Oceny piłkarzy Barcelony po meczu z Romą

W inauguracyjnym spotkaniu tegorocznej Ligi Mistrzów drużyna Barcelony zremisowała na wyjeździe z Romą 1:1. Na bramkę Luisa Suareza kapitalnym uderzeniem Allesandro Florenzi. Zapraszamy do zapoznania się z pomeczowymi ocenami!

terstegen

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 5,5/10 Radosław Krajewski: 6/10

Jeśli myśli się o wygryzieniu z reprezentacyjnej bramki Manuela Neuera, takich błędów nie powinniśmy oglądać. Ter Stegen po raz drugi w tym sezonie zapłacił wysoką cenę za dalekie wyjście – wyrównującego gola zdobył Florenzi. Kto wie, czy ta akcja nie była decydująca w kontekście braku wygranej.


sergiroberto

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Eksperyment z Sergim na prawej flance obronnej sprawdza się coraz lepiej. Hiszpan grał odpowiedzialnie zarówno w ofensywie, jak i w szeregach obronnych. Czasem brakuje mu jeszcze zrozumienia z partnerami podczas konstruowania akcji, ale prawdopodobnie zmieni się to, gdy będzie dostawał więcej szans.


pique

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Po jego niektórych zagraniach było widać, że dawno nie grał w klubie meczu o stawkę. Kilka jego początkowych podań było niepewnych, co utrudniało pracę jego kolegom. Z czasem poczynał sobie jednak coraz lepiej, dobrze współpracując z innymi obrońcami. Na plus należy zaliczyć również próby podłączenia się do ataków. W samej końcówce mógł strzelić zwycięskiego gola, ale zabrakło mu kilku centymetrów.


mathieu

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Dobrze uzupełniał się z Pique, doskonale neutralizując Edina Dzeko. Swoimi działaniami udanie asekurował także Jordiego Albę, który miał dużo pracy z szybkimi skrzydłowymi. Francuz po raz kolejny pokazał swoją solidność i to, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi.


alba

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Mohamed Salah i Iago Falque sprawili mu trochę kłopotów, głównie przez swoją szybkość i ruchliwość. W większości przypadków wychodził jednak obronną ręką – czy to sam, czy przy pomocy Mathieu lub Iniesty. Ładnie podłączał się także do akcji zaczepnych, dając swoim partnerom alternatywę do rozegrania. Pozytywny występ.


busquets

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Solidne zawody za Busquetsem. Defensywny pomocnik (w końcówce meczu grał nieco wyżej) kontrolował środek pola Barcelony, odpowiednio dysponując piłką i regulować temo gry. Można zatem powiedzieć, że Sergio nie wykonał nic ponad to, co możemy w jego wykonaniu oglądać zazwyczaj. Te wszystkie cechy sprawiają jednak, że rywale mieli wielkie problemy w tej strefie, ograniczając się głównie do szybkich kontr.


rakitic

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

Niezłe zawody Chorwata, choć bez większego błysku. Po stronie plusów na pewno trzeba zaliczyć asystę przy golu Suareza. Ivan doskonale potrafił znaleźć się w polu karnym, gdzie wbiegł w drugie tempo. Pomocnik wraca do najlepszej dyspozycji, a wówczas będzie postrachem każdej drużyny.


iniesta

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

Dobrze rozpoczął mecz, ale im szybciej mijały kolejne minuty, tym Adresa było coraz mniej. Rakitić przejął inicjatywę w rozgrywaniu piłki, a zespół zapomniał o Hiszpanie, choć on sam nie był zbyt chętny do pokazywania się do gry. Nie najlepszą passę podtrzymał w drugiej połowie, gdzie również zabrakło go na boisku. Dopiero w końcówce zaczął się pojawiać, ale za wiele z jego gry nie wynikało, choć wejście w pole karne Romy było obiecujące, ale zabrakło celniejszego strzału.


messi

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

W pierwszej połowie odnotował dwa świetne strzały – gdyby tylko leciały w światło bramki, Szczęsny miałby nie lada problem z obroną. Argentyńczyk zbyt często wracał się do drugiej linii, która nie funkcjonowała zbyt dobrze, aby rozpocząć akcję, przez co czasami brakowało go w ofensywie. Druga część nie należała już do niego. Oprócz świetnego strzału, po którym piłka odbiła się od poprzeczki, zanotował dwie doskonałe piłki do Suareza i Alby, które rozpoczęły groźne sytuacje podbramkowe. Jednak w drugiej części gry był zbyt niewidoczny, na czym ucierpiała sama gra Barcelony.


suarez

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 6/10

Już przed zdobyciem bramki zagroził Szczęsnemu dobrym strzałem. Perfekcyjnie wykorzystał dośrodkowanie Rakiticia, po którym zdobył bramkę. Po jednej z jego akcji bramkarz Romy powinien obejrzeć co najmniej żółtą kartkę, a Messi wykonywać “jedenastkę”. Sędzia jednak pozostał niewzruszony. W drugich 45 minutach Urugwajczyk znikał na długie minuty, jakby nie mógł odkleić się od obrońców rywali.


neymar

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

Kolejny niewidoczny gracz z ofensywy. Dobrze wszedł w mecz, pokazując się czy to na lewej flance, czy zbiegając do środka, ale z biegiem czasu popełniał coraz więcej błędów, w łatwy sposób tracąc piłki. Pod koniec meczu jednak przyspieszał i powrócił stary, dobry Neymar. Wziął ciężar gry na siebie i próbował indywidualnych akcji, jak i rozgrywania z kolegami, ale żaden sposób nie dawał dostępu do bramki Romy.


REZERWOWI:

rafinha

Hubert Bochyński: b/o Ogólna Ocena: b/o Radosław Krajewski: b/o

Największy pechowiec. Brazylijczyk wszedł w 61. minucie, by po czterech minutach być zniesionym na noszach. Pierwsze doniesienia mówią o urazie kolana i dłuższej przerwie. Szkoda, ponieważ w ostanich spotkaniach młodszy z braci Alcantara pełnił coraz ważniejszą funkcję.


mascherano

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: Radosław Krajewski: 6/10

Wszedł nierozgrzany w miejsce kontuzjowanego Rafinhi. Nie wniósł niczego szczególnego w grę ofensywną, za to skutecznie pomagał w linii obrony. Nie popełniał błędów, pod koniec meczu próbował podkręcić tempo gry.

Niepotrzebny od zaraz

Jeszcze dwa sezony temu był, obok Messiego, podstawowym zawodnikiem formacji ofensywnej, dzisiaj może liczyć jedynie na sporadyczne wejście z ławki pod koniec meczu lub grę przeciw mniej wymagającym przeciwnikom. Taka sytuacja nie zadowala samego zawodnika, a klub widzi w nim szansę na pozbycie się zbędnego balastu, dzięki czemu zaoszczędzi pieniądze na pensji, a dodatkowo zyska niezłą sumę z transferu. Od czasów przyjścia na Camp Nou Luisa Suareza, Pedro Rodriguez nie ma łatwego życia.

Gracz pochodzący z Wysp Kanaryjskich jest, wraz z Sergio Busquetsem, ostatnim zawodnikiem z La Masii, któremu udało się regularnie występować w pierwszej drużynie. Pod wodzą Luisa Enrique ta praktyka zmieniła się. I choć zarówno klub, jak i kibice zawdzięczają mu wiele świetnych momentów, to dzisiaj Pedro stał się zwyczajnie niepotrzebny.

4 czerwca Pedro przedłużył wygasający 30 czerwca 2016 roku kontrakt o kolejne trzy lata. Miał to być jasny sygnał od zarządu dla zawodnika, że ten jest potrzebny Barcelonie w kolejnych latach. Dodatkowym atutem miała okazać się gigantyczna klauzula opiewająca na 150 mln euro. Nic jednak z tego nie wyszło, bo zaledwie miesiąc później okazało się, że klauzula została zmniejszona do 30 mln euro, bo tak sobie zażyczył 27-letni Hiszpan, który nie chciał podpisać wcześniejszej wersji umowy.

Kanaryjczyk w każdym wywiadzie podkreśla, że jego sytuacja jest trudna i skomplikowana, a wszystko przez zbyt dużą konkurencję w zespole, którą sromotnie przegrywa. „To oczywiste, że moja sytuacja jest delikatna. Kiedy rozpocznie się presezon, dokonam oceny pewnych spraw wspólnie z klubem, aby zobaczyć, co będzie najlepszym posunięciem dla wszystkich”. Kilka dni później dodał, że: „To skomplikowana sytuacja. Zawodnik chce otrzymywać więcej minut, więcej szans, być w pierwszej linii i to prawda, że tutaj droga z czasem staje się coraz krótsza i to jest skomplikowane. Wiem, że w żadnym innym miejscu nie będzie tak jak w Barcelonie. To marzenie, wygrałem wiele tytułów i jestem usatysfakcjonowany i szczęśliwy, jednak każdy ma ambicję, aby się poprawiać i grać”.

Wydaje się, że Pedro zdecydowany jest na odejście, ale nadal oczekuje odpowiedniej oferty. W ostatnich tygodniach wiele mówiło się o zainteresowaniu Mourinho, który widziałby go jako podstawowego gracza swojej drużyny. Portugalczyk miał przekonywać Pedro nie tylko możliwością regularnej gry, ale także szansą na dalszy sportowy rozwój, a dodatkowym atutem miałby okazać się sam zespół Chelsea, w którym gra sporo Hiszpanów (Fabregas, Costa, Azpilicueta) oraz zawodników znających hiszpańską ligę (Courtois, Falcao, Filipe Luis), dzięki czemu Pedro szybciej zaaklimatyzowałby się w nowej drużynie. Drugą opcją dla 27-latka jest Manchester United. Czerwone Diabły w sytuacji pozbycia się Angela Di Marii, będą musieli dokonać wzmocnień linii ataku, a Pedro wydaje się idealnym kandydatem dla Louisa van Gaala.

Jednak ewentualny transfer Pedro może pokrzyżować jego zbyt wysoka pensja. Po przedłużeniu kontraktu nie wiadomo, jakimi zarobkami może pochwalić się Kanaryjczyk. W 2010 roku nie zarabiał w Barcelonie nawet 2 mln euro, ale od tego czasu sporo w klubie się wydarzyło i najwyraźniej Hiszpan ostatnim kontraktem zapewnił sobie spory zastrzyk gotówki do 2019 roku. Kluby angielskie zainteresowane usługami Pedro nie chcą aż tyle mu zaoferować, co stanowi barierę nie do przejścia nawet dla Chelsea.

Na tę chwilę Pedro jest wraz z resztą drużyny na amerykańskim tournee i do momentu powrotu drużyny nic w kwestii jego transferu nie powinno się zmienić. W Ameryce zabraknie Neymara, a Messi ma dołączyć na dniach, co stanowi idealną okazję, aby Pedro udowodnił swoją jakość, a co ważniejsze – pokazał chemię z Luisem Suarezem.

Tylko czy Pedro jest jeszcze potrzebny Barcelonie? Trio Messi-Suarez-Neymar ma niepodważalny status, a Enrique w końcówce sezonu zdecydował się bez przerwy korzystać właśnie z takiej obsady formacji ofensywnej. Ta jednak nie dała mu powodu do jakichkolwiek zmian, przez co Pedro musiał zadowalać się sporadycznym wchodzeniem z ławki rezerwowych w końcówkach meczu, lecz zazwyczaj obsadzany był w pomocy, a nie bliżej bramki przeciwnika, jak miało to miejsce w poprzednich sezonach.

Drugim poważnym problemem dla Pedro może stanowić transfer Ardy Turana. Choć Turek nie może występować do stycznia 2016 roku, to od nowego roku Pedro nie tylko będzie musiał pogodzić się z byciem „tym czwartym”, co może być dopiero piątym wyborem linii ataku u Luisa Enrique. Turan został co prawda kupiony do wzmocnienia pomocy, lecz nie wiadomo, czy trener nie będzie wystawiał go jako prawoskrzydłowego, a na pewno spróbuje takiego rozwiązania w którymś z nieoficjalnych sparingów, które klub ma zorganizować specjalnie dla zawodników, z których przez pół roku Barcelona nie może korzystać.

Przy takich problemach nic dziwnego, że Kanaryjczyk szuka nowego domu. Do tej pory był podstawowym zawodnikiem nie tylko Barcelony i przetrwał takie gwiazdy jak David Villa czy Alexis Sanchez, ale również był pierwszym wyborem reprezentacji Hiszpanii prowadzonej przez Vicente Del Bosque. Choć w dalszym ciągu powoływany jest do drużyny narodowej, to jego rola znacząco spadła. Nic dziwnego, skoro za Martino w porównaniu do Enrique na ławce trenerskiej, rozegrał o 1100 minut mniej (odpowiednio 3 314 do 2 219).

Pedro Rodriguez kończy złotą erę La Masii i to w sposób bolesny dla samego zawodnika. Niegdyś doceniany, będący zawsze u boku Messiego, dziś najczęściej ogląda swojego argentyńskiego kolegę z ławki. Nadal ma przed sobą wiele lat wspaniałej kariery, ale trudno oczekiwać, że jego przyszłość jest w Barcelonie. Dla drużyny będzie to spore osłabienie, bo Pedro wydaje się zmiennikiem doskonałym, nawet jeżeli mocno odbiega poziomem od Suareza czy Neymara i nie daje drużynie tyle co inni zawodnicy, to nie można odmówić mu zaangażowania. Drugiego takiego w Barcelonie już nie będzie.

Oceny piłkarzy Barcelony po meczu z Atletico

Możemy to w końcu napisać – Barcelona jest mistrzem Hiszpanii! Drużyna Luisa Enrique pokonała na wyjeździe Atletico Madryt 1:0 po golu zdobytego w drugiej połowie przez Lionela Messiego. Jak spisali się poszczególni piłkarze? Zapraszamy do zapoznania się z notami, które wystawili nasi redaktorzy!

bravo

Hubert Bochyński: 8/10 Ogólna Ocena: 8/10 Radosław Krajewski: 8/10

Bardzo dobre spotkanie chilijskiego bramkarza. Atletico nie atakowało zaciekle w całym spotkaniu, ale w pierwszej części miało okres kilku minut, kiedy nie wypuszczało Barcelony z własnej połowy. Wówczas popisał się dwoma kapitalnymi paradami (jedna z nich co prawda nie została uznana, ponieważ gracz madrytczyków znajdował się wcześniej na spalonym). Poza tym pewnie wprowadzał futbolówkę nogami – potwierdza to statystyka celnych podań (92%).


alves

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Świetny występ Brazylijczyka – to ostatnio zdanie, które występuje tak często, że w zasadzie mogłoby być przyczepione do jego nazwiska. Z tyłu zagrał bez zarzutu, dobrze radził sobie z Koke, Siqueirą czy schodzącymi na jego stronę napastnikami. Równie sensownie wyglądały jego poczynania ofensywne. Alves kilkukrotnie nieźle zacentrował, stwarzając okazje swoim kolegom na oddanie strzałów. Swoją aktywność pokazał także mierzonym uderzeniem pod poprzeczkę – wielka szkoda, że piłka nie zatrzepotała wtedy w siatce.


pique

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Zdarzały mu się ostatnio mecze przeciętne, bez błysku, ale dzisiaj pokazał, dlaczego obecny sezon może zdecydowanie zaliczyć do udanych. 8 dobrych interwencji to tylko liczby. Pique wraz z Mascherano nie pozwolili Torresowi i Griezmannowi dosłownie na nic. Tak jak bywało to w najlepszych spotkaniach tego sezonu, tak i dziś znakomicie współpracowali, uzupełniając się i uwydatniając swoje najlepsze cechy.


mascherano

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Rozpoczął mecz bardzo nerwowo – od trzech strat, którymi umożliwił Atletico przeprowadzenie akcji. Na szczęście z minuty na minutę było coraz lepiej i Javier – jak pisaliśmy wyżej – dobrze współpracował z Pique. Argentyńczyk swoją nieustępliwością i walką uprzykrzył życie każdemu zawodnikowi, przeciw któremu grał. Zawody zdecydowanie na plus.


alba

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Hiszpan dostosował się poziomem do swoich kolegów z linii defensywnej. Zdecydowanie wygrał pojedynek na swoim skrzydle z Ardą Turanem. Podobnie radził sobie z każdym napotkanym rywalem. Jego powroty na pełnej szybkości za próbującymi wyjść z kontrą graczami Rojiblancos były jedną z największych ozdób spotkania. W ofensywie nie rzucał na kolana, ale to nie oznacza, że jego wejścia nie były dobre.


busquets

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Wydawało się, że w środku pola Barcelona może mieć problemy, jednak w tym fragmencie boiska Katalończycy poradzili sobie dobrze. Sergio udanie pełnił rolę lidera, który w odpowiednim momencie podejmował właściwe decyzje. 87% celnych podań potwierdza jego wkład w grę ofensywną. Udanie radził sobie także, asekurując partnerów z obrony i nie pozwalając przeciwnikowi na przeprowadzenie większej ilości akcji.


