Awans do finału wciąż sprawą otwartą. Valencia 1-1 FC Barcelona

Gole, emocje i drżenie serc. Tymi słowami można opisać dzisiejsze spotkanie Barcelony z Valencią.

Blaugrana zaczynała w dość eksperymentalnym składzie. Oprócz kontuzjowanych Afellaya, Villi, Fontasa, Iniesty i Pedro, Pep Guardiola postanowił posadzić na ławce Daniego Alvesa i samego Xaviego Hernandeza. Biorąc pod uwagę sytuację kadrową i wymagania, jakie stawia rywal, można było czuć małe obawy przed pierwszym gwizdkiem. Same zawody piłkarze rozpoczęli się dość ospale. Pierwszą wartą  odnotowania sytuacją była ta z 7. minuty, kiedy to Messi z rzutu wolnego strzelał na bramkę “Alwisa”. Piłka jednak minęła słupek bramki. Kilka minut po uderzeniu Argentyńczyka kapitalną akcją popisała się Valencia. Miguel wykonał wspaniałe kilkudziesięciometrowe podanie do Piattiego, który, gdyby nie asekuracja Mascherano i Puyola, pokonałby Pinto, zaraz zaraz… Colorado? Nieważne. W każdym bądź razie akcja ta pokazała wyższość sytemu 4-3-3 nad nędznym 3-4-3. Po zaledwie dwudziestu minutach gry mieliśmy niezwykle kontrowersyjną sytuację. Szarżującemu Soldado piłkę ręką odebrał Jose Pinto. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby bramkarz nie zrobił tego… ZA POLEM KARNYM! Ewidentna czerwona kartka, na szczęście dla nas, niepokazana. Dwie minuty po tej sytuacji Barcelona powinna wyjść na prowadzenie. Piłkę do Alexisa zagrał Cesc, Chilijczyk uderzył jednak zamiast lewą to prawą nogą i zmarnował cudowną okazję do wyjścia na prowadzenie. A skoro niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to “Nietoperze ” postanowiły to wykorzystać. Cules w 27. minucie mogli przeżywać déjà vu. Ostatnia wizyta na Mestalla to popis Francuza, Mathieu, który najpierw nabił Abidala, by kilka minut później asystować przy golu Pablo. Dziś lewy obrońca Valencii zrobił to znowu. Posłał płaską piłkę po ziemi, a Jonasowi nie zostało nic innego jak wpakować ją do siatki. 1-0 dla Valencii!

Prowadzenia trzecia drużyna ligi długo jednak nie utrzymała. Na dziesięć minut przed końcem spotkania piłkę z rzutu rożnego posłał ten, który posyłać ją stamtąd powinien zawsze, czyli Cesc Fabregas. W polu karnym zaspała cała obrona gospodarzy, a takich sytuacji nie zwykł marnować Puyol. 1-1 i mecz zaczyna się na nowo!

Chciałoby się napisać coś więcej o dalszych losach pierwszej połowy, ale się nie da. Została ona zwyczajnie dograna do końca.

W kilka minut po rozpoczętym spotkaniu Blaugrana wyszła na prowadzenie. Do siatki trafił Alexis, ale był na minimalnym spalonym. Bramka nieuznana. W 56. minucie za faul na Thiago podyktowana została jedenastka dla Barcelony. Podszedł do niej Messi i trafił w bramkarza. Czemu ten Argentyńczyk tak rwie się do karnych, to wie tylko Wszechmogący. Na pół godziny przed końcem na boisko wszedł Dani Alves, który w 75. minucie, po kapitalnej akcji trafił w słupek. Właściwie na tym można zakończyć. Poszalał jeszcze trochę wpuszczony w samej końcówce Tello. Pięknie kiwał się Carles “Zizou” Puyol. No i tyle.

Remis bramkowy na tak trudnym terenie to dobry wynik. Biorąc pod uwagę, że powinniśmy grać w 10, możemy mówić o szczęściu i zapomnieć o niewykorzystanej jedenastce Messiego. Zresztą na Camp Nou żądamy wygranej. I nie pozostawienia żadnych złudzeń.

Bramki: 1:0 Jonas 27′ – 1:1 Puyol 35′

Żółte kartki: Jonas, Banega, Albelda, Ruiz, Alba, Mathieu – Mascherano, Pinto.

Sędzia: José Luis González González.

Valencia: Alves, Miguel, Rami, V. Ruiz, Mathieu, Albelda (66′ Costa), Éver, Piatti (59′ Feghouli), Jonas (75′ Aduriz), J.Alba, Soldado.

FC Barcelona: Pinto, Puyol, Piqué, Mascherano, Abidal, Busquets, Fàbregas, Thiago (80′ Dos Santos), Alexis (62′ Alves), Messi, Cuenca (87′ Tello).

Źródło zdjęcia: zimbio.com