Zakłady sportowe – jak zacząć?

Jako kibice Barcelony typowanie na zwycięstwo powinniśmy mieć we krwi. Właśnie dlatego w tym krótkim artykule przeprowadzimy was przez to, jak grać, gdzie i dlaczego? Bo zabawa w bukmacherkę to nie tylko ogromna adrenalina (jakby tej było mało!), ale również potencjalnie wielkie wygrane pieniężne. Wszystko naturalnie zależy od wielu czynników, jak rodzaje rozgrywek, rywal, miejsce rozgrywania starcia itp. Zresztą, Barca to nie tylko mecze. Firmy z Polski i zagranicy wyprzedzają się w tym, na co można postawić kupon. Tak było w wielu przypadkach dotyczących angażu szkoleniowca. Ciekawe stawki oferowano nie tylko za Ernesto Valverde, ale także przy okazji kilku innych fachowców. Do czasu potwierdzenia przez oficjalną stronę i chociażby Eurosport, można było ryzykować i liczyć na spore wygrane. Co czeka na nas w przyszłości? Czas pokaże, my natomiast koncentrujemy się na małym poradniku. Zapraszamy!

Zakładanie konta – jak to działa?

Bukmacherzy internetowi to doskonała forma rozrywki. Obecnie, po zmianach w ustawie hazardowej, napotkacie zaledwie siedmiu polskich operatorów, w pełni legalnych. Założenie u nich konta jest całkowicie bezpieczne. Nie tylko otrzymali licencje od Ministerstwa Finansów, ale również działają z największymi i najpoważniejszymi markami, odpowiedzialnymi za finanse. Depozytu dokonacie zatem bez trudu za pomocą kart płatniczych, debetowych i kredytowych, ale także przez Przelewy24 czy dla przykładu portfele internetowe (Skrill, Neteller) i usługi przedpłacone, w tym paysafecard. Sam proces rejestracyjny jest przy tym niezwykle krótki. Jeśli macie 18 lat, możecie przez niego przejść w każdej chwili. Zajmuje nie więcej niż pięć minut czasu. Większość bukmacherów wymaga po tym czasie, by potwierdzić swoją tożsamość, np. poprzez przesłanie skanu dowodu osobistego. Wpływa to na zabezpieczenie przed wykorzystywaniem danych rodziców czy znajomych. Takie działania są oczywiście w pełni bezpłatne i nikt nigdy nie będzie od was wymagać kolejnych działań.

Proces obstawiania. Czyli nie tylko Barca

Przy założeniu konta warto wzorować się jakimś wyznacznikiem. Ranking bukmacherów to oczywiście całkiem dobry pomysłów. Jest ich wiele, aczkolwiek większość z nich oscyluje wokół podobnych firm. Przykładem jest zestawienie od http://www.kasyna-promocje.com/, gdzie znajduje się ciekawe uzasadnienie poszczególnych wyborów. Gdy będziecie mieć to już za sobą, przyjdzie pora na wybór meczów i rodzaj kuponu. Bukmacherzy zwykle oddają trzy opcje: single, zakłady kombinacyjne i systemowe. Pierwszy z nich bazuje wyłącznie na jednym zdarzeniu (np. wygrana 1:0 przez nasz klub). Drugi pozwala na dodanie co najmniej dwóch pozycji, co automatycznie powiększa potencjalną wygraną. Trzeci natomiast daje szansę na umieszczenie kilku pojedynków oraz granie systemu, który nawet w razie przegrania jednego z meczów, dalej zapewni wygraną kuponu. Wybór każdorazowo pozostaje po waszej stronie.

Promocje i inne atuty

Nie ma co ukrywać, że rzadko kiedy inwestujemy duże pieniądze. To w końcu ryzyko. W takim razie dobrze mieć przed sobą promocje, które przykładowo powiększą nasze zasoby finansowe. Najważniejszą z nich będzie akcja powitalna, która najczęściej gwarantuje o 100% więcej środków, niż planowaliśmy – do określonej kwoty. Czyli dla przykładu zamiast 200 PLN, zgarniecie 400 PLN do gry. Sprawdzajcie, jak aktywni są bukmacherzy w tej materii. Wielu z nich dla przykładu zapewnia darmowe kupony, doładowania gotówkowe, turnieje, wyścigi czy loterie. W połączeniu z dobrym wsparciem klienta i szybkością rozliczania kuponów, otrzymacie markę, która spełni wasze oczekiwania.

FCTables.com – statystyki piłki nożnej inne niż wszystkie

Jeśli jesteś fanem Barcelony, z pewnością zainteresuje Cię serwis https://www.fctables.com/. Portal zawiera również polską wersję językową, dostępną pod adresem: https://pl.fctables.com, udostępnia swoim użytkownikom wspaniałe statystyki piłki nożnej. W bazie danych posiadają ligi dla 250 krajów. Podstrony czołowych lig świata zawierają bardzo rozbudowane tabele, które można posortować według: meczów u siebie, na wyjeździe, under/over, rzutów rożnych, posiadania piłki, strzałów na bramkę, minut strzelonych goli i wiele innych.

Serwis nie ogranicza się wyłącznie do prezentowania tabel. Dodatkowo każda liga zawiera klasyfikację najlepszych strzelców, asystujących, zawodników z kartkami, klasyfikację kanadyjską, najcelniej podających oraz bramkarzy, którzy rozegrali najwięcej meczów z czystym kontem.

pl_fctables_com_barcelona

Oczywiście oprócz ligi, każda drużyna posiada swój profil. Podstrona zespołu zawiera bardzo szczegółowe statystyki począwszy od wyników ostatnich spotkań po: tabele w lidze, najlepszych strzelców, statystyki strzelonych bramek i meczów. Dane prezentowane są poprzez tabele i wykresy. Dzięki temu w prosty sposób możemy zapoznać ze szczegółowymi danymi naszej drużyny.

Na stronie bez rejestracji możemy wybrać swój ulubiony zespół. Od tego momentu wystarczy, że wejdziemy na stronę główną, a prezentowany będzie nam specjalny box z wynikami ostatnich 3 spotkań ulubionego teamu oraz statystyki ostatnich 6 meczów wraz z formą drużyny. Ta opcja jest bardzo pomocna.

Oczywiście jeśli możemy przeglądać statystyki drużyn, każdy z nas chciałby sprawdzić statystyki piłkarzy. Zrobimy to w dziale „piłkarze”. W tej sekcji prezentowane są rankingi najlepszych zawodników na świecie pogrupowane według: liczby strzelonych bramek, asyst, ilości oddanych strzałów na mecz, klasyfikacji kanadyjskiej, otrzymanych kartek i wiele innych. Po wybraniu interesującego nas zawodnika zostanie nam przedstawiona cała charakterystyka piłkarza razem ze statystkami, takimi jak: bramki, mecze, rozegranych minut, średnia ilość strzałów jaką oddał zawodnik, aby strzelić gola, historia całej kariera, a także lista ostatnich rozegranych meczów.

To nie wszystko, przed rozpoczęciem każdego spotkania możemy porównać statystyki obu drużyn. Dział H2H dostarcza nam bardzo szczegółowe porównanie obu zespołów, wszystkie statystyki możemy podzielić na mecze rozgrywane na własnym boisku lub na wyjeździe. Wszystko zaprezentowane za pomocą wykresów i tabel. Dział porównania drużyn (Head to head) jest najpopularniejszym w całym serwisie.

pl_fctables_com_h2h_barca

Oczywiście poza statystykami znajdziesz tutaj bogatą ofertę wyników na żywo. Jest to jeden z najszybszych livescore w polskim internecie. Dodatkowo serwis każdego dnia generuje listę najlepszych bramkarzy na świecie i najbardziej wartościowych piłkarzy globu.

Portal dostępny jest na każde urządzenie: smartphone, tablet i PC. Zapraszamy serdecznie do serwisu: https://pl.fctables.com

Profil Barcelony: https://pl.fctables.com/hiszpania/primera-division/fc-barcelona/ Barcelona VS Real Madrid: https://pl.fctables.com/h2h/fc-barcelona/real-madryt/ Statystyki Leo Messi: https://pl.fctables.com/hiszpania/primera-division/fc-barcelona/lionel_messi- 271592/

“A może on ma na imię Czwartek? #3″ – cykl Przemysława Kasiury

Choć czwartek powoli zmierza ku końcowi i wielu z Was zapewne przeciera oczy ze zdumienia, patrząc na wynik Fiorentiny z Lechem Poznań, nie zmienia to faktu, że seria “A może on ma na imię Czwartek?” ponownie zawita na Waszych monitorach.