rakitic

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Jego waleczność mogła się podobać. Potrafił skutecznie odebrał piłki przeciwnikowi, zarówno w środkowych partiach boiska, jak i na prawym skrzydle. Na prawej stronie nie był zbyt skuteczny, bo nie dość, że dublował się z Messim, to gdy podchodził wyżej do linii pola karnego, fatalnie dośrodkowywał. Chorwat jednak pozostawił dobre wrażenie po swojej grze i mógł podobać się bardziej niż Iniesta. Może świętować swoje pierwsze mistrzostwo już w pierwszym sezonie spędzonym na Camp Nou.


iniesta

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Hiszpan po kilku świetnych meczach znów notuje co najwyżej dobre spotkanie. Trudno wymagać od niego doskonałej gry za każdym razem, ale końcówka sezonu w jego wykonaniu zapowiadała się bardzo dobrze. Tak niestety nie było i Iniesta nie potrafił wziąć ciężaru gry na siebie. Zorganizował doskonałą akcję z Neymarem w pierwszych 45 minutach meczu, która nie zakończyła się golem. Był w lekkim cieniu Rakiticia.


messi

Hubert Bochyński: 8/10 Ogólna Ocena: 8/10 (ZM) Radosław Krajewski: 8/10

W pierwszej połowie dwukrotnie próbował pokonać bramkarza Atletico. Za pierwszym razem oddał zbyt słaby strzał, za drugim spróbował głową, ale Oblak złapał piłkę. Nie był to wielki mecz Argentyńczyka, ale dwoił się i troił, aby brak Suareza był jak najmniej widoczny. W końcu zrobił to, co do niego należało i trafił w decydującym momencie, dając Barcelonie mistrzostwo Hiszpanii. Tak, to był prawdziwy geniusz Messiego. Miejscami popełniał niewielkie błędy, ale od razu je naprawiał. Szkoda, że dzisiaj nie miał z kim grać, bo wynik mógłby być wyższy. Messi po raz kolejny dał nam dużo radości, udowadniając, że kolejne mistrzostwo kraju bez niego nie byłoby możliwe.


pedro

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Słabo wszedł w mecz, ale z każdą kolejną minutą był coraz lepszy, choć to nadal tylko Pedro i niestety nie zrobił różnicy na boisku. Pozycja klasycznej dziewiątki nie jest dla niego, przez co na długie minuty potrafił zniknąć. Pojawiał się głównie w momencie, gdy zbiegał na któreś skrzydło lub gdy była możliwość rozegrania piłki z Messim. W pierwszej połowie próbował powtórzyć wyczyn sprzed tygodnia i strzelić bramkę z przewrotki, ale nie trafił w piłkę. W drugich 45 minutach zrobił akcję z Messim po którym padła bramka. Można krytykować Kanaryjczyka, ale to on zanotował asystę przy bramce na wagę mistrzostwa.


neymar

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Brazylijczyk przerwał swoją fantastyczną passę strzelecką, ale i tak zagrał bardzo dobry mecz. Brał na siebie ciężar gry, a i nie miał problemów aby pokonać kilku graczy Atletico. Tym razem zabrakło jego świetnej gry wraz z Messim, ale w pierwszej połowie zorganizował wraz z Iniestą doskonałą akcję podbramkową. W drugiej mógł podwyższyć wynik meczu, ale po podaniu Messiego fatalnie przestrzelił.


REZERWOWI:

mathieu

Hubert Bochyński: b/o Ogólna Ocena: b/o Radosław Krajewski: b/o

Grał zbyt krótko.


xavi

Hubert Bochyński: b/o Ogólna Ocena: b/o Radosław Krajewski: b/o

Grał zbyt krótko.


Hubert Bochyński: b/o Ogólna Ocena: b/o Radosław Krajewski: b/o

Grał zbyt krótko.

Oceny piłkarzy Barcelony po meczu z Cordobą

Barcelona rozgromiła zespół Cordoby 8:0. W meczu z drużyną, która już oficjalnie spadła do Segunda Division na listę strzelców wpisali się Suarez (3), Messi (2), Rakitić, Pique oraz Neymar. Cała drużyna zagrała kapitalne zawody, zdecydowanie tłamsząc rywala. Jak spisali się poszczególni piłkarze? Zapraszamy do zapoznania się z pomeczowymi ocenami wystawionymi przez naszych redaktorów.

bravo

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Cordoba oddała co prawda na bramkę Chilijczyka pięć strzałów, ale tylko jeden zmierzał w światło bramki. Były golkiper Realu Sociedad przez całe 90 minut był praktycznie bezrobotny, ograniczając się w większości sytuacji do rozgrywania piłki z obrońcami. Mimo to spotkanie z beniaminkiem jest dla niego szczególne, ponieważ było dwudziestym z zachowanym czystym kontem. Zrównał się pod tym względem z Victorem Valdesem.


alves

Hubert Bochyński: 8/10 Ogólna Ocena: 8/10 Radosław Krajewski: 8/10

W pierwszej części miał pewne problemy z upilnowaniem Bebe, co skutkowało kilkoma niezłymi akcjami rywala. Po przerwie tego kłopotu już jednak nie było. Wręcz przeciwnie – Brazylijczyk potwierdził bardzo dobrą grę w ofensywie, zaliczając w ciągu siedmiu minut dwie asysty. Takiego Daniego lubimy oglądać.


pique

Hubert Bochyński: 8/10 Ogólna Ocena: 8/10 Radosław Krajewski: 8/10

W grze obronnej bez najmniejszego zarzutu. Idealne uzupełniali się z Mascherano. Wyższy Hiszpan atakował piłkę, gdy ta była w powietrzu, podczas gdy jego partner go umiejętnie ubezpieczał. Gerard był także jak zawsze aktywny w wyprowadzaniu futbolówki od tyłu oraz przy stałych fragmentach gry. Skuteczność w tym elemencie potwierdził, strzelając gola po rzucie rożnym.


mascherano

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Tak jak wspomnieliśmy przy osobie Pique – bardzo dobrze się wzajemnie asekurowali. Javier częściej był zmuszony do bardziej zdecydowanej i efektownej interwencji, ale z drugiej strony w pierwszej części bardzo łatwo dał się ograć szarżującemu Crespo, idąc “na raz”. Mimo to Argentyńczyk może ten mecz zaliczyć do udanych. Ściągnięcie go z boiska może oznaczać, że Lucho widzi dla niego miejsce w potyczce z Bayernem.


alba

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Dość spokojny mecz w wykonaniu hiszpańskiego defensora. Wydawać by się mogło, że przy tak nastawionym rywalu, który praktycznie w ogóle nie atakuje, Jordi to wykorzysta i często będzie się włączał do akcji ofensywnych, ale ładnych, składnych ataków z jego udziałem nie było za wiele. Nie można jednak powiedzieć, że zagrał złe zawody. Po prostu nie był wyróżniającym się aktorem.


busquets

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Busi w ostatnim czasie jest profesorem środka pola i dzisiaj to po raz kolejny potwierdził. Cordoba to oczywiście nie jest rywal z najwyższej półki, ale Hiszpan i tak kilka razy miał okazję, by pokazać swój kunszt. Dziś był także jednym z kreatorów gry, co nie mogło dziwić przy tak defensywnie ustawionych przeciwnikach. Dobry mecz Sergio.


rakitic

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Chorwat jak już w tym sezonie odpali, to porządnie! Początek spotkania nie należał do niego, nie potrafił znaleźć sobie miejsca na boisku, ale z biegiem czasu było już zdecydowanie lepiej. Kulminacją był strzelony gol, który był bardzo ważny w kontekście dalszych losów meczu, ponieważ ustawił całe widowisko. W drugiej części dorzucił jeszcze asystę, prezentując to, z czego jest znany – doskonałą centrę z narożnika boiska.


iniesta

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Jako jedyny w pierwszej połowie miał pomysł na ten mecz. Tym razem to koledzy nie potrafili doścignąć geniuszu Don Andresa, co kończyło się przechwytami piłek przez graczy gospodarzy. Kilka sekund przed przerwą zaliczył asystę przy golu Suareza, który ustawił mecz na drugie 45 minut. W drugiej połowie brakowało mu błysku. Wiedział lub przeczuwał, że zbyt wiele minut na boisku mu nie pozostało i postanowił się oszczędzać. A jest na co, bo jeżeli tylko Hiszpan utrzyma swoją bardzo wysoką formę i zagra z Bayernem tak jak w poprzednich spotkaniach, to nie ma potrzeby martwić się o płynność podań w środkowych partiach boiska.


messi

Hubert Bochyński: 9/10 Ogólna Ocena: 9/10 Radosław Krajewski: 9/10 (ZM)

Argentyńczykowi gra początkowo się nie układała. Zabrakło sposobu na ominięcie szczelnego muru złożonego z zawodników Cordoby. W 43. minucie znalazł jednak dziurę w defensywie gospodarzy i zaliczył świetną asystę przy bramce Ivana Rakiticia. Na początku drugiej połowy sam postanowił strzelić gola, ale żeby nie było zbyt prosto, wykorzystał dośrodkowanie Daniego Alvesa, oddając strzał głową. W 80. minucie dołożył drugie trafienie. Gdy po kilku minutach sędzia odgwizdał karnego, wszyscy myśleli, że zaraz Argentyńczyk będzie cieszył się z hat-tricka, ale Messi miał dosyć strzelania w tym meczu. Altruistycznie oddał jedenastkę Neymarowi, aby i ten miał swojego gola w tym meczu. Oprócz tego również był aktywny w pomocy, rozgrywając wiele akcji. Wielki występ Argentyńczyka.


suarez

Hubert Bochyński: 9/10 (ZM) Ogólna Ocena: 9/10 Radosław Krajewski: 9/10

Jeszcze dwa miesiące temu Suareza można było odliczać do trzech, bo dopiero po zmarnowaniu dwóch “setek” zdobywał bramkę. Tym razem również odliczaliśmy do trzech, ale Urugwajczyk za każdym razem trafiał. Dla El Pistolero jest to pierwszy hat-trick zdobyty w barwach Barcelony. Miał dzisiaj ciąg na bramkę i co mógł, to wykorzystywał. Nie lekceważył jednak rywala i w drugiej połowie po jednej z nielicznych sytuacji gospodarzy, to właśnie Urugwajczyk był najbliżej ustawionym zawodnikiem od własnej bramki. To był mecz Suareza.


neymar

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 6/10

Przez cały mecz miał kilka świetnych okazji do zdobycia gola i tyle samo dobrych sytuacji do zaliczenia asysty. Brazylijczykowi niewiele wychodziło i marnował sytuacje zarówno sobie, jak i własnym kolegom. Do jego gry kombinacyjnej nie można mieć żadnych zastrzeżeń, choć zabrakło dobrze znanej współpracy z Albą. W drugiej połowie oddał gola Messiemu, choć sam mógł zdobyć bramkę. Z tego powodu Argentyńczyk oddał mu rzut karny, po którym Brazylijczyk cieszył się ze zdobyczy bramkowej. Neymar po kilku dobrych występach znów jest pod formą, chociaż sezon wkracza teraz w swój najtrudniejszy okres i Neymar musi jak najszybciej przypomnieć sobie jak strzela się bramki.


REZERWOWI:

xavi

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Wszedł za Iniestę, co pozwoliło Barcelonie jeszcze bardziej przejąć kontrolę w środkowych partiach boiska. Mógł zdobyć bramkę po silnym i mierzonym strzale z daleka, ale jeden z obrońców Cordoby niefortunnie wybił jego strzał wprost pod nogi Suareza, który wpakował futbolówkę do siatki. Xavi daje niezbędną jakość w pomocy Barcelony, niezależnie od tego czy wchodzi z ławki, czy gra od pierwszej minuty. Zawodnik nie do przecenienia dla Luisa Enrique.


mathieu

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

Fatalnie wszedł w mecz, popełniając już na początku błąd, który mógł kosztować Barcelonę utratę bramki. Na szczęście dla niego gracze Cordoby mieli rozregulowane celowniki. Nie miał zbyt wiele okazji do wykazania się, ale przy jednej z nielicznych znów zachował się jak Mathieu, którego doskonale znamy. W przeciwieństwie do Pique nie brał udziału w akcjach ofensywnych, raczej trzymając się z tyłu, podtrzymując na duchu bezrobotnego Bravo.


pedro

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Przez pierwsze dziesięć minut po wejściu był niemal niewidoczny. Pedro nie potrafi odnaleźć się w nowej układance, gdzie Messi biega sobie swobodnie po boisku, a on musi wpasować się jako ten czwarty gracz z przodu, który zupełnie nikomu nie jest potrzebny. Po 80. minucie meczu częściej wracał się do pomocy, dzięki czemu mógł rozgrywać piłkę z kolegami. To dzięki jego wejściu w pole karne, Messi mógł cieszyć się z drugiej bramki w tym meczu, choć sam niestety asysty nie zaliczył. Kanaryjczyk nie gra zbyt wiele, a nawet jeśli wchodzi z ławki, to nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca na boisku. Tym razem było inaczej, ale daleko mu do swojej optymalnej formy.

La Liga gra: Potknięcie Valencii, Cordoba i Granada jedną nogą w Segunda

Trzydziesta czwarta runda, rozgrywana w środku tygodnia, miała w swojej ofercie kilka interesujących spotkań. Wydaje się, że największych emocji mogliśmy spodziewać się po derbach Kraju Basków. Zarówno Athletic, jak i Real Sociedad w tym sezonie na ogół zawodzą, ale temperatura tych spotkań i tak zawsze jest bardzo gorąca. Ciekawie zapowiadała się potyczka Villarrealu z Atletico. Madrytczycy mieli pewną przewagę, ponieważ ich rywal jest ostatnio pod formą, a dodatkowo ma problemy kadrowe. Walczące o siódmą lokatę zespoły Celty i Malagi mierzyły się ze sobą na Balaidos, a Valencia stanęła naprzeciw mocnemu ostatnio u siebie Rayo. Łatwe starcia na własnych boiskach czekały Barcelonę i Real. Katalończycy gościli Getafe, a Real – Almerię. Zapraszamy na podsumowanie 34. rundy!

Mecze 34. kolejki:
11208930_10203045310328440_1058476734_n

Czy to w porządku urządzać sobie trening w samym środku ligowego spotkania? Barcelona uznała, że tak, dzięki czemu kibice zgromadzeni na Camp Nou obejrzeli rewelacyjne pierwsze 45 minut pełne świetnych bramek. Kto przegapił pierwszą połowę, mógł żałować, bo takiego widowiska gracze Luisa Enrique już dawno nie urządzili. Zaczęło się od odgwizdania karnego dla Barcelony po faulu na Luisie Suarezie. Messi podszedł do piłki i oddał strzał a la Panenka. Kilka minut później to goście byli blisko zdobycia wyrównującego gola. Claudio Bravo zbyt daleko wyszedł od bramki, a jeden z graczy Getafe próbował go przelobować. Gdyby nie szybka interwencja bramkarza i pogoń za piłką, goście mogliby świętować bramkę na Camp Nou. Na drugą zdobycz gracze Barcelony musieli czekać do 25. minuty. Messi prawym skrzydłem dośrodkował perfekcyjną piłkę do wbiegającego Luisa Suareza, który bez problemu pokonał bramkarza gości. Trzy minuty później Suarez na 16. metrze podał do niekrytego Neymara po lewej stronie, który wykończył akcję mocnym strzałem przy krótszym słupku, uprzednio kiwając jednego ze stoperów Getafe. Przed tym meczem w szatni Barcelony zawodnicy ustalili nową regułę: jeżeli strzelisz bramkę, to przy kolejnej musisz asystować. Tak też się stało podczas czwartej bramki. Neymar podał do Xaviego, który doskonałym strzałem z daleka pokonał Vicente Guaitę. Zabawa Katalończyków trwała dalej i w 40. minucie Xavi odwrócony plecami do piłki zdołał ją podać do Suareza, który znów zdobył bramkę. W pierwszej połowie Barcelona była bezlitosna dla rywala, dlatego w drugiej postanowiła nie znęcać się zbytnio nad ofiarą. Już na początku jednak zorganizowała akcję bramkową. Suarez podbiciem posłał piłkę do wbiegającego prawą stroną Messiego, Argentyńczyk przyjął piłkę i na 11. metrze strzelił równie piękną bramkę co wcześniej Xavi i Suarez. Po tym golu tempo meczu siadło. Gospodarze kontrolowali grę, od czasu do czasu pozwalając gościom zorganizować lepszą lub gorszą akcję. Mecz warty zapamiętania wyłącznie z jednego powodu: trio MSN stało się najskuteczniejszym tercetem w całej historii Barcelony.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves (68’ Martin Montoya), Marc Bartra, Jeremy Mathieu, Adriano – Sergio Busquets (46’ Sergi Roberto), Rafinha, Xavi (55’ Pedro Rodriguez) – Neymar, Luis Suarez, Leo Messi

