Tour de Euro #43: Podsumowanie turnieju

Tydzień temu poznaliśmy nowego mistrza Europy. Emocje po francuskim turnieju opadają, my zaś postanowiliśmy zebrać najważniejsze momenty z nim związane i stworzyć z nich alfabet. Zapraszamy!

A jak Anglia
Wyspiarze przez kwalifikacje do turnieju przemknęli jak burza, ani razu nie tracąc punktów. Wśród wielu zrodziło więc to nadzieję na zadowalający rezultat w samym turnieju. Synowie Albionu tymczem standardowo już zawiedli. Francję musieli opuścić jeszcze w czerwcu, gdy w kompromitujący dla siebie sposób odpadli na etapie 1/8 finału. Posadą za to przypłacił Roy Hodgson.

B jak Beyonce
Zrezygnować z koncertu tej wokalistki musiał jeden z walijskich defensorów, Neil Taylor. Chciał sprawić swojej żonie urodzinowy prezent, lecz nie przewidział, że wraz ze swoimi reprezentacyjnymi kolegami w tym terminie jeszcze będzie przebywać we Francji. Wyspiarze dotarli bowiem aż do półfinału, gdzie ulegli Portugalczykom.

C jak Cristiano Ronaldo
Choć cały turniej był w jego wykonaniu bardzo przeciętny, to i tak po niedzielnym finale najwięcej mówiło się właśnie o nim. Ronaldo w końcu był w stanie sięgnąć po złoto z reprezentacją, co było jego największym marzeniem oraz obsesją. Mimo że nie on był decydujący, należy oddać mu to, że potrafił kierować grupą złożoną z tylu młodych, niedoświadczonych graczy. Chyba już wiemy, kto zgarnie Złotą Piłkę.

D jak defensywa
Podczas minionego turnieju w większości z drużyn odgrywała kluczową rolę. Średnio padało bowiem 2,12 bramki na mecz, co w porównaniu z poprzednimi edycjami jest bardzo słabym wynikiem. Pod tym względem gorzej było tylko w trakcie czempionatu rozgrywanego na angielskich boiskach w 1996 roku – przeciętna wyniosła 2,04.

E jak Eder
Niespodziewany bohater wielkiego finału. Pod nieobecność kontuzjowanego Ronaldo to on wziął na siebie odpowiedzialność i strzałem z dystansu dał Portugalii złoto.

F jak finanse
Wiadomo już od dawna, że piłka nożna oprócz emocji generuje także wielkie pieniądze. UEFA całkowity zysk z minionej imprezy oszacowała sobie na rekordową sumę 830 milionów euro. Jest to wynik aż o 34 procent lepszy w prównaniu do tego sprzed czterech lat, kiedy to najlepsi piłkarze kontynentu mierzyli się ze sobą na polskich i ukraińskich boiskach. Wyższy dochód jest przede wszystkim zasługą reformy, rozszerzającej turniej do 24 drużyn.

G jak Griezmann
Pierwszy mecz okazał się być dla niego sporym rozczarowaniem. Później jednak wzniósł się na wyżyny swoich możliwości, wprowadzając drużynę narodową do finału. Zanotował sześć bramek i dwie asyty, dzięki czemu w walce o tytuł dla króla strzelców pozostawił wszystkich konkurentów w tyle. Co więcej, został wybrany najlepszym zawodnikiem całego turnieju.

H jak Huh
Albo po prostu wydawany przez islandzkich kibiców okrzyk, któremu towarzyszy klaśnięcie. Swoja reprezentację w taki sposób wspierali od samego początku mistrzostw, wzbudzając przy tym podziw całego piłkarskiego świata. Wikingowie niesieni tak fantastycznym dopingiem, mimo że debiutowali na wielkiej imprezie, dotarli aż do ćwierćfinału.

I jak Ibrahimović
Szwecja z turniejem pożegnała się już po fazie grupowej, gromadząc na swoje konto zaledwie jeden punkt. Wiele słów krytki po tym niepowodzeniu posypało się na głowę kapitana zespołu, który w ciągu trzech meczów na bramkę rywali oddał tylko jeden, w dodatku niegroźny, celny strzał. Zgodnie z tym, co zapowiadał wcześniej, teraz skupi się tylko na występach w klubie.

J jak Joachim Loew
Niemiecki szkoleniowiec już kilkukrotnie został przyłapany na dłubaniu w nosie. Tym razem przeszedł jednak samego siebie. W trakcie jednego ze spotkań fazy grupowej włożył sobie rękę w spodnie, a po chwili sprawdził jej zapach. Mimo że za zaistniałą sytuację na konferencji prasowej przeprosił, kilkanaście dni później znowu zrobiło się o nim głośno. Jogi swoją dłoń nakierował na pachę, po czym… Tak, zgadliście.

K jak Kiraly
Węgier został najstarszym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek wystąpił w Mistrzostwach Europy. Kiedy stanął między słupkami w spotkaniu 1/8 finału przeciwko Belgom, miał na karku 40 lat i 86 dni. Tak jak praktycznie nieprzerwanie od kilkunastu sezonów, wtedy także towarzyszyły mu szare materiałowe spodnie. Jak sam podkreślał, idealnie pasują do tego, co robi.

L jak Lewandowski
Opinie na temat tego, czy kapitan naszej reprezentacji pomógł drużynie w stu procentach, są podzielone. Jedni uważają, że jego głównym zadaniem jest strzelanie bramek, inni z kolei, że w kadrze musi się skupić także na tworzeniu przestrzeni partnerom. O ile z tym pierwszym najlepiej nie było, o tyle w grze wzajemnej z kolegami wyglądało to na ogół dobrze. Należy pamiętać także, że snajper Bayernu był najbardziej eksploatowanym zawodnikiem w składzie i przyjechał na Euro niedługo po wyczerpującym sezonie. Tak jak u kilku innych wielkich gwiazd, widać było po nim zmęczenie.

M jak Marciniak
Szymon Marciniak, jedyny polski arbiter w stawce sędziów, pokazał się z bardzo dobrej strony podczas spotkań, które prowadził. Na wielkim turnieju nie mieliśmy w tej roli rodaka od bardzo dawna, ale wydaje się, że kolejne powołania dla niego to tylko formalność. W jego poczynaniach widać było to, co zazwyczaj – doskonałe podejście do zawodników oraz jasne, przejrzyste decyzje. Polak był także sędzią technicznym m. in. w półfinale, co również podkreśla docenienie go ze strony UEFA.

N jak nowy format rozgrywek
Zwolenników powiększenia grona zespołów z 16 do 24 było przed turniejem zdecydowanie mniej niż przeciwników, a po zakończeniu imprezy ta różnica prawdopodobnie się jeszcze zwiększyła. Na Euro pojechało więcej reprezentacji, które do tej pory mogło przeżywać podobne emocje w fotelach przed telewizorem, a to nie do końca sprzyjało poziomowi. Kilka drużyn skazywanych z góry na klęskę pokazało się z bardzo pozytywnej strony, ale mimo wszystko reformę można określić mianem nieudanej.

O jak ostrożność
To, co wydarzyło się we Francji w listopadzie zeszłego roku i dzieje się ostatnio na całym świecie bardzo często, spowodowało, że podczas Euro służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo pracowały z jeszcze większym natężeniem. Na szczęście, poza kilkoma incydentami związanymi z starciami grup kibicowskich i wniesieniem rac na trybuny, obyło się bez groźniejszych zdarzeń. Niestety już cztery dni po wielkim finale koszmar do Francji powrócił…

P jak Portugalia
Nie mogło zabraknąć mistrzów. Portugalia nie grała najładniejszej piłki na mistrzostwach, ale była skuteczna. Przez grupę przeszła ledwo, wyrywając punkt w decydującym meczu z Węgrami, ale później grała futbol wyrachowany, który dał ostatecznie sukces. Na cztery mecze w fazie pucharowej do rozstrzygnięcia potrzebne były dogrywki (w jednym przypadku nawet karne), ale za każdym razem udało się wyjść obronną ręką. Mało kto liczył na to, że kadra dowodzona przez Cristiano Ronaldo sięgnie po złoto.

R jak rodzina
Pierwszy raz w historii kontynentalnego czempionatu przeciwko sobie stanęli bracia. Granit, reprezentujący barwy Szwajcarii, a także Taulant Xhaka, który wybrał grę w zespole Albanii. Spotkanie lepiej wspominać będzie pierwszy z nich, ponieważ to własnie piłkarze spod znaku białego krzyża zgarnęli wówczas trzy punkty.

S jak Szczęsny
Największy pechowiec z reprezentacji Polski, którzy wybrali się na turniej. Po raz drugi z rzędu wziął udział w jednym spotkaniu i na tym skończył się jego udział w europejskim czempionacie. Cztery lata temu wyeliminowała go czerwona kartka w pierwszym występie, tym razem przyczyną był odniesiony uraz po jednym ze starć z piłkarzem Irlandii Północnej. Na szczęście jego zmiennik, Łukasz Fabiański, był w bardzo dobrej formie.

