Mourinho nie zostanie ukarany za swoje oskarżenia względem Teixeiry Vitienesa

Ani sędzia Teixeira Vitienes, ani Techniczny Komitet Arbitrów, ani sędzia Florez (prezydent Komitetu Rozgrywek) nie zamierzają wnieść oskarżeń przeciwko Portugalczykowi.

Po rewanżowym meczu ćwierćfinałowym, Jose Mourinho oczekiwał na sędziego Vitienesa na parkingu przy Camp Nou. Tam odbyła się ostra wymiana zdań, trener Realu oskarżał arbitra o intencjonalne działania na rzecz Barcelony w czasie sędziowania meczu. Po wszystkim Portugalczyk oddalił się i jak na razie wygląda na to, że “napad” na sędziego ujdzie mu na sucho.

Wydaje się, że zrzeszenie sędziów hiszpańskim po prostu boi się występować przeciwko The Special One. Dzięki zdjęciom z parkingu, które zarejestrowała witryna elmundodeportivo.es, istniały trzy możliwości ukarania Portugalczyka za jego zachowanie, którego notabene nie wyparł się ani klub, ani sam zainteresowany.

Po pierwsze, sam arbiter Teixeira Vitienes mógł napisać zarzut wobec Mourinho. Po drugie, Techniczny Komitet Arbitrów po obejrzeniu zdarzeń mógł od razu zaskarżyć portugalskiego trenera. I wreszcie po trzecie, najważniejszy sędzia oceniający rozgrywki La Liga, Alfredo Florez, mógł wnieść oskarżenie z urzędu.

Żadna z trzech możliwych ścieżek nie została jednak podjęta. Ciekawe w jakich jeszcze kuriozalnych sytuajach Mourinho uda się uniknąć kary.

źródło: elmundodeportivo.es

Czas na Puchar Króla

FC Barcelona trenowała dziś całkowicie skupiona na środowym meczu. Podczas ćwiczeń obecnych było wielu zawodników Barcelony B, którzy uzupełnili dość wybrakowaną aktualnie pierwszą drużynę.

Pep Guardiola “zaprosił” na trening pierwszego zespołu 8 graczy z Barçy B, byli to: Cuenca, Dos Santos, Tello, S. Roberto, Rosell, Espinosa, Balliu i S. Gomez. Poza nieobecnością kontuzjowanego Fontasa, reszta pauzujących graczy (Pedrito, Iniesta, Afellay i Villa) ćwiczyła na siłowni. Ich rekonwalescencja przebiega poprawnie. Należy pamiętać również o tym, że nieobecny jest Seydou Keita, przebywający w Gabonie na Pucharze Narodów Afryki (jego drużyna, Mali, wciąż jeszcze ma szanse na wyjście z grupy).

Jutro Blaugrana odbędzie ostatnią sesję treningową w Ciutat Esportiva Joan Gamper. W środowy ranek zespół uda się do Valencii, gdzie odbędzie się ostatni trening przed meczem, tym razem “za zamkniętymi drzwiami”.

źródło: sport.es

Maxwell może opuścić Barcelonę w ciągu najbliższych kilku godzin

Obrońca Barçy otrzymał oferty z różnych klubów, spośród których najpoważniejszym kandydatem wydaje się Paris Saint-Germain. Według agenta zawodnika, odejdzie on ze stolicy Katalonii w bieżącym okienku transferowym.

Trwa zimowe transferowe szaleństwo. Jest już prawie pewne, że Maxwell Scherrer Cabelino Andrade już wkrótce odejdzie z FC Barcelony. Wskazuje na to zarówno mnogość ofert złożonych zawodnikowi, jak i przyzwolenie władz klubu. Przypomnijmy, że Brazylijczyk dołączył do bordowo-granatowej ekipy w lipcu 2009 roku, kiedy to został zakupiony za 5 milionów euro z Interu Mediolan.

Agent Maxwella, Mino Raiola, przyznał, że gracz ma mnóstwo ofert i najprawdopodobniej z jednej z nich skorzysta. Najpoważniejszym kandydatem wydaje się PSG, z dopiero co zatrudnionym Carlo Ancelottim.

Po jedenaste – nie oskarżaj!

Kilka dni temu, nie po raz pierwszy z resztą, podczas rozmowy o futbolu z dopiero zapoznaną osobą, przytrafiło mi się to, co jest zmorą wiernych kibiców Barcelony. Myślę, że każdego z nas spotkało to przynajmniej raz.

