Aż dwadzieścia cztery trofea? A może więcej?

Jak efektywna może być droga na szczyt? Jeśli kochamy to, co robimy, poświęcamy na to lata nauki, jesteśmy wytrwali i odporni na krytykę obiektywnych ekspertów (takich, jak co niektórzy kibice Realu Madryt), to właściwie nic nie stanie nam na drodze. Gdzie szukać kogoś takiego? Od niechcenia, nie trudno jest znaleźć zawodnika, który wiele przeszedł, by osiągnąć to, czego pragnął. Z tym, że nie wielu z nich ma na koncie 24 trofea piłkarskie. W samej Hiszpanii jest taki tylko jeden, a pochwalić się nim może Barcelona, bo chodzi oczywiście o Xaviego.

Xavi zaczął swoją przygodę z futbolem już w wieku pięciu lat, kiedy rodzice zapisali go do szkółki piłkarskiej w rodzinnej Terrasie. Sześć lat później dołączył do drużyny juniorów FC Barcelony i właśnie tam jego kariera rozpoczęła się na poważnie. Gdy miał 17 lat włączono go do drużyny rezerw, Barcelony B, która tym samym sezonie awansowała do Segunda División. Przypadek? Już w następnym roku stał się zawodnikiem pierwszej drużyny, a swój pierwszy mecz zagrał z nią w Superpucharze Hiszpanii, kiedy rywalem Blaugrany była RCD Mallorca. Tego sezonu (1998/99) Blaugrana zwyciężyła w rozgrywkach ligowych. Czyżby KOLEJNY zbieg okoliczności? Wątpię. Sezon później stał się pierwszym rozgrywającym drużyny Louisa Van Gaala, podczas gdy kontuzji doznał Josep Guardiola, jeden z jego największych autorytetów. Po odejściu Guardioli  pozycję środkowego pomocnika przejął na stałe właśnie Xavi, mając zaledwie 21 lat… Czy da się w jakikolwiek sposób podważyć, że już wtedy był wielki? Jasne, że nie, nawet jeśli wtedy nie wiedział jeszcze, że za dziesięć lat jego gablotka będzie uginać się od trofeów…

W latach kryzysu Barcelony zainteresowanie Xavim wyraził nie jeden klub, oferując bardzo korzystne kontrakty. Mimo to postanowił on pozostać w Katalonii ze względu na swoje przywiązanie i oddanie klubowi. Zła passa „Barcy” trwała aż sześć lat, a przerwało ją zdobycie mistrzostwa kraju. W następnym sezonie do sukcesów  Xavi doliczył obroniony tytuł mistrza Hiszpanii oraz w zwycięstwo Lidze Mistrzów. W grudniu kolejnego sezonu wychowanek „Barcy” zmuszony był pauzować pół roku ze względu na poważną kontuzję kolana. Po jego powrocie w Barcelonie znów nastały te gorsze lata, choć sam grał ważną rolę w drużynie prowadzonej przez Franka Rijkaarda. Na nieszczęście dla antybarcelonistów czarne chmury nad Camp Nou rozeszły się w bardzo owocnym sezonie 2008/09, w którym Duma Katalonii zdobyła dosłownie wszystko, co tylko się dało. W tym sezonie także, w finale Ligi Mistrzów Xavi został wybrany MVP meczu. Rok później wywalczył kolejne mistrzostwo Hiszpanii oraz zdobył nagrodę indywidualną im. Alfredo Di Stefano. „El Maestro” ponownie zaczął się rozkręcać!

A co ciekawego i nieziemskiego możemy powiedzieć o Xavim, jeśli chodzi o grę w barwach narodowych? Owego „ Maestro” w reprezentacji nie może zabraknąć od dwunastu lat. Swoją nagrodę indywidualną w kadrze hiszpańskiej dostał podczas Euro 2008, a był to tytuł MVP turnieju. W pierwszym składzie oglądamy go niemal zawsze, przy asystowaniu bramki – po prostu w każdym spotkaniu.  „La Roja” to reprezentacja, której trzeba się bać, a to między innymi dlatego, że w swoich szeregach ma Xaviego. To kolejna dotycząca go teza, której najzwyczajniej na świecie nie da się zaprzeczyć…

A gdyby tak do swego „skromnego” dobytku Xavi mógł doliczyć kolejny Superpuchar Hiszpanii? Wszystko okaże się już za kilka dni, podczas drugiego w tym sezonie El Clasico. Byłoby to coś pięknego. Być może brzmi to jak marzenie nie do spełnienia, lecz bazując na tym, co zobaczyliśmy w czwartek, możemy śmiało powiedzieć, że do Madrytu Blaugrana jedzie, by zwyciężyć, a Xavi – by zdobyć swoją upragnioną 25. zdobycz.  No, chyba, że Valdesowi znów zacznie doskwierać nuda, ale za to nie do końca można mieć do niego pretensji.

Wielu piłkarzy jedynie śni o choćby połowie tego, co przez te wszystkie lata nagromadził nasz „El Maestro”. Jemu natomiast brakuje kilku dni, by powalczyć o więcej, niż na przykład wielokrotny mistrz olimpijski, Michael Phelps. Do tej pory mówiono „ Phelps, czy pełen energii, czy bez okularków z łatwością wygrywa każdą rywalizację. Bóg jeden wie, jak on pomieścił w domu swój cały dorobek olimpijski.” Sądzę, że wszyscy Cules zgodzą się, że nadszedł czas, by zaczęto mówić tak o wychowanku Barcelony. W końcu jest o czym opowiadać. Jako kibice Azulgrany możemy być dumni, że w naszej ukochanej drużynie mamy kogoś tak niesamowitego, jak najbardziej utytułowany hiszpański futbolista, Xavi Hernandez. Cichy mistrz, urodzony z piłką przy nodze.