Oceny piłkarzy Barcelony za mecz z Granadą

Granada dość niespodziewanie postawiła się faworyzowanej Barcelonie i długo potrafiła obronić się przed atakami Blaugrany. Na szczęście Katalończycy strzelili zwycięskiego gola. Jak spisali się poszczególni zawodnicy? Zapraszamy na oceny!

TerStegen
Ocena: 6/10

Trudne jest czasem życie golkipera w Barcelonie. Nic nie zawalisz, a i tak nie ma cię za co chwalić. Tak właśnie było w przypadku Niemca. Wypady rywala pod jego pole karne można policzyć na palcach obu rąk, a większość i tak kończyła się w zarodku. Pewna gra nogami, kilka pewnie złapanych piłek i to wszystko, co można powiedzieć o jego występie.


Roberto
Ocena: 7/10

Najlepszy z bloku defensywnego. Widać, że tydzień wolnego bardzo dobrze mu zrobił. Mógł zregenerować się po odniesionej kontuzji i od samego początku grał na wysokich obrotach. Stwarzał przewagę na prawym skrzydle, a jego kilka wymian piłek z Messim mogła robić wrażenie. Szkoda, że nie był nieco bardziej efektywny w swoich dograniach, ale i tak należał do wyróżniających się zawodników.


Mascherano
Ocena: 6,5/10

Jego największym problemem, tak jak w przypadku ter Stegena i Umtitiego, był znikomy napór ze strony rywala. Interweniować musiał naprawdę rzadko, ale z reguły robił to bardzo poprawnie. To też znamionuje najlepszych zawodników – zachował koncentrację, mimo że przez większość część spotkania mógł tylko przyglądać się, jak futbolówkę rozgrywają jego koledzy.


Umtiti
Ocena: 6,5/10

Znakomicie uzupełniał się z Mascherano, ale po raz kolejny powtórzymy jedną kwestię – poziom prezentowany przez Granadę. Jeśli była okazja, starał się podłączyć do akcji ofensywnych, ale nie podejmował zbędnego ryzyka. Na uwagę zasługuje 96-procentowa celność podań, co przy 120 próbach musi robić wrażenie. Czekamy na więcej, naprawdę może to być najlepszy piłkarz na swojej pozycji na świecie.


Digne
Ocena: 6,5/10

W meczu z tak cofniętym rywalem oczekiwalibyśmy nieco więcej od Lucasa w ofensywie. Duża jednak w tym wina Neymara, który często jakby nie zauważał wysiłków Francuza. Kilka razy aż się prosiło, by Digne został uruchomiony. Jak wtedy zachowałby się nowy zawodnik Blaugrany, nie wiemy, ale miałby okazje na podreperowanie statystyki celnych zagrań w pole karne. Jeśli chodzi o atak, to jego jedna z większych bolączek. W destrukcji bez zarzutu.


Rakitic
Ocena: 6,5/10

Dobry mecz Chorwata. Tym razem zagrał nieco bardziej cofnięty niż zazwyczaj, ale ta zmiana nie przyniosła szkód drużynie. Ivan cały czas ma problemy pod bramką rywala, bo w którymś meczu z rzędu nie potrafił skutecznie wykończyć dobrej sytuacji. Mimo to zaprezentował się na tyle dobrze, że Lucho może mu powierzyć podobne obowiązki w kolejnych meczach.


Denis-Suarez
Ocena: 5,5/10

Jeżeli Denis miał spowodować ból głowy u Lucho w kontekście obsady środka pola na mecz z City, to Hiszpanowi zdecydowanie się udało. Problem w tym, że występ byłego gracza Villarrealu był, łagodnie mówiąc, dyskretny. Brakowało otwierających podań, nie stwarzał sytuacji ani sobie, ani kolegom. Asekuracyjny, mało kreatywny, więc Enrique będzie musiał dalej szukać dopełnienia duetu Sergio-Rakitic.


Rafinha
Ocena: 7/10 (Zawodnik meczu)

Jednego w tym sezonie nie można odmówić Brazylijczykowi – w stu procentach wykorzystuje szanse, które daje mu Lucho. W sezonie ligowym zdobył już pięć bramek, a ta sobotnia dała drużynie trzy oczka. Mimo że nie wybijał się poziomem spośród kolegów, to jednak jego przewrotka okazała się kluczowa.


Messi
Ocena: 6,5/10

Jeden ze słabszych występów Argentyńczyka w tym sezonie. Zmasowana obrona Andaluzyjczyków spowodowała, że Leo nie miał mało okazji, aby oddać uderzenia na bramkę Ochoi. Tracił bardzo dużo piłek, niewiele razy obsługiwał kolegów podaniami, ale można powiedzieć, że i tak był najlepszy spośród tria MSN.


Luis Suarez
Ocena: 6/10

Pod koniec spotkania został zmieniony przez Paco Alcacera, co spowodowało u niego złość. Nie wiadomo, czy był to gniew spowodowany mizerną skutecznością, czy samym faktem zejścia z murawy. Fakt jest taki, że Urugwajczyk miał niewiele okazji, a jak już doszedł do jakiejś, to ją marnował, jak między innymi tę, kiedy uderzał piłkę głową z niewielkiej odległości i trafił wprost w Ochoę. Mimo słabszego dnia nadal prowadzi w klasyfikacji strzelców, wspólnie z Leo Messim.


Neymar
Ocena: 6/10

Chyba najbardziej irytujący piłkarz na boisku podczas sobotniego meczu. Niby aktywny, niby miał duże znaczenie przy golu, ale jednocześnie miał ponad 10 strat, a mimo to cały czas próbował dryblingów między wieloma piłkarzami Granady. Nie układała mu się współpraca z Digne’em, który otrzymywał od Brazylijczyka niewiele piłek. Na dodatek dostał niepotrzebną żółtą kartkę za przepychankę z Vezo na murawie, którą kontynuował w tunelu prowadzącym do szatni.


Rezerwowi:

Gomes
Ocena: 5/10

Otrzymał od Lucho 20 minut – w ich czasie nic nie zepsuł, ale też nie pokazał nic nadzwyczajnego, czyli podtrzymał swoją średnią ze spotkań w tym sezonie. Na razie Portugalczyk nie pokazuje pełni możliwości w Barcelonie i wydaje się, że nie wybiegnie w pierwszej jedenastce na mecz z Manchesterem City.


Alcacer
Ocena: -

Popisał się jednym świetnym zagraniem do Leo Messiego, ale to jeszcze zbyt mało, by zasłużyć na jakąkolwiek ocenę. Potrzebuje więcej minut.

La Liga gra: Potknięcia Realu i Barcelony, zmiana na fotelu lidera

W siódmej rundzie La Liga trudne zadanie czekało Barcelonę. Podopieczni Luisa Enrique wybrali się do Vigo na starcie z tamtejszą Celtą, a mecze z tą ekipą nie leżą Blaugranie w ostatnich sezonach. Interesująco zapowiadało się też starcie w Walencji, gdzie gospodarze podejmowali Atletico. Jak zakończyły się te i pozostałe potyczki 7. kolejki hiszpańskiej ekstraklasy? Zapraszamy na podsumowanie.

Mecze 7. kolejki:
Sociedad 1-0 Betis

Spotkania Sociedad z Betisem nie można nazwać wizytówką La Liga. Mecz nie porywał swoim tempem, dużo było niedokładności. Gospodarze wyglądali słabo, lecz goście jeszcze słabiej. Mimo mało efektownej gry Sociedad potrafiło stworzyć sobie sytuacje bramkowe. świetnymi interwencjami popisywał Antonio Adan. Mecz całe szczęście dla kibiców nie skończył się wynikiem bezbramkowym. W drugiej połowie doskonałe dośrodkowanie Mikela Oyarzabala wykorzystał Carlos Vela. Nie wywołało to żadnej reakcji w szeregach Betisu, który nie potrafił skonstruować żadnej groźnej akcji. Dla sympatyków La Liga był to z pewnością mecz do zapomnienia.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Hector Hernandez, Inigo Martinez, Raul Navas, Joseba Zaldua (89’ Mikel Gonzalez) – Asier Illarramendi, David Zurutuza, Xabi Prieto – Mikel Oyarzabal, Willian Jose (90’ Juanmi), Carlos Vela (74’ Sergio Canales)

Betis: Antonio Adan – Alex Martinez, Bruno, German Pezzella, Cristiano Piccini – Petros, felipe Gutierrez (46’ Darko Brasanac), Dani Ceballos – Ruben Castro (68’ Nahuel Leiva), Alex Alegria, Joaquin (69’ Charly Musonda)


Granada 0-1 Leganes

Pod wodzą Paco Jemeza ekipa Granady miała wspiąć się na wyższy poziom i grać o coś więcej niż tylko rozpaczliwe utrzymanie. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna i bezwzględnie zweryfikowała wszystkie plany. Mecz z Leganes na własnym stadionie miał być początkiem odrywania się od dna tabeli, jednak beniaminek z pewnością nie chciał sprzedać tanio swojej skóry. Na jego korzyść przemawiał także fakt, że tylko jeden punkt zgarnął w spotkaniach na własnym stadionie, a resztę przywiózł z obcych. Od pierwszego gwizdka kibice oglądali całkiem niezłe widowisko. Żadna z ekip nie odstawiała nogi, a piłkarze walczyli o każdy centymetr. Nieco bliżsi szczęścia byli gospodarze, ale ostatecznie nie udało im się sforsować obrony oraz nieźle spisującego się Serantesa. Podobny obraz gry oglądaliśmy po zmianie stron. Kiedy jednak nastała 76. minuta, ze skuteczną kontrą wyszli goście. Piłkę otrzymał będący ostatnio w gazie Alexander Szymanowski, który zdobył – jak się potem okazało – jedyną bramkę tego starcia, która dała trzy oczka przyjezdnym. Granada znów musiała obejść się smakiem. Sytuacja klubu z Andaluzji robi się powoli nie do pozazdroszczenia.

Składy:
Granada: Guillermo Ochoa – Tito, Ruben Vezo, Gabriel Silva, Gaston Silva – Sergi Samper (55′ Rene Krhin), Javi Marquez – Mehdi Carcela-Gonzalez (79′ Artiem Krawiec), Alberto Bueno (69′ David Barral), Andreas Pereira – Ezequiel Ponce

Leganes: Jon Ander Serantes – Victor Diaz, Carl Medjani, Martin Mantovani, Diego Rico – Ruben Perez, David Timor – Omar Ramos (67′ Robert Ibanez), Gabriel (82′ Pablo Insua), Alexander Szymanowski – Luciano (61′ Miguel Angel Guerrero)


Sevilla 2-1 Alaves

Przedziwny mecz obejrzeli kibice na Estado Ramon Sanchez Pizjuan, gdzie Sevilla gościła beniaminka z Alaves. Gospodarze mieli prawo obawiać się Deportivo, ponieważ jak do tej pory piłkarze z Baskonii przegrali tylko raz – z Valencią – a przy okazji urywali oczka Barcelonie i Atletico. To właśnie oni rozpoczęli to spotkanie lepiej, ponieważ Edgar Mendez zmarnował sytuację „sam na sam” z Rico, trafiając w słupek. Z biegiem czasu to jednak Sevilla zyskiwała przewagę. Posiadanie piłki nie przełożyło się jednak na trafienia. Ważne było jednak to, że Mauricio Pellegrino musiał przed przerwą wykorzystać dwie zmiany, ponieważ urazów mięśniowych nabawili się Femenia oraz Torres. Druga część rozpoczęła się leniwie, a Jorge Sampaoli podzielił los swojego trenerskiego vis-a-vis i ściągnął z murawy kontuzjowanych: Nasriego i Vietto. Mało tego – w 75. minucie spotkania nie mógł kontynuować… arbiter Lahoz, który miał problemy z łydką. Jego miejsce zajął sędzia techniczny – Hernandez Maeso. Zanim to się jednak stało, Sevilla otworzyła wynik po genialnym zagraniu piętą Ganso i trafieniu Ben Yeddera. Gospodarze mieli wyraźną przewagę i wydawało się, że kontrolują mecz, ale w 84. minucie wyrównał Laguardia po wykończeniu dośrodkowania z rzutu rożnego. Ostatni cios zadała jednak Sevilla tuż przed końcowym gwizdkiem. Vitolo przeprowadził rajd lewą stroną, dośrodkował, a na krótkim słupku akcję zamknął Ben Yedder. Dzięki tej wygranej Sevilla, przynajmniej do niedzieli, wskoczyła na fotel wicelidera tabeli.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Nico Pareja, Gabriel Mercado, Sergio Escudero – Vitolo, Steven N’Zonzi, Franco Vazquez, Samir Nasri (58’ Pablo Sarabia) – Wissam Ben Yedder (90+2’ Vicente Iborra), Luciano Vietto (61’ Ganso)

Alaves: Fernando Pacheco – Kiko Femenia (26’ Aleksandar Pantic), Victor Laguardia, Alexis Ruano, Raul Garcia, Theo Hernandez – Victor Camarasa (79’ Aleksandar Katai), Marcos Llorente, Daniel Torres (29’ Nenad Krsticic) – Edgar Mendez, Deyverson


Osasuna 2-2 Las Palmas

Inny z beniaminków – Osasuna – chciała poszukać pierwszego zwycięstwa w sezonie. Przeciwnik był jednak niewygodny, bo na El Sadar zawitała ekipa Las Palmas, która pod względem strzelonych bramek ustępowała tylko Barcelonie i Realowi. Jednak podopieczni Quique Setiena tracą prawie tyle samo bramek, co strzelają, dlatego już w 8. minucie musieli pogodzić się z tym, że rywal wyszedł na prowadzenie. Ręką we własnym polu karnym zagrał Boateng, a jedenastkę na gola zamienił Torres. Potem jednak zawodnicy z Nawarry postawili na obronę, przez co spotkanie toczyło się pod dyktando gości. Nie mieli oni jednak klarownych sytuacji, mimo że posiadali piłkę prawie przez 70% czasu. To zemściło się na nich w doliczonym czasie pierwszej gry. Długa piłka, zagrywana jeszcze z połowy Osasuny, trafiła na głowę Aythamiego, który niefortunnie ją przedłużył, a z tego skorzystał Sergio Leon, ogrywając Garcię i uderzając między nogami Lizoaina. Wydawało się, że mecz jest ustawiony, bo Las Palmas atakowało bardzo leniwie. Światełko nadziei dał jednak przyjezdnym Vicente, który strzelił głową po dośrodkowaniu Livaji. Gdy wyglądało na to, że goście biją w mur i nie uda im się go przebić, wtedy przyszedł stały fragment w doliczonym czasie gry. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzał David Garcia. Trafił on w słupek, ale piłka wróciła pod jego nogi i poprawka okazała się skuteczna. W ten sposób Las Palmas pozbawiło pierwszego zwycięstwa Osasunę.

Składy:
Osasuna: Nauzet Perez – Oier Sanjurio, Unai Garcia, Miguel Flano, David Garcia, Juan Fuentes (61’ Tano Bonnin) – Miguel de las Cuevas, Fausto Tienza, Roberto Torres (81’ Miguel Olavide) – Alex Berenguer, Sergio Leon (64’ Jaime Romero)

Las Palmas: Raul Lizoain – Michel Macedo, David Garcia, Aythami (86’ Asdrubal Padron), Helder Lopes (69’ Dani Castellano) – Vicente Gomez, Roque Mesa, Tanasu Dominguez – Kevin-Prince Boateng, Marko Livaja, Mateo Garcia (69’ Momo)


Deportivo 2-1 Sporting

Sobotę kończyliśmy na El Riazor. Deportivo walczyło o przełamanie serii pięciu meczów bez wygranej. Goście – Sporting Gijon – także nie mogli się pochwalić wyjątkową passą, ponieważ ponieśli trzy porażki z rzędu. W ekipie gospodarzy na ławce usiadł Przemysław Tytoń. Przewaga Deportivo była bardzo wyraźna, ale brakowało wykończenia i odrobiny cierpliwości. Posiadanie piłki nie przekładało się na klarowne sytuacje z gry. Colak był zbyt samolubny, uderzał z najgorszych pozycji. Marlos podejmował złe decyzje, Bruno Gama przed przerwą był niewidoczny, a Andone nie dostawał piłek. Miejscowi stwarzali jednak wielkie zagrożenie po stałych fragmentach. Parę razy główkował Albentosa, ale Cuellar był bardzo dobrze dysponowany. Defensywę Sportingu udało się przełamać jeszcze przed przerwą i to właśnie z rzutu rożnego. Po centrze z narożnika boiska strzelał Borges. Piłkę odbił najpierw Babin, a potem Alvarez, po czym piłka ponownie trafiła pod nogi pomocnika Depor i ten skutecznie się poprawił. Druga połowa rozpoczęła się od uderzenia Victora, które miało oznaczać, że Sporting zamierza walczyć, jednakże ta część wyglądała identycznie jak poprzednia. Grę gospodarzy wziął na siebie Gama, ale nie poszli za nim ani Marlos, który był ewidentnie do zmiany, ani Colak, chcący zostać bohaterem spotkania za wszelką ceną. Depor zostało ugodzone własną bronią, ponieważ niespodziewanie goście wyrównali za sprawą centry Gomeza z rzutu rożnego i główki Sergio Alvareza. Garitano poszedł jednak po rozum do głowy i zmienił Marlosa, wprowadzając Babela. Holender grał początkowo podobnie jak Colak, ale w jego przypadku przyniosło to wymierne efekty. Sobotnie mecze stały pod znakiem rozstrzygających goli w doliczonym czasie i tym razem nie było inaczej. Ryan Babel w drugiej minucie dołożonej przez arbitra posłał mocny strzał po ziemi z 25 metrów. Futbolówka wpadła do bramki przy samym słupku bramki Cuellara, dając trzy oczka Deportivo.