Stwierdzenia: „lubisz piłkę — pewnie kibicujesz Barçy”, „interesujesz się futbolem? Założę się, że najbardziej lubisz Barcelonę”, „…Barça, tak?” i inne tego typu wariacje towarzyszą nam od kilku sezonów. Jak sobie z tym radzić?

Pamiętajmy, że ludźmi, którzy tak mówią kieruje czysta zawiść. Oni też chcieliby, żeby ich Juventus, Manchester, czy też Bayern (o Realu nie wspomnę), ciągle wygrywał. Jedynie w niewypowiedzianych, najskrytszych pragnieniach marzą, aby ich zespół dominował choć w podobnym stopniu, co Barça. Cóż zatem mogą biedni zrobić, jak nie wyżyć się na nas, szczęściarzach? Choć być może mogą mieć trochę racji, bo…

…naszą zmorą są sezonowi kibice! Jest ich pełno i wszędzie rozgłaszają swoją rzekomą miłość do Blaugrany. Jak rozpoznać sezonowego kibica? To proste. Cykl rozwoju „sezonowców” trwa rok – od maja do maja. Dzień po finale Champions League robią w swoim pokoju generalny remont wymieniając barwy na kolory zwycięskiej drużyny. Przez kilka miesięcy lekko szlifują swoją wiedzę na temat ulubionego klubu, a raczej aktualnego składu. Przez wakacje w sposób nieokrzesany emocjonują się transferami, by na początku sezonu szpanować newsami. Następnie głośno komentują wśród znajomych każdy mecz ich zespołu (nie zawsze je oglądając). Zapał spada, gdy ich drużyna odpadnie z rozgrywek Ligi Mistrzów. Wtedy powoli wycofują się ze swojej wielkiej miłości do danej drużyny, by w maju przeprowadzić kolejny remont. Pamiętacie, że w 2004 nagle, niewiadomo skąd, w naszym kraju zaczęli pojawiać się wierni kibice FC Porto? Ponieważ FC Barcelonie idzie ostatnio bajecznie, sezonowi kibice lgną do nas jak ćmy do świecy. Na pierwszy rzut oka można ich pomylić z nami – umieją powiedzieć „Visca el Barça” i znają rok założenia klubu. Jest ich znacznie więcej niż nas, toteż ludzie będący tematem mojego felietonu przyzwyczaili się do nich i każdego za nich biorą.

Można puszczać mimo uszu takie docinki lub próbować podważyć wierność swojemu klubowi naszego rozmówcy. Ale nie zniżajmy się do ich poziomu, nie warto. Swoją drogą przecież trochę współczujemy kibicom Milanu, którzy jak szaleni cieszyli się z ostatniego Scudetto z błahego powodu – po prostu ich zespół nie wygrał nic od czterech lat (a własnej ligi od siedmiu). Ponadto mają prawdopodobnie w głowie lęk przed kolejnymi suchymi latami. To nas nie dotyczy.

Cierpliwość jednak czasem się kończy. Przecież kiedy słyszymy podobne oskarżenie po raz n-ty, można się zdenerwować. Chętnie przywaliłabym takiemu delikwentowi, chociażby „z Zidane’a”. Ale mi nie wypada.

Zaakceptujmy zatem również minusy wspaniałej passy naszego zespołu. Jeśli to ma być cena sukcesu Barcelony – ja chętnie ją zapłacę. Chociaż nie zawsze jest łatwo.

źródło zdjęcia: kwejk.pl

Henk ten Cate przejmie wodze chińskiego klubu Shandong Luneng

Pamiętacie Henka? Był prawą ręką Franka Rijkaarda za czasów jego największych sukcesów. Zastanawiacie się, co u niego słychać? Otóż właśnie został trenerem jednego z najważniejszych klubów chińskiej ekstraklasy.

Na swojej pierwszej w Chinach konferencji prasowej ten Cate zapewnił o swojej ambicji w dążeniu do wygrania najważniejszych trofeów. Klub Shandong Luneng zwyciężył krajowe rozgrywki ostatnio w latach 2006, 2008 i 2010, ale w ubiegłym sezonie musiał się zadowolić piątą pozycją.

Chcę, żeby zawodnicy patrzyli na mnie jak na błyskotliwego nauczyciela – podkreślił bez fałszywej skromności były drugi trener Barcelony.

W ciągu ostatnich 20 lat, Henk ten Cate prowadził 14 drużyn, prócz tego był asystentem trenera w Barcelonie i w Chelsea.