Zanim poruszę tematy bieżące, pragnę się wytłumaczyć. Tydzień temu nie pojawiła się kolejna edycja mojej autorskiej serii z jednej prostej przyczyny – opijałem swój tytuł magistra. Być może jest to tylko bezużyteczny papier, którym podciera się już kilkaset tysięcy absolwentów, ale powód do picia jest to zacny. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Tydzień po mojej szczęśliwej obronie nie mamy powodów do uśmiechów. U Johana Cruyffa, legendy FC Barcelony – zarówno z boiska jak i ławki trenerskiej – wykryto raka płuc. Z doświadczenia życiowego wiem, że zaatakowane płuca to często gorszy przypadek od zainfekowanego mózgu. Holender wygrał w swoim życiu już wiele. Oby teraz równie zwycięsko zakończył swój najważniejszy pojedynek w życiu. Trzymam mocno kciuki.

Co konkretnie chciałem poruszyć tego dnia? Cieszy mnie niezmiernie zwycięstwo na Białorusi. Szczególnie, że kolejny zawodnik FC Barcelony doznał kontuzji, co przestaje być już powoli śmieszne. Tylko cud sprawił, że gospodarze nie wcisnęli gola przyjezdnym, mimo iż w defensywie królują ostatnio tacy zawodowcy jak Douglas czy Pique. Ten pierwszy przyzwyczaił nas już do równych (if you know what I mean) występów, z kolei ten drugi przestaje być powoli pewnym punktem katalońskiego muru sprzed bramki Ter Stegena. To przekłada się na dyspozycję wszystkich kolegów z obrony, czego efektem są porażające liczby. W sezonie 2014/2015 Barcelona straciła zaledwie 8 goli w 13 pierwszych meczach. Dzisiaj już wiemy, że portero Blaugrany musiał wyciągać piłki z siatek… 22 razy w 13 meczach. Oczywiście taki wynik jest też pokłosiem banu transferowego oraz kontuzji graczy z ofensywy (im częściej atakujesz, tym rzadziej bronisz).

Wracając do samego spotkania z BATE – wydawało mi się, że będzie to najtrudniejszy mecz FC Barcelony w tej edycji Ligi Mistrzów w fazie grupowej. Katalończycy mogli być w swojej najlepszej dyspozycji, nafaszerowani nowymi piłkarzami za grube miliony oraz z Messim znajdującym się w doskonałej formie… a i tak przegrać, bądź przynajmniej zremisować. Tym razem miało być dużo gorzej – nie dość, że BATE wciąż było groźne i potrafiące zaskoczyć niejednego rywala, to jeszcze Barcelona bez nowych piłkarzy, bez Messiego i bez innych kluczowych piłkarzy. Ponadto na początku spotkania kontuzji pachwiny dostał Sergi Roberto i w sumie można było w ciemno stawiać u bukmachera Euro Palace online casino niespodziankę na Białorusi. Cud jednak się zdarzył, bo Rakiticiowi załączył się Lewandowski, a po fantastycznych (#not) interwencjach Pique i spółki piłki nie trafiły jednak “za kołnierz” Ter Stegenowi.

Na szczęście od kilku dni można zauważyć, że Neymar wreszcie zaczął brać sprawy w swoje ręce. Najpierw goleada w lidze, a teraz dwie asysty przy golach Chorwata urodzonego w Szwajcarii. Bycie liderem takiej drużyny jak FC Barcelona to ogromna presja, ale też niesamowite wyróżnienie. Neymar może długo nie mieć już takiej okazji, a tylko on może przejąć inicjatywę po kontuzjowanym Leo Messim. To z drugiej strony smutne, że pod uwagę nie jest brany Luis Suarez, niegdyś jednoosobowa ofensywa Liverpoolu, mogąca z niczego nastrzelać ponad 30 goli w sezonie. Mam nadzieję, że to tylko moje “widzimisię”, a Urugwajczyk również byłby w stanie przejąć schedę po najlepszych rozgrywających swojej drużyny.

Nie ma co się jednak ubierać w pesymizm. Iniesta zaczął już trenować z drużyną, Messi lada moment powróci do lekkich treningów, a władze FC Barcelony twardo negocjują z katarskimi liniami lotniczymi. Według ostatnich wyliczeń oraz zakładając ceteris paribus, Katarczycy muszą wyłożyć na stół mniej więcej tyle samo, co trzy lata temu – około 140 milionów euro przez trzy lata. Zakładając, że ceny za piłkarzy wzrosną, podobnie jak ich gaże, a ostatni zysk FC Barcelony na przestrzeni trzech lat to 128 milionów euro, można śmiało zasugerować, że przedłużenie kontraktu na podobnych warunkach powinno być rozwiązaniem dobrym dla obu stron. Jedna nadal będzie promowana w Europie i na świecie (wbrew pozorom) niskim kosztem, a druga będzie mogła wyjść przynajmniej bez strat finansowych po kolejnych trzech latach funkcjonowania.

Nie będę komentował doniesień medialnych o ewentualnym przekupieniu sędziów liniowych na El Clasico, bo być może jest to tylko burza w szklance wody. Dopóki sprawą nie zajmą się poważne organy i oskarżenia będzie można wyczytać z aktów prawnych, a nie kolorowych gazet, dopóty poważne debatowanie nad sprawą będzie domeną sfrustrowanych gimbazjalnych fanatyków.

Tymczasem żegnam się z Wami i zapraszam za tydzień na Football Star online slot machines.

PS. Wybaczcie to suche zakończenie, ale jeszcze nie wypadłem z tego “cugu” akademickiego.
PS2. Magazyn Barça Flash zostanie opublikowany wyjątkowo na dniach pod koniec października. Kolejna, listopadowa edycja, pojawi się w Internecie już według starych zasad.

Jak przekazać darowiznę i 1% dla klubu sportowego

Zgodnie z Ustawą o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie oraz Ustawą o PIT  darowizny przekazane w trakcie roku dają możliwość dokonywania odliczeń podatkowych, a w zeznaniu rocznym każdy podatnik może zdecydować o przekazaniu 1% swojego podatku dochodowego na wsparcie dowolnej organizacji pożytku publicznego.

Cele i zadania klubów sportowych

Warunkiem odliczenia darowizny jest przekazanie jej na cele pożytku publicznego. W sferze pożytku publicznego znajduje się m.in. upowszechnianie kultury fizycznej i sportu. Takie cele realizują kluby i stowarzyszenia sportowe. Przez swoje działania przyczyniają się do podnoszenia i nabywanią sprawności fizycznej służącej wszechstronnemu rozwojowi człowieka. Darowizny na rzecz klubu sportowego spełniają więc warunek określony w ustawie.

Darowiznę można przekazać każdej organizacji pozarządowej prowadzącej działania w strefie pożytku publicznego.

Natomiast 1% mogą otrzymać tylko organizacje posiadające status organizacji pożytku publicznego. i wpis do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS). Aby otrzymać 1% klub sportowy musi posiadać status OPP.

Środki otrzymane przez klub sportowy w postaci darowizn i 1% przeznaczane są na pomoc w sfinansowaniu takich działań jak np.udział w obozach sportowych, turniejach i zawodach, wynajem boiska, transport na mecze, wyżywienie zawodników, zakup osobistego sprzętu sportowego, stypendium dla najbardziej utalentowanych.

Darowizny i 1% w rozliczeniu PIT online

Darowizny przekazujemy z własnego majątku, wpłacamy na konto organizacji (np. klubu sportowego) samodzielnie w trakcie roku podatkowego. Kwotę przekazanej darowizny odliczamy od dochodu zmniejszając w ten sposób podstawę opodatkowania, a tym samym należny podatek. Kwota odliczenia nie może przekroczyć 6% dochodu.

Wniosek o przekazanie 1% należnego podatku stanowi integralną część deklaracji podatkowej. Na każdym formularzu możemy wpisać tylko jeden numer KRS organizacji (numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego) i kwotę mieszczącą się w 1 % podatku należnego, wynikającego z zeznania podatkowego, po zaokrągleniu do pełnych dziesiątek groszy w dół. Jeżeli chcemy wesprzeć jednym procentem więcej niż jedną organizację, możemy to zrobić,  gdy składamy więcej deklaracji podatkowych (np, PIT 36  i PIT 28). Wtedy na każdej z nich mamy możliwość wpisania KRS  innej organizacji. Poza KRS i kwotą do przekazania można określić cel szczegółowy, na jaki chcemy przeznaczyć nasze pieniądze – konkretne działanie lub  osobę. Możemy też podać do wiadomości OPP nasze dane kontaktowe.

Odliczenia z tytułu darowizn oraz przekazanie 1% podatku może być jeszcze prostsze, gdy zdecydujemy się na rozliczenie pit przez internet z programem PITax.pl Łatwe podatki.  Program do rozliczenia pit podpowiada najlepsze rozwiązania, optymalizuje wszystkie odliczenia z uwzględnieniem przysługujących limitów. W programie znajdziemy  listę organizacji pożytku publicznego z numerami KRS, które możemy wspomóc 1%. Na wykazie są wszystkie kluby sportowe, które posiadają status OPP i mogą zbierać środki z 1%.

