Przełamać passę na gorącym terenie

Już dzisiaj Barcelona zmierzy się z ogromnym wyzwaniem. Mecz z Sevillą na wyjeździe to próba największego ryzyka, zwłaszcza w obliczu plagi kontuzji w katalońskim zespole.

Dzisiejszy rywal jeszcze nie stracił w tym sezonie żadnego punktu na własnym stadionie – kwestia ta dotyczy zarówno rozgrywek ligowych, jak i Champions League. Może poza ostatnim spotkaniem z Dinamo Zagrzeb (4:0) nie są to wygrane efektowne, kilkubramkowe – jeden raz dwoma bramkami, w pozostałych 5 decydował jeden gol – ale statystyka ta na pewno musi budzić szacunek.

Z drugiej strony Barcelona jako jedyna zdobyła twierdzę Ramon Sanchez Pizjuan – w pierwszym meczu Superpucharu Hiszpanii. Od tamtej pory wiele się w klubie z Andaluzji zmieniło. Przede wszystkim odpowiednie ustawienie odnalazł Jorge Sampaoli, który zdaje się coraz bardziej przekonywać swoich zawodników do proponowanej przez niego taktyki.

Efekt jest taki, że jego ekipa jest na czwartym miejscu w tabeli, a jeszcze do zeszłotygodniowej kolejki przystępowała jako wicelider. Dobrze wygląda także sytuacja w Lidze Mistrzów, gdzie Sevilla prowadzi w swojej grupie, w której są także m. in. Juventus i Lyon.

Do samego końca będzie dziś niepewny występ Samira Nasriego, dla którego przenosiny do Hiszpanii okazały się strzałem w dziesiątkę. Francuz odżył i stał się motorem napędowym drużyny. Jego brak w dzisiejszej potyczce mógłby być bardzo kosztowny dla jego kolegów i trenera.

W Barcelonie problemy jeszcze większe. Kontuzjowani są trzej podstawowi zawodnicy – Alba, Pique i Iniesta, ponadto trener nie może liczyć na Mathieu i Vidala. Wobec tego po raz kolejny z pierwszą drużyną wybrali się Nili i Marlon z rezerw.

Luis Enrique nie wygrał jeszcze z Sevillą w lidze na wyjeździe jako trener Barcelony. W dotychczasowych dwóch meczach udało mu się ugrać ledwie jeden punkt. Stadion Ramon Sanchez Pizjuan to jeden z najtrudniejszych do zdobycia obiektów, na którym atmosfera jest naprawdę bardzo gorąca. Trybuny to bardzo żywiołowy dwunasty zawodnik, który utrudnia przyjezdnym grę, o czym Duma Katalonii przekonywała się już wielokrotnie. Jeśli Barca chce jednak utrzymać dystans do Realu, musi powalczyć o wygraną.

06.11.2016, godzina 20:45, Ramon Sanchez Pizjuan
11. kolejka La Liga
Sevilla FC – FC Barcelona

Przewidywane składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Daniel Carrico, Adil Rami, Sergio Escudero – Steven N’Zonzi, Matias Kranevitter – Franco Vazquez, Samir Nasri, Vitolo – Luciano Vietto

Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Sergi Roberto, Javier Mascherano, Samuel Umtiti, Lucas Digne – Sergio Busquets, Ivan Rakitić, Denis Suarez – Lionel Messi, Luis Suarez, Neymar

Zapowiedź 11. kolejki La Liga

Czas na pierwszą listopadową i ostatnią przed przerwą reprezentacyjną kolejkę La Liga. Największym hitem będzie starcie Sevilli z Barceloną, czyli obecnie czwartej i drugiej siły w tabeli. Emocji nie powinno zabraknąć także w San Sebastian, gdzie Real Sociedad podejmie Atletico, oraz w Vigo, gdzie stabilizacji formy szukać będą Celta i Valencia. Zapraszamy na zapowiedź wszystkich weekendowych meczów.

Piątek, 04.11.2016, godzina 20:45
Malaga – Sporting

Obie ekipy są w potrzebie. Choć Malaga prezentuje się ostatnio naprawdę pozytywnie, to miejsce w tabeli z pewnością jeszcze Andaluzyjczyków nie zadowala. Seria trzech wygranych meczów przed własną publicznością daje jednak nadzieję, że podopieczni Juande Ramosa oddalą się od strefy spadkowej i ugruntują swoją pozycję w środku tabeli.

Jeszcze bardziej punktów potrzebują goście, którzy przed rozpoczęciem rundy otwierają strefę spadkową. Początek sezonu w wykonaniu piłkarzy Abelardo był dobry, ale ostatnie wyniki na pewno nie napawają optymizmem. Co prawda udało się ostatnio urwać punkty Sevilli, ale to i tak zbyt mało, by móc myśleć o spokojnym sezonie. Na El Molinon są potrzebne wygrane tu i teraz, w przeciwnym wypadku znów będzie nerwowo w maju.

Nasz typ: 2:1


Sobota, 05.11.2016, godzina 13:00
Granada – Deportivo

Mecz z gatunku tych za sześć punktów. W ostatnich pięciu meczach Granada zdobyła ledwie jedno oczko i osiadła na mieliźnie. Brak choćby jednej wygranej w dziesięciu kolejkach musi być czerwonym alarmem dla Lucasa Alcaraza, który już jest drugim szkoleniowcem drużyny w tym sezonie. Większość letnich nabytków jeszcze nie wprowadziła się odpowiednio do ligi, a bez tego na Los Carmenes nie można myśleć o sukcesach. Na razie wygląda wszystko jak co roku – najpierw zapowiedzi o walce o środek tabeli, a kończy się na rozpaczliwym ciułaniu pojedynczych punktów. Coś się musi zmienić jak najszybciej.

Nie najlepiej dzieje się także w Deportivo. Tydzień temu Galicyjczycy zanotowali cenny punkt w meczu z Valencią, ale to i tak nie poprawia za bardzo humorów piłkarzy i kibiców. Miejsce tuż nad strefą spadkową to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań – w tej kampanii klub z El Riazor miał się spokojnie utrzymać, a nawet powalczyć o górną połowę tabeli. Możemy się dziś spodziewać kolejnego występu Przemysława Tytonia, który dobrze spisał się w ostatnim starciu, ale to jego koledzy z przednich formacji muszą się przełamać, by zespół piął się w górę klasyfikacji.

Nasz typ: 1:1


Sobota, 05.11.2016, godzina 16:15
Sociedad – Atletico

Jeden z ciekawszych i ważniejszych meczów tego weekendu w Hiszpanii. Baskowie, którzy w tym sezonie prezentują się naprawdę dobrze, podejmą jednego z kandydatów do mistrzostwa. Eusebio stworzył drużynę, którą stać na awans do europejskich pucharów. Po początkowych kłopotach trener odnalazł chyba odpowiednie ustawienie i obecnie gra wygląda nieźle, a co ważniejsze – podążają za nią wyniki. Czy to wystarczy na Atleti? Pierwszy poważniejszy egzamin Sociedad oblał w pierwszej kolejce, ulegając u siebie Realowi. Od tego meczu trochę czasu już jednak minęło, więc może tym razem będziemy świadkami małej niespodzianki?

Atletico w środku tygodnia zapewniło swoim fanom niespodziewane emocje, dopiero w końcówce rozstrzygając starcie z rosyjskim Rostowem. Piłkarze Diego Simeone stracili trochę sił podczas tego meczu, co może mieć znaczenie w sobotniej rywalizacji z Baskami. Argentyńczyk dysponuje jednak takimi zawodnikami, którzy są w stanie odpowiednio się zregenerować i grać co kilka dni z dużym powodzeniem. Po niedawnej wpadce w Sewilli madrytczycy z pewnością nie zamierzają tracić więcej punktów i chcą utrzymać dystans do prowadzącego Realu.

Nasz typ: 1:2


Sobota, 05.11.2016, godzina 18:30
Osasuna – Alaves

Interesująco zapowiada się też mecz w Pampelunie. Starcie dwóch beniaminków to pewność, że nie zabraknie na boisku determinacji i walki o każdy metr. Ostatnie tygodnie dla Osasuny są coraz lepsze. 5 punktów w czterech meczach to nie jest może wynik marzeń, ale pozwala mieć nadzieję, że zespół z Nawarry podniesie się po kiepskim początku. Problemem są cały czas mecze rozgrywane na El Sadar, ale kiedy się przełaywać, jeśli nie w rywalizacji z bezpośrednim przeciwnikiem do utrzymania? Zadanie będzie o tyle trudne, że trzeba będzie sobie radzić bez Oriola Riery, który jest kluczowym elementem układanki trenera, ale kibice wierzą, że uda się go dobrze zastąpić.

Podstawowego napastnika nie będzie także w barwach Alaves – za kartki pauzować będzie Deyverson. Do składu wraca za to kolejna ważna postać – Marcos Llorente, który nie mógł zagrać z Realem z powodu zapisu w umowie wypożyczenia. Mauricio Pellegrino musi zmienić coś w swojej drużynie, bo po naprawdę bardzo dobrym początku rozgrywek w grę jego piłkarzy wkradła się pierwsza niepewność i wyniki nie są takie, jakich oczekiwaliby fani. Jeden punkt w czterech ostatnich kolejkach spowodował, że to strefy spadkowej niestety coraz bliżej, a tego wszyscy chcą uniknąć.

Nasz typ: 2:2


Sobota, 05.11.2016, godzina 20:45
Las Palmas – Eibar

6 meczów – tyle trwa negatywna seria meczów bez wygranej gospodarzy. W poprzedniej kolejce było blisko dokonania rzeczy niemal niemożliwej, ale ostatecznie udało się doprowadzić wynik meczu z Celtą z 0:3 “tylko” do 3:3. Kanaryjczycy cały czas utrzymują się w połowie tabeli, ale liczą, że wrócą jak najszybciej do wygrywania. Quique Setien i jego podopieczni mają potencjał nawet, by powalczyć o europejskie puchary, ale muszą wrócić do gry z sierpnia i września, kiedy potrafili radzić sobie właściwie z każdym rywalem.

