PORADNIK – Jedziesz na mecz FC Barcelony? Zobacz jak oszczędzić na kosztach wyjazdu!

Czy dla kibica piłkarskiego jest większa piłkarska radość, niż podziwianie swojej ukochanej drużyny na własne oczy? Moim zdaniem nie, ale niestety dla polskich cules, ukochane Camp Nou jest za daleko od naszego kraju. Tak sądzi większość kibiców i nawet nie dopuszcza myśli , że zobaczenie Messiego i spółki nie jest tak odległe, ograniczając się do podziwiania drużyny w telewizji. Byłem jednym z tych kibiców, ciesząc się, że mogę podziwiać tak “tłuste” lata mojej drużyny. I tu nasunęło się pytanie: jak długo FC Barcelona będzie bezapelacyjnie najlepszym zespołem na świecie, mając w składzie takich magów futbolu jak Messi, Neymar czy Iniesta? Tego nie wiemy, ja postanowiłem nie czekać, aż będzie za późno i za wszelką cenę zobaczyć na żywo moich idoli. Ten poradnik jest dla wszystkich cules, którzy dojdą do tego samego wniosku i będą chcieli spełnić marzenie, jakim jest dopingowanie Blaugrany. A jak tego dokonać? Wbrew pozorom nie jest to takie kosztowne i trudne, jak się wydaje. Za miesiąc startuje sezon La Ligi, więc teraz jest czas na zorganizowanie wyprawy, zaoszczędzenie środków i przygotowania gardła na bite 90 minut dopingu z trybun Camp Nou. Postaram się opisać jak najlepiej wszystkie znane mi sposoby, aby każdy kibic mógł znaleźć coś dla siebie, niezależnie od wymagań i zasobów portfela. Zapraszam!

I. Wyjazdy zorganizowane

a) Fan Club Barca Polska

Polska Penya organizuje kilka razy w sezonie wyjazdy na mecze FC Barcelony, najczęściej na Camp Nou. Aby wyjechać na spotkanie Blaugrany trzeba jednak być członkiem fan clubu. Do FCBP dołączyć może każdy, niestety nabór prowadzą tylko w czerwcu, wiąże się o także z niewielką kwotą wpisową, która opiewa na kilkadziesiąt złotych. Warto dodać, że członkostwo w tej Penyi umożliwia nie tylko wyjazdy na mecze, ale także możliwość udziału w zjazdach kibiców. Ogromnym plusem jest zapewne spędzenie kilku dni w gronie kibiców i to, że nie musimy nic załatwiać, wszystkim zajmują się organizatorzy. Minusem takich wyjazdów jest to, że wybór meczu jest z góry zaplanowany, koszt (za osobę) to około 1300-1500 zł (cena zawiera bilet na mecz, transport luksusowym autokarem i noclegi- spędza się w Barcelonie kilka dni), do czego trzeba doliczyć koszty jedzenia i innych atrakcji. Jednak to nie zmienia faktu, że wyjazd z FCBP jest jednym z najatrakcyjniejszych możliwych sposobów na obejrzenie meczu Barcy.

b) wycieczki z biurami podróży

Tu nie ma co dużo pisać, jeśli chcesz wydać  bardzo dużo pieniędzy to jest opcja dla Ciebie. Na allegro aż roi się od pośredników sprzedających bilety po cenie często 5 razy wyższej niż tej w kasie przy stadionie.  Biura podróży upadają jedno za drugim, więc poważnie się zastanów, zanim się zdecydujesz na taką formę wyjazdu. Stanowczo odradzam tego typu wycieczki, chyba, że nie masz czasu na planowanie podróży, rezerwowanie hoteli, wybieranie atrakcji i nie liczysz się z kosztami.

II. Wyjazdy niezorganizowane

To moim zdaniem bardzo ciekawa opcja, możesz sam sobie wszystko zaplanować i zrobić po swojemu. W dodatku oszczędzisz mnóstwo pieniędzy, a ile dokładnie- zależy od Ciebie. Tutaj to Ty decydujesz na jak długo wyjeżdzasz, co chcesz zobaczyć i gdzie zamierzasz spać.

Przed podróżą:

Planujesz wyjechać z kraju, jesteśmy w strefie Schengen, ale kontrole na granicach są możliwe. Upewnij się, że Twój paszport/dowód osobisty nie stracił ważności. Polecam wykupić dodatkowe ubezpieczenie (dla studentów poniżej 26. roku życia polecam Euro 26, dzięki któremu nie ucierpi portfel, a dodatkowo umożliwia otrzymanie dodatkowych zniżek w muzeach), aby za granicą móc liczyć na bezpłatną opiekę medyczną. Przed wyjazdem polecam pouczyć się języka hiszpańskiego, chociaż samych zwrotów. Hiszpanie to bardzo mili ludzie, ale z wyjątkiem młodzieży i turystów, mało kto posługuje się tam językiem angielskim. Przypominam, że jedziesz do Katalonii, pełnej nacjonalistów gardzących wszystkim co hiszpańskie, więc licz się z tym, że “tubylcy” mogą udawać, że nie porozumiewają się w castellano. W każdym przewodniku po Barcelonie znajdziesz podstawowe zwroty po katalońsku.  Pozostaje kwestia najważniejsza: kupno biletu. Możesz kupić go przez sieć lub na miejscu:

a) przez sieć- omijaj szerokim łukiem pośredników sprzedaży biletów, ponieważ za bilet przepłacisz co najmniej dwukrotnie. Aby kupić bilet w normalnej cenie, wejdź na oficjalny hiszpański serwis sprzedaży biletów- Servicaixa lub na oficjalną stronę klubu FC Barcelona. Obie witryny mają anglojęzyczne wersje i bez problemu można kupić tam bilet. Pod warunkiem, że masz kartę kredytową (polskich kart płatniczych/ bankomatowych nie akceptują). Bilet można wydrukować w rozsianych po Barcelonie bankomatach servicaixa (bez obaw, są na każdym kroku, idąc przez miasto bez problemu je znajdziesz), lub przyjść na Camp Nou z wydrukowanym potwierdzeniem zakupu, dowodem osobistym kartą kredytową. Tam też bilet wydrukują.

b) na miejscu- Camp Nou zapełnia się do ostatniego miejsca tylko w kilku przypadkach: Gran Derbi Europa z Realem Madryt (na ten mecz bilety kupują tylko socios- członkowie FC Barcelony), Derbi Catalunya z Espanyolem i mecze w zaawansowanej fazie Ligi Mistrzów. Jeśli wybierasz się na mecz ligowy ze średniakiem, to na pewno dostaniesz bilet, przyjdź tylko dzień wcześniej, bo w dniu meczu są ogromne kolejki. Jeśli w kasie nie będzie biletów (co poza wymienionymi przypadkami się nie zdarza), to pod stadionem chodzą panowie, którzy sprzedają bilety, ale oczywiście nieco drożej. Warto wtedy poczekać do ostatniej chwili przed meczem, żeby taki sprzedawca był powiedzmy bardziej zmotywowany, żeby sprzedać bilet.
Na jaki bilet się zdecydować? Miejsca na Camp Nou są podzielone na 3 typy, najlepszy współczynnik widok/cena ma 2 kategoria, na którą sam się zdecydowałem. Odradzam miejsca z najwyższej trybuny- są najtańsze, ale widać dosyć niewiele, a skoro to ten Twój wymarzony wyjazd, to aż tak nie musisz oszczędzać na głównej jego atrakcji. Cena biletów uzależniona jest od wagi spotkania, w meczu ligowym zwykle od 15 euro na trybunie lateral do 120 euro za miejsce w sektorze VIP.

Ok, mamy bilet i chęci, jak dostać się do Barcelony?

a) samochodem
Jeśli masz własne cztery kółka i chcesz nimi się dostać na mecz, przed Tobą trudne zadanie. Z Wrocławia do Barcelony jest 2000km, z głębi kraju jeszcze więcej. Przy dzisiejszych cenach paliw i autostrad (zwłaszcza we Francji- jeśli jedziesz przez ten kraj i chcesz zaoszczędzić, omijaj autostrady szerokim łukiem. W Niemczech są darmowe, w Hiszpanii płatne, ale nie są drogie) to bedzie kosztowny wybór, ale to doskonały pretekst, żeby zwiedzić Europę, po drodze możesz przecież zatrzymać się i zobaczyć, co tylko chcesz.

b) samolotem
Lecąc tanimi liniami lotniczymi np. Wizzair, Ryanair i wcześnie rezerwując bilet w obie strony, może być to bardzo oszczędny środek transportu, nawet 250 zł/osoby w jedną stronę.

c) autokarem
Istnieją połączenia między Polską, a Hiszpanią takich firm przewozowych, jak Sindbad czy InterBus. Cena 850zł w obie strony/osobę. Ekonomiczna alternatywa dla ludzi, którzy boją się latać samolotami.

d) AUTOSTOP!
Masz ochotę przeżyć niemałą przygodę? Chcesz zaoszczędzić na podróży? No to musisz jechać autostopem :) Sam wybrałem ten środek transportu. Wymaga jednak przygotowania. Przede wszystkim, musisz psychicznie przygotować się na chwile euforii i załamania. Nauka podstawowych zwrotów w językach krajów, przez które zamierzasz jechać to obowiązek. Warto także założyć konto na portalu www.couchsurfing.com, który polega na udostępnianiu przez ludzi ZA DARMO noclegów na całym świecie. Uzupełnij profil i napisz do paru osób z samej Barcelony, ja pisałem do oporu :) W zamian warto wziąć dla nich podpisaną pocztówkę i bardzo cenioną w Hiszpanii polską wódkę. Jeśli nie chcesz nikogo poznawać na miejscu, to w Barcelonie są hostele (od 30 euro/osoba i drożej) i pola namiotowe (ok 20 euro za namiot/doba) . Jednak na polską kieszeń są całkiem drogie. W podróż autostopem polecam wyruszyć w miesiącach maj- wrzesień, gdyż wtedy jest ciepło (zwłaszcza na południu Europy) i spokojnie można spać pod namiotem. Jakie są miejsca idealne do łapania stopa? Zacząłem podbój Europy we Wrocławiu (do tego miasta dojechałem pociągiem). Na wylotówce z miasta w stronę Drezna jest hipermarket, przy którym jest stacja benzynowa. W trasie trzeba poruszać się po autostradach, ważne, aby prosić kierowców, żeby wysadzali nas na stacjach benzynowych- na autostradzie jest zakaz ruchu pieszych. I najlepsze miejsce do łapania stopa, w podróży powrotnej, to największy parking tirów w Europie. Znajduje się na granicy hiszpańsko-francuskiej i nazywa się La Jonquera. Tam aż roi się od Polaków :) jeśli Twoją wymówką jest brak kasy, to wiedz, że jadąc autostopem i śpiąc przez couchsurfing, koszta podróży można ograniczyć do 200-300zł, wliczając w to bilet, jedzenie i parę atrakcji.

