Barcelona – murowany faworyt?

Pierwsze tegoroczne El Clasico, czyli mecz pomiędzy Realem Madryt i FC Barceloną, wypadło już na styczeń. Na kolejne zapowiada się w Lidze Mistrzów. Los, który jak wiemy bywa przewrotny, może ponownie skojarzyć odwiecznych rywali – tym razem w dalszym etapie rozgrywek Champions League. Kto będzie faworytem tego meczu? Która z drużyn okaże się skuteczniejsza? Kto ma większe szanse na zwycięstwo: Real czy Barca?

Barcelona Pepa Guardioli, od początku roku prawdę mówiąc zachwyca nieszczególnie, jeśli by chociaż porównać do sezonu minionego. Mimo to regularnie obija Real Madryt w bezpośrednich pojedynkach. Wyjątek od reguły stanowił “wypadek” Barcy w Copa del Rey z zeszłego roku. Dziś już nikt o tym nie pamięta w Katalonii, bo ich drużyna stoi o krok przed szansą ponownego sięgnięcia po puchar.

Ale cały piłkarski świat już teraz wstrzymuje oddech. Może zdarzy się to, na co czekają kibice Realu, że tym razem ich drużyna się wreszcie przełamie i Mourinho znów utrze nosa Guardioli, pozbawiając jego drużynę szans na finał, podobnie jak to zrobił, będąc trenerem Interu? Wszelkie realne przesłanki mówią mi, że nadszedł czas na zmiany.

Real jest w formie, a Barcelona wcale nie gra lepiej niż rok temu i wcześniej. Oczywiście kibice Królewskich powiedzą, że przecież Cristiano Ronaldo i Karim Benzema mają taką moc, że z butów wyrywa, że Real prowadzi w lidze itd. To może być pierwszy taki przypadek, gdy przed meczem z Barcą w grze psychologicznej Real będzie górą na tyle, by wszystko rozstrzygnąć, także na boisku.

“Madryt jest bardzo trudnym rywalem. Im więcej czasu będziemy przy piłce, tym mniej będą oni mogli nam zrobić. Nie będziemy się zastanawiać nad niczym” – mówił przed styczniowym Gran Derbi w Copa del Rey, pomocnik Blaugrany – Xavi. “Real wie, iż gramy swoim stylem gry, ofensywnie i staramy się być jak najdłużej w posiadaniu piłki. Dokładnie tak jak w każdym meczu. To nic, że jesteśmy przewidywalni. To jednak jest dwumecz, więc im więcej bramek strzelimy tutaj, tym łatwiej będzie nam na Camp Nou – dodał.

Generalnie nic nowego: ofensywna gra, utrzymywanie się przy piłce i ciągła wymiana podań. To jest pomysł Katalończyków na grę. Tak, to bardzo proste środki, ale takie są najbardziej skuteczne i stanowią o geniuszu tej drużyny. Wielu mówi, że to nudne, i że Barca w Gran Derbi nudzi. Dziwne to o tyle, iż niewielu dostrzega, że jest zwyczajnie wspaniała i co tu nie mówić w pojedynkach korespondencyjnych, wciąż jeszcze poza zasięgiem Królewskich. Gracze, których opiekunem jest Jose Mourinho są niezwykle zdeterminowani. Niepokojem napawa mnie fakt zauważalnej regularności, że drugi sezon w wykonaniu portugalskiego szkoleniowca, zawsze jest lepszy od pierwszego.

- (…)Ligę Mistrzów można porównać do niezwykłej, olśniewającej kobiety, która pozwala ci przeżyć ze sobą cudowną noc(…). Finał to największa przyjemność, jakiej może doświadczyć zawodowy piłkarz. Dlatego zapewniam Was – szczęście, wynikające z uczestnictwa w tym niezwykłym wydarzeniu, jest niewspółmiernie większe niż jakiekolwiek cierpienie czy ból z nim związany!(…). Był to moment kulminacyjny tego całego sezonu. Magiczna noc podczas której piłka nożna stała się dyscypliną wszystkich ludzi na całym świecie. Cała planeta, niezależnie od tego, komu się kibicowało, obejrzała ten mecz, czerpiąc z niego ogromną radość. Jako piłkarz muszę powiedzieć, że nic nie może się równać ze zwycięstwem w finale Ligi Mistrzów. Miałem szczęście doświadczyć tego dwa razy i wierzę, że będzie mi to dane jeszcze niejeden raz - napisał w swojej książce pt.: “Rok w raju” Andres Iniesta.