Innego scenariusza oczekują fani Eibaru. Rusznikarze w poprzedniej kolejce sprawili małą niespodziankę, pokonując Villarreal. Na wygraną na wyjeździe czekają jednak prawie dwa miesiące. Nieprzewidywalność, jaka cechuje klub, nie pozwala nam typować, jaką wersję zespołu zobaczymy, ale jednego możemy być pewni – nie powinien to być mecz nudny, obie ekipy mają swoje atuty w ofensywie.

Nasz typ: 3:1


Niedziela, 06.11.2016, godzina 12:00
Real – Leganes

Remis z warszawską Legią zrzucił na Real uzasadnioną falę krytyki. Lider ligi hiszpańskiej i jeden z poważniejszych kandydatków do mistrzostwa nie gra ostatnio na miarę swoich możliwości, ale i tak utrzymuje się na szczycie. Problemem Zinedine’a Zidane’a jest brak stabilizacji wśród jego piłkarzy, co jednak ma też swoją przyczynę w zmianach w składzie. Możemy być jednak pewni, że Królewscy wyjdą w niedzielne południe podrażnieni, by zmazać plamę ze spotkania w Polsce.

Beniaminek z Leganes przegrał z kolei trzy mecze z rzędu i już tylko jeden punkt dzieli go od strefy spadkowej. Zespół prowadzony przez Asiera Garitano co prawda lepiej spisuje się z dala od swojego stadionu, ale mecz na Bernabeu to największe dotychczasowe wyzwanie. Linia defensywna musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, a ostatnio to najsłabsza formacja drużyny, popełniająca kosztowne błędy. Takich trzeba w Madrycie uniknąć.

Nasz typ: 3:0


Niedziela, 06.11.2016, godzina 16:15
Celta – Valencia

Sinusoidalnie prezentują się ostatnio gracze Celty. Od blamażu z Villarrealem, poprzez efektowną wygraną z Deportivo, aż po utratę trzybramkowej przewagi z Las Palmas i porażkę z Ajaxem. Podopieczni Eduardo Berizzo nie potrafią ustabilizować swojej formy, a częste zmiany przeprowadzane przez trenera z pewnością nie pomagają. U siebie to jednak wciąż bardzo silna drużyna, o czym świadczą trzy zwycięstwa z rzędu. Jak Iago Aspas i spółka spiszą się przeciwko Valencii? Fani liczą na kolejne punkty, bo Nietoperze to jeden z bezpośrednich rywali w walce o awans do europejskich pucharów.

Valencia nie potrafi jednak jeszcze regularnie punktować pod wodzą nowego szkoleniowca, Cesare Prandelliego. W ich grze widać już małą poprawę, ale nie jest to wciąż taka dyspozycja, jakiej oczekiwaliby wszyscy związani z Valencią. Czternaste miejsce i ledwie jedno oczko nad strefą spadkową – to przede wszystkim pokłosie fatalnego startu sezonu, ale straty trzeba odrabiać jak najszybciej. W przeciwnym wypadku pociąg z napisem “Europa” odjedzie i niemożliwe będzie jego dogonienie.

Nasz typ: 2:1


Niedziela, 06.11.2016, godzina 16:15
Espanyol – Athletic

Po długim czasie oczekiwania Espanyolowi w końcu udało się zgarnąć trzy oczka na nieprzyjemnym terenie Betisu. Quique Sanchez Flores zyskał względny spokój, ale dwa oczka nad strefą spadkową nie może go w pełni zadowalać. Przestrzeni do poprawy nadal jest sporo, ale widać coraz bardziej rękę trenera, a nowi piłkarze stanowią o sile drużyny coraz mocniej. Może na podbój Europy, mimo szumnych zapowiedzi, jeszcze za wcześniej ale na Power8 Stadium pojawiło się światełko w tunelu. Czy drużyna zmierza w dobrym kierunku? Mecz z Athletikiem jest doskonałą okazją, by poznać odpowiedź na to pytanie.

Baskowie może nie są w najlepszej dyspozycji w tym sezonie, ale pojedynczymy występami udowadniają, że drzemie w nich olbrzymi potencjał. Show, jakie dał w czwartek Aritz Aduriz (strzelił 5 goli), musi robić wrażenie, ale za doświadczonym napastnikiem muszą podążać partnerzy, a z ich grą jest różnie. Na wyjeździe Los Leones po raz ostatni wygrali 1,5 miesiąca temu i teraz zrobią wszystko, by ten tydzień był dla nich jeszcze bardziej udany.

Nasz typ: 1:1


Niedziela, 06.11.2016, godzina 18:30
Villarreal – Betis

Ostatnie dni nie są dla Żółtej Łodzi Podwodnej szczęśliwe. Porażki z Eibarem i Osmanlinsporem w Lidze Europy zepsuły nieco dotychczasowy dorobek dobrze prezentującej się drużyny. Fran Escriba dysponuje jednak taką kadrą, która jest w stanie odpowiednio zareagować na niepowodzenia i wrócić na zwycięską ścieżkę. Wszyscy kluczowi piłkarze są do dyspozycji, więc możemy się spodziewać najmocniejszego składu, który powinien poradzić sobie z takim rywalem jak Betis.

Klub z Benito Villamarin na razie zawodzi swoich fanów. Mimo że nie znajduje się bezpośrednio w okolicy strefy spadkowej, to wyniki i przede wszystkim styl gry nie przypadły do gustu tym, którzy życzą Betisowi dobrze. Kibice domagają się znacznej poprawy stylu lub zmiany trenera. W Gustavo Poyecie upatrywano trenera, który jest w stanie nawiązać do lat, gdy Andaluzyjczycy występowali w europejskich pucharach. Do tej pory szkoleniowiec tego nie udowodnił i naprawdę trudno przypuszczać, by przełamanie przyszło w niedzielę.

Nasz typ: 2:0


Niedziela, 06.11.2016, godzina 20:45
Sevilla – Barcelona

Bezdyskusyjny hit tej rundy. Sevilla w ostatnich tygodniach spisuje się bardzo dobrze i nie zmieni tego nawet zeszłotygodniowa wpadka w Gijon i remis ze Sportingiem. Dobrą formę Andaluzyjczycy potwierdzili w środku tygodnia, gdy wygrali z Dinamo Zagrzeb. Jorge Sampaoli całkowicie odcisnął na swoim zespole piętno. Możemy zaobserwować te same cechy, jakie charakteryzowały prowadzoną przez niego reprezentację Chile. Dodatkowo w meczach z wysoko notowanymi rywalami piłkarze wznoszą się na wyżyny, a jeśli poniosą ich trybuny (co w zasadzie jest oczywiste), możemy być świadkami wielkiego meczu w ich wykonaniu. Na Sanchez Pizjuan jeszcze nikt nie zdobył w tym sezonie choćby punktu, ale trzeba też dodać, że w czterech na pięć przypadków Sevilla strzelała tylko jednego gola więcej niż rywale.

Z drugiej strony Barca to jedyna drużyna, która w tych rozgrywkach potrafiła zdobyć twierdzę Sevilli (pierwszy mecz Superpucharu Hiszpanii). Do tego wyniku nie można jednak przykładać większej wagi, bo przeciwnik był wówczas w fazie budowy i nie miał jeszcze swojej tożsamości, która cechuje go teraz. Co więcej, Luis Enrique ma ogromne kłopoty kadrowe, a nie wszyscy zmiennicy spełniają oczekiwania, o czym przekonaliśmy się w Manchesterze. Jakby tego było mało, w poprzednich dwóch potyczkach ligowych na stadionie Sevilli ekipa Lucho ugrała tylko jeden punkt. Wiele przemawia na niekorzyść Blaugrany, ale może właśnie to będzie atut mistrza kraju?

Nasz typ: 1:2

La Liga gra: Zgodność faworytów, strata punktów Sevilli

Dziesiąta runda nie upłynęła pod znakiem wielkich hitów. Najciekawiej zapowiadało się starcie Deportivo z Valencią, które zamykało zmagania w ten weekend. Obie ekipy są jednak dalekie od formy, jaką prezentowały na początku tego stulecia, wobec czego trudno nazywać takie widowisko szlagierem. Emocji spodziewano się za to po spotkaniu Las Palmas z Celtą – drużyn, które mają swój określony styl i rzadko decydują się na jego zmianę. Kto zaskoczył pozytywnie, a kto zawiódł? Zapraszamy na podsumowanie.

Mecze 10. kolejki:
Leganes 0-2 Sociedad

Sociedad to w tym sezonie bardzo solidna drużyna. Choć spotkanie z Leganes mieli grać na wyjeździe, to i tak wydawali się być faworytem. Faktycznie to goście nadawali ton spotkaniu. Byli zdecydowanie groźniejsi pod bramką rywala, a kontry gospodarzy była zazwyczaj bezzębne. Gola dla przyjezdnych jeszcze w pierwszej połowie zdobył Willian Jose, który wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Carlosa Martineza. Po zmianie stron nie minął jeszcze kwadrans, a Sociedad prowadziło już dwoma bramkami. Tym razem kibicom La Liga przypomniał się Xabi Prieto, dobijając strzał Zurutuzy. Rozmiary zwycięstwa mogły być bardziej okazałe, lecz uderzenie Carlosa Veli zdołał odbić Serantes. Kibice zgromadzeni na Estadio de Butarque nie mogli być zadowoleni z gry swojej drużyny. W piątkowy wieczór zawodnikom Leganes brakowało entuzjazmu, który prezentowali w poprzednich kolejkach. Trzeba go szybko odnaleźć, bo po trzech kolejnych porażkach strefa spadkowa jest już coraz bliżej.