Ok, jestem w Barcelonie, co warto zobaczyć? Jak poruszać się po mieście?

Na początku warto wymienić sobie walutę w kantorze internetowym – jest to aktualnie najbardziej bezpieczna i oszczędna opcja na zakupienie euro. My polecamy ergokantor.pl. Barcelona to miasto o powierzchni Warszawy, a mieszka tam 5 razy więcej ludzi. W ciągu dnia na ulicach panuje chaos i korki. Między 12 a 15, kiedy jest siesta, bywa w miarę spokojnie. Najtańszym i najszybszym środkiem transportu jest metro. Polecam kupić bilet T-10,dzięki któremu można odbyć 10 dowolnych kursów za 0,9 euro każdy. Aby dojechać do Camp Nou, należy pojechać linią L-3 (zielona) i wysiąść na stacji Les Corts lub Maria Cristina.
Co zwiedzić? Każdy uznaje, co warto zobaczyć, dla mnie (oprócz meczu oczywiście) obowiązkowe punkty to Camp Nou Experience (wycieczka po muzeum Barcelony, strefie multimedialnej i oprowadzanie po stadionie blaugrany. Droga zabawa, bo 22 euro od osoby, ale warto! Dodatkowo płatna możliwość zrobienia sobie zdjęcia z autentycznym Pucharem Mistrzów!), kąpiel w Morzu Śródziemnym, Parc Guell, Casa Mila i inne zabytki Barcelony autorstwa  katalońskiego architekta Gaudiego. Wszystkie warte zobaczenia miejsca w BCN znajdziecie w  przewodnikach.

Mam nadzieję, że ten poradnik pomoże choć jednej osobie wstać sprzed komputera i ruszyć do Katalonii, aby spełnić swoje bordowo-granatowe marzenie, albo chociaż uświadomi, że cel nie jest tak odległy, jak się wydaje. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć udanej podróży!

Blaugrana w obiektywie III: Era Guardioli

Dla kibiców “Barcy” nastały niełatwe czasy. Po latach, kiedy byliśmy najbardziej rozpieszczonymi fanami na świecie jesteśmy świadkami trzeciego z rzędu sezonu, który jest dla “Dumy Katalonii” gorszy, niż poprzedni. Dziś zapraszam do przeżycia raz jeszcze najlepszego okresu w historii klubu FC Barcelona i przypomnienia sobie jak to było, gdy jakości i stylu zazdrościł nam cały świat. To już trzeci odcinek cyklu “Blaugrana w obiektywie” i przypomnimy sobie dziś czasy Pepa Guardioli w Barcelonie!

1. Potrzeba zmian

Sezon 2007/08 był ostatnim pod wodzą Franka Rijkaarda. Kolejny rok bez tytułu i kompromitacja na Estadio Santiago Bernabeu, rozpoczęta upokarzającym pasillo, a zakończona wynikiem 1:4 pokazuje najlepiej, jak źle działo się w klubie.
Był to dzień 7. maja 2008r.

2.Początek cyklu

Ówczesny prezes klubu, Joan Laporta zdecydował się na odważny ruch. Zatrudnił młodego, obiecującego trenera, który w przeszłości spędził niespełna 20 lat w klubie w roli piłkarza, a ostatni sezon prowadził rezerwy w trzeciej lidze. Asystentem Guardioli został jego przyjaciel z czasów La Masii, Francesc “Tito” Vilanova.

3. Konieczność zmian

Z klubem pożegnali się m.in. Ronaldinho, Dos Santos i Deco, w ich miejsce przybyli tacy piłkarze jak Alves, Pique, Pinto, Keita czy… Hleb.

4. Trudne początki

Sezon nie rozpoczął się dobrze dla “Blaugrany”. Po dwóch kolejkach piłkarze Guardioli mieli zaledwie punkt (pokażka w Numancii i remis z Racingiem), a w kwalifikacjach do Champions League ulegli w rewanżowym meczu w Krakowie z miejscową Wisłą.

5. Pierwszy triumf

Swoje debiutanckie Gran Derbi na Camp Nou Pep wygrał 2:0 po golach Eto’o i Messiego w końcówce meczu. To początek serii sześciu wygranych Los Classicos z rzędu.

6. Zdemolowany Bayern

Wysokie zwycięstwo w ćwierćfinałowym dwumeczu z Bayernem to sygnał dla rywali, że Barcelony znów trzeba się bać. Dzienniki wyprzedzały się w zachwytach nad Messim i umiejętności dominowania rywali. Pojawiały się pierwsze porównania z “Dream Teamem” Johana Cruyffa.

7. Triumf na Bernabeu

Tuż przed rewanżowym meczem w półfinale Champions League podopieczni Guardioli udali się na ligowy mecz z Realem w Madrycie. Byliśmy wtedy świadkami pokazu siły “Blaugrany” i największego upokorzenia “Królewskich” od lat.

8. Iniestazo na Stamford Bridge

Chelsea prowadziła 1:0 w doliczonym czasie gry, a Barca do tej pory nie oddała nawet jednego celnego strzału na bramkę Petra Cecha. Cudowny strzał Iniesty uratował jednak Barcelonę i dał upragniony awans do finału.

9. Pierwsze trofeum

W finałowym meczu przyjaźni przeciwko Athletic Club w pamięć zapadły ogłuszające gwizdy w czasie odgrywania hymnu Hiszpanii. W finale trzy lata później organizatorzy będą zmuszeni wzmocnić stadionowe nagłośnienie, by hymn było słychać. Barca wygrała 3:1 i zdobyła pierwsze trofeum od lat.

10. Odzyskany prymat w lidze

Po dwuletniej dominacji Realu w La Liga  przyszła kolej na Barcelonę. 89 punktów wystarczyło, by zdobyć upragnione trofeum. Przed zespołem Guardioli pozostało tylko jedno wyzwanie: finał w Rzymie!

11. Copa, Liga, Champions!

Historyczny tryplet dopełnił się po emocjonującym finale w Rzymie i golach Eto’o oraz Messiego. Debiutancki sezon Pepa Guardioli okazał się jak dotąd najlepszym w historii klubu.

12. Nietrafione transfery

Guardiola chciał udoskonalać model Barcy. Dmytro Czygryński miał być następcą Puyola, a Ibrahimović miał rozszerzyć dominację Barcy o grę w powietrzu. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.

13. Sześć pucharów w osiem miesięcy

Pokonując w finałach Sevillę, Szachtar Donieck i Estudiantes La Plata, FC Barcelona dołożyła do kolekcji Superpuchar Hiszpanii, Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata. Pep Guardiola nic więcej nie mógł już wygrać z Barceloną, pozostała walka o powtórzenie tego wyczynu.

14. Kolejne ligowe Gran Derbi wygrane

W sezonie 2009/10 Barca po raz kolejny wygrała obydwa mecze z Realem Madryt. Na Camp Nou padł wynik 1:0 po golu Zlatana Ibrahimovicia, a na Santiago Bernabeu 2:0 po trafieniach Messiego i Pedro.

15.”The Special One” przybywa po raz pierwszy

W półfinale Ligi Mistrzów niespodziewanym zwycięzcą okazał się Inter Mediolan prowadzony przez Jose Mourinho. To początek rywalizacji na linii Guardiola-Mourinho, która będzie pasjonować piłkarski świat przez nabliższe lata.

16. 99 punktów i tytuł mistrzowski “na pocieszenie”

Zdobycie “tylko” tytułu La Liga przyjęto jako porażkę i pokazało to zarówno siłę Barcy, jak i nasze rozpieszczenie. Nie pomógł nawet nowy rekord ligi zdobyczy punktowej- nikt wcześniej nie zdobył 99 punków w lidze. Obecnie rekord należy do Realu Mourinho (2011/12) i Barcy Vilanovy (2012/13).

17. Nowy prezes

To moim zdaniem początek zmian w niewłaściwym kierunku. Zły wizerunek w mediach i nieprawidłowości finansowe za rządów Laporty sprawiły, że do władzy w Barcelonie doszedł jego były współpracownik, a ówcześny opozycjonista, Sandro Rosell.

18. Poszukiwania ’9′ trwają

Wcześniej zrezygnował z Eto’o i Ibrahimovicia, tym razem sprowadził za 40 milionów euro Davida Villę, świeżo upieczonego zwycięzcy południowoafrykańskiego Mundialu. Ostatecznie Villa zostanie w Barcelonie lewoskrzydłowym, a na środku ataku będzie rządzić Messi. Podczas tego okienka do klubu trafił także m.in. Mascherano i Adriano, a pożegnano Henry’ego, Marqueza i Czygryńskiego.

19. La Manita!

Media ogłaszały, że 29. października na Camp Nou, pod wodzą Jose Mourinho przybywa najsilniejszy Real w historii. Skończyło się upokarzającym 5:0 po golach Xaviego, Pedro, Villi(dwóch) i Jeffrena. Możliwe, że w tym meczu oglądaliśmy najlepszą Barcelonę czasów Guardioli.

20. Apogeum potęgi Barcy: trzech wychowanków w finałowej trójce po “Złotą Piłkę”

W finale plebiscytu “Ballon d’Or” znaleźli się Xavi, Iniesta i Messi. Ostatecznie to Argentyńczyk zdobył miano najlepszego piłkarza 2010r., wzbudzając polemikę na temat kryteriów przyznawania tej nagrody.

21. Maraton Gran Derbi

W ciągu trzech tygodni, pomiędzy 16. kwietnia i 3. maja byliśmy świadkami czterech pojedynków pomiędzy Barcą i Realem. “Królewscy” zdołali zwyciężyć po dogrywce w finale Copa del Rey 1:0 i wywalczyć remis u siebie w lidze, natomiast Katalończycy zwyciężyli w dwumeczu półfinału CL 3:1. Po pierwszym z tych spotkań Jose Mourinho na konferencji prasowej pokazał wyjątkowe show pod tytułem “¿Por qué?”, dzięki czemu prasa całe dni mówiła o tym, a nie o słabszej dyspozycji jego zespołu.

