Mundialeiro #68: Oceny piłkarzy Barcelony po mundialu

barca

Na mistrzostwach świata w Brazylii Barcelona byłą jednym z najliczniej reprezentowanych klubów na tym turnieju. Aż piętnastu piłkarzy z Blaugrany poleciało do kraju kawy, by stoczyć między sobą bój o złote trofeum, które na koniec i tak zdobyli Niemcy, czyli kadra beż żadnego barcelończyka w składzie. Zapraszamy do ocen pomundialowych gry piłkarzy Barcelony.

***

Skala od 1 do 10

Grupa A

Neymar – 8

Przed samymi mistrzostwami ciążyła na nim ogromna presja. On miał być liderem kadry i nim był. W każdym meczu, w którym grał, prowadził “Canarinhos” do zwycięstwa, nie licząc remisu z Meksykiem w fazie grupowej. Cztery gole i świetna współpraca z Oscarem sprawiły, że Neymar wprowadził Brazylię do półfinału, lecz przez fatalną kontuzję nie mógł wystąpić w dwóch ostatnich meczach. W pięciu spotkaniach strzelił cztery gole, jeśli strzelał, to celnie, ponad 60% jego strzałów była w światło bramki. Jeśli dodamy do tego 13 szans, które wykreował swoim kolegom, mamy naprawdę bardzo dobry występ. Druzgocąca porażka z Niemcami pokazała, jak ważnym ogniwem był Neymar w kadrze Luisa Felipe Scolariego.

Dani Alves – 5

Słaby sezon w Barcelonie nie napawał optymizmem przed czerwcowo-lipcowymi zmaganiami. Na siedem rozegranych meczów Brazylii tylko w dwóch zagrał w pełnym wymiarze czasowym, lecz nie był on przydatny w ofensywie, czyli tam, gdzie radzi sobie najlepiej. Miał dużą skuteczność podań, ale jak zawsze nie wychodziły mu wrzutki. W defensywie pracował dosyć solidnie. Cztery wygrane starcia w obronie to niezły wynik, zważając na to, że grał głównie w meczach, gdzie Brazylia przejmowała inicjatywę. Nie zagrał ani minuty w trzech ostatnich starciach i właśnie w nich gospodarze mundialu stracili aż jedenaście (!) goli.

Ivan Rakitić – 6

Chorwat do Barcelony dołączył w trakcie mistrzostw. Razem z Luką Modriciem Rakitić miał tworzyć środek pola na światowym poziomie. Lepszym z tej pary okazał się piłkarz Realu Madryt. Mimo to Rakitić podawał celnie, nie bał się grać prostopadłych piłek, choć te zazwyczaj były niecelne, tak samo jak długie podania. Jego ocenę uratowały dwa ostatnie starcia. Z Kamerunem był postacią wiodącą, zaś z Meksykiem stworzył trzy znakomite okazje do strzelenia gola swoim kolegom, lecz tylko jedna z nich zwieńczona była trafieniem do siatki.

Alexandre Song – 1

Katastrofalny występ Songa na mundialu. Tego piłkarza w czerwcu mógłbyś określić dwoma słowami: kompletny idiota. W pierwszym meczu zagrał 78. minut. Kamerun przegrał tylko 1-0 z Meksykiem. Tylko, bo od blamażu uratowali ich sędziowie. W drugim meczu wykazał się swoim kretynizmem, uderzając Chorwata w plecy. Po 39. minutach drugiego spotkania zakończył swój żenujący występ na mistrzostwach świata. Nie dość, że sportowo wyglądał na piłkarza spadkowicza La Liga, a nie ekipy walczącej o tytuł, to jeszcze buracko i bandycko zaatakował rywala łokciem. To nie jest piłkarz na miarę Barcelony.

Grupa B

Claudio Bravo – 7

Nowy nabytek Barcy zagrał w reprezentacji Chile. Jego postawa, przede wszystkim w meczu z Hiszpanią, sprawiła, że Chile dopiero po rzutach karnych odpadło w 1/8 finału z Brazylią. Miał jedną z największych średnich, jeśli chodzi o ilość interwencji. Dopiero średnio za piątym razem kapitulował Bravo. Lider defensywy, która puściła cztery gole w czterech meczach mistrzostw, z czego dwa w meczu “o pietruszkę”. Claudio zabrakło szczęścia w karnych z Brazylią, lecz mimo to można uznać jego występ za dobry.

Hiszpanie – 3

Ze względu na to, że aż sześciu graczy Barcy grało w kadrze Hiszpanii, a żaden się zbytnio nie wyróżnił, postanowiłem z Hubertem, że  ocenię ich razem. Jedynym tak naprawdę, którego można pochwalić jest Andres Iniesta, który wyróżniał się na tle słabych Hiszpanów. Gerard Pique i Xavi po słabych pierwszych spotkaniach w drugim i trzecim meczu grupowym nie wyszli na boisko nawet na minutę. Pedro w trzech meczach ledwie sto minut na murawie. Jordi Alba i wspomniany Andres Iniesta jako jedyni przedstawiciele Barcy w tej reprezentacji zagrali we wszystkich trzech meczach. Alba, szczerze mówiąc, niczym nie zachwycił. Solidnie, średnio 5 pojedynków w obronie, z czego jeden poważny błąd przy jednym z nich. Został Sergio Busquets, który dużo podawał i podawał clenie, lecz nie były to podania wymagające, na kilka metrów, to Xaviego czy Fabregasa. W defensywie również się nie przydał. O tych mistrzostwach lepiej, żeby wszyscy zapomnieli.

Grupa D

Luis Suarez – 7

Na cztery mecze zagrał tylko w dwóch. Prosta zasada, kiedy grał, Urugwaj wygrywał, kiedy nie, przegrywał. Możemy mówić o “Suarezdependiencii”. Był absolutnym liderem w spotkaniach z Włochami i Anglią. Dobre piłkarsko występy (dwa mecze i dwa gole) przyćmił głupi wybryk z ugryzieniem Chielliniego. Przez to dostał bardzo srogą karę, w mojej opinii zbyt surową i pozbawił Barcelonę prawdopodobnie kilku goli na początku sezonu. Choć jest napastnikiem, miał dwie defensywne akcje zakończone powodzeniem i stworzył trzy bramkowe okazje kolegom. Piłkarz wybitny, absolutnie w top 10 kopaczy globu, jeśli nie top 5, ale na pewno niepoukładany psychicznie.

Grupa F

Javier Mascherano – 8

Jego przydomek powinien zostać zmieniony. Nie był “El Jefechito” (pol. Szefuncio), był “El Jefe”. Grande jefe, czyli wielki szef. Lider, ostoja defensywy i środka pola. To, co robił w defensywie, było poezją, zdecydowanie jest najlepszym graczem świata, jeśli chodzi o wślizgi. Celnie podawał, dużo prostopadłych, otwierających podań. Aż osiem szans stworzonych kolegom. We wszystkich meczach grał w pełnym wymiarze czasowym i królował w środku pola. Mówiono, że Gago nie da rady, że środek pola nie jest tak dobry jak napad. Dzięki niemu środkowa strefa miała prawdziwego lidera. Z tak świetną dyspozycja Sergio Busquets musi się bać o swoje miejsce w składzie. Chyba że znowu zobaczymy go na środku obrony, gdzie jak widzieliśmy na mistrzostwach, jednak nie gra najlepiej.

Leo Messi – 9

Do dychy zabrakło tytułu, upragnionego tytułu. Bardzo było mi go szkoda po finale i głównie dzięki niemu ściskałem kciuki za Argentynę. Bez mistrzostwa świata Leo nie ma prawa być stawianym w tym samym rzędzie co Maradona i Pele, niestety. Nie rozumiem lamentu nad nagrodą, jaką dostał, czyli najlepszego piłkarza mistrzostw. Najwięcej udanych dryblingów (ponad 40), najwięcej okazji stworzonych kolegom (23), ważna asysta w meczu ze Szwajcarami i wiele więcej.. Nie było drużyny bardziej uzależnionej od jednego piłkarza. Leo Messi był prawdziwym kapitanem. Luis Surez ugryzł człowieka i był katowany przez media, ze głupi, itd. Kiedy Zidane w 2006 posunął się do czegoś równie głupiego i dostał nagrodę MVP mundialu nikt nie pisnął ani słowa. Leo Messi również pociągnął swoją ekipę do finału, miał lepsze statystyki, nikogo nie uderzył, ale i tak nie zasłużył, bo jest Leo Messim. Na koniec podaję ciekawy wykres.

leo messiWidzimy na nim, ile Leo Messi przebiega, kiedy ma piłkę, a ile przebiega, kiedy nie ma piłki w porównaniu do innych piłkarzy na różnych pozycjach. Jest on uosobieniem powiedzenia “lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”.

Mundialeiro #63: Podsumowanie półfinałów i prognozy na fazę medalową

masche

W sobotę będziemy świadkami pierwszych medalowych rozstrzygnięć. W kolejnym, już 63. odcinku “Mundialeiro” dowiedzie się, co stało się w półfinałach oraz jakie są przewidywania na ostatnie dwa mecze mistrzostw.

Na pomysł tego tekstu wpadł Hubert, czyli pomysłodawca “Mundialeiro”, który pozwolił mi na współpracę z nim w tym projekcie, za co mu serdecznie dziękuję. Kiedy zapytałem go, jak ma wyglądać ten tekst, odpisał mi, cytuję: bardziej coś takiego, co Brazylijczycy zrobili takiego, że Niemcy tak wysoko wygrali. Co zrobili Niemcy, że grali tak dobrze. Mam nadzieję, że Hubert nie będzie zły, iż na światło dzienne wypływają nasze rozmowy prywatne.

Co zrobili Brazylijczycy, że Niemcy tak wysoko wygrali? Zrobili…nic nie zrobili. Jeśli już coś robili, to wszystko źle. Pierwszy gol to błąd w kryciu, lecz takie rzeczy w piłce się zdarzają. Jednak to, co robili później defensorzy Brazylii, przechodzi ludzkie pojęcie. Dali się zagonić przy podaniach jak mali chłopcy. Wyglądało to tak, jakby starzy wyjadacze grali sobie w “dziadka” z 8-latkami. Na dobrą sprawę dwa gole były po głupich stratach, jak chociażby drugie trafienie Kroosa po śmiesznym błędzie Fernandinho. Ofensywa też nie była bez grzechu. Pierwsza połowa to absolutnie niepoukładane akcje. W drugiej z kolei, kiedy Niemcy nie chcieli ich upokarzać, o czym mówił sam Mats Hummels, podawali… za dużo. Brakowało strzału i tego ostatniego dotknięcia. Ale jak my możemy mówić o ostatnim dotknięciu, skoro na szpicy gra Fred?

Co zrobili Niemcy, że tak wysoko grali? Po prostu zachowali spokój. Dobrze wiedzieli, że Brazylia nie jest dobrze dysponowana i z zabójczą pewnością wykorzystali  ich słabe strony. Nasi zachodni sąsiedzi nie zagrali wielkiego meczu. Grali z wielkim wyrachowaniem, grali prosto, zwykłymi podaniami i to wystarczyło na słabych Brazylijczyków. Inaczej się gra, kiedy wiesz, że rywal nie ma dwóch najmocniejszych piłkarzy, a Ty w bramce masz najlepszego golkipera świata.

Jeśli chodzi o drugi półfinał: obie ekipy zasługują na pochwały w obronie. Absolutnie świetny Javier Mascherano, który ratował skórę Argentynie raz po raz i na dodatek nie bał się rozgrywać piłki.  Z kolei Holandia dobrze detronizowała Messiego co już można uznać z połowę sukcesu. Sam mecz był mimo wszystko nudny i falami obie ekipy atakowały. Raz jedna, raz druga. Minusem z pewnością jest to, że na emocje musieliśmy czekać do dogrywki, lecz i w dodatkowych dwóch kwadransów sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Karne to z kolei popis Sergio Romero, co jest paradoksem, bo ten facet bronił więcej minut na mundialu niż w klubie przez cały sezon. Tak czy siak zapewnił on awans do finału.

Kolega Hubert mówił, żebym napisał krótko przewidywania, w takim razie będzie krótko. Mecz o trzecie miejsce ma faworyta i jest to Holandia. Choć do kadry Brazylii wróci Thiago Silva, to ciężko w kilka dni pozbierać się po takiej porażce, jaką były baty z Niemcami. Holandia była o krok od finału i to właśnie oni teoretycznie powinni zgarnąć brąz. W finale, według powszechnie panującej opinii, powinni wygrać Niemcy, bo grają efektywnie, a Argentyna cieniuje i wygrywała albo w karnych, albo tylko jednym golem. W mojej opinii to “Albicelestes” grają bardziej efektywnie, a wynik ekipy Joachima Loewa w finale o niczym nie świadczy, na pewno o wielkości Niemiec. Kto jest faworytem? Według mnie go nie ma. Przyznaję się bez bicia, że sympatyzuję za Argentyną, ale rozum mówi, że to Niemcy w końcu wygrają.

Śledź autora artykułu na Twitterze!

Mundialeiro #62: Argentyna sięga bram niebios

leo

Holendrzy z Arjenem Robbenem i Argentyńczycy z Leo Messim. Drugie półfinałowe starcie miało być wielkim pojedynkiem dwóch indywidualności. Bohaterem meczu nie został jednak żaden z piłkarzy ofensywy a bramkarz Albicelestes, Sergio Romero.

Początek meczu to “badanie” rywala. Jedni jak i drudzy nie chcieli szybko stracić bramki, który zmniejszyłaby szanse na awans do wielkiego finału. Z czasem Argentyna przejmowała inicjatywę, lecz Holendrzy świetnie się bronili. Defensywa ustawiona przez Alejandro Sabellę również bardzo dobrze grała z tyłu, lecz fakt, że to Argentyna przez większość czasu miała piłkę, ograniczał sytuacje, przy których Garay i spółka musieli interweniować. Świetnie zagrał Javier Mascherano, który ograniczył udział Arjena Robbena w grze Holendrów do absolutnego minimum. Również Leo Messi nie błyszczał i często musiał schodzić na prawą flankę, lecz miał kilka przebłysków swojego geniuszu. Większość akcji Argentyny grana była prawą stroną, gdzie rządził Gonzalo Higuain z Pablo Zabaletą. Ataki jednych i drugich jednak nie dały efektów w postaci goli.

