Barça czy Real? Kto mistrzem 2015?

Jeszcze 11 kwietnia, mniej więcej około godziny 20:35, wszystko było jasne i klarowne. Barcelona po świetnej grze prowadziła 2:0 z Sevillą w jej twierdzy. Nastąpił jednak zwrot akcji, wskutek czego Duma Katalonii wyjechała z Andaluzji z ledwie jednym oczkiem, a w madryckie serca wlała się nadzieja. Siedem kolejek przed końcem rozgrywek Barça ma nad Realem nie cztery, a tylko dwa punkty przewagi. Kto jest więc na tę chwilę bliżej mistrzostwa? Co przemawia za Blaugraną, a co za Królewskimi?

Zacznijmy od podopiecznych Ancelottiego. Oto powody, dla których to oni zdobędą tytuł.

  • Lepszy terminarz

Co tu ukrywać, kalendarz w ostatnich meczach kampanii dla Los Blancos jest znacznie łatwiejszy. Z trudniejszych rywali pozostały im już tylko Sevilla (na wyjeździe – tu mogą stracić punkty, na więcej raczej nie ma co liczyć) i Valencia na Bernabeu. Pozostałych przeciwników Królewscy powinni pokonać bez większych problemów: Malaga, Celta, Almeria, Espanyol i Getafe. Carlo Ancelotti jeszcze przed trzema kolejkami zapowiedział, że celem jest „30 punktów w 10 meczach”. To nie utopia, to wciąż jak najbardziej realne.

  • Cristiano Ronaldo

Portugalczyk w swojej wysokiej dyspozycji naprawdę potrafi pociągnąć grę Realu. Świetny mecz z Granadą, najlepszy pod względem skuteczności w karierze, może mu tylko pomóc, dodatkowo napędzić. Gra przecież idzie nie tylko o mistrzostwo, ale i prestiżową nagrodę Pichichi dla najlepszego strzelca. Trofeum jest coraz bliżej CR7, zwłaszcza że z pozostałych przeciwników aż dwóch należy do jego „ulubionych”. Sevilli strzelił najwięcej goli w karierze (18), niewiele mniej Getafe – 15.

  • Bo to być może szansa na jedyne trofeum Królewskich w tym sezonie

Z Pucharu Króla Real już odpadł, odnośnie Ligi Mistrzów – chyba sam Carlo widzi, że… łatwiej może być zdobyć tytuł w La Liga, niż w Champions League. Zresztą – jak inaczej określić nastawienie na zasadzie: „awans do półfinału LM mogą nam dać dwa remisy”. To oczywiście prawda i wciąż realny scenariusz, ale nie działa motywująco na piłkarzy, a już na pewno nie świadczy o pewności siebie szkoleniowca Królewskich. Ancelotti niewątpliwie cieszy się, że w La Liga jego podopieczni Atlético już podejmować nie będą. Z ostatnich siedmiu starć w derbach Madrytu, Real nie wygrał… ani jednego.

No dobrze, teraz pora na argumenty przemawiające za Barceloną. Dlaczego to Blaugrana zdobędzie mistrzostwo? Przedstawiamy 4 najważniejsze powody.

  • Skuteczność za Luisa Enrique i stałe fragmenty gry

Barcelona pod wodzą Enrique nawet jeśli nie zawsze efektowna, to jest aż do bólu skuteczna. Wpadki takie jak ta z Sevillą zdarzają się niezwykle rzadko. Blaugrana pod wodzą Lucho wygrała aż 83 proc. wszystkich spotkań (40 z 48). Z ostatnich 23, aż 21-krotnie była lepsza od rywala. Lucho odcisnął piętno na zespole, położył nacisk na stałe fragmenty gry i… przyszły efekty. Niegdyś będące bolączką Blaugrany, dziś stają się jej znakiem firmowym. Niemal co piąta bramka zdobyta przez Barçę padła po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bądź zza pola karnego (w rozgrywkach ligowych SFG Barça zawdzięcza 15 z 87 goli).

  • Luis Suárez

Mimo początkowych obaw, okazało się że Urugwajczyk znakomicie wkomponował się do drużyny. Jest kimś, kogo tej ekipie brakowało, tym kto nadał Barcelonie trochę inny wymiar. Dzięki jego wybieganiu i waleczności Barça ma więcej możliwości rozgrywania akcji – co pokazała choćby druga akcja bramkowa w ostatnim spotkaniu z Realem (długa piłka na Luisa i perfekcyjne wykończenie). Strzelił 10 goli w 22 ligowych spotkaniach, co jest przyzwoitym wynikiem (a przecież dołożył jeszcze 6 trafień w Champions League). Co więcej, Suárez świetnie współpracuje z Messim i Neymarem. Często szuka lepiej ustawionych kolegów, dzięki czemu odnotował już 35 tzw. kluczowych podań, z czego aż 9 przełożyło się na asysty. To niewątpliwy komfort mieć takiego zawodnika w swoich szeregach. Który nawet gdy nie błyszczy, potrafi przesądzić o losach spotkania (jak z PSG).

  • Uporządkowana defensywa

Jedna z piłkarskich prawd głosi, że drużynę należy budować od defensywy. Jeśli wziąć to za wyznacznik siły, Barcelona jest na najlepszej ścieżce do mistrzostwa. Obrona Dumy Katalonii ze stratą jedynie 19 bramek jest najskuteczniejsza w całej La Liga. Nazwanie jej „obroną nie do przejścia” nie będzie pustym sloganem – aż 17 spotkań w tym sezonie Barça zakończyła bez straty gola (dla przykładu Real – 14). Jest znacznie skuteczniejsza niż w poprzednich latach. Defensywa Blaugrany traci średnio 0,62 bramki na mecz. W poprzednich sezonach La Liga – odpowiednio 0,87 i 1,05. Odnotowanie tego progresu to kolejna z wielkich zasług Luisa Enrique.

  • Komfort psychiczny

Również aspekt psychologiczny jest po stronie katalońskiej. 2 punkty więcej nie dają co prawda prawa do błędu, ale… tym bardziej nie ma go Real (a ma przecież choćby wyjazd na Ramon Sanchez Pizjuán – gdzie Sevilla jest w tym sezonie niepokonana). Po drugie, nawet brak mistrzostwa nie będzie oznaczał dla Barcelony końca świata. Coraz bardziej realny staje się przecież triumf w Champions League, Luis Enrique ma spory kredyt zaufania. Zupełnie odwrotna sytuacja panuje w Madrycie, gdzie i awans do półfinału LM jest dalej, i triumf w La Liga. A brak choćby jednego trofeum w sezonie w stolicy Hiszpanii oznaczać będzie najprawdopodobniej pożegnanie z Carlo Ancelottim. Kto wie, jak jego podopieczni poradzą sobie z tą presją i nożem na gardle?

Sebastian Smoleń |

Autor publikuje także teksty na stonie www.czasgry.pl.