T jak Trójkolorowi
Gospodarze byli faworytami według wielu ekspertów. Przez cały turniej nie pokazali jednak pełni swojego potencjału, wielokrotnie ratując się rzutem na taśmę. Najlepszy mecz rozegrali w półfinale, pokonując Niemców, ale później zabrakło im siły w finale. W wielu fragmentach Francuzi ustępowali rywalom pod względem fizycznym i ostatecznie nie dotrwali do serii rzutów karnych. Tym razem nie udało się wygrać kolejnej wielkiej imprezy w domu.

U jak Ukraina
Obok Austrii i Rosji prawdopodobnie największy przegrany turnieju. Przed jego rozpoczęciem Ukraińcy nastawiali się na ostatnie starcie w grupie, z Polską, które miało zdecydować o drugim miejscu w grupie. Tymczasem spotkanie to było o pietruszkę. Podopieczni Michaiła Fomienki prezentowali się na boisku bardzo słabo i zajęli w grupie ostatnie miejsce. Nie najlepiej było także w szatni, a atmosfera to dzisiaj jeden z najważniejszych czynników.

W jak Wilmots
Selekcjoner reprezentacji Belgii może czuć się jednym z największych przegranych. Jego podopieczni byli stawiani w gronie wielkich faworytów, a tymczasem odpadli w ćwierćfinale z rewelacyjną Walią. Eden Hazard i spółka nie zaprezentowali pełni swojego potencjału i pod względem taktycznym byli bardzo źle prowadzeni. W akcjach wielokrotnie brakowało chemii i zrozumienia, co przekładało się na niedokładność i marnowanie dobrych okazji. W najlepszej dyspozycji nie były także największe gwiazdy. Po takim rozczarowywującym turnieju z posadą pożegnał się trener, który otrzymał niemałą odprawę.

Z jak Zaza
Jeden z największych antybohaterów ostatniego miesiąca. Podczas ćwierćfinałowego meczu z Niemcami na murawie zameldował się w ostatnich minutach dogrywki, po czym wziął udział w konkursie jedenastek. Tutaj skradł całe show. W drodze do piłki, jak nikt wcześniej drobnił kroki, w ostateczności posyłając piłkę wysoko ponad bramką.

Tour de Euro #42: Portugalia triumfuje w wielkim finale!

Wczoraj rozegrane zostało ostatnie spotkanie francuskiego czempionatu. Złoto przypadło dla Portugalczyków, którzy w dogrywce okazali się być lepsi od Francuzów.

Francja nie wyobrażała sobie wczoraj innego scenariusza, niż pewien triumf ich ulubieńców. Przemawiało bowiem za nimi praktycznie wszystko. Począwszy od własnych ścian, kończąc na wszelakich statystykach. Trójkolorowi więc zgodnie z oczekiwaniami zaraz po pierwszym gwizdku sędziego odważnie wyszli do przodu. Zdecydowanie częściej utrzymywali się przy piłce i błyskawicznie radzili sobie z jej odbiorem, stosując pressing już na połowie rywali. Najlepszą okazję do wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie już w pierwszych minutach miał Antoine Griezmann. Uderzenie bohatera ostatniego z półfinałów kapitalnie sparował jednak Rui Patricio. Kilkanaście chwil później kibice z Półwyspu Iberyjskiego ponownie zamarli, lecz tym razem zupełnie z innego powodu. Już po niecałych dwóch kwadransach gry boisko opuścić musiał Cristiano Ronaldo, który ucierpiał po wcześniejszym ostrym wejściu Dimitriego Payeta.

Początek drugiej połowy również stanął pod znakiem dominacji gospodarzy. Wymieniali między sobą wiele podań, wygrywając tym samym rywalizację w środku pola, lecz mimo tego długo musieliśmy czekać na kolejną groźną sytuację z ich strony. Wreszcie się udało, kiedy to po dośrodkowaniu z lewej strony od wprowadzonego moment wcześniej Kingsleya Comana wyskoczył wcześniej wspomniany już Antoine Griezmann. Wszyscy złapali się za głowy, ponieważ napastnik występujący na co dzień w barwach Atletico Madryt minimalnie chybił. Les Blues nie zniechęcili się tym jednak i wciąż dążyli do tego, by doprowadzić do zakończenia jeszcze w regulaminowym czasie gry. Byli blisko celu, ale zawodziła przede wszystkim skuteczność. Najpierw spudłował Olivier Giroud, a później w słupek trafił jego zmiennik, Andre-Pierre Gignac.

Dogrywka przyniosła nam zdecydowaną zmianę obrazu widowiska. Głos coraz odważniej zaczęli bowiem zabierać zawodnicy w czerwonych trykotach. Byli na to spotkanie lepiej przygotowani fizycznie – odpoczywali od swoich rywali o jeden dzień więcej. Chcieli więc ten atut wykorzystać, co raz to groźniej atakując. Główkował rezerwowy Eder, lecz jego strzał instynktownie odbił Hugo Lloris. Chwilę później z rzutu wolnego swojego szczęścia spróbował Raphael Guerriero, wówczas zatrząsła się poprzeczka. Wreszcie dopięli swego. Eder po indywidualnej akcji zdecydował się na uderzenie, doprowadzając francuskich kibiców do łez. Portugalia sięgnęła po pierwsze w swojej historii mistrzostwo Europy!

Portugalia: Rui Patricio – Cedric, Pepe, Jose Fonte, Raphael Guerreiro – Renato Sanches (79. Eder), William Carvalho, Adrien Silva (66. Joao Moutinho), Joao Mario – Nani, Cristiano Ronaldo (25. Ricardo Quaresma)

Francja: Hugo Lloris – Bacary Sagna, Samuel Umtiti, Laurent Koscielny, Patrice Evra – Moussa Sissoko (110. Anthony Martial), Paul Pogba, Blaise Matuidi, Dimitri Payet (58. Kingsley Coman) – Antoine Griezmann, Olivier Giroud (78. Andre-Pierre Gignac)

Bohater dnia: Rui Patricio

Tour de Euro #39: Portugalia w finale; dziś drugi półfinał

Cristiano Ronaldo i spółka zagrają w niedzielnym finale Euro 2016! Po skutecznym początku drugiej połowy Portugalczycy pokonali Walię 2:0 i czekają już na rywala, który wyłoniony zostanie dzisiaj – gospodarze, Francuzi, zmierzą się z Niemcami.

Portugalia – Walia 2:0
50′ Ronaldo, 53′ Nani

W ciągu pierwszych minut na boisku nic ciekawego się nie działo, ponieważ obie drużyny wzajemnie badały swoje możliwości. Wraz z upływem czasu inicjatywę przejęli jednak Portugalczycy, nie pozostawiając tym samym swoim rywalom zbyt dużego pola do popisu. W przeciwieństwie do pozostałych występów, aktywny był Cristiano Ronaldo. 10 minut po rozpoczęciu gry, obejmowany przez jednego z defensorów, upadł, lecz sędzia pozostawał niewzruszony. Kilka chwil później złożył się do uderzenia przewrotką – próba ta nie zakończyła się powodzeniem. Intensywnie pracował również jego klubowy kolega, Gareth Bale. Kiedy tylko dopchał się do piłki, natychmiast pozostawiał wszystkich w tyle. Praktycznie każde jego uderzenie, nawet z mało dogodnej pozycji, poważnie zagrażało bramce Ruia Patricio. W pozostałych sytuacjach bywał bezradny. Z powodu nadmiaru żółtych kartek brakowało bowiem Aarona Ramseya, jednego z kluczowych zawodników w wyspiarskiej układance.

Drugą połowę najlepiej, jak tylko można, rozpoczęli zawodnicy w miętowych koszulkach. Wynik udało się im otworzyć za sprawą wcześniej wspomnianego już Cristiano Ronaldo, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niesamowicie wyskoczył w górę, pewnie wpakowując piłkę do siatki. Zdobył tym samym swoją dziewiątą bramkę w Mistrzostwach Europy, zrównując się w tej klasyfikacji z Michelem Platinim. Gwiazdor drużyny prowadzonej przez Fernando Santosa na tym jednak nie spoczął. Już trzy minuty później zanotował asystę przy trafieniu Naniego, który dobrze ustawił się w polu karnym i przecinając uderzenie, podwyższył wynik. Smokom nie udało się już podnieść, co oznaczało, że w finale kontynentalnego czempionatu po raz drugi w swojej historii wystąpi Portugalia.