Druga połowa zaczęła się podobnie do pierwszej, lecz z biegiem czasu to Holandia atakowała o wiele częściej. Bardzo dobrą zmianę dał Jordy Claise, który zastąpił Nigela De Jonga. Z czasem Holendrzy atakowali coraz groźniej. Brak straconej bramki Argentyńczycy zawdzięczają świetnej postawie Javiera Mascherano oraz dobrej dyspozycji Sergio Romero. Najgroźniejszą okazję do strzelenia gola stworzyli sobie Argentyńczycy, lecz piłka po strzale Gonzalo Higuaina trafiła w boczną siatkę.

Po bezbramkowych 90 minutach przyszedł czas na dogrywkę. Tam inicjatywę przejęli Holendrzy, a Argentyna ograniczała się tylko do kontr. W dodatkowych 30 minutach nikt nie stworzył sobie groźnej okazji do strzelenia gola, więc o tym kto awansuje do wielkiego finału, decydowały rzuty karne. W nich bohaterem został Sergio Romero, który wybronił dwie “jedenastki” i tym samym zapewnił awans swojej kadrze do finału na Maracanie. Co ciekawe, w rękawicy Romero miał schowaną kartkę, na której napisane miał informacje, dotyczące sposobu strzelania rzutów karnych przez całą ekipę Holandii.

Holandia – Argentyna 0:0, karne 2:4

Karne:

0-0 Ron Vlaar (obroniony)

0-1 Leo Messi

1-1 Arjen Robben

1-2 Ezequiel Garay

1-2 Wesley Snejider (obroniony)

1-3 Sergio Aguero

2-3 Dirk Kuyt

2-4 Maxi Rodriguez

Składy:

Holandia: Jasper Cillessen – Dirk Kuyt, Ron Vlaar, Stefan de Vrij, Bruno Martins Indi (46′ Daryl Janmaat), Daley Blind – Georginio Wijnaldum, Wesley Sneijder, Nigel de Jong (62′ Jordy Clasie) – Arjen Robben, Robin van Persie (96′ Klaas-Jan Huntelaar)

Argentyna: Sergio Romero -Marcos Rojo, Ezequiel Garay, Martin Demichelis, Pablo Zabaleta – Enzo Perez (81′ Rodrigo Palacio), Javier Mascherano, Lucas Biglia – Gonzalo Higuain (82′ Sergio Aguero), Leo Messi, Ezequiel Lavezzi (100′ Maxi Rodriguez)

 

Mundialeiro #57: Prawdziwa uczta nadchodzi – pora na ćwierćfinały

neymar-brazylia-meksyk-puchar-konfederacji_18229756

Po długich oczekiwaniach (w końcu dwa dni bez mundialu to cała wieczność) nadchodzi faza 1/4 finału. Dzisiaj mamy w grze 8 zespołów, jutro zostaną tylko cztery. Na pierwszy ogień idą dwa pojedynki wewnątrz kontynentów.

Mecze ćwierćfinałowe otworzy nam starcie Francuzów z Niemcami.

Francuzi szturmem przeszli fazę grupową i w 1/8 finału pokonali Nigeryjczyków po golach w końcówce meczów. Tym razem rywal jest o półkę, jeśli nie kilka półek wyżej niż Afrykańczycy. Atak Niemiec będzie świetnym sprawdzianem dla mocnej, lecz nie najlepszej obrony Francji. Francja straciła dwa gole w tym mundialu, lecz o zachowanie kolejnego (już czwartego) czystego kotna będzie niezwykle ciężko.

Niemcy wyszli z niełatwej grupy. Musieli okazać się lepsi od Ghany, USA i Portugalii. Za to w 1/8 finału nie mieli łatwej przeprawy z Algierią, największą niespodzianką turnieju. Niemcy lubią kontrolować grę i pokazali to właśnie w tym spotkaniu, mimo że grali dogrywkę z Lisami pustyni. Piszemy przydomek, tak jak trzeba, kursywą, żeby nas Pan Szumilewicz nie pozwał za nazywanie ich zwierzętami, nie szukamy problemów w polityce, bo na piłce ledwo co się znamy, a co dopiero polityka.

Przewidywane składy:

Francja: Hugo Lloris – Mathieu Debuchy, Raphael Varane, Mamadou Sakho, Patrice Evra – Yohan Cabaye, Paul Pogba, Blaise Matuidi – Mathieu Valbuena, Karim Benzema, Antoine Griezmann

Niemcy: Manuel Neuer – Kevin Grosskreutz, Mats Hummels, Per Mertesacker, Benedikt Hoewedes – Philipp Lahm, Bastian Schweinsteiger, Toni Kroos, Mario Goetze, Mesut Oezil – Thomas Mueller

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1958 (mecz o 3. miejsce) Francja – RFN 6:3
- 1982 (półfinał) RFN – Francja 3:3, karne 5:4
- 1986 (półfinał) RFN – Francja 2:0

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Nie spodziewam się fajerwerków. Wchodzimy w decydująca fazę, gdzie będziemy oglądali wyrównane spotkania, ale też dosyć ostrożne. Faza play-off ma to do siebie, że najmniejszy błąd może zaważyć o medalu. Stawiam na Niemców, 2-1 po regulaminowych 90 minutach.

Hubert Bochyński: Nie przypuszczam, że będziemy świadkami najpiękniejszego widowiska tego turnieju, mimo że obie ekipy są w stanie je zapewnić. Zupełnie nie wiem za kogo trzymać kciuki, ponieważ i Niemców, i Francuzów darzę sympatią. Cieszyłbym się jednak, gdyby pokolenie Lahma, Schweinsteigera, Podolskiego, czy Klose wreszcie osiągnęło jakiś duży sukces. Takim na pewno będzie mistrzostwo. Poza tym myślę, że nasi zachodni sąsiedzi posiadają bardziej doświadczoną w tego typu meczach drużyną, a na tym etapie jest to jedna z ważniejszych rzeczy. Typuję na 2:1 dla piłkarzy Joachima Loewa.

 

Potyczkę południowoamerykańską będziemy oglądać późnym wieczorem. Na boisko w Fortalezie wyjdą reprezentacje Brazylii i Kolumbii.

Brazylia nie zachwyca. To zdanie dominuje wśród wszystkich ekspertów. Ale mimo to znalazła się w ćwierćfinale. W poprzednim meczu w rzutach karnych wyeliminowała Chile, chociaż mało brakowało, by do nich nie doszło, ponieważ w 120. minucie meczu piłka po uderzeniu Mauricio Pinilli trafiła w poprzeczkę. Dzisiaj wiele gazet zapowiada małą rewolucję w zespole, jaką na pewno będzie posadzenie na ławce Daniego Alvesa i Freda. Poza tym za kartki pauzować będzie Luiz Gustavo.

Kolumbia to z kolei jedna z najlepszych dotąd drużyn. Prowadzona przez duet James Rodriguez – Juan Cuadrado maszyna jeszcze się nie zacięła, wygrywając komplet czterech spotkań. Jednak to dzisiaj przejdzie największą próbę, mierząc się z gospodarzami imprezy. Jeśli podopieczni Jose Pekermana zagrają tak, jak do tej pory, mogą naprawdę stawić czoła Neymarowi i spółce.

Przewidywane składy:

Brazylia: Julio Cesar – Maicon, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo – Henrique, Paulinho, Fernandinho, Oscar – Hulk, Neymar

Kolumbia: David Ospina – Juan Camilo Zuniga, Cristian Zapata, Mario Yepes, Pablo Armero – Juan Cuadrado, Abel Aguilar, Carlos Sanchez, Fredy Guarin, James Rodriguez – Jackson Martinez

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Choć Kolumbia jest jedną z niespodzianek, nie sądzę, by zdołali pokonać Brazylijczyków. Nie od dziś wiadomo, że ściany pomagają gospodarzom. Sędziowie też. Gładkie 2-0 dla Brazylii.

Hubert Bochyński: Spodziewam się tutaj wielkiej walki. Brazylia będzie chciała pokazać, że nie jest z nią tak źle, a Kolumbia – udowodnić, że poprzednie wyniki nie są dziełem przypadku. Może być to koncert dwóch tenorów – Neymara i Jamesa Rodrigueza, aczkolwiek każdy z 22 piłkarzy będących na boisku będzie w takim pojedynku odgrywał niebagatelną rolę. Zobaczymy, czy i jak Scolari przeprowadzi zapowiadaną rewolucję. Jedno jest pewne – będzie to kolejny arcytrudny test dla Brazylii. Oni muszą, ich rywale – mogą. Obstawiam kolejną dogrywkę. 1:1 po 90 minutach, a potem sam nie wiem. Chyba awans Canarinhos.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.

Mundialeiro #55: Holendrzy wygrywają rzutem na taśmę, piękny sen Kostaryki trwa

uid_2ebf03fc272a4f987baf5b17e4232df01404082851700_width_580_play_0_pos_0_gs_0_height_326

Po wczorajszych spotkaniach poznaliśmy kolejną parę ćwierćfinalistów. Swoje pojedynki rozgrywali Holendrzy z Meksykanami oraz Kostarykańczycy z Grekami.

Holendrzy po wygraniu grupy z Chile, Hiszpanią i Australią byli faworytem w starciu z Meksykiem.

Na Pomarańczowych nie czekała jednak łatwa przeprawa. Meksyk przed tym meczem stracił tylko jednego gola. Obie ekipy zaczęły w ustawieniu z pięcioma obrońcami. Formacje mogły dużo nam powiedzieć o tym, jak będzie wyglądało to spotkanie. Pierwszy kwadrans to badanie siebie nawzajem, lecz to Meksyk bardziej próbował atakować, głównie posyłając prostopadłe podania. Na nich nieszczęście nie dawały one żadnych rezultatów. Holandia za to miała piłkę, ale nie atakowała. Próbowała tiki-taką zmęczyć rywala, a sami wiemy, że powolne konstruowanie ataków nie najlepiej wychodzi Oranje. W kolejnych minutach Meksyk przejmował powoli inicjatywę. W przeciwieństwie do ekipy z Europy, Meksykanie próbowali atakować szybkimi podaniami, kontrami. Warto podkreślić w poprzednim zdaniu słowo “próbowali”. Pierwsza, bardzo zachowawcza, połowa meczu zakończyła się bezbramkowym remisem.

Druga połowa zaczęła się od trafienia Gio dos Santosa. W 48. minucie Meksykanin przejął źle wybitą piłkę i uderzył po ziemi z dystansu. Dopiero po tym golu zaczął nam się mecz. Holandia zaczęła atakować w swoim stylu, wykorzystując piekielnie szybkiego Arjena Robbena. Od tego czasu Meksyk miał sporo szczęścia… i miał Ochoę. W końcu w 87. minucie do siatki trafił Wesley Sneijder, który nie był kryty przy rzucie rożnym. Kiedy wydawało się, że będzie mieli dogrywkę w doliczonym czasie gry Rafa Marquez sfaulował w polu karnym Arjena Robbena. Jedenastkę na gola zamienił Klaas-Jan Huntelaar i to Holandia wystąpi w ćwierćfinale.

Holandia – Meksyk 2:1 (0:0)
88′ Wesley Sneijder, 90+4′ Klaas-Jan Huntelaar – 48′ Giovani dos Santos

Holandia: Jasper Cillessen – Paul Verhaegh (56′ Memphis Depay), Ron Vlaar, Stefan de Vrij, Memphis Depay, Dirk Kuyt – Nigel de Jong (9′ Bruno Martins Indi), Georginio Wijnaldum, Wesley Sneijder, Arjen Robben – Robin van Persie (76′ Klaas-Jan Huntelaar)

Meksyk: Guillermo Ochoa – Paul Aguilar, Francisco Rodriguez, Rafael Marquez, Hector Moreno (46′ Diego Reyes), Miguel Layun – Carlos Salcido, Hector Herrera, Andres Guardado – Giovani dos Santos (61′ Javier Aquino), Oribe Peralta (75′ Javier Hernandez)

 
W późnowieczornym spotkaniu mogliśmy oglądać reprezentacje Kostaryki oraz Grecji.

Trener Jorge Luis Pinto nie zaskoczył i wystawił skład oparty na zawodnikach, dzięki którym Los Ticos znaleźli się w drugiej rundzie. Mimo tego, jego piłkarze nie porywali swoją grą tak, jak robili to w rozgrywkach grupowych. W ich szeregach panowała niedokładność, rozkojarzenie i chyba mała trema, przez którą nie mogli pokazać pełni swoich możliwości. Wykorzystywali to ich rywale, którzy z kolei zaskoczyli nie tak defensywnym, jak zapowiadano, ustawieniem. Kilka akcji podopiecznych Fernando Santosa naprawdę mogło się podobać. Najlepszą okazję miał Dimitris Salpingidis. Grecki napastnik z kilku metrów strzelił jednak wprost w Keylora Navasa. Właśnie, jeśli jesteśmy już przy kostarykańskim portero, trzeba oddać mu zasługi za pierwsze 45 minut. To głównie dzięki niemu na przerwę piłkarze schodzili przy bezbramkowym remisie.

W 52. minucie skuteczną akcję przeprowadzili zawodnicy z Ameryki Środkowej. Na lewej stronie ładnie zachował się Cristian Bolanos, podał piłkę tuż przed pole karne, gdzie stał Bryan Ruiz. Jedna z gwiazd tej ekipy uderzyła z pierwszej piłki w stronę bramki. Strzał był nie do końca udany i dość lekki, ale mimo to, zaskoczył Orestisa Karnezisa i futbolówka wturlała się do siatki. Co ciekawe, był to jeden z dwóch strzałów Kostaryki w drugiej połowie i oba były jedynymi celnymi w wykonaniu tej drużyny na przestrzeni całego meczu. Od momentu stracenia gola do ataków ruszyli Grecy. Od 66. minuty robili to w przewadze, ponieważ drugą żółtą kartkę obejrzał Oscar Duarte. Przez długi czas zawodnicy z południa Europy nie potrafili jednak skruszyć zasieków swoich przeciwników. Sztuka ta udała się już w doliczonym czasie gry. Piłkę w polu karnym otrzymał Theofanis Gekas i oddał strzał. Ten obronił Navas, ale przy dobitce Sokratisa Papastathopoulosa był bezradny. Dzięki temu trafieniu czekała nas druga na tym turnieju dogrywka.