Składy:
Leganes: Jon Serantes – Diego Rico, Pablo Insua, Carl Medjani, Victor Diaz – David Timor (46’ Unai Lopez), Ruben Perez – Alexander Szymanowski, Gabriel (68’ Alberto), Omar Ramos (72’ Robert Ibanez) – Miguel Angel Guerrero

Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche, Inigo Martinez, Raul Navas, Carlos Martinez – David Zurutuza, Asier Illarramendi, Xabi Prieto – Mikel Oyarzabal, Willian Jose (87’ Juanmi), Carlos Vela (79’ Sergio Canales)


Sporting 1-1 Sevilla

Zeszłotygodniowa wygrana z Atletico musiała podbudować piłkarzy Sevilli, którzy chcieli bronić pozycji wicelidera ligi. Na wyjazdach to jednak zupełnie inna ekipa niż na Ramon Sanchez Pizjuan, wobec czego Sporting mógł mieć nadzieję na dobry rezultat. Spotkanie od samego początku weszło na wysokie obroty. Najpierw uderzyli goście, którzy wykorzystali duży błąd obrońców rywala i za sprawą Vietto wyszli na prowadzenie. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – kilka metrów swobody w polu karnym wykorzystał Moi Gomez, pokonując Sergio Rico. Jak się ostatecznie okazało, na tym jakiekolwiek zdobycze bramkowe się zakończyły, choć cały czas kibice oglądali żywe widowisko. Obie strony miały szanse na rozstrzygnięcie go na swoją korzyść, ale obaj golkiperzy więcej strzałów nie przepuścili. Sevilla z dużym prawdopodobieństwem mogła pożegnać się z drugim miejscem, a dla Sportingu ten punkt może okazać się bardzo ważny w ostatecznym rozrachunku.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Lillo Castellano, Jorge Mere, Fernando Amorebieta, Roberto Canella – Moi Gomez (82′ Alberto Lora), Sergio Alvarez, Nacho Cases, Isma Lopez (69′ Burgui) – Duje Cop (70′ Dani Ndi), Borja Viguera

Sevilla: Sergio Rico – Daniel Carrico, Adil Rami, Gabriel Mercado – Mariano, Samir Nasri (46′ Vicente Iborra), Steven N’Zonzi, Vitolo – Franco Vazquez – Luciano Vietto, Wissam Ben Yedder (74′ Pablo Sarabia)


Alaves 1-4 Real

Beniaminek z kraju Basków urywał w tym sezonie oczka Atletico i Barcelonie, czyli dwóm z trzech głównych kandydatów do mistrzostwa Hiszpanii. Na obiekt Deportivo Alaves w końcu zawitał Real Madryt, więc lekki niepokój Królewskich mógł być wskazany. Tym bardziej że Cristiano Ronaldo przestał strzelać na zawołanie, a jego gole były drużynie bardzo potrzebne. W 7. minucie obawy stały się faktem, ponieważ po rajdzie Theo i jego dośrodkowaniu błąd popełnił zarówno Keylor, jak i Varane, przepuszczając piłkę do Deyversona, który otworzył wynik spotkania. Nadzieje gościom dał arbiter spotkania, który tuż po upływie kwadransa podyktował jedenastkę za rzekomą rękę strzelca gola dla Alaves – Deyversona. Dokładne powtórki pokazały, że ta decyzja była błędna, ale Cristiano Ronaldo nie miał żadnych skrupułów, aby skorzystać z okazji do przełamania. Jeszcze przed przerwą Portugalczyk wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, dając jej spokój na dalsze minuty gry. Rezultat 1:2 utrzymywał się bardzo długo, a sędzia zdecydował się, tym razem słusznie, wskazać na jedenasty metr za faul w polu karnym na Cristiano. Poszkodowany podszedł ponownie do wykonania stałego fragmentu gry, ale tym razem został powstrzymany przez Pacheco. W międzyczasie pojawił się na murawie joker w talii Zidane’a – Morata, który pięć minut przed ostatnim gwizdkiem wykorzystał długie zagranie Marcelo i przelobował bramkarza gospodarzy. Wynik ustalił w samej końcówce Cristiano Ronaldo, kompletując hat-tricka i dając Realowi fotel lidera po 10. kolejce.

Składy:
Alaves: Fernando Pacheco – Kiko Femenia, Alexis Ruano, Zouahir Feddal, Raul Garcia, Theo Hernandez – Daniel Torres (83’ Christian Santos), Manu Garcia (62’ Nenad Krsticic), Victor Camarasa – Deyverson, Edgar Mendez (67’ Aleksandar Katai)

Real: Keylor Navas – Danilo, Pepe (24’ Nacho), Raphael Varane, Marcelo – Mateo Kovacic, Toni Kroos, Isco – Gareth Bale (87’ Lucas Vazquez), Karim Benzema (67’ Alvaro Morata), Cristiano Ronaldo


Atletico 4-2 Malaga

Po porażce z Sevillą w poprzedniej kolejce Atletico musiało się wziąć w garść i wziąć w teorii pewne trzy oczka na swoim obiekcie, na który przybyła Malaga – niepokonana od trzech meczów. Szybki gol Yannicka Ferreiry-Carrasco spowodował, że gospodarze mogli grać znacznie spokojniej. Drużynę Diego Simeone napędzały jeszcze bardziej błędy ekipy gości. Po centrze z prawej strony i złych wybiciach głową Kone, a później Camacho wynik podwyższył Kevin Gameiro. Gol kontaktowy dla Malagi przybył niespodziewanie, ponieważ po pół godziny gry Sandro Ramirez pokonał Oblaka strzałem z rzutu wolnego, choć wydawało się, że kąt jest wystarczająco ostry, aby golkiper Los Colchoneros dał się pokonać. Sytuację w obozie miejscowych uspokoiła druga bramka Gameiro, strzelona tuż przed zejściem zawodników na przerwę. Głupota Savica, który zebrał dwie żółte kartki w 10 minut, spowodowała natomiast, że Malaga ponownie złapała kontakt. Po centrze z rzutu rożnego bramkę zdobył Ignacio Camacho. Gospodarze, grając w osłabieniu, zdołali ponownie wyjść na dwubramkowe prowadzenie, a to zasługa Carrasco, który wykorzystał swoją szybkość i oddał uderzenie ze skraju pola karnego w długi róg bramki Kameniego. Wydawało się, że Kameruńczyk mógł zrobić trochę więcej przy tym uderzeniu. Na domiar złego pod koniec starcia siły się wyrównały, bo Chory Castro wyleciał z boiska za drugą zółtą kartkę, niwelując jednocześnie jakiekolwiek szanse gości na choćby punkt. Atletico odpowiada na wygraną rywala zza miedzy i nie traci do niego dystansu.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savic, Diego Godin, Filipe Luis – Nico Gaitan (31’ Angel Correa), Gabi, Saul Niguez, Yannick Ferreira-Carrasco – Kevin Gameiro (65’ Tiago), Antoine Griezmann (61’ Lucas Hernandez)

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Bakary Kone (63’ Youssef En-Nesyri), Mikel Villanueva, Federico Ricca, Juan Carlos – Jony (59’ Juanpi), Pablo Fornals (72’ Duda), Ignacio Camacho, Chory Castro – Sandro Ramirez


Barcelona 1-0 Granada

Przy okazji meczu Barcelony z ostatnią w tabeli Granadą wielu spodziewało się efektownej goleady. Gospodarze postawili jednak na tryb bardzo ekonomiczny, a momentami wręcz senny. Jedyną bramkę zdobył Rafinha, który niezwykle przytomnie wykorzystał zamieszanie w polu karnym i dla podbicia nieco oceny spotkania trafił do siatki przewrotką. Szanse na inne trafienia jeszcze były, lecz nie był to dzień Luisa Suareza. Albo przegrywał pojedynki z Ochoą, albo brakowało mu odpowiedniego skoordynowania. Na plus spotkanie mogą zaliczyć Umtiti i Sergi Roberto, którzy skutecznie kasowali wszystkie akcje Granady. Goście zbyt dużo zagrożenia nie stworzyli. Zaledwie jeden strzał i to w dodatku niecelny. Niebezpiecznie było tylko po dośrodkowaniach, lecz ogólnie ter Stegen mógł w trakcie meczu czytać gazetę. Styl Barcelony na pewno nie przypadł kibicom do gustu, ale 3 punkty już tak. Granada z kolei minimalnej porażki raczej nie ma co traktować jako światełko w tunelu.

Składy:
Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Lucas Digne, Samuel Umtiti, Javier Mascherano, Sergi Roberto – Ivan Rakitic, Denis Suarez (70’ Andre Gomes), Rafinha – Neymar, Luis Suarez (82’ Paco Alcacer), Lionel Messi

Granada: Guillermo Ochoa – Gabriel Silva, David Lomban, Ruben Vezo, Matthieu Saunier, Isaac Cuenca – Andreas Pereira (59′ Jeremie Boga), Uche Agbo, Jon Toral (76’ Sergi Samper), Mehdi Carcela-Gonzalez – Artem Krawiec (71’ David Barral)


Eibar 2-1 Villarreal

Goście cały czas kontynuują serię meczów bez porażki. Kolejny krok, by ją podtrzymać, łatwy nie był. Eibar przed własnymi kibicami potrafi walczyć do ostatnich momentów, ale Baskowie to zespół na tyle nieobliczalny, że trudno cokolwiek przypuszczać przed rozpoczęciem meczu. Spotkanie długo nie potrafiło wejść na odpowiedni poziom. Mimo że piłkarze obu drużyn byli w stanie stworzyć sobie niezłe okazje, to widowisku brakowało płynności, akcje często były szarpane. Przyjezdnym udało się jednak zdobyć gola jeszcze przed przerwą – rzut karny na bramkę zamienił Bruno Soriano. Po zmianie stron istniała już w zasadzie tylko jedna ekipa. Eibar chciał odpowiedzieć jak najszybciej. W ich poczynaniach brakowało jednak albo precyzji, albo szczęścia – Sergio Asenjo był tego dnia naprawdę dobrze dysponowany. Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza do minimalnego zwycięstwa Żółtej Łodzi Podwodnej, miejscowi zadali cios, i to od razu podwójny. W ostatnich dziesięciu minutach meczu do siatki trafili Ivan Ramis i Pedro Leon. Ostatecznie trzy oczka zostały na Ipurua. Dzięki temu Rusznikarze utrzymali kontakt z czołówką tabeli.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa (73′ Anaitz Arbilla), Ivan Ramis, Florian Lejeune, Antonio Luna – Pedro Leon, Dani Garcia, Fran Rico, Takashi Inui (90′ Ruben Pena) – Kike (81′ Adrian Gonzalez), Sergi Enrich

Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Jaume Costa – Samuel Castillejo, Manu Triguers (90+1′ Denis Czeryszew), Bruno Soriano, Roberto Soriano (68′ Jonathan dos Santos) – Nicola Sansone (79′ Borre Santos), Cedric Bakambu


Bilbao 1-1 Osasuna

Małe derby na San Mames i ważne starcie dla Raula Garcii. Ofensywny pomocnik Athleticu swoje pierwsze kroki stawiał właśnie w klubie z Pampeluny, a dodatkowo pierwsze ligowe trafienie zanotował w spotkaniu ze swoim obecnym klubem. Od pierwszego gwizdka sędziego był to mecz walki, ale w poczynaniach obu ekip brakowało konkretów. Na pierwsze trzeba było czekać ponad dwadzieścia minut – do siatki gospodarzy dość niespodziewanie trafił Oriol Riera. Krycie snajpera Osasuny należało między innymi do Garcii, który na spółkę z San Jose nie zdołał zapobiec utracie bramki. Odpowiedź Los Leones nadeszła natychmiastowo. Główny bohater spotkania wziął sprawy w swoje ręce i szybko doprowadził do wyrównania. Ostatecznie było to ostatnie trafienie tego popołudnia, choć fani Athleticu z pewnością liczyli na więcej. Ich piłkarze nie są jednak w tym sezonie drużyną grającą równo, co udowodnili, remisując z jedną ze słabszych ekip w całej ligowej stawce.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos (46′ Inigo Lekue), Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria (66′ Mikel Rico) – Inaki Williams, Raul Garcia, Iker Muniain – Sabin Merino (55′ Aritz Aduriz)

Osasuna: Nauzet Perez – Oier Sanjurio, David Garcia, Miguel Flano, Unai Garcia, Alejandro Berenguer – Didier Digard (33′ Fausto Tienza), Miguel de las Cuevas, Roberto Torres – Sergio Leon (83′ Antonio Otegui), Oriol Riera (40′ Kenan Kodro)


Betis 0-1 Espanyol

Remontada Espanyolu na własnym obiekcie w poprzedniej kolejce na pewno dodała skrzydeł drużynie, która w meczu z Betisem chciała wyjść z bagna, w którym znajduje się od początku sezonu. Z kolei Verdiblancos liczyli, że powracający do wyjściowej jedenastki Ruben Castro da zespołowi bramki, które pozwolą mu na zachowanie kompletu oczek w stolicy Andaluzji. Pierwsze 20 minut zdecydowanie należały do gospodarzy, a najaktywniejszym zawodnikiem był Sanabria, który oddał trzy uderzenia. Wszystkie jednak były niecelne. W kolejnych minutach przed przerwą nieśmiało zaczął atakować Espanyol, ale głównie za sprawą strzałów z dystansu Hernana Pereza, które były bardzo słabe. Na bramkę kibice musieli czekać do drugiej połowy, ale większość na trybunach nie przyjęła tego z entuzjazmem. W 62. minucie Diego Reyes zdobył gola głową po dośrodkowaniu Pablo Piattiego z rzutu rożnego. Przez kolejne pół godziny Betis nie był w stanie groźnie odpowiedzieć na to trafienie aż do doliczonego czasu gry. Wtedy to Verdiblancos stworzyli okazję po stałym fragmencie. Strzał głową oddał Pezzella i wydawało się, że rzutem na taśmę gospodarze zdobędą punkt, ale Diego Lopez fantastycznie sparował piłkę na poprzeczkę, ratując swój zespół przed stratą dwóch oczek. Espanyol tym samym zrównał się w tabeli z niedzielnym rywalem i nieco podskoczył w zestawieniu.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Rafa Navarro (80’ Alex Alegria), Aissa Mandi, German Pezzella, Alex Martinez – Joaquin (64’ Matias Nahuel), Jonas Martin (64’ Alvaro Cejudo), Petros, Felipe Gutierrez – Antonio Sanabria, Ruben Castro

Espanyol: Diego Lopez – Victor Sanchez, David Lopez, Diego Reyes, Aaron – Hernan Perez (82’ Martin Demichelis), Javi Fuego, Marc Roca, Pablo Piatti (76’ Pape Diop) – Leo Baptistao (70’ Jose Antonio Reyes), Gerard Moreno


Las Palmas 3-3 Celta

Sława hiszpańskiego Leicester już dawno przebrzmiała, lecz Las Palmas nadal nie przestaje zaskakiwać. Do pewnego momentu był to jednak świetny mecz Celty. Już w 5. minucie do siatki z rzutu wolnego trafił Daniel Wass. Ani mur, ani bramkarz nie popisali się zbytnio przy tej sytuacji, gdyż futbolówka wpadła zwyczajnie w środek bramki. Zaledwie kilka minut później swoje show rozpoczął Iago Aspas. Wyszedł świetnie do prostopadłego podania od Sisto i przelobował Raula Lizoaina. Warto odnotować, iż wyjście portero Las Palmas nie należało do przemyślanych. Po 20 minutach i drugim golu Aspasa było już 0:3. Znów prostopadła piłka, znów szarża bramkarza (tym razem bardziej uzasadniona) i futbolówka po raz kolejny w siatce. Choć to Las Palmas dłużej utrzymywało się przy piłce, to Celta znalazła sposób na zdobywanie bramek. Ta sytuacja trwała do początku drugiej połowy. Sergio Alvarez minął się z piłką, wychodząc do dośrodkowania z rzutu wolnego, a na listę strzelców wpisał się PEdro Bigas. Droga do wyrównania wydawała się daleka, ale goście przebyli ją zaledwie w dwie minuty, między 65. a 67. Najpierw rzut karny wywalczył Marko Livaja. Czerwoną kartkę obejrzał dodatkowo Sergi Gomez, a Jonathan Viera zamienił jedenastkę na gola. Później po dynamicznej akcji Michel Macedo dograł w szesnastkę. Tam czekał Boateng, który w ekwilibrystyczny sposób doprowadził do wyrównania. Niemożliwe stało się faktem, choć wcale nie musiało skończyć się tak dobrze dla gospodarzy. Już w doliczonym czasie gry w poprzeczkę trafił jeszcze Marcelo Diaz. To był naprawdę szalony mecz. Nie trzeba mówić, który z zespołów był bardziej zadowolony z tego wyniku. Jednak bezstronni kibice z pewnością byli zadowoleni bez wyjątku.

Składy:
Las Palmas: Raul Lizoain – Dani Castellano, Pedro Bigas, David Garcia, Michel Macedo – Vicente Gomez (61’ Marko Livaja), Roque Mesa, Jonathan Viera – Kevin-Prince Boateng, Sergio Araujo (84’ Mateo Garcia), Tana (74’ Momo)

Celta: Sergio Alvarez – Facundo Roncaglia, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Hugo Mallo – Nemanja Radoja, Daniel Wass (75’ Theo Bongonda) – Pione Sisto (68’ Jonny Castro), Pablo Hernandez, Fabian Orellana (33’ Marcelo Diaz) – Iago Aspas


Deportivo 1-1 Valencia

Kolejkę kończyliśmy spotkaniem, które jeszcze na początku XXI wieku moglibyśmy uznać za hitowe. Deportivo na własnym obiekcie podejmowało Valencię. Obie ekipy zmagają się z dużymi problemami i trzy punkty dla każdej byłyby jak dar z niebios. Warto zaznaczyć, że w wyjściowym składzie zespołu z Galicji znalazł się Przemysław Tytoń. Polski bramkarz już na początku spisał się znakomicie, kiedy świetnie wybronił uderzenie Parejo. Później miał trochę szczęścia, ponieważ z kilku metrów chybił Rodrigo. Deportvo też miało swoje dogodne sytuacje, a najlepszą zmarnował w 17. minucie Colak, którego strzał głową wylądował w rękach Diego Alvesa. Spotkanie było bardzo wyrównane, ale obu klubom brakowało jakości i dokładności. Sporo szans marnował kolumbijski talent – Marlos, który nadal szukał swojego debiutanckiego gola w lidze hiszpańskiej. Co prawda nie znalazł go, ale za to zrobił to jego kolega z drużyny – Emre Colak w doliczonym czasie gry pierwszej części, kiedy tym razem po centrze Juanfrana celnie uderzył głową i nie dał szans bramkarzowi Valencii. Po zmianie stron goście potrzebowali dziesięciu minut, aby doprowadzić do remisu. Po wrzutce Naniego płaski strzał oddał Rodrigo i wydawało się, że Tytoń zdołał zatrzymać piłkę na linii, ale powtórki pokazały, że sędzia słusznie uznał trafienie napastnika Nietoperzy. Później mecz zaostrzył się, arbiter rozdał parę żółtych kartek, ale nadal nie można było stwierdzić, czy któraś z drużyn jest bliższa wygranej. Wydaje się, że najlepszą okazję miał w końcówce meczu Montoya, ale przegrał on pojedynek z Tytoniem. Dobra postawa bramkarza Deportivo spowodowała, że ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami, co summa summarum wydaje się wynikiem sprawiedliwym.

