Adriano tuż przed polem karnym, za co zobaczył żółty kartonik. Do wykonania rzutu wolnego zabrał się Xavi i był to najlepszy wybór z możliwych, ponieważ ten zawodnik wykorzystał okazję i strzelił gola w 18. minucie spotkania. Palop próbował bronić, ale strzał był porządny i w efekcie bramkarz Sevilli wpadł razem z piłką do bramki.

Już dwie minuty później Iniesta miał znakomitą okazję do wpisania się na listę strzelców, ale niestety piłka trochę mu uciekła. W 25. minucie po podaniu Andresa Messi podbił piłkę nad bramkarzem i ze spokojem zaliczył trafienie. Nie było innej opcji, piłka zatrzepotała w siatce i jak się później okazało wynik pojedynku został ustanowiony. Dwie minuty później chrapkę na kolejnego gola miał Xavi, ale uderzył futbolówkę zbyt lekko, w wyniku czego piłka została przechwycona przez bramkarza gospodarzy. W 32. minucie błąd Pique wykorzystała Sevilla, Manu przejął piłkę i trafił głową w poprzeczkę. Na zakończenie pierwszej części spotkania jeszcze Iniesta wykazywał chęć pokonania Palopa, strzelił jednak prosto w niego.

Podsumowując pierwszą część meczu trzeba stwierdzić jedno: Sevilla nie istniała na murawie, była całkowicie zdominowana przez katalońskiego giganta.

Druga część spotkania nie była już tak jednostronna jak pierwsza. Sevilla nabrała troszkę odwagi i zaczęła pewniej walczyć. Z kolei gracze FC Barcelony przestali błyszczeć, jak to miało miejsce w pierwszej części pojedynku. Nadal oczywiście zdecydowanie utrzymywali się przy piłce, ale akcje wypracowywane po przerwie nie były tak znakomite i porywające. Obserwowaliśmy grę troszkę bardziej wyrównaną, były akcje zarówno w jednym, jak i drugim polu karnym.

W 69. minucie Pep dał Fabregasowi odpocząć, w jego miejsce na boisku pojawił się Keita. Długo sobie spokojnie nie pograł ten malijski zawodnik, ponieważ za moment zderzył się on w powietrznym pojedynku z reprezentantem klubu z Sewilli – Calą i konieczna była interwencja medyczna, na szczęście tylko wyglądało to wszystko groźnie.

W 73. minucie Iniesta nie wykorzystał niemal 100% okazji, kiedy znalazł się sam na sam z bramkarzem. Z kolei w 81. minucie na murawę wszedł Alexis Sanchez, który zmienił znakomitego w tym spotkaniu Xaviego. Kibice Barcelony zebrani na Ramón Sánchez Pizjuán pożegnali go owacjami na stojąco, trzeba przyznać, że ten zawodnik w pełni na to zasłużył. 4 minuty później Adriano zastąpił Puyola i na tym skończyły się roszady w ekipie gości.

Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Alexis Sanchez wypracował niezłą akcję, ale niestety nie udało się Chilijczykowi jej idealnie zakończyć. Minutę później Leo ustrzelił swojego drugiego gola, który później nie został uznany, bo zawodnik znajdował się na pozycji spalonej. Do końca meczu nic ciekawego się już nie wydarzyło i FC Barcelona w pełni zasłużenie pokonała rywala.

Podsumowując spotkanie w Sewilli można powiedzieć, że Barcelona grała w 10 a przeciwnik w 12, bo Pique zachowywał się tak, jakby sprzyjał Sevilli. Był dziś jakiś niobecny, nie potrafił odnaleźć się w defensywie, popełniał kardynalne błędy. Najgorsze było to, że zdarzyło mu się kilkakrotnie w pojedynku na własnym polu karnym dać za wygraną i liczyć, że napastnik nie dobiegnie, albo że Valdes będzie szybszy. Takie potknięcia nie mogą zdarzać się zawodnikowi takiej klasy, po prostu nie powinny mieć miejsca i tyle.

Wspomnieć naleźy również o Pedro, który w tym pojedynku zmarnował bardzo wiele świetnych strzeleckich okazji. Ciekawe jest to, że koledzy konsekwentnie do niego podawali. Mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że robił swoje, czyli to co robi już od dłuższego czasu: marnuje każdą szansę na gola, jednym słowem jest powalająco nieskuteczny. Plusika dostaje za próby i czasem odważniejsze wypracowywanie akcji. Ja jednak cały czas kiedy ten zawodnik pojawia się na boisku zastanawiam się dlaczego? Ile jeszcze Guardiola będzie próbował go przełamać? Oto jest pytanie.

Barcelona zagrała swoje i pewnie wygrała spotkanie w Sewilli, w wyniku czego zabrała zasłużone 3 punkty do domu. Kolejny etap planu: “gonić Real”  został z powodzeniem zrealizowany, dystans do lidera tabeli stopniał do 7 punktów, przynajmniej do jutra.

Składy:

Sevilla: Palop; Luna, Spahic (67′Cala), Escude, Navarro; Rakitic (57′ Trochowski), Medel, Jesus Navas, Reyes (63′ Perotti); Manu del Moral, Kanoute.

Barcelona: Valdes, Alves, Pique, Mascherano, Adriano (85′ Puyol), Busquets, Xavi (81′ Alexis), Cesc (69′ Keita), Iniesta, Pedro, Messi.

Rezerwowi: Pinto, Puyol, Keita, Muniesa, Alexis, Tello, Thiago.

 

Źródło zdjecia: fcbarcelona.com