W niej obraz nie zmienił się za bardzo. Grecy zamknęli praktycznie swoich rywali, nie dając im miejsca na przeprowadzanie kontrataków. Oni sami jednak także nie potrafili zadać ostatecznego ciosu. Na drodze zawsze stawał im jakiś obrońca albo Keylor Navas. W efekcie bramek nie zobaczyliśmy, więc o wszsytkim miał decydować konkurs jedenastek. Podczas niego zawodnicy bardzo długo się nie mylili. Nastąpiło to dopiero w czwartej serii, kiedy uderzenie Theofanisa Gekasa wybronił bohater meczu – Navas. Sen Kostaryki trwa więc w najlepsze. Ćwierćfinał z Holandią będzie ich debiutem w tej fazie.

Kostaryka – Grecja 1:1 (0:0, 1:1), karne 5:3
52′ Bryan Ruiz – 90+1′ Sokratis Papastathopoulos

Czerwona kartka: 66′ Oscar Duarte (Kostaryka)

Karne:
1:0 Celso Borges
1:1 Konstantinos Mitroglou
2:1 Bryan Ruiz
2:2 Lazaros Chritodulopulos
3:2 Giancarlo Gonzalez
3:3 Jose Holebas
4:3 Joel Campbell
4:3 Theofanis Gekas (obroniony)
5:3 Michael Umana

Kostaryka: Keylor Navas – Cristian Gamboa (77′ Johny Acosta), Oscar Duarte, Giancarlo Gonzalez, Michael Umana, Junior Diaz – Celso Borges, Yelstin Tejeda (66′ Jose Miguel Cubero), Christian Bolanos (83′ Randall Brenes), Bryan Ruiz – Joel Campbell

Grecja: Orestis Karnezis – Vassilis Torosidis, Konstantinos Manolas, Sokratis Papastathopoulos, Jose Holebas – Giannis Maniatis (78′ Konstantinos Katsouranis), Georgios Karagounis, Andreas Samaris (58′ Konstantinos Mitroglou), Lazaros Christodulopulos – Dimitris Salpingidis (69′ Theofanis Gekas), Georgios Samaras

**************************************************

Dzisiaj, jak w każdy dzień z meczami 1/8 finału, również rozegrane zostaną dwa spotkania. Jak najlepiej je zapowiedzieć? Europa zmierzy się z Afryką. Najpierw Francja podejmie bowiem Nigerię, a potem Niemcy zagrają z Algierią.

Francja z Nigerią wyjdą na murawę o godzinie 18.

Trójkolorowi przystąpią do spotkania w dobrych nastrojach. Wygrali swoją grupę, prezentując przy okazji bardzo dobry futbol. Przy okazji widać w tym zespole harmonię. Na poprzednich turniejach zawsze znalazł się ktoś, kto psuł atmosferę. Teraz wszyscy dążą do tego samego celu. Każdy zna swoje miejsce w szeregu, a nad wszystkim czuwa Didier Deschamps. Zdecydowanym liderem wydaje się być Karim Benzema i to on jest jednym z najlepszych graczy, nie tylko swojej kadry, ale również całego turnieju. Dzisiaj Francuzi na pewno są faworytami.

Super Orły dostały się do drugiej rundy trochę tylnymi drzwiami, bo nie wiadomo co by się stało, gdyby sędzia zaliczył prawidłowo strzelonego gola Edina Dżeko w meczu z Bośnią i Hercegowiną. Mimo tego, nie można jednak odmówić ich bardzo dobrej gry z Argentyną, w spotkaniu, w którym byli bliscy sprawienia niespodzianki. Do meczu z Francuzami podejdą osłabieni brakiem Michaela Babatunde, który we wspomnianym pojedynku złamał rękę, przyjmując na kończynę strzał… swojego kolegi, Ogenyi Onaziego.

Przewidywane składy:

Francja: Hugo Lloris – Mathieu Debuchy, Raphael Varane, Mamadou Sakho, Patrice Evra – Yohan Cabaye, Paul Pogba, Blaise Matuidi – Mathieu Valbuena, Karim Benzema, Antoine Griezmann

Nigeria: Vincent Enyeama – Efe Ambrose, Joseph Yobo, Kenneth Omeruo, Juwon Oshaniwa – Ogenyi Onazi, John Obi Mikel, Ramon Azeez – Ahmed Musa, Peter Odemwingie, Emmanuel Emenike

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Nigeria napsuła trochę krwi Argentynie, lecz słabej Argentynie. Francja przejechała rywali w fazie grupowej jak walec. Ja obstawiam awans Francji po dogrywce.

Hubert Bochyński: Faworyt jest niby znany, ale kluczem jest tu słowo “niby”. Przecież tak samo Urugwaj i Włochy miały wygrać z Kostaryką. Francja pokazała, że tkwi w niej duży potencjał. Jej najsłabszą formacją jest chyba obrona i Nigeria może to wykorzystać. Zespół z Afryki udowodnił w spotkaniu z Argentyną, że potrafi przeciwstawić się mocnemu rywalowi. Może to być naprawdę niezły mecz. Jeśli mam jednak postawić na jakiś wynik, typuję, że będzie 2:1 dla Francji.

 
Niemcy, jeden z faworytów mundialu, zagrają z kolejną niespodzianką w 1/8 finału, Algierią.

Siły ekipy Joachima Loewa na dobrą sprawę nie znamy. Rozbili Portugalię, która grała w dziesięciu przez znaczną część meczu, później zremisowali z Ghaną, a na koniec w meczu o nic wygrali z USA. Mecz z Algierią też nie pokaże nam prawdziwej siły Niemiec. Algieria może być miło wspominana przez Miroslava Klose, który właśnie dziś może zostać najlepszym strzelcem w historii mistrzostw. By to osiągnąć, musi trafić choć raz do siatki.

Algieria w decydującym spotkaniu wygrała z Rosją i awansowała z zaledwie czterema oczkami na koncie, co jest swego rodzaju ewenementem. Fakt jest, że do tej pory Lisy Pustyni grały z drużynami nie najlepszymi. Starcie z potęgą światowej piłki może skończyć się dla Sofiane’a Feghouliego i spółki bardzo bolesne.

Przewidywane składy:

Niemcy: Manuel Neuer – Jerome Boateng, Per Mertesacker, Mats Hummels, Benedikt Hoewedes – Philipp Lahm, Sami Khedira, Toni Kroos, Mesut Oezil, Mario Goetze – Thomas Mueller

Algieria: Mohamed Zammamouche – Aissa Mandi, Carl Medjani, Madjid Bougherra, Faouzi Ghoulam – Mehdi Lacen, Nabil Bentaleb, Sofiane Feghouli, Hassan Yebda, Yacine Brahimi – Nabil Ghilas

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1982 (grupa) Algieria – RFN 2:1

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Niemcy to zupełnie inna klasa niż Algieria. Sen Algierczyków dziś się skończy, będzie 3-0 dla Niemiec.

Hubert Bochyński: Algierczycy być może przystąpią do pojedynku z chęcią rewanżu na Niemcach za rok 1982. Wtedy padli ofiarą spisku, przez który nie mogli wyjść do drugiej rundy. Myślę, że Lisy Pustyni to najbardziej zagadkowa drużyna na tym mundialu, ale podopieczni Joachima Loewa to zespół typowo turniejowy, więc powinni sobie poradzić ze swoim rywalem. Przypuszczam, że nasi zachodni sąsiedzi od samego początku będą chcieli narzucić swój styl gry i jak najszybciej zdobyć pierwszego gola, który niejako ustawi to spotkanie. Stawiam na 3:0 dla Niemców.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.

Mundialeiro #52: Obiad podano do stołu

EN-00924062-1599_18323151

Dzisiaj będziemy świadkami małego Copa America. Do boju staną bowiem cztery zespoły z Ameryki Południowej. Dwa z nich będą niestety musiały odpaść.

Na początek zmierzą się Brazylijczycy z Chilijczykami.

Brazylijczycy planowo zameldowali się w 1/8 finału, lecz ich styl gry nie powala. Swój wkład w ten awans mieli również sędziowie, którzy przepychali gospodarzy jak tylko się dało. Oczywiście nie było to przepychanie na miarę tego, jakie widzieliśmy w Korei i Japonii w 2002 roku, lecz arbitrom można zarzucić stronniczość. Na lidera drużyny wyrósł duet Oscar – Neymar. Ten pierwszy rozgrywa i rządzi w środku pola. Drugi strzela gola za golem i z pewnością aspiruje do tytułu króla strzelców. Obrona Brazylii nie spisuje się najlepiej. Jest to paradoks, bo to właśnie defensorzy Luisa Felipe Scolariego są najlepszymi na świecie.

Chile dosyć niespodziewanie wyszło z grupy B kosztem Hiszpanów. Ekipa Samapoliego gra najbardziej “europejsko”, ale widać u nich ten charakterystyczny południowoamerykański styl. Z jednej strony mądrze taktycznie, twardo, dosyć angielsko, mądrze dysponują siłami. Z drugiej strony świetnie taktycznie, z Sanchezem jako “wolnym elektronem” i Vidalem jako liderem. Do tego dochodzi zadziorny, waleczny Gary Medel i świetnie broniący nowy nabytek Barcelony, Claudio Bravo i mamy drużynę, która jest w stanie pokonać nie tylko Brazylię, ale i inne zespoły w dalszej fazie turnieju.

Przewidywane składy:

Brazylia: Julio Cesar – Daniel Alves, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo – Fernandinho, Luiz Gustavo, Oscar – Hulk, Fred, Neymar

Chile: Claudio Bravo – Mauricio Isla, Francisco Silva, Gary Medel, Gonzalo Jara, Eugenio Mena – Marcelo Diaz, Charles Aranguiz, Arturo Vidal – Alexis Sanchez, Eduardo Vargas

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1962 (półfinał) Brazylia – Chile 4:2
- 1998 (1/8 finału) Brazylia – Chile 4:1
- 2010 (1/8 finału) Brazylia – Chile 3:0

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Moje serce jest rozdarte. Sympatyzuję z Chile, ale kiedy z turnieju odpada gospodarz, turniej traci na swej atmosferze, nawet i magiczności. Sami widzieliśmy to w naszym kraju 2 lata temu. Myślę, że tym razem Brazylia nie będzie miała tyle szczęścia i przegra 3-1 z Chile.

Hubert Bochyński: Lubią się spotykać te zespoły w tej fazie, oj lubią. Do tej pory komplet zwycięstw Brazylijczyków, dodatkowo okraszony wieloma golami. Myślę, że teraz tak nie będzie, aczkolwiek nie padnie także bezbramkowy remis. Brazylia nie zachwyca, Chile – wręcz przeciwnie, prezentuje bardzo dobry futbol. Canarinhos są jednak bardziej doświadczeni. Stawiam na ich zwycięstwo 2:1.
Drugim aktem bitwy wewnątrzkontynentalnej będzie starcie Kolumbii i Urugwaju.

Kolumbijczycy przeszli przez fazę grupową jak burza. Komplet 9 punktów, a do tego bardzo dobra gra, przede wszystkim w ofensywie – to nakazuje spojrzeć na ten zespół jako na faworyta. W składzie mają Jamesa Rodrigueza oraz Juana Cuadrado, którzy świetnie poczynali sobie w pierwszych trzech spotkaniach. W ich akcjach widać polot, zaangażowanie, finezję – wszystko to, co cechuje tamtejszą piłkę.

Urusi przystąpią do tego pojedynku osłabieni brakiem Luisa Suareza. Nie ma się co tutaj rozpisywać na temat przyczyn tego stanu rzeczy. Lepiej skupić się na tym, co to oznacza. Mecz z Kostaryką – jedyny przegrany do tej pory – Suareza na boisku nie było i nie miał kto wziąć odpowiedzialności za drużynę. W kolejnych dwóch spotkaniach napastnik Liverpoolu już na placu gry był i było to widać, zwłaszcza w potyczce z Anglią. Kto więc ma prowadzić ten zespół? Wydaje się, że naturalnym wyborem jest Edinson Cavani. Jednak to wszyscy zawodnicy powinni wziąć na swoje barki więcej obowiązków tak, by na końcu drużyna triumfowała.

Przewidywane składy:

Kolumbia: David Ospina – Juan Camilo Zuniga, Cristian Zapata, Mario Yepes, Pablo Armero – Juan Cuadrado, Abel Aguilar, Carlos Sanchez, James Rodriguez – Victor Ibarbo, Jackson Martinez

Urugwaj: Fernando Muslera – Maxi Pereira, Martin Caceres, Jose Gimenez, Diego Godin, Alvaro Pereira – Egidio Arevalo Rios, Nicolas Lodeiro, Alvaro Gonzalez, Cristian Rodriguez – Edinson Cavani

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1962 (grupa) Urugwaj – Kolumbia 2:1

Opinie redaktorów:

Hubert Bochyński: Bardzo czekam na ten mecz. Lubię obie drużyny, w ogóle jestem fanem tamtejszego futbolu. Uważam jednak, że brak, bądź co bądź, najlepszego piłkarza (Suarez) może być kluczowy dla tego pojedynku. Poza tym, Urugwaj to już nie jest ten sam zespół, co jeszcze cztery lata temu lub kiedy przed trzema laty wygrywali Copa America. Kolumbia za to, prowadzona przez świetnego Rodrigueza, jest jedną z lepszych i pewniejszych ekip na razie na turnieju. Dlatego też sądzę, że poradzą sobie z rywalami i wygrają 2:1.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.

Mundialeiro #48: Kropka nad “i” Brazylii, zwycięstwo Holandii oraz Meksyku, godne pożegnanie Hiszpanów

0003C3YAUNMAHJB0-C116-F4

Wczorajszego dnia odbyły się pierwsze spotkania ostatniej kolejki fazy grupowej. Swoje zmagania zakończyły już cztery drużyny. Jakie? Dowiecie się w trakcie czytania.

W pojedynku o honor reprezentacja Hiszpanii grała z Australią.

Vicente del Bosque wystawił w pierwszej jedenastce kilku graczy, którzy do tej pory otrzymali mniej szans lub w zasadzie wcale. Na boisku zobaczyliśmy więc Davida Villę, Santiego Cazorlę, czy Pepe Reinę. Na tle Kangurów ekipa hiszpańska prezentowała się solidnie, ale ustępujący mistrzowie aż 36. minuty musieli kruszyć defensywę rywala. Wspaniałą piłkę do Juanfrana zagrał Iniesta, a boczny obrońca posłał ją w kierunku Villi. Snajper Atletico dopełnił formalności, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Na więcej Hiszpanom nie pozwoiła przede wszystkim ich niedokładność i brak ostatniego podania.