22. Wembley zdobyte!

Po kolejnym emocjonującym finale Champions League, na New Wembley FC Barcelona pokonała Manchester United 3:1 po golach Pedro, Messiego i Davida Villi. Sir Alex Ferguson po meczu przyznał, że tego wieczora mierzył się z najsilniejszą drużyną, jaką kiedykolwiek widział. Trudno o większy komplement dla Pepa Guardioli. Niezmiernie cieszył także powrót Puyola po kontuzji i Erica Abidala po pokonaniu raka wątroby.

22. Na Camp Nou przybywa Cesc, Alexis i… katarscy szejkowie

Duma Barcelony, świętość bordowo-granatowej koszulki, której “nie można było kupić” została sprzedana za petrodolary. Po 112 latach bez reklam na koszulce zaczął widnieć nadruk Qatar Foundation, który jeszcze tak nie raził oczy jak obecna reklama katarskich linii lotniczych.

23. “Brudny” Superpuchar

Po widowiskowym dwumeczu zakończonym wynikiem 5:4 dla Barcy podopieczni Jose Mourinho po raz kolejny nie potrafili godnie przyjąć porażki. Zaczęło się od brutalnego faulu Marcelo na Fabregasie, a skończyło bijatyką, czerwonymi kartkami i palcem Mou w oku “Tito” Vilanovy.

24. Kolejny Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata

Rok 2011 Barca zakończyła z dwoma kolejnymi trofeami. W lidze Pep Guardiola zdobył (jak do tej pory) po raz ostatni Santiago Bernabeu, zwyciężając 3:1. Messi zdobył czwartą z rzędu Złotą Piłkę, a Pep (podobno) podjął decyzję o opuszczeniu Barcelony po zakończeniu sezonu.

25. Najgorszy tydzień Guardioli

Od 22. kwietnia 2012r. w ciągu tygodnia Barca straciła szansę na obronę mistrzostwa Hiszpanii po porażce na Camp Nou z Realem 1:2, a także poległa w półfinale przeciwko Chelsea, remisując u siebie 2:2. Dwa dni później Pep zwołał konferencję prasową, na której ogłosił, że nie przedłuży trwającego do 30. czerwca 2012roku kontraktu.

26. Pożegnanie na Camp Nou

Po ostatnim meczu na Camp Nou przeciwko Espanyolowi (4:0) Pep dostał pożegnanie godne legendy, którą został. Były podziękowania, transparenty, przemówienia i Coldplay. Cztery lata jego kadencji na ławce trenerskiej to bez wątpienia najlepszy okres w bogatej historii klubu.

27. Ostatni puchar dla Abidala

Licznik pucharów Ery Guardioli stanął na liczbie 14. Ostatni puchar jego piłkarze wywalczyli w meczu przeciwko Athletic Club, a więc dokładnie ten sam rywal i te same rozgrywki, co pierwsze w karierze trofeum Pepa. Historia zatoczyła koło, nie ma chyba kibica Barcy, który po cichu nie marzy o powrocie trenera z Santpedor na ławkę klubu z Barcelony.

źródła zdjęć: ibtimes.co.uk, archivo.marca.com, trrsf.com, goal.com, images.china.cn, ligafutbol.net, zimbio.com, blogspot.com, uefa.com, sportige.com, esport3.cat, rtve.es, telegraph.co.uk, photoshelter.com, eltiempo.com, examiner.com, mirrorfootball.co.uk, portaldeportivo.com, sport.es, tumblr.com, fcbarcelona.com, fanpop.com, eurosport.com, mundodeportivo.com, soccercentralph.com

Zapraszam także do lektury poprzednich odcinków z cyklu “Blaugrana w obiektywie”:
historia Les Corts i 50 twarzy Cruyffa

“Tatastrofa” czy trudny początek nowego cyklu?

Sezon 2013/14 powoli dobiega końca, dziennikarze już upatrują zespół “Dumy Katalonii’ jako największych, obok Milanu i Manchesteru United, przegranych tego sezonu. Dla klubu o tak wielkim potencjale kadrowym pod koniec kwietnia matematyczne szanse(niczym polskiej kadry pod koniec eliminacji) na jedno trofeum to bez wątpienia rozczarowanie. Podczas gdy dzienniki prześcigają się w typowaniu następców obecnego szkoleniowca Barcy ja chciałbym przeanalizować dotychczasowe sukcesy i porażki Gerardo “Taty” Martino w Barcelonie oraz zastanowić się, czy rzeczywiście jego zwolnienie z posady to jedyna szansa na poprawę gry zespołu w przyszłości.

Oczywistym jest to, że łatwiej stawiać zarzuty, niż bronić, chciałbym więc zacząć od pozytywnych aspektów gry zespołu i próby usprawiedliwienia argentyńskiego szkoleniowca, ponieważ w ostatnim czasie, po trzech porażkach z rzędu jesteśmy świadkami medialnej prawidłowości “zwycięża zespół, przegrywa trener”.

Odrodzenie Alexisa i Pedro

W ostatnich latach grze Barcelony zarzucano Messidependencię, czyli wręcz patologiczną zależność od gry Leo Messiego, której apogeum byliśmy świadkami w sezonie 2012/13, za kadencji Vilanovy i Roury. To, na co nie znalazł sposobu ani Pep Guardiola, ani wcześniej wymienieni szkoleniowcy udało się Martino. Podczas kilkumiesięcznej nieobecności najlepszego piłkarza świata zespół grał świetnie, a być może najlepsze miesiące w karierze notowali Alexis Sanchez i Pedro Rodriguez. Obaj wykazywali się świetną skutecznością, ten duet po 34. kolejkach ligowych ustrzelił już 32 gole(17 Sanchez i 15 Pedro) z 94 strzelonych przez zespół, podczas gdy po całym zeszłym sezonie mieli w sumie goli 15, a Alexis był wygwizdywany na Camp Nou.

Umiejętne rotacje

Przed przyjściem “Taty” Martino narzekaliśmy także na to, że trenerzy zbyt często grali tym samym ustawieniem, a młodzi gracze dostawali mniej szans, niż kiedykolwiek. Martino z pewnością nie dba o młodzież tak jak chociażby De Boer czy Van Gaal, ale mimo wszystko częściej pozwalał grać takim zawodnikom jak Bartra, Montoya czy Sergi Roberto. Każdy z nich zagrał kilkanaście razy w lidze, a Marc Bartra powoli staje się ulubieńcem kibiców z Camp Nou. Moim zdaniem przy obecnej sile składu młodzi wychowankowie dostali szanse na miarę swoich możliwości. Również podobać się może umiejętne rotowanie linią pomocy w zależności od rywala i natężenia spotkań, dzięki czemu równe szanse na grę i odpoczynek miał każdy z trio: Xavi, Cesc, Iniesta. Oczywiście za te decyzje kilkakrotnie Martino został skrytykowany,zwłaszcza po wpadkach na wyjazdach z niżej notowanymi rywalami, jednak nie zmienia to faktu, że Martino potrafi zarządzać składem.

Ożywienie pressingu

Człapiący Fabregas i bezproduktywnie biegający Pedro- taki obraz walki o piłkę widzieliśmy w feralnym dwumeczu z Bayernem w zeszłym sezonie. Martino przyszedł do drużyny z renomą speca od pressingu i trzeba przyznać, że ten element gry poprawił się jak żaden inny. Piłkarze ciężko pracują tuż po stracie piłki, co często kończy się przechwytami, nawet w okolicach pola karnego rywali.

Bardziej bezpośrednia gra

Dla jednych to atut, dla innych mankament. Prawda jest niestety taka, że należało zmienić styl rozgrywania piłki. Pomysł Martino to częstsza gra skrzydłami kosztem środka i więcej bezpośrednich zagrań obarczonych większym ryzykiem. Odbyło się to kosztem mniejszej kontroli meczu i konieczności częstszej walki o piłkę, jednak i to wyszło na dobre- przejęte piłki po uprzednich stratach umożliwiły opcję szybkich piłek do napastników, dzięki czemu “Barca” strzeliła kilka ważnych goli po kontratakach.

Poprawa ofensywnych stałych fragmentów gry

Pod wodzą argentyńskiego szkoleniowca Barcelonie nie tylko zdobywa gole po rzutach wolnych Messiego, ale także po rzutach rożnych. Do tej pory były sporadyczne trafienia po dośrodkowaniach z narożnika, jednak w tym sezonie działo się to częściej niż zwykle, a odejście od krótkiego rozgrywania tych stałych fragmentów gry przyniosło wiele zagrożenia pod bramką rywali “Blaugrany’ w tym sezonie

Nie tylko 4-3-3

Od kilku sezonów trwa walka trenerów o próbę modyfikacji ustawienia lub ról na boisku, by utrudnić rywalom przewidywanie schematów akcji “Dumy Katalonii”. Pep Guardiola próbował z ustawieniem 3-4-3 i moim zdaniem tylko szczęścia zabrakło, byśmy opiewali dziś to taktyczne posunięcie. Niezależnie od obsady linii ofensywnych Barca zawsze jednak grała trzema napastnikami. ”Tata” miał inny pomysł. W meczach z silniejszymi rywalami grał najczęściej dwójką napastników Neymar-Messi, do których w zależności od rozgrywanej akcji dołączał Iniesta na skrzydle bądź Fabregas w środku. To między innymi dlatego zespół wyglądał tak dobrze w meczach ligowych z Realem czy w 1/8 Champions League przeciwko “The Citizens” Eksperyment ten zawiódł tylko w meczach przeciwko Atletico, ale na ekipę Simeone w tym sezonie sposobu nie znalazł jeszcze nikt.

Z drugiej strony to trener jest odpowiedzialny za wyniki zespołu i mimo źle prowadzonej polityki kadrowej przez zarząd klubu (m.in. odejście Thiago, Abidala, brak godnego następcy Keity) to trener powinien osiągać możliwie najlepsze wyniki z daną kadrą. Moim zdaniem prawdziwym sprawdzianem będzie następny sezon (o ile Martino zostanie w klubie), ponieważ będzie on mieć dostatecznie dużo czasu na przygotowanie drużyny w pre-seasonie i zbudowanie drużyny wedle swojego pomysłu podczas okienka transferowego. Mimo to poza oczywistym brakiem trofeów można zarzucić zespołowi wiele.

