Dyplomacja w piłce to podstawa

Temperatura w FC Barcelonie jest obecnie tak wysoka, jak  klimat w Timbuktu, czyli małym miasteczku położonym na terenie Mali, które uchodzi za jedno z najgorętszych miejsc na Kuli Ziemskiej. Nie jest tajemnicą, iż ostatnimi czasy Duma Katalonii funduje nam niezły rollercoaster i bynajmniej nie chodzi o samą grę, ale raczej o sytuację pozaboiskową. Domniemany konflikt na linii trener – gwiazda, czyli Luis Enrique – Lionel Messi, miał, zdaniem hiszpańskiej prasy, przybrać na sile. Do tego dochodzą dymisje, kontrowersje związane z zakazem transferowym, przegrane mecze i niejasne sytuacje związane z organizacją klubu. To wszystko spowodowało, że nad Camp Nou zawisły ostatnio czarne chmury.

„Odejdę w momencie, gdy moi piłkarze nie będą ze mną”

Oto słowa Luisa Enrique przed niedzielnym meczem z Atletico Madryt. Głośno mówiło się o tym, iż właśnie to spotkanie miało być przepustką Lucho do dalszej kariery w szeregach Blaugrany. Barcelona w dobrym stylu wygrała z drużyną Diego Simeone, a główne role w tym spektaklu zagrały gwiazdy katalońskiej ofensywy, czyli Neymar, Luis Suarez i Leo Messi. Czy zatem w obliczu tego triumfu ucichną nieco plotki o rzekomym sporze trenera z piłkarzami?

Apogeum konfliktu stał się najprawdopodobniej przegrany przez Dumę Katalonii 0:1 mecz z Realem Sociedad, w którym to Leo Messi zagrał dopiero w drugiej połowie, bowiem pierwszą spędził, co mu się rzadko zdarza, na ławce rezerwowych. Właśnie ta decyzja miała się nie spodobać naczelnemu królowi Camp Nou, co doprowadziło do wymiany poglądów między trenerem a zawodnikiem. Na podstawie doniesień hiszpańskich mediów wiemy, iż podobno władze FC Barcelony stanęły w tym wypadku po stronie piłkarza i zadeklarowały mu swoje wsparcie. Luis Enrique na pytanie dziennikarzy, czy czuje się w klubie komfortowo odpowiada dyplomatycznie  i twierdzi, że nie chodzi mu o protekcję, ale o to, żeby każdy wykonywał swoją pracę, najlepiej jak potrafi.

Messi po triumfie nad Atletico Madryt powiedział, że wszystkie doniesienia jakoby próbował wywrzeć na władzach klubu zwolnienie Luisa Enrique są kłamstwem. Zaprzeczył również, iż planuje odejść z Barcelony.

„Jestem niezmiernie wdzięczny, że mogę przedstawić swoją wersję. Zdaję sobie sprawę, iż będzie to niezbyt komfortowe dla tych, którzy wciąż doszukują się choćby cienia rywalizacji pomiędzy mną a Luisem Enrique. Zapewniam, że między nami nie ma żadnych nieporozumień”

„Te wszystkie doniesienia są bardzo bolesne, ponieważ pochodzą od ludzi, którzy najwidoczniej wyznaczyli sobie wyraźny cel i dążą do jego realizacji. Tym celem jest niestety skrzywdzenie Barcelony.”

Obydwie strony jednogłośnie zaprzeczają jakoby w klubie źle się działo i deklarują tym samym, iż najważniejsze są kolejne mecze, które ma do rozegrania Duma Katalonii. Ciężko się do tego wszystkiego odnieść. Mówi się, że w każdej plotce jest chociażby ziarenko prawdy. Może faktycznie pomiędzy Luisem Enrique a Messim doszło do wymiany zdań, jednak całe to zamieszanie jest tylko burzą w szklance wody wywołaną przez media? Wszyscy sympatycy Blaugrany ciągle mają w głowie hasło „Més que un club”, czyli „Więcej niż klub”. Co to znaczy? To historia, tradycja, poszanowanie uniwersalnych zasad etycznych i czysta radość z gry w piłkę. Taką FC Barcelonę chcemy widzieć. Barcelonę, która nie jest targana wewnętrznymi konfliktami i sporami. Barcelonę, która gra na boisku, a nie poza nim.

 

Źródło: ESPN FC

Bo do tanga trzeba…. trojga! Czyli wyścig o Złotą Piłkę FIFA!

 

Trofeum, o którym marzy każdy piłkarz. Absolutny szczyt osiągnięć. Niebywały prestiż i szacunek. To wszystko przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o Złotej Piłce FIFA, czyli nagrodzie przyznawanej zawodnikowi, który najlepiej prezentował się na boisku w minionym roku kalendarzowym. Przyznam szczerze, że nie znam chyba osoby, która nie słyszałaby o pojedynku Leo Messiego i Cristiano Ronaldo w kontekście Złotej Piłki. W tym roku Ci dwaj dżentelmeni mają za rywala równie zdolnego, równie niesamowitego i piekielnie skutecznego piłkarza, a raczej bramkarza, który podobnie jak oni ma ogromną chęć, zgarnąć to niezwykłe trofeum. Mowa oczywiście o Manuelu Neuerze – golkiperze reprezentacji Niemiec i Bayernu Monachium.

W poniedziałek, pierwszego grudnia FIFA ogłosiła oficjalnie nazwiska trzech zawodników, spośród których wybrany zostanie najlepszy piłkarz 2014 roku. W wąskim gronie kandydatów znaleźli się, jak już wspomniałam Lionel Messi, Cristaino Ronaldo i Manuel Neuer. Już dwunastego stycznia, czyli za niewiele ponad miesiąc, dowiemy się, kto według kapitanów i selekcjonerów reprezentacji narodowych oraz dziennikarzy z całego świata zasługuje na Złotą Piłkę FIFA.

Lionel Messi

Ileż to już razy pisano o nim, że jest najlepszym piłkarzem na świecie? Tysiące, setki tysięcy, a może nawet miliony? Nie jest tajemnicą, iż Lionel Messi to klasa sama w sobie. Świadczą o tym liczne tytuły i nagrody jakie do tej pory zdobył, a także postawa, którą prezentuje na boisku. Argentyńczyk ma już na swoim koncie cztery Złote Piłki, do tego tytuł Wicemistrza Świata z 2014 roku, sześć tytułów Mistrza Hiszpanii z FC Barceloną i trzy triumfy w Champions League, także z Dumą Katalonii. Ostatnio „Atomowa Pchła” – jak przyjęło się go nazywać pobił legendarny rekord Telmo Zarry, dzięki czemu stał się samodzielnym królem strzelców w La Liga. Podczas niedzielnego meczu z Espaynolem Argentyńczyk ustrzelił kolejnego hat- tricka i tym samym przekroczył liczbę 400 goli zdobytych dla Barcelony. Obecnie Messi ma na swoim koncie 402 bramki i na tym z pewnością nie poprzestanie. W jego słowniku bowiem nie istnieje słowo „niemożliwe”.