W 56. minucie byliśmy świadkami wzruszającego momentu. Schodząc z boiska David Villa uronił łzy, ponieważ, jak zapowiedział przed mistrzostwami, kończy po nich karierę reprezentacyjną. Kwadrans później było 2:0, kiedy po zagraniu Iniesty futbolówkę w siatce umieścił dość aktywny Fernando Torres. Dzieła zniszczenia dopełnił 8 minut przed końcem regulaminowego czasu gry Juan Mata. Hiszpanie zanotowali pierwszą wygraną w turnieju, co oczywiście nie dało im możliwości awansu do drugiej rundy. Mecz ten pokazał jednak, że ta kadra ma jeszcze przed sobą przyszłość oraz cel, do którego powinna dążyć.

Australia – Hiszpania 0:3 (0:1)
36′ David Villa, 69′ Fernando Torres, 82′ Juan Mata

Australia: Matthew Ryan – Ryan McGowan, Matthew Spiranović, Alex Wilkinson, Jason Davidson – Mile Jedinak, Matt McKay, Oliver Bozanic (72′ Mark Bresciano) – Mathew Leckie, Adam Taggart (46′ Ben Halloran), Tommy Oar (61′ James Troisi)

Hiszpania: Pepe Reina – Juanfran Garcia, Raul Albiol, Sergio Ramos, Jordi Alba – Xabi Alonso (83′ David Silva), Koke Resureccion, Andres Iniesta, Santi Cazorla (68′ Cesc Fabregas) – David Villa (56′ Juan Mata), Fernando Torres
To był mecz o prestiż i o pierwsze miejsce w grupie. Obie ekipy były pewne awansu do kolejnej fazy rozgrywek.

Niby drużyny dobre, ale mecz zupełnie poniżej poziomu mundialu. Obie ekipy ewidentnie były zadowolonego z tego, co miały. Piłkę częściej miało Chile, lecz nie wypracowali oni sobie klarownych okazji strzeleckich. O tym jak bardzo nie chciało się grać Holendrom, niech świadczy fakt, że po pierwszej połowie mieli 33 procent posiadania piłki oraz zaledwie 60 (!) podań. Oranje po prostu chcieli grać z kontry, a Chile nie lubi zbytnio utrzymywać się tak długo przy piłce.

Druga połowa była wręcz identyczna. Mozolna gra, przeplatana faulami. Wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, lecz Leroy Fer w 77. minucie główkował tak, że Claudio Bravo musiał wyciągać piłkę z siatki. W końcówce meczu świetnym rajdem popisał się Robben, podał do Memphisa Depay’a, a ten z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Holandia – Chile 2:0 (0:0)
77′ Leroy Fer, 90+2′ Memphis Depay

Holandia: Jasper Cillessen – Daryl Janmaat, Ron Vlaar, Stefan de Vrij, Daley Blind – Nigel de Jong, Georginio Wijnaldum, Wesley Sneijder (75′ Leroy Fer), Arjen Robben, Dirk Kuyt (89′ Terence Kongolo) – Jermain Lens (69′ Memphis Depay)

Chile: Claudio Bravo – Mauricio Isla, Gary Medel, Francisco Silva (70′ Jorge Valdivia), Gonzalo Jara, Eugenio Mena – Charles Aranguiz, Marcelo Diaz, Felipe Gutierrez (46′ Jean Beausejour) – Alexis Sanchez, Eduardo Vargas (81′ Mauricio Pinilla)

Tabela grupy B (mecze, punkty, gole):
1. HOLANDIA 3 9 10:3
2. CHILE 3 6 5:3
3. Hiszpania 3 3 4:7
4. Australia 3 0 3:9
Nieco ważniejsze w kontekście końcowych rozstrzygnięć w grupie A było starcie Chorwacji i Meksyku.

Od pierwszych minut obie ekipy poczynały sobie bardzo ostrożnie. Widać było, że nikt nie chciał przede wszystkim gola stracić. Po razie wykazywać musieli się golkiperzy. Dodatkowo bomba Hectora Herrery z dystansu uderzyła w spojenie bramki. W ataku pozycyjnym piłkę próbowali rozegrać przede wszystkim Chorwaci, ich rywale za to groźnie kontrowali. Do przerwy kibice nie zobaczyli jednak żadnego gola.

W drugiej części zobaczyć mogliśmy coraz bardziej zdenerwowanych Chorwatów, bo oni, by awansować, musieli to spotkanie wygrać. W pewnym momencie coś się w ich grze jednak zacięło i do głosu doszli El Tri. W 65. minucie mieliśmy kolejną na tych mistrzostwach skandaliczną decyzję. W polu karnym fantastycznie odnalazł się Andres Guardado. Oddany przez niego strzał mógł wpaść do bramki, ale został zatrzymany przez rękę Darijo Srny. Arbiter na wapno jednak nie wskazał, co spotkało się z wielkimi protestami meksykańskich piłkarzy. 7 minut później wszystko odbyło się już dla nich szczęśliwie. Do dośrodkowanej z rzutu rożnego przez Herrerę piłki najlepiej wyskoczył Rafael Marquez i celną główką pokonał Pletikosę. Po trzech minutach było 2:0 – kapitalną kontrę wykorzystał Guardado. W 82. minucie przewagę powiększył jeszcze Javier Hernandez. Warto zwrócić tutaj uwagę na asystę Marqueza, prawdziwego szefa tego zespołu. W końcówce honorowego gola zdobył Ivan Perisić, który otrzymał świetne podanie od Ivana Rakiticia, nowego gracza Barcelony. Była to pierwsza stracona bramka przez Meksyk na tym turnieju. Chwilę później za brutalne wejście wyprostowaną nogą z boiska wyrzucony został Ante Rebić. Był to ostatni godny odnotowania moment meczu. Meksyk po rozegraniu trzech bardzo dobrych pojedynków zajął drugie miejsce w grupie i w kolejnej fazie zmierzy się z Holandią.

Chorwacja – Meksyk 1-3 (0:0)
87′ Ivan Perisić – 72′ Rafael Marquez, 75′ Andres Guardado, 82′ Javier Hernandez

Czerwona kartka: 89′ Ante Rebić (Chorwacja)

Chorwacja: Stipe Pletikosa – Darijo Srna, Vedran Corluka, Dejan Lovren, Sime Vrsaljko (58′ Mateo Kovacić) – Luka Modrić, Ivan Rakitić, Danijel Pranjić (74′ Nikica Jelavić), Ivan Perisić – Ivica Olić (69′ Ante Rebić), Mario Mandżukić

Meksyk: Guillermo Ochoa – Paul Aguilar, Francisco Rodriguez, Rafael Marquez, Hector Moreno, Miguel Layun – Hector Herrera, Jose Juan Vazquez, Andres Guardado (84′ Marco Fabian) – Giovani dos Santos (62′ Javier Hernandez), Oribe Peralta (79′ Carlos Pena)
Brazylia pewna awansu musiała nastrzelać goli, by wyjść z pierwszego miejsca, zaś Kamerun grał o resztki honoru. 

Widząc, że w przypadku wysokiej wygranej Meksyku Brazylia może zająć drugie miejsce, gospodarze turnieju nie zwlekali i od początku atakowali Kameruńczyków. W 17. minucie Luis Gustavo zaliczył odbiór po lewej stronie boiska, wrzucił ją w pole karne, a tam Neymar wiedział, co zrobić i pokonał Charlesa Itandje. Nie minęło 10 minut a Allan Nyom zagrał wzdłuż linii końcowej przy brazylijskiej bramce. Całą akcję strzałem z najbliższej odległości zamknął Joel Matip. W 35. minucie Marcelo podał do Neymara, który z lewej flanki zaczął schodzić z piłką do środka pola i uderzył tak, że Itandje nie był w stanie interweniować. Tym samym piłkarz Barcelony zdobył swoją czwartą bramkę na mundialu.

W drugiej połowie Brazylia kontynuowała radosne, ofensywne granie. W 49. minucie piłkę na piąty metr wrzucał David Luiz. Jego dośrodkowanie strzałem głową wykończył Fred, który w końcu mógł zamknąć usta krytykom. W 84. minucie prostopadłe podanie w pole karne od Oscara dostał Fernandinho. Pomocnik uderzył w długi róg bramkarza i ustalił wynik spotkania. Kamerun takim sposobem, mimo całkiem dobrej gry w tym spotkaniu, zakończył turniej bez punktu i z jednym golem strzelonym. Brazylia w kolejnej fazie turnieju zagra z Chile.

Kamerun – Brazylia 1:4 (1:2)
26′ Joel Matip – 17′, 35′ Neymar, 49′ Fred, 84′ Fernandinho

Kamerun: Charles Itandje – Allan Nyom, Joel Matip, Nicolas N’Koulou, Henri Bedimo – Landry N’Guemo, Eyong Enoh, Stephane Mbia – Maxim Chuopo-Moting (81′ Jean Makoun II), Vincent Aboubakar (72′ Pierre Webo), Benjamin Moukandjo (58′ Edgar Salli)

Brazylia: Julio Cesar – Daniel Alves, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo – Paulinho (46′ Fernandinho), Luiz Gustavo, Oscar – Hulk (63′ Ramires), Fred, Neymar (71′ Willian)

Tabela grupy A (mecze, punkty, gole):
1. BRAZYLIA 3 7 7:2
2. MEKSYK 3 7 4:1
3. Chorwacja 3 3 6:6
4. Kamerun 3 0 1:9

**************************************************

Na dzisiaj zaplanowano rozstrzygające mecze w grupach C i D.

Kostaryka gra o prestiż, a Anglia o honor.

Kostarykanie, którzy najprawdopodobniej wygrają swoją grupę, grają o…nic. Sam trener Kostaryki mówił, że da odpocząć kluczowym piłkarzom. Ekipa z Ameryki Północnej na 90% zagra z drugim miejscem z grupy C, czyli z kimś z tercetu Wybrzeże Kości Słoniowej – Grecja – Japonia. Co tu dużo mówić, miejsce najlepszej ósemce świata stoi dla nich otworem, lecz najpierw muszą zagrać z Anglią.

Ekipa z Wysp Brytyjskich będzie ratowała swój honor. Mimo dobrej gry polegli w starciu z Włochami, a w meczu z Urugwajem pogrążył ich Luis Suarez. Anglicy wcielili się na tych mistrzostwach troszeczkę w rolę Polaków na wielkich imprezach. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby Anglicy kończyli mundial bez chociażby punktu. Kto wie, może dziś jest ten pierwszy raz?

Przewidywane składy:

Kostaryka: Keylor Navas – Cristian Gamboa, Oscar Duarte, Giancarlo Gonzalez, Roy Miller, Junior Diaz – Bryan Ruiz, Celso Borges (78′ Michael Barrantes), Yelstin Tejeda, Randall Brenes (59′ Christian Bolanos) – Joel Campbell (65′ Marco Urena)

Anglia: Fraser Foster – Luke Shaw, Chris Smalling, Gary Cahill, Phil Jones – Jack Wilshere (73′ Steven Gerrard), Frank Lampard, Adam Lallana (62′ Raheem Sterling), Ross Barkley, James Milner (76′ Wayne Rooney) – Raheem Sturridge

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Historia mówi, że Anglicy nigdy nie skończyli mistrzostw bez punktów. To się raczej nie zmieni. Ba, moim zdaniem będą mieli trzy punkty. Grają naprawdę ładnie, nie mają nic do stracenia, Kostaryka wyjdzie pewnie w pół-rezerwach, dlatego stawiam 2-0 dla Anglików.

Hubert Bochyński: Największa rewelacja turnieju zagra z jednym z największych przegranych. Roy Hodgson da prawdopodobnie zagrać wszystkim piłkarzom, którzy do tej pory nie byli najważniejsi w jego taktyce. Chwilę wytchnienia mogą dostać również niektórzy Kostarykańczycy. Spodziewam się wyrównanego pojedynku, ale nie takiego, który będziemy wspominać przez lata. Sprawiedliwy podział punktów, takie 1:1, jest dla mnie najbardziej możliwy.
Drugi mecz, między Włochami a Urugwajem, będzie z kolei meczem o wszystko.

Włosi, by awansować, muszą chociaż zremisować. Przewiduje się, że Cesare Prandelli wróci do typowego włoskiego ustawienia, z piątką obrońców, z czego dwóch bocznych będzie wahadłowymi skrzydłowymi. Wielu liczy na Mario Balotelliego, który ma
poprowadzić drużynę do sukcesu.

Urugwajczycy z kolei zainteresowani są tylko zwycięstwem. Ostatni mecz z Anglikami pokazał, że są w formie i wydaje się, że dzisiaj wyjdą w podobnym ustawieniu. Szczególnie niebezpieczny powinien być jak zawsze duet napastników – Luis Suarez oraz Edinson
Cavani.

Przewidywane składy:

Włochy: Gianluigi Buffon – Mattia De Sciglio, Leonardo Bonucci, Andrea Barzagli, Giorgio Chiellini, Matteo Darmian – Andrea Pirlo, Thiago Motta, Claudio Marchisio – Mario Balotelli, Ciro Immobile

Urugwaj: Fernando Muslera – Martin Caceres, Jose Gimenez, Diego Godin, Alvaro Pereira – Egidio Arevalo Rios, Nicolas Lodeiro, Alvaro Gonzalez, Cristian Rodriguez – Luis Suarez, Edinson Cavani

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1970 (grupa) Urugwaj – Włochy 0:0
- 1990 (1/8 finału) Włochy – Urugwaj 2:0

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Mówiłem przed mistrzostwami, że Urugwaj jest słaby i będę się tego trzymał. Nie przekonują mnie swoją grą. Są podobni do Portugalii, którzy też są zależni od jednego pana. Włosi mają wielkiego Balo, który dziś zdobędzie dwa gole i wyrzuci z turnieju Urusów.

Hubert Bochyński: Dla mnie mecz dnia i chyba całej kolejki. Dwóch byłych mistrzów świata – jeden bierze wszystko i przechodzi do drugiej rundy, drugi odpada. Lubię takie mecze, choć z drugiej strony często nie są one tak ciekawe. Dziś może być podobnie, bo Włosi to mistrzowie obrony i gry z kontry. Tak może wyglądać dzisiejszy mecz. Mimo to, Suarez i spółka powinni sobie poradzić. Urugwaj wygra 2:1.

 

Kto awansuje z grupy C? Spotkanie Grecja – Wybrzeże Kości Słoniowej da nam odpowiedź na to pytanie.