Portugalia: Patricio – Cedric, Alves, Fonte, Guerreiro – Joao Mario, Danilo, Silva (79 Moutinho) – Sanches (74 Gomes) – Nani (86 Quaresma), Ronaldo

Walia: Hennessey – Chester, Collins (Williams J. 66), Williams A. – Gunter, Allen, Ledley (58 Vokes), King, Taylor – Robson-Kanu (63 Church), Bale

******************************************************

Bohater dnia: Cristiano Ronaldo

******************************************************

07.07.2014, godz. 21:00, Niemcy – Francja

Portugalia już czeka. Dziś starcie dwóch europejskich potęg, dla wielu przedwczesny finał. Minimalnym faworytem wydają się być Niemcy, ale nasi zachodni sąsiedzi zmagają się z pewnymi problemami, które mogą okazać się kluczowe dla przebiegu meczu. Za kartki pauzuje Mats Hummels, a z powodu kontuzji zagrać nie mogą Sami Khedira oraz Mario Gomez. Cała trójka prawdopodobnie znalazłaby się w wyjściowym składzie, gdyby byli dostępni, dlatego Joachim Loew musi się nagłowić, by wystawić optymalne zestawienie mimo takich ubytków. Ciekawić może ustawienie, w jakim wyjdą Mueller i spółka, bo w spotkaniu z Włochami nie grali w tradycyjnym 4-2-3-1. Zobaczymy też, czy wpływ na piłkarzy będzie miało mordercze starcie z poprzedniej rundy, w którym potrzebna była dogrywka. Do tej pory Niemcy sprawiali jednak nieco lepsze wrażenie od Francuzów, a do tego są bardziej doświadczeni od swoich rywali w grze na tym poziomie na wielkich turniejach w ostatnich latach.

Francja na Euro nie zachwyca. Mimo pozytywnych wyników osiąganych na poszczególnych szczeblach, kibice nie mogą czuć się w pełni usatysfakcjonowani. Problemy z Albanią, Rumunią czy Irlandią nie powinny zdarzać się generacji, na której czele stoją takie twarze jak Pogba czy Griezmann. Jeśli chodzi o największe gwiazdy – rozkręcają się one powoli. Pogba cały czas nie znalazł jeszcze optymalnego rozwiązania, Griezmann odpalił dopiero w fazie pucharowej, tak naprawdę tylko Payet trzyma równą dyspozycję od początku turnieju. Kłopotem dla Didiera Deschampsa może być forma obrony, co widoczne było choćby w ćwierćfinale z Islandią. Co prawda do gry wrócić powinni zawieszeni wtedy Kante oraz Rami, ale nie wydaje się, by poprawili oni grę w destrukcji na tyle, by fani mogli spać spokojnie. Tym bardziej że dziś defensywa francuska stanie przeciwko zespołowi grającemu aktualnie najlepiej w ataku pozycyjnym. Kto zmierzy się z Cristiano Ronaldo i spółką w finale? Starcie gigantów dziś o 21.

Przewidywane składy:
Niemcy: Neuer – Hoewedes, Mustafi, Boateng, Hector – Kimmich, Kroos – Mueller, Oezil, Draxler – Goetze

Francja: Lloris – Sagna, Rami, Koscielny, Evra – Kante, Pogba, Matuidi – Payet, Giroud, Griezmann

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to pierwsze bezpośrednie starcie.

Nasz typ: Niemcy – Francja 1:2

Tour de Euro #38: Czas na pierwszy z półfinałów!

Dzisiaj naprzeciw siebie dość niespodziewanie staną Portugalczycy z Walijczykami. Starcie to zapowiadane jest jako pojedynek dwóch klubowych kolegów – Cristiano Ronaldo oraz Garetha Bale’a.

06.07.2016, 21:00, Portugalia – Walia

Portugalczycy na tych mistrzostwach w ciągu regulaminowego czasu gry jeszcze ani razu nie triumfowali. Mimo tego udało się im po raz piąty awansować do grona czterech najlepszych drużyn kontynentu. Dzisiaj będą chcieli więc powtórzyć sukces sprzed dwunastu lat, kiedy to dotarli aż do samego finału. Szczególnie zmotywowany powinien być Cristiano Ronaldo. Potrójny zdobywca Złotej Piłki stanie bowiem przed szansą, by zostać najlepszym strzelcem w historii całego turnieju. Aby zdobyć ten tytuł, potrzebuje jednak dwóch trafień. Wówczas wyprzedziłby w tej klasyfikacji Michela Platiniego, który bramkarzy rywali pokonywał ośmiokrotnie. „Nasz kapitan będzie skupiony, daje wszystkim przykład, jak powinien zachowywać się profesjonalista. Liczy się wspólny cel” – powiedział ostatnio Fernando Santos. Szkoleniowiec reprezentacji w półfinałowym starciu nie będzie mógł skorzystać z usług pauzującego za kartki Williama Carvalho, a także Pepe, ponieważ ten na jednym z treningów nabawił się urazu mięśnia uda.

Walijczycy z kolei dzierżą miano największej sensacji turnieju. Jeszcze na początku czerwca nikt nie śmiał by bowiem wskazać, że właśnie ta drużyna będzie walczyła o medale. Wyczyn ten jest w dużej mierze zasługą Garetha Bale’a, który aspiruje do miana najlepszego zawodnika mistrzostw. Jak do tej pory na francuskich boiskach zdobył trzy bramki i zaliczył jedną asystę, lecz nawet te imponujące liczby nie odzwierciedlają wkładu, jaki naprawdę wniósł w wyniki reprezentacji. „Nie ja jestem gwiazdą tego zespołu, a my wszyscy. Razem świetnie się bawimy i nie znamy czegoś takiego, jak strach” – powiedział ostatnio. Co więcej, wyznał już także, z kim chciałby się zmierzyć w ewentualnym finale. „Pamiętam, kiedy Toni Kroos mówił mi przed turniejem, że czekają mnie tylko trzy spotkania. Fajnie byłoby teraz stanąć naprzeciw niego”. Dzisiaj u boku zawodnika występującego na co dzień w Realu Madryt zabraknie dwóch kluczowych zawodników – Aarona Ramseya i Bena Daviesa, którzy muszą pauzowac za nadmiar żółtych kartek. Wyspiarze liczą jednak na to, że mimo tego w debiutanckim występie uda się im awansowac do finału. Najczęściej używany przez nich argument jest oczywisty: Leicester City.

Przewidywane składy:
Portugalia: Patricio – Cedric, Carvalho, Fonte, Guerreiro – Danilo, Mario, Silva, Sanches – Nani, Ronaldo

Walia: Hennessey – Gunter, Chester, Williams, Collins, Taylor – Allen, Ledley, Williams – Bale, Robson-Kanu

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to pierwsze bezpośrednie starcie – Walia debiutuje na mistrzostwach.

Nasz typ: Portugalia – Walia 1:3

Tour de Euro #36: Niemcy awansują po dramatycznej serii rzutów karnych; dzisiaj poznamy pełen skład półfinałów

Pokaz nieskuteczności – tak w skrócie można określić konkurs rzutów karnych, do jakiego doszło we wczorajszym spotkaniu między Niemcami a Włochami. Dzisiaj już o tym zapominamy, bowiem czeka nas kolejne starcie ćwierćfinałowe.

Niemcy – Włochy 1:1, 6:5 w karnych
65′ Oezil – 78′ Bonucci
karne: Insigne (0:1), Kroos (1:1), Zaza (1:1), Mueller (1:1), Barzagli (1:2), Oezil (1:2), Pelle (1:2), Draxler (2:2), Bonucci (2:2), Schweinsteiger (2:2), Giaccherini (2:3), Hummels (3:3), Parolo (3:4), Kimmich (4:4), De Sciglio (4:5), Boateng (5:5), Darmian (5:5), Hector (6:5)

Wczorajszy dzień stanął pod znakiem szlagierowego spotkania najbardziej utytułowanych drużyn kontynentu. Lepiej rozpoczęło się ono dla naszych zachodnich sąsiadów, którzy chcieli zrewanżować się rywalom za bolesną porażkę w półfinale polsko-ukraińskich mistrzostw sprzed czterech lat. Kontrolowali przebieg widowiska, zdecydowanie częściej utrzymując się przy piłce, lecz ich każda próba otworzenia wyniku kończyła się niepowodzeniem. Podobnie, jak w 26. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu z lewej strony od Matsa Hummelsa strzałem głową Gianluigiego Buffona pokonał Bastian Schweinsteiger, lecz przy tej sytuacji sędzia prawidłowo dopatrzył się faulu zawodnika Manchesteru United na jednym z obrońców.

Druga połowa nie przyniosła nam żadnych diametralnych zmian. Drużyna prowadzona przez Joachima Loewa wciąż naciskała, co raz to stwarzając sobie dogodne sytuacje do otworzenia wyniku. Serca kibiców z Półwyspu Apenińskiego mocniej zabiły już w 53. minucie. Wówczas Mario Gomez posłał tuż przed polem karnym prostopadłe podanie do Thomasa Mullera, a ten precyzyjnie uderzył, lecz piłkę sprzed z linii bramkowej wybił Alessandro Florenzi. Mistrzowie Świata dopięli swego jednak ponad dziesięć minut później. Doskonałe dogranie od Hectora wykorzystał Mesut Ozil i bez problemu wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Włochom zaczął się więc palić grunt pod nogami i odważniej wyszli do przodu. Po rozegraniu jednego z rzutów rożnych w polu karnym piłkę reką zagrywał Jerome Boateng, a sędzia nie zawahał się wskazać na jedenasty metr. Piłkę ustawił tam Leonardo Bonucci i został pierwszym zawodnikiem na tym turnieju, który pokonał Manuela Neuera.