Cristiano Ronaldo

Jeżeli mówimy o godnym rywalu dla Leo Messiego, to Cristiano Ronaldo wydaje się być w tym wypadku najodpowiedniejszym kandydatem. Portugalczyk ma na swoim koncie liczne sukcesy zarówno z Manchesterem United, jak również z Realem Madryt, w tym dwa triumfy w Lidze Mistrzów z każdym z tych klubów. Ponadto CR7 dwukrotnie odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego zawodnika. Podobnie jak Messi, Portugalczyk śrubuje kolejne rekordy. W Primiera Division zdobył już 200 bramek i akurat w tym wypadku znacząco ustępuje swojemu konkurentowi z Argentyny (256), jednak pod względem ustrzelonych hat- tricków w La Liga jest niekwestionowanym królem – aż 23. Messi znajduje się obecnie na trzecim miejscu – 22.

Manuel Neuer

Niemiec jest jedynym bramkarzem w ścisłym gronie piłkarzy pretendujących do Złotej Piłki FIFA. Przed nim tylko Gianluigi Buffon i jego rodak Olivier Kahn dostąpili tego zaszczytu. Manuel Neuer jest obecnie uważany za najlepszego golkipera na świecie. Wielu fachowców twierdzi, iż wykreował on całkiem nowy obraz bramkarza i nadał tej pozycji na boisku innego znaczenia. Neuer to kompletny zawodnik. Nie tylko doskonały bramkarz, ale i piłkarz. Często zdarzają mu się efektowne i efektywne szarże w polu karnym. Jego umiejętności zostały docenione na tegorocznym mundialu, Niemiec bowiem otrzymał nagrodę dla najlepszego bramkarza turnieju. Jeżeli chodzi o karierę klubową i reprezentacyjną to Neuer wygrał to, co dla piłkarza najważniejsze, czyli Mistrzostwa Świata (2014) i Ligę Mistrzów z Bayernem Monachium (2013).

Wybór niezwykle trudny. Świat zdążył się już podzielić na zwolenników Messiego i Cristiano Ronaldo. Dwaj wielcy zawodnicy, dwa wielkie kluby, odwieczna rywalizacja i tak dalej i tak dalej. Może w tym roku pogodzi ich Manuel Neuer? Szczerze? Chciałabym. Nie powiem, że znudziła mnie rywalizacja między Portugalczykiem a Argentyńczykiem, ponieważ obydwaj wyczyniają cuda na boisku i niewątpliwie są warci kolejnych nagród, natomiast uważam, iż przydałoby się odrobinę świeżej krwi. Neuer w moim mniemaniu zasługuje na Złotą Piłkę FIFA w tym właśnie momencie – tu i teraz. Jako bramkarzowi będzie mu niezwykle ciężko, ponieważ w tego typu zestawieniach królują raczej piłkarze z pola, jednak triumf w tym wypadku nie jest niemożliwy.

 

“By the players, for the players” – czyli nominacje do FIFA FIFPro 2014

 

FIFPro jest międzynarodową federacją, która zrzesza ponad 50 tysięcy zawodowych piłkarzy z 41 krajów. Od 2005 roku decyzją sportowców należących do związku wybierana jest najlepsza „jedenastka” świata, czyli bramkarz, 4 obrońców, 3 pomocników i 3 napastników. Wśród tegorocznych nominowanych nie mogło zabraknąć oczywiście piłkarzy FC Barcelony. Choć konkurencja jest ogromna, wydaje się być niemożliwym, aby w ostatecznym rozrachunku żaden z Katalończyków nie znalazł się w wyselekcjonowanej grupie.

Wśród bramkarzy nominowanych do finałowej jedenastki znaleźli się m.in. Gianluigi Buffon (Juventus Turyn), Iker Casillas (Real Madryt), Thibaut Courtois (Chelsea Londyn), Manuel Neuer (Bayern Monachium) i Claudio Bravo ( FC Barcelona). Być jednym z 5 najlepszych golkiperów na świecie to olbrzymi zaszczyt, jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tym jednym jedynym zostanie wybrany reprezentant Niemiec, Mistrz Świata z Brazylii – Manuel Neuer. Niewielu podczas Mundialu zadziwiło piłkarski świat, tak jak on. Mówi się, że Neuer wykreował, lub jak kto woli zdefiniował na nowo funkcję bramkarza na boisku. Biorąc pod uwagę niezachwianą pozycję Niemca zarówno w reprezentacji, jak i w klubie, możemy być prawie pewni jego triumfu.

O ile wśród bramkarzy sytuacja wydaje się być prosta, o tyle obrońcy umożliwiają nam większe pole manewru. Tegoroczni nominowani to:  David Alaba, Jerome Boateng i Philipp Lahm (Bayern Monachium); Carvajal, Marcelo, Pepe, Sergio Ramos i Raphael Varane (Real Madryt); David Luiz i Thiago Silva (PSG); Filipe Luis i Branislav Ivanovic (Chelsea Londyn); Diego Godín (Atlético Madryt); Matts Hummels (Borussia Dortmund), Vincent Kompany i Pablo Zabaleta (Manchester City) a także: Gerard Pique, Javier Mascherano, Jordi Alba i Dani Alves (FC Barcelona). Dla każdego coś dobrego. Jeżeli chodzi o piłkarzy Dumy Katalonii, to historia jest dosyć bogata. Dani Alves znalazł się w najlepszej jedenastce w poprzedniej edycji, Gerard Pique już 3 razy zaszczycał swoją obecnością grupę wyselekcjonowanych obrońców, natomiast Javier Mascherano – osobiście mój faworyt powraca po roku przerwy do wąskiego grona kandydatów.

Piłkarzami, którzy aspirują do bycia jednym z trzech najlepszych pomocników są: Cesc Fabregas, Eden Hazard (Chelsea Londyn); Toure Yaya (Manchester City); Xabi Alonso i Bastian Schweinsteiger (Bayern Monachium); Angel Di Maria (Manchester United); Toni Kroos, Luka Modric, James Rodríguez  (Real Madryt); Mesut Özil (Arsenal Londyn), Andrea Pirlo, Arturo Vidal, Paul Pogba (Juventus Turyn) i oczywiście Andres Iniesta, Xavi Hernandez (FC Barcelona).  Pierwszy pojawił się w najlepszej jedenastce w ostatnich 5 edycjach, natomiast drugi w ostatnich 6. Czy i tym razem zdołają przekonać do siebie wymagające jury?

Wśród nominowanych w ostatniej kategorii, czyli w kategorii napastnika znaleźli się: Sergio Aguero (Manchester City); Diego Costa (Chelsea Londyn); Zlatan Ibrahimovic (PSG); Robert Lewandowski, Thomas Mueller, Franck Ribbery, Arien Robben (Bayern Monachium); Marco Reus (Borussia Dortmund); Wayne Rooney (Manchester United), a także Lionel Messi i Luis Suarez (FC Barcelona). Tak jak w przypadku bramkarza, tak i w przypadku napastnika możemy być prawie pewni wyboru jakiego dokonają uprawnieni do tego piłkarze. Mało kto na świecie zaryzykowałby stwierdzenie, iż wśród najlepszych napastników nie znajdzie się „boiskowa perełka” czyli Leo Messi. W tym wypadku Blaugrana może w ciemno zarezerwować sobie miejsce w finałowej jedenastce, bowiem Legenda Barcelony z pewnością się w niej znajdzie.

