Barca o dwóch twarzach, Messi o kolejnym rekordzie

10409459_955280531167296_325319019050762259_nOj namęczyła się Barca, namęczyła. Wynik jest pozytywny, rekord Raula wyrównany, awans do następnej rundy wyszarpany, czegóż chcieć więcej? Może jestem wymagająca, a może zwyczajnie rozpuszczona przez Barcelonę. Po dwóch fatalnych ligowych potyczkach oczekiwałam fajerwerków, a nie zaserwowano mi tego. Powiecie- wygrali 0:2, kobieto siedź cicho! Ale nie, z wrodzonej przekory pragnę zauważyć, że Duma Katalonii igrała z ogniem.

Pierwsza partia była histerycznym pląsem konającego, a nie grą drużyny, która ma coś do udowodnienia. Barca całkowicie straciła rytm, nie potrafiła opanować gry. Ajaksowi udało się zamknąć Blaugranę na swojej części murawy, dusząc ich przy tym niemiłosiernie. Podopieczni Luisa Enrique błądzili jak dziecko we mgle, nie mogąc rozegrać kilku podań pod rząd, nie tracąc przy tym piłki. W drużynie panował całkowity chaos. W 26 minucie Ter Stegen wreszcie pokazał, że zasługuje na miano bramkarza, udaremniając strzał Klaasena. Chwilę potem szczęście nam dopisało, gdy sędzia nie zauważył ewidentnego zagrania ręką przez Albę. Dopiero pierwsza bramka Messiego- strzelona i tak w kuriozalnych warunkach- dodała drużynie odrobinę odwagi. Trudno opisać bałagan, który panował wtedy w polu karnym Ajaksu, dlatego najlepiej obejrzeć to raz jeszcze.


Gol zadziałał na drużynę niczym remedium. Podreperował efektywność, kontrolę gry i wiarę we własne możliwości. Koniec z The Walking Dead, znowu mogliśmy oglądać Barcelonę. Nawet Luis Suarez był bliski powiększenia wyniku, jednakże Cillesen skutecznie mu to uniemożliwił. Urugwajczyk nie mógł więc nie świętować gola strzelonego swojej dawnej drużynie.
Podopieczni Franka De Boer byli bliscy wyrównania, gdy nasz bohater narodowy, Arkadiusz Milik, trafił w słupek. Kolejnym darem losu, a raczej sędziego, była druga żółta kartka przyznana Veltmanowi. Oczywiście decyzja była słuszna i nie ma co się tu doszukiwać spisków.
Luis Enrique zaskoczył mnie nie po raz pierwszy. W 74 minucie dokonał zmiany Neymara na Pedro. Jak można było zastąpić jednego z najbardziej aktywnych zawodników na boisku tym, który sam wie, że jego dni w stolicy Katalonii są policzone? Na swoją obronę, Pedro może przedstawić asystę, która doprowadziła Barcelonę do bezpiecznego prowadzenia, a Leo Messiego do wyrównania rekordu Raula. 71 bramek, imponujące! Argentyńczyk potrzebował na to „tylko” dziewięćdziesięciu spotkań, a legenda Realu „aż” 142
Jako puentę tego, jakby nie patrzeć, historycznego spotkania, przypomnijmy sobie wszystkie siedemdziesiąt jeden bramek Leo Messiego. A najlepsze dopiero przed nami!