Składy:
Deportivo: German Lux – Juanfran Torres, Raul Albentosa, Sidnei, Fernando Navarro – Celso Borges (83’ Guilherme), Pedro Mosquera – Bruno Gama, Emre Colak, Marlos Moreno (68’ Ryan Babel) – Florin Andone

Sporting: Ivan Cuellar – Lillo, Jorge Mere, Jean-Sylvain Babin, Isma Lopez – Sergio Alvarez, Moi Gomez – Victor Rodriguez (68’ Rachid Ait-Atmane), Dani Ndi (57’ Borja Viguera), Burgui (78’ Carlos Carmona) – Duje Cop


Valencia 0-2 Atletico

Jeden z hitów tej rundy. Odradzająca się Valencia chciała stawić czoła rozpędzonemu Atletico, które czai się za plecami najlepszych, by wysforować się na czoło tabeli. Od początku działania piłkarzy cechowała duża intensywność. Zawodnicy zdawali sobie sprawę z wagi tego meczu i nie odpuszczali rywalom. Początkowo mało było jednak walorów stricte piłkarskich, które mogłyby przełożyć się na sytuacje podbramkowe dla którejkolwiek ze stron. Tuż przed przerwą rzut karny otrzymali jednak goście. Uderzenie Griezmanna obronił jednak w fenomenalny sposób Diego Alves. Wyczyn portero nie pociągnął jednak jego kolegów z pola, którzy co chwilę popełniali proste błędy pod własnym polem karnym. Jeden z nich wykorzystał Griezmann, rehabilitując się za sytuację sprzed przerwy. Chwilę później madrytczycy mogli pozbawić Valencię jakichkolwiek złudzeń, ale drugą jedenastkę obronił Alves, tym razem wykonywaną przez Gabiego. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. W doliczonym czasie gry swoją szybkość i umiejętności strzeleckie pokazał Gameiro, pieczętując wygraną Los Colchoneros.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Martin Montoya, Aderlan Santos, Eliaqium Mangala, Jose Gaya – Joao Cancelo (46′ Santi Mina), Mario Suarez, Dani Parejo, Enzo Perez – Nani (80′ Zakaria Bakkali), Rodrigo Moreno (67′ Munir El Haddadi)

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savić, Lucas Hernandez, Filipe Luis – Gabi, Koke, Saul Niguez (58′ Yannick Ferreira-Carrasco) – Angel Correa (63′ Fernando Torres), Antoine Griezmann (80′ Tiago), Kevin Gameiro


Real 1-1 Eibar

Dwa remisy z rzędu w lidze (plus jeden w Lidze Mistrzów) to dla fanów Królewskich zbyt wiele. Okazją na przełamanie było domowe starcie z Eibarem, który do potentatów hiszpańskiej piłki zdecydowanie nie należy. Real miał jednak spore problemy od początku, a po 5 minutach już przegrywał. Niezdecydowanie stoperów gospodarzy wykorzystał Fran Rico. Madrytczycy odpowiedzieli jednak bardzo szybko za sprawą Garetha Bale’a, który wykorzystał dogranie Cristiano Ronaldo. Wszyscy spodziewali się, że podopieczni Zidane’a ruszą do kolejnych ataków, by jak najszybciej zdobyć kolejne bramki i kontrolować przebieg gry. Nic bardziej mylnego, gospodarze mieli problemy z zawiązaniem składnych akcji, nie mówiąc już o jakichkolwiek strzałach na bramkę Asiera Riesgo. Łącznie Los Blancos próbowali 15 razy, ale tylko 3 uderzenia zmierzały w światło bramki. Wybitnie nie szło tego dnia Ronaldo, który aż 8-krotnie starał się zaskoczyć bramkarza, bezskutecznie. Ostatecznie Real stracił kolejne dwa oczka, które spowodowały utratę pozycji lidera.

Składy:
Real: Keylor Navas – Daniel Carvajal, Pepe, Raphael Varane (46′ Nacho Fernandez), Danilo – Toni Kroos, Mateo Kovacić, Isco (72′ Marco Asensio) – Gareth Bale, Karim Benzema (46′ Alvaro Morata), Cristiano Ronaldo

Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Mauro dos Santos, Florian Lejeune, Antonio Luna – Fran Rico, Dani Garcia, Gonzalo Escalante – Pedro Leon (90+2′ Adrian Gonzalez), Sergi Enrich (76′ Kike), Ruben Pena (87′ Bebe)


Espanyol 0-0 Villarreal

Nie ukrywajmy, spotkanie nie zachwyciło. Wprawdzie, zarówno jeden, jak i drugi zespół stworzyli sobie groźne sytuacje podbramkowe, ale mimo wszystko nie na tyle groźne, aby umieścić piłkę w siatce. Gdyby ktoś stwierdził, że było to najnudniejsze spotkanie tego sezonu, nie moglibyśmy się przyczepić. A pamiętajmy, że Villarreal w tym sezonie jeszcze nie przegrał i znajduje się na piątym miejscu w tabeli, po piłkarzach Żółtej Łodzi Podwodnej oczekiwać mogliśmy zdecydowanie więcej.

Składy:
Espanyol: Diego Lopez – Javi Lopez, David Lopez, Diego Reyes, Victor Sanchez – Hernan Perez, Marc Roca (82′ Papakouli Diop), Javi Fuego, Jose Antonio Reyes (68′ Aaron Caricol) – Felipe Caicedo, Gerard Moreno

Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Jaume Costa – Jonathan dos Santos, Manu Trigueros, Bruno Soriano, Roberto Soriano (69′ Denis Czeryszew), Samuel Castillejo (90′ Borre Santos) – Nicola Sansone (78′ Cedric Bakambu)


Malaga 2-1 Bilbao

Malaga nie gra w tym sezonie jakoś bardzo rewelacyjnie, więc nie była uważana za faworyta w spotkaniu z Athletikiem. Gospodarze już w 3 minucie stracili bramkę, za sprawą niesamowitego Artiza Aduriza. W 36. minucie z boiska wyleciał gracz przyjezdnych, Balenziga, który niesportowo zachował się wobec rywala. Kiedy wydawało się, że Athletic wywiezie z Estadio La Roseleda przynajmniej 1 punkt, w 82. i 83. minucie rywala zaskoczyli gospodarze, strzelając dwie bramki i powodując kompletną dezorientację w szeregach rywali. Takim oto sposobem Malaga wygrała po raz drugi w tym sezonie i awansowała na 14. miejce w tabeli.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Bakary Kone, Diego Llorente (46′ Youssef En Nesiry), Federico Ricca (63′ Juan Carlos) – Juanpi, Ignacio Camacho, Recio, Gonzalo Castro – Sandro Ramirez, Charles (67′ Duda)

Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos, Yeray Alvarez, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria – Inaki Williams (44′ Inigo Lekue), Raul Garcia, Sabin Merino (75′ Mikel Rico) – Aritz Aduriz (61′ Xabier Etxeita)


Celta 4-3 Barcelona

To był szalony mecz. Najpierw kilka składnych akcji przeprowadziła Barcelona, a później miał miejsce prawdziwy kataklizm dla Katalończyków. W ciągu zaledwie 11 minut stracili oni aż 3 gole. Rozpoczęło się od złego rozegrania akcji i świetnego podania Iago Aspasa do Pione Sisto. Zaledwie 10 minut później kontrę wykończył sam Aspas, a dzieła zniszczenia dopełnił trafieniem samobójczym Jeremy Mathieu, który próbował uprzedzić, a jakże, Iago Aspasa. Rozbita Barcelona, szczególnie w środkowej strefie boiska, przystąpiła jednak do odrabiania strat. Sygnał do ataku swoją bramką dał Gerard Pique, potem straty zmniejszył z rzutu karnego Neymar i Blaugrana coraz bardziej zaczęła zagrażać Celcie. Kiedy wydawało się, iż kolejny gol dla gości jest kwestią czasu, fatalnie pomylił się ter Stegen. Niemiec tak długo zwlekał z zagraniem, że trafił w Pablo Hernandeza, a futbolówka wtoczyła się do siatki. Rozmiary porażki zmniejszył jeszcze Pique, dla którego było to drugie trafienie w meczu. Barcelona nie wykorzystała potknięcia Realu, sama zaliczając jeszcze boleśniejsze. Wydaje się, że w Vigo znaleźli patent na Dumę Katalonii.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Facundo Roncaglia, Sergi Gomez, Gustavo Cabral, Hugo Mallo – Nemanja Radoja, Daniel Wass (82’ Jonny Castro) – Theo Bongonda (62’ Marcelo Diaz), Pablo Hernandez, Pione Sisto – Iago Aspas (87’ John Guidetti)

Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Jordi Alba (80’ Paco Alcacer), Jeremy Mathieu, Gerard Pique, Sergi Roberto – Sergio Busquets (75’ Denis Suarez), Andre Gomes, Arda Turan – Neymar, Luis Suarez, Rafinha (46’ Andres Iniesta)


Mecz kolejki: Celta – Barcelona 4:3

Liczby kolejki:
best_11_16-17_7kolejka

Piłkarz kolejki: Wissam Ben Yedder (Sevilla)
Sytuację Sevilli w potyczce z Alaves można byłoby umieścić w sinusoidę. Były momenty euforii i niepewności, ale ostatecznie trzy punkty zostały w stolicy Andaluzji, a to głównie zasługa Wissama Ben Yeddera, który dwiema bramkami pociągnął drużynę do wygranej. Zakupiony z Tuluzy napastnik zaczyna powoli się rozkręcać i pewnie jeszcze kilka razy zaskoczy nas obecnością w jedenastce kolejki, ponieważ ma ku temu ogromny potencjał.

Cienias kolejki: Marc-Andre ter Stegen (Barcelona)
Niemiec znany jest z podejmowania ryzyka podczas wyprowadzania piłki, lecz tym razem jego umiejętności go zawiodły i to bardzo boleśnie. Po tym, jak nabił Pablo Hernandeza, a piłka wtoczyła się do siatki, szanse Barcelony na dogonienie rywala znacznie spadły. Kibicie Blaugrany z pewnością mają nadzieję, że ter Stegen wyciągnie odpowiednie wnioski.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Duda
To były chyba jego najlepsze dwie minuty w karierze. Najpierw w 83. minucie idealnie podał do Sandro Ramireza, który doprowadził do wyrównania, a ledwie minutę później sam strzelił bramkę, która – jak się okazało – dała zwycięstwo jego drużynie. Na pewno będzie to dla niego mocnym impulsem, gdyż kilka ostatnich spotkań miał raczej przeciętnych

Negatywne wyróżnienie kolejki: Valencia
To, co wyczyniali defensywni zawodnicy Nietoperzy, mogła zdenerwować każdego fana tego klubu. Diego Alves robił w bramce, co mógł. Obronił nawet dwa rzuty karne wykonywane przez Atletico. Na nic się to jednak zdało, bo przez błędy jego kolegów i tak dwukrotnie musiał sięgać po piłkę do siatki. Gdyby nie to, Los Ches mogli urwać dość niespodziewanie punkty podopiecznym Diego Simeone. Niestety, za taką grę płaci się dużą cenę.

Gol kolejki: Sergio Leon (Osasuna)
Jeżeli da się w jakiś sposób wytłumaczyć prostotę futbolu, to z pewnością warto pokazać gola Sergio Leona ze starcia z Las Palmas jako materiał instruktażowy. Napastnik otrzymał długą piłkę, zagrywaną jeszcze z własnej połowy, po czym przyjął ją, zwiódł zwodem dwóch rywali i nie dał szans bramkarzowi. Niby banalne, a jednak fantastyczne.

Pudło kolejki: Edgar Mendez (Alaves)
Baskowie sprawiali już w tym sezonie psikusa Atletico oraz Barcelonie. Podobną szansę mieli w meczu z Sevillą i kto wie, co by się stało, gdyby Edgar nie zmarnował stuprocentowej okazji z początku meczu. Przez długi czas biegł samotnie z piłką przy nodze. Stanął „oko w oko” z Sergio Rico, ale trafił wprost w słupek, a powinien spytać się golkipera, w który róg ma uderzać. Jak skończył się mecz – wszyscy wiemy.

16-17.7

klasyfikacje_16-17_7kolejka

Zapowiedź 8. kolejki (14-17.10.2016):
Piątek, 14.10:
20:45 Las Palmas – Espanyol
Sobota, 15.10:
13:00 Leganes – Sevilla
16:15 Barcelona – Deportivo
18:30 Atletico – Granada
20:45 Betis – Real
Niedziela, 16.10:
12:00 Alaves – Malaga
16:15 Athletic – Sociedad
18:30 Sporting – Valencia
20:45 Villarreal – Celta
Poniedziałek, 17.10:
20:45 Eibar – Osasuna

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek

Zamazać przykre wspomnienia, czyli zapowiedź meczu Celta-Barcelona

Jeżeli są jakieś ekipy, które ewidentnie nie leżą Barcelonie Luisa Enrique, to z pewnością do takich można zaliczyć Celtę, która już dwukrotnie ogrywała Katalończyków w lidze podczas poprzednich dwóch sezonów. Jednak nie oznacza to, że wszystko przemawia za gospodarzami dzisiejszego meczu, ponieważ wiele się zmieniło od ostatniej potyczki na Balaidos pomiędzy tymi drużynami. Okoliczności pozwalają uznać Barcelonę za faworyta, choć mecz na pewno nie będzie łatwy.

W poprzednich rozgrywkach Barca przeżyła prawdziwą sinusoidę w starciach z Celtą. Na obiekcie rywala mistrz Hiszpanii uległ zdecydowanie podopiecznym Eduardo Berizzo 4:1, rozgrywając jednocześnie jeden z najgorszych meczów w minionej kampanii. Inaczej sytuacja wyglądała na Camp Nou. Co prawda wynik spotkania otworzył z rzutu karnego Guidetti, ale Barcelona odpowiedziała sześcioma golami, a jednym z nich była pamiętna jedenastka, w której Messi asystował Luisowi Suarezowi, składając jednocześnie hołd Johanowi Cruijffowi.

W sztabie Barcelony nikt nie przewiduje tak wyraźnej porażki, jaka nastąpiła w poprzednim sezonie w Vigo, mimo że w składzie zabraknie Leo Messiego, leczącego uraz po spotkaniu z Atletico. Na murawie nie ujrzymy także Samuela Umtitiego, także kontuzjowanego, oraz Aleixa Vidala i Jordiego Maspia, którzy zostali odesłani na trybuny decyzją trenera. Sytuacja byłego gracza Sevilli wygląda bardzo słabo i jeśli sytuacja prawego obrońcy nie ulegnie zmianie, możemy się spodziewać, że w zimowym okienku transferowym Barca poszuka innego defensora, odsyłając Vidala do innej drużyny.

Z kolei gospodarzom zabraknie ważnych ogniw głównie z przodu, ponieważ Orellana, a także Beauvue są kontuzjowani. To powoduje, że ciężar gry ofensywnej spocznie na barkach Iago Aspasa, który jak na razie jest daleki od formy z poprzedniego sezonu. Hiszpana wspomagać będą na bokach Bongonda oraz Sisto. To dobrze świadczy o tym, jak bardzo zmieniła się ofensywa Celty po odejściu Nolito i urazie Orellany. Dlatego dziś zapewne nie ujrzymy najmocniejszej wersji drużyny z Galicji, która zanotowało przeciętny początek sezonu. Ciężki terminarz spowodował, że w pierwszych trzech kolejkach Celta uległa Atletico, Realowi, ale także beniaminkowi z Leganes. Obecnie podopieczni Berizzo nie ponieśli porażki w trzech ligowych starciach z rzędu, a także w dwóch meczach Ligi Europy – z Panathinaikosem (2:0) oraz Standardem (1:1).