Bez stylu, bez wyników

Nie wiem jak Wy, ale ja po przegranych półfinałach Champions League w 2010 i 2012r. czułem wielką niesprawiedliwość. Odpadliśmy ze słabszymi piłkarsko rywalami, a wynik ten był ogromną sensacją. Jedyną rekompensatą był styl, którego zazdrościł Barcelonie cały świat. Rok temu po porażce sensacji nie było (poza rozmiarami klęski), jednak przegraliśmy z naprawdę wielkim zespołem. Na pocieszenie był także ważny triumf w La Liga z ogromną przewagą nad rywalami z Madrytu. Teraz nie było sensacji w odpadnięciu z Ligi Mistrzów, nie była zaskoczeniem porażka w finale z Realem, nie będzie też sensacją brak obrony tytułu mistrzowskiego na krajowym podwórku. Jako kibic pogodzony jestem z faktem, że Barca nie jest najlepszym zespołem świata, moim zdaniem przy obecnym zarządzie to i tak sukces, że nie sprzedano Messiego (choć kto wie). Jednak gdy po nijakiej grze “Barca” przegrywała w Grenadzie i Valladolid, nic nie było w stanie bronić Martino. Cztery remisy i porażka w pięciu meczach ze słabszym kadrowo Atletico to także nie jest powód do dumy dla tenera Barcelony.

Klapa na linii Neymar-Messi

Nie zrozumcie mnie źle; ja wcale nie oczekiwałem cudów od Neymara. Słuchałem konferencji Martino, który mówił, że ci gracze dopiero się poznają i wkrótce ich gra będzie wyglądać lepiej. Faktem niestety jest to, że w tym sezonie Neymar i Messi nie tworzyli duetu, który miał straszyć piłkarską Europę. Nie tworzyli duetu wcale. Co prawda Brazylijczyk asystował kilkakrotnie przy bramkach Pchły, jednak współpraca tych piłkarzy jak do tej pory nie układała się na miarę wydanych pieniędzy i naszych oczekiwań

Brak naprawy defensywnych stałych fragmentów gry

Przyznaję, że ten zarzut jest nieco niesprawiedliwy, ponieważ to nie wina Gerardo Martino, że do klubu nie przyszedł klasowy obrońca lub defensywny pomocnik. Całe mnóstwo traconych goli zwłaszcza po rzutach rożnych to problem Barcy od dawna i wynika poniekąd z modelu składu Barcy, jednak często padały one po ewidentnych błędach w kryciu i braku komunikacji.

Nieudany eksperyment z Iniestą blisko lewego skrzydła

Krytyka, jaka spadła na Andresa Iniestę w początkowej fazie sezonu była w mojej opinii konsekwencją złej decyzji trenera. Ustawił on Iniestę za Neymarem, bliżej linii bocznej, niż środka pola. W efekcie piłkarze ograniczali się nawzajem, a to, co Iniesta potrafi zrobić przy większej swobodzie byliśmy świadkami wiosną, gdy powrócił on do swojej naturalnej roli i grał fenomenalnie.

Bolesna bezradność w meczach z Atletico

O porażkach z “Los Colchoneros” już wpominałem, ale należy podkreślić, że Martino w tym sezonie mierzył się z ekipą Diego Simeone już w sierpniu i od tego czasu gra piłkarzy z Madrytu nie uległa zmianie. Byliśmy świadkami czterech podobnych, zakończonych remisem meczów i ostatniego, zakończonego zasłużonym zwycięstwem Rojiblancos na Estadio Vicente Calderon. Przez osiem miesięcy “Tata” nie znalazł sposobu na tych rywali, podczas żadnego z pięciu meczów nie potrafił zdobyć przewagi dla swojej drużyny. Mam ogromną nadzieję, że uda mu się to w 38. kolejce La Liga, niezależnie od tego, czy będzie szansa na tytuł mistrzowski (ale lepiej nie prezentować go Realowi ;)

Moim zdaniem FC Barcelona to nie Polonia Warszawa za czasów prezesury pana Wojciechowskiego i “Tata” Martino zasługuje na drugą szansę nawet jeśli nie zdobędzie poza Superpucharem Hiszpanii żadnego trofeum. Drużyna prowadzona przez niego kilkakrotnie pokazała, że jest w stanie konkurować z najlepszymi i nie wydaje mi się, że jest sens sprowadzania nowego szkoleniowca. Media ogłaszały nazwiska kilku kandydatów, oczywiście nazwiska Rudy’ego Garcii i Jürgena Kloppa należy włożyć między bajki. Obaj mają mocną pozycję w klubie, w którym się spełniają i możemy być pewni, że tego lata nie trafią na Camp Nou. Pozostają panowie Valverde i Enrique, dwaj byli gracze “Barcy”, każdy z nich wykonuje świetną pracę w klubie i ten sezon już mogą zaliczyć do udanych, w przeciwieństwie do Gerardo Martino. Nie wydaje mi się, że przyjście któregoś z nich miałoby znacznie podnieść jakość gry zespołu, to raczej kandydaci na przyszłe lata. Końcówka sezonu będzie ważna dla układu tabeli, ale jest mało prawdopodobne, by obecny trener miał zostać zwolniony. Bardziej prawdopodobna wydaje się rezygnacja z dalszej pracy przez Argentyńczyka, ale moim zdaniem do tego nie dojdzie w najbliższych miesiącach. Pozostaje ufać Martino i liczyć na dobrą współpracę zarządu, sztabu szkoleniowego i piłkarzy.

Oceny piłkarzy Barcy po meczu z Realem Madryt

W ramach 29. kolejki La Liga lider z Madrytu podejmował zespół “Dumy Katalonii”. Po bardzo emocjonującym meczu padł wynik 4:3 dla gości po bramce Iniesty i hat-tricku Messiego. Nadzieje na zdobycie tytułu ożyły na nowo w sercach kibiców Blaugrany. Jesteśmy świadkami najciekawszego sezonu La Liga w ostatnich dziesięcioleciach, a ten mecz to niewątpliwie najlepsze ”El Clasico” ostatnich lat. Zapraszamy do lektury ocen pomeczowych dla podopiecznych Gerardo Martino.

Victor Valdes -(6,5)- bezradny przy golach strzelonych przy gospodarzy, w innych sytuacjach spisywał się bardzo dobrze. Na szczęście naszego portero rywale strzelali najczęściej obok bramki, bądź prosto w niego.

Daniel Alves -(6,5)- stanowczo zbyt często dawał się ogrywać fenomenalnie grającemu Di Marii, w drugiej połowie uaktywnił się w ataku i nawet był bliski strzelenia gola, niestety piłka trafiła w słupek. Jego skuteczne przytrzymywanie piłki na prawym skrzydle było bardzo korzystne dla zespołu, gdy Barca grała już tylko o utrzymanie wyniku.

Gerard Pique -(8)- pewny, bardzo dobry mecz Katalończyka. Gerard rozegrał fenomenalne zawody, niejednokrotnie ratując zespół przed stratą bramki. Zastanawiam się, czy to nie był najlepszy mecz tego stopera w obecnym sezonie.

Javier Mascherano -(5)- znów niestety był najsłabszym ogniwem zespołu, miał co prawda parę ważnych przechwytów, ale to jego konto obciążają dwa gole Benzemy.

Jordi Alba -(7)- jego gra podobała mi się bardziej, niż grającego po prawej stronie Alvesa, był aktywny z przodu, jednak powinien podziękować świetnie pinującemu rywali po stratach “Don Andresowi”. Dobry w pojedynkach jeden na jeden i nie dawał się ogrywać Bale’owi.  Skuteczny i pewny we wszystkich aspektach gry. Alba wreszcie mnie zadziwił, grając dobrze w defensywie.

Sergio Busquets -(8)- bardzo dobrze rozprowadzał piłkę w sytuacjach, gdy drużyna budowała atak pozycyjny (74/75 celnych podań!). Poza tym notował ważne przechwyty w środku pola i nie tracił piłki przy nodze. Na tym polega gra defensywnego pomocnika w Barcelonie.

Xavi Hernandez -(7)- 96% celnych podań i dyrygowanie grą drużyny wobec dobrze zorganizowanej defensywy rywali musiały się podobać nawet przeciwnikom talentu Generała. Xavi znów pokazał, że jest nadal dobrze przygotowany wytrzymałościowo i może dawać wiele swojej drużynie.

Francesc Fabregas -(6)- mnie nieco rozczarował ten wciąż przyzwoity występ Katalończyka, po jego wysokiej formie w poprzednich meczach przyznam, że oczekiwałem na więcej. Jedno prostopadłe podanie do Messiego to za mało, by wyróżnić się na tle tak świetnie grającej drużyny.

Andres Iniesta -(8,5)- Geniusz. Świetny w rozgrywaniu piłki i w przechwycie po stracie (w sumie 7 odbiorów). W dodatku to Iniesta posyłał co jakiś czas świetne piłki do napastników i wywalczył rzut karny, który dał zwycięstwo drużynie. Nie zapominajmy też o pięknym golu otwierającym wynik spotkania.

Lionel Messi -(10-ZM)- jeśli hat-trick na Bernabeu (i asysta) to za mało, by dostać najwyższą możliwą notę, to nie wiem, kiedy miałbym przyznać notę ’10′. Kluczowy gol w końcówce pierwszej połowy, który dał impuls drużynie do walki i dwa pewnie wykonane rzuty karne, które zaowocowały trzema punktami utrzymującymi nadzieje na tytuł. Messi to prawdziwy lider, grał fenomenalnie, a ucałowany herb Barcy na Santiago Bernabeu po strzeleniu trzech goli będzie wydarzeniem wspominanym przez lata.

Neymar Jr. -(7)- był bardzo aktywny, dużo dryblował i dużą mobilnością stwarzał wiele przestrzeni kolegom z drużyny. Wywalczył też rzut karny w newralgicznym momencie meczu. Szkoda niewykorzystanej szansy, bo ocena byłaby niewątpliwie wyższa.

rezerwowi:

Pedro Rodriguez, Alexis Sanchez -(bez oceny)

Oceny piłkarzy Barcy po meczu z Osasuną

W ramach 28. kolejki La Liga na Camp Nou wciąż aktualny zespół mistrza Hiszpanii – FC Barcelona podejmował Osasunę Pampeluna. W pierwszym meczu pomiędzy tymi zespołami padł bezbramkowy remis, tym razem gospodarze nie dali szans gościom, wygrywając aż 7:0 po golach Alexisa, Iniesty, Tello, Pedro i trzech trafieniach Messiego. Rosnąca forma zespołu cieszy, a w sercach kibiców na nowo tli się nadzieja na końcowy triumf w lidze.