Składy:
Deportivo: Przemysław Tytoń – Juanfran (85’ Fernando Navarro), Raul Albentosa, Sidnei, Luisinho – Pedro Mosquera, Celso Borges (76’ Guillerme) – Bruno Gama, Emre Colak, Marlos Moreno – Florin Andone (79’ Ryan Babel)

Valencia: Diego Alves – Martin Montoya, Ezequiel Garay, Eliaquim Mangala, Aymen Abdennour (53’ Munir El-Haddadi) – Enzo Perez (69’ Alvaro Medran), Mario Suarez – Joao Cancelo, Daniel Parejo, Nani – Rodrigo Moreno (74’ Federico Cartabia)


Mecz kolejki: Las Palmas – Celta 3:3

Liczby kolejki:
best_11_16-17_10kolejka

Piłkarz kolejki: Cristiano Ronaldo (Real)
Mimo gorszej dyspozycji w ostatnim czasie, był w stanie zdobyć hat-tricka w trudnym spotkaniu z Alaves, kiedy jego drużynie ewidentnie się nie wiodło. Mógł zdobyć jeszcze czwartego gola, ale zmarnował rzut karny. To jednak nie ma znaczenia przy wyborze Portugalczyka na piłkarza kolejki.

Cienias kolejki: Sergi Gomez (Celta)
Wszystko wydawało się zakończone. Pewne prowadzenie trzema bramkami do przerwy – nic tylko dowieźć to do końca. Celta dała sobie jednak wyrwać niemal pewne 3 punkty, a duża w tym zasługa Sergiego Gomeza. Obrońca drużyny z Vigo sfaulował w polu karnym Marko Livaję, dzięki czemu gospodarze zdobyli bramkę kontaktową. Dodatkowo Gomez obejrzał za swoje zagranie drugą żółtą kartkę. Tego występu na pewno nie będzie wspominał najlepiej.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Las Palmas
Może żaden z piłkarzy Las Palmas nie napisze o tym spotkaniu książki “Do przerwy 0:3″, bo nie był to finał Ligi Mistrzów, lecz odrobienie takiej straty zasługuje na uznanie. Oczywiście ktoś do takiego stanu rzeczy musiał doprowadzić, ale warto docenić determinację zawodników z Wysp Kanaryjskich.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Neymar (Barcelona)
Kiedy już się wydaje, że Neymar ma za sobą bezsensowne zachowania – one zdarzają się znowu. Pal licho jego bardzo przeciętną grę czy nawet drobne spięcie z Rubenem Vezo podczas meczu. Tym razem Neymar postanowił dać pokaz braku myślenia już w tunelu po spotkaniu. Chyba tylko on wie, czemu postanowił jeszcze popychać Rubena Vezo. Piłkarzowi tego formatu po prostu to nie przystoi.

Gol kolejki: Rafinha (Barcelona)
Gradu bramek na Camp Nou nie było. Gol padł jeden, ale za to wyjątkowej urody. Świetny okres przeżywa Rafinha, który tym razem do bramki rywala trafił przewrotką. Sytuacyjne zagranie Brazylijczyka dało Barcelonie cenne trzy punkty, co jeszcze bardziej podnosi wartość tego gola.

Pudło kolejki: Emre Colak (Deportivo)
Turek miał dwie okazje w tym meczu na zdobycie bramki – obie identyczne. Pierwszą z nich fatalnie zmarnował, kiedy nie wykorzystał centry z prawej strony, a miał przed sobą jedynie Diego Alvesa i piłkę dośrodkowaną idealnie na głowę. Na jego szczęście zrehabilitował się w doliczonym czasie pierwszej części, kiedy poprawił celność i jego drużyna schodziła na przerwę prowadząc.

16-17.10

klasyfikacje_16-17_10kolejka

Zapowiedź 11. kolejki (04-06.11.2016):
Piątek, 04.11:
20:45 Malaga – Sporting
Sobota, 05.11:
13:00 Granada – Deportivo
16:15 Sociedad – Atletico
18:30 Osasuna – Alaves
20:45 Las Palmas – Eibar
Niedziela, 06.11:
12:00 Real – Leganes
16:15 Celta – Valencia
16:15 Espanyol – Athletic
18:30 Villarreal – Betis
20:45 Sevilla – Barcelona

Autorzy:

Grafika: Maciek Bożek

Wygrana i awans na pozycję lidera

W doskonałych humorach zakończyli weekend piłkarze Barcelony B. Podopieczni Gerarda Lopeza wygrali z Llagosterą 2:0 i z powrotem zostali liderem tabeli swojej grupy Segunda Division B.

Dobre wiadomości zaczęły napływać z obozu drugiego zespołu już przed meczem. Po kontuzji do gry wrócił najlepszy strzelec, Marc Cardona, który także w tym meczu odegrał ważną rolę. Było jednak też kilka powodów do głębszego zastanowienia, bo szkoleniowiec nie mógł skorzystać z usług Niliego, Marlona i Carlesa Aleni, którzy znaleźli się w kadrze na mecz pierwszej drużyny z Granadą. Wobec tego koniecznych było kilka ważnych roszad.

Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na przebieg spotkania. Rezerwy od początku meczu były stroną przeważającą, ale brakowało im potwierdzenia dominacji. Im bliżej bramki rywali, tym gorzej było z zachowaniem koncentracji i zimnej krwi.

Pewien impas został przerwany dziesięć minut po zmianie stron. Po rozegranym rzucie rożnym piłkę do siatki ładnym wolejem skierował Alex Carbonell, który po raz kolejny rozegrał dobre spotkanie. Z biegiem czasu Llagostera musiała odkryć się coraz mocniej, co stwarzało Barcelonie więcej okazji na zadanie ostatecznego ciosu. Na 2:0 gola zdobył rezerwowy tym razem Cardona, wykorzystując wrzutkę bardzo aktywnego Sergiego Palencii.

W końcówce były jeszcze okazje, by zmienić wynik meczu, ale więcej bramek już nie padło. Barca B zdobyła komplet punktów na trudnym terenie i awansowała dzięki temu na fotel lidera. Po jedenastu meczach młodzi gracze Blaugrany mają na koncie 22 oczka. Już w środę kolejne ważne starcie. Na Mini Estadi zawita wicelider tabeli, Valencia B.

Bramki: 55′ Alex Carbonell, 88′ Marc Cardona

Barcelona B: Jose Aurelio Suarez – Sergi Palencia, Rodrigo Tarin, Jose Antonio Martinez, Moises Delgado – Ferran Sarsanedas (77′ Xemi), Gerard Gumbau, Alex Carbonell (63′ Fali) – Alberto Perea (67′ Marc Cardona), Dani Romera, Jesus Alfaro

Ławka: Sergi Puig, Borja Lopez, Seung-Ho Paik, Rafa Mujica

Wygrana bez błysku

Miało nie być żadnych kłopotów z pokonaniem ostatniej drużyny w tabeli w meczu na Camp Nou, tymczasem Barca zdołała strzelić tylko jednego gola. Na szczęście po stronie strat było zero i trzy oczka zostały zapisane na konto Blaugrany.

Luis Enrique, który zmaga się z brakiem kilku graczy pierwszego zespołu, zdecydował się na dość eksperymentalny skład. Główną niewiadomą była forma środkowej formacji, która w takim zestawieniu grała po raz pierwszy. Miejsce Sergio Busquetsa, który spędził 90 minut na ławce, zajął Ivan Rakitić, a przed Chorwatem grali Denis Suarez i Rafinha.

Gospodarze od początku byli stroną przeważającą. Rywal ograniczył się łącznie do kilku wyjść większą liczbą piłkarzy w całym spotkaniu, co nie mogło zaskoczyć podopiecznych Luisa Enrique. Jego vis a vis, Lucas Alcaraz, ustawił jednak swoją drużynę bardzo mądrze i kompaktowo. Pięciu obrońców wspomaganych przez czterech pomocników i ograniczającego się wyłącznie do pressingu napastnika Krawca skutecznie blokowało zapędy faworyta.

Barca dodatkowo wyglądała na zespół, który chce zgarnąć trzy oczka jak najmniejszym nakładem sił, a w głowie ma już kolejne wyzwania. W poczynaniach Katalończyków było widać rozluźnienie i brak precyzji, która naznaczyła w zasadzie pierwszą połowę. To był największy problem, bo samo przedostawanie się pod pole karne Guillermo Ochoi nie było trudne.

Sytuacja rozwiązała się trzy minuty po zmianie stron. Do siatki trafił bardzo skuteczny ostatnio Rafinha, który wykorzystał dość szczęśliwą i zarazem kuriozalną sytuację i efektowną przewrotką uderzył nie do obrony. Jak się ostatecznie okazało, było to jedyne trafienie w całym meczu, chociaż były okazje na to, by podwyższyć prowadzenie.

Cieszyć muszą na pewno trzy oczka, które pozwoliły Barcelonie zachować dystans do prowadzącego Realu, a nawet awansować na drugie miejsce w klasyfikacji ligowej. Nie można jednak przejść obok takiego spotkania obojętnie. Widać, że kłopoty ze zdrowiem niektórych zawodników odbijają się na tym, że pozostali nie prezentują najwyższej formy. Na ile kłopoty z pokonaniem Granady były wynikiem zmęczenia, a na ile po prostu chęcią oszczędzania się na kolejne mecze, nie wiadomo. Mamy jednak nadzieję, że już przy najbliższej okazji, czyli w Manchesterze, Duma Katalonii pokaże swoją najlepszą wersję, którą w sobotę mogliśmy oglądać tylko okazjonalnie.

infographic_pl_277265_squads_770

Zapowiedź 10. kolejki La Liga

La Liga nie zwalnia i serwuje nam dziesiątą rundę rozgrywek. Tym razem nie doświadczymy gorących derbów czy hiszpańskich klasyków, ale fani i tak nie powinni się nudzić. Ciekawie powinno być na Wyspach Kanaryjskich, gdzie Las Palmas stoczy bój z Celtą o pozostanie w kontakcie z drużynami zajmującymi miejsca premiujące awansem do europejskich pucharów. Faworytów czekają w teorii łatwiejsze wyzwania – Barcelona ugości Granadę, Atletico podejmie Malagę, a Real zagra na wyjeździe z Alaves. Zapraszamy na zapowiedź!