Dogrywka nie przynosiła nam zmiany wyniku. Swoje szanse marnowali bowiem na przemian Graziano Pelle, Thomas Muller, Lorenzo Insigne czy Julian Draxler. Jasnym stało się więc, że czeka nas seria rzutów karnych. Te „lepiej” wykonyali Niemcy, a rozstrzygnięcie przyszło dopiero podczas dziewiątej serii. Więcej, niż o samym ich wyniku, mówi się jednak obecnie o tym, jak skompromitował się Simone Zaza. Krążą nawet plotki, że wciąż jeszcze drepcze na murawie stadionu w Bordeaux.

Niemcy: Neuer, Hoewedes, Boateng, Hummels, Hector, Kimmich, Khedira (16. Schweinsteiger), Kroos, Oezil, Mueller, Gomez (72 Draxler).

Włochy: Buffon, Barzagli, Bonucci, Chiellini (120. Zaza), Florenzi (86. Darmian), Sturaro, Parolo, Giaccherini, De Sciglio, Eder (107 Insigne), Pelle

******************************************************

Bohater dnia: Leonardo Bonucci

******************************************************

03.07.2014, godz. 21:00, Francja – Islandia

Francuzi w swojej grupie zajęli pierwsze miejsce, w związku z czym o miejsce w najlepszej ósemce mistrzostw przyszło im stoczyć bój z o wiele niżej notowanym Irlandczykami. W przeciwieństwie do rozmaitych zapowiedzi, nie był to dla nich spacerek. Mimo że przez większość spotkania zdecydowanie przeważali, to ich rywalom udało się wyjść na prowadzenie. Z opersji wyciągnął ich jednak Antoine Griezmann, który w ciągu trzech minut zanotował dwa trafienia. „Wierzę, że to zwycięstwo nas rozpędzi” – powiedział po tamtym spotkaniu Didier Deschamps. Dzisiaj szkoleniowiec nie będzie mógł skorzystać ze swoich dwóch podstawowych zawodników, jakimi bez wątpienia są Adil Rami i N’Golo Kante. Obaj zgromadzili bowiem już po dwie żółte kartki, a w ich miejsca najprawodopodobniej wskoczą kolejno Samuel Umtiti oraz Yohan Cabaye.

Niewątpliwie czeka ich jednak trudne zadanie, bowiem przyjdzie im się zmierzyć przeciwko reprezentacji Islandii, dzierżącej miano rewelacji turnieju. Wyspiarze bowiem, mimo że przed turniejem byli skazywani na porażkę, w swojej grupie zajęli pierwsze miejsce, a w fazie pucharowej z kwitkiem odprawili do domów faworyzowanych Anglików. „Chciałbym, aby ta drużyna sprawiła niespodziankę porównywalną do tej, jakiej dokonało Leicester City” – mówił ostatnio Heimir Hallgrimsson, drugi trener kadry Wikingów. Aby wszystko zakończyło się happy endem, z pewnością, tak jak w poprzednich spotkaniach, potrzebne jest wsparcie niezawodnych kibiców. Co ciekawe, dzisiaj na trybunach wspierać ich będzie nowo wybrany prezydent tego kraju, Gudni Johannesson. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jeśli nie fakt, że zasiądzie on pośród pozostałych swoich rodaków w narodowych barwach.

Przewidywane składy:
Francja: Lloris – Evra, Koscielny, Umtiti, Sagna – Matuidi, Cabaye, Pogba – Payet, Giroud, Griezmann

Islandia: Halldorsson – Skulason, Sigurdsson, Arnason, Saevarsson – Gunnarsson, Gudmundsson, Sigurdsson, Bjarnason – Bodvarsson, Sigthorsson

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie – Islandia debiutuje na mistrzostwach.

Nasz typ: Francja – Islandia 2:1

Tour de Euro #34: Polska odpadła w starciu z Portugalią

Niestety, nasza reprezentacja odpadła z turnieju. Zrobiła to jednak w mistrzowskim stylu. Dzisiaj natomiast rozstrzygnie się, kto zagra z Portugalią w półfinale.

Polska – Portugalia 1:1, 3:5 w karnych
2′ Lewandowski – 33′ Sanches
karne: Ronaldo (0:1), Lewandowski (1:1), Sanches (1:2), Milik (2:2), Moutinho (2:3), Glik (3:3), Nani (3:4), Błaszczykowski (3:4), Quaresma (3:5)

Polacy po raz pierwszy w historii dotarli do ćwierćfinału kontynentalnego czempionatu, dzięki czemu znacznie zwiększyli swoją renomę na piłkarskich salonach. Wczoraj znowu chcieli zaskoczyć i podobnie, jak w ostatnim ze spotkań, zaraz po pierwszym gwizdku sędziego przejęli inicjatywę. Opłaciło się to, bowiem już po dwóch minutach gry z radością mogliśmy podskoczyć ku górze. Bardzo dobre górne podanie otrzymał Kamil Grosicki, po czym z charakterystycznym dla siebie pędem ruszył w kierunku bramki rywali. Chwilę później z lewej strony posłał piłkę do świetnie ustawionego Roberta Lewandowskiego, a ten mocnym strzałem pokonał golkipera rywali. Portugalczycy natychmiast chcieli odpowiedzieć, lecz każda ich próba kończyła się niepowodzeniem. Aż do pewnego czasu. W 33. minucie meczu Renato Sanches, który stał się najmłodszym w historii turnieju graczem, który wyszedł w pierwszym składzie, oddał strzał z siedemnastego metra, pokonując tym samym Łukasza Fabiańskiego.

Po przerwie zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego jeszcze mocniej zaczęli naciskać na bramkę Biało-Czerwonych. Zaraz po wznowieniu gry przed bardzo dobrą szansą na wyprowadzenie swojej reprezentacji na prowadzenie stanął Cristiano Ronaldo, lecz swój rajd lewą stroną boiska zakończył bardzo niecelnym strzałem. Kilkanaście minut później swojego szczęścia uderzeniem z dystansu spróbował Cedric Soares. Wynik wciąż pozostawał natomiast remisowy, ponieważ futbolówka o kilkanaście centymetrów minęła się z słupkiem naszej bramki. W dalszej części regulaminowego czasu gry żadna ze stron nie potrafiła przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę i wiadomym było, że czeka nas dodatkowe trzydzieści minut rywalizacji.

Dogrywka nie przyniosła nam zmiany obrazu widowiska. Portugalczycy wciąż zdecydowanie częściej utrzymywali się przy piłce, lecz nie stworzyli już sobie żadnej klarownej szansy. Przed nami były więc rzuty karne. Każdy z zespołów wykonywał je bezbłędnie, aż do momentu, kiedy przyszła kolei na czwartego w naszej reprezentacji Jakuba Błaszyczykowskiego. Chybił, a po chwili do naszych rywali do ćwierćfinału wprowadził Ricardo Quaresma. Nasi bohaterowie zostali więc odesłani do domu, mimo że kompletnie na to nie zasłużyli.

Polska: Łukasz Fabiański – Łukasz Piszczek, Michał Pazdan, Kamil Glik, Artur Jędrzejczyk – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Krzysztof Mączyński (98 Tomasz Jodłowiec), Kamil Grosicki (82 Bartosz Kapustka) – Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik.

Portugalia: Rui Patricio – Cedric Soares, Jose Fonte, Pepe, Eliseu, Renato Sanches, William Carvalho (96 Danilo), Joao Mario (80 Quaresma), Adrien Silva (73 Joao Moutinho), Nani, Cristiano Ronaldo.

******************************************************

Bohater dnia: Renato Sanches

******************************************************

01.07.2014, godz. 21:00, Walia – Belgia

Walijczycy ryalizację grupową sensacyjnie zakończyli na pierwszym miejscu, dlatego też w pierwszym meczu fazy pucharowej przyszło im się zmierzyć z Irlandia Północną. Smoki wyszły z tego starcia zwycięsko, docierając tym samym do najlepszej ósemki mistrzostw, w których to przecież debiutuje. Podczas tego starcia kontuzji barku doznał kapitan zespołu, Ashley Williams, lecz dzisiaj będzie już on gotowy do gry. „Martwliśmy się tym urazem, jednak zespół medyczny wykonał fantastyczną pracę i doprowadził go pełni sprawność. Jego powrót jest dla nas wszystkich wspaniałą wiadomością” – powiedział na ostatniej konferencji prasowej szkoleniowiec reprezentacji, Chris Coleman.

Belgowie natomiast w pierwszej fazie turnieju spisywali się poniżej swojego poziomu i zajęli drugie miejsce w swojej grupie. Mimo tego, mogli się z tego cieszyć, bowiem trafili do tej teoretycznie słabszej strony drabinki. Cztery dni temu stanęli naprzeciw węgierskiej kadry, której nie dali zbyt wielu szans, gromiąc 4:0. „Teraz jesteśmy już w ćwierćfinale i o ostatnim spotkaniu zapominamy. Skupiamy się na naszym następnym ryalu” – skomentował Marc Wilmots. Szkoleniowiec reprezentacji w dzisiejszym starciu nie będzie mogł liczyć na jednego ze swoich defensorów, Jana Vertonghena. Zawodnik wystepujący na co dzień w Tottenhamie Hotspur na jednym z ostatnich treningów odniósł bowiem kontuzję kostki, dzięki czemu nie zagra przez kilka najbliższych tygodni.