Po dwóch dekadach prowadzenia europejskich drużyn, Henk pozwolił sobie na egzotyczną pracę w Al Ahli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (zespół ten aktualnie prowadzi Quique Sanchez Flores), następnie próbował szczęścia w Umm Salal z Kataru, klub ten jednak porzucił by rozpocząć swoją chińską przygodę.

Piłkarze Barcelony odwiedzili dzieci w szpitalach

Po czwartkowym treningu, który jak zwykle był krótszy dla pierwszej jedenastki z wczorajszego meczu, piłkarze podzielili się na siedem grup i wyruszyli, aby, zgodnie z tradycją, odbyć wizyty w szpitalach w dniu poprzedzającym święto Trzech Króli.

Pinto towarzyszył Messiemu w wizycie w szpitalu Hospital del Mar, Xavi i Sergio Roberto odwiedzili szpital Hospital Trias i Pujol, natomiast Sandro Rosell wraz z Javierem Mascherano i Maxwellem byli w szpitalu Hospital de Barcelona.

Najliczniejsza grupa zawodników odwiedziła szpital Hospital de Niños de Barcelona, byli to: Josep Guardiola, Dani Alves, Adriano, Issac Cuenca, Andreu Fontas i Marc Muniesa. Victor Valdes wraz z Thiago, Pedro, Oierem i Montoyą udali się do szpitala Hospital Vall d’Hebron. Szpital Sant Pau odwiedzili Andres Iniesta, Cesc Fabregas i Sergio Busquets. Ostatnią grupą byli Carles Puyol, Gerard Pique, Eric Abidal, Seydou Keita i Alexis Sanchez, którzy udali się do szpitala Sant Joan de Déu.

źródło: sport.es

Rafa Marquez będzie trenował z Barcą podczas przerwy w lidze MLS

Aby nie stracić formy Rafael Marquez będzie trenował na obiektach FC Barcelony, podczas gdy amerykańska Major League Soccer ma przerwę zimową.

Były gracz Barçy trenował w środę z zespołem rezerw, a w ciągu kilku najbliższych dni będzie ćwiczył z byłymi kolegami wraz z pierwszą drużyną.

Aktualnie Rafa Marquez jest zawodnikiem New York Red Bulls wraz z Thierry’m Henry i obaj, z uwagi na przerwę w lidze amerykańskiej, trenują w Europie (Henry jest w Londynie by ćwiczyć ze swoim długoletnim klubem – Arsenalem)

źródło: sport.es

Guardiola odwiedził Davida Villę

Trener Barcelony przez ponad godzinę rozmawiał z kontuzjowanym Villą w Hospital Quiron.

W mniej niż dobę po powrocie z Japonii Josep Guardiola pojechał odwiedzić Davida Villę w szpitalu, w którym ten leży po poniedziałkowej operacji piszczela. Nie tylko trener był gościem Villi – wizytę złożyli mu także Eric Abidal, Sergio Busquets, Lorenzo Buenaventura i Manel Estiarte (były piłkarz wodny, aktualny członek zarządu naszego klubu oraz wieloletni przyjaciel Pepa).

Guardiola życzył Villi jak najszybszego powrotu do zdrowia. David czuje się bardzo dobrze i nie załamał się kontuzją, nagrał również filmik, w którym dziękuje za wszystkie wyrazy wsparcia, jakie otrzymał. Nagranie to można obejrzeć na oficjalnym facebookowym profilu piłkarza.

“Jet lag” atakuje Gerarda Piqué

Na swoim facebookowym profilu Gerard Piqué skarżył się, że po godzinie 6:00 w Yokohamie nie potrafił już spać. Przypomnijmy, że tam, gdzie aktualnie znajdują się nasi piłkarze jest 8 godzin później, niż u nas.

Jet lag, po polsku nazywany zespołem nagłej zmiany strefy czasowej, może powodować nie tylko senność, ale także obniżenie formy fizycznej. Niewątpliwie jednak Gerard cieszy się z faktu, że piłkarze dostali wolne poniedziałkowe popołudnie, dzięki czemu będzie mógł poznać lepiej kulturę japońską. Na koniec swojego wpisu Piqué zapewnił, że jest naprawdę zadowolony z pobytu w Japonii.

Przypominamy, że na profilu naszego bloga na Facebooku możecie śledzić przetłumaczone wypowiedzi piłkarzy Barçy z Twittera i Facebooka.