Getafe: Vicente Guaita – Alvaro Arroyo, Emiliano Velazquez, Alexis, Roberto Lago – Mehdi Lacen, Juan Rodriguez (64’ Alex Felip) – Pedro Leon (76’ Sergio Escudero), Fredy Hinestroza, Emiliano Buendia – Baba Diawara (49’ Ivan Lopez)

11208895_10203045322048733_1009716194_n

Derby Kraju Basków na San Mames zapowiadały się bardzo ciekawie. Goście, czyli Real Sociedad, już od dawna nie odnieśli wygranej w lidze, więc zdobyte trzy oczka w starciu z największym rywalem byłyby dla nich dużym prezentem. Spotkanie okazało się bardzo ciekawe, dynamiczne, obie strony posiadały argumenty w tym starciu. Największą rolę odgrywali bramkarze – Iraizoz oraz Rulli. Do przerwy obaj panowie zostali niepokonani, ale trzeba przyznać, że napastnicy obu zespołów nie stwarzali jakichś stuprocentowych sytuacji. Najlepszą miał Carlos Vela, który znakomicie uderzył z powietrza, ale minimalnie chybił. Widowisko zrobiło się po przerwie i to dość szybko. Jeden z graczy Athleticu zagrał długą piłkę w pole karne, do której wyskoczył Aduriz i Rulli. Bramkarz odbił się od napastnika, który szykował się do strzału na pustą bramkę, ale wtedy został ścięty przez Mikela Gonzaleza. Arbiter podyktował jedenastkę i ukarał obrońcę czerwoną kartką. Wydaje się, że był faul na Adurizie, ale pytanie jest takie czy on nie popełnił przewinienia przy powietrznym starciu z bramkarzem Realu. Tak czy siak, poszkodowany sam wymierzył sprawiedliwość i od 52. minuty prowadzili gospodarze. Później Aduriz mógł podwyższyć rezultat, ale jego próba z nożyc okazała się niecelna. Niewykorzystana szansa się zemściła po kwadransie drugiej części. Ruben Pardo posłał genialną prostopadłą piłkę do de La Belli, który uderzył prawą nogą po długim rogu bramki Iraizoza i doprowadził do wyrównania. W końcówce groźne próby oddali jeszcze Iraola i Inaki Williams, ale Bilbao już nie zdołało wygrać tego spotkania. Remis w derbach Baskonii wydaje się być sprawiedliwy.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Andoni Iraola, Carlos Gurpegi, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria (78′ Mikel Rico) – Markel Susaeta (72′ Borja Viguera), Isaac Aketxe (63′ Oscar de Marcos), Inaki Williams – Aritz Aduriz

Sociedad: Geronimo Rulli – Carlos Martinez, Mikel Gonzalez, Inigo Martinez, Alberto de La Bella – Markel Bergara, Ruben Pardo – Xabi Prieto, David Zurutuza, Chory Castro (55′ Gorka Elustondo) – Carlos Vela (78′ Sergio Canales)

11128402_10203045312168486_1536549461_n

Mecz z Levante miał być dla Cordoby ostatnim dzwonkiem, by powalczyć jeszcze o utrzymanie w ekstraklasie. Przy porażce i niekorzystnych wynikach innych meczów mogło się bowiem okazać, że tegoroczny beniaminek już po tej rundzie zakończy krótką przygodę z elitą. Rywal nie zamierzał jednak w żaden sposób odpuszczać, bo również on nie jest jeszcze pewny ligowego bytu. Skazani na kolejną porażkę goście rozpoczęli całkiem obiecująco. Brakowało im jednak efektywności w ostatniej fazie akcji. Z czasem do głosu coraz mocniej zaczęły dochodzić Żaby. Większa dojrzałość w konstruowaniu ataków graczy z Walencji została udokumentowana w 41. minucie. Dwójkową akcję przeprowadziła para napastników gospodarzy. David Barral zagrał do Victora Casadesusa, a ten idealnie odegrał do swojego partnera. Barral nie miał problemów, by z najbliższej odległości pokonać golkipera rywali, strzelając swojego dziesiątego gola w tym sezonie. W drugiej części gry przyjezdni byli o wiele dłużej przy futbolówce, ale nie wyniknęło z tego nic konkretnego. Kilka razy oddali uderzenie, ale Diego Marino nie został zatrudniony ani razu. Ostatecznie Levante wykonało ogromy krok w kierunku uniknięcia spadku. Z kolei Cordoba, by o czymkolwiek jeszcze marzyć, musi zdobyć komplet punktów w czterech pozostałych partiach. A w weekend potyczka z Barceloną. Wydaje się zatem, że czas powiedzieć “Adios”.

Składy:
Levante: Diego Marino – Ivan Lopez, Loukas Vyntra, Ivan Ramis, Juanfran, Jose Morales (84′ Nikos Karabelas) – Mohamed Sissoko (69′ Jose Mari), Simao Mate, Victor Camarasa – David Barral, Victor Casadesus (75′ Kalu Uche)

Cordoba: Juan Carlos – Jose Crespo (46′ Adrian Gunino), Inigo Lopez, Deivid (69′ Heldon), Edimar – Fidel (61′ Fede Cartabia), Luso, Rene Krhin, Fede Vico – Bebe, Nabil Ghilas

11208904_10203045314808552_414116176_n

Celta i Malaga to dwa zespoły górnej połowy klasyfikacji hiszpańskiej Primiera Division. Mimo dość dużej straty nadal marzyły, a właściwie marzą o europejskich pucharach. Spotkanie między tymi dwoma zespołami nie zapowiadało się więc jako spokojny mecz środka tabeli. Faktycznie – emocji było sporo, jednak było starcie niezwykle dziwne. Doprawdy trudno uwierzyć w liczbę zmarnowanych sytuacji przez graczy zarówno Celty, jak i Malagi. W samej pierwszej połowie powinno być jakieś 4:2 dla gospodarzy. Skończyło się jednak na 0:0, a wynik ten wcale nie był zasługą świetnej gry bramkarzy, lecz indolencji strzelców. Chyba najlepszą okazję podczas pierwszej części gry miała Malaga. Po dobrze rozegranej kontrze idealne podanie otrzymał Sergi Darder, tak że znalazł się oko w oko z Sergio Alvarezem na piątym metrze. Nie wiedzieć jednak czemu trafił w słupek. W drugiej połowie skuteczność obu drużyn nadal nie była lepsza. Tym razem niechlubnie „błysnęli” gospodarze, kiedy w jednej akcji dwa razy obili konstrukcję bramki po strzałach głową. Mecz zmierzał do końca i wydawało się, że to niemożliwe, aby gol jednak padł. Na szczęście stało się inaczej. Po błyskotliwym drylingu na prawej stronie boiska piłkę w pole karne zagrał będący ostatnio w świetnej formie Santi Mina. Gracz Malagi nieudolnie próbował wybić futbolówkę i po jego błędzie Nolito zdobył bramkę. Celta zwyciężyła po golu w 89. minucie, trzeba jednak przyznać, że było to zwycięstwo zasłużone. Choć 4 celne strzały na taki ogrom okazji to wynik marny, mecz mimo wszystko należy ocenić jako ciekawy. Czy któraś z drużyn grających w środę na Balaidos dotrze do strefy europejskich pucharów? Mimo większej straty Celta wydaje lepiej przygotowana do realizacji tego marzenia.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Jonny Castro, Andreu Fontas, Gustavo Cabral, Hugo Mallo – Pablo Hernandez (64’ Santi Mina), Augusto Fernandez, Michael Krohn-Dehli (72’ Alex Lopez) – Nolito, Charles (79’ Joaquin Larrivey), Fabian Orellana

Malaga: Carlos Kameni – Miguel Torres, Weligton, Marcos Angeleri, Roberto Rosales – Fernando Tissone, Sergi Darder(88’ Recio) – Ricardo Horta (61’ Samuel Castillejo), Duda (65’ Juanmi), Samuel Garcia – Nordin Amrabat

11186371_10203045335849078_739210331_n

Trzy poprzednie spotkania przegrało Eibar. Ta passa, połączona z ogólnie nie najlepszą grą w rundzie wiosennej, sprawiają, że Baskowie konsekwentnie dryfują w stronę strefy spadkowej, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się prawie niemożliwe. Z kolei zespół Sevilli cały czas walczy z Valencią o czwartą lokatę. Na więcej ekipa Unaia Emery’ego nie ma chyba co liczyć, bo strata do trzeciego Atletico wynosi sześć oczek. Ipurua nie jest w tym sezonie fortecą, na której obserwujemy wiele niespodzianek, więc można było się spodziwać, że goście zgarną pełną pulę. Na pierwsze skuteczne uderzenie faworyta czekać musieliśmy zaledwie do 7. minuty. Jose Antonio Reyes zagrał kapitalną prostopadłą piłkę do Carlosa Bakki, a Kolumbijczyk po minięciu Xabiego Irurety spokojnie umieścił futbolówkę w siatce. Osiem minut później ten sam piłkarz podwyższył prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i niepewnej interwencji bramkarza, piłka spadła pod jego nogi i napastnik stojący tuż przed bramką nie mógł spudłować. Podrażnieni gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale mimo kilku okazji jeszcze przed przerwą, na gola zapracowali dopiero po wznowieniu gry. W 51. minucie w zamieszaniu w szesnastce rywala najlepiej odnalazł się Federico Piovaccari, który z bliska wpakował piłkę do siatki. Baskowie mogli mieć zatem jeszcze jakieś nadzieje na dobry rezultat, ale po niecałym kwadransie trzeba się było pogodzić z przegraną. Sevilla wyszła z kontrą, Bacca uwolnił się od kryjącego go obrońcy, wypuścił w uliczkę Reyesa, a doświadczony Hiszpan strzałem w krótki róg po raz trzeci zmusił do kapitulacji Iruretę. Andaluzyjczycy kontrolowali przebieg zdarzeń do ostatniego gwizdka i nie pozwolili zagrozić sobie przeciwnikom. Gracze Unaia Emery’ego zdobyli więc bardzo ważne trzy oczka, wywierając presję na Valencii, która grała następnego dnia. Z kolei Eibar, jeśli utrzyma taką negatywną passę i będzie traciło z taką regularnością punkty, niedługo znajdzie się w strefie spadkowej, z której może się już nie wydostać.

Składy:
Eibar: Xabi Irureta – Eneko Boveda, Txema Anibarro, Lillo Castellano, Didac Vila (71′ Abraham Minero) – Borja Garcia, Dani Garcia – Ander Capa (81′ Javi Lara), Mikel Arruabarrena (81′ Dejan Lekić), Manu Del Moral – Federico Piovaccari

Sevilla: Sergio Rico – Coke, Alejandro Arribas, Timothee Kolodziejczak, Fernando Navarro – Aleix Vidal, Stephane Mbia, Vicente Iborra, Jose Antonio Reyes (66′ Denis Suarez) – Carlos Bacca (75′ Ever Banega), Iago Aspas (61′ Kevin Gameiro)

11198816_10203045316008582_46537854_n

Real kolejny raz musiał odpowiadać na wygraną Barcelony. W sobotę podopieczni Luisa Enrique rozgromili Getafe 6:0 i wydawało się, że Królewscy to samo uczynią z Almerią, która na Bernabeu przyjechała bez dwóch ważnych zawodników – Thievy’ego i Wellingtona, obaj musieli pauzować za nadmiar żółtych kartek. Real z kolei występował bez Bale’a, Marcelo, Benzemy, Modrica, Casillasa czy Ramosa. Wiktoria gospodarzy wydawała się formalnością, ale męczyli się oni bardzo długo. Co nie oznacza, że nie mieli swoich szans. Najpierw Arbeloa zagrał genialnie na głowę Jamesa, który jednak spudłował, a później Ruben wybronił dobry strzał Cristiano. Almeria zdołała jedynie opowiedzieć niegroźną próbą Mane. Wydawało się, że bezbramkowy remis utrzyma się do przerwy i Królewscy będą musieli przycisnąć rywala po niej, ale wtedy zabójczym uderzeniem popisał się James. Kroos zagrywał piłkę za obronę, którą przeciął Trujillo, ale wyłożył ją idealnie na nogę Kolumbijczyka, który nie dał szans Rubenowi. Druga połowa nie rozpoczęła się na dobre, a gospodarze już prowadzili 2:0. Kroos dostał prostopadłe podanie na skrzydło, dograł piłkę do środka, a tam Mauro Dos Santos ubiegł Cristiano Ronaldo, ale niefortunnie wpakował futbolówkę do własnej bramki. Real cały czas przeważał, stwarzał sobie świetne sytuacje, ale je marnował, jak m.in. Chicharito po zagraniu z prawej strony Cristiano. Portugalczyk szukał swojego gola w tym starciu, ale kiedy miał już szansę na nie, to uprzedził go… Arbeloa. W 85. minucie z lewej flanki dogrywał Chicharito, z piłką minął się Ruben, a na długim słupku czekali na nią Arbeloa oraz Ronaldo. Obrońca postanowił wślizgiem wpakować ją do siatki, co bardzo nie spodobało się CR7, który nie cieszył się z trafienia kolegi, a do tego wymownie kręcił głową. Real pokonał Almerię 3:0, a jedynym niezadowolonym pozostał Cristiano, ponieważ Messi zbliżył się do niego na jedną bramkę w klasyfikacji Pichichi.

Składy:
Real: Keylor Navas – Alvaro Arbeloa, Pepe, Raphael Varane (86′ Nacho), Fabio Coentrao – Asier Illaramendi (65′ Lucas Silva), Toni Kroos, James Rodriguez (65′ Isco) – Jese, Javier Hernandez, Cristiano Ronaldo

Almeria: Ruben Martinez – Ximo Navarro, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier – Jose Verza (67′ Ramon Azeez), Thomas Partey (62′ Javier Espinosa) – Edgar Mendez (58′ Jonathan Zongo), Miguel Angel Corona, Mane – Tommer Hemed

11185507_10203045352569496_2146521398_n

Mecz za sześć punktów na Estadio Martinez Valero. Elche na swoim obiekcie podejmowało Deportivo w spotkaniu, w którym stawką były kolejne oczka w walce o utrzymanie. Wszyscy spodziewali się zaciętego spotkania i wyniku na „styku”, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Strzelanie rozpoczęło się już w 6. minucie. Damian Suarez genialnie przedryblował trzech rywali na skrzydle, a potem wyłożył futbolówkę na pustą bramkę do Jonathasa, który celebrował trafienie w dość specyficzny sposób, zakładając okulary przeciwsłoneczne. Później z pomocą gospodarzom przybył sędzia spotkania, który podyktował jedenastkę za faul na Roco w polu karnym. Obrońca był pociągany za koszulkę, więc arbiter miał podstawy, aby użyć gwizdka. David Lomban nie miał problemów, aby wyprowadzić drużynę na dwubramkowe prowadzenie. To było piąte trafienie stopera w tym sezonie. Goście mieli swoje nieliczne szanse, aby zagrozić Elche, ale nie potrafili ich wykorzystać, a Tytoń w sumie miał niewiele pracy. Za to ofensywa zespołu postanowiła dokonywać demolki na przyjezdnych. Damian Suarez wypuścił Jonathasa, a ten miał przed sobą tylko Fabricio, lecz trafił prosto w niego. Na jego szczęście piłka odbiła się tak niefortunnie, że zmierzała do bramki, a z najbliższej odległości Pasalic wbił do niej piłkę głową. W odpowiedzi Cavaleiro próbował z bliska zaskoczyć Tytonia, ale Polak nie dał się pokonać, podobnie jak chwilę później przy strzale Portugalczyka z dystansu. Miał trochę pracy w drugiej części golkiper Elche, m.in. przy głębokiej wrzutce Luisinho czy uderzeniu Toche, ale spisywał się bardzo dobrze. Kropkę nad i postawili w tym spotkaniu rezerwowi – Corominas i Gary Rodrigues. Po rzucie rożnym dla Deportivo kontrę wyprowadził ten pierwszy, a Rodrigues po długim rajdzie zszedł na lewą nogę i umieścił piłkę w siatce między nogami Fabricio. Bardzo ważna wiktoria zawodników Elche, która daje im wielkie nadzieje na utrzymanie.