Myśl przewodnia FIFA FIFPro brzmi “By the players, for the players” – czyli przez piłkarzy, dla piłkarzy. Kto inny jak nie sami gracze są najlepszymi znawcami futbolu? Ja mogę pisać o piłce, mogę o niej czytać, mogę nawet amatorko w nią grać, ale prawda jest taka, że nigdy nie będę w stanie ocenić piłkarza tak fachowo jak uczyni to drugi piłkarz. Oczywiście, jak w wielu przypadkach, pewnie i w tym nie unikniemy prywatnych sympatii i antypatii, bowiem każdy wybór w sporcie tak niemiarodajnym i wielowymiarowym, jakim jest niewątpliwie piłka nożna niesie ze sobą jakieś „ale”. Wśród jedenastki, która zostanie ogłoszona 12.01.2015 roku podczas uroczystej gali w Zurychu, nie będzie piłkarzy lepszych i gorszych, ponieważ sami nominowani to już światowa czołówka. Przed zawodnikami FC Barcelony nie lada wyzwanie, jednak patrząc wstecz, od 2006 roku minimum 3 reprezentantów Dumy Katalonii znajdowało się ostatecznie w gronie wybranych. Miło by było, gdyby i w tej edycji nawiązano do tradycji.

 

Jak to jest właściwie z tą Barceloną?

 

Bardzo dużo w kontekście tego, co prezentuje ostatnimi czasy Duma Katalonii, mówi się o kryzysie, słabszej dyspozycji, braku pomysłu na grę i wreszcie – o zgrozo – o upadku jednej z największych klubowych potęg w piłce nożnej. Niedawne występy podopiecznych Luisa Enrique zarówno w La Liga jak i w Champions League nie napawają szalonym optymizmem. Zespół wydaje się być zagubiony, trener momentami zachowuje się tak, jakby nie panował nad sytuacją, do tego dochodzi negatywny obraz klubu w związku z nadal ciągnącą się sprawą niewyjaśnionego transferu Neymara, lub dokładniej kwoty, za którą Brazylijczyk został sprowadzony na Camp Nou. Te rewelacje sprawiają, iż w klubie dzieje się sporo, oj tak! Szkoda tylko, że atrakcje tego typu , przestają momentami dotyczyć spraw stricte związanych z futbolem, a coraz częściej odnoszą się do przeogromnych sum pieniędzy, afer, czy napiętych sytuacji na linii szkoleniowiec – zawodnicy. 

Kiedy Luis Enrique przejmował stery w FC Barcelonie pisałam, że najgorsze co możemy mu zrobić, to na samym początku zacząć porównywać go do jego poprzedników – a konkretniej do Pepa Guardioli, bo to właśnie za jego czasów Duma Katalonii odnosiła najbardziej spektakularne sukcesy. W tym artykule nie ustrzegę się jednak nawiązań do poprzednich sezonów. Nie chcę bynajmniej kolokwialnie ujmując wylewać wiadra pomyj na obecnego szkoleniowca Blaugrany, ani tym bardziej pastwić się nad zespołem, który faktycznie jest w słabszej dyspozycji, ale pragnę dokonać małego porównania aktualnej sytuacji, w jakiej znajduje się FC Barcelona, z tą sprzed  kilku lat.

Po jedenastu kolejkach Primiera Division Duma Katalonii znajduje się na drugim miejscu w tabeli i ma 25 punktów na koncie. Strata dwóch oczek do prowadzącego Realu Madryt wydaje się być w tym momencie do odrobienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że nadal jesteśmy na początku sezonu zatem, zostało jeszcze wiele spotkań do rozegrania. W pierwszej piątce najlepszych strzelców znajduje się dwóch piłkarzy Azulgrany, mianowicie Neymar i Lionel Messi. Brazylijczyk ma na swoim koncie 10 bramek, co daje mu drugie miejsce, natomiast Argentyńczyk strzelił 7 goli i znajduje się obecnie na piątej pozycji. W Champions League podopieczni Luisa Enrique wygrali do tej pory 3 mecze: w pierwszej kolejce z APOELEM 1:0, w trzeciej z Ajaxem 3:1 i w czwartej ponownie z Ajaxem, lecz tym razem 2:0. W drugiej kolejce Dumie Katalonii nie udało się pokonać chyba najgroźniejszego rywala w grupie, czyli Paris Saint Garmain. Na Stade de France Messi i spółka przegrali 3:2.

Te wyniki nie napawają optymizmem, zwłaszcza, że FC Barcelona w ostatnim czasie nawet jak wygrywała mecze, to niestety nie robiła tego w porywającym stylu. Jestem w stanie poniekąd zrozumieć to rozgoryczenie, bowiem wszyscy wciąż pamiętamy Blaugranę z sezonu 2008/2009, kiedy to pod wodzą Pepa Guardioli zespół wzniósł się na absolutne wyżyny i zgarnął wszystko co było możliwe do zgarnięcia ze sceny piłkarskiej – zarówno tej europejskiej jak i hiszpańskiej. Przypomnijmy: triumf w Primiera Division – 38 rozegranych meczów, w tym 27 zwycięstw, 6 remisów i 5 porażek; ponadto zwycięstwo w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów. Za czasów Guardioli Blaugrana biła rekord za rekordem, a cały futbolowy świat podziwiał zarówno styl gry, jak i profesjonalne podejście piłkarzy i sztabu szkoleniowego do sportu wyczynowego.

Obserwując to, co dzieje się teraz, chciałoby się momentami krzyknąć: „gdzie jesteś dawna Barcelono?”. Odpowiedź jest jedna. Tamtej Barcelony już nie ma. Obecna Duma Katalonii jest inna. Inni są zawodnicy, inny trener, inna filozofia. Nie mnie oceniać w tym momencie, czy wszystkie decyzje podjęte przez teraźniejszego szkoleniowca były dobre. Zapewne Luis Enrique ma swój autorski pomysł na sukces – bo o to właśnie się wszystkim rozchodzi – o wygrywanie. Konstruktywna krytyka oczywiście jeszcze nikomu nie zaszkodziła, jednak wydaje mi się, że opinie typu: „Barcelona to teraz obraz nędzy i rozpaczy” są wyrażane troszeczkę na wyrost. Należy pamiętać, że w szeregach Azulgrany wciąż znajdują się piłkarze uznawani za najlepszych na świecie. W moim mniemaniu nie wszyscy wpisują się w obraz sportowca, który świeci przykładem na każdym kroku, ale z drugiej strony ich prywatne życie, to także ich prywatna sprawa. Czy mam prawo wystawiać oceny, za to co robią „po godzinach”? Koniec końców najważniejsze jest przecież to, co prezentują na boisku. A o tym, co takiego są w stanie nam pokazać, przekonamy się niebawem, bowiem przed nami kolejne spotkania zarówno w La Liga jak i w Champions League.

Powtórzyć rezultat z Amsterdamu

 

Już dziś piłkarze Barcelony rozegrają pierwsze spotkanie w lidze po dwóch ostatnich przegranych. Nieudane potyczki z Realem Madryt oraz Celtą Vigo zawodnicy nieco przykryli ważną wiktorią w środowym boju w Champions League z Ajaxem w Amsterdamie. Teraz czas, by poprawić nastroje kibiców także w rodzimych rozgrywkach. Rywalem Blaugrany będzie nieobliczalna Almeria. Początek meczu o godzinie 16.