Oba zespoły spotkały się ze soba podczas kwalifikacji do francuskiego turnieju. W pierwszym spotkaniu między nimi padł remis, natomiast w drugim z nich to Wyspiarze zgarnęli trzy punkty, triumfując po trafieniu Garetha Bale’a.

Przewidywane składy:
Walia: Hennessey; Gunter, Chester, Williams, Davies, Taylor; Allen, Ledley; Ramsey, Bale; Robson-Kanu

Belgia: Courtois; Meunier, Alderweireld,Denayer, J Lukaku; Witsel, Nainggolan; Carrasco, De Bruyne, Hazard; R. Lukaku

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to pierwsze bezpośrednie starcie – Walia debiutuje na mistrzostwach.

Nasz typ: Walia – Belgia

Tour de Euro #32: Islandia, czyli wyspa szczęśliwych kibiców

Każdy lubi, kiedy drużyna wcześniej stawiana w roli wielkiej niewiadomej, bezczelnie ogrywa o wiele wyżej notowanych rywali. Wtedy siadamy głęboko w fotelu i dopingujemy jej, aby korzystny dla siebie wynik dowiozła aż do końcowego gwizdka. Jeśli wszystko zakończy się happy endem, wciągamy się w to jeszcze bardziej, coraz to bliżej poznając naszych bohaterów.

Nie pamiętam żadnej wielkiej piłkarskiej imprezy, na której nie znalazłby się przynajmniej jeden „kopciuszek ”. Ostatnim z nich, przynajmniej jak dla mnie, była Kostaryka, która podczas brazylijskiego mundialu odniosła historyczny dla siebie sukces. Zespół ten potrafił wówczas zająć pierwsze miejsce w swojej grupie, zostawiając za sobą Urugwajczyków, Anglików oraz Włochów. Jakby tego było mało, odpadł dopiero w ćwierćfinale, przegrywając w rzutach karnych z Holendrami, czyli późniejszymi zdobywcami brązowego medalu. I my wszyscy takie niespodzianki lubimy. Bez nich aż tak byśmy futbolu nie kochali, bowiem ten stałby się do znudzenia przewidywalny.

Tym razem wszystkich bardzo pozytywnie zaskoczyła reprezentacja Islandii. Państwa trzykrotnie mniejszego od Polski, które liczy sobie około 300 tysięcy ludzi, czyli mniej więcej tyle, ile cały Białystok. Wyspiarze od początku byli skazywani na porażkę, a tymczasem awansowali do najlepszej ósemki kontynentu. Dwa dni temu odesłali do domów Anglików, którzy przez wielu byli uważania za faworytów do końcowego triumfu. Co ciekawe, ostatnie spotkania kadry na mistrzostwach oglądało około 99 procent wszystkich mieszkańców tego kraju, mających akurat włączony telewizor. Wielu z nich z nich zostało nawet wcześniej zwolnionych z pracy, tylko po to, aby mogli zdążyć na mecz.

Szaleństwo na punkcie drużyny narodowej ogarnęło tam wszystkich. Właśnie, drużyny. Liczy się bowiem cały kolektyw, a nie pojedyncze gwiazdy. Dobre wyniki osiągają bowiem w dużej mierze właśnie dzięki temu. Nie grają może pięknie i widowiskowo, ale za to imponują wolą walki, a przede wszystkim nieustanną wiarą w zwycięstwo. Nikt z przeciwnym nastawieniem przecież nawet nie uwierzyłby w to, że bramkarz reprezentacji, Hannes Halldorsson, pracujący jako reżyser filmowy, może kilkukrotnie zatrzymać Raheema Sterlinga, który jeszcze niedawno przechodził z Liverpoolu do Manchesteru City za prawie 50 milionów funtów.

Co więcej, prowadzący jeszcze do niedawna angielską reprezentację Roy Hodgson za jeden rok swojej pracy zarabiał 3,5 miliona funtów, czyli najwięcej spośród wszystkich trenerów na mistrzostwach. Dla porównania, jego niedawny vis a vis, Lars Lagerback inkasuje „tylko” 346 tysięcy funtów. Najciekawiej przedstawia się natomiast sytuacja asystenta szwedzkiego szkoleniowca, czyli Hemira Hallgrimssona, który na pół etatu jest… dentystą.

Scenariusz, który pisze kadra Wikingów spokojnie mógłby zostać wykorzystany przez jakiegoś sławnego reżysera. Jestem już w stanie pójść o zakład, że jeśli powstałby film na podstawie tej historii, zostałby on na hollywodzkich scenach nagrodzony co najmniej kilkoma nagrodami. Z jego produkcją trzeba będzie się jednak jeszcze trochę wstrzymać. Islandcy piłkarze wciąż bowiem pozostają w grze i już w niedzielny wieczór po raz kolejny mogą zaskoczyć. A jeśli uda im się pokonać gospodarzy turnieju, nic już nie stanie na przeszkodzie, by 10 lipca zmierzyli się w Saint-Denis w wielkim finale z reprezentacją Polski.

Tour de Euro #30: Faworyci nie zawiedli; dziś hit 1/8 finału

Drugi dzień fazy pucharowej i kolejne trzy spotkania, które wyłoniły ćwierćfinalistów – tak wyglądał dzień wczorajszy. Dziś ostatnie dwa mecze 1/8 finału, w którym na pierwszy plan wysuwa się dotychczasowy hit tego turnieju – starcie Hiszpanii z Włochami.

Francja – Irlandia 2:1
58′, 61′ Griezmann – 2′ Brady

Cel dla Francuzów był jasny – wygrana, a do tego zaprezentowanie zdecydowanie lepszej gry niż w fazie grupowej, przez którą się prześlizgnęli. Spotkanie rozpoczęło się jednak sensacyjnie. Już w pierwszej minucie Pogba sfaulował Longa w polu karnym, a jedenastkę na bramkę zamienił Brady, wprawiając kibiców w konsternację. Piłkarzom także zajęło chwilę, zanim oswoili się z sytuacją, ale ruszyli do odrabiania strat momentalnie. Francuzi grali jednak bardzo statycznie, z czym doskonale radzili sobie dobrze zorganizowani w obronie Irlandczycy. Wyspiarze, jeśli byli w stanie, wybijali dodatkowo rywali z rytmu, imając się wszystkich możliwych sposobów. Co więcej – mieli okazje, by podwyższyć prowadzenie, ale Hugo Lloris więcej razy nie skapitulował.

Dużo dobrego wniósł po przerwie rezerwowy Kingsley Coman, który rozruszał ofensywę gospodarzy. Z minuty na minutę coraz lepiej radzili sobie też Griezmann oraz Giroud, dobrze zmieniając się pozycjami. Ten pierwszy uszczęśliwił w końcu fanów, kiedy w 58. minucie wykorzystał wrzutkę Bacary’ego Sagny. Nie minęły trzy minuty, a gracz Atletico trafił do siatki po raz drugi, tym razem wykorzystując zgranie Giroud i błąd defensorów. Podopieczni Didiera Deschampsa przyciskali coraz mocniej, chcąc iść za ciosem i dobić Irlandię. Plan Martina O’Neilla zepsuł jeszcze Duffy, który dostał czerwoną kartkę. Mimo prób i kilku niezłych okazji Francja nie zdołała po raz kolejny pokonać Randolpha, a zmęczeni rywale nie potrafili już odpowiedzieć. Cel został zrealizowany połowicznie – awans do ćwierćfinału jest, ale styl cały czas pozostawia wiele do życzenia.

Francja: Lloris – Sagna, Rami, Koscielny, Evra – Kante (46′ Coman (90+3′ Sissoko)), Pogba, Matuidi – Payet, Giroud (73′ Gignac), Griezmann

Irlandia: Randolph – Coleman, Keogh, Duffy, Ward – McClean (68′ O’Shea), McCarthy (71′ Hoolahan), Hendrick, Brady – Murphy (65′ Walters), Long

******************************************************

Niemcy – Słowacja 3:0
8′ Boateng, 43′ Gomez, 63′ Draxler

Niemcy dotychczas także nie pokazali pełni swoich możliwości. Mecz ze Słowacją miał być pierwszym pokazem prawdziwej siły ekipy Joachima Loewa. Bardzo szybko okazało się to prawdą – już w 8. minucie do wybitej piłki dopadł przed polem karnym Jerome Boateng, po czym bez zastanowienia huknął w kierunku bramki. Matus Kozacik nie miał żadnych szans, by wybronić to piekielnie mocne uderzenie. Chwilę później mogło być 2:0, ale podyktowanego przez Szymona Marciniaka rzutu karnego nie wykorzystał Mesut Oezil. Przewaga Niemców nie podlegała żadnej dyskusji. Rywale odpowiedzieli tylko raz – główkę Kucki z najwyższym trudem podbił jednak Neuer. W końcówce pierwszej części faworyci przycisnęli jeszcze mocniej, chcąc jak najszybciej rozstrzygnąć losy spotkania. Dwie minuty przed przerwą lewym skrzydłem przedarł się Draxler, który dograł do stojącego przed bramką Gomeza – snajper musiał tylko dołożyć stopę.