Piątek, 28.10.2016, godzina 20:45
Leganes – Sociedad

Powtarzamy to jak mantrę, ale nic pod tym względem się nie zmienia – Leganes słabo spisuje się przed własną publicznością. Beniaminek ze swojego 10-punktowego dorobku tylko jedno oczko ugrał na Butarque i pod tym względem jest najsłabszy w całej lidze. Podopieczni Asiera Garitano liczą w końcu na przełamanie, bo bez zwycięstw na własnym obiekcie z nie najmocniejszymi rywalami może być trudno o udaną walkę o utrzymanie.

Zadanie może być dzisiaj o tyle łatwiejsze, że Baskowie to z kolei jedna z najgorszych drużyn, jeśli chodzi o grę w delegacjach. Po zwycięstwie na stadionie Osasuny przyszły trzy kolejne porażki, choć były wśród nich mecze na trudnych obiektach Villarrealu i Athleticu. Swoich szans podopieczni Eusebio upatrują na pewno w rosnącej ogólnej formie, która pozwoliła im zadomowić się w górnej połowie tabeli. Coraz lepiej wygląda gra ofensywna, która na początku sezonu nie była na odpowiednim poziomie, a jest na papierze najmocniejszym punktem drużyny.

Nasz typ: 1:2


Sobota, 29.10.2016, godzina 13:00
Sporting – Sevilla

Nic już nie pozostało z dobrego początku sezonu w wykonaniu Sportingu. Obecnie ekipa z El Molinon znajduje się w strefie spadkowej i z meczu na mecz jej gra wygląda coraz mniej efektywnie. Abelardo musi coś z tym fantem zrobić jak najszybciej, bo w przeciwnym razie jego przyszłość może nie wiązać się z Asturią.

Najbliższy przeciwnik jest jednak w gazie i trudno mu będzie odebrać jakiekolwiek punkty. Po bardzo ważnej wygranej z Atletico w zeszły weekend, Sevilla awansowała na drugie miejsce w tabeli. Jorge Sampaoli znalazł już chyba odpowiednie ustawienie swojego zespołu i wdrożył do niego wszystko, co posiada najlepszego w swoim warsztacie, co imponowało, gdy prowadził reprezentację Chile.

Nasz typ: 0:2


Sobota, 29.10.2016, godzina 16:15
Alaves – Real

Trzy mecze trwa już niekorzystna passa kolejnego beniaminka dotycząca meczów bez wygranej. Mauricio Pellegrino ma ostatnio problemy kadrowe ze względu na kontuzje, co z pewnością odbija się na osiąganych wynikach. Cały czas jednak gra Deportivo może się podobać – ambicja i zaangażowanie w ich wykonaniu są na stale wysokim poziomie. Mecz z Królewskimi będzie prawdziwnym sprawdzianem, ale takie ten zespół lubi najbardziej. W starciach z Barceloną i Atletico zdobył już przecież 4 punkty. Zagrać na pewno nie będzie mógł Marcos Llorente, prawdziwy mózg środka pola – tak została jednak skonstruowana umowa wypożyczenia z Realu Madryt. Jak z tym osłabieniem poradzi sobie Alaves?

Madrytczycy zostali tydzień temu starym-nowym liderem, choć mieli spore problemy, by pokonać na własnym boisku Athletic. W tygodniu wygrali z kolei pierwsze starcie w Pucharze Króla z Cultural Leonesą, ale mecz z trzecioligowcem z pewnością nie jest wyznacznikiem formy. Ta na pewno nie jest jeszcze optymalna, ale Zinedine Zidane zdaje się odzyskiwać kontrolę po krótkim zawahaniu i słabszych dwóch tygodniach. To powinno wystarczyć na walecznego beniaminka.

Nasz typ: 1:3


Sobota, 29.10.2016, godzina 18:30
Atletico – Malaga

Niezwykle podrażnieni muszą być zawodnicy Atletico, którzy w ubiegłym tygodniu stracili miejsce pierwsze w tabeli, osuwając się aż na piąte. Dla Los Colchoneros była to dopiero pierwsza porażka w tej kampanii, ale ścisk w czołówce jest na tyle duży, że takie zmiany nie mogą dziwić. Znając klub ze stolicy i jego nastawienie, piłkarze zrobią zapewne wszystko, by w sposób jak najbardziej efektowny zrehabilitować się za brak punktów w Sewilli. Tym bardziej że na Vicente Calderon już wielokrotnie pokazywali swoją siłę.

Malaga może się bać, zwłaszcza że na obcym stadionie jeszcze w tych rozgrywkach nie zwyciężyła. Dwa oczka w czterech meczach to prawdopodobnie zbyt mały kapitał, by móc powalczyć o korzystny rezultat z tak klasowym przeciwnikiem. Niemniej, zwyżka formy w drużynie Juande Ramosa jest zauważalna i możemy oczekiwać od Andaluzyjczyków, że się nie bez walki nie położą i postarają się o jak najlepszy rezultat.

Nasz typ: 3:0


Sobota, 29.10.2016, godzina 20:45
Barcelona – Granada

Najważniejszy mecz dla fanów Barcy. Niestety Luis Enrique ma ostatnio spore problemy kadrowe, głównie w linii defensywnej. Wobec tego możemy oczekiwać powołania dla graczy z drużyny rezerw, choć nie powinniśmy oglądać ich w wyjściowej jedenastce. Lucho musi mieć też na uwadze następne wyzwania, a już we wtorek drugie starcie z Manchesterem City. Nim jednak wyprawa do Anglii, drużynę czeka w teorii niezbyt trudne wyzwanie, ale tegoroczne mecze na Camp Nou pokazały już, że nikogo lekceważyć nie można i z pewnością z takim przesłaniem zostawi swoich zawodników sztab szkoleniowy.

Granada to czerwona latarnia La Liga, zespół, który nie odniósł jeszcze żadnego zwycięstwa. Odejście Paco Jemeza niewiele zmieniło w grze zespołu, która cały czas szuka swojej tożsamości. Przed sztabem zadanie niełatwe, bo jak co roku na Los Carmenes doszło do prawdziwej rewolucji kadrowej i poukładanie klocków po takim zamieszaniu musi zająć trochę czasu. Na ten moment wydaje się jednak, że włodarze nie wyciągnęli wniosków z poprzednich kampanii i Andaluzyjczyków czeka walka o utrzymanie do ostatniej kolejki. W meczu z mistrzem kraju nikt na nich nie stawia, ale właśnie to może być dla nich pozytywnym bodźcem.

Nasz typ: 4:0


Niedziela, 30.10.2016, godzina 12:00
Eibar – Villarreal

Ostatnimi czasy Baskowie nie potrafią znaleźć sposobu na swoich rywali. Wobec tego wypadli z pierwszej dziesiątki. Przyczyniły się do tego z pewnością niektóre braki kadrowe, ale nie może to być jedynym wytłumaczeniem. Tym bardziej że Eibar potrafił przegrać choćby z Osasuną na własnym obiekcie. To jednak drużyna na tyle nieprzewidywalna (najbardziej w stawce?), że trudno spodziewać się czegokolwiek. Mogą uprzykrzyć życie największym faworytom, ale także ulec teoretycznie dużo słabszemu oponentowi. Jak będzie tym razem? Jose Luis Mendilibar z pewnością liczy, że będzie lepiej niż tydzień temu, gdy jego zawodnicy wypuścili trzybramkowe prowadzenie z rąk.

Kolejny przeciwnik należy jednak do ścisłej czołówki. Villarreal to obok Realu Madryt jedyna ekipa, która jeszcze nie znalazła swojego pogromcy i możliwe, że ten stan może mieć jeszcze przez jakiś czas miejsce. Fran Escriba posiada szeroką, bardzo wyrównaną kadrę, która na każdej pozycji ma klasowego piłkarza zdolnego rywalizować ze wszystkimi zespołami na świecie. Przed drużyną z El Madrigal prawdopodobnie kolejny bardzo udany sezon.

Nasz typ: 1:2


Niedziela, 30.10.2016, godzina 16:15
Athletic – Osasuna

Twierdza San Mames w ostatnich tygodniach wydaje się być nie do zdobycia. Athletic wygrał trzy ostatnie ligowe mecze przed własną publicznością, choć we wszystkich przypadkach nie było to łatwe zadanie. Ogólnie Baskowie nie prezentują najlepszego futbolu i w pewnym sensie zawodzą swoich kibiców. Nie wszyscy piłkarze, na których stawia Ernesto Valverde, grają równo, co przekłada się także na różne rezultaty. Mecz z Osasuną nie powinien stanowić jednak wielkiego wyzwania.

Osasuną, która usadowiła się w strefie spadkowej i wydaje się, że wydostanie się z niej może się okazać ostatecznie ponad siły. Klub z Nawarry posiada jedną z najsłabszych kadr w całej lidze, a dodatkowo osiąga wyniki, które nie wróżą dobrze na przyszłość. Mimo że coś w grze piłkarzy ostatnio drgnęło, nadal daleko do względnego ideału i myśleniu o czymś więcej niż utrzymanie. Wygrać na San Mames będzie bardzo trudno, ale w końcowym rozrachunku takie niespodziewane rezultaty mogą okazać się zbawienne.

Nasz typ: 2:0


Niedziela, 30.10.2016, godzina 18:30
Betis – Espanyol

Wygrana z Osasuną w zeszłym tygodniu pozwoliła Betisowi nieco oddalić się od strefy największego zagrożenia, ale klub z Sewilli cały czas potrzebuje punktów, by skupić się na założeniu przedsezonowym – walce o środek tabeli. Potencjał na Benito Villamarin ku temu jest z pewnością, ale piłkarze za bardzo na razie tego nie pokazują. Nierówna forma, częste rotacje i zmiany personalne oraz wyniki w kratkę – Andaluzyjczycy nie mogą wyrwać się z pewnego marazmu, który towarzyszył im już w zeszłej kampanii. Kilka pozytywnych wyników z rzędu mogłoby tę sytuację jednak poprawić i do tego Beticos z pewnością będą dążyć.