W 2017 roku  możemy wysyłać pit do urzędu skarbowego online o dowolnej godzinie w każdy dzień tygodnia. System e-Deklaracje,  przez który wysyłamy zeznanie, czynny jest całą dobę. Urząd skarbowy online potwierdzi otrzymanie naszego pit przez internet Urzędowym Potwierdzeniem Odbioru (UPO).

Od kogo klub sportowy może otrzymać 1%

1% podatku mogą przekazać organizacjom posiadającym status pożytku publicznego osoby fizyczne rozliczające podatki w Polsce (zarówno wypełniając formularze papierowe jak i druki interaktywne składane do urzędu skarbowego online):

do 31 stycznia

  • ryczałt od przychodów ewidencjonowanych według stawek zależnych od rodzaju prowadzonej działalności (PIT-28).

do 30 kwietnia ( w 2017 roku do 2 maja)

  • z zastosowaniem progresywnej skali podatkowej  18% i 32% (PIT-36, PIT-37), -
  • podatkiem liniowym 19% od dochodów z pozarolniczej działalności gospodarczej lub działów specjalnych produkcji rolnej (PIT- 36L)
  • w wysokości 19% od dochodów kapitałowych (uzyskanych z odpłatnego zbycia papierów wartościowych, pożyczonych papierów wartościowych itp)
  • podatek od dochodów uzyskanych z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych (PIT-39).

1% OPP mogą przekazać również  emeryci i renciści. Jeśli rozliczenie pit złożył za nas pracodawca albo organ rentowy, możemy mimo to złożyć własne rozliczenie pit i wpisać w nim KRS organizacji, której chcemy przekazać 1%.

W przypadku gdy na formularzu przekazanym przez samego podatnika do urzędu nie było wniosku o przekazanie 1% dla OPP,  to można złożyć  korektę. Należy wtedy ponownie wypełnić formularze z  zaznaczeniem pola “korekta zeznania”,  wpisać nr KRS we wniosku o przekazanie 1% dla OPP, a następnie  przekazać pit  do organu skarbowego (urzedu skarbowego online). Termin złożenia korekty dotyczącej 1% jest ograniczony do jednego miesiąca od daty złożenia deklaracji. Skuteczną korektę deklaracji PIT-28 możemy złożyć najpóźniej do końca lutego, a PIT-36, PIT-37, PIT-38, PIT-39 do końca maja.

Przekazanie środków z 1% do OPP

Środki z 1% zostaną przekazane na konta klubu sportowego i innych organizacji pożytku publicznego w terminie do trzech miesięcy od daty obowiązującej na złożenie zeznań rocznych. Przekazaniem pieniędzy zajmują się urzędy skarbowe, którym organizacje podają numery kont bankowych. Pieniądze otrzymają organizacje wskazane przez podatników we wnioskach złożonych w deklaracjach.


“Mam nadzieję, że decyzja o zmianie nazwy Camp Nou zapadnie jak najpóźniej”

Chcesz dowiedzieć się więcej o sponsoringu sportowym w Hiszpanii, ale boisz się zapytać? Stajemy na przeciw z odpowiedzią. Oto rozmowa z Karolem Kuśką – absolwentem Podyplomowych Studiów Marketingu Sportu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Od marca 2015 roku związany z firmą STS Zakłady Bukmacherskiej w której odpowiada za tematy sponsoringu i marketingu. Wcześniej pracował m.in w dziale marketingu GKS-u Katowice.

Co sądzisz na temat nowego głównego sponsora FC Barcelony, jakim jest japoński gigant Rakuten?

Moja opinia nie różni się zasadniczo od tego co myślą kibice czy media. Władze Barceloną zaczynają udowadniać, że nauczyli się zarabiać naprawdę wielkie pieniądze „na koszulce”. Obecnie wartość umów sponsoringowych firm znajdujących się na trykocie Blaugrany jest najwyższa w historii. To pokazuje, że cały czas nie wiemy, gdzie jest górna granica potencjału tego klubu.

Kontrakt z firmą Rakuten to świetne posunięcie. Marka ta znajduje się na liście 20. najbardziej innowacyjnych firm na świecie według Forbesa. Przekaz marketingowy jest dość prosty. Rakuten chce wspierać Barcelonę, która również jest topową globalną marką w swojej branży. Jestem ciekawy czy pewne innowacyjne wzorce z japońskiego koncernu znajdą także odzwierciedlenie w katalońskim klubie.

Współpraca z nową firmą to również wyraźny sygnał dla Qatar Airways, że Barcelona nie chce być kojarzona z firmą, której zarzuca się łamanie praw człowieka. I to nawet jeśli oferuje ona większe pieniądze.

Czy długo będziemy musieli czekać, aż któraś z marek odzieżowych zapłaci FC Barcelonie więcej niż od 2018 roku Nike?

Przez najbliższe kilka lat ciężko mi to sobie wyobrazić. Karty zostały niedawno rozdane. Jedyną marką zdolną do rywalizacji z Nike jest Adidas. Pytanie zatem brzmi, który klub ze stajni Adidas jest na tyle atrakcyjny, żeby niemiecka marka była w stanie zapłacić więcej niż Amerykanie Barcelonie? Te największe mają już podpisane umowy. Real, który kontrakt już negocjował dostaje od Adidasa jakieś 30 milionów euro mniej niż Barcelona od Nike. Podobnie Chelsea. Najbliżej pułapu katalończyków jest Manchester United, ale oni swoją umowę “życia” podpisali dwa lata temu.

Osoby interesujące się marketingiem sportowym mogą być niepocieszone. Zapowiada się, że w tym temacie przez najbliższy okres będzie spokojnie i nic spektakularnego się nie wydarzy. Choć przyznam, że z ciekawością przyglądam się nowym markom wchodzącym na futbolowy rynek jak Under Armour czy New Balance.

Czy zmiana nazwy stadionu FC Barcelony to kwestia czasu?

Jeszcze kilka lat temu, gdy Barcelona nie miała sponsora na koszulkach, a nawet gdy grała z logotypem organizacji UNICEF byłem przekonany, że takie tematy w tym klubie nie istnieją. Mówiąc językiem kibicowskim – uważałem, że Barca się “nie sprzeda”, a Cules nie pozwolą władzom na tego typu działania jak komercjalizacja trykotów.
Patrząc na to co dzieje się teraz w piłce, nie dam sobie uciąć ręki, że temat zmiany nazwy stadionu Camp Nou nie istnieje. Mam jednak nadzieję, że nastąpi to jak najpóźniej. To przecież nie tylko kawał historii tego klubu, ale także coś w rodzaju pomnika. Podsumowując – komercjalizacja tego obiektu wydaje mi się procesem mocno oddalonym w czasie, ale całkowicie realnym.

Ile euro rocznie to dzisiaj za niska lub za wysoka suma za sponsoring klubu sportowego pokroju FC Barcelony (wyłączając wszędzie indywidualne zapotrzebowania finansowe?

Nie znam dokładnie zapisów umów oraz wysokości świadczeń sponsoringowych firm, które wspierają tak wielkie marki jak Barcelona, Real czy Bayern. Dlatego mówienie też o konkretnych kwotach jest wręcz w tym wypadku niemożliwe, ale chciałbym zaznaczyć, że trzeba odróżnić umowy sponsorów – sponsorów klubów, a umowy sponsorów – właścicieli jak np. Etihad Airways.

Czy uważasz, że umowa Realu Madryt z IPIC wyjdzie Królewskim na dobre?

W przypadku tak dużych klubów jak Real globalizacja działań sprzedażowych to krok konieczny. Rynek europejski ma swoje ograniczania i czas iść dalej, szukając źródeł finansowania w innych kierunkach. Współpraca z IPIC pokazuje, że aby klub miał realne szanse na pozyskiwanie sponsorów powinien związać się z wyspecjalizowanym partnerem. Czy współpraca ta zakończy się sukcesem? Trudno to na tym etapie ocenić, ale podobnie jak w przypadku Barcelony – nie wyobrażam sobie, aby Real pozwolił szybko IPIC na np. zmianę nazwy stadionu, choć wiele razy w swoich wystąpieniach wspominali o tym jej przedstawiciele. Przecież analogicznie do Camp Nou – Santiago Bernabeu to nie tylko miejsce rozgrywania spotkań “Królewskich”.

Czy sądzisz, że Athletic Bilbao też dotknie kapitalistyczna wizja prowadzenia drużyny?