Po przerwie nieco odważniej ruszyli Słowacy, którzy nie mieli jednak argumentów na to, by pokonać zarówno obronę niemiecką, jak i Neuera. Co gorsza, pierwszy poważniejszy błąd naszych południowych sąsiadów od razu został wykorzystany przez przeciwników – z najbliższej odległości piłkę do siatki wpakował niepilnowany Draxler. Późniejsze fragmenty to ćwiczenie poszczególnych aspektów gry – od ataku pozycyjnego po kontratak. Słowakom po straconym trzecim golu spadło morale, co odbiło się na mniejszej chęci do gry i spowodowało, że Niemcy mieli więcej przestrzeni. Ożywienie wprowadził rezerwowy Podolski, choć brakowało mu szczęścia, by stworzyć większe zagrożenie. W tym nieco spacerowym tempie on i koledzy przypieczętowali awans do ćwierćfinału, w którym na pewno czeka nas hit – spotkanie z Hiszpanią lub Włochami.

Niemcy: Neuer – Kimmich, Boateng (72′ Hoewedes), Hummels, Hector – Khedira (76′ Schweinsteiger), Kroos – Mueller, Oezil, Draxler (72′ Podolski) – Gomez

Słowacja: Kozacik – Pekarik, Skrtel, Durica, Gyomber (84′ Salata) – Kucka, Hrosovsky, Skriniar, Weiss (46′ Gregus) – Duris (64′ Sestak)

******************************************************

Węgry – Belgia 0:4
10′ Alderweireld, 78′ Batshuayi, 80′ Hazard, 90+1′ Ferreira-Carrasco

Węgrzy do spotkania przystępowali w roli jednej z rewelacji turnieju. Belgowie z kolei w fazie grupowej spisywali się poniżej oczekiwań, lecz mimo tego to właśnie oni wczoraj byli stawiani w roli faworytów. Słuszności tej tezy starali się dowieść już chwilę po rozpoczęciu gry, dużą ilością graczy wkraczając na połowę rywala. Prowadzenie objęli już po 10. minutach, kiedy to po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najwyżej do piłki wyskoczył Toby Alderweilerd i bez problemu wpakował ją do siatki. Podopieczni Marca Wilmotsa nie rezygnowali jednak z dalszego naporu i kilkukrotnie byli bliscy podwyższenia wyniku, lecz praktycznie za każdym razem na ich drodze stawał Gabor Kiraly. 40-letni golkiper w ciągu pierwszej połowy udanie interweniował bowiem aż osiem razy.

Madziarzy po przerwie wciąż mieli jeszcze nadzieje na awans do ćwierćfinału, dlatego też co raz to groźniej atakowali. Najbliżej wyrównania stanu rywalizacji byli w 66. minucie za sprawą Pintera, który tuż przed polem karnym, mając dość sporo miejsca, zdecydował się na uderzenie. Futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od jednego z belgijskich defensorów, jednak z najwyższym trudem tuż nad poprzeczkę sparował ją Thibout Courtois. Czerwone Diabły swojej szansy szukały więc podczas szybkich kontrataków. Szczególnie dużo zamieszania wśród naszych bratanków sprawiał ustawiony na lewym skrzydle Eden Hazard. Zawodnik występujący na co dzień w barwach Chelsea Londyn okazał się być jeszcze bohaterem meczu. Najpierw po rajdzie lewą stroną boiska huknął sprzed pola karnego, a już kilka chwil później asystował przy trafieniu Michy’ego Batshuayi’ego. Ekipę prowadzoną przez Bernda Storcka na kilkanaście sekund przed końcem dobić jeszcze zdołał Ferreira Carrasco.

Węgry: Kiraly – Lang, Guzmics, Juhasz (79 Bode), Kadar – Dzsudzsak, Gera (46 Elek), Pinter (75 Nikolic), Nagy, Lovrencsics – Szalai

Belgia: Courtois – Meunier, Alderweireld, Vermaelen, Vertonghen – Nainggolan, De Bruyne, Witsel, Mertens (70 Carrasco), Hazard (81 Fellaini) – Lukaku (76 Batshuayi)

******************************************************

Bohater dnia: Antoine Griezmann (Francja)

******************************************************

27.06.2014, godz. 18:00, Włochy – Hiszpania

Włosi na turniej zdaniem wielu posłali jedną z najgorszych generacji piłkarzy od lat, dlatego też nikt nie wróżył im zadowalających wyników. Mimo tego drużyna prowadzona przez Antonio Conte jak do tej pory spisywała się znakomicie, dwukrotnie odnosząc triumf. Przegrali tylko w ostatnim spotkaniu przeciwko Irlandczykom, lecz wówczas mieli już zapewniony awans z pierwszego miejsca w grupie, dlatego też wystąpiła rezerwowa jedenastka. Dzisiaj więc Squadra Azurra do gry przystąpi bardziej wypoczęta niż Hiszpanie, którzy do ostatnich chwil bili się o pozycję lidera z Chorwacją. Podczas tej konfrontacji uznać wyższość swoich rywali, choć przez długi okres czasu to właśnie oni kontrolowali grę. Na skutek tego, już na tym etapie mistrzostw dochodzi do tak hitowego starcia.

Oba zespoły między sobą mierzyły się już 34 razy. Bilans ten nie przemawia za żadną ze stron, ponieważ obie triumfowały 10-krotnie, a 14 razy padał remis. Wszyscy najlepiej pamiętają jednak potyczkę sprzed czterech lat, która miała miejsce w Kijowie w ramach finału EURO 2012. Wówczas puchar Henriego Delaunaya do góry mogła wznieść kadra La Furja Roja, która rozgromiła rywali aż 4:0 po trafieniach Davida Silvy, Jordiego Alby, Fernando Torresa oraz Juana Maty. Dzisiaj w podstawowym składzie najprawdopodobniej zobaczymy pierwszych dwóch z wyżej wymienionych zawodników. Pozostali nie otrzymali bowiem powołań na francuski turniej.

Przewidywane składy:
Włochy: Buffon – Barzagli, Bonucci, Chiellini – Florenzi, Parolo, De Rossi, Giaccherini, Darmian – Eder, Pelle

Hiszpania: De Gea – Juanfran, Pique, Ramos, Alba – Fabregas, Busquets, Iniesta – David Silva, Morata, Nolito

Historia meczów obu drużyn w ME:
- 1988 (faza grupowa) Włochy – Hiszpania 1:0
- 2008 (ćwierćfinał) Hiszpania – Włochy 0:0 [4:2 w rzutach karnych] - 2012 (finał) Hiszpania 4:0 Włochy

Nasz typ: Włochy – Hiszpania 2:1

******************************************************

27.06.2014, godz. 21:00, Anglia – Islandia

Na wygranego tego spotkania w ćwierćfinale czekają już Francuzi. Faworyci – Anglicy – spisywali się do tej pory przeciętnie. Dwa remisy i jedna wygrana to za mało dla kibiców, którzy liczyli, że odmłodzona reprezentacja w końcu osiągnie jakiś sukces. Pozycja zajęta w grupie poskutkowała tym, że ekipa Trzech Lwów trafiła do znacznie mocniejszej połówki drabinki, przez co znacznie wydłużyła się ich droga do półfinału, który uważany był za realny cel przed turniejem. Obudzić się muszą zwłaszcza napastnicy, którzy poza drugą połową w meczu z Walią nie pokazują się z najlepszej strony. Wydaje się, że Roy Hodgson postawi na sprawdzonych zawodników, wśród których dominować będą gracze Tottenhamu.

Islandia to z kolei jedna z większych sensacji rozgrywek grupowych. Najmocniejszymi stronami debiutanta są zgrana, twardo grająca defensywa oraz kompaktowość całej drużyny. Ponadto rywale muszą uważać na stałe fragmenty gry, w tym wrzuty z autu, które wielokrotnie sprawiały problemy obrońcom w tym turnieju. W ekipe Larsa Lagerbacka nikt nie może czuć się specjalnie, wszyscy traktowani są tak samo i ta zespołowość doskonale scala zawodników. Dzięki temu możliwe były takie rezultaty jak wygrana z Austrią czy remis z Portugalią. W trzech dotychczasowych spotkaniach Islandczycy zagrali żelazną jedenastką i prawdopodobnie dzisiaj wybiegną na boisko w takim samym zestawieniu.

Przewidywane składy:
Anglia: Hart – Walker, Cahill, Smalling, Rose – Dier, Alli, Rooney, Lallana – Vardy, Kane

Islandia: Halldorsson – Saevarsson, R. Sigurdsson, Arnason, Skulason – Gudmundsson, G. Sigurdsson, Gunnarsson, B. Bjarnason – Sigthorsson, Bodvarsson

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie – Islandia debiutuje na mistrzostwach.