To swego rodzaju fenomen, że Grecy jeszcze nie strzelili gola na tym turnieju, a w ostatniej kolejce spotkań grupowych wciąż mają szansę na wyjście z grupy. Złą wiadomością dla nich jest to, że remis nie daje im awansu i w spotkaniu z ekipą z Afryki muszą coś strzelić, jeśli mają zamiar wejść do fazy play-off.

Wybrzeże Kości Słoniowej nie zachwyca, ale robi swoje. Zgodnie z ich planem pokonali Japonię, nie dali rady Kolumbijczykom, ale to mogło być wpisane w scenariusz, zostali im Grecy, najbardziej defensywna i zarazem najlepiej poukładana taktycznie ekipa turnieju.

Przewidywane składy:

Grecja: Orestiz Karnezis (Panagiotis Glykos 24.) – Vasilis Torosidis, Kostas Manolas, Sokratis Papastathopoulos, Jose Holeba -Giorgos Karagounis (Theofanis Gekas 78.), Panagiotis Kone (Andreas Samaris 12.), Ioannis Maniatis, Lazaros Christodoulopoulos, Giorgios Samaras – Dimitris Salpingidis

Wybrzeże Kości Słoniowej: Boubacar Barry – Arthur Boka, Souleymane Bamba, Kolo Toure, Serge Aurier – Die Serey , Cheikh Tiote (Wilfried Bony 61.), Gervinho (Giovanni Sio 83.), Yaya Toure, Salomon Kalou – Didier Drogba (Ismael Diomande 78.)

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Grecy mieli mega farta w 2004 roku na EURO. Dwa lata temu też wyszli z grupy, grając w Polsce i grając naprawdę nieprzyjemnie dla oka. Uważam, że ich limit szczęścia się wyczerpał. Nie strzelili do tej pory gola i nie strzelą. Obstawiam 2-0 dla WKS.

Hubert Bochyński: Grecja nie zdobyła jeszcze bramki na tym turnieju. Dobra gra w obronie to nie wszystko, by osiągać dobre wyniki. Z przodu zespół ten wygląda nie najlepiej. Myślę, że będzie to kolejny mecz, w którym będzie miał problemy, by tego pierwszego gola strzelić. A Afrykańczycy coś wcisną, tak mi się wydaje. 2:0 dla WKS.
Kolumbia podejmie z kolei Japonię. Dla piłkarzy z Ameryki Południowej będzie to spotkanie, w którym przypieczętować mogą awans z pierwszego miejsca w grupie.

Piłkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni w dwóch meczach zdobyli jeden punkt, a dzisiaj przyjdzie im się zmierzyć z teoretycznie najsilniejszym do tej pory rywalem. Jeśli chcą na cokolwiek liczyć, muszą to spotkanie wygrać, chociaż i tak może nie dać im to nic, jeśli WKS również zwycięży. Dodatkowym faktem przemawiającym przeciw Azjatom jest to, że do tej pory ekipy z tego kontynentu nie wygrały ani jednego meczu na tych mistrzostwach.

Kolumbia wyjdzie dzisiaj prawdopodobnie w mocno przemeblowanym składzie. Mimo tego piłkarze Jose Pekermana i tak będą zdecydowanym faworytem. Do sukcesu potrzebny im jest tylko jeden punkt.

Przewidywane składy:

Japonia: Eiji Kawashima – Atsuto Uchida, Maya Yoshida, Yasuyuki Konno, Yuto Nagatomo – Makoto Hasebe, Hotaru Yamaguchi, Keisuke Honda, Shinji Kagawa – Shinji Okazaki, Yuya Osako

Kolumbia: David Ospina – Juan Camilo Zuniga, Cristian Zapata, Eder Balanta, Pablo Armero – Juan Cuadrado, Alexander Mejia, James Rodriguez, Fredy Guarin, Juan Quintero – Jackson Martinez

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Kolumbia ma super trenera i gra na luzie. To będzie pogrom, 4-0 dla Kolumbii.

Hubert Bochyński: Nie przewiduję niespodzianki w tym starciu. Japonia nie powinna przerwać złej azjatyckiej passy, nawet mimo słabszego składu rywali. Kolumbia wygra 2:1.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.

Mundialeiro #47: Portugalia zostaje w turnieju, Algierczycy niespodziewanie wygrywają

0003C1062LQ0SXD1-C116-F4

Wczoraj rozegrane zostały ostatnie dwa spotkania w grupie H oraz jedno w grupie G. W akcji zobaczyć mogliśmy między innymi Belgów, Portugalczyków i Amerykanów. Zapraszamy do podsumowania!

Belgia po nieprzekonującym zwycięstwie z Algierią w pierwszym meczu chciała w nieco lepszym stylu pokonać Rosję.

Początek meczu wskazywał, że nie były to chęci bez pokrycia. Czerwone Diabły ruszyły do ataku i w kilku sytuacjach niewiele brakowało, by Igor Akinfiejew skapitulował. Głównym problemem podopiecznych Marca Wilmotsa było jednak wykończenie. Widząc, że Belgowie nie potrafią wcisnąć pierwszego gola, swoją szansę zwietrzyli Rosjanie, który obudzili się po słabszych pierwszych minutach. Żaden ich strzał nie zaskoczył jednak Thibauta Courtois.

W drugiej części lepsze wrażenie cały czas sprawiali piłkarze Fabio Capello. Oni byli bardziej konkretniejsi, oni bardziej dążyli do zdobycia bramki. Eden Hazard i spółka mieli długimi fragmentami problemy, by wyjść z piłką z własnej połowy. Wszystko zmieniły jednak trafione zmiany belgijskiego szkoleniowca. Dużo ożywienia wprowadził ponownie Divock Origi, który wszedł za nie w pełni wykorzystanego Romelu Lukaku. W samej końcówce swój najlepszy bieg włączył także Hazard. To jego rajd był decydujący dla losów spotkania. Po wpadnięciu w pole karne zauważył niepilnowanego Origiego, zagrał mu piłkę, a napastnik Lille mocnym uderzeniem pod poprzeczkę dał trzy punkty swojej drużynie.

Belgia – Rosja 1:0 (0:0)
88′ Divock Origi

Belgia: Thibaut Courtois – Toby Alderweireld, Daniel van Buyten, Vincent Kompany, Thomas Vermaelen (31′ Jan Vertonghen) – Axel Witsel, Marouane Fellaini, Kevin De Bruyne – Dries Mertens (75′ Kevin Mirallas), Romelu Lukaku, Eden Hazard

Rosja: Igor Akinfiejew – Aleksiej Kozłow (62′ Andriej Jeszczenko), Wasilij Bierezucki, Siergiej Ignaszewicz, Dmitrij Kombarow – Dienis Głuszakow, Wiktor Fajzulin, Oleg Szatow (83′ Alan Dżagojew) – Maksim Kanunnikow, Aleksandr Samiedow (90′ Aleksandr Kierżakow), Aleksandr Kokorin
Kolejny mecz to potyczka koreańsko-algierska. Zespoły z Azji do tej pory nie wygrały żadnego spotkania na mundialu, więc Koreańczycy chcieli tę passę przerwać.

Lisy Pustyni od pierwszego gwizdka narzuciły własne tempo. Przyniosło to skutek w 26. minucie. Trzecią sytuację wykorzystał Islam Slimani. Napastnik Sportingu Lizbona wyprzedził duet obrońców koreańskich i pokonał Junga. 2 minuty później było już 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego błąd popełnił golkiper, a piłkę do siatki wpakował Rafik Halliche. Do przerwy Algierczycy prowadzili trzema golami. Po ładnej akcji i podaniu Slimaniego niezłym wykończeniem popisał się Abdelmoumene Djabou.

Po przerwie Azjaci od razu rzucili się do odrabiania strat. W 50. minucie po zamieszaniu w polu karnym zespołu algierskiego i błędach obrońców sytuację wykorzystał Heung-Min Son. Kiedy wydawało się, że podopieczni Myung-Bo Honga pójdą za ciosem, świetną akcją popisali się Feghouli i Brahimi. Podawał ten pierwszy, a drugi wykończył akcję. W 72. minucie ostatniego gola zdobył Ja-Cheol Koo, wykorzystując dokładne dogranie. Dzięki trzem punktom, Algieria postawiła się w bardzo dobrym położeniu przed ostatnią kolejką. Z Rosją zagrają o awans z grupy.

Korea Południowa – Algieria 2:4 (0:3)
50′ Heung-Min Son, 72′ Ja-Cheol Koo – 26′ Islam Slimani, 28′ Rafik Halliche, 38′ Abdelmoumene Djabou, 62′ Yacine Brahimi

Korea Południowa: Sung-Ryong Jung – Yong Lee, Jeong-Ho Hong, Young-Gwon Kim, Suk-Young Yoon – Kook-Young Han (78′ Dong-Won Ji), Chung-Yong Lee (64′ Keun-Ho Lee), Sung-Yong Ki, Ja-Cheol Koo – Heung-Min Son, Chu-Young Park (57′ Shin-Wook Kim)

Algieria: Rais M’Bolhi – Aissa Mandi, Carl Medjani, Madjid Bougherra (89′ Essaid Belkalem), Rafik Halliche, Djamel Mesbah – Abdelmoumene Djabou (73′ Nabil Ghilas), Nabil Bentaleb, Yacine Brahimi (77′ Mehdi Lacen), Sofiane Feghouli – Islam Slimani

Tabela grupy H (mecze, punkty, gole):
1. Belgia 2 6 3:1
2. Algieria 2 3 5:4
3. Rosja 2 1 1:2
4. Korea Płd. 2 1 3:5

 

Piłkarski dzień zamykało starcie Stanów Zjednoczonych z Portugalią w grupie G.

Jeszcze dobrze mecz się nie rozpoczął, a Portugalia już prowadziła 1-0. Przy wrzutce jeden ze stoperów “skiksował” i nieczysto trafiając w piłkę, podał do Naniego, który najpierw położył na ziemię Tima Howarda, a następnie wpakował piłkę do bramki. Dalsza część pierwszej połowy to ataki Amerykanów, głównie Dempsey’a. Pod koniec pierwszej części swoje okazje miała też Portugalia. Mocny strzał z dalszej odległości Naniego wylądował jednak na słupku i do przerwy ekipa z Półwyspu Iberyjskiego prowadziła jednym golem.

Druga połówka to ataki USA. W 64. minucie byliśmy świadkami jednego z ładniejszych goli mistrzostw. Jermaine Jones tuż przed polem karnym odbiegł Naniemu i huknął z prawej nogi. Zakręcona piłka wpadła do bramki broniącego Beto. W 81. minucie niecodzienną, bo strzeloną brzuchem bramkę zdobył Clint Dempsey, kapitan USA. Kiedy wydawało się, że wszystko jest rozstrzygnięte, na kilkanaście sekund przed końcem Cristiano Ronaldo postanowił wrzucić piłkę w pole karnym. Tam odnalazł się Silvestre Varela, który uratował Portugalczyków przed wyautowaniem z turnieju.

USA – Portugalia 2:2 (0:1)
64′ Jermaine Jones, 81′ Clint Dempsey – 5′ Nani, 90+5′ Silvestre Varela

USA: Tim Howard – Fabian Johnson, Geoff Cameron, Matt Besler, DaMarcus Beasley – Kyle Beckerman, Jermaine Jones, Alejandro Bedoya (72′ DeAndre Yedlin), Michael Bradley, Graham Zusi (90+1′ Omar Gonzalez) – Clint Dempsey (87′ Chris Wondolowski)

Portugalia: Beto – Joao Pereira, Ricardo Costa, Bruno Alves, Andre Almeida (46′ William Carvalho) – Miguel Veloso, Raul Meireles (69′ Silvestre Varela), Joao Moutinho – Nani, Helder Postiga (16′ Eder), Cristiano Ronaldo

Tabela grupy G (mecze, punkty, gole):
1. Niemcy 2 4 6:2
2. USA 2 4 4:3
3. Ghana 2 1 3:4
4. Portugalia 2 1 2:6

**************************************************

Dzisiaj natomiast poznamy ostateczne rozstrzygnięcia w grupach A i B. W tej pierwszej o awans powalczą Meksyk z Chorwacją, a w drugiej – Holandia zagra z Chile o pierwsze miejsce.

Australia – Hiszpania to będzie naprawdę fajny mecz. Dwie reprezentacje, które nie mają nic do stracenia.

Australijczycy w meczu z Holandią pokazali, że w ich kraju nie gra się tylko w futbol australijski, ale też i w ten prawdziwy, można powiedzieć europejski. Trzeba przyznać, że lekki brak skupienia, doświadczenia, umiejętności czysto taktycznych zabrakło im w starciu z Oranje, ale co najważniejsze, pokazali nam, że mogą także sprawić niespodziankę z Hiszpanami, największymi przegranymi tego turnieju.

Hiszpanie grają o zachowanie resztek honoru i kiedy Hiszpania gra na luzie, gra przyjemnie dla oka i tym razem tak właśnie powinno być. Z polotem, z finezją, bez większej presji. Umiejętności mają o wiele większe niż Kangury, ale umiejętnościami przewyższali też Chilijczyków, więc na dobrą sprawę wróżymy z fusów.

Przewidywane składy:

Australia: Ryan – McGowan, Spiranović, Wilkinson, Davidson – McKay, Jedinak, Bozanic – Leckie, Taggart, Oar

Hiszpania: Iker Casillas – Juanfran, Sergio Ramos, Raul Albiol, Jordi Alba – Koke, Xabi Alonso, Andres Iniesta – Cesc Fabregas, Fernando Torres, David Villa

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Liczę na dużo goli, bo to mecz o nic. Co tu dużo pisać? Australia bez większych ambicji, Hiszpania na totalnym luzie, ale i zdenerwowaniu pewnie pokona Australijczyków. Liczę na 3, może 4-0.

Hubert Bochyński: Hiszpanie kończą nieudane mistrzostwa. Kiedyś musiał nastąpić schyłek w reprezentacji takich piłkarzy, jak Xavi, Xabi Alonso, Casillas, czy David Villa. Urzędującym jeszcze mistrzom świata na pewno jest teraz bardzo przykro, ale po mundialu trzeba wziąć się do roboty, odmłodzić kadrę i zacząć tworzyć nową drużynę. Taką, która może osiągnąć sukces na Mistrzostwach Europy za 2 lata we Francji. Dzisiaj Del Bosque da pewnie zagrać kilku piłkarzom, którzy dostawali mniej szans. Oni mają coś do udowodnienia, więc nie przejdą obok tego meczu obojętnie. Wygrają 2:1.
Mecz o pierwsze miejsce w tej grupie rozegrają natomiast ekipy Holandii i Chile.

