Barcelona w spódnicy: Magia strefy kibica

Pamiętam dobrze czas, kiedy okazało się, że to Polska z Ukrainą będą wspólnie organizować Euro 2012. Nie zapomnę tego uczucia radości i oczekiwania. Myślałam wtedy: „Jejku kiedy to będzie, będę już rok po studiach, masakra”. Nie mogłam się doczekać myśląc, że w naszym kraju odbędzie się tak wspaniałe piłkarskie wydarzenie. Jak się okazało ani się obejrzałam, kiedy ten czas przeleciał. Bardzo szybko minęło kilka lat, w tym: Euro 2008, Mundial i mamy nasze polskie EURO. Wydarzenie na które, wszyscy czekali z utęsknieniem. Fani piłki czekali na piłkarskie emocje i wspaniałe futbolowe widowiska. Czekali na gwiazdy światowego formatu, indywidualności i wielkie talenty. Sceptycy czekali na jakąś wpadkę: rządu czy też naszej narodowej reprezentacji. Właściciele restauracji i hoteli na zagranicznych kibiców. Każdy czekał. Z nadzieją, radosnym podnieceniem, szczęściem czy też irytacją. Targały nami przeróżne uczucia, ale nikt nie pozostawał obojętny.

Nie obejrzeliśmy się i EURO w Polsce stało się faktem. Mam to szczęście spędzać ten czas w Warszawie, mieście, które jest dumnym gospodarzem Mistrzostw Europy 2012. I nie chodzi o obcokrajowców, imprezy, i całą otoczkę magii, oczekiwania, święta futbolu. Tym razem chodziło o coś więcej. Przede wszystkim o naszą narodową reprezentację. Wyjście z grupy było dla nas niczym sięgnięcie po puchar. Wszystko nam sprzyjało: dostaliśmy grupę śmiechu, nie śmierci. Mieliśmy mnóstwo szczęścia w losowaniu, że nie trafiliśmy na Niemcy, Portugalię czy Włochy. Jak grzyby po deszczu wyrosły przed Euro też gwiazdy naszej drużyny narodowej. Lewandowski, Błaszczykowski i Piszczek podbili Bundesligę. Nie śledzę za bardzo ligi niemieckiej, ale przyznam, że kiedy Lewy zaczął szaleć na tamtejszych boiskach zaczęłam troszkę się jej  przyglądać. I miałam szczęście obejrzeć finał Pucharu Niemiec. Wtedy Robert strzelił Bayernowi Monachium hat-tricka. Byłam tak dumna z naszego Polaka, bo strzelić takiej drużynie i to jeszcze trzy gole w jednym spotkaniu takiej wagi to nie lada wyczyn. Do tego dochodzi Wojtek Szczęsny, który na stałe wpisał się już w bramkę Arsenalu Londyn.  Także jak nigdy, mieliśmy w kadrze gwiazdy światowego formatu. Do tego wszystkiego graliśmy na własnych boiskach i przed własną publicznością, co z pewnością było dla nas niekwestionowanym plusem. Także mieliśmy wszystko, co potrzeba by ta drużyna mogła wyjść z grupy. Była to sprawa honoru. Tym bardziej, że w grupie mieliśmy Rosję, a po wyjściu z grupy na drugim miejscu, mogliśmy trafić w ćwierćfinale na Niemcy. Także zaszłości historyczne również wchodziły w grę. No i była szansa na odegranie się za Euro 2008, kiedy w dramatycznych okolicznościach nie udało nam się pokonać naszych zachodnich sąsiadów.

I właśnie te wszystkie czynniki sprawiły, że jak nigdy uwierzyłam, że możemy pokazać coś całej Europie. Pokazać nie tylko dobrą organizację mistrzostw, ale pokazać również, że nasza drużyna jest coś warta. Po raz pierwszy była na to realna szansa. Uwierzył też cały naród. Byłam strasznie miło zaskoczona, widząc flagi Polski na balkonach i przyczepione przy samochodach, wszyscy dopingowali naszych do walki.