Składy:
Elche: Przemysław Tytoń – Damian Suarez, Enzo Roco, David Lomban, Domingo Cismo – Mario Pasalic, Pedro Mosquera – Victor Rodriguez (84′ Garry Rodrigues), Faycal Fajr (88′ Ferran Corominas), Aaaron Niguez (69′ Adrian Gonzalez) – Jonathas

Deportivo: Fabricio – Juanfran Moreno, Alberto Lopo, Sidnei, Luisinho – Lucas Perez (63′ Luis Farina), Alex Bergantinos, Celso Borges, Juan Dominguez (54′ Diogo Salomao) – Oriol Riera, Ivan Cavaleiro (68′ Toche)

11100282_10203045345809327_606662105_n

W środową noc doszło do starcia prawdziwej wagi ciężkiej. Szósty w tabeli Villarreal podejmował bowiem trzecie Atletico. Kibice hiszpańskiego futbolu z pewnością ostrzyli sobie zęby na to wydarzenie. Na początku spotkania przewagę mieli goście, co nie powinno specjalnie dziwić ze względu na słabszą formę Żółtej Łodzi Podwodnej w ostatnim czasie. Do sytuacji strzeleckich doszli Griezmann oraz Koke, lecz żaden z nich nie wpisał się na listę strzelców. Gospodarzom trudno było się przebić pod pole karne rywali, na ich szczęście z pomocą przyszedł im stały fragment gry. To właśnie po rzucie wolnym podopieczni Marcelino mieli najlepszą okazję w całym spotkaniu. Atletico po heroicznej obronie nie pozwoliło sobie jednak na stratę gola. Najpierw uderzenie głową gracza Villarrealu sparował Jan Oblak, a później piłkę nieuchronnie zmierzającą do bramki wybił Diego Godin. Bezbramkowy remis utrzymał się do przerwy. W drugiej połowie gra nieco się wyrównała. Obie drużyny próbowały, ale żadna nie potrafiła skonstruować żadnej zbyt groźnej akcji. W 74. minucie Tomas Pina zagrał głową do Erica Bailly’ego. Ten zaś wykazał się ogromną niefrasobliwością i stracił futbolówkę na rzecz naciskającego Fernando Torresa. Hiszpan popędził w stronę bramki, minął bramkarza, zwodem na zamach położył dwóch obrońców i ze spokojem wykończył sytuację. Po tym wydarzeniu Villarreal próbował się jeszcze odgryźć, ale strzały Mario i Jaume Costy nie były wystarczająco precyzyjne. Ostatecznie, głównie dzięki żelaznej postawie w defensywie, to Rojiblancos okazali się zwycięscy. Żółta Łódź Podwodna nadal ma sporą przewagę nad goniącymi zespołami, lecz ich gra z pewnością nie napawa optymizmem i grozi nerwową końcówką sezonu. Na domiar złego poważnej kontuzji doznał Sergio Asenjo, dla którego sezon już się zakończył.

Składy:
Villarreal: Sergio Asenjo (84’ Juan Carlos) – Bojan Jokić, Victor Ruiz, Eric Bailly, Mario Gaspar – Jaume Costa, Tomas Pina, Manu Trigueros, Antonio Rukavina (46’ Moi Gomez) – Joel Campbell, Gerard Moreno (85’ Fran Sol)

Atletico: Jan Oblak – Jesus Gamez, Miranda, Diego Godin, Juanfran – Koke, Tiago, Gabi (69’ Raul Garcia), Arda Turan (62’ Saul Niguez) – Antoine Griezmann, Mario Mandzukić (62’ Fernando Torres)

11198656_10203045348249388_389094632_n

Wygrana Sevilli sprawiła, że Valencia musiała wygrać, jeśli cały czas chciała mieć przewagę punktową nad swoim najgroźniejszym rywalem. Zadanie nie należało jednak do najłatwiejszych, ponieważ podopieczni Nuno Espirito Santo mierzyli się na Vallecas. Rayo na własnym obiekcie spisuje się ostatnio (poza spotkaniem z Realem) bardzo dobrze. Zresztą nawet w meczu z Królewskimi zagrali całkiem dobrze, ulegając dopiero w drugiej połowie. Nietoperze dobrze weszły jednak w potyczkę, od pierwszych minut kilkukrotnie przedzierając się w pobliże pola karnego madrytczyków. Im bliżej bramki, tym brakowało jednak pewności w rozegraniu. Rayo mogło jedynie liczyć na kontry. W większości były one kasowane przez dobrze wracających rywali. Mimo tego w 19. minucie udało się zdobyć gola. Wydawało się, że akcja Adriana Embarby prędzej czy później zostanie skasowana, ponieważ był otoczony przez kilku piłkarzy z Walencji. Skrzydłowy zdecydował się na niezbyt dobry strzał, który zmierzał wprost w rękawice Diego Alvesa. Brazylijczyk dopuścił się jednak błędu i przepuścił tę próbę, utrudniając tym samym swoim partnerom osiągnięcie dobrego rezultatu. Goście wyrównali dopiero w drugiej części. W 62. minucie wychodzącego na czystą pozycję Andre Gomesa sfaulował Jorge Morcillo. Sędzia wyrzucił go z boiska i podyktował dla Valencii rzut wolny tuż zza szesnastki. Ze stałego fragmentu gry idealnie uderzył Daniel Parejo i broniący Tono nie miał żadnych szans. Przyjezdni mieli jeszcze swoje okazje, by przechylić szalę na swoją stronę. Sytuację skomplikował jednak Rodrigo, który w bezsensowny sposób (po kopnięciu bramkarza) obejrzał czerwoną kartkę i osłabił swój zespół. W samej końcówce świetną szansę miał jeszcze Sofiane Feghouli, ale z kilku metrów strzelił w bramkarza. Remis sprawił, że Los Ches mają obecnie tyle samo oczek co Sevilla, ale lepszy bilans bezpośrednich meczów. Wydaje się, że w grę wchodzi już tylko obrona czwartej lokaty, ponieważ strata do Atletico wynosi już sześć punktów.

Składy:
Rayo: Tono – Tito, Jorge Morcillo, Ze Castro, Nacho Martinez (53′ Emiliano Insua) – Roberto Trashorras, Mohamed Fatau – Gael Kakuta, Alberto Bueno (67′ Quini), Adrian Embarba (89′ Javier Aquino) – Manucho

Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan, Shkodran Mustafi (69′ Paco Alcacer), Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Enzo Perez, Daniel Parejo, Andre Gomes (82′ Rodrigo De Paul) – Rodrigo Moreno, Alvaro Negredo, Pablo Piatti (46′ Sofiane Feghouli)

11208852_10203045342129235_698052793_n

Sześć punktów straty do bezpiecznego miejsca miała przed tą rundą Granada. Mecz na własnym stadionie z Espanyolem był zatem jedną z ostatnich okazji, by rzucić się w pogoń za wyprzedzającymi ją drużynami. Katalończycy spisują się jednak ostatnio bardzo dobrze (poza meczem z Barceloną) i mają nawet szansę na siódme miejsce. Bardziej zmotywowani rozpoczęli miejscowi, jakby byli świadomi wagi tej potyczki. Dłużej utrzymywali się przy piłce, lepiej rozgrywali swoje akcje, ale pod bramką Kiko Casilli byli bardzo chaotyczni, przez co nie mogli w żaden sposób rywalowi zagrozić. Kiedy wydawało się, że na przerwę oba kluby zejdą przy wyniku bezbramkowym, dał o sobie znać kunszt Sergio Garcii. Futbolówkę na własnej połowie stracił Emanuel Insua, Lucas podał do hiszpańskiego snajpera, a ten minął jednego defensora i lewą nogą uderzył w dłuższy róg, nie dając szans Roberto. Po przerwie do ataku ruszyli gospodarze, którzy nie mieli już nic do stracenia. Na chwilę szczęścia musieli czekać aż do 73. minuty. Z prawej strony dośrodkował Lass Bangoura, a w polu karnym najlepiej odnalazł się Diego Mainz, który został tam po rozegranym moment wcześniej stałym fragmencie gry. Środkowy obrońca strzelił głową na tyle mocno, że interweniujący Casilla nie zdołał odbić piłki na tyle mocno, by zapobiec utraty bramki. Gracze Abela Resino poszli za ciosem. Można było sądzić, że kolejne trafienie wisi w powietrzu. Wtedy jednak z jedną z nielicznych akcji ruszyły popularne Papużki. Paco Montanes dość szczęśliwie doszedł do pozycji strzałowej i z pierwszej piłki pokonał golkipera. Zrezygnowana Granada nie potrafiła już w żaden sposób odpowiedzieć i z trzech oczek cieszył się Espanyol. Klub z Barcelony ma tylko dwa oczka straty do siódmej Malagi. Z kolei zawodnicy z Nuevo Los Carmenes plasują się na przedostatniej lokacie i ich pozycja jest już ekstremalnie niekorzystna.

Składy:
Granada: Roberto Fernandez – Allan Nyom, Cala, Diego Mainz, Emanuel Insua – Manuel Iturra (54′ Piti), Ruben Perez, Javi Marquez – Robert Ibanez (63′ Lass Bangoura), Isaac Success, Daniel Candeias (71′ Jhon Cordoba)

Espanyol: Kiko Casilla – Anaitz Arbilla, Diego Colotto, Alvaro Gonzalez, Juan Fuentes – Lucas Vazquez, Javi Lopez, Victor Sanchez (90′ Jose Canas), Victor Alvarez (69′ Paco Montanes) – Christian Stuani (76′ Felipe Caicedo), Sergio Garcia

Mecz kolejki: Athletic – Sociedad

Liczby kolejki:
11195375_10203045266887354_562577542_n

Piłkarz kolejki: Luis Suarez (Barcelona)
Już na początku spotkania Luis Suarez dał o sobie znać obrońcom Getafe. Faul w polu karnym był ewidentny, dzięki czemu Urugwajczyk zaliczył poniekąd pierwszą asystę w tym meczu. Kilkanaście minut później po dośrodkowaniu Messiego oddał świetny strzał na bramkę gości. Drugą z asyst, tym razem właściwą, zanotował trzy minuty później przy golu Neymara. Pod koniec pierwszej połowy ponownie pokonał Guaitę, a na początku drugiej asystował przy bramce Messiego na 6:0. Takim sposobem Urugwajczyk w 47 minut zanotował dwie asysty, a do tego dołożył dwie bramki szczególnej urody. Suarez przeżywa ostatnio doskonały okres, a mecz z madrytczykami tylko potwierdził jego wielkość.

Cienias kolejki: Eric Bailly (Villarreal)
Strasznie elektryczny jest nowy nabytek Żółtej Łodzi Podwodnej. Tym razem zademonstrował nieporadność, która kosztowała jego zespół utratę gola. Bailly przestraszył się bowiem naciskającego go Fernando Torresa i nie potrafił opanować piłki. Skończyło się to rajdem El Nino na bramkę i prowadzeniem, a w konsekwencji wygraną, Atletico. Kolejny słaby mecz Iworyjczyka.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Elche
Bardzo dobra partia zawodników Frana Escriby, którzy tym razem pokonali Deportivo w meczu „za sześć punktów”. Piłkarze Elche rozgromili rywala 4:0 i w tej chwili mają już 9 oczek przewagi nad strefą spadkową, i wydaje się, że zapewnili sobie tym byt w Primera Division na następny sezon. Natomiast gracze Deportivo cały czas muszą o to mocno walczyć.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Nie zdecydowaliśmy się nikogo wyróżnić.

Gol kolejki: James Rodriguez (Real)
W tej kolejce mieliśmy szansę oglądać wiele pięknych bramek, głównie w starciu Barcelony z Getafe, gdzie świetnymi uderzeniami popisali się Xavi, Suarez oraz Messi, ale tym razem konkurs na golazo kolejki wygrał James, który w meczu z Almerią otworzył wynik. Duża w tym zasługa obrońcy gości – Angela Trujillo, który swoim złym wybiciem umożliwił Kolumbijczykowi piekielnie mocne uderzenie z daleka, które było poza zasięgiem Rubena Martineza. Trzeba przyznać, że król strzelców Mistrzostw Świata z Brazylii ma patent na zdobywanie pięknych goli.

Pudło kolejki: Pablo Hernandez (Celta)
Spotkanie Celty z Malagą było prawdziwym festiwalem nieskuteczności. Ostatecznie wygrał go Chilijczyk Pablo Hernandez, który nie potrafił wbić piłki do pustej już bramki. Zamiast tego trafił słupek, co nie wystawia mu najlepszej noty. Całe szczęście dla gracza Celty, iż w końcówce spotkania Nolito zapewnił zwycięstwo gospodarzom, czym zagwarantował Hernandezowi spokojniejszy sen.

11178612_10203045282527745_1188031783_n

11216390_10203045282207737_1864858740_n11186400_10203045278487644_1899000469_n

Terminarz 35. kolejki (1-4.05.2015):
Piątek, 1.05:
Sociedad – Levante (godzina 20:45)
Sobota, 2.05:
Cordoba – Barcelona (16)
Atletico – Athletic (18)
Sevilla – Real (20)
Deportivo – Villarreal (22)
Niedziela, 3.05:
Espanyol – Rayo (12)
Getafe – Granada (17)
Valencia – Eibar (19)
Malaga – Elche (21)
Poniedziałek, 4.05:
Almeria – Celta (20:45)

Już tylko cztery kolejki do końca ligi i wiemy już coraz więcej. O mistrzostwo powalczy Barcelona z Realem, a o utrzymanie będą się bić: Granada, Deportivo, Almeria oraz Eibar. Ciężko jest już uwzględniać Cordobę, która w sobotę o 16 podejmie na własnym obiekcie Barcelonę, i jeśli przegra to spotkanie, to straci już nawet matematyczne szanse na pozostanie w Primera Division na następny sezon. Zanim jednak zobaczymy ten mecz, to już w piątek rozpoczniemy kolejkę spotkaniem Realu Sociedad z Levante. Żaby mają sześć oczek przewagi nad strefą spadkową i teoretycznie mogą jeszcze spaść z ligi, ale wydaje się to mało prawdopodobne, nawet przy porażce z Baskami, którzy tak naprawdę grają już o nic. W sobotę na sam początek wcześniej wspomniane starcie Cordoba-Barcelona, a o 18 bardzo ciekawie zapowiadające się spotkanie Atletico z Athletikiem. Piłkarze z Madrytu mają sześć oczek przewagi nad Valencią i wydaje się, że nic nie może już odebrać im trzeciej lokaty. Tyle samo punktów straty mają Baskowie do Villarrealu, który ma obecnie zapewnione miejsce w europejskich pucharach. Następnie przeniesiemy się na Ramon Sanchez Pizjuan na hit kolejki. Sevilla, niepokonana w tym sezonie na własnych śmieciach, zagra z Realem Madryt, który musi przerwać serię gospodarzy, jeśli chce się liczyć w walce o tytuł. Nikogo nie trzeba przekonywać, że to będzie świetne spotkanie, tym bardziej, że gospodarze cały czas walczą o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach Ligi Mistzów. Na sam koniec dnia zajrzymy na El Riazor, na mecz Deportivo z Villarrealem. To będzie ważna potyczka dla gospodarzy. W niedzielę, siłą rzeczy, będziemy obserwować spotkana środka i dolnej części tabeli. W południe starcie drużyn, które nie mają już żadnych celów w tych rozgrywkach – Espanyol kontra Rayo. Popołudnie rozpoczniemy z zawodnikami Getafe oraz Granady. Gospodarze już raczej na 100% pozostaną w lidze w sezonie 2015/2016, ale Granada ma jeszcze sporo do zrobienia, żeby wygrzebać się ze strefy spadkowej. Trzy punkty dla gości są obowiązkiem. O 19 Valencia na własnym boisku podejmie inny zespół walczący o byt w La Lidze, czyli Eibar. Nietoperze na pewno nie dawały forów gościom, bo ekipa Nuno ma jeszcze o co walczyć. Wieczór zakończymy na La Rosaleda, gdzie Malaga zagra z Elche. Kolejka tradycyjnie już zakończy się w poniedziałek o 20.45, a tego dnia zapraszamy na starcie Almerii z Celtą Vigo. To ostatnia prosta dla drużyn walczących na dole tabeli i ostatnie szanse dla Realu, aby spróbować powalczyć z Barcą o trofeum. Każde potknięcie będzie na pewno bardzo brzemienne w skutkach. Serdecznie zapraszamy na mecze 35. kolejki!