Barcelona z kolei dość szybko zanotowała porażkę z Alaves, a później remis z Atletico, co znacznie skomplikowało sytuację w lidze na początku sezonu. Te wyniki powodują, że dziś inny rezultat niż wygrana będzie ogromnym rozczarowaniem. Optymizmem nie napawa środowy mecz Ligi Mistrzów z Borussią, w którym Barca prezentowała się przeciętnie. Z drugiej strony jednak zdołała odrobić jednobramkową stratę i ostatecznie wygrać spotkanie, co zarazem było ósmym wyjazdowym zwycięstwem z rzędu graczy z Katalonii, wliczając wszystkie rozgrywki. Stąd też należy oczekiwać, że dziś Barca nie zawiedzie i wywiezie komplet oczek z ciężkiego terenu.

02.10.2016, godzina 20:45, Estadio Balaidos
7. kolejka La Liga
CD Leganes – FC Barcelona

Przzeiwdywane składy:
Celta: Alvarez – Mallo, Cabral, Gomez, Roncaglia – Wass, Radoja – Bongonda, Hernandez, Sisto – Aspas

Barcelona: ter Stegen – Roberto, Pique, Mathieu, Alba – Busquets, Rakitic, Iniesta – Turan, Suarez, Neymar

La Liga gra: Zgodni faworyci, Valencia grzęźnie na dnie

Kolejny weekend, kolejne emocje związane z Primera Division. Najciekawiej zapowiadało się starcie Athleticu z pogrążoną w kryzysie Valencią. Real i Barcelona grali na niewygodnych wyjazdach, odpowiednio z Espanyolem i Leganes. Zapraszamy na pełne podsumowanie!

Mecze 4. kolejki:
Betis 2-2 Granada

Pierwszy mecz czwartej kolejki aż ociekał boiskowymi emocjami. Choć oba zespoły zaczęły sezon dość przeciętnie, a Granada wręcz słabo, to nie przeszkodziło im to w stworzeniu prawdziwego show. Mecz obfitował w dużą liczbę strzałów i sytuacji bramkowych. Najpierw konkrety zaprezentowali goście. Dwa nowe nabytki, Carcela-Gonzalez i Bueno, dali dwubramkowe prowadzenie prowadzenie do przerwy swojemu zespołowi. Po zmianie stron bardziej aktywni byli gospodarze i tym razem to oni zdobyli dwa gole za sprawą Alexa Alegrii. To jednak nie wszystko. Betis był jeszcze kilkukrotnie bliski szczęścia, konstrukcje bramki obijali Mandi i Joaquin. Były też czerwone kartki, z czego jedna nawet dla gracza rezerwowego, który na boisku się nie znalazł. Emocje sięgnęły zenitu w 79. minucie, gdy sędzia podyktował rzut karny dla Granady, dość problematyczny. Najpierw karnego wykonywanego przez Ponce obronił Adan, dobitkę Pereiry również obronił bramkarz, a kolejny strzał wybił obrońca. Aż szkoda, że to spotkanie nie mogło trwać nieco dłużej.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Riza Durmisi, German Pezzella, Aissa Mandi, Cristiano Piccini – Petros, Darko Brasanac (85’ Felipe Gutierrez), Fabian (35’ Charly Musonda) – Ruben Castro, Alex Alegria, Joaquin (74’ Roman Zozulia)

Granada: Guillermo Ochoa – Franck Tabanou (46’ Tito), Gaton Silva, Ruben Vezo, Dimitri Foulquier – Rene Krhin, Andreas Pereira – Omer Atzili (85’ Artem Krawiec), Alberto Bueno (55’ Victorien Angban), Mehdi Carcela-Gonzalez – Ezequiel Ponce


Leganes 1-5 Barcelona

Choć wynik wskazuje na coś zgoła innego, nie był to łatwy mecz dla Barcelony. Leganes postawiło twarde warunki, wysoko atakując pressingiem zawodników Barcelony. W połączeniu z dość mało uporządkowanym ustawieniem Blaugrany powodowało to spory chaos w środkowej strefie boiska. Koszmary ze spotkania z Alaves jednak nie powróciły, mimo iż Samuel Umtiti wybijał nawet piłkę sprzed linii bramkowej. Obronę gospodarzy świetnym rajdem przerwał Luis Suarez, który wyłożył futbolówkę Leo Messiemu. Trio MSN podzieliło się jeszcze golami i asystami przy następnych trzech golach, a spotkanie zostało okraszone dwoma pięknymi bramkami. Najpierw po indywidualnej akcji w okienko trafił Rafinha, nieco później z rzutu wolnego przymierzył Gabriel. Barcelona odniosła pewne i wysokie zwycięstwo, lecz nie oznacza to, iż Leganes nie pokazało jakości.

Składy:
Leganes: Jon Serantes – Diego Rico, Unai Bustinza, Pablo Insua, Carl Medjani (46’ Ruben Perez), Victor Diaz – Darwin Machis (60’ Omar Ramos), Unai Lopez (60’ Alexander Szymanowski), Luis Sastre, Gabriel – Mammadou Kone

Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Samuel Umtiti, Gerard Pique, Javier Mascherano – Jordi Alba, Andres Iniesta (64’ Denis Suarez), Ivan Rakitic (56’ Arda Turan), Rafinha – Lionel Messi – Neymar, Luis Suarez (55’ Paco Alcacer)


Atletico 5-0 Sporting

Sporting Gijon był póki co jedną z rewelacji LaLiga Santander, ale w spotkaniu z Atleti piłkarze Sportingu nie pokazali dosłownie nic. Już po pięciu minutach podopieczni Diego Simeone prowadzili 2:0, po trafieniach dwóch Francuzów – Griezmanna i Gameiro. Wola walki przyjezdnych jednak nie starczała i po pół godzinie mieliśmy już trzybramkowe prowadzenie Atletico (strzelcem po raz kolejny Griezmann). Następnie nastał bardzo nudny okres w spotkaniu, gdzie ani jedna, ani druga drużyna nie potrafiła stworzyć dogodnych okazji do strzelenia bramki. Jednym z bardziej kluczowych momentów spotkania było wprowadznie w 69. minucie Fernando Torresa. Hiszpan strzelił dwie kolejne bramki (w tym jedną z rzutu karnego) i ustalił wynik na 5:0. Waleczny beniaminek schował się w cień giganta z Madrytu.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Šime Vrsaljko, Stefan Savić, Diego Godín, Filipe Luís – Koke, Saúl Níguez, Nicolás Gaitán, Yannick Carrasco (46′ Augusto Fernández) – Antoine Griezmann (69′ Fernando Torres), Kévin Gameiro (60′ Ángel Correa)

Sporting: Iván Cuéllar – Lillo Castellano, Jorge Meré, Fernando Amorebieta, Isma López (46′ Borja Viguera) – Nacho Cases, Sergio Álvarez, Douglas, Víctor Rodríguez (63′ Akram Afif), Burgui – Duje Čop (69′ Carlos Castro)


Eibar 1-1 Sevilla

Sevilla przyjechała na Ipurua Stadium pewna siebie. Dobrze jej się wiedzie w lidze, a w dodatku są jeszcze bez porażki. Jednak Eibar od samego początku dzielnie stawiał opór. Po 20 minutach walki z jednej i drugiej strony piłka w końcu wpadła do siatki. Sevilla wyszła na prowadzenie dzięki argentyńskiemu snajperowi Vietto. Jeszcze przed przerwą czerwoną kartką ukarany został bramkarz gospodarzy, Yoel Rodriguez. Ale wola walki zawodników Eibaru była niesamowita. W 64. minucie nadzieje gospodarzy odżyły dzięki Pedro Leonowi, który doprowadził do remisu. Ostatecznie spotkanie skończyło się właśnie zasłużonym podziałem punktów. Dodajmy, że Eibar kończył w dziewiątkę, bo w 86. minucie czerwony kartonik zobaczył Dani Garcia.

Składy:
Eibar: Yoel – Antonio Luna, Florian Lejeune, Ander Capa, Alejandro Galvez – Pedro Leon (89′ Gonzalo Escalante), Dani Garcia, Bebe (45′ Markel Areitio), Fran Rico – Sergi Enrich, Kike (62′ Ruben Pena)

Sevilla: Salvatore Sirigu – Adil Rami (14′ Sergio Escudero), Gabriel Mercado, Daniel Carrico (48′ Vicente Iborra), Timothee Kolodziejczak – Hiroshi Kiyotake, Matias Kranevitter, Angel Correa, Ganso – Wissam Ben Yedder (46′ Vitolo), Luciano Vietto


Las Palmas 1-0 Malaga

Na Estadio Gran Canaria rewelacja początku rozgrywek – Las Palmas – podejmowała Malagę, która z pewnością liczyła na lepszy start. Gospodarze nie okazali się wyjątkowo gościnni, bo pierwsze minuty przebiegały pod ich dyktando, a ich zwieńczeniem okazała się bramka zdobyta po rzucie karnym, który skutecznie wykorzystał Momo. Przyjezdni mieli kilka szans przed przerwą, aby się zrewanżować, ale skuteczna gra w obronie Las Palmas powodowała, że Charles marnował sytuacje. Druga połowa była bardziej wyrównana, lecz także obfitowała w mniej emocji i dogodnych szans. Nie zmieniło tego wejście gwiazdy drużyny Quique Setiena, czyli Boatenga. Warto odnotować jedynie koszmarne pudło Charlesa z kilku metrów oraz okazję Araujo, którą napastnik zmarnował przez świetne wyjście z bramki Kameniego. Drużyna z Wysp Kanaryjskich nadal utrzymuje się w ścisłej czołówce, a Andaluzyjczycy grzęzną w końcówce stawki.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – Michel Machedo, Dani Castellano, Mauricio Lemos, Pedro Bigas – Tanasu Dominguez, Vicente Gomez, Roque Mesa – Nabil El Zhar (69’ Kevin-Prince Boateng), Marko Livaja (60’ Sergio Araujo), Momo (81’ Mateo Garcia)

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Diego Llorente, Bakary Kone, Federico Ricca – Ignacio Camacho, Recio (55’ Youssef En Nesiry) – Chory Castro (55’ Sandro), Juanpi, Jony Rodriguez (62’ Keko) – Charles


Osasuna 0-0 Celta

Znacznie poniżej oczekiwań spisują się jak na razie obie drużyny. Co prawda te Osasuny nie sięgają wyszukanej półki, ale i tak tegoroczny beniaminek gra słabo i przede wszystkim nieefektywnie, co odbija się na wynikach. Przed tym spotkaniem oba zespoły miały na swoim koncie w sumie jedno oczko i okupowały miejsca w strefie spadkowej. Rywalizacja tylko potwierdziła największe problemy klubów. Kulała gra w ofensywie, wobec czego nie można było oczekiwać cudów i strzelonych bramek. Lepiej wyglądali goście, ale ich nieskuteczność i niezdecydowanie aż raziły w oczy. Podopieczni Eduardo Berizzo grają tak, jakby nie mogli jeszcze otrząsnąć się po odejściu Nolito. Dodatkowo problemy zdrowotne ma Fabian Orellana, a to dwa poważnie osłabienia. Pozostali gracze nie potrafią wziąć na siebie takiej odpowiedzialności. Na pierwszą wiktorię trzeba zatem poczekać, podobnie jak w przypadku Osasuny. Na razie ekipy okupują miejsca w dolnej strefie tabeli.

Składy:
Osasuna: Mario Fernandez – Aitor Redrado, Oier Sanjurio, David Garcia, Unai Garcia, Carlos Clerc – Jose Garcia, Fran Merida (61′ Roberto Torres), Miguel de las Cuevas – Oriol Riera (86′ Sergio Leon), Emmanuel Riviere (53′ Jaime Romero)

Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Facundo Roncaglia, Jonny – Daniel Wass (86′ Nemanja Radoja), Pablo Hernandez – Josep Sene (76′ Pione Sisto), Iago Aspas, Theo Bongonda – John Guidetti (62′ Giuseppe Rossi)


Bilbao 2-1 Valencia

Los nie uśmiecha się do Valencii, która znajduje się w ogromnej przebudowie. Zero punktów na trzy spotkania – tak wygląda bilans Nietoperzy, którzy przełamania chcieli poszukać w Bilbao, wiedząc, że Athletic także jest daleko od swojej optymalnej formy, co potwierdziło przegrane spotkanie z Sassuolo w Lidze Europy. Początek starcia był rzeczywiście jak uśmiech od losu dla przyjezdnych. Nani wykorzystał błędy defensywy Lwów i wyłożył piłkę niemal na pustą bramkę do Alvaro Medrana. Była to druga minuta meczu, ale radość gości nie trwała długo, bo podopieczni Valverde ocknęli się natychmiastowo. Sygnały ostrzegawcze oddali Susaeta i Williams, marnując widowiskowo świetne szanse, lecz wybawicielem okazał się Aduriz, który rozmontował rywala jeszcze przed gwizdkiem na przerwę. Dwie asysty Benata i dublet snajpera z San Sebastian spowodowały, że Valencia spadła z nieba z hukiem. Po zmianie stron gracze Pako Ayestarana mieli swoje szanse, ale bardziej powinni cieszyć się, że nie stracili więcej bramek, ponieważ to gospodarze posiadali prawdziwe „setki”. Żadna z drużyn już jednak nie cieszyła się z gola, co spowodowało, że po remisie Celty Valencia pozostała jedynym zespołem bez choćby oczka na koncie i, co oczywiste, zamyka tabelę.

Składy:
Athletic: Kepa Arrizabalga – Oscar De Marcos, Eneko Boveda (70’ Yerai Alvarez), Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Ander Iturraspe (62’ Mikel San Jose), Benat Etxebarria – Inaki Williams (80’ Mikel Rico), Raul Garcia, Markel Susaeta – Aritz Aduriz

Valencia: Diego Alves – Martin Montoya, Aderlan Santos, Eliaquim Mangala, Jose Gaya – Dani Parejo, Mario Suarez (66’ Joao Cancelo), Alvaro Medran – Nani, Munir El-Haddadi, Rodrigo Moreno (66’ Santi Mina)


Villarreal 2-1 Sociedad

Spotkanie Villarrealu z Sociedad zapowiadało się jako jedno z ciekawszych w 4. kolejce. Nie można powiedzieć, że kibice się zawiedli. Pierwsza połowa była niezwykle intensywna. Najpierw nie popisał się Geronimo Rulli, który wyciął w polu karnym Sansone, ale jego zachowanie nie zostało ukarane. Wykonujący jedenastkę Alexandre Pato nie trafił bowiem w bramkę. Fani gospodarzy nie smucili się jednak zbyt długo. W następnych minutach oglądali mini-recital Sansone. Włoch rozpoczął strzelanie od wykorzystania świetnego podania od Bruno, a potem zaszokował wszystkich, ponieważ podczas wyprowadzania kontry przez jego zespół zdecydował się na uderzenie z połowy boiska. Trafił i to idealnie. Nie był to jednak koniec bramek w pierwszej połowie. Gola dla przyjezdnych zdobył jeszcze Yuri po ładnie rozegranej akcji. W drugiej połowie tempo nieco spadło, goście starali dłużej utrzymywać się przy piłce, lecz ich zapały gasili albo obrońcy albo Asenjo. Ostatecznie Villarreal wygrał i nadal pozostaje niepokonany.

Składy:
Villarreal: Sergio Asenjo – Jaume Costa, Victor Ruiz, Mateo Musacchio, Mario Gaspar – Roberto Soriano (81’ Alfred N’Diaye), Bruno, Manu Trigueros, Samuel Castillejo (62’ Jonathan dos Santos) – Nicola Sansone, Alexandre Pato (69’ Denis Czeryszew)

Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche (86’ Markel Bergara), Inigo Martinez, Mikel Gonzalez, Joseba Zaldua – Asier Illaramendi, David Zurutuza – Mikel Oyarzabal (82’ David Concha), Juanmi (66’ Xabi Prieto), Carlos Vela – Willian Jose


Espanyol 0-2 Real

Real Madryt w niedzielny wieczór przybył na wyjątkowo gościnny dla nich obiekt Espanyolu. Papużki chciały udowodnić, że pod wodzą Sancheza Floresa są w stanie w końcu wzbić się wysoko, ponieważ początek sezonu w ich wykonaniu nie spełnił oczekiwań, które stawiano klubowi z Barcelony. Żadnej z drużyn nie udawało się na początku zdominować meczu. Realowi trudno grało się bez Ronaldo i Bale’a. W 11. minucie Leo Baptistao powinien wyprowadzić Espanyol na prowadzenie, a kilkanaście minut później Sergio Ramos powinien otrzymać drugą żółtą kartkę za zagranie ręką. Ani bramki, ani kary nie doczekaliśmy się. W 39. minucie arbiter anulował bramkę Benzemy ze spalonego, ale przy trafieniu Jamesa z doliczonego czasu gry już nie mógł doszukać się nagięcia przepisów. Trafienie do szatni spowodowało, że Królewscy grali swobodniej po zmianie stron, a ukoronowaniem tego był gol Benzemy po asyście Lucasa. Real tym samym wyrównał rekord Barcelony Pepa Guardioli pod względem wygranych ligowych meczów z rzędu, a ich liczba wynosi teraz 16.