Przyznam szczerze, że kapitalistyczna wizja prowadzenia drużyny trochę źle mi się kojarzy. Jednak biznesowe podejście już dawno dotknęło każdy hiszpański zespół. Po prostu Athletic Blibao od zawsze działało jak każdy klub, który stara się bilansować i oczekiwać dodatnich liczb w raportach rocznych. Wszyscy wyobrażają sobie, że drużyna z Kraju Basków nadal nie ma sponsorów, działa na jakiś dziwnych zasadach, a w drużynie grają tylko i wyłącznie Baskowie. Co oczywiście tylko w jakimś stopniu jest prawdą.

Do momentu aż Bilbao będzie utrzymywało się w La Lidze i będzie potrafiło przyciągnąć do siebie biznes to polityka transferowa nie powinna się zmienić. Jednym zagrożeniem jakie widzę to brak kolejnych pokoleń piłkarzy na odpowiednim poziomie w tej części Hiszpanii. Europejska demografia niestety nie jest dla nas korzystna. Na szczęście nie jest to problem na najbliższe lata czy nawet dekady.

 

Rozmawiał Przemysław Kasiura

Kto pasowałby do FC Barcelony z… Manchesteru United?

Wielu bukmacherów, takich jak Oddsring, z niecierpliwością czekało na rozpoczęcie obecnego sezonu w Premier League. W ostatnim okienku transferowym sporo się działo – również na karuzeli trenerskiej. Swoje miejsca na ławkach Chelsea, i dwóch ekip z Manchesteru znaleźli tacy fachowcy jak Antonio Conte, Pep Guardiola i José Mourinho.

Szczególnie przyjście tego ostatniego do Manchesteru United traktowano jako coś szczególnego, gdyż nie od dziś wiadomo, że „The Special One” bardzo upodobał sobie ligę angielską i z „Czerwonymi Diabłami” był łączony już kilkakrotnie. Wraz z nim przybyło mnóstwo gwiazd, którym jednak nie do końca powodzi się w Manchesterze i wielu z nich pewnie już po sezonie pożegna się z Old Trafford. Czy jest to szansa dla FC Barcelony, aby pozyskać tanio fantastycznych piłkarzy?

„Mou” przyciąga gwiazdy

Niewielu jest na świecie piłkarzy, którzy nie chcieliby pracować z fachowcem pokroju José Mourinho. Z tego powodu jak tylko ogłoszono, że to on zawita do Manchesteru United w miejsce Louisa van Gaala, rozpoczęły się wielkie spekulacje na temat tego, jakie gwiazdy pociągnie za sobą.

Szczególnie mocno rozpisywano się na temat Paula Pogby, o którego przenosinach spekulowano już od dłuższego czasu. W kuluarach co rusz pojawiały się kwoty, za jakie Manchester miałby go wykupić z Juventusu. Kursy na Oddsring odnośnie konkretnych wartości transferu zmieniały się z dnia na dzień, aż w końcu padła bomba – około 120 milionów euro. Sensacja stała się faktem – Pogba pobił Bale’a i Ronaldo, stając się oficjalnie najdroższym piłkarze na świecie.

To jednak nie koniec letnich wzmocnień „Czerwonych Diabłów”. Mourinho zabiegał o pozyskanie kreatywnego i znakomicie wyszkolonego technicznie pomocnika Borussi Dortmund, Henrika Mkhitarjana. Ormianin kosztował Anglików aż 42 miliony euro. Jednak zarówno pieniądze wydane na Pogbę, jak i Mkhitarjana, Manchester „odbił” sobie na pozyskaniu w ramach wolnego transferu niesamowitego Zlatana Ibrahimovićia. Szwed jest jak wino – im starszy, tym lepszy. W tym roku obchodzi 35-te urodziny, ale absolutnie nie przeszkadza mu to w zdobywaniu pięknych, niejednokrotnie akrobatycznych bramek. Zapewne pomaga mu w tym sprawność fizyczna, wytrenowana w trakcie uprawiania taekwondo. Podobno Zlatan jest posiadaczem czarnego pasa w tej sztuce walki.

Wielka odmiana

Już kilka pierwszych spotkań w nowym sezonie pokazało, że wielomilionowe, przemyślane transfery, w połączeniu z geniuszem taktycznym Mourinho, dają dużo lepsze rezultaty niż miało to miejsce w ostatnich sezonach. Owszem, „Czerwone Diabły” nie uchroniły się wpadek, takich jak porażka w lidze 1:3 a Watfordem, czy przegrana z Lidze Europy 0:1 z Feyenoordem Rotterdam, ale poza tymi potknięciami trudno coś graczom z Manchesteru zarzucić. Nawet przegrana z lokalnym rywalem z City jest na początku sezonu skalkulowanym ryzykiem – to naturalne, że zanim nowy trener wprowadzi w 100% swoją taktykę i zgra wzmocniony transferami zespół, musi minąć trochę czasu. Na prawdziwe efekty jego pracy zapewne przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka miesięcy, ale już teraz wiadomo, że pod jego wodzą zespół z Old Trafford zaczyna pokazywać to, z czego był znany przez lata – walkę, nieustępliwość, zaangażowanie i dobrą, szybką, ofensywną piłkę. Ten błysk, który pozwalał im w 1999 roku w dwóch doliczonych minutach gry finału Ligi Mistrzów strzelić dwa gole Bayernowi i rzutem na taśmę wygrać to prestiżowe trofeum. Już teraz kursy na Oddsring zaczynają wskazywać powrót starych, dobrych czasów.

Niewątpliwie przed José Mourinho jeszcze wiele pracy, by przywrócić „Czerwonym Diabłom” ich dawny blask. Jednym z największych wyzwań będzie zapewne znalezienie w zespole odpowiedniego miejsca dla plejady gwiazd, które albo zostały w ostatnim czasie sprowadzone, albo wyrastają tam od pewnego czasu (żeby wspomnieć genialnego młokosa Marcusa Rashforda). Znając jednak upór i charyzmę Portugalczyka, nie spocznie on, póki nie spróbuje wszystkiego, by czerwona część Manchesteru znów mogła nosić głowę wysoko. Tym bardziej, że jest to jeden z największych, najwięcej wartych i najbardziej znanych klubów na świecie.

Artykuł powstał przy współpracy ze Sportowy Ring.

“Nie traktuję Messiego jako świętego”

Jeden z najbardziej cenionych i znanych ekspertów od ligi hiszpańskiej w Polsce. Często zarzuca się mu, że sympatyzuje z FC Barceloną, gdy on po prostu… kocha futbol z Półwyspu Iberyjskiego. Uważa Bartomeu za dobrego prezydenta, a Messiego i Guardiolę nie traktuje jako wielkich idoli. Jednakże napisał interesującą książkę pt. “Barça. Złota Dekada”, w której opisuje tło zwycięstw FC Barcelony z okresu ostatniej dekady. Zapraszamy do lektury wywiadu z Leszkiem Orłowskim, z którym rozmawiał Przemysław Kasiura.

 

Gwoli wyjaśnienia na początku – gdyby to Real Madryt zdobył tyle triumfów przez ostatnie 10 lat, książka zapewne nazywałaby się “Real Madryt. Królewska dekada”?

Zapewne coś takiego.

 

Innymi słowy nie identyfikujesz się jako kibic FC Barcelony?

Nie, nie napisałem tej książki dlatego, że jestem kibicem FC Barcelony. Kibicuje jej tak samo jak innym drużynom piłkarskim – czasem jednym bardziej, jednym mniej. Zależy to od tego jak gra w piłkę – czy mi się to podoba czy nie. Napisałem tę książkę, bo jak zaznaczyłem we wstępie, tyle triumfów w ciągu 10 lat jest rzeczą bezprecedensową. Nie tylko w hiszpańskim futbolu, ale także w europejskim i chciałem to wszystko przypomnieć, postawić kilka pytań dotyczących tego jak to się stało, jak to było możliwe. Gdyby to był Real czy Atletico, to pewnie taką książkę, jako miłośnik piłki hiszpańskiej, napisałbym o zespole, który miałby za sobą lepszy czas niż FC Barcelona.

 

Ta książka to taka trochę woda na młyn dla fanatyków Realu Madryt, którzy starają się Pana przyporządkować do grupy kibiców Dumy Katalonii.

