Barcelona w spódnicy: Bogiem ten, który całuje herb

Przeczytałam ostatnio ciekawy tekst o tym, że kibice zmuszają piłkarzy do kłamstwa. Chcą widzieć zawodników swoich ulubionych drużyn jako tych, którzy kochają kluby, a nie tylko zarobione w nich pieniądze. Gracz, który powiedziałby – Jestem tu bo dostałem dobrą propozycję, a jak tylko trafi się lepsza odejdę – zostałby przez fanów klubu niemal wbity na pal. Dlatego właśnie piłkarze kłamią, że kochają a kiedy odchodzą za duże pieniądze, kibice są w wielkim szoku, po czym nie zostawiają na domniemanych zdrajcach suchej nitki.

Moją pierwszą reakcją na taką tezę było zaprzeczenie. Stwierdziłam, że to oczywiście nieprawda. Jak to, ja zmuszam kogoś do kłamstwa? Przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza. Nawet powiedziałabym w pierwszej chwili, że nie chcę, żeby mnie ktoś okłamywał, że wolałabym jasno postawić sprawę i mieć klarowną sytuację. Ale kiedy głębiej się nad tym zastanowiłam musiałam przyznać, że jest w tym bardzo dużo prawdy. Zgadzam się, że kibice wymagają pewnych zachowań od piłkarzy swoich ulubionych klubów. Fani chcą widzieć, kiedy ci całują herby i deklarują miłość do klubu aż po grób. Z kolei zawodnikom wygodnie jest posłusznie wykonywać „polecenia” widowni, nawet jeśli rzeczywiście tak nie myślą.

Tych, którzy całują klubowy herb traktujemy niemal jak bogów, wznosząc ich na piedestały chwały w naszych przesiąkniętych futbolem głowach. Widzimy w nich takich zapaleńców, jakimi my sami jesteśmy. Dodatkowo są oni bardzo ważną częścią klubu, pracują codziennie by ten się rozwijał i piął w górę ligowej tabeli. Mnie jest nawet ciężko opisać co czuję, kiedy ktoś z ekipy Vilanovy całuje herb. Zdefiniowałabym to jako mieszankę pozytywnych uczuć: od radości, szczęścia, podniecania aż po wzruszenie. To wszystko dlatego, że piłkarz, który całuje herb „Barcy” mówi tym gestem: „kocham to co Ty kochasz”.

Dlatego właśnie chcę wierzyć, że taki piłkarz naprawdę „jara się” FC Barceloną, że nie interesuje go tylko jego wypłata. Ufam, że to coś więcej, że herb, który nosi na piersi jest jego dumą przez duże D. Mam nadzieję, że dla kogoś takiego klubowe barwy, filozofia i wszystko co z tym związane są bardzo wartościowe. Chcę by gracze „Dumy Katalonii” widzieli w niej coś więcej, tak jak ja i miliony, którzy rozumieją dlaczego „Azulgrana” to „Mes que un club”.

Czasem opuszczenie klubu jest krokiem ostatecznym, lepiej grać gdzie indziej niż siedzieć na ławce w swoim, nawet ukochanym zespole. To fakt. Każdy ma swoją drogę i czasem trzeba pójść na przód. Każdy ma rodzinę, której chce zapewnić jak najlepsze warunki, także oczywiście nie da się zaprzeczyć, że pieniądze są ważne. Nie upieram się przy trzymaniu się danego klubu za wszelką cenę. Ale istotne jest to, na co się zmienia i z jakich powodów. Największy ból kibicom sprawia zawodnik, który twierdzi, że kocha, a przy nadarzającej się okazji przechodzi do obozu największego rywala. Tego już się nie da wytłumaczyć czy odpowiednio uargumentować – to zdrada i tyle. Nie odchodzi się z Barcelony do Realu, z United do City, z Milanu do Interu i tak jeszcze można długo wymieniać. Najbardziej widoczny ostatni przykład to Robin van Persie, który porzucił Arsenal na rzecz Manchesteru United. I tu było tak samo. Robin niby mówił, że kocha i całował herb, był kapitanem i wydawać by się mogło, że to wręcz przykład zagorzałego „Kanoniera”. Jak się skończyło, wszyscy wiemy: van Persie odszedł do Manchesteru, Londyn go znienawidził, a on strzela w drużynie Fergusona jak najęty – co kibiców denerwuje jeszcze bardziej.

W historii FC Barcelony można znaleźć wiele nieszczerych pocałunków. Piłkarz, który przychodzi mi na myśl jako pierwszy w tym temacie to Zlatan Ibrahimović. Czy można się łudzić, że całowanie herbu Barcy było dla niego „czymś” albo „czymkolwiek”? Zresztą, jeżeli chodzi o tego zawodnika, to będzie całował tam gdzie mu więcej zapłacą i w to, w co tylko będą chcieli…

Ale z drugiej strony czy lepiej byłoby, gdyby Zlatan przyznał od razu – Dla mnie liczy się tylko hajs -? Raczej nie, wtedy wszyscy byliby zawiedzeni, a sam zainteresowany nie miałby życia. W takiej sytuacji trudno byłoby grać. Akceptacja kibiców jest ważna. Zatem chyba lepiej mówić, że ten klub to spełnienie marzeń. Lepiej najpierw kochać piłkarza, a później ewentualnie nienawidzić, niż mieć do niego jakieś “ale” na początku. To sytuacja trudna i dla zawodników i dla fanów. Poza tym, czy takie kłamstwo jest czymś złym?

Stwierdzam zatem, że z pełną świadomością chcę być tak okłamywana. Chcę widzieć całujących herb. Chcę zawodzić się na tych, który odejdą i w ich stronę kierować gniew. Ale wśród takich będą też Ci, którzy naprawdę kochają. W końcu i tak wyjdzie na jaw, kto kochał naprawdę i czyj pocałunek coś znaczył.

Źródło: zimbio.com