Pomarańczowi przystąpią do pojedynku osłabieni. Zawieszony za kartki jest Robin van Persie, kontuzjowany podstawowy obrońca, Bruno Martins Indi, a niewiadomą jest dyspozycyjność Jordy’ego Clasie. Piłkarzom Louisa van Gaala do szczęścia potrzebny jest remis, ale wątpliwe, by czekali na swoich rywali na swojej połowie. Na pewno będą dążyć do wygranej.

Z kolei Chilijczycy, typowani przed mundialem na czarnego konia, idealnie się z tej roli wywiązują. 6 punktów po 2 spotkaniach, pozostawione dobre wrażenie i walka o pierwsze miejsce w grupie – to jest to, o czym niektórzy po cichu marzyli. W zespole Jorge Sampaoliego widać, że każdy piłkarz wie, po co gra i jakie jest jego miejsce w szeregu. Ich radosny ofensywny futbol jest jedną z ozdób tego turnieju.

Przewidywane składy:

Holandia: Jasper Cillessen – Daryl Janmaat, Ron Vlaar, Stefan de Vrij, Joel Veltman, Daley Blind – Nigel de Jong, Jonathan de Guzman, Wesley Sneijder, Arjen Robben – Klaas-Jan Huntelaar

Chile: Claudio Bravo – Mauricio Isla, Gary Medel, Francisco Silva, Gonzalo Jara, Eugenio Mena – Marcelo Diaz, Christian Aranguiz, Arturo Vidal – Alexis Sanchez, Eduardo Vargas

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Obie ekipy są pewne awansu i sądzę, że selekcjonerzy dadzą odpocząć kilku kluczowym zawodnikom. Mimo to powinniśmy być raczej świadkami dobrego meczu, bowiem ten kto wygra, prawdopodobnie nie trafi na Brazylię.

Hubert Bochyński: Jeśli oba zespoły będą grały swój futbol, może to być bardzo otwarte spotkanie. Na pewno nie można przejść obojętnie obok absencji Holendrów. Robin van Persie jest naprawdę w dobrej formie i będzie go bardzo brakować. Nie jestem przekonany czy Huntelaar to ta sama klasa zawodnika. Problemem też będzie załatanie dziury po Martinsie Indi, który również bardzo dobrze sobie poczynał. A Chile pokazało już na tym turnieju, że gra bez kompleksów. To w połączeniu z najmocniejszą kadrą może dać im zwycięstwo. Z niecierpliwością oczekuję pierwszego gwizdka. Właśnie – jeśli jesteśmy przy sędziach – oby oni nie odgrywali głównej roli. Alexis błyśnie dzisiaj, zobaczycie. Dzięki niemu jego zespół wygra 2:1.

 

Chorwacja mierzyła się natomiast w arcyważnym pojedynku z Meksykiem.
Chorwaci pierwsze starcie przegrali, lecz w drugim nie pozostawili złudzeń Kamerunowi, pokonując ich 4-0. Dobrze funkcjonowała wtedy strefa środkowa z ofensywnym Luką Modriciem i lekko cofniętym piłkarzem Barcelony, Ivanem Rakiticiem. Piekielnie mocny środek pola wystarczył na Afrykańczyków, leczy czy wystarczy na ekipę prowadzoną przez Giovanniego dos Santosa?

Meksyk ma na koncie punkt więcej od Chorwatów. Wygrana z Kamerunem 1-0 i bezbramkowy remis z Brazylią sprawia, że kolejny remis z Chorwacją daje awans ekipie z Ameryki Północnej. Guillermo Ochoa – to imię i nazwisko po meczu z Brazylią znają wszyscy. Wszyscy wierzą, że i tym razem zatrzyma on zawodników drużyny przeciwnej, przede wszystkim Mario Mandżukicia.

Przewidywane składy:

Chorwacja: Stipe Pletikosa – Darijo Srna, Vedran Corluka, Dejan Lovren, Danijel Pranjić – Luka Modrić, Ivan Rakitić, Mateo Kovacić, Ivan Perisić – Ivica Olić, Mario Mandżukić

Meksyk: Guillermo Ochoa – Paul Aguilar, Francisco Rodriguez, Rafael Marquez, Hector Moreno, Miguel Layun – Hector Herrera, Jose Juan Vazquez, Andres Guardado – Giovani Dos Santos, Oribe Peralta

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 2002 (grupa) Meksyk – Chorwacja 1:0

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Mecz ostry, ale nie z wieloma golami. I jedni, i drudzy zdają sobie sprawę z rangi tego spotkania, dlatego nie będą grać aż tak ofensywnie i nie będą forsować tempa.

Hubert Bochyński: Rozgrywka na śmierć i życie. Nikt chyba nie ma bowiem wątpliwości, że Brazylia potknie się z Kamerunem i nie awansuje do drugiej rundy. Chorwaci pokazali swoją siłę ofensywną w potyczce z Afrykańczykami, ale dziś staną przeciwko jednej z najlepszych obron turnieju. Meksyk, jako jedna z dwóch ekip, nie stracił jeszcze gola, a w bramce stoi przecież Guillermo Ochoa. Dobra solidna gra “z tyłu” może być kluczem do sukcesu piłkarzy z Ameryki Północnej. Im do szczęścia potrzebny jest remis. Sądzę, że będzie 1:1.
Swoją pierwszą lokatę będą chcieli przypieczętować Brazylijczycy. Gospodarze tego turnieju podejmą najsłabszą drużynę z Afryki, Kamerun.

Klęska i rozczarowanie – to słowa, które bardzo dobrze oddają to, co widzieliśmy w dwóch meczach Nieposkromionych Lwów. Ekipa, która posiada w swoich szeregach znane i cenione w Europie nazwiska (Eto’o, Song, Mbia, N’Koulou, Assou-Ekotto) nie potrafiły stworzyć zespołu, który byłby podjąć walkę z rywalami. Każdy z zawodników wyglądał, jakby chciał za wszelką cenę sam zdobyć gola, sam rozstrzygnąć akcję, sam zapisać się do historii i najlepiej… sam wygrać mecz. Nie było zrozumienia, nie było chęci współdziałania. Naprawdę, ciężko było oglądać ich grę. Wszystkiego dopełniły dwie sytuacje z ostatniego meczu z Chorwacją – chamskie wejście Alexa
Songa w plecy Mario Mandzukicia i kłótnia Benoit Assou-Ekotto i Benjamina Moukandjo, która prawie doprowadziła do rękoczynów.

Canarinhos natomiast nie pokazali chyba jeszcze tego wszystkiego, co mieliśmy zobaczyć. Miała być piękna gra, dużo goli, pewny awans. Tymczasem wygrana z pomocą sędziego w meczu otwarcia i bezbramkowy remis z Meksykiem, który momentami był bliżej trzech punktów, dają 4 punkty w dwóch meczach. Nie dość, że nie daje to pewnego pierwszego miejsca, to Kanarki nie awansowały jeszcze do drugiej rundy. Dzisiaj jedno, jak i drugie, powinno zostać potwierdzone, ale wielu oczekuje czegoś jeszcze – ładnego, przekonującego stylu.

Przewidywane składy:

Kamerun: Charles Itandje – Allain Nyom, Joel Matip, Nicolas N’Koulou, Henri Bedimo – Jean Makoun II, Eyong Enoh, Stephane Mbia – Benjamin Moukandjo, Maxim Chuopo-Moting, Samuel Eto’o

Brazylia: Julio Cesar – Daniel Alves, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo – Paulinho, Luiz Gustavo, Oscar – Hulk, Fred, Neymar

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1994 (grupa) Brazylia – Kamerun 3:0

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Kamerun kompromituje się na tym mundialu i nic nie wskazuje na to, by poprawili swoją grę. Brazylia jest pewna awansu, lecz nie jest pewna wyjścia z pierwszego miejsca, dlatego raczej będzie atakowała. Powinniśmy zobaczyć wiele goli.

Hubert Bochyński: Nie widzę tutaj innego rozstrzygnięcia niż pewna wiktoria Brazylii. Gospodarze grają przecież z, moim zdaniem, najsłabszym zespołem na mundialu. Ponadto, sami nie mają pewnego pierwszego miejsca w grupie, więc o żadnym rozprężeniu nie może być mowy. Teoretycznie Scolari może dać dzisiaj szansę kilku piłkarzom mniej dotychczas wykorzystywanym, ale wydaje się, że wyjdzie najsilniejsza na papierze jedenastka. Neymar zdobędzie dzisiaj 2 gole, dzięki czemu zostanie nowym liderem w klasyfikacji strzelców. Brazylia zaś wygra 4:0.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.

Mundialeiro #41: Świetni Niemcy, pierwszy remis, najszybszy gol

EN_01133285_0727

W brazylijskim turnieju nie ma chwili wytchnienia. Następny dzień zmagań to kolejne emocje. W dniu wczorajszym i dzisiaj w nocy przed kibicami zaprezentowały się drużyny z grupy G – Niemcy, Portugalia, Ghana i USA oraz dwie ekipy z grupy F – Iran i Nigeria (Argentyna oraz Bośnia i Hercegowina grały swoje spotkanie dzień wcześniej).

Jako pierwszy zaplanowany został pojedynek brązowych medalistów dwóch poprzednich edycji, Niemców z Portugalczykami. Dla wielu był to mecz o pierwsze miejsce w grupie, mimo że i tak zdecydowanie wyżej stawiano szanse naszych zachodnich sąsiadów.

Z początku lepiej grali jednak ich rywale. Niemcy kilka razy stracili piłkę na własnej połowie, czym umożliwili podopiecznym Paulo Bento przeprowadzenie składnych akcji. I Ronaldo, i Hugo Almeida nie potrafili pokonać Manuela Neuera. W odpowiedzi bliski gola był Sami Khedira, który chciał wykorzystać złe zagranie golkipera Rui Patricio i zaskoczyć go strzałem z pierwszej piłki do pustej bramki. W 10. minucie faulowany w szesnastce przez Joao Pereirę był Mario Goetze. Sędzia podyktował rzut karny, a tego nie zaprzepaścił Thomas Mueller. Piłkarze Joachima Loewa zdecydowanie od tego momentu przeważali. Po półgodzinie gry natomiast prowadzili dwoma bramkami. Do siatki, po dośrodkowaniu z narożnika boiska, trafił Mats Hummels. W 37. minucie swoją negatywną stronę pokazał Pepe. W starciu z Muellerem nie dość, że niepotrzebnie użył łokci, czym powalił Niemca, to potem przy “tłumaczeniu” mu swoich racji dotknął go głową, co mogło przypominać uderzenie. Co prawda napastnik Bayernu dodał trochę od siebie, ale zupełnie nie usprawiedliwia to zachowania Portugalczyka. Czerwona kartka dla niego jak najbardziej zasłużona. W doliczonym czasie gry po wygranej przebitce w szesnastce znalazł się Mueller. Bez namysłu oddał strzał, który nie był zbyt precyzyjny, ale nie najlepiej dysponowany Rui Patricio go przepuścił.

Druga połowa to pełna kontrola boiskowych poczynań przez Die Mannschaft. Widząc przewagę, Loew postanowił ściągać swoich najlepszych piłkarzy, dając im chwilę wytchnienia i pozwalając zaprezentować się mniej znanym twarzom, jak Shkodran Mustafi. Ten jednak pewnie nie pojawiłby się na placu gry, gdyby nie uraz Hummelsa. Tak naprawdę tylko on kładzie się cieniem na bardzo dobrym występie ekipy. W 78. minucie ostateczny cios zadał Mueller. Po zagraniu Schuerrle znów bardzo źle zachował się Patricio, a snajperowi nie pozostało nic innego, jak skompletować hat-tricka. Niemcy fantastycznie weszli w turniej, wygrywając wysoko bodaj najtrudniejszy pojedynek w swojej grupie. Do tej pory była to chyba najlepiej prezentująca się drużyna. Żaden piłkarz nie zawiódł, a na tle kolegów wyróżnili się Mueller, Goetze oraz Oezil – główni kreatorzy zespołu. Do tego doszła solidna obrona. Z taką grą piłkarze Loewa mogą naprawdę mierzyć bardzo wysoko. Nawet w poprawienie wyniku z turnieju rozgrywanego na własnych boiskach oraz tego w RPA.

Niemcy – Portugalia 4:0 (3:0)
11′, 45+1′, 78′ Thomas Mueller, 32′ Mats Hummels

Czerwona kartka: 37′ Pepe (Portugalia)

Niemcy: Manuel Neuer – Jerome Boateng, Per Mertesacker, Mats Hummels (73′ Shkodran Mustafi), Benedikt Hoewedes – Philipp Lahm, Sami Khedira, Toni Kroos, Mesut Oezil (63′ Andre Schuerrle), Mario Goetze – Thomas Mueller (82′ Lukas Podolski)

Portugalia: Rui Patricio – Joao Pereira, Pepe, Bruno Alves, Fabio Coentrao (65′ Andre Almeida) – Miguel Veloso (46′ Ricardo Costa), Raul Meireles, Joao Moutinho – Nani, Hugo Almeida (28′ Eder), Cristiano Ronaldo

 

Spotkanie Iranu z Nigerią mogliśmy określić mianem najmniej ciekawego meczu pierwszej kolejki fazy grupowej już przed pierwszym gwizdkiem. Na nasze nieszczęście dziewięćdziesiąt minut tego spotkania nie zmieniło przedmeczowych osądów.

Wszystko zapowiadało się obiecująco, bowiem Iran i Nigeria narzuciły sobie całkiem niezłe tempo, lecz kondycyjnie nie sprostali wymaganiom. Pierwsza połowa to głownie akcje w środku pola, które nie dawały efektów w postaci sytuacji bramkowych. Nieumiejętna gra piłką sprawiła, że głównie byliśmy świadkami niecelnych wrzutek.

Druga połowa była jeszcze gorsza. Nawet pół sytuacji strzeleckiej nie wypracowali sobie zawodnicy obu drużyn. Nigeria próbowała, Iran się bronił – ot cała druga połowa. Dobra gra defensywna państwa Bliskiego Wschodu to głównie zasługa selekcjonera, Carlosa Queiroza. Nigeryjczycy z kolei wyglądali momentami, jakby po raz pierwszy spotkali się na boisku. Rażąca w oczy była ich niedokładność. Z taką grą obie ekipy mogą zakończyć zmagania już po trzecim meczu.