Istny rollercoaster – tak dwoma słowami można określić to, czym raczy nas ostatnio Barcelona. Zaczęło się od porażki w Gran Derbi 1:3. Mecz z Królewskimi, jak zresztą każdy poprzedni i zapewne każdy kolejny, był pełen emocji, podsyconych nadziei i podtekstów. Podopiecznym Luisa Enrique niestety nie udało się pokonać rywali z Madrytu, jednak fakt ten w tym wszystkim nie był najgorszy. To, co los przyniósł kilka dni później, czyli o zgrozo – drugą z rzędu przegraną w La Liga z Celtą Vigo 0:1, w dodatku w kiepskim stylu, przebiło nasze najczarniejsze scenariusze. W obliczu tych dwóch niechlubnych porażek, każdy z nas z bijącym sercem czekał na mecz z Ajaxem Amsterdam w Lidze Mistrzów. Na szczęście Duma Katalonii wygrała to spotkanie, Messi wyrównał rekord Raula, a Blaugrana zaczęła jakby odzyskiwać utraconą twarz.

Ekipa Almerii prezentuje się w tym sezonie w kratkę. Przed tą kolejką zajmowała czternaste miejsce w tabeli, legitymując się bilansem 2 wygranych, 3 remisów oraz 5 porażek, z czego trzy przypadają na ostatnie spotkania. Widzimy więc, że podopieczni Francisco Rodrigueza nie są obecnie w najlepszej dyspozycji. Co ciekawe – na 5 rozgrywanych meczów na Estadio de los Juegos Mediterraneos żadne nie skończyło się zwycięstwem gospodarzy. Potrafili oni jedynie trzykrotnie wyrwać punkt swoim rywalom. Tylko Cordoba może się jeszcze pochwalić takim “osiągnięciem”. Szkoleniowiec przed dzisiejszym starciem zostawił poza kadrą Mane, Teerasila Dangdę oraz Quique Gonzaleza.
Powołanie natomiast otrzymali: Julian Cuesta, Ruben Martinez; Michel, Fran Velez, Ximo Navarro, Angel Trujillo, Mauro Dos Santos, Sebastian Dubarbier; Verza, Corona, Edgar Mendez, Thomas Partey, Fernando Soriano, Ramon Azeez; Wellington Silva, Thievy Bifouma, Tomer Hemed i Jonathan Zongo.

Luis Enrique na przedmeczowej konferencji prasowej przyznał, że w sobotę jego drużynę czeka trudna potyczka. Szczerze mówiąc, pomimo dość słabej passy Almerii przed własnymi kibicami, ciężko się z nim nie zgodzić, zwłaszcza, że kilku zawodników wciąż nie jest w pełni sił. Kontuzje leczą Andres Iniesta i Jéremy Mathieu. Sergi Roberto i Thomas Vermaelen także nie wzmocnią szeregów Blaugrany.
Wśród piłkarzy powołanych na mecz z Almerią znaleźli się za to: Marc-Andre ter Stegen, Claudio Bravo, Jordi Masip, Martin Montoya, Gerard Pique, Ivan Rakitić, Sergio Busquets, Xavi, Pedro, Luis Suarez, Lionel Messi, Neymar, Rafinha, Javier Mascherano, Marc Bartra, Douglas, Jordi Alba, Adriano, Dani Alves i Munir.

Jeżeli chodzi o statystyki, to Azulgrana wygrała osiem z dziesięciu najważniejszych spotkań między tymi dwoma klubami. W 2010 roku Duma Katalonii zwyciężyła na stadionie Juegos Mediterraneos aż 8:0. Ponadto Barca nie przegrała trzech ligowych meczów z rzędu od 2003 roku. Miejmy nadzieję, że w sobotę podopieczni Luisa Enrique nie nawiążą do tych porażek. Czekające nas spotkanie będzie wyjątkowe. Lionel Messi stoi bowiem przed szansą na wyrównanie kolejnego rekordu. Argentyńczyka dzieli tylko jedna bramka od osiągnięcia Telmo Zarry, który zdobył w La Liga 251 goli. Być może Leo pokusi się nawet o pobicie tego wyniku. W tym wypadku byłaby to z pewnością kropka nad „i”, jeżeli chodzi o jego piłkarskie dokonania.

Naprzeciwko siebie staną dziś dwa zespoły, które w ostatniej kolejce La Liga zostały pokonane przez swoich rywali. Dwie drużyny, jeden stadion, ten sam cel: wygrana. Który z zespołów okaże się lepszy? A może spotkanie zakończy się remisem? Czy podopieczni Luisa Enrique, uskrzydleni wygranym meczem w Champions League z Ajaxem Amsterdam, zrehabilitują się i przypomną kibicom, co to znaczy zwyciężać na własnym podwórku? Te pytania są jak na razie otwarte i takie pozostaną aż do końcowego gwizdka sędziego. Jak będzie – zobaczymy! Tymczasem pozostaje nam odliczać minuty do spotkania Almeria – Barcelona!

08.11.2014, godz. 16:00, Estadio de los Juegos Mediterraneos
11. kolejka Primera Division
UD Almeria – FC Barcelona

Przewidywane składy:

Almeria: Ruben Martinez – Ximo Navarro, Mauro Dos Santos, Fran Velez, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier – Ramon Azeez, Corona – Edgar Mendez, Jonathan Zongo, Tomer Hemed

Barcelona: Claudio Bravo – Adriano, Gerard Pique, Marc Bartra, Jordi Alba – Javier Mascherano, Ivan Rakitić, Rafinha – Luis Suarez, Lionel Messi, Neymar

Opinie redaktorów:

Natalia Muczyńska (DumaKatalonii.pl): Almería nie należy do rywali z górnej półki, a wyniki w tym sezonie to potwierdzają. Wystarczy powiedzieć, że piłkarze Francisco nie wygrali jeszcze żadnego spotkania na własnym obiekcie! FC Barcelona powinna gładko zdobyć trzy punkty i podreperować swoje morale po ostatnich wynikach w La Liga. Liczę, że swoje strzeleckie moce uwolni Luis Suárez. Mój typ: Almería 0:3 FC Barcelona. Gole: MSN!

Sandra Wawrzyniak (BlogFCB.com): Mecz FC Barcelona – UD Almeria zapowiada się niezwykle ciekawie. Duma Katalonii po ostatniej ligowej porażce z Celtą Vigo (0:1) i bolesnej utracie pierwszego miejsca w tabeli Primera Division na rzecz swojego odwiecznego rywala, czyli Realu Madryt ma z pewnością coś do udowodnienia, lub konkretniej coś do nadrobienia. UD Almeria także rozczarowana przegraną w ostatniej kolejce La Liga z Levante (2:1), nie będzie zapewne łatwym i wygodnym przeciwnikiem. Spotkania tego nie nazwałabym walką gladiatorów, niemniej jednak wydaje mi się, że będzie ono interesujące, zważywszy na to, jak ostatnimi czasy prezentuje się Duma Katalonii. Bądźmy jednak szczerzy, każdy inny wynik niż zwycięstwo będzie mimo wszystko ogromną sensacją. Przewiduję wynik 1:0 dla gości.