Victor Valdes -(6)- ledwie jeden groźny strzał rywali na bramkę naszego portero to słabiutki wynik gości. Brawa dla Victora za zachowanie koncentracji w tym prawie bezrobotnym wstępie.

Daniel Alves -(6,5)- Brazylijczyk zagrał naprawdę dobry mecz okraszony asystą przy szóstym golu drużyny. Alves nie popełniał błędów w defensywie i wniósł sporo dobrego do potencjału ofensywnego zespołu.

Marc Bartra -(5,5)- młodemu defensorowi przytrafiło się kilka prostych błędów, jednak nie przysłoniły one ogólnego wrażenia po tym meczu, ponieważ Marc grał dziś naprawdę przyzwoicie.

Javier Mascherano -(5,5)- El Jefetico także nie popisał się zbytnio w tym spotkaniu. Mało przechwytów(ale więcej, niż Bartra, który miał tylko jeden) i kilka strat, które mogły się skończyć katastrofą. Barcelonę Martino od tej Guardioli wciąż najbardziej różni brak jakości w obronie.

Jordi Alba -(6,5)- czekałem na mecz, w którym Alba mnie zaskoczy. Poczekam jeszcze przynajmniej do niedzielnego El Clasico, ponieważ Katalończyk zagrał w tym spotkaniu “po swojemu”. Pod własną bramką przeciętnie, a może nawet słabo,za często dawał się ogrywać rywalom, zwłaszcza Rierze, a w ofensywie znów świetnie. Asysta i kilka ciekawych wycieczek w pole karne rywali mogły nam się podobać. W defensywie jest jak było, a to powód do niepokoju, bo Gareth Bale jest uważany za lepszego gracza, niż Oriol Riera.

Sergio Busquets -(6)- gra rywali nakierowana na kontry skrzydłami pozbawiły Busquetsa możliwości częstych przechwytów piłki, był więc pierwszym z rozgrywających. Jego podania na ogół nie były obarczone ryzykiem, ale były skuteczne(89/96 celnych). Przy tak dużej dominacji Barcy świetnie ustawiony pomocnik był ważny dla utrzymywania kontroli w meczu.

Xavi Hernandez -(6,5)- błyskotliwy, pracowity i skuteczny. Xavi od jakiegoś czasu gra z meczu na mecz lepiej i dziś znów pokazał się z bardzo dobrej strony.97% celnych podań, w tym otwierające zagranie do Alexisa przy pierwszym golu potwierdzają rosnącą formę Generała.

Andres Iniesta -(8)- prawdziwy geniusz w akcji. Śmiem twierdzić, że niemal każde zagranie Iniesty miało w sobie coś magicznego, największe znaczenie dla zespołu miał oczywiście gol po świetnym strzale z dystansu, a także asysta przy drugim golu Messiego, otwierające podanie do Alvesa przed trzecim golem Argentyńczyka i dwójkowa akcja z Albą, po której padł drugi gol Barcy. “Don Andres” pokazał także, jak wiele może dać zespołowi, mając więcej przestrzeni, a jego współpraca z kolegami wyglądała wyśmienicie.

Pedro Rodriguez -(7)- tak efektownie grającego Kanaryjczyka jeszcze chyba nie widziałem. Fenomenalne zwody,rajdy i zagrania do kolegów. Szkoda niewykorzystanych, prostych szans na trafienie gola, ale bramka w końcówce i rosnąca forma w kontekście zbliżającego się meczu o życie w lidze bardzo cieszy.

Lionel Messi -(8-ZM)- najskuteczniejszy strzelec Barcy w jej 115-letniej historii znów zabójczo skuteczny, dokładając do ligowego dorobku trzy gole, a także asystę przy bramce Pedro. Miano gracza meczu przypada właśnie jemu, ale przy minimalnie gorszej skuteczności powędrowałaby do Iniesty, który dziś mnie oczarował jak za najlepszych czasów Barcy.

Alexis Sanchez -(7)- bardzo aktywny od pierwszych minut, zanotował asystę przy bramce Messiego, sam później dołożył trafienie po świetnym zgraniu Alby. Oprócz tego harował w pressingu i był kilka razy blisko strzelenia drugiego gola. Przy tak grających skrzydłowych Gerardo Martino będzie mieć z pewnością problem z zestawieniem pierwszej jedenastki.

rezerwowi:

Alex Song, Cristian Tello, Adriano Correia – bez oceny.

Oceny po meczu Barca – Almeria

W ramach 26. kolejki La Liga sezonu 2013/14 na Camp Nou FC Barcelona podejmowała gości z Almerii, którzy przegrali cztery ostatnie mecze ligowe przeciwko graczom “Dumy Katalonii”. Podopieczni Gerardo Martino zmazali złe wrażenie po zeszłotygodniowej porażce, zwyciężając  , co przy okazji pozwoliło przybliżyć się do liderującego Realu na odległość jednego punktu. Bramki na konto Blaugrany zdobywali Alexis, Messi, Puyol i Xavi. Kto się jeszcze zastanawia, dlaczego na Camp Nou jest tak niska frekwencja, powinien obejrzeć to momentami usypiające spotkanie. Zapraszamy do lektury ocen pomeczowych dla piłkarzy klubu z Katalonii.

Victor Valdes -(5,5)- rozegrał przyzwoitą pierwszą połowę, w której oprócz kilku pewnych interwencji nieco rozczarował, ponieważ mógł się zachować lepiej przy straconym golu. W drugiej połowie prawie bezrobotny.

Dani Alves -(6)- tradycyjnie aktywny w ofensywie i przez to kilka razy spóźniony przy kontrach rywali. W tym meczu Dani kilkakrotnie próbował wejść w pole karne przeciwnika, co mogło się podobać i stwarzało zagrożenie dla bramki rywali. Tak było przed przerwą, w dalszej części spotkania Alves przestał angażować się w akcje zespołu, co znając jego zapędy musiało być efektem poleceń Mistera.

Carles Puyol-(6)- kapitan ma na sumieniu bramkę Almerii z rzutu rożnego, na szczęście zrehabilitował się, strzelając gola w końcówce meczu. Przez zdecydowaną większość meczu grał poprawnie.

Javier Mascherano-(6)- trudno oceniać piłkarza, który ledwie kilka razy musiał interweniować, a przeważnie oglądaliśmy go podczas wyprowadzania piłki z własnej połowy. “El Jefetico” nie popełnił w tym meczu żadnego błędu, a podczas nielicznych akcji rywali gdy musiał, dobrze interweniował.

Adriano Correia -(5,5)- mało pokazywał się w ataku, ale przyzwoicie zabezpieczał swoją stronę przed szybkimi atakami gości.

Sergio Busquets -(6)- niewidoczny, ale i prawie bezrobotny.Uwagę zwraca świetna celność podań (95 celnych na 100 wykonanych) i dobra gra bez piłki sprawiały, że koledzy z zespołu chętnie zagrywali do dobrze ustawionego Busquetsa w sytuacjach, gdy rywale bronili się całym zespołem.

Xavi Hernandez -(6,5)-96% celnych podań z 134 wykonanych i gol po mocnym uderzeniu z dystansu to najważniejsze z dokonał “Generała” w meczu z Almerią. Xavi wreszcie pokazał kilka świetnych prostopadłych piłek, za które wielbią go kibice z Camp Nou.

Cesc Fabregas -(6)- przyzwoite zawody w wykonaniu katalońskiego pomocnika, miał duży udział przy pierwszym golu, próbował jeszcze później swoimi zagraniami i grą bez piłki rozruszać ospałych kolegów, co wychodziło mu z różnym skutkiem.

Neymar Jr -(3)- rozegrał bardzo słabą pierwszą połowę, w której nie zanotował ani jednego celnego dośrodkowania, miał całą masę strat, a jego najlepszy rajd został zakończony przez faulującego przeciwnika 30 metrów od bramki. W drugiej połowie wcale nie było lepiej, zmarnował dwie doskonałe okazje i nadal tracił mnóstwo piłek. Nie można odmówić chęci gry Brazylijczykowi, ale trzeba szczerze przyznać, że w tym meczu nic mu nie wychodziło.

Lionel Messi -(7-ZM)- cudowny gol z rzutu wolnego i strzał w poprzeczkę (po którym Puyol zdobył gola) to mniej, niż oczekiwaliśmy, ale zważywszy na jakość gry zespołu to i tak dużo. Nie ma wątpliwości, że Messiego stać na więcej, jednak dziś to wystarczyło do miana gracza meczu.

Alexis Sanchez -(6)- w przeciwieństwie do grającego na lewym skrzydle brazylijskiego gwiazdora świetnie zaczął mecz; najpierw znalazł się w odpowiednim miejscu, by wbić futbolówkę do pustej bramki, później skutecznie dryblował, wrzucał i bardzo dobrze współpracował z Alvesem i Messim. W drugiej połowy nieco przygasł, ale mimo to zdołał pokazać kilka dobrych zagrań

rezerwowi:

Pedro Rodriguez, Andres Iniesta, Cristian Tello -(brak oceny)- zagrali zbyt krótko (Pedro od 73. minuty, Iniesta od 79., a Tello od 88.)

Oceny po ligowym meczu Sociedad – Barca

W ramach 25. kolejki La Liga sezonu 2013/14 na Estadio Anoeta miejscowy Real Sociedad  podejmował zespół Mistrza Hiszpanii. Po zwycięskim dwumeczu w Copa del Rey to podopieczni Gerardo Martino byli faworytami, jednak jak w poprzedniej kampanii, nie udało im się wywieźć z San Sebastian choćby punktu, a jedynego gola dla Barcy strzelił Lionel Messi. Świat się nie skończył, piłkarzom pozostaje wyciągnąć wnioski i walczyć w pozostałych spotkaniach o obronę mistrzowskiego tytułu.

Skala od 1 do 10

Victor Valdes -(5)- żadna z trzech bramek gospodarzy nie obciąża sumienia Valdesa, który nawet popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Z drugiej strony, portero w jesiennej dyspozycji mógł uratować zespół przed stratą każdego,  a zwłaszcza drugiego gola.

Martin Montoya -(5)- cieszy asysta przy golu Messiego, jednak poza tą akcją jego wyjścia do przodu nic nie wniosły do gry zespołu poza zwiększeniem liczebności w ataku. Nie popełnił za to błędów w defensywie, co cieszy w perspektywie zbliżających się kluczowych meczów sezonu.