Josep Guardiola vs. José Mourino

Z okazji zbliżającego się starcia gigantów, dziennik Sport na swojej stronie internetowej prezentuje nam zbiór cytatów szkoleniowców drużyn, które staną naprzeciwko siebie w sobotę o 22:00. Oto dwie kompletnie odmienne formy widzenia i przeżywania futbolu.

Pierwszy – Katalończyk, dziewięciokrotny zwycięzca La Liga (w tym 3 razy jako trener) oraz trzykrotny zdobywca Pucharu Europy (2 razy jako trener). Oaza spokoju, opoka swoich podopiecznych. Drugi – Portugalczyk, dwukrotny mistrz Portugalii, Anglii i Włoch (zawsze będąc trenerem), dwa razy wygrywał ze swoimi zespołami Ligę Mistrzów, obsypany ponadto nagrodami indywidualnymi.

1. O znaczeniu swojej osoby:

Pep: Myślę, że istnieje dużo ludzi, którzy mogliby wykonywać moją pracę. Wybrano mnie i to jest moja jedyna zasługa.
José: Na szczęście w świecie futbolu jest więcej osób inteligentnych, niż nieinteligentnych. Dlatego właśnie trenowałem FC Porto, Chelsea, Inter i, teraz, Real Madryt.

2. O kluczowych zawodnikach z przeciwnej drużyny:

Pep: Cristiano Ronaldo i Messi są troszkę nie z tej ziemi, mam na myśli to, że jedynie w ich zasięgu znajduje się czasami przesądzenie wyniku meczu.
José: Owszem, Benzema nie zdobywa goli, ale nie jest jedyny. Istnieje piłkarz, który kosztował 45 milionów euro i również nie strzela bramek, a nikt nic nie mówi. (o Davidzie Villi)

3. O swoim stosunku do trenowanego przez siebie zespołu:

Pep: Ogromną zaletą kierowania grupą tak dobrych zawodników jest to, że i ciebie oni czynią lepszym.
José: Ja nie przystosowuję się do drużyn, które prowadzę, to one przystosowują się do mnie.

4. O rywalu:

Pep: Real Madryt jest bardzo silnym zespołem. W niektórych kwestiach są najlepsi na świecie. Są faworytami.
José: Barcelona to wielki klub, ale w ciągu 100 lat wygrali zaledwie jeden Puchar Europy. Ja jestem trenerem od niedawna i wygrałem ich tyle samo. (oczywiście jest to trochę starsza wypowiedź, chodzi o ogólny stosunek do przeciwników, prezentowany przez Portugalczyka)

5. O sytuacji, w której wygrywa przeciwnik:

Pep: Jeżeli Real Madryt jest 3 punkty przed nami, to dlatego, że są lepsi.
José: Jeśli niektórzy będą ułatwiać Barcelonie wygrywanie meczów, będzie nam znacznie trudniej w lidze.

6. O Inieście:

Pep: Iniesta jest z innej galaktyki. Zawsze powtarzam, że jest znakomity.
José: Nie można przyznać Inieście Złotej Piłki; mimo, że strzelił najważniejszą bramkę roku, przez resztę sezonu był kontuzjowany. (wypowiedź sprzed roku)

7. O ewentualnej dalszej drodze kariery:

Pep: Jeśli zwyciężę, moja kariera będzie długa, jeśli przegram – krótka.
José: Różnica między mną a Pellegrinim jest taka, że jeśli odejdę z Realu, to na pewno nie do Malagi.

8. O arbitrach:

Pep: Ja jestem trenerem, który reprezentuje klub FC Barcelona. Sędziowie natomiast wykonują swoją pracę i robią to najlepiej, jak to możliwe.
José: Jestem trochę zmęczony tym, że dostaję listę błędów sędziów i to ja mam być tym, który ich atakuje.

9. O swojej renomie:

Pep: Mam znakomity zespół, niezwykłych zawodników i to oni dają mi prestiż.
José: Proszę nie nazywać mnie arogantem, jestem mistrzem Europy i uważam, że jestem wyjątkowy.

10. O innych trenerach związanych z ekipą rywala:

Pep: Pellegrini jest jednym z najlepszych trenerów na świecie.
José: Chciałbym, aby Cruyff dawał mi lekcje. Wciąż mógłby mnie nauczyć, jak przegrać 0:4 w finale Ligi Mistrzów.

…oceńcie sami!

źródło: sport.es