Kibicom Realu mogę zatem powiedzieć, że pracuję właśnie nad książką o… Realu. Nie przejmuję się tym. To jest o tyle prawidłowe, że kibice Realu kojarzą mnie z Barceloną, że skoro FC Barcelona wygrywała, to się nad nią zachwycałem, ponieważ na to zasługiwała. Jeśli ktoś jest zagorzałym fanem tej drużyny bądź Realu, to trochę alergicznie reaguje na pochwały pod adresem tej drugiej drużyny. Te animozje między polskimi kibicami tych dwóch drużyn – czy też siła negatywnych uczuć żywionych przez nich – są zaskakujące duże. Tym bardziej dziwne jest to ze względu na fakt, że żyjemy w Polsce. Także tutaj ten dystans byłby dosyć logiczny i wydaje mi się, że czasem go u nas brakuje. Ale takie jest ich prawo, żeby kochać swoją drużynę i w związku z tym najgroźniejszemu rywalowi nie życzyć najlepiej. Oczywiście nie przejmuję się głosami kibiców Realu, którzy zarzucają mi, że jestem kibicem Barcelony. Robię swoje i jak ktoś gra dobrze i wygrywa, to go chwalę, a jak źle, czy ma rozmaite kłopoty, czy widzę jakieś nieprawidłowości dotyczące funkcjonowania danej drużyny czy klubu (a dosyć często tak było w Realu Madryt, od kiedy komentowałem La Liga w Canal Plus Sport), to krytykuję. Jeśli ktoś taką krytykę odbierał w ten sposób, że ja nienawidzę Realu Madryt – jego prawo. Jest to jednak całkowicie błędna interpretacja.

 

Mimo że zachwycasz się nad ostatnią dekadą FC Barcelony, to ta książka nie jest laurką. Ciekawie opowiadasz o szczegółach z tamtego okresu i odpowiadasz dlaczego to wszystko miało miejsce. Czytając odniosłem jednak wrażenie, że chciałbyś przemycić czytelnikowi jeszcze więcej szczegółów, ale z różnych względów techniczno-organizacyjnych tego nie zrobiłeś. Czy masz jeszcze na pod orędziu jakieś informacje, które być może użyjesz przy kolejnej swojej publikacji?

Ta książka mogłaby być dwa razy grubsza, ale wtedy musiałaby odpowiednio więcej kosztować. Byłoby to też mniej wskazane z punktu widzenia wydawnictwa, które oczywiście ma swoje kalkulacje. Zresztą książka była skracana po tym jak ją napisałem. Nie tylko ze względów handlowych, czy ze względu na umowę jaką miałem z wydawnictwem dotyczącą objętości tej książki, ale żeby historie nie były rozwodnione. Aby koncentrować się na rzeczach najważniejszych. Właściwie każdy mecz Barcelony, który rozegrała przez ostatnie 10 lat, można rozłożyć na czynniki pierwsze. To nie o to chodzi, aby tak detalicznie dane historie opisywać, ale aby ująć wątki łączące cały sezon. Analizowanie każdego meczu byłoby bez sensu i nie byłoby też ciekawe dla czytelnika. Selekcja materiału to jest podstawowy element sztuki każdego dziennikarza, bo takim przecież jestem.

 

Czy jest to książka tylko dla kibiców Barcelony? Jak byś mógł zachęcić kibica Realu Madryt do przeczytania książki o Złotej Dekadzie największego rywala?

Myślę, że każdy kibic Realu Madryt jest też kibicem ligi hiszpańskiej. Zresztą znam wielu fanów Realu, którzy – owszem w Lidze Mistrzów – życzą dobrze FC Barcelonie. Poznanie tego co działo się w obozie rywala, przypomnienie sobie i zajrzenie za kulisy – co usiłowałem zrobić – może kibica Realu, czy w ogóle kibica ligi hiszpańskiej, zainteresować. Tym bardziej, że to nie jest żadna laurka i tej książki nie pisałem na kolanach. Nie traktuję Messiego ani Guardioli za bogów czy wielkich idoli. Traktuję ich za ludzi, którzy mają swoje wady i zalety. Myślę, że każdy kibic Realu – jak sądzę, mam taką głęboką nadzieję – który sięgnie po tę książkę, przekona się, że to nie jest pean na na cześć Barcelony, czy modlitwa do katalońskich świętych, ale rzeczowa analiza problemu.

 

Napisałeś na pierwszych stronach książki, że oparta jest na notatkach, skompletowanych podczas komentowania meczów na antenach Canal Plus. Czy bez nich by ona nie powstała?

Myślę, że bym nie zaryzykował. Dzięki tym właśnie notatkom miałem właściwie wszystkie refleksje dotyczącego tego, co wydarzyło się przez te 10 lat. Gdyby ich nie było, to bałbym się, że pewne rzeczy mogłyby mi uciec z pamięci i nie natrafię na nie poszukując w źródłach. A przecież nie chodzi o to, aby przepisywać inne książki, ale żeby coś własnego dorzucić do tego zbioru informacji i opinii, jakie już są na polskim rynku. Wydawnictwo Sine Qua Non opublikowało całą serię książek dotyczących FC Barcelony, więc myślę, że o oryginalności tej książki decyduje właśnie to, że mogłem korzystać z góry informacji, komentarzy, opinii i cytatów, które w tych swoich notatkach zawarłem. Aby ta książka miała sens, wówczas musiałbym przedzierać się przez hiszpańską prasę dzień po dniu od nowa, sięgając do numerów sprzed 10 lat. To byłaby praca absolutnie syzyfowa. Ja taką pracę wykonałem, ale przez cały ten czas w trakcie komentowania meczów tydzień po tygodniu w Canal Plus Sport. Moje notatki były podstawą, ale wiadomo jak to jest z informacjami prasowymi – są pisane na podstawie informacji, które za 2-3 dni mogą okazać się fałszywe. Weryfikowałem je zatem w literaturze dotyczącej FC Barcelony, czy też starałem się doszukać rzeczy, które budziły moje wątpliwości.

 

Nie brakuje Ci komentowania ligi hiszpańskiej?

Oczywiście, że brakuje. Rok temu, kiedy to się stało [Eleven przejęło prawa do nadawania La Liga w Polsce - wcześniej posiadało je Canal Plus - przyp. red.] to ja czułem się przez pierwsze tygodnie jak narkoman po odstawieniu narkotyków. Jakimś walorem terapeutycznym było napisanie wspominanej przez nas książki. Miałem namacalny powód, aby równie często obcować z ligą hiszpańską, co wtedy gdy komentowałem La Liga w Canal Plus Sport. Można powiedzieć, że ten czas, kiedy przygotowywałem się do meczów co tydzień, a było ich kilka, wykorzystałem na to, aby napisać tę książkę. I myślę, że nie byłoby jej, gdybym tydzień po tygodniu nie komentował meczów ligi hiszpańskiej. Czas niestety nie jest z gumy.

 

Oglądasz La Liga na Eleven?

Tak, oczywiście.

 

Nie jest ciężko słyszeć kogoś innego, niż siebie bądź kolegów ze stacji?

Nie, dlaczego? Ja się nie obraziłem w ogóle na ligę hiszpańską. Byłoby to jakimś absurdem!

 

A nie oglądasz meczów z hiszpańskim komentatorem?

Różnie to bywa. Najczęściej oglądam jednak mecze na stacji Eleven, bo dlaczego miałbym tego nie robić? Oglądam ją normalnie, ale przecież wciąż mamy mnóstwo piłki hiszpańskiej na antenach Canal Plus. Jest Copa del Rey i są europejskie puchary, gdzie tych hiszpańskich drużyn jest zatrzęsienie. One grają od sierpnia przeważnie do końca maja. Mamy Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Europy, więc to nie jest tak, że straciłem z hiszpańską piłką kontakt. Wręcz przeciwnie – jest on nadal znaczny. Lecz oczywiście tych meczów jest siłą rzeczy mniej.

 

Tęsknisz za pracą w duecie z Jackiem Laskowskim?

Wspaniale nam się pracowało z Jackiem. Jest on moim mistrzem i głównym nauczycielem. Jeśli coś jest dobrego w moim komentowaniu, to w dużej mierze jest to dzięki niemu. Ale potem jego losy zawodowe potoczyły się jak się potoczyły. Komentowałem z nim, ale również z innymi kolegami – Rafałem Wolskim czy Piotrem Labogą. Tych dwóch tu wymienię, ale duetów z moim udziałem było znacznie więcej. Współpracę z nimi oceniam znakomicie i cieszę się na każdy mecz, gdy mogę go skomentować w towarzystwie jednego czy drugiego.

 

Czy jest jeszcze ktoś, z kim uwielbiasz współkomentować?

Jeśli Jacek Laskowski jest moim mistrzem, to właściwie to samo mogę powiedzieć o Rafale Wolskim, który przecież teraz komentuje najważniejsze mecze piłki zagranicznej w Canal Plus, z finałami Ligi Mistrzów włącznie. Spotykam się zatem też z opiniami, że ja z nim tworzę również bardzo dobry duet. Jednakże położyłbym największy akcent na moich kolegów. Jacek z kimkolwiek by nie komentował, to jest to duet znakomity. To samo można powiedzieć o Rafale. A Piotr Laboga też podąża przecież tą drogą i też w samych superlatywach mogę się wypowiadać o nim i o mojej z nim pracy.