Iran – Nigeria 0:0

Iran: Alireza Haghighi – Pejman Montazeri, Jalal Hosseini, Amir Hossein Sadeghi, Mehrdad Pooladi – Khosro Heydari (89′ Masoud Shojaei), Javad Nekounam, Andranik Teymourian, Ashkan Dejagah (78′ Alireza Jahanbakhsh), Ehsan Hajsafi – Reza Ghoochannejhad

Nigeria: Vincent Enyeama – Efe Ambrose, Godfrey Oboabona (29′ Joseph Yobo), Kenneth Omeruo, Juwon Oshaniwa – Ogenyi Onazi, Ramon Azeez (69′ Peter Odemwingie), John Obi Mikel – Ahmed Musa, Emmanuel Emenike, Victor Moses (52′ Shola Ameobi)

Tabela grupy F (mecze, punkty, gole):
1. Argentyna 1 3 2:1
2. Iran 1 1 0:0
2. Nigeria 1 1 0:0
4. BiH 1 0 1:2

 

Ostatni mecz, rozgrywany tradycyjnie o północy, to pojedynek Ghany z USA. Miał on bardzo ważne znaczenie, zwłaszcza po wysokiej porażce Portugalii.

Wielce zdziwieni musieli być ci, którzy postanowili dołączyć do oglądania meczu choćby po drugiej minucie. Było wtedy już bowiem 1:0 dla Amerykanów. W 30. sekundzie źle w obronie zachował się John Boye, który w dziecinnie łatwy sposób został ograny przez Clinta Dempsey’a. Największa gwiazda ekipy Juergena Kilnsmanna zdobyła najszybszego gola tych mistrzostw. Od tego momentu więcej czasu przy piłce byli Afrykańczycy, ale nie przekładało się to na ilość stwarzanych okazji. Jankesi natomiast próbowali kontr, ale i te nie przyniosły niczego, co mogłoby zmienić rezultat.

W drugiej połowie Kwesi Appiah, szkoleniowiec Ghany, zaczął wprowadzać swoje największe postaci – Boatenga i Essiena (zaczęli mecz na ławce). Gra Czarnych Gwiazd od razu zaczęła wyglądać składniej. Na efekty trzeba było jednak poczekać aż do 82. minuty. Ładną zespołową akcję zakończył Andre Ayew. Warto róznież zwrócić uwagę na asystę Asamoah Gyana – piętą. Kiedy wydawało się, że Afrykańczycy pójdą za ciosem, gola na 2:1 zdobyli reprezentanci USA. Centrę z rzutu rożnego wykorzystał John Brooks. Do końca meczu, mimo rozpaczliwych prób Boatenga i spółki, wynik się nie zmienił. Ghana postawiła się w bardzo trudnej sytuacji w kontekście swojego wyjścia z grupy. Dla Amerykanów ważny będzie natomiast najbliższy pojedynek z Portugalią.

Ghana – USA 1:2 (0:1)
82′ Andre Ayew – 1′ Clint Dempsey, 86′ John Brooks

Ghana: Adam Larsen Kwarasey – Daniel Opare, John Boye, Jonathan Mensah, Kwadwo Asamoah – Mohammed Rabiu (71′ Michael Essien), Sulley Muntari, Christian Atsu (78′ Albert Adomah) – Andre Ayew, Jordan Ayew (59′ Kevin-Prince Boateng), Asamoah Gyan

USA: Tim Howard – Fabian Johnson, Geoff Cameron, Matt Besler (46′ John Brooks), DaMarcus Beasley – Jermaine Jones, Michael Bradley, Kyle Beckerman, Alejandro Bedoya (77′ Graham Zusi), Clint Dempsey – Jozy Altidore (23′ Aron Johannsson)

Tabela grupy G (mecze, punkty, gole):
1. Niemcy 1 3 4:0
2. USA 1 3 2:1
3. Ghana 1 0 1:2
4. Portugalia 1 0 0:4

**************************************************

Dzisiaj przed nami kolejne trzy spotkania. Pierwszą rundę zakończą zespoły grupy H – Belgia, Algieria, Rosja i Korea Południowa, a drugą kolejkę rozpocznie starcie w grupie A między Brazylią oraz Meksykiem.

Jako pierwsi na boisko wyjdą zapowiadani na czarnego konia Belgowie. Na początek, wydaje się, że niezbyt wymagający Algierczycy.

Podopieczni Marca Wilmotsa w swoim składzie posiadają bardzo zdolną i młodą generację piłkarzy. Tylko jeden gracz ma ponad 30 lat – Daniel van Buyten. Siłę zespołu widzimy w nazwiskach takich, jak Courtois, Kompany, Fellaini, Hazard, czy Lukaku. Przed turniejem Czerwone Diabły zaliczyły komplet zwycięstw – 5:1 z Luksemburgiem, 2:0 ze Szwecją oraz 1:0 z Tunezją.

Ich rywale, przedstawiciele Afryki, także mają kilku znanych w Europie zawodników – Feghouli, Brahimi, Ghilas, Bougherra. Lisy Pustyni nie mają chyba jednak wystarczającego kolektywu, by powalczyć z Europejczykami. Wydaje się, że wiele będzie zależeć od indywidualności i to na tym będzie oparta ich gra. Wbrew temu, przed mistrzostwami podopieczni Vahida Halihodzicia wygrali 3:1 z Armenią i 2:1 z Rumunią. Wyniki te pokazują, że żadne lekceważenie nie będzie dobre.

Przewidywane składy:

Belgia: Thibaut Courtois – Toby Alderweireld, Vincent Kompany, Thomas Vermaelen, Jan Vertonghen – Axel Witsel, Marouane Fellaini, Moussa Dembele – Eden Hazard, Romelu Lukaku, Kevin Mirallas

Algieria: Mohamed Zammamouche – Aissa Mandi, Carl Medjani, Madjid Bougherra, Faouzi Ghoulam – Mehdi Lacen, Nabil Bentaleb, Sofiane Feghouli, Hassan Yebda, Yacine Brahimi – Nabil Ghilas

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Jako naczelny hejter Belgów czekam na ten mecz z niecierpliwością. Pewnie będzie to mecz do jednej bramki i Belgowie strzelą z cztery gole, ale w mojej prognozie dla tej kadry nic się nie zmienia: wygrają grupę z dziewięcioma punktami i w 1/8 zbiorą baty. Co do dzisiejszego meczu: łatwe 4-0 dla Belgów.

Hubert Bochyński: Ja sądzę natomiast, że tę ekipę stać na osiągnięcie chociażby ćwierćfinału. Piłkarze Marca Wilmotsa to naprawdę ciekawa grupa. Zawodnicy są młodzi i będzie to dla nich pierwsza tego typu impreza, więc tutaj można doszukiwać się ewentualnych minusów. Tutaj nie przewiduję żadnych niespodzianek. Algieria nie powinna postawić poprzeczki zbyt wysoko. Belgia wygra 3:0.

 

Swoje drugie spotkanie w turnieju rozegrają dzisiaj również Brazylijczycy i Meksykanie. Obie ekipy mają po 3 punkty, więc zwycięzca zapewni sobie awans do drugiej rundy.

Ciśnienie, jakie towarzyszy reprezentacji Canarinhos jest bardzo duże. Mimo wygranej w meczu otwarcia z Chorwacją, nie wszyscy byli zadowoleni ze stylu, w jakim zostało to dokonane. Teraz ma być i zwycięstwo, i klasa. Zmotywowany powinien być Neymar, który nie prowadzi w klasyfikacji strzelców, po wczorajszym wyczynie Thomasa Muellera.

Meksykanie z kolei pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Z Kamerunem wygrali 1:0, a powinni wyżej, ponieważ sędzia nie uznał im dwóch bramek. Wydaje się, że taktyka zastosowana przez Miguela Herrerę w spotkaniu z Nieposkromionymi Lwami zdała egzamin i na ekipę gospodarzy wyjdą w podobnym ustawieniu.

Przewidywane składy:

Brazylia: Julio Cesar – Daniel Alves, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo – Paulinho, Luiz Gustavo, Oscar – Hulk, Fred, Neymar

Meksyk: Guillermo Ochoa – Paul Aguilar, Francisco Rodriguez, Rafael Marquez, Hector Moreno, Miguel Layun – Jose Vazquez, Hector Herrera, Andres Guardado – Giovani Dos Santos, Oribe Peralta

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 1950 (grupa) Brazylia – Meksyk 4:0
- 1954 (grupa) Brazylia – Meksyk 5:0
- 1962 (grupa) Brazylia – Meksyk 2:0

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Prawdopodobnie mecz o pierwsze miejsce. Przegrany tego meczu wpadnie w 1/8 finału, o ile oczywiście wyjdzie z grupy na drugim miejscu, prawdopodobnie na kogoś z dwójki Chile-Hiszpania, dlatego liczę na bardzo ciekawe spotkanie. Tym bardziej, że będziemy oglądali dwie ofensywnie grające drużyny.

Hubert Bochyński: Wygrane obu ekip w ich pierwszych meczach nakazuje przewidywać, że będzie to mecz na szczycie w tej grupie. Uważam jednak, że Canarinhos udowodnią swoją wyższość. Jako pierwsi awansują do drugiej rundy. Błyszczeć będzie ponownie Neymar. Wynik to 2:0.

 

Rosjanie na EURO 2008 doszli aż do półfinału. Czy i tym razem powtórzą sukces, lecz na mistrzostwach świata? Czy Koreańczycy z południa zdołają pokrzyżować im plany?

Drużyna Rosji wyprzedziła w grupie eliminacyjnej Portugalię, co było lekkim zaskoczeniem. Swoją passę bez porażki kontynuowała w meczach towarzyskich. Ostatniego maja zremisowała 1-1 z Norwegami. Gola strzelił pomocnik Zenita Sankt Petersburg, Oleg Szatow. Na podbudowanie morale kolejnym rywalem było Maroko. Skończyło się na lekkim i przyjemnym 2-0 po trafieniach Bieriezuckiego i Żirkowa.

Z kolei Korea Południowa największy sukces odniosła na mundialu organizowanym u siebie razem w Japonią. Wtedy Koreańczycy dotarli do półfinału, lecz tam ulegli Niemcom, a w meczu o 3. miejsce przegrali 3-2 z Turcją. W tym roku o powtórzeniu tego sukcesu raczej mowy nie ma. Przedmundialowe mecze były bardzo bolesne. W dwóch sparingach Koreańczycy nie strzelili ani gola. Przegrywali z Tunezją i Ghaną kolejno 0-1 i 0-4.

Przewidywane składy:

Rosja: Igor Akinfiejew – Aleksiej Kozłow, Wasilij Bieriezucki, Siergiej Ignaszewicz, Dmitrij Kombarow – Aleksandr Samiedow, Igor Dienisow, Jurij Żyrkow, Wiktor Fajzulin, Aleksandr Kokorin – Aleksandr Kierżakow

Korea Południowa: Sung-Ryong Jung – Yong Lee, Jeong-Ho Hong, Young-Gwon Kim, Tae-Hwi Kwak – Kook-Young Han, Sung-Yong Ki, Ja-Cheol Koo, Chung-Yong Lee, Heung-Min Son – Chu-Young Park

Historia pojedynków obu drużyn na MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Zawsze postrzegam Azjatów jako ciężko pracujących, dlatego spodziewam się od nich przede wszystkim ogromnych chęci i sporo przebiegniętych kilometrów. Dobre intencje jednak nie wystarczą i lepsza, bardziej doświadczona kadra Rosji wygra 2-0.

Hubert Bochyński: Ciężki do przewidzenia mecz. Waleczna, ale niedoświadczona Korea kontra Rosja, nieco bardziej ograna na turniejach, ale już bez kilku ważnych do niedawna graczy. Powinni jednak dać radę i wygrać z Azjatami 2:1.
Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.

Mundialeiro #40: Niezłe rozpoczęcie Messiego, pewni Francuzi, szczęście Szwajcarii

z16162019Q,Argentyna---Bosnia-i-Hercegowina-2-1

Wczorajszy dzień obfitował w trzy spotkania. Swoje umiejętności pokazały drużyny z grupy E, a także dwie ekipy z grupy F. W akcji widzieliśmy między innymi Francuzów i Argentyńczyków z Leo Messim i Javierem Mascherano w składzie.

Na początek kolejnego dnia mierzyły się zespoły Szwajcarii i Ekwadoru. Rywalizacja ciekawa, bowiem zapowiadało się ją jako starcie o drugą lokatę w grupie.

Początek meczu to wzajemnie badanie się przez obie drużyny. Jako pierwsi inicjatywę przejęli Szwajcarzy. Uderzenia Xhaki, Shaqiriego oraz Rodrigueza nie przyniosły jednak pożądanych rezultatów. W 22. minucie odgryzł się Ekwador. Z rzutu wolnego dośrodkował Walter Ayovi, a piłkę do siatki skierował niepilnowany Enner Valencia. Podrażnieni Europejczycy od tego momentu jeszcze mocniej ruszyli do ataków, ale niestety były one nieskuteczne.

W przerwie Ottmar Hitzfeld dokonał zmiany. Nie najlepiej spisującego się Valentina Stockera zmienił Admir Mehmedi. Jak świetnym nosem popisał się trener, przekonaliśmy się w 48. minucie. To on po dośrodkowaniu Rodrigueza doprowadził do wyrównania. Dalsze poczynania obu zespołów ograniczały się w większości do środkowej części boiska. Mimo to obie reprezentacje miały swoje szanse. W 70. minucie sędzia niesłusznie nie uznał gola Drmicia, bowiem według niego znajdował się na spalonym, tak naprawdę nie było. Chwilę później Helwetów uratował Steve von Bergen, wybijając piłkę z linii bramkowej. Kiedy wszyscy przymierzali się do zapisania wyniku remisowego w swoich mundialowych terminarzach, gola na wagę kompletu punktów zdobył Haris Seferović. Napastnik Realu Sociedad wykończył fantastycznie rozegrany kontratak, który rozpoczął kapitalnym odbiorem we własnym polu karnym Valon Behrami. Dość powiedzieć, że Seferović na boisku pojawił się kwadrans wcześniej, więc był kolejnym graczem wprowadzonym z ławki
przez trenera.

