Niemiecka PepRyszka: Atak za 200 milionów

tumblr_mndrwkbgl01rpi8c6o1_500Ligue 1 wita AS Monaco. A tymczasem klub miliardera Dmitrija Rybołowlewa się zbroi, przygotowując się do wielkiej ofensywy. Superstrzelec Atletico Madryt, Kolumbijczyk Radamel Falcao jest już jego największą gwiazdą. Konkurencja śle coraz głośniejsze pomruki niezadowolenia w kierunku prezydenta UEFA Michela Platini, przeciwko jego idei Financial Fair Play.

Kiedy zdążył już przebrzmieć spektakularny ryk bolidów Formuły-1, werble nowych informacji przetoczyły się ulicami idyllicznego na co dzień i nowobogackiego Księstwa Monako. Wkrótce klub piłkarski tego maleńkiego państwa położonego w południowej części Francji, ma zaprezentować kolejnego zawodnika z najwyższej światowej półki. To ma być transfer,  o jakim śniło wielu właścicieli i dyrektorów sportowych klubów, w którym pieniądze tym razem nie mają mieć żadnego znaczenia. Także dla nowego właściciela, powracającego do ekstraklasy, AS Monaco.

Monaco się zbroi (…)

Czerwono-Biali (Les Rouge et Blanc), nie tylko powrócili z otchłani drugiej ligi, ale najwyraźniej mają aspiracje, by w najbliższym czasie walczyć o najważniejsze europejskie trofea. Ma się to odbyć z pomocą pieniędzy rosyjskiego oligarchy, nowego prezydenta i właściciela, zwanego “Królem nawozów”, Dmitrija Rybołowlewa (47). W grę wchodzi 200 milionów euro przeznaczonych na zakupy. Już niedługo okaże się, czy Rybołowlew stanie się nowym Romanem Abramowiczem Lazurowego Wybrzeża. Faktem niezaprzeczalnym jest, że Monaco od kolejnego sezonu zasili szeregi Ligue 1, ale podlegać może dyskusji, czy jego generał zdoła dotrzymać obietnicy i zapewnić klubowi awans do międzynarodowej elity w niespełna trzy lata. Za wszelką cenę! I to dosłownie.

Na rynku transferowym zawrzało. Oficjalnie we Francji, okienko jest otwarte do 9. lipca, lecz Monaco już zrobiło pierwsze przymiarki do nowego sezonu. Niedawno Rybołowlew na francuską riwierę ściągną za łączną sumę 70 milionów euro dwóch klasowych piłkarzy z FC Porto. Pomocnika, Jao Moutinho (kwota transferu, 25 mln) oraz skrzydłowego, Jamesa Rodrigueza (45 mln. euro). Mistrz Portugalii sezonu 2012/13 z żalem pożegnał swojego reprezentanta kraju i młodego, 21-letniego Kolumbijczyka. Do drużyny dołączył także 35-letni już Ricardo Carvalho, który bez sumy odstępnego opuszcza Real Madryt.

A na tych trzech lista życzeń Rybołowlewa się nie zamknęła, o nie! Dalej, w kolejce na poprawę bytu pod sterami rosyjskiego bossa czekają: Fabio Coentrao, Carlos Tevez, Branislav Ivanovic i Victor Valdes. Wiadomo, że rosyjska ruletka rozkręciła się na dobre w momencie, kiedy ostatecznie zakończony został rozdział o kolejnym spektakularnym transferze tego lata. To ma być piłkarski blitzkrieg. Transfer Radamela Falcao.

Media na całym niemal świecie nie były w stu procentach zgodne co do tego, czy “El Tigre” miał kosztować 60, czy 70 mln euro. A może – spekulowano, Atletico Madryt spuści z ceny i “odda” swoją największą gwiazdę za 45 milionów? Tak, czy owak, Falcao dołączył do listy najlepiej zarabiających graczy świata z pensją 14 mln za sezon. Powódź domysłów wciąż jeszcze zalewa nie tyko hiszpańską ale i niemiecką prasę. W magazynie “Kicker” pojawiły się (najprawdopodobniej przedrukowane informacje), jakoby Falcao ma pojawić się w księstwie zaledwie na rok, by potem trafić do Realu Madryt. Zabieg ten miałby na celu uniknięcie medialnej wrzawy wynikającej z bezpośredniego transferu między rywalizującymi zaciekle stołecznymi klubami z Hiszpanii.

Już na początku maja kolumbijskie media podały, że ich rodak w kolejnym sezonie będzie zachwycał swoją grą francuską Ligue 1. Wtedy nikt nie dawał wiary tym doniesieniom.