Czytam tę książkę za każdym razem, kiedy w moje serce wdziera się chłód zwątpienia co do postawy Barcelony w kolejnych spotkaniach. Łatwo się więc domyśleć, że w ostatnim czasie stała się moją obowiązkową lekturą i nie ma prawa pokrywać się kurzem na półce. Don Andres może i chce jeszcze raz wznieść trofeum Champions League. Ale czy to zrobi?

Jak na ironię, aby przeżyć ponownie tę magiczną noc,  pokonać trzeba będzie Real Madryt. Iniesta wspomina początek starcia z 2009 roku, który był zdecydowanie na korzyść Czerwonych Diabłów, ale akcja Samuela Eto’o w 10. minucie dała prowadzenie, a w konsekwencji zwycięstwo 2:0. Barcelona zakończyła sezon w potrójnej koronie. Jedna korona już Barcelonie ze skroni spadła, a chętnie po nią sięga “nowa – stara, biała siła”, jak pisze “Marca” o rywalu z Madrytu.

Gracze z Barcelony wiedzą, że bywały chwile kiedy zagrali źle jako drużyna. To jest ostatni, najważniejszy mecz sezonu. Nie można już niczego odzyskać, odrobić. Barcelonę, wypatroszoną przez ligę, czeka okropnie trudne zadanie. Przed nią obrona tytułu i szansa na tryumf drugi raz z rzędu, czego w historii poza Milanem jeszcze nikt nie dokonał. Miejsce rozgrywania tegorocznego finału to Allianz Arena w Monachium. Ale przed tym wielkim wydarzeniem jeszcze droga nakreślona obawą, co do dalszej dyspozycji Barcelony.

“Bajeczna”. “Nieziemska”. “Cudowna”. Brakuje wręcz epitetów aby opisywać cuda, jakie potrafi wyczyniać na boisku drużyna z Katalonii. Arrigo Sacchi, pod wodzą którego AC Milan 20 lat temu zdominował Ligę Mistrzów (1989 i 1990) powiedział, że w końcu zobaczył drużynę grającą futbol lepszy od tego, jaki prezentował jego zespół z przed dwóch dekad. Wrażenia artystyczne to w piłce jednak nie wszystko.

Moim zdaniem Barcelona faworytem do finału wcale nie jest. Po pierwsze dlatego, że wciąż szuka się optimum składu, włączając w to proces kształtowania już przecież ukształtowanej drużyny, zbyt natarczywie dążąc do “zmiany warty” w zespole. Wspomina o tym też hiszpańska prasa, zauważając, że silnik tamtego sezonu był bity w roczniku ’87, Messi, Cesc, Pique to diamenty już oszlifowane. Teraz w kolejkę “wpycha” się liczby 1991 (Cuenca, Cristian Tello, Marc Bartra, Carles Planas, Martin Montoya czy Marti Riverola).

Po drugie, dziury w poszczególnych formacjach jeśli ktoś tylko wypadnie poza skład. Z kolei wstrzymał nogę przed golami, najskuteczniejszy piłkarz ostatnich lat w Barcelonie Lionel Messi, który wykazuje tendencję spadkową w ostatnim czasie, jeśli chodzi o formę strzelecką. W Realu natomiast zadyszki nie widać. Dawno blancos niczego znaczącego nie wygrali, wykazują zadziwiającą świeżość i może w końcu jest okazja pokazania się przez Cristiano Ronaldo, jego odblokowania się w tych najważniejszych momentach. Ma formę strzelecką, co może przełożyć się na chęć sprawienia niespodzianki. Portugalczyk zeszły sezon w Primera Division zakończył z czterdziestoma trafieniami, poprawiając legendarny rekord Hugo Sancheza i Telmo Zarry. Po 22 kolejkach tego sezonu ma już na koncie 27 bramek, a jeśli utrzyma średnią, to może jeszcze bramek nastrzelać. Czy uda się mu zrobić krzywdę Barcelonie?

Rywalizacja pomiędzy Messim a CR7 trwa, dzięki Lidze Mistrzów. Obie „superstrzelby” mają tą samą liczbę spotkań, trochę mniej podobnych rywali i tak samo dobrych partnerów do pomocy. Pozornie widać jednak, kto jest bardziej “żywą” maszynką do strzelania goli. Wygra ten, który zdoła poderwać swoją drużynę i zaprowadzić ją krok dalej. Czy tym razem będzie tak samo jak w zeszłym sezonie, czy może zobaczymy na pudle nowego klubowego mistrza? Wszystko na to wskazuje. Jednak czy rzeczywiście tak będzie, okaże się dopiero po meczu. To jest według mojej filozofii właśnie piękno sportu.