Mały geniusz piłki nożnej

 

Obecnie uważany za najlepszego piłkarza na świecie. Czterokrotny zdobywca FIFA Ballon d’Or, czyli nagrody dla najlepiej prezentującego się zawodnika w mijającym roku kalendarzowym. Mały wielki człowiek – można by rzec. Ikona FC Barcelony i  podpora reprezentacji Argentyny. Jak to tak naprawdę jest z tym Messim? Geniusz, nadczłowiek, czy może po prostu nieziemsko utalentowany, ale i pracowity sportowiec?

“Pamiętam, jak na olimpiadzie w 2004 roku spotkałem gwiazdę chińskiej koszykówki Yao Minga i czułem się przy nim jak krasnoludek. Przy jego 229 centymetrach wzrostu musiałem nieźle zadzierać głowę, by na niego spojrzeć. W Pekinie z kolei to ja patrzyłem na kogoś z góry: był to mały geniusz argentyńskiej piłki –  Lionel Messi”

Cytat ten pochodzi z autobiografii Usaina Bolta – obecnie najszybszego człowieka na świecie. Bardzo lubię, kiedy sportowcy nawiązują do sukcesów innych sportowców. W tym wypadku Mistrz wypowiedział się o Mistrzu. Jako wielka fanka królowej sportu, czyli lekkiej atletyki, wiem o Usainie Bolcie sporo. Również to, że jest fanem futbolu. Zatem określając Leo Messiego „geniuszem argentyńskiej piłki” zdecydowanie wiedział, co i o kim mówi.

Usain Bolt w swojej wypowiedzi nawiązał do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Lionel Messi jest jednym z niewielu zawodników, który na swoim koncie obok niezliczonych ilości nagród indywidualnych i trofeów klubowych ma również złoty medal olimpijski, co w świecie futbolu nie jest sytuacją powszechną. Wielu twierdzi, iż Igrzyska nie są najważniejszą imprezą dla piłkarzy, dlatego często rezygnują oni z występów w tej organizowanej cyklicznie co cztery lata imprezie. Messi zdecydował się jednak wesprzeć reprezentację narodową Argentyny i razem z nią zdobył złoty medal Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2008 roku, czym zapewne zyskał jeszcze większy szacunek swoich fanów.

Kiedyś nie do zatrzymania, teraz jakby przygasł.

Ostatnio pojawiły się informacje jakoby Argentyńczyka dopadł mały kryzys. Ile w tym prawdy? Messi nie strzela w obecnym sezonie tylu goli, ilu moglibyśmy się po nim spodziewać – w tabeli strzelców Primera Division jest dopiero na trzecim miejscu (ex aequo z Carlosem Baccą – 7 bramek, natomiast za Cristiano Ronaldo – 16 bramek i Neymarem – 9 bramek). Brak goli nie jest jednak w tym wypadku jedynym kryterium, na podstawie którego można oceniać Argentyńczyka. Ilość asyst zaliczanych przez niego jest imponująca. Zdaniem Jorge Valdano – byłego argentyńskiego piłkarza, teraz dyrektora generalnego Realu Madryt Messi nie jest już tym samym zawodnikiem, jakim był jeszcze kilka sezonów temu. Według niego 27-latek stracił zdolność do dezorganizacji defensywy przeciwnika. Ma to poniekąd oczywiście związek z tym, iż obecnie odpowiedzialność za strzelanie goli dla Barcelony spadła także na Neymara. Pozycja Messiego na boisku nieco się zmieniła. Teraz Argentyńczyk bardziej niż za strzelanie goli, odpowiedzialny jest za asysty.

Mniej pochlebne komentarze na temat Leo Messiego pojawiły się po przegranym 3:1 meczu z Realem Madryt na Santiago Bernabeu. Argentyńczyk w trakcie spotkania był mało widoczny i zdecydowanie nie pomagał drużynie. Czy to jest jednak powód, aby mówić od razu o jakimś regresie, czy też może braku formy? Messi na Camp Nou jest póki co królem i raczej nikt go nie zdetronizuje. Oczywiście byli, są i będą piłkarze, którzy zabłysną, ale Messi to jednak Messi – ikona Dumy Katalonii. Nie twierdzę, że Argentyńczyk niezależnie od prezentowanej przez siebie formy będzie zawsze na świeczniku, jednak w najbliższym czasie nie zostanie on z pewnością zastąpiony przez innego zawodnika. Messi może zagrać poniżej oczekiwań, lecz mimo wszystko będzie to i tak futbol na wysokim poziomie.

 

El Clásico – coś więcej niż gra

1000x563_infografic_classic.v1414169873

Piłkarski świat staje w miejscu kiedy Duma Katalonii gra z Królewskimi. Wszystkie mecze FC Barcelony są wyjątkowe, jednak spośród nich można wybrać i takie, na które czekamy szczególnie. Do tychże zaliczamy z pewnością rywalizację Blaugrany z Realem Madryt.  El Clásico jak zwykło się określać pojedynki dwóch najbardziej utytułowanych zespołów w Hiszpanii to niezła gratka dla wszystkich fanów futbolu. Najlepsi piłkarze na świecie, dwa kluby aspirujące do zdobywania najważniejszych tytułów – zarówno w Europie jak i na własnym podwórku, wspaniała historia, szczypta kontrowersji i przepis na fenomenalne widowisko gotowy.

Na ten dzień czekamy od początku sezonu. Starcie FC Barcelony z Realem Madryt zawsze wywołuje burzę emocji, jednak teraz dochodzą do nas głosy, że sobotni mecz będzie jednym z najbardziej spektakularnych w historii obydwu klubów. Dla mnie stwierdzenie to jest w stu procentach prawdziwe. Rywalizacja Messiego z Cristiano Ronaldo – po pierwsze, debiut w barwach Blaugrany najbardziej kontrowersyjnego piłkarza ostatnich lat – Luisa Suareza – po drugie, ponadto obecność na boisku króla strzelców ostatnich Mistrzostw Świata w Brazylii – Jamesa Rodrigueza – po trzecie. Créme de la créme światowej piłki. Ci, o których w ostatnim czasie słychać najwięcej, pojawią się w sobotę na Santiago Bernabeu. O gorącej przedmeczowej atmosferze świadczy zamieszanie na oficjalnych stronach klubów i na portalach społecznościowych, które bombardują nas przeróżnymi ciekawostkami, statystykami wspomnieniami. Jak tu zatem nie żyć Gran Derbi?