Składy:
Espanyol: Diego Lopez – Javi Lopez, David Lopez, Oscar Duarte, Victor Sanchez – Hernan Perez, Pape Diop, Marc Roca (83’ Diego Reyes), Pablo Piatti (10’ Alvaro Vazquez) – Leo Baptistao, Gerard Moreno (66’ Felipe Caicedo)

Real: Kiko Casilla – Dani Carvajal, Pepe, Sergio Ramos, Marcelo – Luka Modric, Casemiro (19’ Toni Kroos), James Rodriguez (63’ Isco) – Lucas Vazquez, Karim Benzema (72’ Alvaro Morata), Marco Asensio


Alaves 0-0 Deportivo

Nie najgorzej w nowe rozgrywki weszły oba zespoły. W poprzedniej rundzie Alaves sprawiło nawet sensację, pokonując Barcelonę na Camp Nou. Tym razem zadanie wydawało się łatwiejsze, ale oba zespoły długo nie potrafiły wejść odpowiednio w spotkanie. Problemem było sprawne przemieszczenie się na połowę rywala, nie wspominając już o składnych akcjach, które mogłyby być przyczynkiem bramki. Wymowny jest fakt, że w całym meczu oglądaliśmy ledwie dwa strzały w światło bramki, po jednym z każdej strony. Jeszcze inny – najgroźniejszym graczem w ofensywie był młody Theo Hernandez, czyli obrońca gospodarzy, który kilka razy zapędził się w szesnastkę przeciwnika. Po jednym z jego wejść arbiter powinien nawet wskazać na jedenasty metr, ale się zawahał i ostatecznie tego nie zrobił. Nudy na pudy – tak w skrócie można podsumować to widowisko. Na pewno nie jest to wizytówka La Liga.

Składy:
Alaves: Fernando Pacheco – Kiko Femenia, Victor Laguardia, Alexis Ruano, Raul Garcia, Theo Hernandez – Edgar Mendez (62′ Aleksandar Katai), Marcos Llorente, Manu Garcia, Ibai Gomez (71′ Gaizka Toquero) – Deyverson (87′ Christian Santos)

Deportivo: German Lux – Juanfran, Raul Albentosa, Alejandro Arribas, Luisinho – Pedro Mosquera, Celso Borges – Bruno Gama (79′ Guilherme), Faycal Fajr, Marlos Moreno (70′ Borja Valle) – Florin Andone


Mecz kolejki: Betis – Granada 2:2

Liczby kolejki:
best_11_16-17_4kolejka

Piłkarz kolejki: Antoine Griezmann (Atletico)
On znowu to zrobił! Niesamowity Francuz dwa razy trafił do siatki gospodarzy, a obie bramki były niesamowicie ładnej urody. Po raz drugi z rzędu wybieramy go na piłkarza kolejki i nie ma sie co dziwić, zdecydowanie zasłużył.

Cienias kolejki: Jorge Mere (Sporting)
Katastrofalnie zagrała obrona Sportingu, co do tego wszyscy są zgodni. Natomiast absolutnym uosobieniem tej fatalnej gry był 19-letni Jorge Mere, który zaliczył chyba swój najgorszy występ w karierze.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Betis
Porywający mecz zagrał Betis przeciwko Granadzie. Mimo iż do przerwy przegrywali dwoma bramkami, wyszli na drugą połowę jeszcze bardziej zdeterminowani. Straty udało się odrobić, w czym duża zasługa Alexa Alegrii oraz Antonio Adana. Nikt nie ma nic przeciwko, aby Betis przez chociaż większość sezonu prezentował taki futbol jak w piątek.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Sevilla
Dobrze dysponowana Sevilla zremisowała w ten weekend z Eibarem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gospodarze grali w dziewiątkę, a mimo to podopieczni Jorge Sampaoliego grali z Eibarem jak równy z równym. Bezsilność przyjezdnych była aż nadto widoczna.

Gol kolejki: Nicola Sansone (Villarreal)
W futbolu potrzeba trochę szaleństwa, żeby powstało coś niezwykłego. Tak było właśnie w spotkaniu Villarreal z Sociedad. Podczas świetnie zapowiadającej się kontry wyprowadzanej przez gospodarzy piłka trafiła do Sansone, który zdecydował się… na strzał z połowy boiska. Okazało się, że futbolówka została uderzona z idealną precyzją i wpadła do bramki. Wspaniały gol.

Pudło kolejki: Ezequiel Ponce i Andreas Pereira (Granada)
Mimo pogoni Betisu Granada mogła rozstrzygnąć piątkowe spotkanie na swoją korzyść. Sędzia podyktował rzut karny, a do piłki podszedł napastnik Ponce. Jego strzał obronił Adan – zdarza się. Piłkę dobijał jeszcze Pereira i znów lepszy był Adan – to już rzadkość. Granice zostały jednak przekroczone, gdy piłka trafiła jeszcze pod nogi Ponce, a jego strzał wybił sprzed linii bramkowej obrońca. Trudno dziwić się rozgoryczeniu graczy Granady po takiej kanonadzie.

16-17.4

klasyfikacje_16-17_4kolejka

Zapowiedź 5. kolejki (20-22.09.2016):
Wtorek, 20.09:
20:00 Malaga – Eibar
22:00 Sevilla – Betis
Środa, 21:09:
20:00 Celta – Sporting
20:00 Real – Villarreal
22:00 Barcelona – Atletico
22:00 Granada – Athletic
22:00 Sociedad – Las Palmas
Czwartek, 22.09:
20:00 Deportivo – Leganes
20:00 Osasuna – Espanyol
22:00 Valencia – Alaves

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek

Oceny piłkarzy Barcelony za mecz z Leganes

Kolejny mecz, kolejna okazała wiktoria. Barcelona pokonała Leganes 5:1 w 4. rundzie La Liga. Zapraszamy na oceny za to starcie!

TerStegen
Ocena: 6,5/10

Podobny obraz jego gry widzieliśmy w poprzednich meczach. Zaczął bardzo nerwowo, wymienić należy zwłaszcza nieporozumienie z Umtitim i kilka słabszych zagrań nogami. Niemiec w szczytowej formie mógłby się też pokusić o obronę strzału z rzutu wolnego. Niemniej jednak występ poprawny, szkoda tylko braku czystego konta.


Mascherano
Ocena: 5/10

Nowe ustawienie, stare problemy Masche. Argentyńczyk zagrał tak jak w ostatnich spotkaniach. W pierwszej połowie Machis robił z nim momentami co chciał. To musi niepokoić, bo Jefe w niczym nie przypomina skutecznego defensora z ostatnich sezonów. Z biegiem czasu było coraz lepiej, choć pojedyncze błędy się zdarzały.


Pique
Ocena: 5,5/10

Różne zagrania miewał Gerard. Wielokrotnie zabrakło z jego strony szybszej asekuracji dla Mascherano, kilka razy dał też rywalom zbyt łatwo dojść do pozycji strzeleckiej. Żeby nie było zbyt gorzko, długimi fragmentami ostatnia ostoja defensywy. Mimo wszystko, tak jak większość – grę w nowym ustawieniu musi jeszcze potrenować.


Umtiti
Ocena: 7/10

Przeżyliśmy chwilę grozy po starciu Francuza z rywalem w drugiej połowie. Najlepszy z trzech stoperów, w pierwszej połowie uratował drużynę przed stratą gola. Kilka razy dobrze powstrzymał rywali. Można przyczepić się do jego pojedynków powietrznych, których zbyt dużo przegrywa – to element do poprawy.


Alba
Ocena: 7/10

W fazie obronnej dopełniał czteroosobowy skład defensywy, w ataku stawał się szybkim skrzydłowym, często dającym alternatywę do gry. Nie wyglądał najgorzej pod względem fizycznym, ale gdy Leganes mocniej przycisnęło, on także miał pewne kłopoty. W ofensywie mógł być bardziej efektywny, po jego podaniu lepszą okazję powinien mieć Alcacer.


Rafinha
Ocena: 7/10

Nietypowa dla niego pozycja sprawiła, że długo zajęło mu wejście w mecz. Kilka nieporozumień z Messim, Rakiticiem czy Mascherano na pewno nie poprawi jego notowań u Luisa Enrique. Z każdą kolejną minutą zyskiwał jednak pewność, co pozwalało zaprezentować techniczne umiejętności. Takie pokazał choćby przy strzelonej bramce – poważny kandydat do trafienia kolejki, ale też nawet całego sezonu.


Rakitic
Ocena: 6/10

Dużo zadań w nowym systemie miał Chorwat. Z niektórych wywiązał się lepiej, z innych gorzej, ale ogólnie nie pomógł zaprowadzić spokoju w środku pola. Jedna ze strat na początku mogła wiele kosztować. Takich zachowań było więcej, choć skuteczna gra na małej przestrzeni z Iniestą czy Rafinhą pomagała wiele razy wychodzić z opresji.


Iniesta
Ocena: 7/10

Przyzwoity mecz Andresa. Ustawienie 3-4-3 spowodowało, że miał do wykonania więcej „brudnej” roboty niż zazwyczaj, ale dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków. Zaliczył parę rajdów, a w pierwszej części miał szansę na asystę, ale Suarez nie zdołał przyjąć jego podania górą.


Messi
Ocena: 8/10 (Zawodnik meczu)

W pierwszej połowie nie do zatrzymania. Wyprowadził drużynę na prowadzenie po zagraniu Suareza, a potem sam zrewanżował mu się wyśmienitym podaniem na 2:0. Miał także kluczowe znaczenie przy golu na 3:0, a swój występ podsumował strzelonym rzutem karnym. Po przerwie delikatnie przygasł, ale i tak zaliczył parę podań z środka boiska. Ekonomiczny, ale bardzo efektywny.


Luis Suarez
Ocena: 8/10

Wykonał niesamowitą pracę, zanim w drugiej części zmienił go Paco Alcacer. Toczył pojedynki z defensorami Leganes i bardzo często wychodził z nich obronną ręką. Miał kłopoty z dokładnością, parę razy zdarzyło mu się poślizgnąć, ale i tak zakończył spotkanie z golem i dwiema asystami.


Neymar
Ocena: 8/10

Przed przerwą pozostawał w cieniu swoich partnerów z ataku, ale i tak udało mu się trafić do siatki. Znacznie częściej przy piłce znajdował się w drugiej części. Wypracował rzut karny, często wchodził w pojedynki jeden na jeden. Zdarzały mu się straty, dostał też niepotrzebną żółtą kartkę, ale należy pochwalić jego chęć do gry i nieustępliwość do ostatniego gwizdka.


Rezerwowi:

Alcacer
Ocena: 6/10

Dostał ponad 30 minut i na pewno zaprezentował się lepiej niż w meczu z Alaves. Nie grał tak jak Suarez, nie szukał przestrzeni na bokach boiska, ale i tak miał szansę zdobyć dwa gole, gdyby przy pierwszej sytuacji Messi nie zdecydował się na uderzenie z ostrego kąta, a później Alba podał piłkę odrobinę mocniej. Co prawda trafił raz do siatki rywala, ale arbiter słusznie nie uznał tej bramki, ponieważ był na spalonym.


Turan
Ocena: 6/10

Po zejściu Rakitica i Iniesty musiał przejąć ich obowiązki i pracować więcej w defensywie. Był odrobinę nieroztropny i niepewny, ale trzeba przyznać, że po każdej stracie naprawiał swoje błędy i odbierał piłkę. Na pewno gra w takiej roli była dla niego nowością, ale nie można Turkowi wiele zarzucić.


Denis Suarez
Ocena: 5/10

Pojawił się na murawie jako ostatni, a zmienił Iniestę. Trudno jednak powiedzieć coś pozytywnego o jego grze. Rzadko znajdował się przy piłce, ale także nie popełniał błędów. Raz zdarzyło mu się zbyt długo holować futbolówkę przy bocznej linii, co zakończyło się autem dla rywala. Zapracował jedynie na ocenę wyjściową.

La Liga gra: Barcelona mistrzem, Sporting wyszarpuje utrzymanie!

To już jest koniec! Ostatnia runda La Liga w tym sezonie zapowiadała się emocjonująco. Przed nią nie było bowiem wiadome, kto w jakiej fazie przystąpi do europejskich pucharów w przyszłym sezonie, kto uniknie spadku i najważniejsze – kto sięgnie po mistrzowski tytuł. Pytań mnóstwo, ale na wszystkie znamy już odpowiedzi, zapraszamy na podsumowanie 38. kolejki!

Mecze 38. kolejki:
Valencia 0-1 Sociedad

Ostatnią kolejkę zmagań w La Liga otwierało spotkanie Valencii z Realem Sociedad. Obie drużyny kończą sezon w odmiennych nastrojach, mimo stosunkowo niewielkiej różnicy punktowej. Nietoperze z pewnością mierzyły wyżej, lecz całe rozgrywki okazały się ogromnym rozczarowaniem. Sociedad z kolei dzięki kilku dobrym występem może być dumny ze swojej postawy. Wszystko co najlepsze działo się tak naprawdę dopiero w drugiej połowie. Gospodarze mieli swoje okazje, lecz ostatecznie nie oddali nawet celnego strzału. Blisko był Santi Mina, który okupił swoją akcję kontuzją, niewiele zabrakło Alvaro Negredo. Jednak to goście byli pod bramką rywala bardziej konkretni. Za sprzawdzania Jaume wziął się wprowadzony po przerwie Bruma. Najpierw rykoszet po jego strzale sprawił dużo trudności Domenechowi, a nieco później uderzenie z wolnego Portugalczyka także zmusiło bramkarza Valencii do wysiłku. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, jeszcze raz przypomniał o sobie Bruma. Skrzydłowy Sociedad otrzymał podanie na prawej stronie boiska, zmylił obrońców świetnym dryblingiem i oddaał groźny strzał. Jaume odbił piłkę, lecz ostatecznie dopadł do niej Oyarzabal, który ustalił wynik spotkania. Przgnębiający gol w doliczonym czasie gry jeszcze bardziej dobił Nietoperze na koniec sezonu. Sociedad zaś zakończył zmagania na bardzo dobrym dziewiątym miejscu.

Składy:
Valencia: Jaume Domenech – Guillherme Siquiera, Aderlan Santos, Ruben Vezo, Antonio Barragan (56’ Joao Cancelo) – Danilo Barbosa, Andre Gomes (84’ Alvaro Negredo), Daniel Parejo – Pablo Piatti (39’ Andres Pascual), Paco Alcacer, Santi Mina

Sociedad: Geronimo Rulli – Alberto de la Bella, Diego Reyes, Mikel Gonzalez, Aritz Elustondo – Ruben Pardo (84’ Igor Zubeldia), Asier Illarramendi – David Zurutuza, Mikel Oyarzabal, Xabi Prieto (74’ Jonathas) – Jon Bautista (58’ Bruma)


Deportivo 0-2 Real

Real nadzieję na tytuł może jeszcze i miał, ale mogła okazać się ona niewystarczająca, by ten cel osiągnąć. Oprócz zwycięstwa Królewskich punkty musiała stracić także Barca, więc podopieczni Zidane’a stali przed trudnym wyzwaniem. Choć jego piłkarze po 25 minutach prowadzili 2:0 z rywalem za sprawą dwóch goli Cristiano Ronaldo (który toczył korespondencyjny pojedynek z Luisem Suarezem o miano króla strzelców) i dowieźli ten rezultat do przerwy, to dokładnie w takim samym rozmiarze prowadziła Blaugrana grająca z Granadą. Stało się więc jasne, że tylko kataklizm z udziałem broniącej tytułu Dumy Katalonii może zmienić sytuację na ligowym szczycie. Po zmianie stron na boisku nie ujrzeliśmy już głównego aktora pierwszej części – Ronaldo, który zszedł z powodu drobnego dyskomfortu i na tym zakończyły się już właściwie emocje. Real wiedział, że więcej zrobić nie może i swój plan wykonał, jednak to nie wystarczyło – Barca zdobyła jeszcze jednego gola. Ostatecznie obie ekipy zakończyły sezon w spacerowym tempie, choć przed Królewskimi jeszcze jedno wyzwanie – finał Ligi Mistrzów w ostatni weekend maja.