 

Wiem, że Twoje ulubione El Clasico to te z 2007 roku zakończone wynikiem 3:3. Które zatem wspominasz najgorzej, oprócz wspomnianego w książce El Clasico z 2010 roku?

To było dość specyficzne, niemiłe i traumatyczne przeżycie, kiedy El Clasico odbywało się 10 kwietnia 2010 roku. Z Rafałem Wolskim nie mogliśmy na żywo tego komentować. To jest smutna sprawa, którą opisałem w książce, ale myślę, że nie ma co do niej wracać. Każdy z Polaków ten dzień jakoś po swojemu przeżywał, a mi się trafiło go przeżywać w takich, a nie innych okolicznościach. Natomiast pamiętam jeden mecz, nie pamiętam dokładnie w którym roku się rozgrywał, kiedy Real Madryt wygrał 1:0 po golu Julio Baptisty. To był bardzo słabe spotkanie i być może jedyne, które tak mi się zapisały w pamięci ze wszystkich “Klasyków”, które komentowałem, niegodnych tego miana. Dlatego ten mecz wskazałbym jako ten, o którym nie chciałbym pamiętać. Ale pamiętam, bo “Klasyki” są na ogół tak znakomite, że jak zdarzy się jeden, o którym niewiele dobrego można powiedzieć, to w pamięci zostaje.

 

Gdyby La Liga nie byłaby tak spolaryzowana w trakcie całej ostatniej dekady i nie rządziłby bezwzględny oligopol, Barcelona miałaby trudniej w zdobyciu tylu trofeów? 

Myślę, że miała zdecydowanie łatwiej. To jest takie sprzężenie zwrotne – potęga dzisiejszej ligi hiszpańskiej jest wynikiem tego, że Barcelona wzniosła się na tak wysoki poziom. I żeby jej dorównać, trzeba było grać coraz lepiej, lepiej i lepiej. Najpierw dotyczyło to nie tylko Realu, ale również Atletico żeby dorównać temu duetowi, a potem następnych drużyn, aby dorównać Atletico i tak dalej. Goni się zawsze lidera, czyli takiego swoistego zająca w wyścigu. Jak jest dobry zając, to i cały wyścig ma szybsze tempo. Ale też z drugiej strony, potęga FC Barcelony wyrosła właśnie z tej bardzo żyznej gleby hiszpańskiego futbolu, która wydaje mnóstwo fantastycznych piłkarzy i trenerów. Wszystkie te opinie, że liga hiszpańska to dwie lub trzy drużyny, a potem już szara masa, są całkowicie niesprawiedliwe. Drużyny z dołu tabeli La Liga są często silniejsze od drużyn z dołu tabeli innej ligi. Nie jest prawdą, że Barcelona nie wysilając się może wygrać każdy mecz ligowy. Dobitnym tego przykładem był mecz z Deportivo Alaves w tym sezonie. FC Barcelona jest jednak tak wybitna, że nawet z Leganes udało się wysoko zwyciężyć, a nie są to przecież żadne “ogórki”, pomimo posiadanego pseudonimu “Zbieraczy ogórków”. To jest poważna drużyna, grająca poważną piłkę, a przegrała bo… Barcelona była sobą w ataku.

 

Gdybyś był teraz prezesem FC Barcelony, zgodziłbyś się na zmianę nazwy stadionu w zamian za korzyści finansowe dla klubu?

No tak, przed takim dylematem stanął Joan Laporta, co zresztą opisałem w książce (zresztą była to moja jedna z nielicznych “wycieczek” poza boisko i najbliższe jego okolice). Laporta zdecydował się na to, bo taka była konieczność, taka była potrzeba chwili. Myślę, że nikt o to dzisiaj nie ma do niego pretensji, że Barca nie gra w “czystych” koszulkach, tylko w koszulkach z reklamą. Barcelona to nie Athletic Bilbao, które może pozostać wierna swojej filozofii i budowania drużyny wyłącznie w oparciu o, tak to nazwijmy, szeroko rozumianych Basków. Tam nie wymagają gry w Lidze Mistrzów. Tam uczestnictwo w Primera Division czy w Lidze Europy to szczyt szczęścia. Barcelona oprócz tego, że reprezentuje jakieś tam sentymenty Katalończyków i bez względu na to, czy będzie wygrywała czy nie, to musi wygrywać. Inaczej kibice będą niezadowoleni i żaden prezydent się nie utrzyma. To jest taki dylemat sofoklesowski. Trzeba jednocześnie dbać o to, żeby w kasie było sporo pieniędzy oraz żeby też nie przegiąć z obecnością reklam na barwach blaugrana. Myślę, że ja bym taką decyzję podjął, bo po prostu nie można płynąć pod prąd.

 

Czy masz wrażenie, że Bartomeu mimo wszystko nie ma lepszego PRu od Laporty? Co musiałby zatem zrobić z klubem, aby być ukochanym prezydentem socios?

Większą sławą cieszy się ten, kto pierwszy wejdzie na Mount Everest, a nie ten drugi czy trzeci. I to jeszcze przetartym przez tego pierwszego szlakiem! Laporta przełamał dosyć długi okres klęsk i nieurodzajów w Barcelonie. Tragiczne transfery poprzedników, na które wydano olbrzymie pieniądze, a które całkowicie się nie sprawdziły, zdołowały fanów. Aż przyszedł Laporta, kupił Ronaldinho oraz przekonał innych znakomitych graczy, aby do Barcelony przybyli. Nawet jeśli nie on pierwszy wszedł na ten Mount Everest, to bardzo dawno tam już nikogo nie było. Właściwie tylko wcześniej za kadencji trenerskiej Johana Cruyffa udało się Ligę Mistrzów wygrać. Ale są też różnice w osobowości między tymi ludźmi. Laporta to urodzony przywódca. Przecież miał ambicje, aby być przywódcą nie tylko FC Barcelony, ale również całej Katalonii. Okazało się, że to był przerost ambicji u niego, ale miał takie zapędy. Natomiast Bartomeu jest urzędnikiem. Jest po prostu człowiekiem, który postrzega swoją rolę nie jako wielkiego przywódcy wytaczającego kierunki, tylko jako menadżera, który nadzoruje właściwy przebieg realizacji projektu. I taka jest między nimi różnica. Laportę albo się kocha, albo nienawidzi. Są to ludzie, którzy różnie postrzegają sprawowanie funkcji prezydenta i w związku z tym Bartomeu nigdy nie będzie budził tak skrajnych emocji jak Laporta. Chyba, że znowu okaże się, że jakieś skandale mają miejsce w Barcelonie i on za nie odpowiada. Wtedy ten czarny PR może zadziałać w jego odniesieniu, tak jak zadziałał przeciwko Laporty.

 

Bartomeu to dobry prezydent?

Pewnie, że tak. Nie podejmuje żadnych decyzji pochopnych. Jest przeciwieństwem Jesusa Gila. Podejmuje decyzje pragmatyczne, nie kierując się – jak sądzę – swoimi osobistymi ambicjami, tylko dobrem klubu. Nie wysuwa się na pierwszy plan, pozwala błyszczeć zawodnikom i trenerowi. Natomiast Laporta, tak jak wspomniany Jesus Gil czy Florentino Perez, chciał być tym samcem alfa. Wiadomo, że jeden taki może być w stadzie. Panu Bartomeu w całości odpowiada stan rzeczy, w którym tym samcem alfa jest Leo Messi, bo nawet nie Luis Enrique.

 

Nie podejmuje pochopnych decyzji, ale z drugiej strony przedłużenie współpracy na rok z Katarczykami jak byś wytłumaczył? Brakiem wizji?

Tak, jest to po prostu pewnego rodzaju odroczenie decyzji, że ta umowa została podpisana jedynie na 12 miesięcy. Jest to typowe granie na zwłokę. Czas na przekonanie partnera, z którym nie udało się dojść do porozumienia. Typowa praktyka zawodowego menadżera, jest to pewnego rodzaju know-how w tym zawodzie. Jak zrobić, aby dla swojego przedsiębiorstwa najwięcej zarobić. Czasami opłaca się dziś nie zarobić sumy x, aby jutro zarobić sumę 2x. Tak bym oceniał te działania Bartomeu. Jest to fachowiec, który na pewno nie działa w złej wierze.

 

Rozumiem, że jesteś w stanie zrozumieć poświęcenie romantycznych wartości dla kapitalistycznej wizji klubu?

Tak, ja chcę, aby wygrywała Barcelona, Real, czy ogólnie kluby hiszpańskie. Zamienienie jakiegoś klubu w skansen sprawi, że on wypadnie z obiegu. Na pewno nie jestem za tym, żeby FC Barcelonę zamieniać w skansen. To się nie dzieje i ja się z tego cieszę.