Autorzy:





Oceny piłkarzy Barcelony po rewanżu z PSG

Barcelona przypieczętowała awans do półfinału Ligi Mistrzów! Katalończycy wygrali w rewanżu z PSG 2:0 po dwóch golach Neymara. Gospodarze sprawę rozstrzygnęli już w pierwszej części, w drugiej kontrolując przebieg wydarzeń. Jak spisali się poszczególni gracze? Zapraszamy do zapoznania się z ocenami!

terstegen

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

W pierwszej połowie bezrobotny. Był, ale jakoby go nie było. Najgroźniejszą sytuacją, po której musiał interweniować, był kiks Pique, kiedy piłka poleciała w górę. W drugiej części Barcelona spuściła z tonu i PSG grało trochę bliżej bramki gospodarzy. Jednak goście oddali tylko dwa celne strzały na bramkę, ale Niemiec specjalnie się przy nich nie napocił.


alves

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Brazylijczyk uwielbia rozgrywki Ligi Mistrzów. W lidze hiszpańskiej gra w kratkę, za to w europejskich pucharach nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Tak było i tym razem. Skuteczny w obronie i groźny w ataku. Jego wrzutki nie należą do najlepszych, ale jak się okazuje, to wystarczy, aby dośrodkował w pole karne lewą nogą zamiast prawej, a piłka trafi do adresata. Zaliczył świetną asystę przy doskonałej bramce Neymara. Defensor miał pomysł na grę i konsekwentnie go realizował.


pique

Piotr Sturgulewski: 5/10 Ogólna Ocena: 5,5/10 Radosław Krajewski: 6/10

Środkowy obrońca Barcelony musi usiąść na ławce w następnym meczu. To już drugi mecz Hiszpana, w którym gra poniżej swojego poziomu. Pique rozpieścił nas swoją skutecznością, ale tym razem popełniał zbyt proste błędy, aby uszło mu to na sucho. Był niepewny w obronie, zarówno w pierwszej połowie, jak i w drugiej. W pojedynku z Ibrahimoviciem przegrał z kretesem, choć był w dużo lepszej sytuacji. Na szczęście dla niego koledzy potrafili naprawiać jego błędy.


mascherano

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Znów niemal bezbłędny. Nie najlepiej wszedł w mecz, popełniając błąd w zagraniu do jednego z kolegów, którego bliski przejęcia był Ibrahimovic, ale z każdą kolejną minutą wracał stary dobry Mascherano. W drugiej połowie pomógł zachować status quo, skutecznie wybijając większość piłek zagrywanych przez paryżan w pole karne Barcelony. Argentyńczyk nie musiał dzisiaj wykazywać się swoimi popisowymi wślizgami, ale nawet bez tego zachwycał swoją grą. Pod koniec pierwszej połowy miał chęci na zdobycie swojej pierwszej bramki w barwach Barcelony, co zdarza się średnio raz na sezon, ale niestety koledzy zaprzepaścili jego sytuację. Ale skoro nawet Mascherano wyczuwa okazję na zdobycie łatwego gola, to znaczy, że przeciwnik nie stanął na wysokości zadania.


alba

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Dobry w defensywie, ale niestety tylko niezły w ofensywie. Sporo piłek docierało do Neymara, gdzie powinien za jego plecami pojawiać się Hiszpan, ale on tego za często nie robił. Przez to brakowało skutecznej alternatywy w rozgrywaniu akcji ofensywnych. W pierwszej połowie zaliczył kilka dobrych rajdów w poprzek boiska, kasując akcje paryżanom.


busquets

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Gra Hiszpana musiała się podobać. Nie dość, że świetnie radził sobie z graczami PSG w defensywie, to z ogromną lekkością prowadził grę do przodu. Busquets ostatnio ma wyśmienity okres i można było mieć żal do Enrique, że tak wcześnie dał mu odpocząć, bo z nim Barcelona jest dużo skuteczniejsza zarówno w grze do przodu, jak i do tyłu.


rakitic

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 6/10

Nierówny występ Chorwata. W pierwszej połowie był solidny. Często rozgrywał piłki z kolegami, raz próbując swojego szczęścia strzelając z dystansu. Po zmianie stron Rakitić przygasł, oddając w pełni środek pola Xaviemu. Enrique jednak postanowił dać mu dograć mecz do końca, choć zbyt wiele do gry zespołu nie wnosił.


iniesta

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Iniesta grał jak za starych dobrych czasów. Biegał, podawał, a przede wszystkim asystował. Jego kluczowe podanie z czternastej minuty – palce lizać! Hiszpan zabawił się się z czterema paryżanami i wyłożył Neymarowi piłkę jak na tacy. Szkoda, że jego koncert trwał tylko 45 minut.


messi

Piotr Sturgulewski: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Mocno przeciętny występ Argentyńczyka. Leo rzadko dzielił się piłką ze swoimi partnerami i notorycznie przegrywał starcia z obrońcami rywala. Mimo że czasem z powodzeniem próbował odebrać piłkę Francuzom na ich połowie, to dwukrotnie zaniedbał powrót za umiejętnie wbiegającym Maxwellem, który stwarzał przewagę.


suarez

Piotr Sturgulewski: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

Był aktywny, pokazywał się, ale mało był wykorzystywany przez partnerów. Próbował walczyć z brazylijskimi defensorami francuskiej ekipy, choć miał w pojedynkach z nimi bardzo trudno, zwłaszcza w drugiej części, gdy Barcelona atakowała znacznie rzadziej niż przed przerwą.


neymar

Piotr Sturgulewski: 8/10 Ogólna Ocena: 8/10 (ZM) Radosław Krajewski: 8/10

Fantastyczny występ Brazylijczyka, który upodobał sobie strzelanie do bramki klubu ze stolicy Francji. Neymar zdobył dzisiaj swoją piątą i szóstą bramkę w tej edycji Ligi Mistrzów, z czego pięć strzelił właśnie przeciwko ekipie Laurenta Blanca. Reprezentant Canarinhos udowodnił dziś, że nie zna pojęcia “strzelecka niemoc”.


REZERWOWI:

xavi

Piotr Sturgulewski: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Nasz Generał wszedł na murawę i zrobił swoje. Hiszpan dobrze operował piłką i nie pozwalał podopiecznym
Laurenta Blanca zdominować środka pola. Xavi włączał się także w akcje ofensywne, otwierając swoim kolegom drogę do bramki Salvatore Sirigu.


sergiroberto

Piotr Sturgulewski: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Po raz drugi w przeciągu trzech dni Sergi daje pozytywną zmianę z ławki. Dziś zastąpił Sergio Busquetsa i grał tuż przed stoperami. Zazwyczaj podejmował dobre decyzje, uczestniczył również w rozgrywaniu futbolówki. Raz udało mu się także efektownie minąć kilku rywali. Wydaje się, że wszystko jest w porządku, ale pozostaje pytanie – dlaczego obudził się tak późno?


pedro

Piotr Sturgulewski: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

Dostał od Lucho kwadrans, ale pokazał się z niezłej strony. Brał czynny udział w pressingu, często naciskał obrońców rywala. W ataku zabłysnął w ostatniej akcji, kapitalnie zgrywając futbolówkę Leo Messiemu. Musi wykorzystywać wszelkie okazje, jakie daje mu trener. Przy dobrej formie tridente jego pozycja w zespole raczej się nie poprawi.

La Liga gra: Strata punktów Barcelony i Atletico, solidny Real

Koniec hiszpańskiego maratonu! Trzy rundy w 10 dni to wielki wysiłek dla każdego piłkarza. 31. kolejka, rozegrana w poprzedni weekend, stała pod znakiem hitu na Ramon Sanchez Pizjuan. Niepokonana na tym stadionie Sevilla podejmowała lidera, zespół Barcelony. Obie ekipy znajdują się obecnie w dobrej formie, więc o poziom widowiska nie mogliśmy narzekać. Interesująco zapowiadała się także potyczka w Maladze. Gospodarze mierzyli się z walczącym o podium Atletico. Emocji mogliśmy się również spodziewać na Power8 Stadium. Radzący sobie ostatnio całkiem nieźle Espanyol gościł Athletic Bilbao, który zamazuje negatywny obraz z początku sezonu. Ponadto w derbach Walencji ekipa Nietoperzy na Estadio Mestalla grała z Levante, a madrycki Real na Santiago Bernabeu grał z baskijskim beniaminkiem, Eibarem. Opis tych oraz pięciu innych meczów tej tury znajdziecie w naszym podsumowaniu. Zapraszamy!

Mecze 31. kolejki:
11091236_10202942818846217_1137737617_n

W Eibarze zaraz po długo oczekiwanym zwycięstwie zapanowała euforia. Nic tak jednak nie studzi zapału jakiejkolwiek drużyny, jak wyjazd na Bernabeu. Tam czekał już Real, który cały czas goni Barcelonę, a pełna pula z beniaminkiem to krok niezbędny. Spotkanie od początku do końca kontrolowali Królewscy. Eibar poza serią trzech rzutów rożnych pod rząd nie zagroził specjalnie gospodarzom. Strzelanie w Madrycie rozpoczął oczywiście Cristiano Ronaldo. Sam fakt zdobycia gola przez Portugalczyka to nic dziwnego, ale fakt, iż zdobył bramkę z rzutu wolnego, to już delikatne zaskoczenie. Gwiazdor Realu czekał niemal rok, aby pokonać bramkarza w taki sposób. Wiedział chyba o tym Irureta, który postanowił się zlitować i usunął się przed strzałem. Sobotni mecz był okazją do zaprezentowania się zmiennikom. Dwaj z nich, którzy grali w tym sezonie najmniej, spłacili kredyt zaufania. Jeszcze w pierwszej połowie na listę strzelców wpisał się „Chicharito” Hernandez. Przypomniał kibicom o tym, że fantastycznie gra głową mimo swojego wzrostu. Warto też odnotować, iż fantastyczną asystą przy golu Meksykanina popisał się Alvaro Arbeloa. Po wznowieniu gry Królewscy nacierali nadal, ale już nie z takim impetem. Eibar był jedynie tłem dla podopiecznych Carlo Ancelottiego. Niecałe 10 minut przed końcem przypomniał też o sobie dawno nie oglądany Jese. Błysnął ciekawym zwodem, minął obrońcę i zmieścił piłkę przy słupku. Podczas tej akcji po raz kolejny interwencją nie zachwycił Irureta. Ostatecznie Real wygrał bardzo pewnie i dopisał sobie kolejne trzy oczka. Dla Eibaru starcie na Bernabeu to były za wysokie progi.

Składy:
Real: Keylor Navas – Marcelo (64’ Nacho Fernandez), Sergio Ramos (64’ Pepe), Raphael Varane, Alvaro Arbeloa – Luka Modrić (61’ Lucas Silva), Asier Illarramendi, Isco – Cristiano Ronaldo, Javier Hernandez, Jese

Eibar: Xabi Irureta – Didac Vila, Raul Navas, Txema Anibarro, Lillo Castellano – Dani Garcia (77’ Derek Boateng), Borja – Javi Lara, Saul Berjon (46’ Mikel Arruabarrena), Ander Capa – Manu Del Moral (66’ Federico Piovaccari)

11139773_10202942821606286_2072305563_n

Atletico wróciło ostatnio na właściwe tory i wskoczyło z powrotem na trzecią lokatę. Przed podopiecznymi Diego Simeone było jednak trudne zadanie. Zespół Malagi jest w tym sezonie bardzo niewygodny rywalem, zwłaszcza gdy gra na własnym boisku. Słowa te znalazły odzwierciedlenie bardzo szybko. Gościom z wielkim trudem przychodzioło konstruowanie kolejnych akcji. W 25. minucie z pomocą przyszedł jednak Carlos Kameni. Bramkarz popełnił wielki błąd, źle obliczając tor lotu wyrzuconej z autu piłki i przepuścił ją między rękami. Z prezentu skorzystał Antoine Griezmann, który z najbliżej odległości wpakował futbolówkę do siatki. Mimo fatalnej interwencji kameruński golkiper otrzymał wsparcie od znakomicie reagującej publiczności i do końca meczu widać było, że chce odkupić swoje winy. Jego parady uchroniły ekipę przed gorszym wynikiem. Bezrady był tylko przy kolejnym strzale Griezmanna w 78. minucie. Wydaje się jednak, że Francuz był na minimalnym spalonym i gol został uznany nieprawidłowo. Była to bramka wyrównująca, ponieważ Andaluzyjczycy wcześniej dwukrotnie pokonali Jana Oblaka. Konkretnie mówiąc – sami trafili do siatki raz, a raz mogli liczyć na pomoc przeciwników. W 37. minucie pechowcem okazał się Fernando Torres, który strzelił samobója. Z kolei w 71. minucie zimną krew zachował Samuel Garcia. Skrzydłowy Malagi w sytuacji sam na sam pewnie przelobował wychodzącego bramkarza. Po dobrym i wyrównanym meczu oba zespoły zapisały na swoim koncie po jednym punkcie, co niewiele wnosi w ich obecną sytuację. Atletico pozostało trzecie, a Malaga – siódma.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Sergio Sanchez, Weligton, Arthur Boka – Sergi Darder, Recio – Samuel Garcia, Nordin Amrabat (90+2′ Javi Guerra), Samuel Castillejo (84′ Ricardo Horta) – Juanmi (76′ Fernando Tissone)

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Gimenez, Miranda, Jesus Gamez – Arda Turan (80′ Cani), Gabi (73′ Raul Jimenez), Tiago, Koke – Fernando Torres (68′ Saul Niguez), Antoine Griezmann

11136880_10202942826046397_305847122_n

Nikt nie łudził się, że będzie to łatwy mecz dla drużyny prowadzonej przez Luisa Enrique. Sevilla na swoim terenie jest niepokonana od 9 lutego 2014 roku, kiedy to odniosła ostatnią porażkę właśnie z Barceloną. Jednak statystyki dla drużyny Unaia Emery’ego zdawały się nie mieć żadnego znaczenia, bo szybko oddali pole do popisu Dumie Katalonii. Rozpoczęło się od konstruowania akcji podbramkowej już w pierwszych sekundach meczu. Worek z bramkami rozwiązał jednak dopiero Messi w 13. minucie, zdobywając gola niemal identycznego jak tego, którego strzelił przeciw Almerii. Pierwszej połowy nie mógł zaliczyć do udanych Grzegorz Krychowiak. W 29. minucie tuż przed polem karnym sfaulował jednego z graczy Barcelony. Do rzutu wolnego podszedł Neymar, który doskonałym strzałem posłał piłkę nad murem wprost w okienko bramki gospodarzy. Kilka minut później Banega przyćmił strzał zarówno Argentyńczyka, jak i Brazylijczyka i zdobył świetną bramkę po strzale z daleka. Błąd w tej sytuacji popełnił Claudio Bravo, który powinien odbić ten strzał. Barcelona cały czas cierpliwie konstruowała swoje akcje, a jedną z lepszych miała w 52. minucie, kiedy to Iniesta strzelił wprost w bramkarza Sevilli, a Suarez nie trafił z kilku metrów na pustą bramkę. W 73. minucie Enrique wprowadził na boisku Xaviego za Neymara. Ta decyzja przyniosła więcej złego niż dobrego. Nie dość, że ofensywa Barcelona rozsypała się jak domek z kart, to dodatkowo obrońcy grali zbyt wysoko i nadziewali się na kontry gospodarzy. Po jednej z takich sytuacji Pique fatalnie podał do jednego z kolegów i piłkę przejął Reyes, który wyłożył futbolówkę do wbiegającego prawą stroną Vidala. Ten na 11. metrze wyłożył futbolówkę Gameiro, a Francuz nie miał żadnych problemów z wpakowaniem jej do siatki. Dwie minuty później na boisku zameldował się Pedro i na ostatnie chwile meczu gra Barcelony wróciła do poprzedniego stanu. Jednak czasu było zbyt mało, aby odwrócić losy meczu i wywalczyć trzy punkty. Barcelona nadal zachowuje pierwsze miejsce w tabeli, ale przewaga nad Realem Madryt stopniała już tylko do dwóch oczek.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Coke, Nicolas Pareja, Daniel Carrico, Benoit Tremoulinas – Grzegorz Krychowiak, Ever Banega – Aleix Vidal, Vicente Iborra (70’ Stephane M’Bia), Vitolo (70’ Jose Antonio Reyes) – Carlos Bacca (75’ Kevin Gameiro)

Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitić, Andres Iniesta (86’ Pedro) – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar (74’ Xavi)

11160126_10202942839606736_2076996486_n

Bardzo ważne starcie dla obu zespołów. Almeria przed rozpoczęciem rundy zajmowała pozycję osiemnastą, a Granada była jedną lokatę niżej. Obie andaluzyjskie drużyny plasowały się zatem na miejscach zagrożonych spadkiem po sezonie. Między nimi był tylko jeden punkt różnicy. Stawka spotkania była więc bardzo duża. Widać to było od pierwszego gwizdka. Zarówno gospodarze, jak i goście od początku chcieli przejąć inicjatywę, ale jednocześnie zadbać o bezpieczeństwo z tyłu. Lepiej wychodziło to miejscowym, których próby ataków wyglądały na bardziej konkretne. Brakowało im jednak precyzji w ostatniej fazie akcji. Dlatego na gola trzeba było czekać aż do doliczonego czasu gry pierwszej części. Wówczas po ładnym rozegraniu piłki do pustej siatki trafił Thomas Partey. Druga połowa nie różniła się wiele – cały czas więcej z gry miała Almeria. W 59. minucie udokumentował to Javi Espinosa, który po ograniu jednego rywala uderzył po długim słupku tak, że broniący Roberto nie miał żadnych szans. Od tego czasu gospodarze spuścili z tonu, jednak Granada nie potrafiła tego w żaden sposób wykorzystać. Jej ataki były bardzo nerwowe i nie przynosiły żadnego efektu. W samej końcówce z kontrą wyszli jeszcze piłkarze Sergiego Barjuana. Oko w oko z golkiperem stanął Thomas. Czarnoskóry pomocnik trafił wprost w niego, jednak futbolówka tak się jeszcze od niego szczęśliwie odbiła, że poszybowała do bramki. Almeria odniosła pewne i bardzo ważne zwycięstwo, dzięki któremu mogła odskoczyć swojemu rywalowi na cztery oczka. Przy okazji pokazała, komu bardziej należy się utrzymanie w lidze.