Składy:
Deportivo: Stipe Pletikosa – Manuel Pablo, Alejandro Arribas (71′ Rober Vilalba), Sidnei, Fernando Navarro – Alex Bergantinos, Pedro Mosquera (76′ Celso Borges) – Fede Cartabia, Luis Alberto, Faycal Fajr (76′ Oriol Riera) – Lucas Perez

Real: Keylor Navas – Daniel Carvajal, Pepe, Sergio Ramos, Marcelo – Casemiro, Toni Kroos (61′ Isco), Luka Modrić – Gareth Bale (76′ Jese), Karim Benzema, Cristiano Ronaldo (46′ James Rodriguez)


Granada 0-3 Barcelona_4

Najciekawsze rzeczy w ostatniej kolejce Primera Division działy się, przynajmniej w teorii, na Nuevo Los Carmenes, gdzie Barcelona potrzebowała wygranej, aby przypieczętować mistrzostwo Hiszpanii. Chrapkę na sprawienie niespodzianki miała Granada, która kolejkę wcześniej utrzymała się w lidze. Nie było jednak mowy o odpuszczaniu spotkania z liderem tabeli. Spotkanie rzeczywiście nie układało się początkowo po myśli gości. Posiadali oni przewagę, ale nie umieli jej zamienić na bramkę. Najgroźniejsze uderzenie oddawał prawą nogą Leo Messi, ale piłka leciała w sam środek bramki Fernandeza. W 22. minucie przyszło przełamanie po tym, jak Alba wyłożył piłkę na pustą bramkę do Luisa Suareza. Urugwajczyk tym samym odpowiedział na trafienie Cristiano, który chwilę wcześniej otworzył wynik na El Riazor. Suarez nie poprzestał na tym i jeszcze przed przerwą wykorzystał heroiczną postawę Alvesa, który nie zrezygnował z pogoni za niedokładnie zagraną piłką od Mascherano, z czego wyszła asysta przy golu na 2:0. Po zmianie stron sytuacja na boisku nie uległa wielkiej zmianie, ale gospodarze mieli też swoje szanse, w których ter Stegen musiał wykazać się umiejętnościami. Wynik 0:2 utrzymywał się bardzo długo. W 85. minucie było już niemal pewne, że Barca nie da sobie wydrzeć mistrzostwa z rąk, ale dla pewności Messi dograł za obronę do Neymara, a ten wyłożył piłkę Suarezowi, który ponownie musiał jedynie dobić ją do pustej bramki. Hat-trick Luisa Suareza pozwala Barcelonie na odniesienie sukcesu w lidze! Barcelona mistrzem Hiszpanii sezonu 2015/2016!

Składy:
Granada: Andres Fernandez – David Lomban, Jean Babin, Ricardo Costa (81′ Doria), Miguel Lopes – Abdoulaye Doucoure, Ruben Perez, Fran Rico – Ruben Rochina (46′ Isaac Cuenca), Youssef El-Arabi (77′ David Barral), Adalberto Penaranda

Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Daniel Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano (75′ Jeremy Mathieu), Jordi Alba – Sergio Busquets (88′ Sergi Roberto), Ivan Rakitić (79′ Arda Turan), Andres Iniesta – Lionel Messi, Luis Suarez, Neymar


Bilbao 3-1 Sevilla

Sevilla znów postanowiła oszczędzać siły i przeciwko Athleticowi wyszla w mocno przemeblowanym składzie. Baskowie z kolei celowali w zdobycie piątego miejsca. Ponadto na San Mames po raz ostatni występował Carlos Gurpegi. Dobrze mecz zaczęli goście, od groźnego strzału Iborry, potem jednak do głosu doszli gospodarze. Po fatalnym błędzie przy wyprowadzaniu akcji, piłka trafiła do Raula Garcii. Strzał zawodnika Bilbao obronił Sergio Rico, lecz przy dobitce Aduriza nie miał nic do powiedzenia. Jeszcze w pierwszej połowie snajper gospodarzy podwyższył prowadzenie. Fantastycznym dośrodkowaniem popisał się Markel Susaeta, a Aduriza mierzonym strzałem z powietrza pokonał bramkarza. Premierowe 45 minut zakończyło się dośc nietypowym akcentem. Czerwoną kartkę za dyskujse z arbitrem otrzymal bowiem siedzący na ławce Coke. Znacznie lepiej dla przyjezdnych rozpoczęła się druga połowa. Kilka minut po wznowienu gry do siatki trafił Juan Munoz, który wykorzystał kontrę i podanie Curro. Radość nie trwała jednak długo. Trzy munuty po golu kontaktowym arbiter wyrzucił z boiska Kolodziejczaka za jakby inaczej dyskusje. Baskowie wykorzystali sytuację, a kolejna świetna centra susaety przyniosla bramkę. Egzekutorem okazał się Raul Garcia. Wynik utrzymał się do końca spotkania, lecz sędzia pokazał jeszcze jedną jedną czerwoną kartkę. Tym razem dla Mikela Rico, który na boisku spędził trzy minuty. Końcówka sezonu w lidze to ne był wymarzony czas dla Sevilli. Wiadomo, iż to niepowodzenie odbili sobie w innych rozgrywkach. Swój cel osiągnął Athletic. Dzięki porażce Celty gracze z Bilbao zajęli bardzo dobre piąte miejsce.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga (48’ Gorka Elustondo), Carlos Gurpegi (86’ Mikel Rico), Eneko Boveda, Inigo Lekue – Benat, Mikel San Jose – Markel Susaeta, Raul Garcia, Inaki Williams (75’ Iker Muniain) – Aritz Aduriz

Sevilla: Sergio Rico – Timothee Kolodziejczak, Diego Gonzalez, Adil Rami (46’ Daniel Carrico), Diego Carmona – Sebastian Cristoforo, Steven N’Zonzi (46’ Grzegorz Krychowiak) – Jewhen Konoplianka (60’ Sergio Escudero), Vicente Iborra, Curro – Juan Munoz


Atletico 2-0 Celta

Ubiegłotygodniowa porażka z Levante dość niespodziewanie wykluczyła piłkarzy Diego Simeone z wyścigu o mistrzostwo, jednak o żadnej taryfie ulgowej z tym związanej nie mogło być mowy. Szkoleniowiec gospodarzy wystawił na pożegnalne starcie wszystkich najważniejszych piłkarzy. Odpuszczać nie zamierzała jednak także Celta, która cały czas liczyła się w walce o piąte miejsce, o które rywalizowała z Athletikiem Bilbao. W pierwszej części kibice mogli obejrzeć niewiele sytuacji, ale jeśli już się one pojawiały, to stwarzały konkretne zagrożenie pod bramką rywala. Najlepsze okazje dla miejscowych zmarnowali Saul (obrona Alvareza) oraz Godin (poprzeczka), a z drugiej strony Jan Oblak dobrze interweniował po strzałach Orellany oraz Nolito. Do przerwy bramek nie doświadczyliśmy, ale dziesięć minut po przerwie było już 2:0 dla madrytczyków. W trzy minuty dwukrotnie golkipera Celty pokonali Fernando Torres oraz Antoine Griezmann. Później oba kluby miały jeszcze swoje okazje, ale do siatki po piłkę nie trzeba już było sięgać. W końcówce na boisku pojawił się Tiago, który wrócił do gry po kilku miesiącach przerwy spowodowanej poważną kontuzją. Atletico w dobrym stylu żegna się z La Ligą w tym sezonie i przygotowuje się do wielkiego finału Champions League. Celta ostatecznie zajęła szóstą lokatę, bo swoje spotkanie wygrał Athletic.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savić, Diego Godin, Filipe Luis – Saul Niguez, Gabi, Augusto Fernandez, Koke – Antoine Griezmann (74′ Yannick Ferreira-Carrasco), Fernando Torres (78′ Tiago)

Celta: Sergio Alvarez – Jonny, Hugo Mallo, Sergi Gomez, Carles Planas – Marcelo Diaz, Daniel Wass (59′ Iago Aspas), Pablo Hernandez (82′ Nemanja Radoja) – Fabian Orellana (72′ Theo Bongonda), John Guidetti, Nolito


Malaga 4-1 Las Palmas

Dla obu ekip było to starcie o pietruszkę, a stawką było tylko i wyłącznie miejsce w pierwszej dziesiątce na koniec sezonu. Mimo to od początku mogliśmy obserwować ciekawe widowisko, którym piłkarze chcieli się jak najlepiej pożegnać z kibicami. Gra była otwarta, choć nie każda akcja kończyła się realnym zagrożeniem dla bramkarza rywala. Częściej przy futbolówce utrzymywali się goście i to oni mieli pierwszą stuprocentową okazję – Willian Jose trafił jednak w słupek. W odpowiedzi skuteczniej zagrał Duje Cop, który – choć miał trudniejszą sytuację – główkował lepiej i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po półgodzinie gry mieliśmy już remis. Tym razem Willian Jose zachował się w polu karnym poprawnie i wykończył akcję ekipy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Tuż przed przerwą powody do radości mieli jednak jeszcze raz miejscowi fani, których w dobry nastrój wprawił Charles, pewnie egzekwując rzut karny. W drugiej części akcji było mniej. Dużą przewagę w posiadaniu piłki miał beniaminek z Wysp Kanaryjskich, ale z jego wysiłków nie wynikało praktycznie nic. Ostatecznie dwa ciosy wyprowadzili Andaluzyjczycy. Najpierw solową akcję przeprowadził i wykończył Christian Atsu, a chwilę później podanie Dudy wykorzystał Charles – najlepszy strzelec klubu w tym sezonie, który potwierdził swoją niezłą formę. Taki wynik sprawił, że to Malaga zajęła wysokie ósme miejsce w lidze. Z kolei Las Palmas musi zadowolić się pierwszą lokatą w drugiej dziesiątce, ale z takiego obrotu spraw wszyscy są pewnie bardzo zadowoleni.

Składy:
Malaga: Guillermo Ochoa – Miguel Torres, Raul Albentosa, Weligton, Federico Ricca – Juanpi (61′ Christian Atsu), Ignacio Camacho, Recio (63′ Pablo Fornals), Gonzalo Castro – Charles, Duje Cop (77′ Duda)

Las Palmas: Raul Lizoain – David Garcia (36′ David Simon), Mauricio Lemos, Pedro Bigas, Dani Castellano – Roque Mesa – Nabil El Zhar, Tanausu (72′ Vicente Gomez), Jonathan Viera, Momo (77′ Mubarak Wakaso) – Willian Jose


Espanyol 4-2 Eibar

Ostatniego dnia ligowych zmagań, czyli w niedzielę, tylko w meczu w Barcelonie grano tak naprawdę o nic. Zarówno Espanyol, jak i Eibar miały pewne utrzymanie i “nie groził” im również awans do europejskich pucharów. To jednak gospodarze postanowili poważnie potraktować to spotkanie. Już w 13. minucie Gerard Moreno wykorzystał podanie od Sancheza, ominął bramkarza i wpakował piłkę do pustej bramki. Później strzelec tego gola asystował przy trafieniu Marco Asensio, dla którego był to dopiero drugi gol w tym sezonie. Pomocnik wypożyczony z Realu Madryt znacznie lepiej spisywał się w asystach, których i tego dnia nie zabrakło. Druga połowa, a konkretnie jej początek, dał nadzieję gościom na korzystny wynik. Roco sfaulował Keko w polu karnym i sędzia podyktował rzut karny, który bardzo pewnie wykorzystał Baston. To jedynie rozjuszyło miejscowych, którzy w 66. minucie za sprawą spokojnego rajdu Marco Asensio i genialnego strzału tego zawodnika ponownie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Kwadrans przed końcem były gracz Osasuny tym razem podał do Gerarda Moreno, a ten dał Espanyolowi prowadzenie 4:1. Wydawało się, że w ten sposób zakończy się to starcie, ale Papużki nie utrzymały koncentracji do ostatniej minuty i dzięki temu na zakończenie meczu Sergi Enrich wpakował piłkę do pustej bramki po świetnej centrze Keko i jeszcze lepszemu zgraniu Borjy Bastona. Sporo bramek jak na ostatnie spotkanie w lidze i to na dodatek takie, które nie zmieniło dosłownie nic.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez (42′ Roberto Correa), Alvaro Gonzalez, Oscar Duarte, Enzo Roco, Ruben Duarte – Victor Sanchez, Papakouli Diop (79′ Salva Sevilla) – Hernan Perez, Gerard Moreno (83′ Mamadou Sylla), Marco Asensio

Eibar: Xabi Irureta – Borja Ekiza (46′ Ander Capa), Mauro dos Santos, Ion Ansotegi, David Junca – Keko, Dani Garcia (70′ Gonzalo Escalante), Adrian Gonzalez, Antonio Luna (68′ Takashi Inui) – Sergi Enrich, Borja Baston


Betis 2-1 Getafe

Spośród drużyn walczących o utrzymanie to właśnie Getafe było najbardziej uprzywilejowane przed ostatnią kolejką, ponieważ potrzebowało jedynie wygranej i nie musiało interesować się wynikami Rayo i Sportingu. To jednocześnie niewiele, ale i też sporo, ponieważ rywalem drużyny z przedmieść Madrytu był Betis, który do słabeuszy nie należy, a już na pewno nie na własnym obiekcie. Początek spotkania układał się dobrze dla gości, którzy oddawali uderzenia, ale bramkarz gospodarzy bardzo dobrze spisywał się między słupkami. Sytuacja odmieniła się dopiero w 35. minucie, kiedy sygnał do ataku dla swojej drużyny dał odchodzący z zespołu Jorge Molina. Napastnik Verdiblancos zmarnował sytuację “sam na sam” z Guaitą. Bezbramkowy remis utrzymał się do przerwy co, jak się okazywało, spychało Getafe na 19. miejsce, ponieważ Sporting i Rayo prowadzili w swoich meczach z Villarrealem i Levante. Przełomowa mogła, a nawet powinna okazać się 54. minuta, kiedy Scepovic miał przed sobą jedynie golkipera Betisu, a nie udało mu się go pokonać z około trzech metrów. To się zemściło na gościach po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i uderzeniu głową Pezzelli, który w tym momencie spychał Getafe do Segunda. Przyjezdni ruszli do ataków, ale wtedy zostali przydeptani przez Gila Manzano, który podyktował kontrowersyjną jedenastkę dla gospodarzy za rzekomy faul na Musondzie, który nawet jeśli był, to na pewno przed polem karnym. To jednak nie przeszkodziło Rubenowi Castro w wykorzystaniu szansy na gola. Potem wyjątkową nieroztropnością wykazał się rezerwowy Buendia, który kwadrans przed końcem otrzymał czerwoną kartkę za brutalny faul na rywalu. Tragicznej sytuacji gości nie zmieniła nawet fenomenalna bramka Medrana w 84. minucie, która tylko pozwoliła otrzeć potok łez, które zagościły na twarzach zawodników Getafe. Drużyna z przedmieść Madrytu opuszcza Primera Division.

Składy:
Betis: Daniel Gimenez – Martin Montoya, German Pezzella (80′ Francisco Varela), Heiko Westermann, Juan Vargas (46′ Charly Musonda) – Joaquin, Alfred N’Diaye, Petros, Dani Ceballos – Jorge Molina (65′ Fabian Ruiz), Ruben Castro

Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez, Santiago Vergini, Cala, Alvaro Pereira (68′ Alvaro Vazquez) – Juan Rodriguez (58′ Emiliano Buendia), Alvaro Medran – Pedro Leon, Pablo Sarabia, Moi Gomez (64′ Karim Yoda) – Stefan Scepović


Rayo 3-1 Levante

Teoretycznie Rayo było w najgorszej sytuacji przed startem 38. kolejki, ponieważ traciło oczko do Getafe i Sportingu, więc musiało liczyć na potknięcia obu ekip. Jednak z drugiej strony przeciwnikiem ekipy z Madrytu było Levante, które już dawno było ogłoszone pierwszym spadkowiczem. Priorytetem było więc pewne zwycięstwo i nasłuchiwanie wieści z El Molinon oraz Benito Villamarin. Rayo swój plan zaczęło wypełniać dość szybko, bo w 12. minucie świetnym strzałem z przedpola popisał się Pablo Hernandez i było 1:0. Minęło kilka chwil i gospodarze prowadzili już dwiema bramkami. Z dystansu uderza Roberto Trashorras i to początkowo on cieszył się ze zdobycia gola, ale futbolówka obiła się jeszcze po plecach Jozabeda i to jemu należało zapisać to trafienie. Po zmianie stron zrobiło się gorąco w szeregach gospodarzy, kiedy Amaya sfaulował we własnym polu karnym Rubena Garcię. Clos Gomez nie zawahał się wskazać na “wapno”. Skutecznym wykonawcą rzutu karnego okazał się Verza. Rayo nie chciało jednak czekać w niepewności, więc wzięło sprawy w swoje ręce i po dośrodkowaniu Bebe Miku ustalił wynik starcia na 3:1. Należało oczekiwać wiadomości z innych stadionów. Informacje z Sewilli były jak najbardziej dobre, ale te z Asturii okazały się fatalne. Sporting, wygrywając z Villarrealem, zepchnął Rayo do Segunda Division. Oznacza to, że w przyszłym sezonie Madryt będą reprezentować tylko dwie ekipy – obecni finaliści Ligi Mistrzów. Paco Jemez ze swoją bandą żegnają się, oby tymczasowo, z hiszpańską elitą.