“El Tigre” – należy podobnie jak Carvalho, Moutinho czy Rodriguez do “stajni” najpotężniejszego agenta w świecie piłki, Jorge Mendesa. W 2011 roku Kolumbijski snajper stał się obiektem modelowej operacji, kiedy to w atmosferze domysłów i dywagacji, przeszczepiono go z FC Porto na hiszpański grunt (Porto wygrało potrójną koronę zdobywając Mistrzostwo i Puchar kraju oraz wygrywając Ligę w Europy).

Sprawdził się na nim wyśmienicie. Środkowy napastnik Atletico w ostatnim sezonie strzelił dla swojego klubu 24 gole, a w bieżących rozgrywkach poprawił swój wyczyn notując na swoim koncie o cztery trafienia więcej. Łącznie w ciągu dwóch sezonów w hiszpańskiej Primera Division zdobył 70 bramek w 91 spotkaniach.

Ponownie doskonale sterowany przez Mendesa parę dni temu podkreślał, że  jako zawodnik Atletico odsuwa na bok wszelkie spekulacje na swój temat: “Skupiam się na grze w Primera Division. Nic nie wiem (?) na temat przenosin do Monaco. Według mediów podpisałem kontrakty z klubami z połowy Europy, m.in. Chelsea, Manchesterem United i Realem. To bzdury. Pamiętam, że już pół roku po przyjściu do Atletico dziennikarze łączyli moje nazwisko z drużynami z całego kontynentu”- powiedział Falcao podczas konferencji prasowej przed finałem Pucharu Króla, który odbył się w piątek 17 maja 2013 roku na Santiago Bernabeu.

Ekstrakcji został poddany inny pacjent Jorge Mendesa, Fabio Coentrao. Dwa lata temu na prośbę Jose Mourinho, portugalski lewy obrońca trafił za 30 mln euro z Benfiki Lisbona do “Królewskich” z Madrytu,  teraz oddaje się go (usuwa jak zepsuty ząb) za 18 mln. Podobnie ma się sprawa z byłym już bramkarzem FC Barcelony, Victorem Valdesem. Z tym, że kataloński portero dokonał klasycznego samowykopania się z Camp Nou. Głos oburzenia na takie załatwienie sprawy wydobył się z ust papieża Barcelony Johana Cruyffa: “Czego on chce?” Otóż odpowiadamy: Pieniędzy, Szanowny Panie. Pieniędzy!Jeszcze większych pieniędzy!

(…) a konkurencja burczy

Tymczasem problemem dla nowego właściciela Monaco stanie się jednak kwestia podatkowa. W Księstwie piłkarze – a także cudzoziemcy –  są zwolnieni z ich płacenia. W samej Francji pensje obywateli powyżej miliona euro rocznie opodatkowane są w wysokości 75 procent. Monaco gra w lidze francuskiej od powstania w 1924 roku, ale wydaje się, że tym razem inne kluby Ligue 1 nie zgodzą się na to, by klub z księstwa działał na warunkach uprzywilejowanych.

Nawet żagle przebogatych jachtów, swoich przebogatych właścicieli, pływające w pobliżu portu, nie robiły tyle szumu podczas największych wiatrów, co włodarze AS Monaco. Klub w czasach swojej świetności wygrywał ligę francuską (siedem razy). Pod ręką Arsene’a Wengera byli na przełomie lat 80. i 90. piękni i zwycięscy (w składzie mając m.in. George’a Weaha, Thierry’ego Henry’ego, Liliana Thurama i Emmanuela Pettita, a Didier Deschamps wprowadzał ich w 2004 r. do finału Ligi Mistrzów).

AS Monaco to już nie szczenię we francuskiej klasie rozgrywkowej, ale przecież dopiero co ponownie wpadło do nowego, czyściutkiego kojca Ligue 1 stojąc na skraju kompletnej degradacji, z przyczepionym szyldem “Do uśpienia.” Tego lata, za 200 milionów swojego nowego pana, chce pokazać zęby. Dla porównania, mistrz tego sezonu – PSG, z kieszeni wyciągnąć może na transfery zaledwie o 50 milionów mniej. Na pensję dla Zlatana Ibrahimovicia szejkowie katarscy muszą wydać 35 dużych baniek w sytuacji kiedy Rosjaninowi wystarczy 10,5 mln. Ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu zażyłość Dmitrija Rybołowlewa z księciem Albertem uchroni klub od podatków.