Składy:
Almeria: Ruben Martinez – Ximo Navarro, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier – Thomas Partey, Corona – Wellington Silva, Fernando Soriano (58′ Jonathan Zongo), Javi Espinosa (82′ Ramon Azeez) – Thievy Bifouma (77′ Tomer Hemed)

Granada: Roberto Fernandez – Allan Nyom, Cala, Diego Mainz, Emanuel Insua – Manuel Iturra (55′ Fran Rico), Ruben Perez (63′ Riki) – Robert Ibanez, Javi Marquez, Piti – Youssef El Arabi (55′ Jhon Cordoba)

11139803_10202942830486508_582654919_n

Rayo, zaraz po Realu Madryt, jest najbardziej bezkompromisową ekipą w lidze. Tylko dwa remisy zaliczyła ekipa Paco Jemeza, a to wszystko związane jest z jej stylem, któremu szkoleniowiec jest wierny w każdej sytuacji. Ofensywna i bezpośrednia piłka to wizytówka Rayo, która nie zamierzała zostać zmieniona na Balaidos. Z kolei dla gospodarzy był to mecz, który miał pozwolić na przeskoczenie drużyny z Vallecas i awans na 10. lokatę. To jednak przyjezdni rozpoczęli strzelanie i to już w pierwszej minucie meczu! Dogranie z prawej strony Embarby wykorzystał Manucho. Rayo jednak nie spodziewało się tego, co ich czeka w najbliższym czasie. Szósta minuta – Joaquin Larrivey wyrównuje, a swojego trafienia nie celebrował, ponieważ na Balaidos przybył właśnie z Madrytu. Warto zaznaczyć znakomitą akcję Nolito, który ograł Amayę jak dziecko. Były gracz Barcelony asystował również przy drugim trafieniu dla gospodarzy. Tym razem było to dzieło Santiego Miny. Obrona gości nagle stała się zagubiona jak we mgle i przepuszczała niemal każdą akcję skrzydłami. Jemez postanowił reagować i jeszcze przed upływem pół godziny gry wpuścił na murawę bocznych obrońców – Tito i Nacho. To miało pomóc, a doprowadziło do katastrofy. Przed przerwą wynik podwyższył Larrivey, a z wynikiem 4-1 gości do szatni wysłał Mina. Po zamianie stron sytuacja wyglądała tak, jakby przerwa się nie odbyła. Nolito cały czas grał nieziemsko, wtórował mu Orellana, a goleadę zaliczył Santi Mina, który trafił do siatki rywala jeszcze dwukrotnie i jednocześnie ustalił wynik spotkania na 6-1. Identycznym wynikiem zakończył się mecz Rayo z Barceloną. Jemez po tym sezonie odejdzie z drużyny. Czy styl gry klubu się zmieni, czy nowy szkoleniowiec będzie chciał przede wszystkim zadbać o to, aby takie blamaże się nie powtarzały?

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Andreu Fontas, Jonny – Augusto Fernandez (62′ Alex Lopez), Michael Krohn-Delhi – Santi Mina (71′ Theo Bongonda), Fabian Orellana, Nolito – Joaquin Larrivey (75′ Charles)

Rayo: Tono Martinez – Ze Castro, Antonio Amaya, Abdoulaye Ba (28′ Nacho) – Gael Kakuta (74′ Miku), Roberto Trashorras, Jozabed, Adrien Embarba – Alberto Bueno – Lica (27′ Tito), Manucho

11139810_10202942844286853_1962833392_n

W niedzielne południe spotkały się ekipy, które mogły mieć różne odczucia dotyczące poprzedniego tygodnia. O dziwo, to Getafe mogło być zadowolone ze swoich wyników, bowiem w dwóch spotkaniach rozegranych na przestrzeni kilku dni madrytczycy zdobyli sześć oczek, podczas gdy w tym samym czasie Villarreal ugrał tylko jedno oczko. Ekipa Żółtej Łodzi Podwodnej nie może odnaleźć formy, którą nas jeszcze niedawno zaskakiwała, tracąc już chyba jakiekolwiek nadzieje na zajęcie miejsca wyższego niż szóste. Poziom pierwszych 45 minut – mówiąc pobłażliwie – rozczarował. Obie drużyny oddały w sumie jedno celne uderzenie. Dominowała gra w środku pola, gdzie piłka spędzała najwięcej czasu. Lepiej pod tym względem było po przerwie. Być może przyczyniła się do tego szybko zdobyta bramka przez gości. W 52. minucie Ikechukwu Uche pewnie egzekwował jedenastkę, którą sędzia podyktował za faul właśnie na nim. Gospodarze odpowiedzieli dość szybko, bo już po 12 minutach. Roberto Lago wrzucił piłkę w pole karne, a Diego Castro celną główką nie dał szans Sergio Asenjo. Cieniem na rywalizacji okazała się jednak sytuacja z 77. minuty. Mateo Musacchio, który wszedł na boisko niecałe 20 minut wcześniej, podczas jednego z wybić stanął tak niefortunnie, że bez jakiegokolwiek kontaktu z rywalem złamał nogę. Uraz wyglądał naprawdę koszmarnie, co potwierdza reakcja piłkarzy oraz trenera Marcelino Garcii, który aż złapał się za głowę. Osłabieni goście nie potrafili strzelić zwycięskiego gola, przy okazji również go nie tracąc, więc mecz skończył się podziałem punktów. Getafe, po kilku ostatnich dobrych potyczkach, praktycznie już zapewniło sobie utrzymanie. Villarreal cały czas jest z kolei szósty, z dużą stratą do piątej Sevilli, ale jednocześnie z bezpieczną przewagą nad Malagą.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Carlos Vigaray, Naldo, Alexis Ruano, Roberto Lago – Juan Rodriguez, Mehdi Lacen – Pedro Leon, Diego Castro (83′ Emiliano Buendia), Fredy Hinestroza (62′ Pablo Sarabia) – Alvaro Vazquez (90′ Babacar Diawara)

Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Eric Bailly (59′ Mateo Musacchio), Jose Dorado, Bojan Jokić – Antonio Rukavina, Tomas Pina, Manu Trigueros, Moi Gomez (68′ Denis Czeryszew) – Ikechukwu Uche (63′ Giovani dos Santos), Gerard Moreno

11139629_10202942846966920_1549773985_n

Zgromadzeni na Power8 Stadium kibice nie mogli powiedzieć, by widowisko, które obejrzeli w niedzielne popołudnie, ich porwało. Espanyol, który podejmował Athletic Bilbao, jest ostatnio w niezłej dyspozycji, pokazując, że w piłkę grać potrafi i osiąga przy tym dobre wyniki. Wygrana w spotkaniu z Baskami spowodowałaby, że przeskoczyliby nad swojego rywala i mieliby nad nim punkt przewagi. Swego dopięli w 40. minucie. Victor Alvarez odzyskał piłkę w środku pola i zagrał na wolne pole do Sergio Garcii. Hiszpański snajper pomknął w kierunku bramki i pewnym strzałem pokonał Gorkę Iraizoza. W drugiej części zdecydowanie lepiej prezentowali się podopieczni Ernesto Valverde, ale nie stać ich było na groźny strzał, a co za tym idzie, na pokonanie Kiko Casilli. Ostatecznie po trzy oczka sięgnęły Papużki, którym wystarczyła tylko jedna bramka. Espanyol awansował zatem na 8. pozycję, mając obecnie tylko 5 oczek straty do Malagi. W ostatnich pięciu potyczkach zawodnicy Sergio Gonzaleza nie ponieśli porażki ani razu, gromadząc 9 oczek. Wydaje się, że z taką grą mogą mieć jeszcze nadzieje na włączenie się w walkę o europejskie puchary.

Składy:
Espanyol: Kiko Casilla – Anaitz Arbilla, Alvaro Gonzalez, Hector Moreno, Ruben Duarte – Lucas Vazquez (85′ Paco Montanes), Abraham Gonzalez (68′ Victor Sanchez), Jose Canas, Victor Alvarez – Sergio Garcia, Christian Stuani (63′ Felipe Caicedo)

Athletic: Gorka Iraizoz – Andoni Iraola, Carlos Gurpegi, Aymeric Laporte, Oscar de Marcos – Mikel San Jose, Mikel Rico (57′ Ibai Gomez), Benat Etxebarria – Inaki Williams, Guillermo Fernandez (57′ Markel Susaeta), Borja Viguera

11117701_10202942852807066_2092124042_n

Na Anoeta przybyła ekipa Deportivo La Coruna. Na ławce gości już nowy trener – Victor Sanchez, który chciał powalczyć w końcu o jakąś wygraną dla drużyny z Galicji. Małe zdobycze punktowe w ostatnim czasie spowodowały, że Depor znalazło się tuż nad strefą spadkową. To jednak Baskowie początkowo stawiali warunki w tym spotkaniu. Mimo to Oriol Riera mógł niespodziewanie dać prowadzenie swojej drużynie, miał dużo czasu i 11 metrów do bramki, ale totalnie skiksował. Gospodarzy wyprowadził w końcu na prowadzenie Xabi Prieto, który wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką Jose Rodrigueza. Fabri miał pretensje do arbitra, że wykonujący zatrzymał się podczas rozbiegu, ale sędzia pozostał nieugięty i uznał to trafienie. To pobudziło gości, którzy zaczęli atakować i wywalczyli jedenastkę. Ręką w szesnastce zagrał Ansotegi, a do futbolówki ustawionej na wapnie podszedł Lucas Perez. Strzał napastnika obronił Rulli, ale ten pobiegł za piłką i ostatecznie dobił ją, dając Deportivo wyrównanie. Później długo się nic nie działo. Dopiero po przerwie fajerwerki odpalił Castro. Dostał dośrodkowanie z prawej strony i niczym Marco van Basten huknął z woleja z ostrego kąta i nie dał żadnych szans Fabriemu. Wydawałoby się, że po czymś takim przyjezdni nie mogą się podnieść, ale znów genialnym jokerem okazał się Toche. Centrę Manuela Pablo z prawej flanki zgrał Oriol Riera, a głową Rulliego pokonał właśnie rezerwowy w tym meczu napastnik gości. Cenny punkt Deportivo na Anoeta, ale ten remis spowodował, że ekipa Victora Sancheza wylądowała w strefie spadkowej.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Joseba Zaldua, Ion Ansotegi, Inigo Martinez (58′ Gorka Elustondo), Yuri – Esteban Granero (65′ Markel Bergara), Ruben Pardo – Xabi Prieto, Sergio Canales, Chory Castro (71′ Carlos Vela) – Imanol Agirretxe

Deportivo: Fabri – Juanfran, Alberto Lopo, Sidnei, Manuel Pablo – Celso Borges (66′ Haris Medunjanin), Alex Bergantinos – Jose Rodriguez (67′ Toche), Lucas Perez, Ivan Cavaleiro (84′ Laure) – Oriol Riera

11104154_10202942857327179_145031295_n

Z kim ma zdobywać oczka Cordoba, jeśli nie z drużynami pokroju Elche, które przyjechało w niedzielny wieczór na Nuevo Arcangel. Gospodarze liczyli na komplet oczek, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Przez 40 minut jedynym groźnym strzałem w całym spotkaniu była niecelna próba Cartabii. Dopiero tuż przed przerwą goście zdobyli gola do szatni. Z rzutu wolnego zagrywał Edu Albacar, a piłkę lekko głową strącił Roco. To zmyliło Juana Carlosa, który i tak zaliczył fatalne wyjście do tego dośrodkowania, i Elche objęło prowadzenie. Po zmianie stron na boisku istnieli już tak naprawdę tylko goście. Doskonałą szansę zmarnował Pasalic, a Albacar musiał przedwcześnie opuścić murawę z powodu kontuzji. Codroba, mimo swojej niemocy, mogła zaskoczyć swojego rywala w takim sam sposób, w jaki straciła bramkę. Luso trafił jednak w słupek. Celniejsze uderzenie oddawał Pasalic w 68. minucie, kiedy dośrodkowanie Fajra z rzutu rożnego zamienił na trafienie. Cordoba jeszcze raz odpowiedziała okazją Luso, ale tym razem obronną ręką wyszedł Tytoń. Próby beniaminka były daremne, a na dodatek mecz musieli kończyć w dziesiątkę po tym, jak Borja Garcia nie utrzymał nerwów na wodzy i uderzył w twarz Victora Rodrigueza. To chyba najlepszy obrazek do tego spotkania. WidmoNuevo Arcangel i wydaje się, że Cordoba nie zagościła na długo w rozgrywkach Primera Division.

Składy:
Cordoba: Juan Carlos – Adrian Gunino (56′ Fede Vico), Rene Krhin, Aleksandar Pantic, Edimar – Bebe (69′ Fidel Chaves), Luso, Borja Garcia, Federico Cartabia – Florin Androne, Nabil Ghilas (55′ Heldon)

Elche: Przemysław Tytoń – Damian Suarez, Enzo Roco, David Lomban, Edu Albacar (58′ Domingo Cisma) – Pedro Mosquera, Mario Pasalic – Victor Rodriguez (90′ Coro), Faycal Fajr, Aaron Niguez (74′ Alvaro) – Jonathas

11158065_10202942862847317_1686690971_n

31. kolejkę zmagań w Primiera Division kończyło spotkanie dwóch drużyn walczących o kompletnie odmienne cele w obecnych rozgrywkach. Valencia bije się z Atletico o czołową trójkę, Levante zaś broni się przed spadkiem. Jeśli dodamy do tego fakt, że gospodarzem meczu były Nietoperze, faworyt wydaje się klarowny. Tak jak przewidywano, obyło się bez niespodzianki. Już do przerwy gospodarze prowadzili dwoma bramkami po dwóch bliźniaczo podobnych akcjach. Najpierw z prawego skrzydła na głowę Paco Alcacera dośrodkował Dani Parejo, później zaś z lewgo skrzydła na głowę Feghouliego dograł Lucas Orban. Sędzia nie miał jednak najlepszego dnia, bo przy drugim golu boczny obrońca Valencii znajdował się na spalonym. Jednak jak powszechnie wiadomo – suma szczęścia jest równa zero. Nie inaczej było i tym razem, ponieważ na początku spotkania zawodnicy Los Ches zdobyli jak najbardziej prawidłową bramkę, lecz arbiter dopatrzył się spalonego. Mimo niekorzystnego wyniku goście nie dali się stłamsić, starali się odgryzać, a najlepszą chyba w całym spotkaniu okazję zaprzepaścił Barral. W drugiej połowie Valencia kontrolowała mecz, piłkarze Levante uderzali głównie z dystansu, ale za to bardzo kąśliwie. Raz Ivan Lopez trafił nawet w porzeczkę. Ostatecznie gracze Nuno Espirito Santo wygrali 3:0. W doliczonym czasie o swojej klasie przypomniał rezerwowy Alvaro Negredo. Idealne przyjęcie i piękny strzał z woleja zachwyciły kibiców. Mecz na Mestalla okazał się meczem bez historii. Pewna wygrana faworyta, choć outsider walczył dzielnie.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Lucas Orban, Ruben Vezo, Shkodran Mustafi, Joao Cancelo – Javi Fuego – Rodrigo, Andre Gomes (66’ Rodrigo De Paul), Dani Parejo, Sofiane Feghouli (66’ Antonio Barragan) – Paco Alcacer (73’ Alvaro Negedo)

Levante: Diego Marino – Tono (46’ Ivan Lopez), Ivan Ramis, Loukas Vyntra, Jose Luis Morales – Andreas Ivanschitz (74’ Ruben Garcia), Simao Mate, Jose Mari, Nabil El Zhar (58’ Kalu Uche) – Victor Casadesus, David Barral

Mecz kolejki: Sevilla – Barcelona

Liczby kolejki:
11136821_10202942723363830_1245556832_n

Piłkarz kolejki: Santi Mina (Celta)
A może raczej w tym przypadku Santiago, bo wychowanek Celty zagrał jak “stary lis” pola karnego. W starciu z Rayo był prawdziwym goleadorem i czterokrotnie pokonywał Tono. Duża w tym zasługa Nolito czy Orellany, lecz wykończenie akcji to tez bardzo ważna sprawa, tym bardziej, że przez pewien okres zawodnicy z Vigo mieli z tym problemy. Reprezentant hiszpańskiej młodzieżówki ma tylko 19 lat, więc jest bardzo prawdopodobne, że słowa pochwały będą do niego wędrowały coraz częściej.

