Alves: Barça mnie nie doceniła

Aż 41 minut trwała konferencja prasowa Daniego Alvesa. Brazylijczyk poruszył w niej głównie kwestie nowego kontraktu, ale – jak na razie – wiadomo, że… nic nie wiadomo. Prawy obrońca Barçy kilka razy podkreślał, że ostateczną decyzję podejmie dopiero po finale Ligi Mistrzów.

Hiszpańskie media już kilka razy podawały informację, że Alves na pewno odejdzie ze Stolicy Katalonii i przeniesie do PSG lub Manchesteru City. Sam Brazylijczyk nic nie wspominał o tych klubach, ale potwierdził – choć nie wprost – że odrzucił ofertę Blaugrany.

- Nie wiem, czy zostanę w Barcelonie. To wciąż otwarta kwestia. Mój obecny kontrakt obowiązuje do 30 czerwca i postanowiłem, że z szacunku dla tych, którzy mnie kochają i wspierają, na razie nie będę podejmował żadnych decyzji. Daję sobie czas spokoju do 7 czerwca, do finału Ligi Mistrzów. Potem usiądę i zastanowię się, co dalej – powiedział Alves.

Brazylijczyk nie ukrywał swojego rozczarowania władzami klubu. Jego wystąpienie to było właściwie jedno wielkie wiadro pomyj wylane na na prezydenta Bartomeu i jego współpracowników.

- Postanowiłem zacząć mówić, bo w ostatnim czasie nasłuchałem się o sobie sporo bzdur. Wystarczająco długo byłem lekceważony. Przez większą część sezonu słyszałem wręcz wprost, że nie mam co liczyć na nową umowę. Propozycja pojawiła się dopiero, jak zacząłem grać lepiej. Tymczasem trener Luis Enrique podkreślał, że jest zadowolony z mojej formy – zdradził Brazylijczyk.

- W tym momencie jestem z zespołem na 200 procent, skupiam się na dwóch finałach. Klub? Z nimi nie jestem dogadany nawet w 10 procentach… Powiedziałem prezydentowi Bartomeu, czego oczekuję. Wie, czego chcę, po jego stronie leży teraz piłeczka. Jasne, że chodzi o pieniądze, ale nie tylko, chciałbym to podkreślić. Chcę być doceniany za swoją pracę, ale chcę też czuć szacunek i wsparcie. A to, co działo się w ostatnich miesiącach nijak miało się do szacunku – grzmiał Alves.

Obrońca Blaugrany nie chciał zdradzić o co dokładnie chodzi, ale przyznał, że usłyszał wiele cierpkich słów od dyrektorów w Barcelonie.

- Nie będę tego cytował. Niech to zostanie w prywatnych rozmowach. Jednak, jeśli przez kilka lat grasz i dajesz z siebie wszystko na boisku, to oczekujesz, że dostaniesz wsparcie od klubu w gorszych chwilach. Tymczasem o moim nowym kontrakcie miały zadecydować miesiące, kiedy byłem bez formy? Sorry, teraz za późno na negocjacje. Barça jest już tylko jedną z opcji, które biorę pod uwagę. Jestem rozczarowany, uważam, że nie zasługiwałem na takie potraktowanie… Miesiąc temu rozmawiałem z Bartomeu, ale jego oferta była śmieszna – powiedział.

Alves przyznał także, że otrzymał ofertę od jednego z kandydatów na prezydenta klubu, ale nie chce tyle czekać. Kilka razy podkreślał, że piłeczka leży po stronie zarządu.

- Decyzję podejmę po 7 czerwca, nie mogę czekać do wyborów. Na ten moment powiem tak: wykluczone, że zostanę w Barcelonie. Jednak Bartomeu zna moje warunki i jeśli na nie przystanie, to się zmieni – zdradził.

Alves chętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Poza jednym. – Skąd jesteś? Z Marki? Wybacz, ale to gówno. Następne pytanie.