Jeszcze bardziej nerwowo jest w Barcelonie. Espanyol miał duże plany związane z tym sezonem, zwłaszcza po ciekawych ruchach na rynku transferowym. Gra Papużek jednak nie drgnęła. W czterech osatnich meczach Katalończycy ugrali ledwie trzy oczka. Miejsce tuż nad strefą spadkową z pewnością nie jest spełnieniem ich marzeń, ale by je poprawić, należy grać dużo lepiej i przede wszystkim efektywniej. Być może zainspiruje ich wygrana w tygodniu z Barceloną w Superpucharze Katalonii, choć ten wynik nie może być żadnym wyznacznikiem obecnej dyspozycji.

Nasz typ: 2:1


Niedziela, 30.10.2016, godzina 20:45
Las Palmas – Celta

Jeden z ciekawszych meczów tej kolejki. Choć Las Palmas zdecydowanie spuściło z tonu i nie prezentuje się tak jak na początku rozgrywek, to nadal jest to zespół nieobliczalny, na swoim stadionie mogący sprawić problemy każdemu – najlepszym przykładem mecz z Realem sprzed miesiąca. By Kanaryjczycy mogli liczyć na poprawę wyników, w formie muszą być kluczowi piłkarze z Vierą i Boatengiem na czele. Z tym ostatnio jest różnie, jednak są momenty, w których ci piłkarze na boisku błyszczą. Tydzień temu Las Palmas było o krok od urwania punktów Villarrealowi, ale gol stracony w samej końcówce pozbawił ich jakichkolwiek nadziei. Teraz kibice liczą na więcej.

Celta otrząsnęła się już po druzgocącej wpadce na El Madrigal i wygrała prestiżowe derby Galicji z Deportivo, prezentując efektowny futbol i przede wszystkim skuteczność godną najlepszych drużyn. Eduardo Berizzo z pewnością będzie miał na uwadze mecz w Lidze Europy, który odbędzie się w czwartek, i może wystawić do gry kilku rezerwowych zawodników, ale kadra, jaką dysponuje, jest na tyle mocna i szeroka, że może sobie poradzić z wyzwaniem, jakim będzie starcie na Gran Canaria.

Nasz typ: 2:2


Poniedziałek, 31.10.2016, godzina 20:45
Deportivo – Valencia

Forma Deportivo to ostatnio równia pochyła. Klub z El Riazor coraz bardziej osuwa się w ligowej klasyfikacji, a porażka w derbach z Celtą przelała czarę goryczy. Od piłkarzy oczekuje się teraz znacznie lepszej gry i wyników, bo sytuacja robi się naprawdę trudna. Egzaminu nie zdają na pewno piłkarze sprowadzeni latem, a którzy mieli stanowić o sile ofensywnej drużyny. Dość powiedzieć, że ogłoszony następcą Lucasa Pereza Florin Andone jeszcze nie trafił do siatki. W ogóle jeśli chodzi o zdobywanie bramek, jest to najgorsza ekipa w całej stawce – ledwie sześć goli w dziewięciu meczach. A jeśli najlepszym strzelcem jest defensywny pomocnik, wiele to mówi o formie ekipy…

Valencia jest z kolei ostatnio w niezłej dyspozycji. W poprzednich pięciu rundach przegrała tylko z Atletico i Barceloną, w pozostałych spotkaniach zdobywając komplet punktów. Na uwagę zasługuje także passa meczów na wyjeździe – dwie wygrane z rzędu. Cesare Prandelli wprowadza swoje standardy odważnie, ale już widać, że z tej mąki może być chleb i Nietoperze w najbliższym czasie powinni stopniowo odrabiać straty z kompletnie straconego początku rozgrywek.

Nasz typ: 0:1

Barcelona przegrywa z Espanyolem

Barcelona przegrała w finale Superpucharu Katalonii z Espanyolem 0:1. Gola na wagę wygranej zdobył Felipe Caicedo, wykorzystując błąd obrony Barcy i swoją szybkość.

W związku z tym, że nie był to mecz oficjalny niosący za sobą dużą odpowiedzialność i konieczność wygranej, Luis Enrique zdecydował się pozostawić w domach zdecydowaną większość graczy pierwszej drużyny. Do kontuzjowanych Cillessena, Pique, Alby, Vidala i Iniesty dołączyli ter Stegen, Roberto, Mascherano, Umtiti, Digne, Busquets, Rakitić, Rafinha, Messi, Neymar i Luis Suarez. Pozostała szóstka piłkarzy – Masip, Mathieu, Gomes, Turan, Denis Suarez i Alcacer – plus dwunastu zawodników rezerw stawiła czoła lokalnemu rywalowi.

Wyjściowa jedenastka różniła się rzecz jasna od optymalnego zestawienia. Blaugrana od początku miała jednak znaczną przewagę w posiadaniu piłki. Sęk w tym, że akcje były rozgrywane do dwudziestego metra przed bramką Roberto Jimeneza, gdzie Duma Katalonii napotkała na szczelny mur, przez który nie potrafiła się przedrzeć.

Z kolei jedna składna akcja rywali wystarczyła, by wyszli na prowadzenie. W 10. minucie Jose Antonio Reyes, mając kilka metrów swobody w środkowej strefie boiska, wypuścił w bój Felipe Caicedo. Ekwadorczyk zdecydowanie pokonał Jeremy’ego Mathieu w pojedynku biegowym, następnie minął Jordiego Masipa i skierował piłkę do pustej bramki. Akcja ta potwierdziła ogromne problemy francuskiego stopera, który ostatnio nie pokazuje nawet swojej szybkości – ta ratowała go z kolei w przeszłości, gdy zdarzało mu się popełnić błąd w ustawieniu.

Od tego momentu scenariusz wyglądał tak samo do końca spotkania – Barcelona cały czas szukała sposobu, by dziesiątkami podań sforsować obronę Papużek, ale robiła to bezskutecznie. Najaktywniejszy w barwach katalońskiego klubu Denis Suarez starał się kilka razy niekonwencjonalnie zagrać do partnera, jednak zazwyczaj takie próby kończyły się fiaskiem. Mimo porażki z pewnością można jednak pochwalić większość zawodników rezerw – Marlon, Nili, Moises Delgado czy Alex Carbonell z pewnością przekazali Lucho informację, że będą czekać na kolejne szanse. Nieco więcej spodziewaliśmy się po występie Carlesa Aleni, ale gra na prawym skrzydle wyraźnie mu nie pasowała. Pomocnik często schodził do środka, gdzie czuł się znacznie lepiej, ale i tak nie pokazał pełni swoich nieprzeciętnych umiejętności.

Widać było, że Enrique traktuje mecz jako rozeznanie w ekipie Barcy B. Sprawdzian z solidnym klubem z Ekstraklasy większość z nich zdała na ocenę przynajmniej dobrą i może oczekiwać kolejnych występów w pierwszej drużynie. Także zawodnicy z głównego zespołu, którzy otrzymywali do tej pory mniej okazji do gry, mogli do siebie przekonać szkoleniowca. O ile w przypadku Denisa Suareza, wyszło to nieźle, o tyle w pozostałych przypadkach było gorzej. Andre Gomes miał dobrą pierwszą połowę, ale po przerwie z każdą minutą było go na boisku coraz mniej. Arda Turan kilka razy bezsensownie stracił futbolówkę, a Paco Alcacer znów nie pokazał w zasadzie niczego ciekawego.

Po meczu okazało się natomiast, że Jeremy Mahtieu opuścił boisko z powodu urazu, który może go wykluczyć z gry na 3-4 tygodnie. Mimo słabej dyspozycji Francuza to kolejny problem dla Luisa Enrique – trener nie może już skorzystać z usług Pique czy Alby, dla których były gracz Valencii jest alternatywą. Dobry występ Marlona może jednak tę sytuację rozwiązać – możemy spodziewać się, że młody Brazylijczyk zostanie powołany na najbliższy ligowy mecz z Granadą.

Barcelona: Jordi Masip – Nili, Marlon, Jeremy Mathieu (54′ Jose Antonio Martinez), Moises Delgado (72′ Sergi Palencia) – Alex Carbonell (77′ Ferran Sarsanedas), Andre Gomes, Denis Suarez – Carles Alena (82′ Rafa Mujica), Paco Alcacer, Arda Turan (72′ Jesus Alfaro)

Espanyol: Roberto Jimenez – Diego Reyes, Martin Demichelis, Ruben Duarte, Victor Alvarez – Jose Antonio Reyes (68′ Victor Sanchez), Marc Roca (78′ Javi Fuego), Salva Sevilla, Oscar Melendo (83′ Aaron Caricol), Jose Manuel Jurado – Felipe Caicedo (63′ Gerard Moreno)

Przełamanie Barcelony B

Sobota była szczęśliwa nie tylko dla pierwszej drużyny Barcelony. Także rezerwy odniosły zwycięstwo, pokonując Sabadell 2:0. Oba gole zdobył Dani Romera.

Potyczka była dla Barcy B bardzo ważna. W poprzednich trzech spotkaniach podopieczni Gerarda Lopeza zdobyli tylko jedno oczko, przez co osunęli się nieco w ligowej klasyfikacji. Młodzi gracze Blaugrany przeważali od pierwszego gwizdka, jednak długo nie potrafili znaleźć sposobu na to, by pokonać Jokina Ezkietę, piłkarza wypożyczonego właśnie z drugiego zespołu.

Sztuka ta udała się tuż po zmianie stron, gdy Dani Romera wykorzystał podanie od Jesusa Alfaro i najlepiej odnalazł się w gąszczu nóg, otwierając worek z bramkami. Ten sam piłkarz zdobył też gola w 66. minucie – tym razem głową po centrze z rzutu wolnego. Do końca spotkania były jeszcze okazje na to, by podwyższyć wynik, ale brakowało zdecydowania i chłodnej głowy w ostatniej fazie akcji. Warto jednak nadmienić, że gospodarze byli ostro traktowani przez rywali, którzy kończyli spotkanie w dziesiątkę, ale ich końcowy stan mógł być jeszcze mniejszy.