A jak będzie układała się działalność krezusów ze Wschodu z federacją piłkarską UEFA i jej szefem Michelem Platinim? Wprowadzane przez niego innowacyjne finansowe fair play zakłada, że do 2018 roku długi żadnego klubu w Europie nie będą przekraczały 30 mln euro. W dodatku kluby mają wydawać to, co zarobią. Pole do popisu dla kreatywnych księgowych w futbolu robi się nie mniejsze, niż ongiś na konferencjach prasowych dla językowej finezji byłego trenera polskiej reprezentacji, Franciszka Smudy. Światowy kryzys, jak kupa gnoju, zasypuje słabych i biednych. Tylko wybitni (czyt. ci, co to się już nachapali, za swoje lub za cudze), mają dzięki niemu coraz więcej możliwości wzrostu i rozwoju.

Dotychczasowy kapitan AS Monaco Andreas Wolf już spogląda w nadchodzący sezon: “Otrzymaliśmy wiele jakości, teraz pozostaje nam tylko udowodnić, ze potrafimy osiągać zamierzone cele. Jakie? Najpierw mistrzostwo, a potem walka o europejskie puchary.”

Arena bogaczy

Rosyjski biznesmen, Dmitrij Jewgenjewicz Rybołowlew, kupił klub z Monako w grudniu 2011 roku. 199. najbogatszy człowiek świata według “Forbesa”, ktorego majątek szacuje się na 8,5 miliarda dolarów urodził się 22 listopada 1966 roku w Permie. Ukończył wydział medycyny, krótko pracował jako kierowca ambulansu, a następnie znalazł zatrudnienie jako lekarz w małej firmie ojca, który był pomysłodawcą nowej metody leczenia opartej na terapii magnetycznej. Z Jewgenjem Rybołowlewem zrobili pierwszy wielki interes. Okoliczne firmy płaciły nie gotówką, ale swoimi produktami sprzedawanymi następnie z pomnożonym zyskiem.

Potężny Związek Radziecki upadł. Po zarobieniu pierwszego miliona w 1990 roku Rybołowow przeniósł się do Moskwy, by studiować finanse. Poznał tam sposób działania giełdy. Majątek powiększył dzięki prywatyzacji rosyjskich przedsiębiorstw, ale także stając się potentatem w branży chemicznej.  Założył w 1994 roku bank, który skupował akcje firm z rodzinnych stron, by zyski skoncentrować w swojej Uralkali, jednym z największych chemicznych biznesów w Europie. 

W wieku 29 lat Rosjanin spędził w więzieniu 11 miesięcy podejrzany o udział w zleceniu zabójstwa szefa firmy rywalizującej z nim na rynku nawozów. Został uniewinniony, ale w Perm już żyć nie mógł. Wielokrotnie niepokojony niemal cudem wyszedł cało z kilku zamachów, ale w obawie o życie swoje i najbliższych przeprowadził się do Szwajcarii. Na stałe jednak przeniósł się do Monako, gdzie zamieszkuje sobie w wartej  blisko 300 mln rezydencji La Belle Epoque, w której ma kolekcję obrazów Moneta, Picasso, Gauguina i Van Gogha. 

Kolekcjonuje domy i jest zagorzałym mecenasem sztuki. Po rozwodzie z żoną nie zapomina jednak o swoich dzieciach, dla których jest niezwykle hojny. Starszej córce Jekaterinie kupił na 18. urodziny dwie greckie wyspy: Skorpios i Sparti, należące do rodziny Arystotelesa Onassisa, a młodszej Annie, posiadłość w Nowym Jorku za 70 mln dolarów. Dziś jego życie i kariera stały się pożywką dla hien prasowych całego świata.

Stadion Monaco mieści zaledwie 18,5 tys widzów. Ale dla Rybołowlewa to arena sportowa na której z wysokości swoje loży dla vipów, ma zamiar rywalizować z innymi światowymi bogaczami. To raczej droga zabawka, taka sama jak Chelsea dla Abramowicza, czy City oraz PSG dla szejków Mansoura i Al-Thaniego. Po Premier League, także Ligue 1 staje się polem rywalizacji bogaczy ze Wschodu. Beniaminek AS Monaco, według “Daily Mail”, stanowi dzięki pieniądzom Rybołowlewa finansową wartość z którą nie ma szans wygrać nawet sam właściciel Chelsea.

W futbolowym buszu, żyją sobie piłkarze i egzystują kluby. Każdy na kimś lub na czymś chce zrobić interes swojego życia. Jak dla praczłowieka ogień stał się krokiem milowym ku cywilizacji, Ameryka dla pierwszych osadników krajem marzeń i spełniających się snów, pustynne kraje arabskie Mekką i Medyną dla pielgrzymek po petrodolary, tak teraz małe księstewko z Lazurowego Wybrzeża ma szansę stać się piłkarskim Las Vegas. Kto nie gra, ten nie wygrywa…

Maciej Ryszka mieszka w południowo-wschodnich Niemczech, skąd na świeżo zdaje raporty z pracy Pepa Guardioli w Monachium


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273