Barcelona w spódnicy: Cudowne „klasykowe” szaleństwo!

Barca kibice

Myśląc o dwóch Gran Derbi w ciągu pięciu dni cieszę się jak dziecko. Zastanawiając się do czego porównać tę szczególną obfitość piłkarskich emocji można znaleźć wiele mniej lub bardziej adekwatnych sytuacji. Ciężko mi jednak wyłonić takie, które w pełni oddałyby magię obecnego tygodnia. Wszystko przez to, że naprawdę nie wiem czy jest coś równie wspaniałego niż dwa Klasyki w tak krótkim czasie. Chyba tylko dwa Los Clasicos na żywo na stadionie.

Gdybym była dzieckiem powiedziałabym, że to jak dwa razy mikołajki w jednym miesiącu. Albo jak podwójny dzień dziecka. Wiesz, że będzie prezent, a to jak bardzo się Ci spodoba zależy od wyniku. Z kolei gdybym była niepoprawną romantyczką stwierdziłabym, że to jak dwa razy walentynki w lutym. Gdybym była zakupoholiczką mogłabym to porównać do mega przecen i promocji – dwóch świetnych w tym samym czasie. Podobne określenia obecnej sytuacji w hiszpańskiej piłce można mnożyć bez końca. Zapewne znajdzie się jeszcze mnóstwo dziedzin życia, z którymi moglibyśmy to zestawić. Ale oczywiście nie w tym rzecz. Zaraz ktoś zapewne powie, że to normalne, że Gran Derbi może się trafić częściej, chociażby z uwagi na Puchar Króla. Patrząc na poprzedni sezon widzimy, że wtedy również „Duma Katalonii” zmierzyła się z „Los Blancos” w dwumeczu Copa del Rey. Oczywiście przyznać muszę takiej osobie rację. Jednakże rewanż w ramach półfinału Pucharu Króla oraz ligowe spotkanie oku ekip, biorąc pod uwagę obecną strukturę ligowej tabeli to już zupełnie co innego. W ciągu tych pięciu dni można zyskać wiele i bardzo wiele stracić. Dokładając do tego jeszcze przyszły tydzień, kiedy Real walczy o awans do ¼ Ligi Mistrzów mamy już komplet arcyważnych meczów. Zatem w krótkim czasie „Królewscy” mogą stracić wszystko. Może również zyskać wiele, ale nie wszystko, nawet jeśli wszystkie starcia uda im się rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Zapewne pierwsze spotkanie wyłoni zwycięzcę Copa del Rey. Drugim finalistą będzie pewnie Atletico Madryt, ale nie sądzę by pokonało Real, czy „Barcę”. Teoretycznie przed jutrzejszym starciem to „Azulgrana” jest w lepszej sytuacji. „Teoretycznie” jest tu oczywiście słowem kluczowym, bo statystyka nijak się ma do meczów Barcy z Realem. Te spotkania rządzą się swoimi prawami.

Drugi pojedynek obu ekip w sobotę w ramach 26 kolejki Primera Division w zasadzie będzie o pietruszkę, bo Real na mistrzostwo Hiszpanii nie ma szans od dobrych kilku kolejek. Aczkolwiek będzie okazją po pierwsze do odbicia sobie jutrzejszego wyniku dla ekipy przegranej. Dla Barcelony będzie szansą poniżenia rywala z Madrytu i ostatecznego przypieczętowania mistrzostwa. Do tego 3 punkty, które zostaną na Camp Nou, będą wpływać korzystnie w kontekście gonitwy po rekord punktów w ligowej klasyfikacji.

Do dwóch Klasyków można dołożyć wisienkę na torcie, a mianowicie Ligę Mistrzów, która jest znakomitym dopełnieniem piłkarskich emocji. Wcześniej w rewanżu wystąpi ekipa Mou, bo już we wtorek 5 marca zagra z Manchesterem United. Dwa ciężkie mecze z „Blaugraną” na pewno odcisną piętno na zawodnikach, zatem będzie to mecz wyjątkowo ciężki, tym bardziej, że rozegrany w Anglii. Także sytuacja fizyczna i psychiczna zawodników na pewno nie będzie idealna po takim wysiłku.

Mamy więc dwóch wyśmienitych aktorów pierwszoplanowych, którzy zagrają w trzech mega ważnych kasowych produkcjach. Mogą zdobyć prestiżowe nagrody, w tym nominację do Oscara, ale równie dobrze nie wygrać nic. Scenariuszy jest oczywiście wiele, pozwolę sobie przedstawić te najciekawsze:

1. Jako fanka FC Barcelony i niepoprawna optymistka nie byłabym sobą nie zaczynając od opcji najbardziej pozytywnej dla mojej drużyny. A więc: Dwie wygrane z Realem + pokonanie Milanu minimum dwoma bramkami, które dadzą awans w Lidze Mistrzów. Puchar Króla w kieszeni, mistrzostwo również, także wszystko byłoby idealnie. W Lidze Mistrzów trzeba będzie jeszcze powalczyć, ale czy jest tam trudniejszy przeciwnik niż Real Madryt? Niech się teraz nie obrazi żaden fan Bayernu, Manchesteru czy PSG, ale dla mnie najgroźniejszy jest krajowy konkurent z hiszpańskiej stolicy.

2. Opcja druga będzie najczarniejszym scenariuszem, żeby nie było zbyt słodko. Zakładając, że „Barca” polegnie w obydwu Gran Derbi, straci Puchar, ale ligę wciąż  będzie miała w kieszeni. Przewaga nad „Królewskimi” zmniejszona do 13 punktów nie będzie zagrażać Barcelonie w walce o mistrzostwo kraju. Myślę, że jeżeli chodzi o trofea, to najbardziej będzie szkoda Ligi Mistrzów, jeśli ekipie Tito jakimś cudem podwinie się noga i to na własnym stadionie. Jednakże jasno zaznaczam, że nie wierzę, że mogłoby tak źle pójść. Ogramy Real chociaż raz.

3. Jest jeszcze wiele opcji pośrednich, oczywiście wszystkich nie będę tu po kolei rozpisywać. Jeśli „Duma Katalonii” wygra dzisiaj, a przegra w sobotę, to nic się nie stanie. Barcelona zdobędzie Puchar, a sobotnia ewentualna porażka w lidze nie zmieni sytuacji w tabeli. Jeśli do tego „Barca” rozgromi Milan – wszystko będzie cacy. Gorzej będzie jak Liga Mistrzów okaże się niedostępna. Jeśli polegniemy w Copa del Rey z Realem niby świat się nie zawali bo liga wciąż jest nasza, ale w tym wypadku wydaje mi się, że bardziej bolałby fakt, iż daliśmy ciała u siebie. Przy takiej opcji w sierpniu będzie gwarancja Gran Derbi w Superpucharze Hiszpanii, zatem nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Patrząc na najbliższy tydzień, zarówno kibice „Los Blancos” jak i sympatycy FC Barcelony, zacierają ręce. Czy fani piłki nożnej mogli wymarzyć sobie lepszy tydzień? Zastanawiam się tylko jak moje serce zniesie tyle nerwów i emocji w jednym tygodniu. Do wygrania jest wiele: Puchar Króla, mistrzostwo kraju i Liga Mistrzów, ale również uznanie i szacunek. Do stracenia nie mniej: puchary, punkty, honor. Dwa klasyki, pięć dni, dwa stadiony, dwie znakomite ekipy, 22 zawodników – pytanie kto zwycięży? Na odpowiedź na szczęście nie musimy długo czekać.

 

Źródło zdjęcia: zimbio.com