Gerard Pique -(3)- dobrych interwencji Gerarda w tym meczu można policzyć na palcach jednej ręki,  w dodatku popełnił karygodny błąd, który powinien zakończyć się bramką gospodarzy i kilka razy wyraźnie zgubił krycie.

Marc Bartra -(4)- pewny w powietrzu do momentu katastrofalnego w skutkach błędu, którego konsekwencją był gol, który zabił mecz. Szkoda, bo zwłaszcza w pierwszej połowie grał naprawdę nieźle.

Adriano Correia -(4)- starał się pomagać kolegom z ofensywy, jednak przypłacił to wieloma kontrami, w których był spóźniony. Rywale świetnie to wykorzystywali, kierując większość akcji właśnie jego stroną

Alexandre Song -(2)- najsłabszy gracz w bordowo-granatowej koszulce w tym meczu. Był spóźniony przy jednej z wrzutek rywali, co skończyło się jego golem samobójczym. Słabo w odbiorze, słabo radził sobie z naciskającymi rywalami. Po takim meczu zastanawiam się, co Song robi w Barcelonie.

Sergio Busquets -(4,5)- mimo, że był ustawiony nieco wyżej, w strefie zarezerwowanej od lat dla Xaviego, ale miał zupełnie inne role, niż Generał. Skutecznie zabezpieczał środek pola tuż po stracie piłki przez kolegów, a grając z piłką nie podejmował takiego ryzyka, jak klasyczny rozgrywający. Popełnił jednak kilka błędów, tracąc niepotrzebnie piłki.

Andres Iniesta -(5)- magik z Fuentealbilli zwłaszcza w pierwszej połowie udowadniał, że grając z piłką przy nodze należy do ścisłej, światowej czołówki, co udowadniał świetnymi wymianami podań na jeden kontakt i skutecznymi dryblingami. Zabrakło jednak podań uruchamiających kolegów z ataku, zwłaszcza Messiego. Jego gra była momentami efektowna, niestety, bez żadnego pożytku dla zespołu

Neymar Jr -(3)-Brazylijczyk dopiero wraca do dyspozycji po kontuzji i było w tym meczu to widać aż za bardzo. Mnóstwo strat, słabe strzały i zaledwie parę udanych dryblingów. Liczymy na powrót  ’11′ do lepszej formy w następnych meczach.

Lionel Messi -(5,5-ZM)-mało zaszczytne miano najlepszego wśród pokonanych wędruje do Leo Messiego, który świetnym strzałem zdobył honorowe trafienie dla swojego klubu, a resztę meczu spędził w okolicy środka pola, próbując pomóc kolegom w rozegraniu, bądź czekając w okolicy pola karnego i przy asyście przynajmniej dwóch rywali na dogranie od kolegów, na co się doczekał tylko raz, strzelając w blokującego uderzenie obrońcę Basków

Pedro Rodriguez -(3)-występ równie słaby, co w przypadku grającego po lewej stronie Neymara, jak i właściwie całej formacji ofensywnej Barcy w tym meczu. Brak jakiegokolwiek efektu starań, ledwie jeden i to słaby strzał. Co z tego, że harował w pressingu, jeśli zabrakło konsekwencji ze strony reszty zespołu.

***

Rezerwowi:

Cesc Fabregas -(5)- jego wejście wniosło nieco ożywienia, a w porównaniu ze zmienianym przez Katalończyka Songiem to była wręcz przepaść. Kilka przyzwoitych zagrań Ceska nie stworzyło zagrożenia niestety pod bramką rywali, zabrakło jakości przeciwko świetnie grającej defensywie przeciwników.

Gran Derbi – więcej niż mecz, odcinek 9

Dzisiaj przypomnimy sobie kolejne El Clasico. Tym razem mój wybór padł na ligowy pojedynek na Camp Nou sprzed niespełna 15 lat z jubileuszowego sezonu 1998/99, w którym bordowo-granatowi świętowali stulecie istnienia klubu. To wyjątkowe z kilku względów spotkanie zdaniem obserwatorów przesądziło o losach tytułu mistrzowskiego, którego broniła FC Barcelona. Zapraszam do sentymentalnej podróży do czasów, gdy na Camp Nou podziwiani byli tacy piłkarze, jak Guardiola, Rivaldo czy Kluivert.

Na ławce trenerskiej klubu ze stolicy Katalonii drugi sezon z rzędu zasiadał Louis van Gaal. Po zdobyciu dubletu: mistrzostwa Hiszpanii i Pucharu Króla Holender miał znaczne poparcie ze strony kibiców, jak i zarządu. Wraz z asystentem “odziedziczonym” po sir Bobby Robsonie- Jose Mourinho zmodyfikowali oni system gry Barcelony, czyniąc go mniej efektownym, a bardziej wyrachowanym i nastawionym na wynik. W polityce kadrowej lubił sprowadzać swoich rodaków, ale także mocno wierzył w La Masię; to za jego kadencji w drużynie zadebiutowali m.in. Xavi, Puyol i Iniesta. W przededniu meczu z Realem Van Gaal był w klubie nietykalny, a kibice mając w pamięci jego tytuły z Ajaxem na arenie międzynarodowej (wygrany Puchar EURO i Liga Mistrzów) czekali na powtórzenie sukcesów z “Dumą Katalonii”. W końcu finał Champions League miał być w tym sezonie rozgrywany na Camp Nou. Niestety, Barca trafiła do “grupy śmierci” z Brondby IF i późniejszymi finalistami- Bayernem Monachium i Manchesterem United. Osiem punktów Blaugrany zdobytych w fazie grupowej nie wystarczyło do awansu do dalszej rundy.

la liga 21. kolejka 1998-99

tabela La Liga po 21. kolejce sezonu 1998/99 (źródło:bdfutbol.com)

Tymczasem w La Liga kibice byli świadkami pasjonującego wyścigu o tytuł mistrzowski. Po 21. kolejce prowadziła Barca z trzema punktami przewagi nad składającą się z trzech ekip grupą pościgową złożoną z Celty Vigo, Valencii i madryckiego Realu, który miał przyjechać na Camp Nou i pokonać Barcelonę, by zachować szanse na mistrzostwo.  W pierwszym meczu pomiędzy tymi zespołami na Estadio Santiago Bernabeu podopieczni Guusa Hiddinka w pojedynku holenderskich menedżerów zremisowali 2:2 po dwóch bramkach Raula Gonzaleza (późniejszego Pichichi) dla “Los Blancos”.

“Jeśli będziemy czekać na ruch przeciwnika, będziemy skończeni. Nie możemy bać się ryzykować”
Guus Hiddink na przedmeczowej konferencji, 13.02.1999r.

Van Gaal wiedział, że zwycięstwo pozwoli na utrzymanie bezpiecznego dystansu nad resztą stawki. Po raz kolejny El Clasico miało decydować o losach tytułu. Trener Barcy mierzył się do tej pory z Hiddinkiem siedmiokrotnie (będąc jeszcze trenerem Ajaxu), przegrał aż cztery takie pojedynki. Z drugiej strony, w meczach z Realem Madryt na sześć spotkań, zwyciężył pięć razy.

“Analizuję wszystko na temat przeciwnika, co wpadnie w moje ręce. Tylko to pozwala mi się zrelaksować, ponieważ kibice żądają zwycięstwa.”
Louis van Gaal na przedmeczowej konferencji, 13.02.1999r.

14.02.1999r. 17:00, Camp Nou

FC Barcelona wyszła w następującym składzie: Hesp- Frank de Boer, Abelardo, Sergi, Ronald de Boer, Guardiola, Cocu, Rivaldo- Figo, Luis Enrique, Kluivert. Guus Hiddink desygnował następującą jedenastkę:Contreras- Panucci, Hierro, Ivan Campo, Roberto Carlos- Jarni, Seedorf, Mijatović- Morientes, Raul.

Sędzią tego meczu był Iturralde Gonzalez, który w 2012r. zakończył sędziowską karierę. Zmagał się on wśród madridistas niechlubną opinią, ponieważ często w sędziowanych przez siebie Los Clasicos wyrzucał piłkarzy Realu z boiska, po raz ostatni zrobił to podczas ostatniego swojego Gran Derbi, kiedy 29. listopada 2010r. pod koniec słynnej La Manity na Camp Nou wyrzucił Sergio Ramosa za bezczelny faul na Leo Messim. Co ciekawe, jego dziadek, pan Eduardo Iturralde Gorostiaga sędziował pierwszy mecz, w którym FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:0, było to w 1936r. Inną ciekawostką jest to, że omawiany dziś przeze mnie mecz był w Hiszpanii transmitowany systemem pay-per-view, co w czasach przed popularyzacją internetu oznaczało szantaż na spragnionych emocji kibicach, gdyż nie było innej opcji by obejrzeć widowisko, jak zapłacić.

Cały mecz (za darmo ;] ) jest dostępny do obejrzenia tutaj. Jeśli chcesz obejrzeć to spotkanie i nie poznać jego szczegółów, nie czytaj poniższego opisu, gdyż dotyczy on przebiegu meczu.

Od pierwszych minut do ataku rzucili się gospodarze i już w pierwszej akcji meczu zrobiło się gorąco pod bramką Królewskich po dośrodkowaniu Patricka Kluiverta. Louis van Gaal zauważył słabość w prawym sektorze defensywy gości i to właśnie tą strefą widzieliśmy akcje napędzane przez Guardiolę, Cocu i Sergiego. Ten trzeci rozpoczął w 4. minucie pierwszą akcję bramkową tego meczu. Zagrał on do Rivaldo, który natychmiast zagrał prostopadłą piłkę do schodzącego na lewe skrzydło Kluiverta, ten dośrodkował prosto na głowę Luisa Enrique, który bezlitośnie skierował piłkę do siatki strzeżonej przez próbującego interweniować Contrerasa. Eksplozja radości byłego piłkarza Realu strzelającego gola swojej byłej drużynie nie dziwiła nikogo, kto znał charakter Luisa.

