Analiza przed meczem z Bayerem Leverkusen

Powoli można zamknąć drzwi za ostatnimi gorzkimi opiniami na temat Dumy Katalonii i z nadzieją w sercu przenieść dyskusję na temat zbliżających się meczów 1/8 LM. Wtorkowe spotkania rozpocznie FC Barcelona jako obrońca tytułu, która zmierzy się na wyjeździe z Bayerem Leverkusen. Zdaje się, że dość łatwe zadanie powinno czekać Barcelonę, Bayer raczej ma mało argumentów, aby się przeciwstawić aktualnemu championowi.

Gracze Pepa Guardioli po drugiej porażce w sezonie z Osasuną Pampeluna matematycznie stracili szanse na obronę mistrzostwa. Drużyna niemal ekshibicjonistycznie obnażyła futbolowemu światu swoją zaskakującą słabą stronę – mecze wyjazdowe, a jej potknięcia skwapliwie do tej pory wykorzystuje w Primera Division odwieczny rywal z Madrytu. Pozostają inne pola rywalizacji – Champion League oraz Copa del Rey, aby spróbować podtrzymać dobre wrażenie.

Katalończycy u siebie, a na wyjeździe to dwie różne pary butów, przynajmniej patrząc przez pryzmat obecnego sezonu. Podnosi na duchu fakt, że Liga Mistrzów rządzi się swoim własnymi prawami. Przede wszystkim będą dwumecze. W ostatnich trzech meczach Barcelona strzelała po dwa gole, więc nie wygląda to tak źle. Jeśli więc goście z Hiszpanii utrzymają poziom z ostatnich trzech spotkań, czyli strzelą przynajmniej dwukrotnie, to już ośmielam się wątpić, by Niemcy dali radę zagrać choćby na  remis. Ponadto nie jest jeszcze tak źle, żeby jakiejś drużynie udało się odrobić najmniejsze nawet straty na Camp Nou.

Robin Dutt, trener Bayeru Leverkusen, przed tym spotkaniem może zacząć marzyć, że uda się mu zamknąć erę Guardioli, a nawet cały okres supremacji katalońskich rywali.We wtorkowym meczu będzie musiał jednak poradzić sobie bez Michaela Ballacka, który z powodu urazu uda, nie będzie mógł wystąpić w pierwszym meczu z Barceloną, aby wspomóc swoich kolegów z boiska.  “Aptekarze”, którzy podejmą Dumę Katalonii na Bay Arena mają obecnie niemały problem z kontuzjami.

Pep Gurdiola na rywalizacje z Leverkusen z pewnością zdecyduje się wystawić swój galowy garnitur piłkarzy z Messim, Fabregasem, Iniestą czy Xavim. Także po to, by uniknąć przykrych niespodzianek. Siła w ataku Barcelony zapewnić powinna poprawę bilansu bramkowego, bowiem w ostatnich sześciu spotkaniach statystycy odnotowali 9 bramek przy 7 stracony graczy z Katalonii.

Pomimo wszystko uważam, że Barcelona jeszcze na jakiś czas zdoła obronić pozycję najlepszej drużyny Europy. Wciąż stać ich na grę, dzięki której aż momentami chce się wejść w ekran telewizora. Ma wspaniałego trenera oraz kapitalnych wykonawców jego założeń. Powinna wystrzegać się pychy, która pozwala myśleć, że styl, którym nas w ostatnich latach raczy, jest wystarczający na rywali każdego kalibru. Wszyscy wiemy, że kiedy tylko gracze Barcelony mają “swoje dni” są nie do zatrzymania. Wystarczy tylko, choć na chwilę, powrócić pamięcią do finału Ligi Mistrzów sprzed roku. Wówczas Manchester United musiał uznać wyższość podopiecznych Pepa Guardioli.

I nie oszukujmy się, bo przecież gracze Bayeru Leverkusen to zupełnie inny rozmiar kapelusza od ekipy z Old Trafford. Pozostaje nam, kibicom Barcelony wierzyć, że nasi pupile postarają się już w pierwszym spotkaniu ostatecznie załatwić sprawę awansu do dalszej rundy. Jaka jest recepta? To pytanie raczej powinno dręczyć specjalistów od realizacji farmaceutycznych zaleceń.

Źródło zdjęcia: goal.com