Składy:
Rayo: Yoel – Quini, Antonio Amaya, Tito, Nacho Martinez (88′ Razvan Rat) – Diego Llorente (46′ Miku), Roberto Trashorras – Pablo Hernandez, Jozabed Sanchez, Adrian Embarba (59′ Bebe) – Javi Guerra

Levante: Diego Marino – Ivan Lopez, Carl Medjani, David Navarro, Juanfran (37′ Tono) – Simao Mate, Verza, Jefferson Lerma – Jordi Xumetra (75′ Jose Morales), Victor Casadesus (58′ Deyverson), Ruben Garcia


Sporting 2-0 Villareal

Pewny czwartego miejsca Villarreal przystępował do pojedynku ze Sportingiem. Klub z Gijon desperacko oczekiwał zwycięstwa, które pozwoliłoby zachować ligowy byt. Gospodarze szybko zabrali się do pracy i już w 8 minucie objęli prowadzenie. Rajd na prawym skrzydle preprowadził Carmona, dogral w pole karne, a tam celnym strzałem popisał się Jony. Nieco później odpowiedzieli goście. Do długiej piłki rzuconej przez obrońcę dopadł Leo Baptistao, popędził w stronę bramki, lecz trafił tylko w słupek. W pierwszej połowie fantastycznymi dryblingami popisali się jeszcze z jednej strony Rachid, a z drugiej Nahuel. Wynik nie uległ jednak zmianie. Po zmianie stron Sporting chciał za wszelką cenę przypieczętować zwycięstwo. Niezwykle aktywny był Jony, który raza za razem nękał defensorów. Po jednej z jego akcji zakończonej strzał Halilovicia, zawodnicy Villarreal musieli wybijąc piłkę tuż sprzed linii bramkowej. Całe El Molinon wpadło w euforię w 79 muncie. Futbolówkę w polu karnym przytzrymał Sanabria, po czym wycofał ją do Sergio Alvareza. Pomocnik Sporting oddał przepiękny strzał, a piłka odbijając się od poprzeczki wpadła do siatki. Na stadionie zapanował eksplozja radości, gospodarze nie pozwolili już wydrzeć sobie zwycięstwa. Sporting w przyszłym sezonie ponownie grał będzie w Primiera Division, a Villarreal sprawdzi swoje siły w Lidze Mistrzów.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Isma Lopez, Luis Hernandez, Jorge Mere, Alberto Lora – Jony (80’ Alex Barrera), Rachid Ait-Atmane, Sergio Alvarez, Carlos Carmona (67’ Alen Halilovic) – Guerrero (62’ Carlos Castro), Antonio Sanabria

Villarreal: Mariano Barbosa – Antonio Rukavina, Eric Bailly, Daniele Bonera (46’ Victor Ruiz), Mario Gaspar – Samu Castillejo, Manu Trigueros, Jonathan dos Santos, Nahuel Leiva (72’ Denis Suarez) – Samuel, Leo Baptistao (75’ Cedric Bakambu)


Mecz kolejki: Sporting – Villarreal 2:0

Liczby kolejki:
best_11_R2_38kolejka

Piłkarz kolejki: Luis Suarez (Barcelona)
Nie ma co tu dużo pisać – najlepszy piłkarz La Liga w tym sezonie zakończył sezon w najlepszy możliwy sposób. Ustrzelił hat-tricka, który przypieczętował 24. mistrzostwo Hiszpanii zdobyte przez klub z Katalonii. Do tego dołożył osobiste sukcesy – Trofeo Pichichi oraz Złoty But. Czyżby teraz atak na Złotą Piłkę?

Cienias kolejki: Getafe
Fatalnie zaprezentowało się Getafe w ostatnim meczu. Przed jego rozpoczęciem madrytczycy byli w najlepszej sytuacji z drużyn walczących o utrzymanie, ale nieskuteczność, chaos oraz nieumiejętność utrzymana nerwów na wodzy zakończyły się tym, że za rok kibice na Coliseum Alfonso Perez będą emocjonować się grą na zapleczu elity.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Aritz Aduriz (Athletic), Carlos Gurpegi (Athletic), Juanfran (Levante), Jorge Molina (Betis)
Ostatnia kolejka stała pod znakiem pożegnań legend La Liga. Swoje benefisy zaliczyli Carlos Gurpegi, Juanfran oraz Jorge Molina. Liga bez tych zawodników z bogatą karierą na pewno traci swoją cząstkę.
Rezygnować nie zamierza jeszcze Aritz Aduriz, który zaliczył wspaniały sezon, przez co nie sposób go nie wyróżnić. Tym bardziej że Bask został najlepszym hiszpańskim strzelcem rozgrywek, wygrywając Trofeo Zarra. Kto wie, może na Euro Aduriz również pokaże swoją najlepszą wersję.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Kibice na stadionie Granady
Barcelona mogła świętować po końcowym gwizdku meczu z Granadą ligowy tytuł, ale bardzo szybko przyjemne chwile zostały zakłócone przez fanów, którzy wbiegli na murawę i wręcz rzucali się na starych-nowych mistrzów. Sytuacja nie do pomyślenia, na szczęście nikomu nic się poważnego nie stało.

Gol kolejki: Sergio Alvarez (Sporting)
Piłkarze z Gijon we wspaniałym stylu przypieczętowali utrzymanie w La Liga. Po podaniu Sanabrii pięknym strzałem popisał się Sergio Alvarez, piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki, a cały stadion oszalał. Sporting w pięknym stylu pożegnał się z sezonem 2015/2016, w przyszłym Asturyjczyków czeka kolejna kampania.

Pudło kolejki: Stefan Scepović (Getafe)
Po takim występie krytyki Getafe nigdy za wiele. Na początku drugiej połowy, jeszcze przy bezbramkowym remisie, świetną okazję na pokonanie bramkarza Betisu miał Scepović. Snajper Los Azulones w sytuacji sam na sam trafił jednak wprost w niego i w efekcie bardzo utrudnił drużynie walkę w tym meczu. W tamtym momencie trafienie dawało Getafe utrzymanie i być może to oni zachowaliby w końcowym rozrachunku miejsce wśród najlepszych.

klasyfikacje_38kolejka

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek

Szczęście lub wstyd, czyli zapowiedź meczu Granada-Barcelona

Głowa, a raczej to co w niej jest, będzie kluczem do sukcesu w dzisiejszym meczu z Granadą. Nerwówki można było sobie zaoszczędzić, ale tragiczny kwiecień spowodował, że puls u każdego kibica podskoczy to nieosiągalnych zazwyczaj wartości. Przeciwnik teoretycznie mało wymagający. Na dodatek grający już o nic, bo w poprzedniej kolejce ekipa z Andaluzji osiągnęła swój cel, czyli utrzymanie. Piłkarze Gonzaleza mogą jednak niejako zadecydować o mistrzostwie Hiszpanii i tej przyjemności na pewno nie będą chcieli sobie odmawiać. Pytanie czy ta sztuka ma prawo wyjść?

Luis Suarez słusznie zauważył w trakcie konferencji prasowej przed spotkaniem, że kluczem do sukcesu będzie siła psychiczna. Wszyscy wiemy, jakie umiejętności posiadają zawodnicy Barcelony, ale to spotkanie rozegra się w głowach piłkarzy. Presja na pewno jest ogromna. Barca miała w końcu mistrzostwo wyłożone na tacy, więc przegranie go w ostatniej kolejce byłoby powodem do naprawdę wielkiego wstydu. Nic jednak nie daje nam prawa do utraty wiary w tę drużynę. Tym bardziej, że po porażce w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zespół nie stracił nawet bramki! Real Madryt gra na El Riazor i do spotkania na pewno podejdzie bez większego zdenerwowania. W końcu w Królewskich i tak już dawno nikt nie wierzył, więc teraz ewentualna wygrana byłaby tylko bardzo miłym zaskoczeniem dla kibiców Realu. Dlatego Barcelona ma wszystkie atuty w swoich rękach i nie ma prawa ich wypuścić.

Nie może być też już mowy o eksperymentach. Skład Barcelony można śmiało wytypować już teraz, a zmienić go może tylko, odpukać, ewentualna kontuzja któregoś z piłkarzy. Taka, jaka spotkała Claudio Bravo kilka tygodni temu, dzięki czemu ter Stegen będzie chronił zespół przed utratą bramki. Oczywiście do Grenady jedzie cały zespół, a wyjściową jedenastkę i siedmiu rezerwowych poznamy oficjalnie parę godzin przed pierwszym gwizdkiem.

Na rotacje w składzie na pewno też nie zdecyduje się Jose Gonzalez. Postawi na zawodników, którzy dali mu utrzymanie w lidze, więc na pewno trzeba będzie otoczyć specjalną opieką El-Arabiego – najlepszego strzelca drużyny oraz Rubena Rochinę, czyli człowieka od kreowania sytuacji. Drugi z tych panów grał dobrych kilka lat temu w bordowo-granatowej koszulce, ale w tym trykocie kariery nie zrobił. Mimo to bardzo dobrze wspomina okres spędzony w Katalonii, choć przyznał, że miał świadomość tego, że kariery w tym miejscu nie zrobi. Poza Rochiną na starcię z Barcą na pewno też czekają David Lomban oraz Isaac Cuenca, którzy przeszli podobną drogę do swojego kolegi. Żaden z nich na pewno nie będzie kierował się sentymentami.

Jak wyglądało poprzednie spotkanie obu drużyn? Sielankowo. W 19. kolejce Barcelona rozgromiła Granadę po hat-tricku Leo Messiego i trafieniu Neymara. Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby dziś sytuacja się powtórzyła. Tak naprawdę każde zwycięstwo, niezależnie od jego rozmiaru bierzemy z pocałowaniem ręki.

To już koniec walki o mistrzostwo kraju. Dziś, po prawie 10 miesiącach walki, poznamy najlepszą drużynę w Hiszpanii. Drużyna pokazała, że jest w stanie grać bez Leo Messiego, który przez długi czas był kontuzjowany. Neymar w pierwszej części sezonu pociągnął Barceloną, a później królował Luis Suarez, który najprawdopodobniej zostanie Pichichi sezonu 2015/2016, a pewnie i też zdobywcą Złotego Buta. Te nagrody nie będą jednak nic warte, jeżeli Barca nie postawi kropki nad “i”. Około godziny 19 poznamy rezultat. Oby ta sobota była okazją do świętowania. Visca el Barca!

14.05.2016, godz. 17:00, Nuevo Los Carmenes
38. kolejka La Liga
Granada CF – FC Barcelona

Przewidywane składy:

Granada: Fernandez – Lopes, Babin, Costa, Biraghi – Rochina, Doucoure, Perez – Cuenca, El-Arabi, Penaranda

Barcelona: ter Stegen – Alves, Pique, Mascherano, Alba – Rakitic, Busquets, Iniesta – Messi, Suarez, Neymar

Opinie redaktorów:

Wojciech Olszowy (DumaKatalonii.pl): To już koniec. Mecz z Granadą będzie zwieńczeniem 10 miesięcy zażartej walki o tytuł najlepszej drużyny Hiszpanii. Czy szczęśliwym? Kryzys z początku kwietnia spowodował, że Barcelona musi się bić do ostatniej kolejki. Na szczęście po kryzysie nie ma śladu i podopieczni Luisa Enrique znów gromią kolejnych rywali. Nie ma wątpliwości, że Barça jest faworytem. Jedyne czego potrzeba do świętowania kolejnego tytułu mistrzowskiego to koncentracja i skuteczność. W tym momencie liczy się tylko zwycięstwo. Styl ma drugorzędne znaczenie.

Olga Juszczyk (BlogFCB.com):
Ostatnia prosta ligowych rozgrywek. Potrzeba pełnej koncentracji, maksymalnego zaangażowania i niewątpliwie trochę szczęścia. Granada nie ma już nic do stracenia, ale także nic do zyskania, bo w ostatniej kolejce zapewniła sobie utrzymanie w Primera División. Trzeba uważać na najlepszego strzelca Andaluzyjczyków, El-Arabiego. W tym sezonie ma na koncie już 16 trafień. Strzałów marokańskiego snajpera nie będzie bronił Claudio Bravo, który nadal nie dostał zielonego światła do gry. Możemy być jednak spokojni, gdyż Ter Stegen to człowiek bez układu nerwowego i dzielnie broni bramki Barcelony. Granada to drużyna, której Messi strzelił 11 goli w ciągu pięciu lat, a na dodatek możemy być pewni, że Suárez również będzie chciał dołożyć coś od siebie i przypieczętować pierwsze miejsce w klasyfikacji Pichichi. Nerwówka na pewno będzie, ale rezultat może być tylko korzystny – trzeba w to bardzo mocno wierzyć.

Oceny piłkarzy Barcelony po meczu ze Sportingiem

Barca wykonała kolejny krok w kierunku tytułu, pokonując na własnym obiekcie Sporting Gijon 6:0. Jak spisali się podopieczni Luisa Enrique? Zapraszamy na oceny!

bravo

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Wykazać mógł się tylko raz – w 11. minucie, naprawiając pomyłkę dwóch stoperów, którym zdołał uciec napastnik rywali. Później był głównie wykorzystywany częściej przez kolegów w rozegraniu futbolówki, dlatego też ocena wyższa być nie może.


sergiroberto

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Od początku skoncentrowany, aktywny i bardzo regularny. Każdą piłkę odgrywał z dużą dokładnością, nie chcąc popełnić błędu. Tych było mało, Sergi był efektywny w swoich zapędach ofensywnych, sam mógł także zdobyć gola ładnym strzałem zza pola karnego. W destrukcji poprawnie, choć przeciwnik nie wystawił go na największą próbę.


pique

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Elektryczny na początku mecz, jego zła interwencja z 11. minuty doprowadziła do okazji dla Sportingu. Z czasem grał jednak coraz pewniej, choć drobne błędy się znalazły. Brawa za interwencję z samej końcówki pierwszej części, gdy wybijał piłkę z linii bramkowej.


mascherano

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Można by skopiować tekst od Pique. To on rozpoczął lawinę błędów w 11. minucie, ale udało mu się zrehabilitować w ostatniej akcji przed przerwą, ratując drużynę przed utratą gola. Poza tym solidnie i – jak zawsze – bardzo ambitnie. Widać jednak po nim pewne zmęczenie, zatem tydzień przerwy dobrze mu teraz zrobi.


alba

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Przez cały mecz utrzymywał dużą intensywność, ale bardzo często nie była ona wykorzystywana w odpowiedni sposób. A to inaczej wybierali partnerzy, a to sam Jordi nie potrafił zagrać odpowiednio w pole karne. Przez 90 minut pracował jednak na pełnych obrotach, co na tym etapie sezonu trzeba docenić.


busquets

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Kuba Łokietek: 7/10

Widać go było rzadko, ale jak już coś do przodu zagrał, to było to niezwykle efektywne. Kilka przerzutów na drugą stronę dokładnie w punkt, przyspieszanie akcji w środku pola oraz mądre przetrzymywanie futbolówki, kiedy była taka potrzeba – oto obraz najlepszego defensywnego pomocnika świata. Pozwolił błyszczeć kolegom ustawionym wyżej.


rakitic

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 5,5/10 Kuba Łokietek: 6/10

Wydawać by się mogło, że to dobry mecz, by Chorwat w końcu mógł usiąść na ławce i odpocząć. Potwierdziło się to w trakcie meczu, gdy często Ivan okazywał oznaki zmęczenia. W efekcie nie wyróżnił się niczym szczególnym i był najsłabszym ogniwem linii pomocy Barcelony.


iniesta

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Kuba Łokietek: 7/10

Nie był widoczny przez pełne 90 minut, ale miał przebłyski, które pozwoliły mu na całkiem niezły występ. Zdecydowanie był wyróżniającą się postacią, jeśli chodzi o środek pola. Zaliczył jedną asystę i znacznie pomógł przy zdobyciu pierwszej bramki. Na takiego Andresa liczymy w pozostałych czterech meczach w tym sezonie.


messi

Hubert Bochyński: 8/10 Ogólna Ocena: 8,5/10 Kuba Łokietek: 9/10

Główny architekt sukcesu. Napędzał każdą ofensywną akcję Barcelony, zanotował otwierające trafienie, a do tego dołożył dwie asysty. Z przyjemnością patrzyło się na Argentyńczyka, który w końcówce sezonu musi właśnie w ten sposób grać, aby Barca mogła za parę tygodni cieszyć się ze zdobycia dubletu.


suarez

Hubert Bochyński: 10/10 Ogólna Ocena: 10/10 (ZM) Kuba Łokietek: 10/10

Drugi mecz z rzędu kończy z dorobkiem czterech trafień, choć tym razem połowa z nich przyszła po rzutach karnych. Snajpera jednak rozlicza się za bramki, a fakt jest taki, że i jedenastki były zdobyte z pewnością i bez żadnego kłopotu. Nie ma innej możliwości jak najwyższa ocena dla Urugwajczyka.


neymar

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Irytujący. Zmarnował wszystkie dogodne sytuacje, jakie stworzył mu głównie Leo Messi. Nie rozgrzesza nawet strzelona jedenastka, bo i ta była uderzona bardzo niepewnie. Spowalniał akcje, niepotrzebnie wdawał się w dryblingi, brakowało mu zimnej krwi pod bramką rywala. Brazylijczyk zgubił gdzieś formę z początku sezonu i teraz będzie trudno mu ją odzyskać.