 

Udało Ci się zakupić koszulkę bez logo z tego sezonu? Trudno będzie o taki rarytas w przyszłości.

Nie, nie. Ja nie kolekcjonuję koszulek, ale za to kolekcjonuję czapeczki klubów hiszpańskich. Mam kilka czapeczek Barcelony, kilka Realu, czasami w nich chadzam nawet. Koszulki nie są moim fetyszem i nie mam żadnej takowej w kolorach bordowo-granatowej w domu.

 

Wracając do piłkarskiej sfery – pisałeś w książce o kilku fantastycznych zmiennikach FC Barcelony, mogących wejść z ławki i wygrywać wielkie mecze. Kto według Ciebie mógłby sprawować miano najlepszego – nawet czwartoplanowego – piłkarza FC Barcelony na przestrzeni ostatniej dekady?

To nie jest łatwe pytanie, bo musiałbym się zastanowić, ale na przykład można by więcej było napisać o Pinto i jego roli w kształtowaniu psychiki Leo Messiego. Uważam, że to była rola dosyć znacząca. Po napisaniu tej książki pomyślałem, że może jeden “rozdzialik” można było mu poświęcić więcej. Jest to jeden z inteligentniejszych piłkarzy FC Barcelony, jacy byli tam w tamtym czasie. Zaprzyjaźnił się z Messim, dotarł do niego. Po odejściu Ronaldinho odszedł tym samym mentor Argentyńczyka i właściwie taki dużo starszy Pinto mógł nawet mu przez pewien czas ojcować. Warto byłoby zbadać i rozwinąć ten wątek. To jest też taki człowiek, który dużo dobrego zrobił dla Barcelony. Był poniekąd swego czasu takim Sylvinho, który potrafił sprowadzić na ziemię rozmaite dyskusje odlatujące w przestworza. Dzięki temu wiele konfliktów było rozwiązywanych. Kto jeszcze? Nie przychodzi mi na gorąco inny osobnik oprócz wspomnianych Pinto i Sylvinho. Dodałbym jeszcze ewentualnie osobę Carlesa Puyola. Co prawda był kapitanem, ale swoim charakterem odegrał znakomitą rolę w swoim czasie w Barcelonie. Nigdy nie usprawiedliwia porażek “gdzieś na zewnątrz”, zupełnie inaczej niż Xavi czy Messi. Puyol był takim zawodnikiem, który tłumaczył: “to my jesteśmy winni, to my przegraliśmy, my musimy w sobie szukać źródła niepowodzeń”. Myślę, że ta jego rola kapitana w ten sposób była bardziej znacząca, niż ta na boisku, zagrzewająca piłkarzy do gry.

 

Wieńczące rozmowę pytanie: Ile trypletów musi zdobyć jeszcze Luis Enrique, aby zdemitologizować Pepa Guardiolę?

Myślę, że nie ma potrzeby tego okresu demitologizować. To był świetny, gwiezdny czas FC Barcelony.

 

A z punktu widzenia Luisa Enrique?

Nie można wyznaczać co musi zrobić Luis Enrique, bo Pep Guardiola ciągle pracuje i nie stoi w miejscu. Wygrywał z Bayernem, chociaż nie wszystko, a teraz cały świat się zachwyca  jego Manchesterem City. Myślę, że porównanie Luisa Enrique do Pepa Guardioli może być podobne do naszego wcześniejszego porównania Bartomeu z Laportą. Pep był wizjonerem, Luis Enrique jest pragmatykiem i myślę, że on nawet nie ma takich ambicji, aby być postrzeganym jak Guardiola. Tym bardziej, że on jest Katalończykiem z Asturii i nigdy nie będzie takim prorokiem we własnym kraju, jakim był Pep Guardiola. Takiej miłości od Katalończyków, jaką uzyskał Pep, Luis Enrique pewnie nigdy nie uzyska. Ale na pewno jest szanowany, obdarzony zaufaniem przez kibiców, którzy wiedzą, że jest to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Recenzja gry Pro Evolution Soccer 2017

W 2007 czy 2008 roku debata FIFA – Pro Evolution Soccer wydawała się z góry rozstrzygnięta. Gra KONAMI, a szczególnie edycja opatrzona numerem 6, deklasowała przeciwniczkę z EA Sports pod względem grywalności i nieprzewidywalności, przegrywając wyłącznie na polu licencji. Teraz sytuacja wygląda podobnie. Po kilku chudszych i mniej udanych edycjach, PES znowu jest poważnym rywalem dla FIFA 17, bo gra się w niego obłędnie dobrze.

Po względnym sukcesie ubiegłorocznej edycji Pro Evolution Soccer, w tym roku KONAMI zrobiło kolejny krok do przodu. Nie jest to rewolucja, jaką kilka lat temu przeszła FIFA po zmianie silnika gry, jednak spokojny i kontrolowany rozwój. To cieszy najbardziej.

Okładka

Przed premierą PES-a KONAMI chwaliło się dziesiątkami zmian, m.in. ulepszeniem tzw. Player ID i Team ID. Dzięki nim zachowania piłkarzy i zespołów w realnym świecie mają odpowiadać tym z gry oraz na zmienionym systemie podań i strzałów, który miał pozwalać na posyłanie piłki gdzie tylko zechcesz. I rzeczywiście tak się dzieje. Opanowanie systemu początkowo nie przychodzi łatwo, potrzeba na to kilku (kilkunastu?) meczów i rzucenia dużej liczby wulgaryzmów, jednak efekty są zadziwiająco dobre. Chcesz zagrać zewnętrzną częścią stopy na drugą stronę boiska? Zdobyć bramkę z dowolnego miejsca na boisku? Ależ proszę bardzo! Wymaga to oczywiście treningu, jednak satysfakcja z udanych zagrań jest niesamowita.

W wizualnym rozkoszowaniu się nowym PES-em pomagają też nowe animacje zawodników. Piłkarze naprawdę zachowują się jak na murawie. Każde niekonwencjonalne zagranie – piętka, przewrotka, strzał z woleja, cokolwiek! – sprawia wrażenie naturalnego. Robi to ogromne wrażenie. Podobnie zresztą jak zeskanowane w 3D twarze klubów, które związały się z KONAMI. Każdy gracz Barçy czy Arsenalu wygląda jak żywy. Nie musicie wierzyć mi na słowo, bo w sieci łatwo znaleźć filmiki z gry, jednak czasami naprawdę można poczuć się jak w telewizji.

FC Barcelona, która została zresztą oficjalnym partnerem KONAMI podobnie jak Arsenal, Liverpool czy Borussia Dortmund, została w grze odwzorowana kapitalnie. Przed rozpoczęciem każdego meczu Barçy pojawia się widok na CampNou z lotu ptaka (byłem tam w „realu” i wygląda to praktycznie identycznie), zawsze odśpiewywany jest hymn klubu, pojawia się też mozaika. Otoczkę meczów PES-a (szczególnie tych Ligi Mistrzów!) spokojnie można pomylić ze spotkaniem transmitowanym w telewizji. Jedyną różnicą, którą udało mi się wyłapać, jest tunel, którym piłkarze wychodzą na murawę – akurat jego twórcy gry nie przenieśli z CampNou do wirtualnej rzeczywistości.

Problem pojawia się jednak, gdy chcesz rozegrać El Clásico, bo w grze nie ma Realu Madryt, jest MD White. Spośród hiszpańskich zespołów poza Barçą swój oficjalny herb i barwy ma jeszcze tylko Atlético Madryt. Brak licencji jest jednym z największych problemów związanych z PES-em. KONAMI tworzy genialną grę, jednak spośród największych lig na świecie w grze licencjonowane są tylko francuska Ligue 1 i włoska Serie A (chociaż nie w pełni, bo brakuje np. Juventusu). W PES-ie znajdziemy co prawda Ligę Mistrzów i Ligę Europy (brakuje ich w grach serii FIFA), ale to marna pociecha, bo w niej też nie ma licencji dla klubów i gra się starcia wymyślonych drużyn z Edenem Hazardem czy Paulem Pogbą w składzie. To ogromny minus, jednak od tegorocznej edycji KONAMI zezwoliło na wgrywanie nieoficjalnych plików „naprawiających” licencje (koszulki, nazwy klubów, ba – nawet komentarz!)także na konsole, co w jakiś sposób jest w stanie naprawić problem, jednak to nie rozwiązuje problemu. Kwestia licencji musi powrócić i prędzej czy później KONAMI musi się wziąć za nią na poważnie, bo poza klubami licencjonowanych jest tylko kilka stadionów.

