“A może on ma na imię Czwartek? #3″ – cykl Przemysława Kasiury

Choć czwartek powoli zmierza ku końcowi i wielu z Was zapewne przeciera oczy ze zdumienia, patrząc na wynik Fiorentiny z Lechem Poznań, nie zmienia to faktu, że seria “A może on ma na imię Czwartek?” ponownie zawita na Waszych monitorach.

Zanim poruszę tematy bieżące, pragnę się wytłumaczyć. Tydzień temu nie pojawiła się kolejna edycja mojej autorskiej serii z jednej prostej przyczyny – opijałem swój tytuł magistra. Być może jest to tylko bezużyteczny papier, którym podciera się już kilkaset tysięcy absolwentów, ale powód do picia jest to zacny. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Tydzień po mojej szczęśliwej obronie nie mamy powodów do uśmiechów. U Johana Cruyffa, legendy FC Barcelony – zarówno z boiska jak i ławki trenerskiej – wykryto raka płuc. Z doświadczenia życiowego wiem, że zaatakowane płuca to często gorszy przypadek od zainfekowanego mózgu. Holender wygrał w swoim życiu już wiele. Oby teraz równie zwycięsko zakończył swój najważniejszy pojedynek w życiu. Trzymam mocno kciuki.

Co konkretnie chciałem poruszyć tego dnia? Cieszy mnie niezmiernie zwycięstwo na Białorusi. Szczególnie, że kolejny zawodnik FC Barcelony doznał kontuzji, co przestaje być już powoli śmieszne. Tylko cud sprawił, że gospodarze nie wcisnęli gola przyjezdnym, mimo iż w defensywie królują ostatnio tacy zawodowcy jak Douglas czy Pique. Ten pierwszy przyzwyczaił nas już do równych (if you know what I mean) występów, z kolei ten drugi przestaje być powoli pewnym punktem katalońskiego muru sprzed bramki Ter Stegena. To przekłada się na dyspozycję wszystkich kolegów z obrony, czego efektem są porażające liczby. W sezonie 2014/2015 Barcelona straciła zaledwie 8 goli w 13 pierwszych meczach. Dzisiaj już wiemy, że portero Blaugrany musiał wyciągać piłki z siatek… 22 razy w 13 meczach. Oczywiście taki wynik jest też pokłosiem banu transferowego oraz kontuzji graczy z ofensywy (im częściej atakujesz, tym rzadziej bronisz).

Wracając do samego spotkania z BATE – wydawało mi się, że będzie to najtrudniejszy mecz FC Barcelony w tej edycji Ligi Mistrzów w fazie grupowej. Katalończycy mogli być w swojej najlepszej dyspozycji, nafaszerowani nowymi piłkarzami za grube miliony oraz z Messim znajdującym się w doskonałej formie… a i tak przegrać, bądź przynajmniej zremisować. Tym razem miało być dużo gorzej – nie dość, że BATE wciąż było groźne i potrafiące zaskoczyć niejednego rywala, to jeszcze Barcelona bez nowych piłkarzy, bez Messiego i bez innych kluczowych piłkarzy. Ponadto na początku spotkania kontuzji pachwiny dostał Sergi Roberto i w sumie można było w ciemno stawiać u bukmachera Euro Palace online casino niespodziankę na Białorusi. Cud jednak się zdarzył, bo Rakiticiowi załączył się Lewandowski, a po fantastycznych (#not) interwencjach Pique i spółki piłki nie trafiły jednak “za kołnierz” Ter Stegenowi.

Na szczęście od kilku dni można zauważyć, że Neymar wreszcie zaczął brać sprawy w swoje ręce. Najpierw goleada w lidze, a teraz dwie asysty przy golach Chorwata urodzonego w Szwajcarii. Bycie liderem takiej drużyny jak FC Barcelona to ogromna presja, ale też niesamowite wyróżnienie. Neymar może długo nie mieć już takiej okazji, a tylko on może przejąć inicjatywę po kontuzjowanym Leo Messim. To z drugiej strony smutne, że pod uwagę nie jest brany Luis Suarez, niegdyś jednoosobowa ofensywa Liverpoolu, mogąca z niczego nastrzelać ponad 30 goli w sezonie. Mam nadzieję, że to tylko moje “widzimisię”, a Urugwajczyk również byłby w stanie przejąć schedę po najlepszych rozgrywających swojej drużyny.

Nie ma co się jednak ubierać w pesymizm. Iniesta zaczął już trenować z drużyną, Messi lada moment powróci do lekkich treningów, a władze FC Barcelony twardo negocjują z katarskimi liniami lotniczymi. Według ostatnich wyliczeń oraz zakładając ceteris paribus, Katarczycy muszą wyłożyć na stół mniej więcej tyle samo, co trzy lata temu – około 140 milionów euro przez trzy lata. Zakładając, że ceny za piłkarzy wzrosną, podobnie jak ich gaże, a ostatni zysk FC Barcelony na przestrzeni trzech lat to 128 milionów euro, można śmiało zasugerować, że przedłużenie kontraktu na podobnych warunkach powinno być rozwiązaniem dobrym dla obu stron. Jedna nadal będzie promowana w Europie i na świecie (wbrew pozorom) niskim kosztem, a druga będzie mogła wyjść przynajmniej bez strat finansowych po kolejnych trzech latach funkcjonowania.

Nie będę komentował doniesień medialnych o ewentualnym przekupieniu sędziów liniowych na El Clasico, bo być może jest to tylko burza w szklance wody. Dopóki sprawą nie zajmą się poważne organy i oskarżenia będzie można wyczytać z aktów prawnych, a nie kolorowych gazet, dopóty poważne debatowanie nad sprawą będzie domeną sfrustrowanych gimbazjalnych fanatyków.

Tymczasem żegnam się z Wami i zapraszam za tydzień na Football Star online slot machines.

PS. Wybaczcie to suche zakończenie, ale jeszcze nie wypadłem z tego “cugu” akademickiego.
PS2. Magazyn Barça Flash zostanie opublikowany wyjątkowo na dniach pod koniec października. Kolejna, listopadowa edycja, pojawi się w Internecie już według starych zasad.