Barcelona jest już mistrzem?

barcelona-besiegte-atletico-41---real-nur-22-41-44157687

To musiało się tak skończyć. Wielu obawiało się startu Barcelony w nowy sezon pod wodzą Tito Vilanovy. Tymczasem drużyna z Katalonii zanotowała najlepsze otwarcie rozgrywek w historii. 14 zwycięstw i jeden remis! W minioną niedzielę walec Barcelony rozjechał podczas najbardziej wyczekiwanego meczu sezonu rywala z Madrytu. Ale nie Real tylko stołeczne Atletico. Tak się złożyło, że Barcelona w swoim przedostatnim ligowym meczu tej części sezonu, na Camp Nou podejmowała niespodziewanego wicelidera. Mało kto bowiem przypuszczał, że właśnie Atletico Madryt nim zostanie.

Real czekał na wieczorny pojedynek lidera tabeli z wiceliderem. Ale o 19:00 podopieczni Jose Mourinho musieli stanąć do konfrontacji na własnym stadionie z nadzwyczaj słabo spisującym się Espanyolem. Real teoretycznie nie miał prawa mieć problemów z ograniem rywala. Królewscy u siebie nie miewali problemów z ekipami z dołu tabeli i nic nie wskazywało na to, by i tym razem takowe mieć mieli. Stało się jednak inaczej.

W 31. minucie na obiekcie stolicy Katalonii oraz w sercu regionu autonomicznego o tej samej nazwie co stolica Hiszpanii, po golu strzelili goście. W Barcelonie swoich fanów nie zawodził Radamel Falcao, a w Madrycie jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Sergio Garcia. I chociaż obaj wielcy faworyci już od pierwszego gwizdka pokazali jak bardzo zależy im na perfekcyjnym rozegraniu i zwycięskim zakończeniu swoich partii, to tylko “Barca”, wciąż używając języka szachowego, postawiła szach-mat na szachownicy hiszpańskiej ekstraklasy.

W Katalonii na gola “El Tigre” odpowiedzieli najpierw Adriano, a następnie Sergio Busquets. Na przerwę po pierwszej części spotkania z podniesionymi głowami schodzili gracze “Dumy”. Tymczasem w Madrycie podopieczni Jose Mourinho do końca pierwszej połowy próbowali na wszelką cenę doprowadzić do remisu, ale widoczny był brak jakiegokolwiek pomysłu na skuteczną akcję. Remis w doliczonym czasie gry pierwszej odsłony zapewnił “Królewskim” dopiero Cristiano Ronaldo.

Lecz w 88. minucie obu spotkań drogi “Dwóch Wielkich Graczy” La Liga rozeszły się definitywnie. Bezdyskusyjnym zwycięzcą kolejnego “korespondencyjnego” pojedynku okazała się jak zwykle “Barca”, która zatrzymała komplet punktów deklasując gości w drugiej połowie, prezentując przy tym styl i demonstrację siły, a także (na co mogli fani “Blaugrany” narzekać swojego czasu), niespotykaną dotychczas koncentrację. Ze stolicy Katalonii popłynął jasny i dobitny przekaz, mówiący: i co my mamy z wami wszystkimi robić? Bo rzeczywistość wygląda w ten sposób, że po 16. kolejkach sprawa mistrzowskiego tytułu dla Barcelony zdaje się być przesądzona.

Tito Vilanova dmucha na zimne i przestrzega przed zbytnim hura optymizmem. “Do końca rozgrywek pozostało jeszcze 22 spotkania i w każdej chwili może się nam noga powinąć” – argumentuje na zimno swój brak kalkulacji szkoleniowiec “Blaugrany”. “Możemy przegrać tę ligę tylko w jednym wypadku, jeśli całkowicie potracimy zimną krew” – stwierdził strzelec bramki na 2:1 Sergio Busquets. Tenże wspomnianej zimnej krwi zachował najwięcej w polu karnym i to grając jakby był środkowym napastnikiem, a nie defensywnym pomocnikiem. Zresztą niewielu się spodziewało, że zdobędzie swojego gola w tym meczu, gdyż strzelanie bramek nie należy do jego specjalności (ostatnie swoje trafienie zanotował w maju).

Chwilę po wypowiedzi Busquetsa, kolega z zespołu Xavi Hernandez wtrącił: “Nie jesteśmy głupcami, wiemy, że teraz wszystko zależy wyłącznie od nas. Jeszcze nie zdobyliśmy mistrzostwa, ale jesteśmy bardzo blisko“. Ja bym dodał: “I mamy ogromne szczęście, że jest z nami Leo Messi“.

Kto jest piłkarzem wszech czasów? Messi zdobywa bramki już z taką łatwością, że nawet David Copperfield miałby z tym ogromne trudności (gdyby nawet był magikiem-piłkarzem). Uroku, finezji i piękna goli “Messigitatora” nie sposób już zliczyć. 90 od początku roku, 34 od sierpnia, kiedy rozpoczął się sezon. W lidze ma ich już 25! W niedzielnym meczu przeciwko Atletico Messi dokonał tego wyczynu po raz kolejny. I po raz kolejny dokonał tego dwukrotnie. O ile w poprzednim sezonie swoją wielkość strzelecką Messi zawdzięczał nie tylko swojemu talentowi, ale również panom statystykom, którzy zajmowali się tym z jakiej części boiska najczęściej padały bramki, czy po uderzeniach którymi częściami ciała najczęściej poddawali się bramkarze rywali, o tyle w tym sezonie w Hiszpanii pojawiła się inna rozrywka. Jak często na mecz trafia Argentyńczyk?

Otóż ze skrupulatnych obliczeń wychodzi iż z 16 rozegranych spotkań w La Liga Messi aż w 12 wpisał się na listę strzelców. W 11 meczach strzelał po dwie bramki, a w pojedynku z Deportivo La Coruna zdobył nawet hattricka! 25-letni gracz Barcelony spokojnie zdominował nie tylko europejski, ale także i światowy futbol. Nie było chyba jeszcze w żadnej z lig piłkarza, który w sezonie poprzedzającym miał na swoim koncie 50 zdobytych goli w 38 meczach, by sezon później po zaledwie 16 miał połowę tego dorobku! Warto dodać, że w sezonach 2010/11 oraz 2011/12 po szesnastu potyczkach ligowych Barcelony jej najjaśniejsza gwiazda miała w dorobku po 17 trafień.

Jose Mourinho twierdzi, że obrona tytułu jest zadaniem nierealnym, zwłaszcza kiedy “Królewscy” remisują 2:2 na własnym stadionie po nieodpowiedzialnej grze. Poturbowany emocjonalnie po przegranej z Barceloną Diego Simeone stwierdził lakonicznie, że liga staje się nudna. “Jest w niej drużyna z innej ligi“. “Lubię grać, wygrywać i czuć się liderem. To jakoś mnie nie nudzi” – tak skomentował Xavi wypowiedź trenera Atletico. A mnie nie nudzi oglądanie spotkań Barcelony, nawet tych nie najwyższych lotów i pisanie o tym co piszczy w La Liga.