Po straconej bramce inicjatywę przejęli podopieczni Hiddinka, lecz w 20. minucie nacięli się na kontrę gospodarzy. Strata prawego obrońcy, Panucciego, który zgodnie z przewidywaniami Van Gaala rozgrywał słabe zawody. Natychmiastowa piłka do Kluiverta, który pędził środkiem pola i zagrał piłkę do podłączającego się do akcji prawym skrzydłem Luisa Figo. Po tym podaniu doszło do zdarzenia, które ustawiło cały mecz. Biegnącego do piłki Portugalczyka od tyłu obunóż zaatakował Roberto Carlos. Za ten bandycki faul lewy obrońca zobaczył czerwoną kartkę i pewne było, że piłkarzom z Madrytu łatwo w tym meczu nie będzie.  Rozpoczęła się katalońska nawałnica, dynamiczne skrzydła gospodarzy raz po razie obnażały braki w obronie Realu. Po jednym z rajdów Figo stuprocentowej okazji nie wykorzystał Kluivert. Po kolejnym, w 36. minucie, Portugalczyk wycofał do czekającego w środku pola Pepa Guardioli. Ten zagrał w swoim stylu kapitalną “podcinkę” w pole karne, gdzie idealnie znalazł się Luis Enrique, który zdobył drugą bramkę strzeloną głową w tym meczu, tym razem lobując bramkarza Los Blancos. Na przerwę w prestiżowym meczu piłkarze Barcelony schodzili z dwubramkowym prowadzeniem, choć mogło być gorzej, gdyż w końcówce pierwszej połowy fantastyczną interwencją popisał się Ruud Hesp, broniąc strzał Raula. W odpowiedzi Luis Enrique zmarnował sytuację sam na sam po kolejnym już genialnym podaniu Guardioli.

Po zmianie stron nadal przeważali goście, a Barca grała z typową dla czasów Van Gaala biernością przy korzystnym wyniku. Blisko trafienia był Hierro, po centrostrzale z lewej strony boiska trafił w poprzeczkę, a pod bramką gości kilka razy niecelnie strzelał Kluivert. W 80. minucie byliśmy świadkami majstersztyku Rivaldo, który potwierdził powiedzenie o sobie, że lewą nogą mógłby zawodowo wiązać krawaty. Otrzymał górną piłkę od Kluiverta, będąc w asyście dwóch obrońców. Przyjęciem lewą nogą zwiódł jednego z nich, dwoma następnymi kontaktami z piłką przygotował sobie pozycję strzelecką i następnie, z obrońcą na plecach, huknął po ziemi lewą nogą nie do obrony. Wtedy było już pewne, że Real wróci do domu bez punktów.

“Patrząc na sytuacje, jakie stworzyliśmy, powinniśmy strzelić nawet pięć czy sześć goli” Ronald de Boer po meczu.

Obszerny skrót meczu dostępny do obejrzenia poniżej.

Mundo Deportivo w pomeczowym wydaniu najlepszymi graczami spotkania uznał Franka de Boera i Luisa Enrique, dając im cztery gwiazdki w pięciostopniowej skali. Na wyróżnienie zasłużył także Hesp, Rivaldo i Guardiola, którzy także mieli znaczny wkład w to zwycięstwo., które w Hiszpanii określono “historycznym laniem”

MD15.02.1999

“Po mistrza!” Wzywa okładka dziennika El Mundo Deportivo z dnia 15.02.1999r.

Przekonujące zwycięstwo 3:0  pozwoliło piłkarzom Blaugrany powiększyć przewagę nad większością stawki, ponieważ inne zespoły goniące Barcelonę także straciły punkty. Gracze “Dumy Katalonii” nie oddali pierwszego miejsca w lidze już do końca i w maju mogli cieszyć się z drugiego z rzędu mistrzostwa La Liga. Wszystkie gole ligowe z tego sezonu dostępne są do obejrzenia tutaj.

Zapraszam do lektury poprzednich części cyklu :

odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3 odcinek 5 odcinek 6, odcinek 7, odcinek 8-specjalny-”Faszyzm silniejszy od futbolu: historia 11:1 w FlashBlogFCB 6/2013

Oceny po pierwszym meczu półfinałowym Barca – Sociedad

W ramach pierwszego meczu półfinału Copa del Rey 2013/14 na Camp Nou miejscowa FC Barcelona podejmowała gości z Kraju Basków – notującego drugi z kolei rewelacyjny sezon Real Sociedad San Sebastian. Przedmeczowym faworytem meczu był oczywiście zespół Gerardo Martino i zawodnicy Mistrza Hiszpanii nie zawiedli, zwyciężając 2:0 po wyjątkowo nieciekawym meczu , w którym gole do siatki Realu strzelali Busquets i Zubikarai po kuriozalnym, samobójczym trafieniu. Słaba skuteczność w ataku i błędy w obronie to wciąż problemy, z którymi “Tata” będzie musiał się uporać, jeśli ma w planach walkę o trofea w tym sezonie.

Skala od 1 do 10

 Jose Pinto -(7)- bardzo pewny i skoncentrowany od pierwszych minut, gdy obronił groźny strzał Griezmanna, a także 40 minut później fenomenalnie broniąc w sytuacji sam na sam z Carlosem Velą. To był kluczowy moment meczu, ponieważ chwilę później wynik na korzyść Blaugrany otworzył Busquets. W drugiej połowie bezrobotny.

Dani Alves -(6,5)- mecz zaczął nieźle, bo już w 12. minucie po jego podaniu Fabregas powinien umieścić piłkę w siatce. Później dobrze włączał się w ataki, skutecznie współpracował z Messim i Sanchezem, w przeciwieństwie do Alby nie popełniał błędów w obronie. Jego dośrodkowania były wyjątkowo (porównując z jego ostatnimi występami) groźne, a wejścia w pole karne przypominały te z najlepszych lat Brazylijczyka w stolicy Katalonii.

Gerard Pique -(6)- dobrze się ustawiał i przechwycił kilka ważnych piłek, na tle Mascherano wyglądał jak sam Franz Beckenbauer. Nie tracił piłek, dobrze grał w powietrzu zarówno w destrukcji, jak i podczas ofensywnych stałych fragmentów gry.

Javier Mascherano -(4,5)- na samym początku meczu popełnił błąd, który doprowadził rywali do bardzo groźnej kontry, później wcale nie było lepiej. Przegrywał pojedynki z rywalami, nie nadążał za graczami ofensywnymi przeciwnika i zostawił po sobie kiepskie wrażenie. Po takich występach kibice coraz głośniej będą domagać się większej roli w zespole dla Bartry.

Jordi Alba -(6)- często włączał się w ataki lewą stroną boiska i  jednak zdążył popełnić kilka błędów w defensywie mimo, że przeciwnik atakował równie często, co niegdyś Inter Mediolan w półfinale Champions League na Camp Nou. Jego dośrodkowania nie były równie groźne, co centry Alvesa z prawej strony, przeważnie generowały tuziny bezowocnych rzutów rożnych.

Sergio Busquets -(6,5)- przez bierność rywali w ataku nie miał zbyt wiele pracy w destrukcji, gdyż piłka rzadko znajdowała się w posiadaniu rywali w jego strefie boiska. Mimo tego do 25. minuty zanotował dwa niepotrzebne wejścia, co skończyło się żółtą kartką. Jego głównym zadaniem na ten mecz było jednak krycie indywidualne (do spółki z Pique) świetnie dysponowanego w tym meczu Veli, co przyzwoicie mu wychodziło. Najbardziej w grze Sergio podobały mi się jego przechwyty piłki w odległości 20-30 metrów od bramki Realu, najczęściej po jednym-dwóch kontaktach z piłką rywali. Umożliwiło to jeszcze większą dominację na boisku i w mojej ocenie podnosi to bardziej jego ocenę, niż gol z 44. minuty.

Xavi Hernandez -(6,5)- w swoim stylu skutecznie znajdował przestrzeń w mocno zagęszczonym przez rywali środku pola, skutecznie rozdzielał piłkę kolegom, nie bał się długich piłek do skrzydłowych, co wychodziło mu wybornie. Podawał celnie w poprzek i wzdłuż boiska, zabrakło mi jednak większej ilości podań obarczonych większym ryzykiem, co mogliśmy oglądać w wykonaniu Fabregasa.

Francesc Fabregas -(7,5-ZM)- grał w tym meczu na klasycznej pozycji Andresa Iniesty, nieco w lewej części środka pola gry, czyli tam, gdzie czuje się najlepiej. Bardzo dobrze łączył linię pomocy i ataku, nie dość, że stworzył wiele okazji partnerom z zespołu, to jeszcze sam mógł wpisać się na listę strzelców. Po czerwonej kartce Inigo Martineza doskonale wykorzystywał wolne przestrzenie, popisując się celnymi prostopadłymi podaniami. Świetny występ Katalończyka, który jest chyba najrówniej grającym zawodnikiem Barcy na przestrzeni całego sezonu.

Pedro Rodriguez -(6,5)- w jego wykonaniu ten mecz był troszkę metaforą gry całego zespołu. Starał się, walczył, strzelał, ale niespecjalnie to wychodziło. Był bardzo aktywny, dobrze wychodził na pozycje, oddał kilka niezłych strzałów, jednak zabrakło skutecznego wykończenia.

Lionel Messi -(6,5)- w pierwszej połowie dobrze spisywał się z nowej roli “człowieka od wszystkiego”-jego dryblingi i zagrania do kolegów wprowadzały wiele zamętu w szeregach rywali, a pierwszej do powiększenia dorobku strzeleckiego w Copa del Rey zabrakło tylko szczęścia, gdyż Zubikarai obronił instynktownie strzał Argentyńczyka, a po strzale z rzutu wolnego baskijskiego golkipera uratowała poprzeczka. W drugiej połowie La Pulga nieco przygasł, poza kolejnym uderzeniem obronionym przez bramkarza nie stworzył bezpośredniego zagrożenia, jednak nadal czarował grą przed polem karnym.

Alexis Sanchez -(6)- tak jak na lewej stronie Jordi Alba zginął gdzieś w cieniu ambitnego Pedro, tak Alexis stał się ofiarą lepiej dysponowanego Alvesa. Próbował dryblować, a nawet trafić gola, jednak w obu przypadkach nie był skuteczny.

***

Rezerwowi:

Andres Iniesta, Cristian Tello-(brak oceny)- grał zbyt krótko

Długa droga do zasłużonego uznania

Pozycja bramkarza jest z pewnością najbardziej niewdzięczną spośród wszystkich na boisku.Na golkiperze, szczególnie temu broniącemu bramki Barcy ciąży wyjątkowa presja, z którą  “1″ musi się zmagać. Z pewnością Victor Valdes podczas ostatnich 10 lat przeżył wiele ciężkich chwil, będąc najbardziej niedocenianym piłkarzem “Dumy Katalonii”.