Cienias kolejki: Juan Carlos (Cordoba)
Beniaminek z Cordoby prowadzi męczącą walkę o ligowy byt, ale piłkarzom chyba nie bardzo zależy na utrzymaniu. Pokazuje to przypadek Juana Carlosa, bramkarza zespołu. Golkiper powinien być maksymalnie skoncentrowany i stanowić oparcie nie tylko dla obrońców, ale też całej drużyny. Elche wygrało jednak na Nuevo Arcangel 2:0 po dwóch nieudanych wyjściach Juana Carlosa przy stałych fragmentach. Ekipa z Andaluzji jest już niemal na wylocie z Primera Division.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Sevilla
Wydawało się, że po zadaniu dwóch ciosów przez Barcelonę, Sevilla już się nie podniesie z kolan. Drużyna Enrique z łatwością prowadziła grę, dochodząc do wielu sytuacji strzeleckich. Sevilla, choć robiła co mogła, aby odebrać piłkę gościom, to przeważnie byli jedynie niewielką przeszkodą w przedostaniu się we własne pole karne. Sygnał do odrabiania strat dał Ever Banega w końcówce pierwszej połowy, uderzając na bramkę z kilkudziesięciu metrów. Po zmianie stron Sevilla odzyskała zaangażowanie, a co ważniejsze, wiarę w odebranie Barcelonie pewnych trzech punktów. To jednak nie wystarczyło, aby doprowadzić do remisu. Dopiero po wejściu Reyesa gra Sevilli zaczęła nabierać rumieńców. Barcelona odpuściła drugą połowę, oszczędzając się na następne spotkanie w środku tygodnia. To zemściło się na graczach Enrique i w 84. minucie Sevilla świetnie wykorzystała błąd Pique, a do bramki trafił Gameiro. Sevilla z pierwszej połowy jak i z drugiej to dwie różne drużyny, a sami zawodnicy gości byli zdezorientowali dużo lepszą grą gospodarzy.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Borja Garcia (Cordoba)
Skoro wspominaliśmy już o Cordobie, to warto zaznaczyć, że bramkarz nie ponosi winy za całą postawę zespołu. Piłkarze z pola też nie grają chociażby przyzwoicie poza kilkoma przypadkami w tym sezonie. Tym razem frustracja wylała się z Garcii, który przy jednym z pojedynków główkowych najpierw uderzył Victora Rodrigueza łokciem pod żebra, a później dał się mu sprowokować, trącając głowę przeciwnika… swoją głową. Zawodnik dostał z miejsca czerwoną kartkę i pozbawił drużynę jakichkolwiek nadziei na chociażby oczko.

Gol kolejki: Chory Castro (Sociedad)
Jeśli powiemy, że Castro zdobył bramkę w stylu Marco van Bastena, to chyba już wszyscy będą w stanie sobie ją wyobrazić. Gonzalo otrzymał wysokie podanie z prawej strony boiska na długi słupek i postanowił uderzyć z powietrza wolejem. Efekt był taki, że Fabri nie dał rady zatrzymać torpedy lecącej w jego bramkę i musiał uznać wyższość snajpera Realu. Jednym słowem – golazo!

Pudło kolejki: Luis Suarez (Barcelona)
Początek drugiej części, Barca wygrywa już tylko jedną bramką. Andres Iniesta otrzymuje dobre prostopadłe podanie, jednak trafia tylko w bramkarza. Szczęście w nieszczęściu, bo do futbolówki dopada Luis Suarez, który – wydaje się – nie powinien mieć jakichkolwiek problemów, by skierować ją do siatki. Urugwajczyk jednak ogromnie przestrzela, czym zaprzepaszcza okazję na spokojną dla zespołu końcówkę. Prawdopodobnie to trafienie ustawiłoby już spotkanie i Katalończycy zdobyliby trzy bardzo ważne oczka.

11156933_10202942730564010_215733819_n

11139681_10202942737604186_1184766497_n11139844_10202942737284178_5917372_n

Terminarz 32. kolejki (17-20.04.2015):
Piątek, 17.04:
Levante – Espanyol (godzina 20:45)
Sobota, 18.04:
Barcelona – Valencia (16)
Deportivo – Atletico (18)
Real – Malaga (20)
Athletic – Getafe (22)
Niedziela, 19.04:
Rayo – Almeria (12)
Granada – Sevilla (17)
Villarreal – Cordoba (19)
Eibar – Celta (21)
Poniedziałek, 20.04:
Elche – Sociedad (20:45)

Terminarz hiszpańskiej ekstraklasy pozwala nam (w końcu) na odpoczynek. Tym razem w tygodniu rozegrane zostaną ćwierćfinałowe spotkania Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy, co oczywiście uniemożliwia jakąkolwiek aktywność rozgrywek na Półwyspie Iberyjskim. Jednak już w piątek rozpocznie się 32. runda, która również przyniesie nam kilka bardzo interesujących potyczek. Tuż przed weekendem na Ciudad de Valencia dojdzie do starcia walczącego o ligowy byt z będącym ostatnio w naprawdę niezłej dyspozycji Espanyolem. W sobotę oglądać będziemy wszystkie ekipy grające w Champions League. Na początek, o godzinie 16, będziemy świadkami największego hitu, po raz kolejny z udziałem Barcelony. Tym razem ekipa Luisa Enrique zmierzy się na własnym obiekcie z Valencią. Tuż po zakończeniu tego boju w szranki staną ze sobą Deportivo oraz Atletico. Zespół z La Corunii znajduje się obecnie w strefie spadkowej i jak mało kto potrzebuje trzech oczek, ale wydaje się, że w meczu z madrytczykami może być to niemożliwe do osiągnięcia. Drugi z klubów ze stolicy – Real – zmierzy się z Malagą na Satniago Bernabeu. W rundzie wiosennej Andaluzyjczycy potrafili urwać już punkty Barcelonie i Atletico. Czyżby więc trzeci potentat nie wyszedł ze starcia z nimi zwycięsko? Na sam koniec dnia przeniesiemy się na San Mames. Athletic Bilbao będzie gościć Getafe, które zostało jednym z największych wygranych ubiegłego tygodnia. Los Azulones w trzech meczach uzbierali aż 7 punktów i w zasadzie zapewnili sobie utrzymanie. Niedzielne południe to kolejna potyczka z udziałem zespołu z Madrytu. Na Vallecas, na którym banda Paco Jemeza radzi sobie całkiem nieźle, zawita Almeria, która cały czas zaangażowana jest w walkę o przetrwanie. O godzinie 17 grająca ostatnio bardzo słabo Granada podejmie napędzoną korzystnym rezultatem z Barceloną, Sevillą. Jedyną nadzieją na przyzwoity występ dla piłkarzy Abela Resino może być fakt, że Sevillistas w czwartek uczestniczyć będą w meczu Ligi Europy, ale wydaje się, że Unai Emery posiada na tyle szeroką kadrę, że spokojnie pogodzi oba spotkania. O godzinie 19 zobaczymy kolejną drużynę znajdującą się pod kreską. Czerwona latarnia ligi, Cordoba, zmierzy się na wyjeździe z Villarrealem, który ostatnimi czasy nie jest w najwyższej dyspozycji, choć jakakolwiek strata punktów będzie odebrana na El Madrigal jako porażka. Zakończenie niedzieli to starcie ambitnego Eibaru oraz Celty Vigo. Rundę zakończymy zaś w poniedziałek. O 20:45 na Estadio Martinez Valero zmierzą się Elche oraz Real Sociedad. Cieszmy się europejskimi pucharami i ładujmy akumulatory na weekendowe emocje, bowiem do zakończenia sezonu jest już bardzo niedaleko. Do zobaczenia za tydzień!

Autorzy:





Wojenne łupy

Real Madryt był czwartym zespołem z najwyższej półki, którego Barcelona z Luisem Enrique pokonała w tym sezonie. Po zwycięstwie nad PSG, Manchesterem City oraz Atletico Madryt, w ubiegłą niedzielę dołączył również Real Madryt. Po jesiennym blamażu na Camp Nou, wygrana z Królewskimi miała dodatkowe znaczenie. Choć teraz dla Barcelony wygrywanie z najlepszymi to chleb powszedni, na początku sezonu nie było to takie oczywiste.

Pierwszy poważny sprawdzian dla Luisa Enrique przyszedł całkiem szybko, bo już 30 września 2014 roku. Po wygraniu pięciu spotkań i zremisowaniu jednego w lidze, Barcelona mierzyła się w grupie Ligi Mistrzów z PSG. Messi i spółka doskonale znają ten zespół, w którym aż tak wiele od ostatniego sezonu się nie zmieniło. Paryżanie nie mieli być żadną przeszkodą w wywalczeniu pierwszego miejsca w grupie. Ale rzeczywistość okazała się bolesna i to Barcelona musiała przełknąć gorycz porażki. Enrique postawił na sprawdzoną jedenastkę i bez zaskoczeń wystawił Ter Stegena – Alvesa, Mathieu, Mascherano, Albę – Busquetsa, Rakitica, Iniestę – Pedro, Messiego i Neymara. Pique nie cieszył się u Enrique wielkim zaufaniem, bo forma Hiszpana nie pozostawiała złudzeń, że nie jest on jeszcze gotowy na trudy sezonu. Rakitić wkrótce miał złapać dołek i musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, a Suarez nadal był zawieszony. Ostatecznie gra Barcelony nie wyglądała tak źle. Zawiódł przede wszystkim Ter Stegen fatalnie wybijając piłkę w jednej z sytuacji, jak również Alves, zupełnie nieradzący sobie z szybkimi skrzydłowymi graczy Laurenta Blanca. PSG pokazał klasę i w trudnym meczu wygrał 3:2. Jedyne na co było stać Enrique to zmiana systemu gry z 1-4-3-3 na 1-3-3-1-3, gdy w 83 minucie na placu gry zameldował się Sandro za Alvesa. To mogła być zagrywka godna remisu, gdyby tylko Sandro w jedynej okazji wykazał się lepszą celnością.

Na kolejne wielkie spotkanie musieliśmy czekać zaledwie miesiąc. Nadal niepokonana w lidze Barcelona jechała na Santiago Bernabeu, udowadniając, że porażka z PSG to tylko niewielka wpadka. Wszyscy wiele obiecywali sobie po Suarezie, któremu kończył się ban akurat tego dnia. Trener postanowił nie kalkulować i wystawił w pierwszym składzie Urugwajczyka kosztem Pedro. Szkoda, że takiej samej pewności zabrakło w ustalaniu linii obrony. Enrique postanowił nie rezygnować z Mascherano w środku defensywy, ale nie chciał tracić przewagi w grze powietrznej, dlatego na lewej stronie umieścił Mathieu. Kuriozum całej sytuacji dodaje fakt, że Jordi Alba był od początku sezonu jednym z najlepszych graczy. Zrezygnowanie z niego oznaczało dla Iniesty i Neymara dużo więcej pracy. Mecz zaczął się rewelacyjnie dla Barcelony. Suarez z prawego skrzydła dośrodkował do Neymara, który bez problemu pokonał Casillasa. O wydarzeniach z kolejnych minut meczu każdy cule wolałby zapomnieć. Plan Enrique nie wypalił i nawet w 72 minucie Sergi Roberto jedyne co mógł zrobić, to nie dopuścić, żeby jego drużyna straciła kolejnego gola (co zresztą uczynił). Drużyna Ancelottiego zadała śmiertelny cios, po której Barcelona nie podniosła się nawet w kolejnym meczu z Celtą Vigo, przegranym 0:1. Barcelona nie tylko straciła lidera na rzecz Realu Madryt, ale spadła na czwarte miejsce w tabeli.

Liga toczyła się dalej, a Barcelona musiała po raz kolejny mierzyć się z PSG tym razem na Camp Nou. Dani Alves nie mógł zagrać w tamtym meczu. Montoya nie był ulubieńcem Enrique, a Douglas nadal był wielką niewiadomą. Jedyną opcją do obsadzenia prawej strony był Adriano. Trener ponownie zaskoczył składem – w linii defensywnej wystawił aż czterech stoperów. Na prawej zagrał Bartra, w środku Pique z Mascherano, a na lewej powrócił po nieudanym ligowym eksperymencie Mathieu. Jakby tego było mało, w środku pola wystąpił Busquets, Iniesta oraz… Messi, zaś atak tworzyli Suarez z Neymarem i Pedro. Czy miało prawo to wyjść? Jak najbardziej. Barcelona po nieudanym rozpoczęciu spotkania i stracie bramki już w 15 minucie, przebudziła się i rozegrała jeden z najlepszych meczów pierwszej połowy sezonu. Takie ustawienie pozwoliło na częste kontakty Messiego z piłką, co odciążyło Iniestę w rozgrywaniu piłki, obrona mogła skupić się jedynie na utworzeniu szczelnego muru, a atak czekać na genialne piłki od Argentyńczyka. Jednym z bohaterów meczu został Marc Bartra, koncertowo wywiązujący się z zadań prawego obrońcy. Może i nie wspierał kolegów w grze ofensywnej, ale czyścił prawą stronę niczym Alves za najlepszych lat. Nawet dynamiczny Lucas nie potrafił znaleźć sposobu na Hiszpana. Wygrana 3:1 z PSG okazała się punktem wrotnym w kolejnych ciężkich meczach Barcelony.

Duma Katalonii po wyeliminowaniu Elche z 1/8 Pucharu Króla trafiła na Atletico Madryt. Był to prawdziwy katalońsko-madrycki maraton rozpoczęty przez ligowe spotkanie na Camp Nou. Enrique na początku roku kalendarzowego odnalazł swoją once de gala, w której znaleźli się: Bravo – Alves, Pique, Mascherano, Alba – Busquets, Rakitić, Iniesta – Neymar, Suarez i Messi. Niech o skuteczności takiego składu przemówi fakt, że trzy strzelone gole podczas ligowego meczu z Rojiblancos zdobyła cała ofensywna trójka. Jedyne co mogło niepokoić w grze Barcelony, to przeciętna gra pomocników, którzy nie wspierali atakujących. Atletico w meczu ligowym nie istniało, co wcale nie oznaczało, że kolejne dwa mecze, tym razem pucharowe, okażą się dla podopiecznych Enrique spacerkiem. Pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe zostało rozegrane w Barcelonie. W 85 minucie sędzia podyktował rzut karny dla katalońskiego klubu. Strzał Messiego obronił Oblak, ale Argentyńczyk zdołał umieścić piłkę w siatce po dobitce. Enrique wystawił tę samą jedenastkę co we wcześniejszym spotkaniu, zmieniając jedynie bramkarza. Tydzień później Blaugrana była już na Vincente Calderon. Mecz nie rozpoczął się zbyt dobrze, bo już w 1 minucie Torres wykorzystał swoją sytuację. Osiem minut później Neymar wyrównał wynik spotkania, co oznaczało, że Atletico nie może już kalkulować. Ostatecznie Barcelona wygrała 3:2 po trudnym meczu. Enrique w przeciwieństwie do Martino znalazł sposób na bandę Diego Simeone, nie przegrywając żadnego z trzech spotkań.

City w Lidze Mistrzów to nie City z ligi angielskiej, ale patrząc na zawodników jakich posiada Pellegrini, ciężko nie mówić o nich jak o czołówce piłkarskiego świata. Dodatkowo to mistrz Anglii, więc nie można było ich lekceważyć, przynajmniej nie w pierwszym meczu, po którym zostawili fatalny obraz gry. Barcelona dominowała niemal przez cały mecz. City nie miało żadnego pomysłu na Barcelonę, za to Duma Katalonii miała na City (a przynajmniej Suarez miał). Urugwajczyk dwukrotnie trafił do siatki rywala, chociaż miał okazję do zdobycia hat-tricka. W końcówce meczu Messi nie strzelił z rzutu karnego (ani dobitki), przez co czekał nas drugi nerwowy mecz. Przynajmniej na papierze, bo Manchester City nadal zawodziło. Enrique zmuszony był do rotacji w składzie i za kontuzjowanego Busquetsa zagrał Mascherano, a w obronie parę stoperów tworzyli Pique i Mathieu. Reszta pozostała bez zmian. Barcelona łatwo poczynała sobie z graczami Pellegriniego, ale zabrakło celności. Hart wzniósł się na wyżyny sztuki bramkarskiej i gdyby nie jego parady, Messi, Neymar i Suarez mieliby co najmniej po dwie bramki. Barcelona wygrała 1:0 i wydawało się, że problemy z początku sezonu już dawno są za Enrique.

Niedzielny Klasyk miał raz na zawsze zmazać słaby występ Barcelony na Santiago Bernabeu z jesieni zeszłego roku. Na Camp Nou mogli pokazać niemal 99 tysięcznej widowni, kto tak naprawdę rządzi w Hiszpanii. Pomimo powołania Busquetsa do kadry meczowej, Enrique nie zdecydował się ryzykować i wystawiać go do pierwszego składu. Na pozycji defensywnego pomocnika wystąpił Mascherano, a Mathieu i Pique tworzyli parę stoperów. Obyło się także bez wynalazków w postaci braku Alby czy Rakiticia. Pierwsze minuty w wykonaniu obu zespołów były zachowawcze. Barcelona z każdą minutą zyskiwała coraz więcej przestrzeni, ale zabrakło im pomysłu na przedostanie się pod pole karne rywala. Od czego jest jednak Leo Messi. W 19 minucie z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne wprost na głowę Mathieu. Francuz bez problemu umieścił piłkę w bramce. Po stracie gola Real zaczął grać coraz ofensywniej, spychając Barcelonę do defensywy. Taka gra zemściła się i w 31 minucie Bravo został pokonany przez Ronaldo. Końcówka pierwszej połowy to ciągłe ataki Królewskich na bramkę gospodarzy. W drugiej połowie obraz gry zbytnio się nie zmienił. To Barcelona była atakowana. W 56 minucie bramkę z niczego strzelił Suarez i od tego momentu obraz gry zmienił się o 180 stopni. Real będący w trudnej sytuacji musiał się odtworzyć, a Barcelona tylko na tym zyskała. Można było mieć uczucie deja vu z meczu City. Messi, Neymar, Suarez, a nawet Alba mogli podwyższyć wynik meczu, ale brakowało im skuteczności. Po wejściu Rafinhi w 84 minucie Enrique zmienił system gry z 4-3-3 na 4-4-2, ustawiając w drugiej linii Mascherano, Busquetsa, Xaviego oraz Rafinhę. Jak można się domyślać było to ustawienie defensywne, co przyniosło skutki w końcowych minutach meczu, w których Real nie potrafił przedrzeć się pod pole karne Barcelony, chociaż w pierwszej połowie nie mieli z tym żadnego problemu. Blaugrana wygrała 2:1 utrzymując pozycję lidera, a Enrique udowodnił, że potrafi grać i wygrywać z obiema stołecznymi drużynami.