Szwajcaria – Ekwador 2:1 (0:1)
48′ Admir Mehmedi, 90+3′ Haris Seferović – 22′ Enner Valencia

Szwajcaria: Diego Benaglio – Stephan Lichtsteiner, Johan Djourou, Steve von Bergen, Ricardo Rodriguez – Gokhan Inler, Valon Behrami, Granit Xhaka, Xherdan Shaqiri, Valentin Stocker (46′ Admir Mehmedi) – Josip Drmić (75′ Haris Seferović)

Ekwador: Alexander Dominguez – Juan Carlos Paredes, Jorge Guagua, Frickson Erazo, Walter Ayovi – Antoni Valencia, Carlos Gruezo, Christian Noboa, Jefferson Montero (77′ Joao Rojas) – Enner Valencia, Felipe Caicedo (70′ Michael Arroyo)

 

Mecz Francji z Hondurasem zostanie zapamiętany z wielu względów. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem piłkarze tradycyjnie ustawili się do odśpiewania hymnów. Awaria na stadionie sprawiła, że hymny nie zostały odegrane i po kilku minutach czekania na narodowe pieśni piłkarze zajęli miejsca na boisku.

Jak wszyscy przewidywali, Francja atakowała. Swoje szanse mieli Benzema czy Griezmann, ale broniący Valladares nie dał się pokonać. Jeszcze przed przerwą w polu karnym faulowany był Paul Pogba. Za ten faul Palacios otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Na domiar złego Benzema wykorzystał rzut karny i było 1-0 dla Francji. Dlaczego na domiar złego? Bo to trafienie praktycznie uśmierciło emocje w tym meczu.

Na drugą połowę do boju trener Hondurasu, Luiz Fernando Suarez, posłał Oscara Bońka Garcię oraz Osmana Chaveza, byłego piłkarza Wisły Kraków. Nic to nie dało. W 48. minucie z woleja uderzył Karim Benzema. Piłka odbiła się od jednego słupka, od drugiego, trafiła w bramkarza i…? No właśnie. Nie wiedzieliśmy, czy był gol, dlatego po raz pierwszy historii skorzystano z technologii goal-line. Ta pokazała, że piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową, więc było 2-0 dla ekipy ze Starego Kontynentu. Grających w dziesięciu piłkarzy Hondurasu dobił w 72. minucie Benzema, który strzelił dublet i jednocześnie ustalił wynik meczu na 3-0.

Francja – Honduras 3:0 (1:0)
45′, 72′ Karim Benzema, 48′ Noel Valladares [sam.]

Czerwona kartka: 43′ Wilson Palacios (Honduras)

Francja: Hugo Lloris – Mathieu Debuchy, Raphael Varane, Mamadou Sakho, Patrice Evra – Paul Pogba (57′ Moussa Sissoko), Yohan Cabaye (65′ Rio Mavuba), Blaise Matuidi – Mathieu Valbuena (78′ Oliver Giroud), Karim Benzema, Antoine Griezmann

Honduras: Noel Valladares – Brayan Beckeles, Victor Bernandez (46′ Osman Chavez), Maynor Figueroa, Emilio Izaguirre – Andy Najar (58′ Jorge Claros), Luis Garrido, Wilson Palacios, Roger Espinoza – Jerry Bengston (46′ Oscar Boniek Barcia), Carlos Costly

Tabela grupy E (mecze, punkty, gole):
1. Francja 1 3 3:0
2. Szwajcaria 1 3 2:1
3. Ekwador 1 0 1:2
4. Honduras 1 0 0:3

 

W zapowiedzi tego meczu pisaliśmy, że Argentyńczycy podejmują teoretycznie najtrudniejszego rywala w grupie. Eksperymentalne ustawienie 5-3-2 z Mascherano jako defensywnym pomocnikiem pokazuje, że Albicelestes mieli zagrać dosyć zachowawczo. Nie zagrali dosyć, ale mega zachowawczo.

Podopieczni Sabelli nie zdołali stworzyć sobie dobrej okazji, a już prowadzili 1-0 po samobójczym golu Kolasinaca. Pamiętacie mecz Chile – Australia? Tam ci pierwsi wygrywali 2-0 już po pierwszym kwadransie i od tego czasu przestali grać w piłkę. Argentyna okazała się być jeszcze lepsza i po golu w 3. minucie odechciało jej się kopać futbolówkę. Pierwsza połowa stała pod znakiem ataków Bośni i Hercegowiny, a raczej ich strzałów z dystansu, które nie miały prawa trafić do siatki Romero.

Druga połowa zaczęła się również pod dyktando Bośniaków, lecz tylko przez kilka pierwszych minut atakowali. Później to Argentyńczycy parli na bramkę piłkarzy z Bałkanów. Zawdzięczamy to przede wszystkim wprowadzeniu Higuaina i przejście na system 4-3-3. Wejście Pipity sprawiło, że dziura po Leo Messim była łatana, bowiem piłkarz Barcy cofał się do środka pola, by rozgrywać piłkę. Efekt zmiany widzieliśmy przy golu na 2-0. W 65.minucie Leo zaczął rajd środkiem pola, podał do Higuaina, który z pierwszej piłki podał do La Pulgi, a Messi zostawiając w polu dwóch rywali uderzył w kierunku bramki. Mundialowa Brazuca obiła się od słupka bramki i wpadła do siatki. Ogromna radość gwiazdora Barcy, porównywalna z jego euforią na Wembley w 2011r., pokazała, jak bardzo potrzebował tego trafienia. Rozluźniona Argentyna zaczęła grać finezyjnie, odważniej w ataku, ale jednocześnie nierozważnie w defensywie. To poskutkowało golem Ibisevicia. W tej sytuacji nie popisał się golkiper Argentyńczyków, który mimo ostrego kąta przepuścił piłkę między nogami. Do końca meczu, mimo panicznego wybijania piłki przez Argentyńczyków, wynik nie zmienił się.

Argentyna – Bośnia i Hercegowina 2:1 (1:0)
3′ Sead Kolasinac [sam.], 65′ Lionel Messi – 85′ Vedad Ibisević

Argentyna: Sergio Romero – Pablo Zabaleta, Hugo Campagnaro (46′ Fernando Gago), Federico Fernandez, Ezequiel Garay, Marcos Rojo – Maxi Rodriguez (46′ Gonzalo Higuain), Javier Mascherano, Angel Di Maria – Lionel Messi, Sergio Aguero (87′ Lucas Biglia)

Bośnia i Hercegowina: Asmir Begović – Mensur Mujdza (69′ Vedad Ibisević), Ermin Bicakcić, Emir Spahić, Sead Kolasinac – Miralem Pjanić, Muhamed Besić, Izet Hajrović (71′ Edin Visca), Zvjezdan Misimović (74′ Haris Mendujanin), Senad Lulić – Edin Dżeko

Tabela grupy F (mecze, punkty, gole):
1. Argentyna 1 3 2:1
2. Iran 0 0 0:0
2. Nigeria 0 0 0:0
4. BiH 1 0 1:2

**************************************************

Dzisiaj przed nami kolejne trzy spotkania. W grupie F swój mecz rozegrają Iran i Nigeria, a w grupie G zmierzą się Niemcy z Portugalią i Ghana z USA.

Spotkanie Niemców z Portugalczykami to kolejny, już trzeci hit tej kolejki, który otworzy zmagania w grupie G.

Ekipa Joachima Loewa przed mundialem rozegrała trzy mecze towarzyskie. Pierwszy z nich, z Polską, na dobrą sprawę rozegrała składem B albo i C, ale jakby nie patrzeć, było to spotkanie przygotowujące przed mistrzostwami. Z Niemcami bezbramkowo zremisowaliśmy. Remisem również, tyle że 2-2, zakończyło się starcie Niemcy – Kamerun. Wtedy do bramki rywali trafiali Andre Schuerrle i Thomas Mueller. Ostatnim testem był mecz z o wiele niżej notowaną Armenią. Tam nasi zachodni sąsiedzi rozgromili przeciwników 6-1 po golach Goetze (dwie), Hoewedesa, Klosego, Podolskiego i Schuerrle.

Portugalia również rozegrała trzy mecze kontrolne, dwa z nich przegrała i jeden zremisowała. Zwyciężyć nie udało się z Grekami (0-0). Z kolei inny uczestnik mistrzostw, Meksyk, nie dał rady wygrać z Ronaldo i spółką i przegrał 0-1 po trafieniu Alvesa. Tuż przed samym turniejem ekipa z Półwyspu Iberyjskiego rozbiła 5-1 Irlandię (Almeida x2, Coentrao, Vierinha, Keogh sam.)

Przewidywane składy:

Niemcy: Manuel Neuer – Jerome Boateng, Per Mertesacker, Mats Hummels, Kevin Grosskreutz – Philipp Lahm, Sami Khedira, Toni Kroos, Mesut Oezil, Mario Goetze – Thomas Mueller

Portugalia: Beto – Joao Pereira, Pepe, Bruno Alves, Fabio Coentrao – Miguel Veloso, Raul Meireles, Joao Moutinho – Nani, Hugo Almeida, Cristiano Ronaldo

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 2006 (mecz o 3. miejsce) Niemcy – Portugalia 3:1

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Cytując klasyk: “let’s get ready to rumble”! Oczekuję szybkiego tempa, dużo goli, ostrej gry. Co tu dużo mówić? To będzie partidazo przez duże “p”! 3-2 dla Niemców.

Hubert Bochyński: Spodziewamy się dobrego pojedynku i chyba słusznie. Obie ekipy lubią operować piłką i tworzyć sobie sytuacje. Myślę jednak, że solidność i precyzja niemiecka zwycięży nad uzależnioną od Cristiano Ronaldo Portugalią. 2:0.

 

Następną potyczką będzie starcie Iranu i Nigerii. Mimo że obie drużyny nie mają w składzie graczy z najwyższej półki, to mecz i tak powinien być bardzo ciekawy.

Carlos Queiroz będzie się starał ze swoją ekipą osiągnąć po raz pierwszy w historii drugą rundę. Mimo że w całej grupie uważa się ich za najsłabszy zespół, Irańczycy będą starali się temu zaprzeczyć. Forma Team Melli nie jest najgorsza. W meczach przygotowawczych zremisowali z Białorusią i Czarnogórą 0:0, z Angolą 1:1 oraz wygrali z Trynidadem i Tobago 2:0. Nazwy przeciwników nie powalają, ale wyniki nakazują nie skreślać Iranu

Super Orły to mistrzowie Afryki. Według wielu ekspertów to oni mają stoczyć bój o drugie miejsce z Bośniakami. Piłkarze z Bałkanów swój mecz w nocy przegrali, więc dla Nigerii to szansa na uzyskanie nad nimi przewagi. Przed mundialem podopieczni Stephena Keshi’ego zremisowali ze Szkocją 2:2 i z Grecją 0:0, a także przegrali z USA 1:2.

Przewidywane składy:

Iran: Daniel Davari – Steven Beitashour, Jalal Hosseini, Pejman Montazeri, Ehsan Hajsafi – Andranik Teymourian, Javad Nekounam, Ashkan Dejagah, Masoud Shojaei – Alireza Jahanbakhsh, Reza Ghoochannejhad

Nigeria: Vincent Enyeama – Kenneth Omeruo, Godfrey Oboabona, Efe Ambrose, Ejike Uzoenyi – John Obi Mikel, Ogenyi Onazi – Peter Odemwingie, Victor Moses, Ahmed Musa, Emmanuel Emenike

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
Będzie to pierwszy mecz obu zespołów.

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Mecz ciekawy, bo prawdopodobnie wyrównany. Obejrzę go z czystej ciekawości i ciężko mi typować wynik. Skoro jestem zmuszony, daję 2-1 dla Nigerii, ale tylko dlatego, że po prostu ich piłkarzy kojarzę, więc nie sugerujcie się moim typem przy obstawianiu u bukmachera.

Hubert Bochyński: Dwie waleczne drużyny. Może być z tego niezłe widowisko. Nigeryjczycy posiadają więcej znanych zawodników niż ich rywale i chyba tworzą większy kolektyw. Potwierdzili to choćby rok temu, kiedy wygrali Puchar Narodów Afryki. Wygrają 2:0.

 

Pojedynek o północy rozegrany zostanie w ramach grupy G. Zmierzą się w nim reprezentacje Ghany i USA.

Kadra z Afryki na dwa mecze sparingowe wygrała jeden. Na neutralnym terenie pokonała Koreę Południową 4-0. Do siatki Azjatów strzelał Gyan i hat-tricka dorzucił Ayew. Drugi mecz kontrolny to z kolei porażka z Holandią, która niedawno rozbiła Hiszpanów 5-1. Oranje przed mistrzostwami byli bardziej łaskawi dla Ghany i ograli ich tylko 1-0.

Amerykanie wszystkie swoje sparingi wygrali. Pierwszy, z Azerbejdżanem, to skromne 2-0 “do przodu” po trafieniach Johannssona i Diskeruda. Dalej na drodze USA stanęła Turcja. Mimo strzelonej jednej bramki przez ekipę z naszego kontynentu, to gole Dempsey’a i Johnsona ustaliły wynik na 2-1. Ostatni sprawdzian to mecz z Nigerią. Dwa gole Altidore’a zapewniły wygraną piłkarzom z Ameryki Północnej.

Przewidywane składy:

Ghana: Adam Larsen Kwarasey – Samuel Inkoom, Rashid Sumaila, Jonathan Mensah, Kwadwo Asamoah – Michael Essien, Emmanuel Agyemang-Badu, Kevin-Prince Boateng – Christian Atsu, Asamoah Gyan, Andre Ayew

USA: Tim Howard – Fabian Johnson, Geoff Cameron, Matt Besler, DaMarcus Beasley – Michael Bradley, Jermaine Jones, Graham Zusi, Alejandro Bedoya, Clint Dempsey – Jozy Altidore

Historia pojedynków obu drużyn w MŚ:
- 2006 (grupa) Ghana – USA 2:1
- 2010 (1/8 finału) Ghana – USA 2:1

Opinie redaktorów:

Adam Wielgosiński: Jestem ciekaw, co zostało z Ghany z RPA. Czy będą tak samo odważnie grać, bez żadnych skrupułów? Z kolei Amerykanów prowadzi Juergen Klinsmann, niegdyś bardzo dobry piłkarz. Moim zdaniem 2-2, średnia goli musi zostać utrzymana.

Hubert Bochyński: Kto wie, być może jest to pojedynek, w którym wygrana da możliwość włączenia się do walki o wyjście z grupy, a przegranych postawi w bardzo niekorzystnym położeniu. Dwukrotnie w poprzednich turniejach mistrzowskich w meczach między tymi zespołami Ghana wygrała 2:1. Myślę, że teraz może być podobnie. Afrykańczycy mają więcej piłkarzy zdolnych do odwrócenia losów meczu.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.