Nasz typ: Anglia – Islandia 2:0

Tour de Euro #28: Rozpoczyna się walka na śmierć i życie!

Faza grupowa to już odległa historia, dziś zaczynamy kolejny rozdział francuskiego turnieju, czyli 1/8 finału. Na początek trzy ciekawe spotkania, w których próżno szukać zdecydowanych faworytów. Zmagania rozpoczną Polacy, którzy zmierzą się ze Szwajcarią.

25.06.2014, godz. 15:00, Szwajcaria – Polska

Historyczny, bo pierwszy mecz dla Polski w fazie pucharowej mistrzostw Europy. Do tej pory biało-czerwoni zawsze kończyli turniej po trzech meczach, w tym roku jest nadzieja, by przygoda jeszcze trochę trwała. Szwajcarzy to jednak przeszkoda niełatwa. Wielu zawodników gra w cenionych europejskich drużynach, a doświadczenie potrafi przełożyć na grunt reprezentacji, co Helweci udowodnili choćby w trzech poprzednich starciach. Może nie zachwycili swoją grą, ale konsekwentnie dążyli do wyznaczonego celu, między innymi remisując po drodze z Francuzami. Vladimir Petković stawia na zgranie i rzadko rotuje swoim składem. Do gry zostanie zatem desygnowana jedenastka, którą prezentujemy poniżej. Główną siłą polskich rywali jest środek pola dowodzony przez nowego gracza Arsenalu, Xhakę. Wyłączenie jego oraz Dzemailiego czy Shaqiriego to główne zadania podopiecznych Adama Nawałki.

Selekcjoner Polski także zdaje się mieć ułożoną jedenastkę, która wybiegnie od pierwszego gwizdka w spotkaniu w Saint-Etienne. Za żółte kartki pauzuje Bartosz Kapustka, wobec czego parę skrzydłowych raczej na pewno stworzą Błaszczykowski oraz Grosicki. Nie ma co raczej liczyć na zmianę formacji, bo mecz z Ukrainą pokazał, że drużyna najlepiej czuje się w wyjściowym 4-4-2. Nadzieja w narodzie jest duża. Inaczej jednak być nie może. Rozmawiamy o pokoleniu polskich piłkarzy, którzy coraz więcej znaczą na arenie europejskiej. Gra Lewandowskiego i spółki podoba się wielu obserwatorom, którzy chwalą ich za pewną defensywę, konsekwencję i niezłe kontry. Oby to wszystko wystarczyło dziś na Szwajcarów. Szykuje się dobre rozpoczęcie 1/8 finału.

Przewidywane składy:
Szwajcaria: Sommer – Lichtsteiner, Schaer, Djourou, Rodriguez – Behrami, Xhaka, Dzemaili – Shaqiri, Seferović, Mehmedi

Polska: Fabiański – Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk – Błaszczykowski, Krychowiak, Mączyński, Grosicki – Milik, Lewandowski

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie.

Nasz typ: Szwajcaria – Polska 1:2

******************************************************

25.06.2014, godz. 18:00, Walia – Irlandia Północna

Walijczycy przed mistrzostwami przez wielu byli skazywani na porażkę. Smoki jednak wielu zakoczyły, zajmując pierwsze miejsce w swojej grupie. Liderem tej reprezentacji jest rzecz jasna Gareth Bale, który obecnie dzierży miano współlidera klasyfkiacji strzelców, bowiem w każdym z ostatnich trzech meczów zdobywał po jednej bramce. Co ciekawe, w historii całego turnieju podobnego wyczynu dokonało tylko dwóch zawodników – Milan Baros oraz Ruud van Nistelrooy. Dzisiaj kibice kadry pod kierownictwem Chrisa Colemana również będą liczyć na popisy strzeleckie zawodnika Realu Madyt, bowiem ten stanie przed kolejną historyczną szansą. Tym razem będzie mógł zrównać się dorobkiem bramkowym z najlepszym strzelcem w historii kadry, Ivorem Allchurchem.

Irlandczycy z Północy do dalszej fazy turnieju jako jedna z czterech drużyn awansowali z trzeciej pozycji w swojej grupie. Udało się im wyprzedzić tylko ukraińską reprezentację, z którą to wygrali w bezpośrednim starciu. Największym atutem tego zespołu jest przede wszystkim solidna defensywa. Drużyna prowadzona przez Chrisa O’Neilla w ciągu ostatnich trzech spotkań straciła bowiem tylko dwie bramki, mimo tego, że występowała przeciwko silnym rywalom. Do pełni szczęścia brakuje jedynie większej skuteczności ze strony najskuteczniejszego strzelca podczas kwalifikacji , Kyla Lafferty’ego. Napastnik występujący ostatnio w barwach Birmingham City na francuskich zawodach bowiem jeszcze ani razu nie trafił do siatki.

Przewidywane składy:
Walia: Hennessey – Chester, Williams, Davies – Gunter, Allen, Ramsey, Ledley, N. Taylor – Bale, Robson-Kanu

Irlandia Północna: McGovern – Hughes, McAuley, Cathcart, J.Evans – Ward, C. Evans, Norwood, Davis, Dallas – Washington

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie – oba zespoły debiutują na mistrzostwach.

Nasz typ: Walia – Irlandia Północna 1:0

******************************************************

25.06.2014, godz. 21:00, Chorwacja – Portugalia

Chorwacja przez pierwszą fazę turnieju przeszła jak burza, zajmując pierwsze miejsce w swojej grupie. Wyprzedzili tym samym między innymi obrońców tytułu, Hiszpanów, z którymi to wygrali w bezpośrednim starciu. Wówczas poradzili sobie bez największej gwiazdy drużyny, jaką bez wątpienia jest Luka Modrić. Dzisiaj pomocnik wróci już do gry i z pewnością będzie chciał poprowadzić kadrę do powtórzenie sukcesu sprzed ośmiu lat, kiedy to dotarła ona właśnie do ćwierćfinału kontynentalnego czempionatu.

Portugalia natomiast w pierwszej fazie mistrzostw kompletnie zawodziła, dlatego też w ostateczności udało się jej zająć trzecie miejsce w grupie za plecami o wiele niżej notowanych rywali. Podczas ostatniego ze spotkań była jednak blisko odpadnięcia z turnieju, lecz na ratunek przyszedł Cristiano Ronaldo, który zdobył dwie bramki, zapewniając tym samym swojej druzynie remis. Wcześniej spadała na niego fala krytyki, ponieważ ten nie imponował tak dobrą dyspozycją, jak w klubie, a w dodatku zmarnował rzut karny. Teraz więc każdy w kraju liczy, że lider drużyny podtrzyma swoją dobrą formę i wraz ze swoim kolegami odniesie pierwsze zwycięstwo na francuskich boiskach.

Przewidywane składy:
Chorwacja: Patricio – Eliseu, Carvalho, Pepe, Vieirinha – Mario, Moutinho, Gomes – Nani, Ronaldo, Quaresma

Portugalia: Patricio – Eliseu, Carvalho, Pepe, Vieirinha – Mario, Moutinho, Gomes – Nani, Ronaldo, Quaresma

Historia meczów obu drużyn w ME:
- 1996 (faza grupowa) Portugalia 3:0 Chorwacja

Nasz typ: Chorwacja – Portugalia 2:0

Tour de Euro #26: Irlandia rzutem na taśmę awansuje z grupy; znamy pełen rozkład 1/8 finału

Wczoraj mieliśmy ostatni dzień fazy grupowej francuskiego Euro. Swoich rozstrzygnięć doczekały się grupy E i F, w których nie zabrakło emocji oraz sensacyjnych wyników. Jak potoczyły się losy reprezentacji między innymi Cristiano Ronaldo i Zlatana Ibrahimovicia? Zapraszamy!

Islandia – Austria 2:1
18′ Bodvarsson, 90+4′ Traustason – 60′ Schoepf

Dla obu drużyn było to spotkanie o awans do dalszej fazy turnieju. Jego początek zdecydowanie należał do podopiecznych Larsa Lagerbacka, którzy często przebywali w pobliżu pola karnego rywali. Wynik mogli otworzyć już chwilę po rozpoczęciu gry, lecz po składnej akcji całego zespołu piłkę w spojenie słupka z poprzeczką skierował Johan Berg Gudmundsson. Wyspiarze jednak nie zniechęcili się tym i wciąż próbowali zaskoczyć Roberta Almera. Sztuka ta udała się im w 18. minucie gry, kiedy to po wyrzucie z autu Kari Arnason głową dostarczył futbolówkę prosto na nogę Jona Dadiego Bodvardssona, a ten pewnie umieścił ją w siatce. Austriacy szansę na wyrównanie otrzymali dwadzieścia minut później. Wówczas arbiter tego meczu, Szymon Marciniak, podyktował rzut karny, po tym, jak faulowany był David Alaba. Do jedenastki podszedł Alexandar Dragović, ale trafił tylko w słupek.