Szczerze mówiąc, nie dziwię się, że nasz portero zamierza odejść z klubu. Na jego miejscu zrobiłbym to dawno temu, prawdopodobnie jeszcze za czasów Rijkaarda. Nie przypominam sobie piłkarza, na którego media i kibice powiedzieli tak wiele złego. Zaczęło się od mitu pod tytułem:”Real ma w bramce wychowanka, to i Barcelona musi mieć”, jakoby jedynym powodem dla obecności Valdesa w składzie Barcy miałby być status wychowanka. W Barcelonie pod wodzą holendra Francka Rijkaarda była to jedna z największych bzdur powtarzanych przez kibiców, mająca na celu zdyskredytować zasługi i umiejętności Victora Valdesa. Zła sława spowodowana kilkoma błędami ciągnęła się za nim przez wiele lat. Nie pomógł nawet fenomenalny występ w Champions League 2005/06, czego ozdobą była wręcz genialna postawa w paryskim finale przeciwko Arsenalowi, która umożliwiła “Blaugranie” drugi triumf w najbardziej prestiżowych rozgrywek.

Kolejne okienka transferowe mijały, media huczały od plotek na temat zastępcy Valdesa w bramce Barcelony, a portero każdym kolejnym sezonem udowadniał, że zasługuje na koszulkę Barcy z nr 1. Oczywiście zdarzały się słabsze mecze, a nawet bardzo słabe, jak dwumecz z Liverpoolem w 1/8 finału Champions League 06/07, kiedy Valdes (nie odbiegając mocno poziomem od piłkarzy Barcelony) zawalił oba mecze. Wystarczyło to do kolejnej fali krytyki i żądań przenosin do stolicy Katalonii nowego bramkarza. Chciałbym w tym miejscu zwrócić zachowanie nas, kibiców wobec błędów piłkarzy. Leo Messi, powszechnie uważany za najlepszego piłkarza świata kompletnie zawalił półfinał Champions League 11/12 przeciwko Chelsea, Puyol dał się ograć jak dziecko podczas ostatniego pucharowego Gran Derbi, a Iniesta w zeszłym sezonie zapominał jak się gra, mając na przeciw siebie graczy Bayernu. Piłkarzom z pola jesteśmy w stanie zapomnieć błędy, jak przegrane pojedynki, przestrzelone karne i stuprocentowe sytuacje. A Bramkarzom? No cóż…

Kariera Valdesa nabrała nowego rozpędu wraz z powrotem Pepa Guardioli do Barcelony. To właśnie od nowej ery w historii klubu portero zaczął bronić lepiej niż kiedykolwiek, momentami formą (powtarzam:formą, nie renomą) dorównując samemu Ikerowi Casillasowi. Powstał jednak pewien problem: obserwatorzy tak byli zachwyceni łamiącym wszystkie rekordy Messim, czarującym Iniestą i resztą “Pep Teamu”, że wręcz zapomniano o udziale Valdesa w masowo zdobywanych trofeach. Bierze się to przede wszystkim z jednej, prostej reguły. U zwycięzców nie szuka się bohaterów wśród bramkarzy. Dlaczego? Bo w futbolu wygrywa się, strzelając gole. Przeważnie bohaterami drużyn są bramkarze  zespołów skazanych na pożarcie lub przynajmniej grających słabo. W tej sytuacji bramkarz ma wiele okazji do pokazania umiejętności, przy dobrej formie dnia i odrobinie szczęścia może on zostać bohaterem meczu, co widzieliśmy w sezonie 11/12 w meczu na Camp Nou przeciwko Sevilli (0:0), kiedy niesamowity Javi Varas zatrzymał nacierającą przez cały mecz Barcę. Z tego samego powodu większość kibiców reprezentacji Polski za najlepszego gracza Mundialu 2006 i EURO 2008 uznaje Artura Boruca, a na największe pozytywne wyróżnienie polskiej kadry na EURO 2012 zasłużył Przemysław Tytoń. Niestety, w Barcelonie, drużynie ze średnią strzelonych goli przekraczającą trzy bramki na mecz nie ma miejsca na bohatera między słupkami. Victor Valdes, mimo równej, wysokiej formy przez ostatnie lata w sieci stał się obiektem drwin i szyderczych docinek, nawet wśród kibiców “Blaugrany”. Jakie to jest cholernie niesprawiedliwe.

 

Wystarczy przecież zobaczyć pierwsze minuty “manity” czy finałów Ligi Mistrzów w Rzymie. We wszystkich tych meczach, zapamiętanych przez nas jako jednych z najlepszych w wykonaniu Barcelony w jej historii, gra w pierwszych minutach niespecjalnie się układała. W każdym z wymienionych przeze mnie spotkań przy stanie 0:0 Valdes popisał się świetą interwencją, zresztą w późniejszych minutach grając równie dobrze. Trudno jednak obserwatorom docenić bramkarza drużyny, która 2/3 spotkania spędza w okolicach pola karnego rywala.

Od czasów Guardioli na ławce “Barcy” Victor Valdes musiał nauczyć się walczyć z nowym wrogiem:brakiem koncentracji. FC Barcelona nauczyła się dominować każdego rywala, przez większość meczu, pozwalając przeciwnikowi jedynie na nieliczne kontry. Podobno tylko bramkarze wiedzą, jak trudno jest utrzymać skupienie i przygotowanie fizyczne do udanej interwencji po 30 minutach nieczynności. Valdes jest często chwalony przez kolegów po fachu nie tylko za grę nogami, ale także za umiejętność utrzymania wysokiego poziomu koncentracji. Niewdzięczną domeną pozycji bramkaza jest jednak fakt, że kibice wolą zapamiętać tą jedną nieudaną interwencję na sto, zamiast cieszyć się z pozostałych 99. Tak jak wśród dzieci biegających po asfaltowych boiskach- frustrację po straconych golach wyładowuje się na często niewinnych bramkarzach. Wiem, co mówię, w końcu spędziłem dzieciństwo na jednym z takich boisk.

Victor Valdes to pechowiec także w reprezentacji. Śmiem twierdzić, że w sezonie przed Mundialem w RPA (09/10) i EURO w Polsce i na Ukrainie (11/12) Valdes prezentował wyższą formę przez cały sezon, niż Iker Casillas i ze względów czysto sportowych to on zasłużył na miejsce w bramce. “Święty Iker” jednak miał w Hiszpanii niepodważalny status i to on stał między słupkami w tych turniejach, a Valdes musiał zadowolić się miejscem na ławce. Nawet teraz, będąc w życiowej formie jest w hierarchii Del Bosque niżej niż Iker, który z pewnością przez ostatnie miesiące zdążył zrobić odcisk własnych pośladków na ławce Realu.

Zresztą, nawet jeśli Victor zdobywał nagrody, to kibice i tak znajdowali wymówki, oby tylko nie docenić bramkarza “Blaugrany”. Ile razy słyszeliście po zdobyciu przez Valdesa Trofeo Zamora, przyznawane dla najlepszego bramkarza La Liga, że jest to bardziej zasługa defensywy, niż jego? No tak, Drodzy nienawistnicy, obrona świetna, ale czy bramkarz nie jest jej najważniejszym elementem? Czy przypadkowy gość może wygrać tą nagrodę pięć razy w karierze, w dodatku z największym procentowym współczynnikiem udanych interwencji?

Pamiętam dobrze rewanż Superpucharu Hiszpanii w 2012r., pierwszy dwumecz z Realem pod wodzą Tito Vilanovy. W wygranym meczu na Camp Nou Valdes popełnił straszny błąd, wdając się w (z góry przegrany) drybling, co skończyło się golem Di Marii. Pamiętam ten istny potok przekleństw z ust kibiców “Barcy” w sieci, co zresztą skłoniło mnie do napisania na łamach BlogFCB.com mowy obronnej, która spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem, jednak następny mecz pokazał, że w postrzeganiu Valdesa przez kibiców niewiele się zmieniło. Bronione sytuacje “sam na sam”, parady po strzałach Cristiano nie zamazały w oczach kibiców błędu z pierwszego meczu, a przecież inaczej bramkarz nie może się zrehabilitować, jak wyjść na mecz i wybronić wszystko, co jest w jego mocy.

Historia ta ma jednak spore szanse na iście amerykański “happy end”. Victor Valdes z pewnością dotrzyma słowa i nie przedłuży kontraktu z Barceloną. Odejdzie u szczytu formy i sławy w klubie, żegnany z wdzięcznością przez kibiców, którzy przyczynili się do tego, że miał dość Barcelony. W nowym klubie zapewne otrzyma przyjęcie godne gwiazdy, a jego zarobki poszybują w górę. Widać też pozytyw dla nas, kibiców z tego rozwiązania, ponieważ wydaje się, że Victor zmienił “Barcelonismo”, nabraliśmy trochę pokory, o czym świadczą liczne głosy broniące Pedro czy Alexisa w okresie, gdy grali znacznie poniżej swoich możliwości. Pamiętam też niedawną sytuację, kiedy pisałem oceny do meczu Champions League przeciwko drużynie Ajaxu Amsterdam. Zdecydowałem, że Messi, który popisał się hattrickiem zasłużył na ocenę 8,5 (w skali 1-10), a Valdesa (zachował czyste konto, broniąc m.in. rzut karny) wyróżniłem notą 7,5(druga najlepsza w drużynie). Efekt? W Waszych komentarzach i dyskusji wewnątrz redakcji zostałem zniszczony za niedocenienie Valdesa. Cieszy mnie ta zmiana podejścia do naszego bramkarza, moim zdaniem jakiś sezon czy dwa temu po takim samym meczu nie byłoby dyskusji nawet po nocie 7,0 za taki mecz, a przecież kibic (ang.supporter; support-wspierać) to z definicji ktoś, kto powinien wspierać swoją drużynę i jej zawodników, na co Valdes nie tylko swoją obecną formą, ale także grą przez cały okres spędzony w Barcelonie zasłużył.

Dziś mamy sytuację, która bardzo sprzyja Valdesowi. Tata Martino powoli odchodzi od obsesji kontroli całego boiska, przez co w tym sezonie rywale znacznie częściej przedostają się pod pole karne “Barcy”, co przy wysokiej formie Valdesa wreszcie pozwala kibicom przejrzeć na oczy i docenić, jak dobrego mamy bramkarza. Oczywiście zarząd też głowi się, jak zatrzymać “portero” i moim zdaniem odpowiednia rozmowa i kwota na kontrakcie byłaby w stanie skłonić Victora do pozostania w klubie, jednak patrząc na dotychczasowe poczynania władz klubu na czele z Andonim Zubizarretą jestem pesymistą w tej sprawie. Jeszcze zatęsknimy za spokojem w bramce, jaki mamy w tym sezonie.