Droga którą przeszli gracze oraz trener była długa, żmudna, pełna zakrętów. Początkowe trudności mogły niepokoić, ale była to tylko cisza przed burzą, uśpienie rywali, aby nie pokazywać im od razu pełnego potencjału. Oczywiście nikt nie chciał przegrać tych meczów, ale dla nowego i mało doświadczonego trenera był to skok na głęboką wodę. Wystarczyło dać mu czas oraz odrobinę zaufania aby stworzył zespół taki, jaki on sam chce. To się udało i choć Barcelona nie gromi kolejnych rywali (potencjalnie by mogła, gdyby wykorzystywała przynajmniej co drugą dobrą sytuację), to regularnie wygrywa z najlepszymi. Walka o półfinał Ligi Mistrzów z PSG pewnie nie będzie odbiegał od standardów i Barcelona ostatecznie wygra oba mecze, a także majowe spotkanie z Atletico na Calderon. Enrique jeszcze nie zakończył zbierać skalpów.

Francuz z Camp Nou

Nikt nie mógł uwierzyć, że dla władz klubu długo poszukiwanym stoperem okazał się Jeremy Mathieu. Transfer 31-latka ciężko było rozpatrywać w kwestii wzmocnienia klubu. Miała być to tylko alternatywa na wypadek kontuzji Pique lub spowolnionego rozwoju Marca Bartry. Ale Enrique z Francuza uczynił postać pierwszoplanową już od początku sezonu, nawet jeżeli oznaczało to posadzeniem na ławce rezerwowych Gerarda Pique. Taki zabieg nie miał zbyt wielu zwolenników, którzy widzieli w Mathieu przeciętnego grajka. Podczas El Clasico okazało się, że to jednak trener ma rację, a francuski stoper zamknął usta wszystkim krytykom. Szczególnie tym z madryckiego obozu.

Mathieu sprowadzony został latem za 20 mln euro z Valencii. Jest to najdroższy transfer gracza po 30 roku życia w historii futbolu. Sympatycy Barcelony byli źli na zarząd, szczególnie na Andoniego Zubizarretę, że dokonał tak drogiego zakupu. Nie ma wątpliwości, że Barcelona wydała sporo pieniędzy na gracza, który gwarantuje swoje usługi jedynie na kilka najbliższych lat. Mathieu nie jest ani przeszłością klubu, ani tym bardziej przyszłością. Jest teraźniejszością, co dobitnie potwierdził golem w niedzielnym Klasyku.

Para Mascherano – Mathieu szybko stała się podstawową linią obrony. Enrique nie ufał Pique, a tym bardziej Batrze. To w duecie argentyńsko – francuskim widział największy potencjał do uchronienia bramkarza od wyciągania piłek z własnej bramki. Pech chciał, że Mascherano już w pierwszym meczu ligowym obejrzał czerwoną kartkę i w spotkaniu przeciw Villarrealowi, trener zmuszony był wystawić obok Francuza Pique. Niezależnie od tego z kim grał były zawodnik Valencii, prezentował się bardzo dobrze. Zaliczył rewelacyjny start w nowym sezonie, udowadniając tym samym, że wiek nie gra roli i nadal może być wartościowym zawodnikiem, który jest w stanie rywalizować z wychowankami klubu. Po jednomeczowej przerwie Mascherano wrócił do Mathieu. Enrique stworzył sobie dwa duety obrońców, jeden wspomniany wyżej, drugi złożony z hiszpańskich wychowanków. Ten drugi był wyraźnie gorszy od pierwszego, mniej pewny w interwencjach, popełniający więcej błędów. Mathieu stał się liderem obrony, filarem, którym przez tyle sezonów był Pique. Wkrótce jednak stan rzeczy musiał się zmienić.

Mathieu po rewelacyjnym początku sezonu stracił formę. Trener nadal na niego mocno stawiał, ale jego gra pozostawiała sporo do życzenia. Francuz miał być alternatywą na lewą obronę, co okazało się zgubne w meczu przeciw Realowi Madryt, w którym Mathieu wystąpił właśnie zamiast Alby. Pomysł Enrique był nietrafiony, ale obrońca cieszył się zaufaniem i w kolejnych meczach nadal występował na środku obrony. Po kontuzji, której doznał na początku listopada w meczu z Celtą Vigo, trener nie wahał się dokonywać zmian na byłym zawodniku Valencii. W sześciu kolejnych meczach tylko w dwóch wystąpił w pełnym wymiarze czasowym. Przed spotkaniem z Atletico Madryt w styczniu tego roku przyszła kolejna kontuzja, tym razem wykluczająca go z gry na dwa tygodnie.

Przez ten czas Gerard Pique odzyskał pewne miejsce w składzie, a nawet zaczął grać jak za swoich najlepszych lat. Francuz jednak nie utracił miejsca w składzie. Enrique mając trzech bardzo dobrych stoperów musiał nimi mądrze rotować, co też uczynił, dając nawet minuty Bartrze. Gdy już wydawało się, że Mascherano z Pique będą stanowili linię obrony w nadchodzących meczach (na pewno w tych ważniejszych), Sergio Buquets doznał kontuzji wykluczającej go z gry na ponad dwa tygodnie. Trener zmuszony był przesunąć Mascherano wyżej i skorzystać z usług Mathieu w meczu rewanżowym przeciwko Manchesterowi City oraz w ligowym z Realem Madryt. To okazało się strzałem w dziesiątkę.

Rudy palacz to najłagodniejsze określenia na 31-letniego stopera. Czy jest rudy? A jakże, choć można tego nie dostrzec na pierwszy rzut oka, za to pojawiającą się powoli łysinę na czubku głowy już tak. Czy palił fajki? Sam się do tego przyznał i choć ciężko pochwalać takie zachowaniu w profesjonalnym sporcie, to jednak jego krytyka po takim czasie jest niesłuszna. Co z tego, że jest rudy? Co z tego, że na początku sezonu przyłapano go z fajką? Messi też ma zdjęcie z wakacji, jak na jakimś jachcie „jara szluga” z wyraźną nadwagą. To właśnie ten ryży palacz dał nam więcej radości niż Neymar przez ostatnie dwa mecze. Ten sam gracz, który był przez tak długi czas wyszydzany, nie dość, że wraz z Pique i Mascherano zatrzymali Real, to jeszcze trafił do bramki Królewskich otwierając wynik w 19 minucie. Mathieu ma własną sinusoidę. Znów jest na jej szczycie, co oznacza, że teraz tylko może zjechać z tej góry. Jednak nie zapominajmy dzięki komu mamy obecnie cztery punkty przewagi nad Realem w tabeli. Czy był to drogi transfer? Czy niedzielnego wieczoru się spłacił? Czy jest to gracz na miarę Barcelony? Trzy razy tak!

Oceny piłkarzy Barcelony po meczu z Realem Madryt

Barcelona wygrała El Clasico! Podopieczni Luisa Enrique wygrali z Realem 2:1 po bramkach Jeremy’ego Mathieu i Luisa Suareza. Dla rywali gola zdobył Cristiano Ronaldo. Nie było to idealne 90 minut Katalończyków, ale ważne, że zakończone zwycięstwem. Jak wypadli poszczególni piłkarze? Zapraszamy do zapoznania się z ocenami!

bravo

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Co prawda ilość udanych interwencji nie rzuca na kolana (3), bowiem w wielu meczach musiał więcej razy się wykazywać, ale ich poziom był kapitalny. W pierwszej części obronił mocny strzał pod poprzeczkę Cristiano Ronaldo, a w drugiej – dwa uderzenia Karima Benzemy, jedno z bliskiej odległości, a drugie po rykoszecie, który znacznie utrudnił mu dobrą paradę. Przy bramce był z kolei bez szans. Bardzo dobrze radził sobie za to, gdy musiał zagrywać futbolówkę nogami. Jeden z najlepszych elementów barcelońskiego zespołu.


alves

Hubert Bochyński: 8/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 5/10

Kto wie, czy nie był to najlepszy występ Daniego w bieżących rozgrywkach. W defensywie radził sobie bardzo dobrze. Zarówno Marcelo, jak i Ronaldo nie mieli z nim łatwego życia. Być może dlatego Portugalczyk dość często schodził do środka. Popisowa była w jego wykonaniu zwłaszcza druga połowa, w której emanował spokojem i zaliczył kilka cennych przechwytów. Podsumowaniem jego gry jest asysta przy golu Suareza – po prostu crème de la crème.


pique

Hubert Bochyński: 9/10 Ogólna Ocena: 9/10 Radosław Krajewski: 9/10

Pisaliśmy o profesorskim występie pary stoperów w spotkaniu z Manchesterem City, napiszemy i teraz. Gerard był jednym z bohaterów tego meczu. Pewny w obronie, zarówno kiedy Real przeprowadzał ataki, jak i podczas stałych fragmentów gry. Nienagannie wprowadzał również piłkę do ataku, napędzając akcje drużyny. Na swoim koncie twitterowym pochwalił go sam Carles Puyol, a to jest najlepsza laurka, lepsza nawet od naszego zdania.


mathieu

Hubert Bochyński: 9/10 Ogólna Ocena: 9/10 (ZM) Radosław Krajewski: 9/10

Drugi z największych bohaterów. Szkoda tylko straconej bramki, która nieco psuje wizerunek stoperów, ale wydaje się, że błąd został popełniony trochę wcześniej. Poza tym świetnie uzupełniali się z Pique i byli nie do przejścia. Francuz z doskonałej strony pokazał się także w polu karnym Realu, zdobywając jakże ważną bramkę, która ułożyła przebieg zdarzeń i była jednym z kluczy do zwycięstwa. To trafienie przeważyło szalę na jego stronę, jeśli chodzi o wybór zawodnika meczu.


alba

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Powtórzyć to można po raz kolejny – gdyby Jordi miał lepsze wykończenie akcji… Dzisiaj lewy defensor mógł wpisać się na listę strzelców, ale nie wykorzystał doskonałego podania od Messiego. I tak należą mu się jednak duże brawa. Nie był tak ofensywnie nastawiony jak zazwyczaj – głównie przez poziom rywala – ale i tak pokazał się kilka razy pod szesnastką madrytczyków. W defensywie na ogół bez zarzutu, chociaż w pierwszej części zachował się w paru sytuacjach nie najlepiej.


mascherano

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 8/10

Nie był to najlepszy występ El Jefecito. W pierwszych trzech kwadransach często nie radził sobie z rywalami, choć należy go nieco usprawiedliwić, ponieważ miał znikome wsparcie od innych pomocników. Na pewno ponosi część win za straconą bramkę. Nie dawał wiele w rozegraniu akcji, często podając po prostu do najbliżej ustawionego partnera. Po przerwie było lepiej, a po wejściu Busquetsa wszystko funkcjonowało już bez zarzutu.


rakitic

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 5,5/10 Radosław Krajewski: 6/10

Stabilizacja formy to największa bolączka Chorwata w tym sezonie. W środę zagrał dobrze, dzisiaj – średnio. Były momenty niezłej gry, ale na ogół na długie fragmenty o prostu znikał. Również on jest po części odpowiedzialny za gola Realu, ponieważ stał kilka metrów od akcji, biernie się przyglądając.


iniesta

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6,5/10 Radosław Krajewski: 7/10

Dobrze rozpoczął mecz, ale z każdą kolejną minutą był coraz bardziej osamotniony przez kolegów. Rakitić musiał skupić się bardziej na rozszerzeniu gry po prawej stronie, Alba nie ryzykował agresywnych wejść ze skrzydła, a Neymar grał zwyczajnie słabo, przez co Iniesta musiał grać asekuracyjnie, co nie do końca mu pasowało, bo taki pomysł na grę zwyczajnie go męczył. Prezentował się trochę lepiej od Chorwata, miał mniej strat, a i częściej był przy piłce, racjonalnie dawkując ją raz do tyłu, raz do przodu. Nie potrafił jednak opanować środka pola, który przez większość meczu był zawładnięty przez Real.


messi

Hubert Bochyński: 6/10 Ogólna Ocena: 6/10 Radosław Krajewski: 6/10

W pierwszej połowie potrafił zniknąć na długie minuty. Był odcięty od gry, ale nie za sprawą skutecznej defensywy graczy gości, tylko sam był niemrawy, często przyklejony do prawej strony, jakby celowo eliminował samego siebie z gry ofensywnej, aby w jakiś sposób zmylić rywala. Okazało się to nieskuteczne, przez co w drugiej połowie, głównie w ostatnich 15 minutach, Messi coraz częściej przypominał o sobie, a co ważniejsze, nie tracił tak łatwo piłek. Ale to w końcu Messi, więc nawet przeciętny występ potrafi zakończyć z asystą. Wykonany przez niego rzut wolny wprost na głowę Mathieu można oglądać bez końca. Jak w przypadku jego kolegów z ataku, martwi również u niego rażący brak skuteczności pod bramką. Tym razem jakoś się udało, ale Leo musi być w takich meczach postacią pierwszoplanową, a tym razem był w cieniu Suareza.


suarez

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Strzelił bramkę z niczego, co dodatkowo się chwali, że w trudnej sytuacji z ostrego kąta potrafił zmieścić piłkę w bramce. W pierwszych 45 minutach był pod grą, grał na wysokim poziomie, ale zabrakło mu wsparcia z przodu, aby ukąsić Real. Po zejściu Neymara, Suarez zaczął wszystko psuć niczym Brazylijczyk przez niemal cały mecz. Mógł podwyższyć wynik spotkania, ale wróciła klątwa z meczu z City i nie potrafił pokonać Casillasa raz jeszcze. Ale nie był to zły występ Urugwajczyka. Był najlepszy z całego ofensywnego tercetu.


neymar

Hubert Bochyński: 5/10 Ogólna Ocena: 4/10 Radosław Krajewski: 3/10

Gdybyśmy dawali osobne oceny za obie połowy, w pierwszej Neymar mógłby otrzymać soczystą jedynkę. Zdecydowaliśmy się na trójkę za cały mecz, bo jednak potrafił przedrzeć się przez obronę Realu i stwarzać groźne sytuacje pod jego polem karnym. Niczego to jednak nie dawało drużynie, ponieważ był nieskuteczny. Albo próbował zbyt łatwo pozbyć się piłki strzałem z dystansu (oczywiście niecelnym), albo pudłował na 10. metrze, nie potrafiąc oddać celnego uderzenia. W jednej z takich sytuacji miał rewelacyjnie ustawionego Suareza, do którego nie zdecydował się podać. Gracz takiej klasy nie powinien prezentować się tak słabo w tak ważnym meczu. Z City brakowało mu celności, tym razem doszło zbyt wiele strat. Najsłabszy występ młodego gracza Barcelony w całym sezonie.


REZERWOWI:

busquets

Hubert Bochyński: 7/10 Ogólna Ocena: 7/10 Radosław Krajewski: 7/10

Pierwotnie byłem sceptycznie nastawiony do tej zmiany, bo jak to, Sergio ma wejść za Mascherano czy Mathieu, którzy byli kluczowymi postaciami w całym meczu. Busquets zmienił Rakiticia, co mogło okazać się ryzykowną zagrywką Enrique, ale po kilku minutach każdy zrozumiał, co trener miał na myśli. Wprowadzenie Xaviego oraz Rafinhi za Iniestę i Neymara zmieniło system gry z 4-3-3 na 4-4-2, co dawało pole do ofensywy, jak i bardzo skutecznie zabezpieczało bramkę Claudio Bravo w końcowych minutach. Sergio dał potrzebną pewność w utrzymywaniu piłki w środkowych partiach boiska, jak i wspomagał w drugiej linii Mascherano. Bez niego końcówka meczu mogłaby być nerwowa.


xavi

Hubert Bochyński: b/o Ogólna Ocena: b/o Radosław Krajewski: b/o

Dobra zmiana Generała, ale zbyt krótka. Wprowadził spokój w poczynania drużyny i umiejętnie obchodził się z piłką.


Hubert Bochyński: b/o Ogólna Ocena: b/o Radosław Krajewski: b/o

Także Brazylijczyk zaliczył pozytywne wejście, ale podczas niecałych 10 minut miał mało okazji, by się wykazać.