W PES-ie brakuje także fabularyzowanego trybu kariery, który oferuje FIFA. Czy to minus? Trudno powiedzieć, bo produkcja KONAMI oferuje możliwość gry jednym zawodnikiem, chociaż nie jest ona aż tak rozwinięta jak u konkurentki. Wielkich zmian nie ma także w trybie Master League, w której zmodyfikowano system transferów, dodając m.in. Deadline Day. Nieco rozwinięte zostały tryby sieciowe, które działają poprawnie, chociaż wciąż zdarzają się sytuacje, w których pojawia się rozłączanie zawodników czy lag.

Opóźnienie zresztą może być sporym problemem w PES-ie, bo gra jest nieprawdopodobnie płynna. W tej edycji KONAMI zdecydowanie rozszerzyło opcje taktyczne, które dają ogromne możliwości do zmiany meczu. Rywal gra wąsko w obronie? Jednym kliknięciem każesz napastnikowi przejść do gry jako fałszywa 9 i twoi skrzydłowi mają niesamowicie dużo miejsca. Chcesz zwolnić tempo? Używasz tiki-taki, piłkarze sami się dostosowują. Zależy ci na szybkim odbiorze piłki? GegenpressingJürgenaKloppa jest idealną opcją. Aby dostosować drużynę do boiskowych wydarzeń nie musisz już grzebać w ustawieniach. Wszystko robi się intuicyjnie, a opcje są odpowiednio opisane, podobnie zresztą jak i wszelkie ustawienia w menu, co w poprzednich edycjach stanowiło problem PES-a.

Gra w Pro Evolution Soccer to prawdziwa przyjemność. Na przykładzie nowej produkcji KONAMI doskonale widać różnice między zawodnikami bardziej i mniej utalentowanymi. Może wydać się to banałem, ale np. Pierre-Emerick Aubameyang jest znacznie szybszy od innych zawodników, co na boisku robi sporą różnicę, bo w tegorocznej edycji producenci znacznie poprawili jakość gry defensywnej komputera, szczególnie patrząc na występy bramkarzy. Golkiperzy są zdecydowanie lepsi niż w poprzedniej wersji. Duże wrażenie robią szczególnie ich interwencje przy uderzeniach, przy których doszło do rykoszetu – szybkość reakcji bramkarza musi robić wrażenie.

W samej warstwie piłkarskiej trudno się do PES-a w jakikolwiek sposób przyczepić. Pod względem wydarzeń boiskowych produkcja KONAMI jest wyjątkowa, bo silnik, na którym stworzona została gra, sprawdza się wyśmienicie. Trudno jest znaleźć jakąkolwiek poważną wadę Pro Evolution Soccer w kwestii gameplayu, ale dużym problemem serii są niewątpliwie kwestie pozaboiskowe. W PES-ie znajdziesz duszę futbolu, ale brakuje jej odpowiedniego opakowania, szczególnie pod względem licencji. Jeżeli uda się to naprawić, będziemy mieli kompletny symulator gry w piłkę nożną. Już teraz jednak PES pod względem kwestii czysto piłkarskich jest bezkonkurencyjny, szczególnie dla fanów Barçy, którzy swojej ukochanej drużyny przeniesionej w takim stylu do wirtualnej rzeczywistości nie widzieli nigdy.

Sierpniowe wydanie Barça Flash ujrzało światło dzienne!

Kolejne wydanie Barça Flash ujrzało już wczoraj światło dzienne! W bezpłatnym internetowym numerze przeczytacie przede wszystkim o transferach FC Barcelony, przyszłych jej gwiazdach, pożegnaniu Daniego Alvesa, problemach Leo Messiego z prawem, o pechowych jedenastkach, zmierzchu hegemonów i sponsoringowych przebojach FC Barcelony.

ISSUU: https://issuu.com/barcaflash/docs/barcaflash_sierpien
PDF: http://www.blogfcb.com/BarcaFlashSierpien2016.pdf

Zapraszamy również na stronę www: www.barcaflash.com.

Oceny piłkarzy Barcelony za mecz z Athletikiem

W drugiej ligowej kolejce Barcelona po trudnej przeprawie pokonała na wyjeździe Athletic Bilbao 1:0. Gola na wagę wygranej zdobył Ivan Rakitić. Jak zaprezentowali się poszczególni piłkarze? Zapraszamy na pomeczowe oceny!

TerStegen
Ocena: 5,5/10

Wszedł w mecz dość nerwowy i bardzo szybko popełnił kardynalny błąd, podając piłkę rywalowi. Na szczęście szybko się zrehabilitował, a później grał już bezbłędnie – kilka pewnych interwencji oraz gra nogami.


Roberto
Ocena: 7,5/10 (Zawodnik meczu)

Kolejny bardzo dobry mecz Hiszpana. Ze swoich podstawowych obowiązków wywiązywał się więcej niż solidnie, a do tego dawał dużo także w kreacji gry. Świetnie współpracował zarówno z Rakiticiem, jak i napastnikami.


Pique
Ocena: 6/10

Pewny punkt katalońskiej obrony, utrzymuje formę z ubiegłych rozgrywek. Kilka złych wyborów i interwencji, ale generalnie do jego gry nie można mieć większych zastrzeżeń. Dobrze uzupełniał się z Umtitim. Współpraca z Francuzem pokazuje, że mogą być solidną parą stoperów na najbliższe lata.


Umtiti
Ocena: 6/10

Tak jak w poprzednich meczach, nie brakowało mu odwagi, zarówno w wyprowadzaniu piłki, jak i interwencjach. Popełnił kilka błędów, zwłaszcza na początku meczu, ale pozostawił po sobie pozytywne wrażenie, tak jak do tej pory.


Alba
Ocena: 6,5/10

Mniej wykorzystywany w ataku, gdzie na lewej flance brylowali Arda Turan i Denis Suarez. W destrukcji z kolei bardzo solidnie, dopasowując się poziomem do swoich partnerów. Jedna z pozytywnych postaci drużyny.


Busquets
Ocena: 5,5/10

We wspomnianej sytuacji, w której błąd popełnił niemiecki bramkarz, on także mógł zachować się nieco lepiej. Odnosimy wrażenie, że Sergio rozkręca się bardzo powoli, dozując swoje zagrania i dopasowując się do tego, co daje przeciwnik. Jeśli ma to przynieść skutek w kluczowych fragmentach sezonu, jesteśmy jak najbardziej za.


Rakitic
Ocena: 7/10

Jeden z dwóch głównych bohaterów spotkania. Do decydującego trafienia dołożył także świetną grę w środku pola, współpracę ze wszystkimi piłkarzami i “wszędobylskość”. Przyjemnie patrzeć na takiego Chorwata, któremu większa konkurencja w środku pola może tylko i wyłącznie pomóc.


Denis Suarez
Ocena: 5,5/10

Słabszy od swojego partnera. Nieźle wszedł w spotanie, ale z biegiem czasu przygasał, tylko od czasu do czasu prezentując lepsze zagrania. Możemy tylko stwierdzić, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby odpowiednio się wkomponować do ekipy i prezentować równą wysoką formę, jak w sparingach.


Messi
Ocena: 6/10

Gorszy występ niż w poprzednich meczach, ale to i tak wystarczyło, by La Pulga wdała się przeciwnikom we znaki. Kilka kluczowych podań i udanych dryblingów potrafiło napędzić akcje Blaugrany, a jego znakomita akcja z ostatniej minuty powinna zakończyć się asystą…


Luis Suarez
Ocena: 5,5/10

Inaczej chciał jednak Luis, który tego dnia zupełnie nie miał pomysłu na to, jak zapisać się w protokole pomeczowym. Napastnik tej klasy musi wykorzystać choćby jedną dogodną okazję, a Urugwajczyk miał ich przynajmniej trzy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.


Turan
Ocena: 6/10

Nie był tak efektowny jak w ostatnich meczach, ale zakończył spotkanie z asystą na koncie. Akcja bramkowa wydatnie pokazała, jak klasowym piłkarzem jest Turek i jak wiele widzi on na boisku. Pozytywnie należy odebrać także jego walkę w defensywie, gdzie starał się pomagać Albie na miarę swoich możliwości.


Rezerwowi:

Mascherano
Ocena: 5,5/10

Argentyńczyk wszedł, by uspokoić grę, choć początek jego gry wskazywał zupełnie co innego. Z każdą kolejną akcją było już coraz lepiej i udało dowieźć się korzystny wynik do końca.


Gomes
Ocena: 5/10

Nie najlepsza zmiana. Andre kilka razy zagrał nieodpowiedzialnie i stracił piłkę w strefie, w której powinien zachować się znacznie lepiej. Przed Portugalczykiem jeszcze sporo nauki.


Rafinha
Ocena: -

Grał zbyt krótko, by go ocenić.