Zacznijmy od największych. Porównaniom Messiego i Cristiano Ronaldo nie ma końca. Obydwaj nieziemsko utalentowani, pracowici i głodni sukcesu podzielili między siebie świat futbolu. Zwolennicy jednego i drugiego ścigają się w szukaniu argumentów na potwierdzenie wyższości Portugalczyka nad Argentyńczykiem lub odwrotnie. Nie ma lepszego sposobu na wskazanie, który z nich faktycznie jest w lepszej dyspozycji, niż starcie oko w oko, w tym samym czasie, na tym samym boisku. Lionel Messi i Cristiano Ronaldo to obecnie najefektywniejsi piłkarze na świecie. Obydwaj mają to szczęście, że rywalizują ze sobą bezpośrednio, co paradoksalnie sprawia, iż stają się coraz lepsi. Za Argentyńczykiem przemawia jego spokój, wyszkolenie techniczne, wizja, szybkość i zwinność, natomiast za Portugalczykiem siła, doskonałość, pewność siebie i umiejętności. Tak naprawdę cechy te można przypisać zarówno jednemu jak i drugiemu. Mówi się, że Messi ma dar od samego Boga, a Ronaldo to tyran pracy. Jak zatem wartościować to, co ich charakteryzuje. Były angielski piłkarz Jamie Redknapp powiedział, że Messi i Ronaldo są różni, ale na swój sposób fenomenalni. Nie da się jednoznacznie stwierdzić, który jest lepszy. To tak jakby porównywać Bantleya z Ferrari. Wszystko jasne!

Na uwagę zasługuje również fakt, że w nadchodzącym Gran Derbi po raz pierwszy wystąpią piłkarze którzy od sezonu 2014/2015 zasilili szeregi Realu i Barcelony. Mowa oczywiście o Jamesie Rodriguezie i Lusie Suarezie. Pierwszy z nich trafił do Królewskich za 80 mln euro i z meczu na mecz udowadnia, że pieniądze te nie zostały wyrzucone w błoto. Tercet BBC (Benzema, Bale, Cristiano Ronaldo) zmieni się w BRC (Benzema, Rodriguez, Cristiano Ronaldo), bowiem pod nieobecność Walijczyka to Kolumbijczyk będzie najprawdopodobniej kreował wraz z partnerami akcje pod bramką Barcelony. Luis Suarez – o nim można pisać elaboraty. Na Camp Nou trafił z Liverpoolu, jednak oficjalnie w barwach Blaugrany nie zagrał do tej pory ani razu, a to wszystko za sprawą kary nałożonej na niego za ugryzienie Giorgio Chielliniego podczas tegorocznego Mundialu w Brazylii. Od Urugwajczyka wymaga się dużo. Przede wszystkim strzelania goli. Właściwie to ciężko stwierdzić jak Suarez zagra po czteromiesięcznej absencji. Głodny murawy to on z pewnością jest, ale czy zdoła unieść ciążącą na nim presję?

Pisząc ten artykuł natknęłam się na okładkę sobotniego wydania Przeglądu sportowego, z której krzyczał do mnie tytuł „Wojna sześciu królów”, a na zdjęciu znajdowali się odpowiednio: Messi, Neymar, Suarez po jednej stronie oraz Ronaldo, Rodriguez i Benzema po drugiej. Myślę, że jest to idealny komentarz do czekającego nas El Clásico. To z pewnością będzie starcie tytanów. W tym wypadku nie chodzi tylko o wygraną, ale także o honor. O to, kto okaże się lepszy w bezpośredniej walce.

Niekończąca się opowieść – czyli Luis Suarez we własnej osobie

 

Luis Suarez jest obecnie jedną z barwniejszych postaci światowego futbolu. Urugwajczyk odebrał ostatnio bardzo prestiżową nagrodę w świecie piłki nożnej, mianowicie Złotego Buta. Zaszczyt ten przypadł także Cristiano Ronaldo. Obydwaj zawodnicy zostali uhonorowani nagrodą dla najlepszego strzelca lig europejskich za zdobycie w poprzednim sezonie 31 bramek odpowiednio w Premier League – Suarez i Primera Division – Ronaldo. Jeden i drugi spotkają się już niedługo na Santiago Bernabeu, gdzie Real Madryt podejmie FC Barcelonę. Tego dnia wyczekuje z niecierpliwością Suarez, dla którego będzie to pierwszy oficjalny mecz w barwach Dumy Katalonii. Czy Typ Niepokorny – jak już kiedyś o nim pisałam sprosta oczekiwaniom i w tym konkretnym spotkaniu okaże się jednak lepszy od CR7?

Historię Luisa Suareza można określić jako „niekończącą się opowieść”. Urugwajczyk zaskakiwał już nie raz i nie dwa. Myślę, że zbędnym jest, opisywanie od nowa tego, co zaszło podczas Mistrzostw Świata w Brazylii. Nawet Ci, którzy nie śledzili tak dokładnie wszystkich spotkań, a mimo wszystko są fanami piłki nożnej orientują się zapewne, że Luis Suarez podczas mundialu kolejny raz dał na boisku upust swoim emocjom w dosyć oryginalny i jednocześnie niedozwolony sposób. Gryzienie przeciwnika – choć to problem niemały, odłóżmy jednak na bok. Kara jaką zastosowały władze UEFA wobec Urugwajczyka dobiegnie niedługo końca i piłkarz będzie mógł wreszcie zagrać w oficjalnym meczu i to uwaga – z nie byle jakim przeciwnikiem, bo z Realem Madryt.

Tym spotkaniem zaczynają powoli żyć piłkarskie media. Luis Suarez mimo, iż zasilił szeregi FC Barcelony już jakiś czas temu, do tej pory nie zagrał w ani jednym meczu z powodu wspominanej już kary nałożonej na niego przez UEFA. Takie zniecierpliwienie nie jest niczym dziwnym, wielu bowiem chciałoby wiedzieć jak Urugwajczyk odnajdzie się w zespole Balugrany. Sam zainteresowany twierdzi, że mecz przeciwko Realowi będzie dla niego wyjątkowy. Bierna obserwacja tego, co robią klubowi koledzy na boisku jest bardzo deprymująca, zwłaszcza dla zawodnika jego formatu.

„Pierwsze dwa miesiące mojej absencji były najgorsze, ponieważ nie czułem się wówczas profesjonalnym piłkarzem. To był bardzo zły okres. Oczywiście zawsze trzeba akceptować swoje błędy, jednak poczucie, że nie wykonuje się swojej pracy, tak jak robią to inni, boli najbardziej”

Na chwilę przed swoim oficjalnym debiutem w FC Barcelonie Luis Suarez odebrał nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. Urugwajczyk jak przystało podziękował najbliższym, a także kolegom z Liverpoolu i całemu sztabowi szkoleniowemu, podkreślił jednak, że teraz rozpoczyna całkiem nowy etap w swoim życiu. Jak wiadomo gra dla Blaugrany to nie przelewki, nie każdy klasowy zawodnik  potrafi się tam odnaleźć. Co zatem zrobi Suarez, który od Mistrzostw Świata w Brazylii nie zagrał w ani jednym meczu o stawkę? Wiadomo, że umiejętności i talent to jedno, ale tzw. ogranie to drugie. Nie można nie biorąc udziału w maratonach nagle wybiegać rekord na dystansie 42 km 195m, tak samo jak nie można nie grając z najlepszymi utrzymać się na samym szczycie, na którym umówmy się jest dosyć tłoczno.  O tym, że nazwisko „Suarez” znaczy wiele na światowym rynku piłkarskim świadczą słowa Stevena Gerarda, który w wymowny sposób wypowiedział się, iż Barca powinna być szczęśliwa, że pozyskała tak zdolnego piłkarza. Urugwajczyk utalentowany  jest – z tym się zgadzam, jednak czy zdoła udźwignąć presję?