REZERWOWI:
alves

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Kuba Łokietek: 6/10

Pozytywny występ Brazylijczyka. Pośrednio to jego zasługą był jeden z rzutów karnych. Bardzo dobry w ofensywie, w defensywie nie miał większej okazji do popisania się.


bartra

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 5/10 Kuba Łokietek: 5/10

Dostał prawie pół godziny od Luisa Enrique, ale w tym czasie nie zdążył się niczym wyróżnić, więc nie można mu dać więcej niż ocena wyjściowa.


12467703_10204147576484405_1838018194_n

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 5/10 Kuba Łokietek: 5/10

Przypadek podobny do Marca Bartry.

La Liga gra: Emocje sięgają zenitu

Linia mety jest coraz mocniej widoczna na horyzoncie. W 35. kolejce hiszpańscy kibice nie mogli narzekać na brak emocji. Cały czas w grze o tytuł są bowiem trzy zespoły. I choć każdy z nich był faworytem w swoich starciach, to obecne rozgrywki pokazały, że niczego nie można być pewnym. Barcelona podejmowała Sporting Gijon, Atletico gościło Malagę, a Real grał na wyjeździe z Rayo Vallecano. Zapraszamy na podsumowanie rundy!

Mecze 35. kolejki:
Las Palmas 4-0 Espanyol

35. kolejkę spotkań otwierało starcie Las Palmas z Espanyolem, czyli rewelacji ostatnich miesięcy z zespołem ciągle niepewnym ligowego bytu. Okazało się, iż kibice La Liga zostali przywitani kanonadą gospodarzy. Choć Las Palmas miało widoczną przewagę to udokumentowali ją dopiero w doliczonym czasie pierwszej połowy. Wzorowo kontrę rozprowadził znakomity w tym mecz Viera, znalazł podążającego za akcją El Zhara, a ten z lekkimi problemami pokonał bramkarza. Ci, którzy liczyli na odpowiedź gości po przerwie z pewnością się zawiedli. Zaledwie 4 minuty po wznowieniu gry prowadzenie Las Palmas podwyższył Viera, dobijając strzał Williana Jose. Ten sam zawodnik niewiele później znów wcielił się w rolę asystenta. Egzekutorem był tym razem Pedro Bigas, który zachował się najprzytomniej w polu karnym, dzięki czemu strzałem glową pokonał Arlauskisa. Zwycięstwo gospodarzy przypieczętował wprowadzony po przerwie Mubarak Wakaso. Futbolówka zawisła w powietrzu po rzucie rożnym i spadła na nogę Ghanijczyka. Ten zaś włożył mnóstwo sily w uderzenie z woleja i trafił idealnie w okienko bramki. Bolesna porażka na pewno nie ułatwia życia Espanyolowi, który ciągle musi spoglądać z niepokojem w dół tabeli. Z kolei Las Palmas nadal kontynuuje piękną przygodę, dodatkowo grając przyjemnie dla oka.

Składy:
Las Palmas: Raul Lizoian – Dani Castellano, Mauricio Lemos (66’ Mubarak Wakaso), Pedro Bigas, David Simon – Roque Mesa, Vicente Gomez (58’ Hernan) – Momo (73’ Juan Carlos Valeron), Jonathan Viera, Nabil El Zhar – Willian Jose

Espanyol: Giedrius Arlauskis – Victor Alvarez, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Javi Lopez – Abraham (12’ Joan Jordan), Pape Diop (58’ Salva Sevilla) – Marco Asensio, Burgui, Hernan Perez – Gerard Moreno (53’ Mamadou Sylla)


Rayo 2-3 Real

Rayo miało z pewnością w pamięci dotkliwą porażkę na Santiago Bernabeu. Wydawało się jednak niemożliwym, aby podopieczni Paco Jemeza zdołali zatrzymać rozpędzony Real Madryt, ciągle walczący o mistrzostwo. Przewidywania szybko wzięły w łeb, gdy gospodarze przypuścili szturm w pierwszych minutach. Najpierw błyskotliwie na lewym skrzydle przedarł się Bebe, a jego płaskie dogranie wzdłuż bramki wykończył Embarba. Zaledwie kilka minut później było już 2:0 za sprawą Miku. Wenezuelczyk dopadł do wybitej w szesnastce futbolówki i nie dał szans Navasowi. Real zabrał się do odrabiania strat w 35 minucie. Blancos złapali kontakt wykorzystując stały fragment gry. Dośrodkowanie Kroosa na bramkę zamienił Bale i było już 2:1. Kilka minut po zmianie stron Real doprowadził do wyrównania. Z prawej strony zagrał krytykowany za ostatnie występy Danilo, a piękną główką popisał się tym razem Lucas Vazquez. W momencie, gdy mecz zmierzał do wyniku remisowego fatalny błąd popełnił strzelec pierwszego gola Embarba. Jego niedokładne podanie przechwycił Bale, który popędził w stronę bramki w nieosiągalnym tempie dla obrońców Rayo. Walijczyk całą akcję wykończył mierzonym strzałem, dzięki czemu goście ostatecznie triumfowali. Real ciągle pozostaje w grze o najwyższe laury. W grze pozozstaje również Rayo, z tym, że w ich przypadku jest to gra o utrzymanie.

Składy:
Rayo: Juan Carlos – Tito (77’ Razvan Rat), Jose Crespo, Antonio Amaya, Quini – Jozabed (53’ Manuel Iturra), Roberto Trashorras – Bebe, Pablo Hernandez (53’ Javi Guerra), Adrian Embarba – Miku

Real: Keylor Navas – Marcelo, Pepe, Raphael Varane, Danilo – Mateo Kovacic (77’ James Rodriguez), Toni Kroos, Isco – Jese (62’ Luka Modric), Karim Benzema (41’ Lucas Vazquez), Gareth Bale


Atletico 1-0 Malaga

Atletico, myśląc o Lidze Mistrzów, nie mogło także zapominać o meczach ligowych, gdzie nie można było dać wytchnienia Barcelonie. Skład podopiecznych Diego Simeone na mecz z Malagą nie zaskakiwał. Oczwyiście brakowało Diego Godina, nie grał również Savic, ale na środku defensywy zagrali Jose Maria Gimenez i Lucas, który ostatnio dostaje wiele okazji do zaprezentowania się. Pierwsza część nie obfitowała w wiele okazji bramkowych. Po stronie Malagi groźnie uderzał Miguel Torres, ale jego próbę obronił Oblak. Atletico z kolei stworzyło zagrożenie za sprawą niecelnej próby Griezmanna i strzału w środek bramki z końca pierwszej połowy autorstwa Carrasco. W drugiej części to właśnie za Belga wszedł Correa i jak się później okazało, to właśnie on był zdobywcą jedynego gola w tym meczu. W 62. minucie oddał uderzenie zza pola karnego, którego nie zdołał zatrzymać Ochoa. Rezerwowy Atletico mógł, a nawet powinien skończyć spotkanie z dwiema bramkami, ale w 78. minucie pomylił się w dość prostej sytuacji. Jednak to pudło nie zabrało trzech oczek Atletico, które znów minimalnym nakładem sił ograło kolejnego rywala w lidze.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Maria Gimenez, Lucas Hernandez, Filipe Luis – Saul Niguez, Gabi, Koke, Yannick Ferreira-Carrasco (57’ Angel Correa) – Fernando Torres, Antoine Griezmann (66’ Augusto Fernandez)

Malaga: Guillerme Ochoa – Roberto Rosales, Raul Albentosa, Weligton, Miguel Torres – Pablo Fornals (62’ Juanpi), Ignacio Camacho, Recio, Ricardo Horta (58’ Gonzalo Castro) – Duje Cop (77’ Roque Santa Cruz), Charles


Barcelona 6-0 Sporting

Barcelona jako ostatnia z „wielkiej trójki” rozgrywała mecz w tej kolejce i wiedziała, że nie ma prawa się potknąć. Luis Enrique zaskoczył tylko z obsadą prawej obrony, ponieważ na niej zobaczyliśmy Sergiego Roberto, a nie awizowanego przez media przed meczem Daniego Alvesa. Nerwówka nie trwała długo, ponieważ zaledwie 12 minut. Iniesta podawał do Suareza, niepewne wyjście wykonał Cuellar, jednocześnie wystawiając piłkę na głowę do Messiego, który musiał jedynie trafić do pustej siatki. Wydawało się, że następne bramki nadejdą szybko, ale Sporting nie zamierzał się poddawać. Stworzył minimum dwie okazje, które przy odrobinie szczęścia mogły zakończyć się golami. Szansę na trafienie miał także Neymar, który do przerwy zmarnował dwie „setki”. Barca kontynuowała trafianie dopiero w 63. Minucie, kiedy to Iniesta dograł piłkę na pustą bramkę do Suareza. Później arbiter zdecydował się podyktować jedenastkę za zagranie ręką Luisa Hernandeza w obrębie szesnastu metrów. Messi odddał rzut karny Suarezowi, który pewnie pokonał Cuellara. Kolejny rzut karny sędzia podarował Barcelonie w 76. minucie. Clos Gomez zauważył faul Sanabrii na Neymarze. Ponownie Leo Messi nie chciał uderzać, a zrobił to Urugwajczyk z numerem „9” na plecach i tym razem też się nie pomylił. Jakby tego było mało, to w końcówce arbiter ponownie nie popisał się i wskazał na „wapno” trzeci raz w tym meczu. Według Closa Gomeza Vranjes uderzał w powietrzu Neymara łokciem. Za to zagranie obrońca Sportingu otrzymał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić murawę. Tym razem do jedenastki podszedł sam poszkodowany i zamienił okazję na gola. Na samo koniec jeszcze Messi obsłużył zagraniem Suareza i spotkanie zakończyło się wynikiem 6:0. Barca pewnie zmierza po tytuł, ale musi zagrać jeszcze trzy takie partie.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Sergi Roberto (46’ Dani Alves), Gerard Pique (66’ Marc Bartra), Javier Mascherano, Jordi Alba – Ivan Rakitic (75’ Arda Turan), Sergio Busquets, Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar

Sporting: Ivan Cuellar – Ognjen Vranjes, Luis Hernandez, Igor Lichnovsky, Isma Lopez (69’ Roberto Canella) – Omar Mascarell, Rachid Ait-Atmane – Pablo Perez (62’ Antonio Sanabria), Alen Halilovic, Alex Menendez – Jose Paulo Guerrero (75’ Carlos Castro)


Ebiar 1-1 Deportivo

Deportivo w spotkaniu z Eibarem chciało zagwrantować sobie spokój, aby uniknąć uwikłania o w walkę o utrzymanie na finiszu rozgrywek. Gospodarze już wygodnie ulokowali się w środku tabeli, dzięki czemu są już pewni ligowego bytu. Mówiąc krótko nie był to porywający mecz, choć zapowiadal się bardzo ciekawie, gdy już w 8 minucie gospodarze objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym dużo szczęścia miał Adrian, który stanął na linii strzału kolegi i zmienił tor lotu futbolówki, dzięki czemu wpisał się na listę strzelców. W pierwszej połowie przyjezdnych stać było tylko na niecelny strzał Fajra z woleja. Po zmianie stron znów bardzo dobrze rozpoczął Eibar. Z rzutu wolengo w poprzeczkę uderzył zabunkrowany przez większość sezonu na ławce rezerwowych Izet Hajrovic. To jednak Deportivo strzeliło w końcu gola. Cała akcję rozpoczął Sidnei, dograł do Borgesa, a ten odnalazl na skrzydle Fede Cartabię. Argentyńczyk zszedł do środka na swoją lepszą nogę i ladnym strzałem przy słupku pokonał bramkarza. Co prawda goście nie zapewnili sobie jeszcze utrzymania, lecz ten punkt może już w kolejnej serri spotkań potwierdzić La Ligę w La Coruni na kolejny sezon. Eibar też nie będzie się raczej smucił z remisu, tylko trzy spotkanie i gospodarze będą mogli się cieszyć z urlopów.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – David Junca, Ivan Ramis, Mauro dos Santos, Ander Capa – Izet Hajrovic (67’ Jota), Adrian, Gonzalo Escalante, Keko (88’ Josip Radosevic) – Sergi Enrich, Borja Baston (79’ Saul Berjon)

Deportivo: Manu – Juanfran, Alejandro Arribas, Sidnei, Laure – Faycal Fajr (71’ Cani), Pedro Mosquera, Celso Borges, Fede Cartabia (88’ Jonas Gutierrez) – Lucas Perez, Oriol Riera


Levante 2-2 Bilbao

Dla Levante to już ostatni z ostatnich dzwonków, by zacząć gromadzić punkty i uratować na ostatniej prostej ligowy byt. Athletic ma jednak jeszcze nadzieję nawet na czwarte miejsce, dlatego o żadnej taryfie ulgowej nie mogło być mowy. Zaczęło się dobrze dla miejscowych Żab, które po kwadransie prowadziły. Victor Casadesus wykorzystał błąd w ustawieniu defensywy Basków i pokonał wychodzącego Gorkę Iraizoza. Jeśli chodzi o wydarzenia w pierwszej połowie, to w zasadzie byłoby na tyle, w dalszej fazie piłka rzadko opuszczała środkową strefę boiska. Więcej działo się po zmianie stron. Najpierw sędziowie nie uznali prawidłowego gola Giuseppe Rossiego (dopatrzyli się spalonego), a później Diego Marino dwukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. W końcu swoje prowadzenie podwyższyło Levante, które wyręczył Xabier Etxeita, pakując futbolówkę między słupki własnej bramki. Gdy do 87. minuty rezultat się nie zmieniał, wszyscy zapisywali już gospodarzom komplet punktów i wieszczyli ofiarną walkę o uniknięcie spadku. Wtedy jednak Markel Susaeta wraz z Inakim Williamsem rozklepali defensywę rywali – do siatki trafił ten pierwszy. Z kolei w 90. minucie fanów na stadionie pognębił Mikel San Jose. Takimi występami utrzymania się nie zapewnia i wydaje się już więcej niż prawdopodobne, że fani będą w przyszłym sezonie oglądać na zapleczu La Liga.

Składy:
Levante: Diego Marino – Pedro Lopez, Carl Medjani, Zouhair Feddal, Juanfran – Mauricio Cuero (62′ Joan Verdu), Victor Camarasa, Jefferson Lerma, Jose Morales (78′ Ruben Garcia) – Giuseppe Rossi, Victor Casadesus (65′ Deyverson)

Athletic: Gorka Iraizoz – Eneko Boveda, Mikel San Jose, Xabier Etxeita, Mikel Balenziaga – Ander Iturraspe (54′ Markel Susaeta), Benat Etxebarria – Inaki Williams, Raul Garcia, Iker Muniain (68′ Gorka Elustondo) – Borja Viguera (54′ Inigo Lekue)


Sevilla 2-0 Betis

Jeden z hitów tej rundy. Sevilla ma jeszcze cień nadziei na piąte miejsce, ale wydaje się, że wszystkie swoje siły skupia na wygraniu po raz trzeci z rzędu Ligi Europy. Betis nie walczy zaś już o nic, bo utrzymanie zapewnił sobie w ostatnim starciu z Las Palmas. Derby Sewilli to jednak jedno z najgorętszych wydarzeń na Półwyspie Iberyjskim, dlatego nie było żadnej mowy o odpuszczaniu z obu stron. Spotkanie od początku było otwarte. Obie ekipy starały się zaskoczyć rywali, ale w pierwszej fazie meczu lepiej robili to gospodarze. Większość z ich prób była jednak niecelna, a to, co leciało w światło bramki, z łatwością padało łupem Antonio Adana. Po przerwie przebudził się Betis, który stworzył sobie kilka okazji – na swoje wyżyny musiał wznieść się nawet Sergio Rico. Ostatecznie jednak najważniejsze słowa należały do graczy Unaia Emery’ego, którzy rozstrzygnęli losy spotkania w ostatniej ćwiartce. Najpierw dośrodkowanie N’Zonziego i błąd w ustawieniu defensorów wykorzystał Kevin Gameiro, a dziesięć minut przed końcem wynik ustalił pięknym uderzeniem z dystansu rezerwowy Coke (pojawił się na murawie cztery minuty wcześniej).