Co ciekawe, w barwach Sabadell wystąpił także Gai Assulin, niegdyś wielka nadzieja Barcelony. Dla skrzydłowego był to powrót na Miniestadi. Na ławce cały mecz przesiedział z kolei Enric Franquesa, kolejny wypożyczony piłkarz z rezerw.

Bramki: 47′, 66′ Dani Romera

Barcelona B: Jose Aurelio Suarez – Nili, Marlon, Jose Antonio Martinez, Moi – Ferran Sarsanedas, Alex Carbonell (63′ Xemi), Gerard Gumbau (74′ Fali) – Alberto Perea, Dani Romera (85′ Rafa Mujica), Jesus Alfaro

Na ławce: Alberto Varo, Borja Lopez, Rodrigo Tarin, Ignacio Abeledo

Przerwać złą passę

Po emocjach związanych z meczem Barcelony z Valencią czas na spotkanie z udziałem rezerw katalońskiego klubu. Te zmierzą się z Sabadell w ramach dziesiątej kolejki Segunda Division B.

Gerard Lopez stoi przed trudnym zadaniem odbudowania formy swojego zespołu. W trzech poprzednich spotkaniach jego piłkarze zdobyli tylko jeden punkt i w efekcie spadli z pierwszego na czwarte miejsce w tabeli. Z kolei dzisiejszy rywal ostatnio spisuje się całkiem przywoicie. Ostatnią porażkę Sabadell zanotowało 11 września, a od tamtej pory zespół cztery razy zremisował i raz wygrał – w poprzedniej kolejce z CF Gavą.

Małe derby Katalonii to idealna okazja na przełamanie. Jeśli Barca B myśli o awansie do wyższej klasy rozgrywkowej, a taki jest przecież cel, musi jak najszybciej od nowa gromadzić punkty, by wspiąć się w tabeli.

Szkoleniowiec musi sobie jednak poradzić z pewnymi brakami. Z pierwszym zespołem do Walencji udał się Carles Alena, wobec czego Lopez nie mógł brać pod uwagi jego osoby. Ponadto kontuzjowani są Kaptoum i Cardona, a zawieszony jest Palencia. Paik bierze udział w zgrupowaniu reprezentacji Korei Płd. U-19, a decyzją sztabu w kadrze nie znalazł się Vilanova.

Kadra Barcelony B:
Bramkarze: Jose Aurelio Suarez, Alberto Varo
Obrońcy: Nili, Jose Antonio Martinez, Borja Lopez, Rodrigo Tarin, Marlon, Moises Delgado
Pomocnicy: Ferran Sarsanedas, Xemi, Alex Carbonell, Gerard Gumbau, Fali
Napastnicy: Alberto Perea, Ignacio Abeledo, Jesus Alfaro, Rafa Mujica, Dani Romera

Co ciekawe, do drużyny Sabadell wypożyczonych jest dwóch zawodników właśnie z Barcy B – Jon Ezkieta oraz Enric Franquesa. Obaj zostali włączeni do kadry na to spotkanie. Podobnie jak Gai Assulin, który znany jest kibicom Blaugrany. Swego czasu zapowiadał się na dobrego piłkarza, ale ostatecznie nie przebił się do pierwszej drużyny i po zwiedzeniu kilku klubów wylądował na trzecim szczeblu rozgrywek w Hiszpanii.

Przewidywany skład: Suarez – Nili, Marlon, Martinez, Moi – Ferran, Gumbau, Carbonell – Perea, Romera, Alfaro

Wygrać z przeciwnościami losu – zapowiedź meczu z Valencią

Barcelona nie ma czasu na przesadne świętowanie okazałej wygranej z Manchesterem City. Trzy dni po starciu w Lidze Mistrzów ekipę Luisa Enrique czeka kolejne bardzo trudne spotkanie. W ramach 9. kolejki ligowej mistrz Hiszpanii zmierzy się na wyjeździe z Valencią. Początek meczu o godzinie 16:15.

Nietoperze mogą początek sezonu określić mianem wielkiej klapy. Okienko transferowe to najpierw jedna wielka wyprzedaż, a później łatanie dziur na ostatnią chwilę. Shkodran Mustafi był kluczowym elementem linii obronnej zespołu i nie wiadomo, czy Ezequiel Garay oraz Eliaqium Mangala wejdą w jego buty. Na odejście Andre Gomesa nie udało się odpowiednio zareagować, bo Alvaro Medran czy Mario Suarez to inne typy pomocników. Największą stratą dla fanów była jednak sprzedaż Paco Alcacera, który razem z Portugalczykiem wybrał ofertę Barcelony. W odwrotną stronę powędrował Munir, który jeszcze nie prezentuje takiej formy, jakiej się od niego oczekuje.

Drużyna, która ma taki potencjał kadrowy oraz brak zobowiązań w europejskich pucharach, miała powalczyć o miejsce w samej czołówce. Nieśmiało myślano nawet o pierwszej czwórce. Pierwsze cztery kolejki zakończyły się jednak porażkami. Defensywa popełniała katastrofalne błędy, które kończyły się dla drużyny katastrofalnie. Przegrane na Mestalla z Las Palmas czy Betisem odebrano bardzo źle i prawdopodobnie między innymi te wyniki doprowadziły do zakończenia współpracy z Pako Ayesteranem. Lepsze dni nadeszły równo miesiąc temu. 22 września Valencia wygrała z Alaves 2:1 i włącznie z tym spotkaniem odniosła trzy wygrane w czterech meczach. Awans na 14. miejsce w tabeli nie jest jednak szczytem marzeń. Piłkarzom cały czas brakuje regularności, a proste błędy są na świetle dziennym.

Na mecz z Barceloną nowy trener, Cesare Prandelli, zdecydował się powołać 20 zawodników, wśród których brakuje jedynego kontuzjowanego, Guilherme Siqueiry. Przed spotkaniem trener skreśli z listy dwa nazwiska.

Lista powołanych Valencii: Diego Alves, Mathew Ryan, Jaume Domenech; Martin Montoya, Joao Cancelo, Ezequiel Garay, Eliaqium Mangala, Aymen Abdennour, Aderlan Santos, Jose Gaya; Dani Parejo, Enzo Perez, Mario Suarez, Alvaro Medran; Nani, Rodrigo Moreno, Santi Mina, Munir El Haddadi, Zakaria Bakkali, Fede Cartabia

Sytuację Barcelony znają wszyscy kibice. W Lidze Mistrzów ekipa jest w komfortowym położeniu, a awans z pierwszego miejsca jest na wyciągnięcie ręki i może być wywalczony już w następnej kolejce. Jeśli chodzi o rozgrywki ligowe, jest już trochę gorzej – Blaugrana traci dwa oczka do dwóch klubów z Madrytu, wobec czego jakakolwiek utrata punktów skomplikowałaby życie podopiecznym Luisa Enrique.

Lucho ma pewne problemy kadrowe. W spotkaniu z Manchesterem City kontuzji doznali podstawowi defensorzy, Gerard Pique oraz Jordi Alba, którzy prawdopodobnie zagraliby dziś od pierwszej minuty. Na treningu dyskomfort poczuli także będący ostatnio w dobrej formie Rafinha (stłuczone żebra) i Arda Turan (stłuczona ręka) – ich także zabrakło na liście powołanych. Ponadto od dłuższego czasu niezdolny do gry jest Jasper Cillessen. Nie wiadomo też, czy na sto procent gotowy do gry jest Sergi Roberto. Wobec tych braków trener zdecydował się na powołanie pomijanego ostatnio regularnie Aleixa Vidala. Szansę otrzymał także pomocnik rezerw, Carles Alena.

Lista powołanych Barcelony: Marc-Andre ter Stegen, Jordi Masip; Sergi Roberto, Aleix Vidal, Javier Mascherano, Samuel Umtiti, Jeremy Mathieu, Lucas Digne; Sergio Busquets, Ivan Rakitić, Andres Iniesta, Andre Gomes, Denis Suarez, Carles Alena; Lionel Messi, Luis Suarez, Neymar, Paco Alcacer

infographic_pl_272121_star_players_770

Jak nieprzyjemne może to być spotkanie dla Blaugrany, pokazuje historia meczów między klubami. W zeszłym sezonie na stadionie Valencii był remis 1:1. Mało tego, Nietoperze potrafili w ostatnich trzech kampaniach dwukrotnie zwyciężyć na Camp Nou. Poruszeni słabym początkiem rozgrywek piłkarze z pewnością wyjdą na boisko zmotywowani na sto procent, by pokazać swoim kibicom, że są w stanie krok po kroku odrabiać straty do czołówki i sprawiać niespodzianki, wygrywając z takimi rywalami jak Barcelona. Na korzyść Los Ches działa także tygodniowy odpoczynek, podczas gdy Barca rozgrywała intensywne spotkanie z Manchesterem City trzy dni temu. Dodatkowo Lucho nie może skorzystać z kilku ważnych piłkarzy, a musi jeszcze pamiętać o zbilansowaniu rotacji, by nie powtórzyła się sytuacja z poprzednich meczów, gdy gra jego drużyny się nie kleiła. To wszystko podpowiada nam, że przed przyjezdnymi dzisiaj wielkie wyzwanie. Ale przecież ten zespół jest wprost stworzony do tego, by takie potyczki rozstrzygać na swoją korzyść. Vamos!

22.10.2016, godzina 16:15, Estadio Mestalla
9. kolejka La Liga
Valencia CF – FC Barcelona

Przewidywane składy:
Valencia: Alves – Montoya, Garay, Abdennour, Gaya – Suarez, Parejo, Perez – Cancelo, Rodrigo, Nani

Barcelona: ter Stegen – Roberto, Mascherano, Umtiti, Digne – Busquets, Gomes, Iniesta – Messi, L. Suarez, Neymar