Luis Suarez w  pierwszym oficjalnym meczu w koszulce FC Barcelony będzie chciał pokazać z pewnością najlepszą wersję samego siebie i mam w tym momencie na myśli aspekty czysto piłkarskie. Smaku temu spotkaniu dodaje oczywiście fakt, iż Duma Katalonii zagra wówczas ze swoim odwiecznym rywalem – Realem Madryt. Nie bez znaczenia pozostaje także,  iż naprzeciwko siebie staną dwaj najskuteczniejsi strzelcy lig europejskich w sezonie 2013/2014. Który z nich okaże się lepszy? Czas pokaże.

 

 

 

Messi i Neymar – nieziemska kombinacja

 

Piłkarze FC Barcelony dostarczyli nam w ciągu dwóch ostatnich tygodni niezłych wrażeń i nie chodzi mi bynajmniej o poziom sportowy jaki prezentowali w poszczególnych meczach, a o huśtawkę wynikową. Przypomnijmy: zaczęło się od remisu z Malagą (0:0), później nastąpiło odrodzenie i wysoko wygrany mecz z Granadą (6:0), przegrana w Lidze Mistrzów z PSG (2:3) i sobotni triumf nad Rayo Vallecano (2:0). W kontekście tych kilku spotkań możemy wymienić dwóch piłkarzy, którzy niewątpliwie kreują grę ofensywną w zespole Azulgrany. Mowa oczywiście o Messim i Neymarze. To właśnie im i ich współpracy chciałabym poświęcić te rozważania.

Za nami mecz FC Barcelony z Paris Saint Germain, który to Blaugrana przegrała 2:3 i ligowe spotkanie z Rayo Vallecano wygranym 2:0. Podczas gdy większość zajmuje się analizą i oceną ostatnich występów podopiecznych Luisa Enrique w Champions Laegue i La Liga, ja chciałabym zwrócić uwagę na felieton Francesca Tomasa: (http://www.espnfc.com/club/barcelona/83/blog/post/2059589/neymar-shining-thanks-to-messi-connection)  - dziennikarza ESPN, w którym to autor skupia się na postaci Leo Messiego i Neymara w odniesieniu do wysoko wygranego przez FC Barcelonę meczu z Granadą. Przypomnijmy, że Duma Katalonii pokonała Andaluzyjczyków 6:0, z czego Messi strzelił 2 gole (62, 82), a Neymar zafundował sobie hat tricka (26, 45, 66). Na listę strzelców wpisał się również Ivan Rakitić (43.).

Niewątpliwie nieudany mecz z Malagą piłkarze FC Barcelony odbili sobie spotkaniem z Granadą wygranym aż 6:0. Była to swego rodzaju rekompensata za pierwszą w tym sezonie stratę punktów w La Liga. Wprowadzeniem do felietonu Francesca Tomasa jest odwołanie się właśnie do tych dwóch spotkań. Moim zdaniem autor w ten sposób sprytnie rozpoczyna rozważania na temat piłkarzy, którzy jak by nie było mają za zadanie, w najbardziej miarodajny z możliwych sposobów zapewniać Blaugranie zwycięstwa, czyli mówiąc, lub w tym wypadku pisząc krótko: chodzi o strzelanie goli.

„Zarówno Messi jak i Neymar od kilku dni znajdują się na ustach fanów futbolu, w związku z wygranym przez FC Barcelonę 6:0 meczem przeciwko Granadzie. Pomimo licznych słów krytyki ze strony lokalnych mediów, dotyczących przygotowania zawodników do tego właśnie spotkania, drużyna Luisa Enrique wybiegła na boisko zdeterminowana, aby udowodnić, że ich ostatni mecz przeciwko Maladze to tylko jednorazowe potknięcie wywołane regulacją pewnych mechanizmów rządzących zespołem.”

Oczywiście na samym początku Francesc Tomas wychwala – nie bez przyczyny Leo Messiego. Autor podkreśla, iż Argentyńczyk kolejny raz potwierdził swój geniusz. Mając taką perełkę w składzie Barcelona może spokojnie sięgać po najważniejsze trofea. Naprawdę genialny występ w meczu przeciwko Granadzie nie mógł pozostać niezauważony przez tak wybitnego dziennikarza i specjalistę ligi hiszpańskiej.

„Messi kolejny raz błyszczał. Zdobył dwa gole i zaliczył dwie asysty. Na szczęście dla Katalończyków, argentyński czarodziej piłki nożnej od początku sezonu ciężko pracuje, aby osiągnąć szczyt formy. (…)Strzelając pięć bramek w sześciu meczach, 27- latek jest obecnie tylko o cztery gole od pobicia rekordu Telmo Zarry w zestawieniu na najlepszego strzelca w La Liga. Obecny rekord wynosi 251 goli i pozostaje niezmienny od 1955 roku, jednakże w takim tempie może on się zmienić w najbliższej przyszłości.”

Skupmy się teraz na postaci, która jest obok Messiego kreowana na drugą maszynkę do zdobywania goli. Rola Neymara – bo o nim w tym momencie mowa, została oceniona przez Francesca Tomasa w następujący sposób:

„Jeżeli chcielibyśmy wybrać zawodnika, który niewątpliwie najbardziej skorzystał ze świetnej postawy Leo Messiego, byłby to niezaprzeczalnie Neymar. Po trudnych początkach na Camp Nou, spowodowanych adaptacją do nowego miejsca i zbyt wieloma „pozaboiskowymi” zmartwieniami, Brazylijczyk wydaje się być na najlepszej drodze, aby pokazać, dlaczego klub zainwestował w jego zakup tak dużą sumę pieniędzy.

Neymar jest obecnie najlepszym strzelcem w drużynie FC Barcelony, zwłaszcza po zdobyciu sześciu goli w ostatnich czterech meczach. Co ważniejsze Brazylijczyk wydaje się być w pełni zgrany z zespołem, bardziej zrelaksowany na boisku i świadomy tego, co musi robić dla zespołu.”

A w ten oto sposób autor felietonu pisze o współpracy Argentyńczyka i Brazylijczyka w zespole Blaugrany:

„Messi i Neymar wzmacniają współpracę między sobą podczas codziennych treningów, co jest coraz bardziej widoczne na boisku. Posiadanie tak fenomenalnej pary napastników okazuje się kluczowe w starciach z drużynami – zarówno w Champions League jak i na własnym podwórku, które „parkują” tzw. autobus przed swoim bramkarzem.”