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Daniel Carrico, Timothee Kolodziejczak, Sergio Escudero – Grzegorz Krychowiak, Steven N’Zonzi – Jose Antonio Reyes (76′ Coke), Ever Banega (81′ Vicente Iborra), Jewhen Konoplanka (68′ Michael Krohn-Dehli) – Kevin Gameiro

Betis: Antonio Adan – Bruno Gonzalez, German Pezzella, Heiko Westermann, Martin Montoya – Alfred N’Diaye, Petros (81′ Fabian Ruiz) – Joaquin (70′ Ricky van Wolfswinkel), Dani Ceballos, Charly Musonda (51′ Alvaro Cejudo) – Ruben Castro


Getafe 2-2 Valencia

Ekipa z Madrytu do samego końca będzie walczyć o ligowy byt. Każdy punkt jest zatem dla nich na wagę złota, a spotkanie z nie najlepiej grającą w tym sezonie Valencią był dobrą okazją, by na własnym stadionie ich poszukać. Nietoperze nie walczą już praktycznie o nic, co było widoczne w pierwszej części meczu. Goście byli przy piłce aż 69% czasu, ale oddali w tym czasie ledwie jedno uderzenie. Częściej atakowali miejscowi, ale z kolei w ich przypadku problemem była skuteczność. Widowisko rozkręciło się tuż po przerwie, gdy Dani Parejo skutecznie wykonał rzut wolny z około 20 metrów. Reakcja Getafe była jednak wzorowa, bo po kolejnych dwudziestu minutach na prowadzeniu byli właśnie gracze z przedmieść stolicy. Najpierw w zamieszaniu w polu karnym ondalazł się Alvaro Medran, a później katastrofalny błąd Aymena Abdennoura wykorzystał Stefan Scepović, który na boisku pojawił się trzy minuty wcześniej. Podopieczni Pako Ayesterana nie pozostali dłużni i w 84. minucie doprowadzili do wyrównania. Alvaro Negredo zdecydował się na indywidualny rajd, po którym idealnie obsłużył Paco Alcacera. Ostatecznie drużyny podzieliły się punktami, co tak naprawdę nie zadowala nikogo.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Miguel Angel Munoz (58′ Karim Yoda), Santiago Vergini, Carlos Vigaray, Damian Suarez – Mehdi Lacen, Alvaro Medran – Pedro Leon (79′ Victor Rodriguez), Pablo Sarabia, Moi Gomez – Alvaro Vazquez (65′ Stefan Scepović)

Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan (46′ Joao Cancelo), Shkodran Mustafi, Aymen Abdennour, Guilherme Siqueira – Javi Fuego, Dani Parejo, Enzo Perez (46′ Santi Mina), Andre Gomes – Rodrigo Moreno (74′ Alvaro Negredo), Paco Alcacer


Villareal 0-0 Sociedad

Na El Madrigal arcyważne spotkanie dla Villarrealu, a dla Realu Sociedad mecz „o pietruszkę”. Podopieczni Marcelino już czują oddech Sevilli na plecach, która zwyciężyła w derbach miasta. Trzy punkty mieli także zdobyć gracze Żółtej Łodzi Podwodnej. Spotkanie jednak bardzo rozczarowało. W pierwszej części najlepszą okazję na trafienie do bramki miał Roberto Soldado, ale jego próba z kilku metrów poszybowała wprost w Rulliego. Później jeszcze z rzutu wolnego uderzał Bruno Soriano, ale obił poprzeczkę. Drugą część lepiej zaczęli goście, ponieważ Markel Bergara z dystansu trafił w boczną siatkę. Następnie defensywny pomocnik wykonał jeszcze większą robotę, odbierając piłkę w środku pola i dogrywając ją do Veli, ale Meksykanin zmarnował okazję „sam na sam”, chcąc nieudolnie lobować Asenjo. Ostatecznie na El Madrigal goli nie zobaczyliśmy, dlatego emocje o czwarte miejsce w tabeli będą trwać do ostatniej kolejki.

Składy:
Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Eric Bailly (65’ Adrian Marin), Victor Ruiz, Antonio Rukavina – Samu Castillejo, Bruno Soriano, Tomas Pina (58’ Jonathan Dos Santos), Denis Suarez – Roberto Soldado (68’ Adrian Lopez), Cedric Bakambu

Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua, Aritz Elustondo, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Asier Illarramendi, Diego Reyes (82’ Xabi Prieto), Markel Bergara – Mikel Oyarzabal (90’ Jon Bautista), Carlos Vela (90’ Hector), David Zurutuza


Celta 2-1 Granada

Kolejkę zamknęło starcie w Galicji, gdzie grająca o byt w Primera Division Granada podejmowała Celtę na jej obiekcie. Faworytem oczywiście byli gospodarze, którzy są coraz bliżsi występu w Lidze Europy na następny sezon. Początek meczu zdecydowanie należał do miejscowych, którzy w ciągu kwadransa mieli cztery szanse na zdobycie gola. Udało się to jednak dopiero w 16. minucie, kiedy w polu karnym został kopnięty Guidetti, a arbiter podyktował jedenastkę. Na gola zamienił ją Iago Aspas. Granada zdołała groźnie odpowiedzieć dopiero pod koniec pierwszej połowy, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego jeden z graczy gości trafił w poprzeczkę. Po godzinie gry szkoleniowiec Granady zdecydował się wpuścić na murawę Frana Rico, a ten w 68. minucie odwdzięczył mu się asystą. Trzeba powiedzieć, że dość przypadkową, bo pomocnik uderzał na bramkę Blanco, ale po drodze piłka odbiła się jeszcze od El-Arabiego i to jemu należało zapisać trafienie. Granada szczęśliwie wróciła do gry, ale radość Andaluzyjczyków trwała niewiele ponad 5 minut. Gospodarze rozegrali doskonałą akcję, a Nolito popisał się fantastyczną asystą przy drugiej bramce Iago Aspasa. Po tym ciosie goście się już nie podnieśli, co oznacza, że 35. kolejkę Granada skończyła tylko punkt nad kreską. Teraz piłkarzy z południa Hiszpanii czeka ważne spotkanie z Las Palmas.

Składy:
Celta: Ruben Blanco – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Carles Planas (83’ Jonny) – Pablo Hernandez, Marcelo Diaz (87’ Nemanja Radoja) – Iago Aspas, Fabian Orellana, Nolito – John Guidetti (68’ Daniel Wass)

Granada: Andres Fernandez – Miguel Lopez, David Lomban, Jean-Sylvain Babin, Cristiano Biraghi – Ruben Rochina (77’ Robert Ibanez), Rene Krhin (64’ Fran Rico), Abdoulaye Doucoure, Isaac Cuenca – Youssef El-Arabi (83’ David Barral), Adalberto Penaranda


Mecz kolejki: Rayo – Real 2:3

Liczby kolejki:
best_11_R2_35kolejka

Piłkarz kolejki: Jonathan Viera (Las Palmas)
Co tu dużo mówić, najjaśniejszą postać beniaminka z Wysp Kanarysjkich w tym sezonie bronią liczby. Gol oraz dwie asysty, a do tego mnóstwo wykreowanych sytuacji – to on był głównym bohaterem bardzo okazałej wiktorii z Espanyolem.

Cienias kolejki: Levante
Trudno było kogokolwiek wyróżnić, bo w tym przypadku zawalili w zasadzie wszyscy. Walcząc o utrzymanie i prowadząc u siebie 2:0, nie można dać sobie wydrzeć tego wyniku. Tak się stało w przypadku Levante i ich ligowy byt w przyszłym sezonie pozostaje chyba tylko w sferze marzeń. Reakcja kibiców siedzących za bramką Diego Marino po drugim golu dla Athleticu mówi wszystko…

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Angel Correa (Atletico)
Atletico Madryt i okazałe zwycięstwa to jedna z największych przeciwności w hiszpańskiej piłce. Dlatego fani Rojiblancos tak cenią piłkarzy, którzy potrafią jednym zagraniem rozstrzgynąć losy rywalizacji. Argentyńczyk pojawił się na boisku pięć minut przed tym, jak strzelił jedynego gola w spotkaniu z Malagą. Kto wie, być może utrzymał swoją ekipię w grze o tytuł.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Adrian Embarba (Rayo)
Bura należy się także Rayo. Podopieczni Paco Jemeza dali sobie wydrzeć dwubramkowe prowadzenie z Realem i ostatecznie polegli, a błąd w decydującej akcji mecuz popełnił właśnie Embarba. To skrzydłowy zagrał niedokładnie do tyłu, po czym piłkę przejął Garethe Bale i pokonał później golkipera rywali.

Gol kolejki: Coke (Sevilla)
Kolejny bohater rundy, który wszedł na boisko w drugiej połowie. Boczny obrońca, który zagrał tym razem nieco wyżej, rozruszał akcje ofensywne swojego zespołu, a nawet ustalił wynik meczu. Zrobił to w sposób nieszablonowy, bo pięknie przymierzył z dystansu, nie dając szans Antonio Adanowi. Piękne zwieńczenie gorących derbów Sewilli.

Pudło kolejki: Antoine Griezmann (Atletico)
Takich sytuacji Francuz nie zwykł marnować. Piłka została zagrana z lewej strony, przepuścił ją Fernando Torres, a niepilnowany snajper miał około dziesięć metrów do w połowie pustej bramki. W futbolówkę nie uderzył jednak czysto i ostatecznie minęła ona bramkę dość znacznie.

klasyfikacje_35kolejka

Terminarz 36. kolejki (29.04-02.05.2016):
Piątek, 29.04:
Sporting – Eibar (godzina 20:30)
Sobota, 30.04:
Sociedad – Real (16)
Atletico – Rayo (18:15)
Betis – Barcelona (20:30)
Granada – Las Palmas (22:05)
Niedziela, 01.05:
Athletic – Celta (12)
Espanyol – Sevilla (16)
Deportivo – Getafe (18:15)
Valencia – Villarreal (20:30)
Poniedziałek, 02.05:
Malaga – Levante (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek

Kamień milowy, czyli zapowiedź meczu Atletico – Barcelona

Aby osiągnąć sukcesy w piłce nożnej potrzeba regularności. Każdą drużynę łapie kiedyś kryzys, ale najważniejsze jest to, aby w jego czasie stracić jak najmniej oczek i najlepiej, aby zniżka formy przyszła jak najszybciej. Tego nie może jednak powiedzieć Barcelona. Przez poprzednie miesiące podopieczni Enrique gnietli swoich rywali. Nawet w zazwyczaj ciężkim lutym drużyna spisywała się bardzo dobrze. Dlatego można było się spodziewać, że gorszy fragment rozgrywek nadejdzie na wiosnę i tak też się dzieje. Jest to dość niefortunne, ponieważ Barcelona nadal ma szansę na zdobycie trypletu, ale ostatnio konsekwentnie się od niego oddala. Dziś zespół zagra swój pierwszy, i oby nie ostatni, finał, aby utrzymać tegoroczne aspiracje.

Barca dziś może dostać niewiarygodnego kopa na końcówkę sezonu, ale może także zostać przydeptana butem do ziemi. Starania przez całe rozgrywki pójdą na marne, jeżeli na Vicente Calderon piłkarze z Camp Nou nie obronią jednobramkowej zaliczki z pierwszego meczu. Porażka z Atletico może także spowodować obniżkę nastrojów przed próbą obrony mistrzostwa Hiszpanii. Stawka jest więc bardzo wysoka i podopieczni Enrique powinni potraktować to starcie jeszcze poważniej niż El Clasico. Ostatnio drużynie można było zarzucić wiele, a chyba głównie brak błysku wśród liderów drużyny. Messi nie strzela bramek, ale poza tym wygląda bardziej ospale niż jeszcze parę miesięcy czy nawet tygodni temu. Neymarowi nie można odmówić starań, ale jego dryblingi nie są już tak zaskakujące dla rywali. Paradoksalnie najwięcej drużynie może dać Luis Suarez, który potrafi przez 60 minut być totalnie niewidoczny, żeby w końcówce znaleźć się dwukrotnie w odpowiednim miejscu i odmienić losy pojedynku. Tak było na Camp Nou i dziś kibice powinni liczyć właśnie na Urugwajczyka.

Przed meczem fani futbolu uwielbiają wyszukiwać smaczków, które mogłyby pomóc w wytypowaniu faworyta, ale fakt jest taki, że ciężko znaleźć klucz, według którego moglibyśmy ustalić, kto dziś ma większe szanse na awans. Z jednej strony Luis Enrique nie przegrał do tej pory żadnego z siedmiu meczów, które rozegrał z Los Colchoneros w trakcie trenowania Barcelony. Z drugiej strony chyba wszyscy pamiętamy ostatni dwumecz w Lidze Mistrzów pomiędzy Rojiblancos a Blaugraną. Poza tym banda Simeone na pewno rzuci się na rywala od pierwszych minut, podobnie jak to miało miejsce dwa lata temu, kiedy po dziesięciu minutach Atletico swoimi szansami mogło obdzielić następne dwa mecze.

Jak wygląda sytuacja kadrowa? Barcelona nie będzie mogła skorzystać ze wszystkich zawodników. Na pewno nie zagrają dwaj obrońcy – Mathieu oraz Vermaelen. Uraz Belga to „świeża” sprawa, ale Francuz pozostaje pod opieką medyczną już od czasu powrotu ze zgrupowań kadr narodowych. Poza tym nie zobaczymy kontuzjowanego od pewnego czasu Sandro, a także Rafinhy, który odczuwa dyskomfort po przegranym spotkaniu w San Sebastian. Lista nieobecnych w Atletico jest mniej okazała, bo na dobrą sprawę znajdują się tylko na niej kontuzjowany Tiago oraz Torres, który w starciu na Camp Nou obejrzał czerwoną kartkę. Niepewni gry są Savic oraz Gimenez, ale wydaje się, że przynajmniej jeden z nich będzie dziś gotowy do gry.

Jeżeli jest spotkanie, które ma być przełomem w grze drużyny, to właśnie takie nadarza się dziś. Enrique bagatelizuję stawkę, mówiąc, że nie jest to najważniejszy mecz w sezonie, ale na ten moment trzeba się nie zgodzić ze szkoleniowcem Barcelony. Jego podopieczni zawalczą dziś o szansę na obronienie trypletu, a patrząc przez pryzmat całego sezonu, wydaje się, że nie ma lepszego momentu, aby móc śmiało zakładać takie plany.

13.04.20156, godz. 20:45, Estadio Vicente Calderon
Ćwierćfinał Ligi Mistrzów, 2. mecz
Atletico Madryt – FC Barcelona

Przewidywane składy:

Atletico: Oblak– Juanfran, Godin, Lucas, Filipe Luis – Saul, Gabi, A. Fernandez, Koke – Griezmann, Carrasco

Barcelona: ter Stegen – Alves, Pique, Mascherano, Alba – Busquets, Iniesta, Rakitic – Messi, Suarez, Neymar

Opinie redaktorów:

Wojciech Olszowy (DumaKatalonii.pl): Przed zespołem Barcelony prawdopodobnie najgorętsze 90 minut w tym sezonie. Nie ma się, co łudzić, że na Vicente Calderón będzie piknikowa atmosfera. Zaliczka z pierwszego spotkania jest zdecydowanie niewystarczająca, by podejść do tego spotkania na luzie. Trudno wskazać faworyta. Na Camp Nou obie ekipy pokazały swoją siłę. Kto wie, jak wyglądałby ten mecz, gdyby nie czerwona kartka Torresa. Jednak zespół Luisa Enrique nie raz udowodnił, że umie grać pod ogromną presją. Mój typ: 1:1.

Przemysław Kasiura (BlogFCB.com): To bedzie bardzo trudny bój i Atletico będzie chciało za wszelką cenę wykorzystać słabą formę Barcelony w ostatnim okresie. Wystarczy jeden gol i zamurowanie bramki, co niemalże udało się zrobić najpierw w jedenastu, a potem dziesięcioma piłkarzami w pierwszym spotkaniu. Nie zdziwi mnie porażka Barcelony, bo Blaugrana ostatnio obniżyła loty, a Atletico nie tylko wie, jak poradzić sobie z piłkarzami gości, ale również na pewno wykorzysta atut swojego boiska.