Adios La Liga. Osasuna 3-2 FC Barcelona

Nie trzeba wielu słów by opisać sobotnie spotkanie. Żal i ból jaki czują teraz wszyscy cules w Hiszpanii, Europie i na świecie jest wielki. Nie ma co owijać w bawełnę, tego chłodnego wieczoru przegraliśmy ligę. O ironio, dokładnie rok temu na tym samym obiekcie Real poległ i tym samym odpadł z walki o tytuł Mistrza Hiszpanii.

Obrażano mnie za felieton o Pepie. Mówiono, że jestem sezonowcem, bezmózgim idiotą i debilem. Czy teraz wszyscy ci, którzy tak bardzo się bulwersowali spojrzą prawdzie w oczy i zauważą, że przegraliśmy ten sezon już przed jego startem? Mam nadzieję, że tak. Dzisiejsze podsumowanie będzie krótsze, bowiem na łamach naszego serwisu ukaże się już niebawem obszerniejszy artykuł na temat ostatniej porażki.

Spotkanie w Pampelunie rozpoczęło się tak jak wiele innych. Beznadziejnie grający Pique, zagrał źle przed polem karnym, a efektem tego była bramka Lekicia, który nie dał szans Valdesowi. Na domiar złego w 10. minucie Alexis – który swoją drogą jako jedyny może wracać do domu z podniesioną głową – strzelił prawidłową bramkę. Sędzia jednak uznał, że był spalony i bramki nie uznał. Nie dojrzał jednak ewidentnego spalonego Osasuny chwilę później. Raul Garcia będący na offsidzie, rozkręcił akcję, po której to znów mógł cieszyć się Lekić. Smutne, że i tak żałośnie grającej Blaugranie, przeszkadzają jeszcze arbitrzy. Biednemu jednak piach w oczy wieje.

Jakie pytania można było zadać sobie w przerwie? Co na murawie robił Pedro? Czy nie za wcześnie by w tak ważnym meczu wystawiać Sergi Roberto? I na koniec – czy Pep odpuścił sobie ligę, czy zwyczajnie jest tak głupi, wystawiając taką, a nie inną jedenastkę?

Na te pytania odpowiedzieć powinien sobie każdy z osobna. W każdym bądź razie, drugą połowę Barca zaczęła z większym animuszem. Już chwilę po pierwszym gwizdku rezerwowi Tello i Cuenca (który moim zdaniem, ma mniejsze umiejętności od napastnika Barcelony B) zamieszali w szeregach Osasuny, a efektem tego była bramka kontaktowa, genialnego Sancheza. Cóż jednak z tego skoro to co Chilijczyk ratował, obrona zaprzepaszczała. Kolejne fatalne błędy w defensywie popełniali Pique i Abidal, a do nich dołączył także VV. Kiksy całej trójki wykorzystali gospodarze za sprawą Garcii. Było już po meczu, było po lidze.

I nawet bramka Tello nic nie zmieniła. I nawet (kolejna) nie uznana bramka Sancheza nie zmieniłaby niczego. Barcelona przegrała ligę. Jeżeli ktoś powie, że przez arbitrów to ja przyznam mu rację. Jednak Azulgrana przegrała przede wszystkim przez siebie. Przez lekceważący stosunek do słabszych rywali. My jednak ligę odzyskamy. Może nie w tym sezonie, ale kto wie…

… nadzieja matką głupich. Ja do nich należę.