A w przerwie “na reprezentacje”…

uid_634414c573b778599fb7ff3238fa820e1412836909646_width_800_play_0_pos_0_gs_0Rozpoczynają się eliminacje do Euro 2016, włączam sobie Internet i patrzę przede wszystkim, kto taki będzie się z kim mierzył. Nie ma co ukrywać, że najwięksi giganci są regularnie rozsypani po wszystkich dziewięciu grupach, dlatego mogą stwierdzić, że ten etap mistrzostw Europy to dla nich formalność.

Kto jednak pozwolił, by takie przeświadczenie go pożarło, mógł się co najmniej zdziwić. Takich sytuacji nie mieliśmy dużo, jednak sami mistrzowie świata oraz mistrzowie Europy zapłacili trzema punktami za zupełnie nieoczekiwane, nieprzewidziane porażki z, na oko, o wiele słabszymi rywalami. Ci z kolei, na marginesie, objęli prowadzenie w swoich grupach.

Oczywiście jedna przegrana o niczym jeszcze nie świadczy, zwłaszcza, że La Roja zdołała ją co nieco zatuszować pokaźnym zwycięstwem nad Luksemburgiem “przy pomocy” niekoniecznie najmocniejszego składu. Nie ukrywam natomiast, iż dała trochę do myślenia. Bo jaki może być powód przegranej z teoretycznie słabszym przeciwnikiem?

Osobiście myślę, iż esencją tego wszystkiego jest podejście. Zupełnie nie podoba mi się przerośnięta pewność siebie, bo to świadczy o stosunku do przeciwników i otaczającego nas świata w ogóle, co tyczy się nie tylko Hiszpanów, ale również troszkę nieumiejących się pogodzić z przegraną podopiecznych Joachima Löwa. Wyjście na murawę zadzierając nos ponad bramkę i kreując się na gwiazdę jak na ironie wcale nie czyni z nas gwiazdy. Ba, po tym między innymi możemy odnaleźć prawdziwych mistrzów w swoim fachu- umiejętności to zwyczajnie dopiero połowa sukcesu, ciężka praca także się do tego dołącza – o tym wie każdy. Nie każdy jednak rozumie, jaką rolę odgrywa nasze usposobienie – im wyżej ponad granicę skaczesz, tym głośniej dostaniesz po głowie w przyszłości. Pewność siebie, która przeradza się w samozachwyt, czasami lubi być zgubna, dlatego też warto zachować nieco skromności  i zimnej krwi.

Co prawda te niuanse wypłynęły na wierzch teraz, gdy jesteśmy na półmetku tej czteroletniej “olimpiady” między mistrzostwami Starego Kontynentu, tak więc zgodzę się, że nie ma nad czym robić więcej szumu. La Roja i tak jest aktualnie na bezpiecznej pozycji, a jeśli chodzi o to drugie spotkanie, o którym już wspominałam, przynajmniej będziemy mieli co wnukom opowiadać. Oby tylko wyciągnąć odpowiednie wnioski, póki jest na to pora.

Mówię o tym wszystkim oczywiście w postaci ogólnej, nie mam bowiem pojęcia, co w głowach mogli mieć piłarze z Półwyspu Iberyjskiego, a co mistrzowie świata – nawet jeżeli dumą uniósł się jeden, drugi czy trzeci, nie należy też wrzucać wszystkich do jednego worka. Dodatkowo, nie wykluczam, że przyczyn przegranej w obu przypadkach najpewniej było znacznie więcej, niż zbyt luźne podejście.Wyniki jednak są takie, a nie inne, skrzyknięte w przypadku meczu Hiszpanii z naszymi południowymi sąsiadami i tego dość podobnego, między Niemcami a Polską, jako “sensacyjne porażki” faworytów.

Warto też wspomnieć o temacie z trochę innej beczki. Z tego, co przekazało nam Mundo Deportivo, swoją karierę trenerską kończy Vicente del Bosque. Wydaje mi się, iż mogliśmy się tego spodziewać, chociażby ze względu na jego wiek, ale też fakt, iż bardzo dobrze wykonał swoje zadanie jako selekcjoner – z wieloma młodymi zawodnikami zdobył to, co tylko wielkiego mógł zdobyć, a tym zapracował sobie na tytuł trenera roku. Tak naprawdę jedyne, czego prawdopodobnie brakuje mu do szczęścia, to zwycięskie odejście – jestem pewna, iż nie pogardziłby kolejnym sukcesem na francuskim Euro jako zwieńczeniem swojej owocnej pracy. To jednak temat do o wiele dłuższej dyskusji – idąc tym tropem wydawałoby się, że tegoroczny Mundial w Brazylii także powinien być priorytetem byłych mistrzów świata, okazało się jednak zupełnie inaczej, bo widocznie nie było im to potrzebne do szczęścia. Tak więc czy bodziec w postaci uhonorowania zasług siwego już Vicente del Bosque zmotywuje La Roję do kolejnego z rzędu podbicia Europy?

By się tego dowiedzieć będziemy musieli poczekać jeszcze niecałe dwa lata. Nie ukrywam, że bardzo ciekawi mnie, kto nas zaskoczy, a kto zawiedzie, niestety, musimy uzbroić się w cierpliwość. Obyśmy tylko nie musieli więcej mówić o przegranej, bo “kogoś” przerosło własne ego – to niewątpliwie nie jest miłe dla oka kibica futbolu.