A w tym roku co wygramy?

imagesCzy Wy również nie możecie się już doczekać nadchodzącego sezonu? Pomijając fakt, że będę musiała walczyć z kacem moralnym na samą myśl o szkole, rzeczywiście, La Liga osładza mi ten smutek. Myśląc o tym, od razu nasuwa mi się pytanie: a może coś wygramy?

Potem dochodzę do wniosku, że to dość dziwne pytanie. Jako Cule powinnam pytać: a CO w tym roku wygramy?  Nie ma nic złego w optymizmie pełną parą, oby tylko nie zaślepiało to rzeczywistości. Poprzedni sezon nie pomaga, kiedy pytam „co takiego wygramy”, gdyż znienacka może pojawić się odpowiedź „hmm, niestety, nic”. Nie o tym jednak chciałam Wam powiedzieć.

Zmiany, eksperymenty, testy, przybył nowy trener, przybyli nowi zawodnicy, inni pożegnali się z Barceloną. Praca, treningi, jeszcze raz praca. Czym takim to wszystko  zaowocuje?  Jak ułoży się ten sezon? To ciekawe pytania. A może coś wygramy? Może po tym sezonie znów bez wahania będę mogła zapytać: a za rok co sobie wygramy? Gubiąc się w Internecie możemy też natknąć się na inne, znane, wyświechtane, stare, ale wciąż jare pytanie: czy Barca byłaby w stanie raz jeszcze stać się potęgą? Byłaby w stanie grać równie ekstra, fantastycznie, znakomicie, jak za czasów Pepa Guardioli?

Jak stwierdziłam przed chwilą, to znana nam śpiewka, ale przede wszystkim jest to źle zadane pytanie – o ile Barcelona rozkręci się na tyle, by powrócić do tej wspaniałej, mistrzowskiej formy, jaką miała pod wodzą Pepa Guardioli, pamiętajmy, że i tak nie będzie tą samą drużyną, jaką była w tamtym czasie. Będzie równie świetna, równie skuteczna, silna, ale nie tak samo świetna, tak samo skuteczna i silna.

Głównym powodem jest naturalnie to, że szkoleniowiec zmienił się już trzy razy. Po drugie, skład przetasował się jeszcze bardziej, a po trzecie – nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie dążył do celu wyciśniętym, wyeksplatowanym w dwustu procentach sposobem i strategią Pepa.

Po drodze jednak pojawia się pewna przeszkoda w postaci innego pytania: czy Barca w ogóle stanie się równie niesamowita, co ta, którą Guardiola poprowadził do serii sukcesów?

Za nami dopiero połowa wakacji, a już na pokładzie mamy nowych zawodników, którzy są chętni do walki i zrobią wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony w koszulce nowego klubu – a przynajmniej o tym zapewniają. Mówią także, że świetnie pracuje im się w nowym gronie, wszyscy świetnie się rozumieją, wszyscy są pozytywnie nastawieni, atmosfera się udziela i w ogóle wszystko super, optymizm po prostu wylewa się bokami. Miejmy nadzieję, że pokryją braki, które wynikły po odejściu, między innymi, Alexisa czy Cesca.

Luis Enrique także chce eksperymentować, a najbliższy przykład to próba przeniesienia  Pedro na linię obrony. Poza tym dokonane przed klub zakupy sprawiają, że powoli zaczynam wierzyć w sukces budującej się właśnie ekipy.

Nie możemy zapomnieć, że poprzedni sezon był „trochę” nieudany, więc mamy prawo myśleć, że teraz będzie tylko lepiej, choć przed trenerem jeszcze dużo pracy. Wydaje mi się jednak, że Enrique był tego jak najbardziej świadom, gdy obejmował to stanowisko. Piłkarze zresztą pracują już w Anglii na zgrupowaniu. Wiemy już dokładnie, kiedy startuje sezon. Przekonamy się więc już wkrótce, co wyczarował Luis.

Bardzo możliwe, iż  na ów start nie zdąży się wykurować Neymar, co oznacza osłabienie dla ofensywy Blaugrany. Ma oczywiście plany pokazać się jak najwcześniej, nawet na Pucharze Gampera, ale jedyne, co mogłabym pochwalić w tym pomyśle, to jego determinacja. Biorąc pod uwagę, w jakim stanie opuścił boisko podczas swojego ostatniego meczu, naprawdę dobrze by było, gdyby wyszedł na murawę zdrowy w stu procentach, a nie tylko „generalnie zdolny do gry”.

Co więcej, sankcją obciążony jest kolejny z tegorocznych nabytków klubu po swoim akcie irytacji podczas mundialu. Niestety, jak wiemy, również jest napastnikiem, tak więc wymarzone trio atakujących nie pokaże się w pełnej krasie już na początku. Nie sądzę jednak, by miało to jakoś znacząco wpłynąć na ogólną formę Barcy. Zdecydowanie bardziej Luis Suarez i Neymar wspomogą podopiecznych Luisa Enrique, niż ich nieobecność zaszkodzi.  Większy problem w związku z tym może mieć sam Urugwajczyk – nie miał okazji bowiem zaaklimatyzować się w drużynie, tak, jak reszta przetransferowanych do Dumy Katalonii piłkarzy. Tego jednak też nie należy wyolbrzymiać .

W efekcie będziemy musieli wstrzymać się z oceną nieco odświeżonego składu. Nie dowiemy się przecież już we wrześniu, czy będzie on w stanie podbić boiska całej Europy. Osobiście myślę, pomijając już ironię, że nowi zawodnicy we współpracy z bardziej doświadczonymi barcelonistami rzeczywiście mogą osiągnąć co nieco. Czy rozpoczną kolejną złotą erę? Na takie pytanie za wcześnie, by odpowiadać – zdecydowanie za wcześnie, bo nawet jeśli, nie stanie się to od razu. Widzieć radość Blaugrany wznoszącej kolejne trofeum byłoby czymś naprawdę cennym, zważając na to, co z „imidżem” klubu zrobił zarząd. Była już zresztą o tym mowa na naszym Blogu. Zakładam, że jakiekolwiek trofeum to by nie było, Barca wywalczy je  na swój własny, wyjątkowy sposób, który potwierdzi, że stolica Katalonii, mimo wszystko, jest czymś więcej, niż fajnym, dobrym klubem. Jednym z wielu.