Nieziemska kombinacja Messi – Neymar wydaje się nie mieć sobie równych. 15 z 22 goli zdobytych w La Liga i Champions League jest dziełem tych właśnie piłkarzy. Brazylijczyk ma na swoim koncie 8 bramek, natomiast Argentyńczyk 7. To niebywałe co ta dwójka wyprawia na boisku. Wiadomo, nie każdy mecz w ich wykonaniu można określić mianem fenomenalnego, nie jest tak, że oni nigdy nie marnują sytuacji – są przecież tylko ludźmi, jednak liczby i statystyki mówią w tym wypadku same za siebie. Ci dwaj zawodnicy odgrywają bardzo ważną rolę w zespole FC Barcelony. Oczywiście znajdą się zapewne i tacy, którzy powiedzą, że idealizuję i wychwalam pod niebiosa piłkarzy rozreklamowanych przez wielkie firmy i sponsorów – tym osobom mówię: owszem, Messi i Neymar to w dzisiejszych czasach nie tylko piłkarze, ale i celebryci – jakkolwiek by to nie brzmiało. Nie zmienia to jednak faktu, iż pierwszy z nich cztery razy z rzędu zdobył Złotą Piłkę FIFA i pobija rekord za rekordem, natomiast drugi strzela w obecnym sezonie gola średnio co 48 minut. To już nie są moje prywatne sympatie, tylko czysta statystyka. Kiedyś zostałam ostro skrytykowana za to, iż głośno powiedziałam, że piłkarz powinien grać, a nie balować na imprezach z celebrytkami (Ci, którzy wnikliwie śledzą losy Neymara zapewne domyślą się, że chodzi o jego zdjęcie z Paris Hilton). Usłyszałam wówczas, że każdy ma prawo do prywatności. Jasne – piłkarze – powtórzę się – to też ludzie. Mogą iść na imprezę, mogą się bawić i wygłupiać, jednak najważniejszym jest, aby mimo wszystko błyszczeli na boisku. Messi i Neymar mają na wskroś różne osobowości. O ile na murawie obaj są fenomenalni, o tyle poza nią to Argentyńczyk wydaje się być stateczny i ułożony, a Brazylijczyk rządny przygód i niepokorny. Nie mnie oceniać, która postawa życiowa jest lepsza. Zgodzę się natomiast z dziennikarzem ESPN, że współpraca Messiego z Neymarem może przynieść wiele dobrego drużynie Luisa Enrique.

 

 

Azulgrana mówi „Bonjour” w Paryżu

 

Przed nami kolejny mecz FC Barcelony w Champions League. Tym razem Duma Katalonii zmierzy się z mistrzem Francji, czyli Paris Saint Germain. Biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki, statystyki, a także składy PSG wydaje się być najgroźniejszym rywalem Blaugrany w fazie grupowej. Już we wtorek 30.09.2014 na Parc des Princes spotkają się dwa zespoły bez wątpienia pretendujące do tego, aby wznieść w geście triumfu puchar Champions League. Mecz ten zapowiada się niezwykle ciekawie. Z jednej strony hiszpańska maszyna stworzona do tego, aby odnosić spektakularne sukcesy, z drugiej natomiast drużyna, która buduje swoją wielkość krok po kroku i aspiruje do bycia najlepszym z najlepszych.

Jak to bywało wcześniej…

Pierwszy mecz w Champions League pomiędzy FC Barceloną a PSG został rozegrany w sezonie 1994/1995. Wówczas Katalończycy i Paryżanie spotkali się w ćwierćfinale. W ostatecznym rozrachunku do kolejnej fazy awansował zespół ze stolicy Francji. Wtedy na Camp Nou padł remis 1:1. Paryżanie zapewnili sobie występ w półfinale pokonując Dumę Katalonii dopiero na własnym boisku 1:2. Wróćmy jednak do czasów mniej odległych. W sezonie 2012/2013 miała miejsce sytuacja odwrotna. FC Barcelona ponownie spotkała się w ćwierćfinale z PSG, jednak tym razem górą był zespół z Hiszpanii. W pierwszym meczu padł remis 2:2, natomiast w drugim 1:1. Duma Katalonii uzyskała wówczas awans dzięki bramkom zdobytym na wyjeździe.

A jak jest teraz…

Luis Enrique powołał 20 zawodników na wtorkowy mecz fazy grupowej Champions League, w którym to FC Barcelona zagra z PSG. Do składu powrócili m.in. Gerard Pique, Jordi Alba i Douglas Pereira. W Parku Książąt nie pojawi się natomiast kontuzjowany Rafinha i Masip, a także Montoya i Vermaelen. Pełna lista zawodników, na których tym razem postawił trener prezentuje się następująco: Ter Stegen, C. Bravo, Piqué, Rakitic, Sergio, Xavi, Pedro, A. Iniesta, Messi, Neymar, Mascherano, Bartra, Douglas S., Jordi Alba, Sergi Roberto, Adriano, Dani Alves, Mathieu, Sandro i Munir.

Już wiadomo, że w PSG nie zagra ich największa gwiazda, czyli Zlatan Ibrahimovic. Szweda ze spotkania wyeliminowała kontuzja lewej pięty. Po wielu badaniach i testach medycznych zdecydowano, iż Ibra nie wystąpi w meczu przeciwko FC Barcelonie. Jeszcze przed oficjalnym oświadczeniem Zlatan przyznał, że gra przeciwko Blaugranie jest dla niego czymś wyjątkowym. Szwed podkreślił, iż na Camp Nou spędził wspaniały sezon i wiele się nauczył – zarówno na boisku jak i poza nim. Co ciekawe, ten sam Ibrahimovic potrafił także powiedzieć, że winę za porażkę Barcelony w Champions League w sezonie 2009/2010 ponosi jej ówczesny trener Pep Guardiola. Według niego błędne decyzje szkoleniowca doprowadziły do porażki z Interem Mediolan, w efekcie czego Blaugrana została wyeliminowana z najbardziej renomowanych klubowych rozgrywek w europejskiej piłce nożnej tuż przed finałem. Dzisiejsza Barcelona to zupełnie inny zespół niż ten sprzed czterech lat, jednak Ibra – znany ze swojego ciętego języka nie byłby oczywiście sobą gdyby podarował sobie komentarze, które z sukcesem podsycają przedmeczowe emocje.

Do nieobecności Zlatana Ibrahimovica w meczu przeciwko FC Barcelonie odniósł się także Luis Enrique. Na konferencji prasowej przyznał:

„To, że Ibra nie zagra w meczu niczego nie zmienia – przynajmniej dla mnie. Oczywiście to duża strata dla PSG, mimo to zespół ten nadal pozostaje bardzo groźnym przeciwnikiem.”

Szkoleniowiec Dumy Katalonii zapytany również o słowa Laurenta Blanca, który przyznał, iż PSG nie będzie we wtorek drużyną grającą futbol defensywny, co jest oczywiście sytuacją bardzo komfortową dla FC Barcelony, odpowiedział następująco:

„PSG ma mocny zespół. Jeżeli chcą grać futbol ofensywny – bardzo dobrze. My musimy być jednak bardzo ostrożni. Nie powinniśmy wierzyć we wszystko, co mówi trener przeciwnej drużyny. Sytuacja na boisku może okazać się zupełnie inna. Musimy być gotowi na wszystko. Na swojej drodze spotkamy zespoły grające zarówno ofensywnie jak i defensywnie i na te okoliczności powinniśmy być przygotowani.”

Ciężko w tym momencie stwierdzić, która z drużyn okaże się lepsza we wtorkowym starciu. Wiadomo, że zarówno po jednej jak i po drugiej stronie znajdują się zawodnicy, którzy robią w swoich zespołach tzw. „różnicę” i to może okazać się kluczem do zwycięstwa. Ja osobiście liczę  na wielki, piłkarski spektakl w wykonaniu piłkarzy obydwu drużyn. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.