Współgospodarze turnieju sprzed ośmiu lat po przerwie ruszyli z natarciem, licząc na szybkie odrobienie strat. Wyrównać udało im się po godzinie gry. Alessandro Schoepf po szybkiej akcji otrzymał piłkę przed polem karnym rywali, minął dwóch defensorów, po czym pokonał bramkarza rywali. Drużyna prowadzona przez Marcela Kollera potrzebowała jednak zwycięstwa, dlatego też wciąż naciskała. Kilkukrotnie byli bliscy strzelenia drugiej bramki, lecz w decydujących momentach zawodziła skuteczność. Wraz z upływem czasu, coraz większość liczbą graczy wychodzili do przodu. W doliczonym czasie gry stracili piłkę na połowie rywali, a ci wyprowadzili zabójczy kontratak. Prawą stroną pognał Elmar Bjarnason, a po chwili podał do Arnora Ingviego Traustasona. Ten się nie pomylił i przypieczętował awans swojej drużyny. Rozpacz graczy w czerwonych trykotach nie miała końca.

Islandia: Halldórsson – A. Skúlason, Sigurdsson, Árnason, Sävarsson – B. Bjarnason, Sigurdsson, Gunnarsson, Gudmundsson (86′ Ingason) – Sigthorsson (80′ Traustason), Bödvarsson (71′ E. Bjarnason)

Austria: Almer – Dragović, Prödl (46′ Schöpf), Hinteregger, Fuchs – Klein, Ilsanker (46′ Janko), Baumgartlinger, Arnautović – Alaba – Sabitzer (78′ Jantscher)

******************************************************

Węgry – Portugalia 3:3
19′ Gera, 47′, 55′ Dzsudzsak – 42′ Nani, 50′, 62′ Ronaldo

Początek spotkania o wszystko dla Portugalczyków nie zaskoczył. Podopieczni Fernando Santosa dłużej utrzymywali się przy piłce, ale zawodziło to, co w dwóch poprzednich starciach – gra zespołowa. Piłkarze ofensywni szukali pojedynków indywidualnych, nie dostrzegając lepiej ustawionych partnerów. Potęgowała się przez to złość oraz frustracja, co potrafili wykorzystać Węgrzy. W 19. minucie do źle wybitej piłki dopadł Zoltan Gera, który mocno uderzył w kierunku bramki. Nieco zasłonięty Rui Patricio nie zdążył z interwencją i w tym momencie jego reprezentacja była poza turniejem. Rozżaleni Portugalczycy długo nie potrafili odpowiedzieć, uderzając w mur, źle dogrywając w kluczowych momentach oraz niecelnie strzelając. Błąd w ustawieniu Węgrów został wykorzystany dopiero przed przerwą, gdy Nani pokonał Kiraly’ego po podaniu od Ronaldo.

Druga połowa rozpoczęła się z kolei kosmicznie! W 17 minut po wznowieniu gry kibice zobaczyli aż cztery gole, po dwie dla każdej ze stron. Dwukrotnie za sprawą Dzsudzsaka na prowadzenie wychodzili Węgrzy, choć skrzydłowemu pomagali rywale, odbijając uderzoną piłkę i myląc Rui Patricio. Koncentracji po zdobytych golach jednak zabrakło, co wykorzystał Cristiano Ronaldo. Najpierw ładnie wykończył dośrodkowanie z prawej strony po trzech minutach od gola Węgrów, później potrzebował już siedmiu minut, by głową pokonać Kiraly’ego po raz drugi. Po świetnym kwadransie obie drużyny zdecydowanie spuściły z tonu i wydawały się być zadowolone z tego rezultatu. Węgrzy nie dość, że wyszli z grupy, to jeszcze z pierwszego miejsca. Portugalczycy – nieważne jak, ale awans również wywalczyli. Strata każdego kolejnego gola oznaczałaby dla nich powrót do domu, dlatego też w końcówce skupili się głównie na defensywie.

Węgry: Kiraly – Lang, Guzmics, Juhasz, Korhut – Gera (46′ Bese), Pinter – Dzsudzsak, Elek, Lovrencics (83′ Lovrencics) – Szalai (71′ Nemeth)

Portugalia: Patricio – Vierinha, Pepe, R. Carvalho, Eliseu – Gomes (61′ Quaresma), W. Carvalho, Moutinho (46′ Sanches), Mario – Nani (81′ Pereira), Ronaldo

******************************************************

Szwecja – Belgia 0:1
84′ Nainggolan

Belgowie drugą połową w spotkaniu z Irlandią dali swoim kibicom nadzieję na to, że maszyna Marca Wilmotsa się rozpędza. Początek spotkania ze Szwedami to silna, zorganizowana defensywa Skandynawów, na którą sposobu nie mogli wymyślić technicznie grający De Bruyne czy Hazard. Romelu Lukaku był dobrze neutralizowany, przez co nie mógł zgrywać partnerom piłek, a pozostali gracze nie mogli stworzyć swojemu napastnikowi. Nieźle za to wyglądały kontry Ibrahimovicia i spółki, które w dwóch dotychczasowych starciach wyglądały mizernie. Szwedom udało się nawet oddać celny strzał na tym turnieju, czujny był jednak Courtois. Pierwsza połowa nie obfitowała w emocje. Tych więcej miało być po przerwie.

Po zmianie stron odważniej ruszyli Szwedzi, którzy zagrozili kilka razy belgijskim defensorom. Problemy stoperom stwarzał zwłaszcza aktywny wreszcie Ibrahimović. Nie znalazło to jednak przełożenia na wynik. Rezultatu nie potrafiły zmienić też Czerwone Diabły. Jeśli już pojawiała się okazja na dobrą kontrę, De Bruyne czy Hazard nie potrafili tego właściwie wykorzystać. W efekcie faworyt naraził się na nerwową końcówkę, bo gol Szwedów przy równoczesnej wygranej Irlandii wyrzucałby Belgów z turnieju. W końcu jeden z ostatnich zrywów dał im trzy oczka. Zza pola karnego uderzał Nainggolan, piłka musnęła jeszcze nogę rywala i wpadła do siatki, pieczętując drugą lokatę dla Belgów w tabeli. Szwecja nie potrafiła już na to odpowiedzieć. Zlatan Ibrahimović w nie najlepszym stylu pożegnał się z reprezentacją.

Szwecja: Isaksson – Nilsson-Lindelof, Johansson, Granqvist, Olsson – Larsson (70′ Durmaz), Kallstrom, Ekdal, Forsberg (82′ Zengin) – Berg (63′ Guidetti), Ibrahimović

Belgia: Courtois – Meunier, Alderweireld, Vermaelen, Vertonghen – Witsel, Nainggolan – Ferreira-Carrasco (71′ Mertens), De Bruyne, Hazard (90+3′ Origi) – R. Lukaku (87′ Benteke)

******************************************************

Włochy – Irlandia 0:1
85′ Brady

Włosi potraktowali mecz z Irlandczykami treningowo, bowiem mieli zapewnione już pierwsze miejsce w grupie. Rywale z kolei musieli wygrać i liczyć na potknięcie Szwedów, jeśli chcieli awansować do dalszej fazy rozgrywek. Różnicę w nastawieniu można było zobaczyć od samego początku. Wyspiarze postawili twarde warunki. Największe zagrożenie dla Squadra Azzurra było po stałych fragmentach gry, które Irlandczycy traktowali jako największą szansę na zdobycie bramki. Tej nie udało się jednak wcisnąć. Także reprezentanci Włoch nie byli w stanie przeprowadzić takiego ataku, by Randolph był zmuszony do wielkiego wysiłku.

Po przerwie gra wyglądała podobnie. Choć przy piłce dłużej utrzymywali się Włosi, to stroną optycznie lepszą byli Irlandczycy. Brakowało im jednak wykończenia akcji, które wynagrodziłoby zaangażowanie piłkarzy oraz ich kibiców. Swojej wielkiej chwili doczekali się w 85. minucie, gdy do siatki po dośrodkowaniu Hoolahana trafił rozgrywający dobre zawody Robbie Brady. Po bramce w sektorach irlandzkich zapanowała euforia, która towarzyszyła widowisku do ostatniego gwizdka sędziego. Irlandia rzutem na taśmę awansowała do dalszej fazy, eliminując tym samym Turcję. W 1/8 finału podopieczni Martina O’Neilla spotkają się z gospodarzami, Francją.

Włochy: Sirigu – Barzagli, Bonucci, Ogbonna – Bernardeschi (60′ Darmian), Sturaro, Motta, Florenzi, De Sciglio (81′ El Shaarawy) – Zaza, Immobile (74′ Insigne)

Irlandia: Randolph – Coleman, Duffy, Keogh, Ward – McClean, Hendrick, McCarthy (77′ Hoolahan), Brady – Murphy (70′ McGeady), Long (90′ Quinn)

******************************************************

Bohater dnia: Robbie Brady (Irlandia)

A tak prezentuje się drabinka:
13495284_1163434060376105_4339355524129261062_n