Najbardziej pozytywnie zaskoczyła mnie strefa kibica w Warszawie, największa taka strefa w Polsce. Kiedyś już miałam przyjemność śledzić Mistrzostwa Europy w takim miejscu, Euro 2008 oglądałam w akademickiej strefie w Lublinie. Było super. Także z zadowoleniem wyruszałam na strefę w stolicy. Otwarcie miało miejsce dzień przed rozpoczęciem Euro, 7 czerwca. Już wtedy było tam prawie 100 000 ludzi, atmosfera była świetna. Ale to, co zobaczyłam podczas meczu otwarcia przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Według szacunków, mecz Polska – Grecja oglądało tam prawie 140 000 osób. To jak wszyscy byli zjednoczeni było niesamowite. Wszyscy ubrani na biało czerwono głośno dopingowali swój zespół do walki. Koszulki, szaliki i biało-czerwone czapki były obowiązkowym zestawem każdego kibica. Głośne śpiewy i wspaniały doping to było coś. Czułam się tam tak, jakbym była głosem całej Polski, brała udział w krzyku wolności. Nasz doping był wspaniały, czułam wtedy, że coś on znaczy, że jest ważny, istotny, że pomaga naszym chłopcom znosić trudy spotkania i daje siłę do walki. Kiedy Robert Lewandowski strzelił gola cała strefa oszalała ze szczęścia. Wszyscy zaczęli skakać i skandować „Robert Lewandowski”. Kiedy straciliśmy bramkę wszyscy w ciszy łączyli się w cierpieniu. Z kolei najbardziej emocjonującą chwilą był faul Wojtka Szczęsnego i jego zejście z boiska z czerwoną kartką. Na jego miejsce wszedł nasz rezerwowy bramkarz: Przemek Tytoń. Przyznam szczerze, że nawet za bardzo nie kojarzyłam tego bramkarza. Pierwotnie rezerwowym miał być Fabiański, ale z Euro wykluczyła go kontuzja. Kiedy był karny cała Polska wstrzymała oddech,  obrona Tytonia uczyniła go bohaterem narodowym. Wszyscy wpadli w podobny szał, jak podczas gola. Wszyscy krzyczeli „Przemek Tytoń” – coś pięknego.

Na meczu z Rosją ludzi było troszkę mniej, w większości z obawy przed jakimiś zamieszkami czy czymś takim. To w sumie był duży plus bo można było jakoś w tym tłumie funkcjonować. A nawet pójść w przerwie po piwo, co było na meczu z Grecją zupełnie niemożliwe. Na mecz z  Rosją zawodnicy wychodzili jak na wojnę i my wszyscy, ich kibice, czuliśmy się tak samo. To była wojna i niestety zaszłości historyczne miały na to wpływ. Utrata gola były dużym ciosem, ale wspaniały gol Jakuba Błaszczykowskiego to było coś zapierającego dech w piersiach. I ten remis z Rosją był jak zwycięstwo. Nie daliśmy się pokonać i to było najważniejsze. Zagraliśmy wspaniale w pierwszej połowie, pokazaliśmy charakter i wolę do walki. Pokazaliśmy wiarę, byliśmy wspaniali. Nasza reprezentacja wtedy wniosła się na wyższy poziom, niestety tylko po to by z niego boleśnie spaść w meczu z Czechami.

Ostatni mecz grupowy Polaków w strefie kibica to było już całkowite szaleństwo. Według oficjalnych danych podczas tego meczu przewinęło się w strefie kibica 160 000 osób. W pewnym momencie, jeszcze przed meczem ogłoszono, że w strefie jest już tyle osób, że można wejść tylko jednym wejściem – od pałacu kultury bo tam jeszcze było trochę luźniej. W przerwie meczu wszystkie wejścia zostały zamknięte. To jaki panował tłok, jest nawet nie do opowiedzenia. Pierwszy raz spotkałam się z tym, żeby w tłumie stojącym na świeżym powietrzu nie było czym oddychać. Było strasznie duszno. Wszyscy w skupieniu oglądali mecz trzymając kciuki. Wtedy naprawdę wierzyliśmy, że tym razem się uda.

Ja przyznaję bez bicia, byłam przekonana, że uda nam się wyjść z grupy. Do tego stopnia, że po pierwsze założyłam się z koleżanką z pracy o wino, że nasza narodowa reprezentacja tego dokona. Po drugie specjalnie zostałam w Warszawie, żeby w strefie kibica obejrzeć mecz i cieszyć się z tłumem wejściem do najlepszej ósemki kontynentu. W niedziele o 7:30 rano miałam wyjeżdżać z Warszawy i wszystko po to, żeby zobaczyć wejście do ćwierćfinału. Szkoda, że się nie udało, ale nie żałuję.

Cały czas po każdym i przed każdym meczem cała komunikacja miejska była biało-czerwona. Wszędzie szalał biało-czerwony tłum. I były śpiewy, całe metro śpiewało przed i po meczu. Przed by wesprzeć i zachęcić do walki, a po by dodać otuchy i podziękować za grę i serce. Coś pięknego. I chociaż zdawaliśmy sobie sprawę, że piłkarze w metrze tego nie usłyszą ważne było wsparcie, a nie to czy będą o tym wiedzieć. To, jak zjednoczył się naród podczas tego Euro było porażające. Mecze Polaków oglądali wszyscy, bez względu na to czy interesują się piłką czy nie. Bez względu na wiek, płeć, upodobania czy cokolwiek innego. Podczas meczów reprezentacji niemal wszyscy kibicowali. Między meczami również było to widać. Z dumą patrzyłam na flagi, a każdy biało-czerwony budził mój uśmiech. To był niesamowity czas, czas wielkich emocji i niezłomnej wiary w naszych.

Mimo, iż się nie udało, dziękuję naszej reprezentacji, że dała nam nadzieję na awans do ćwierćfinału. Za to, że pierwszy raz od długiego czasu ostatni mecz nie był tylko o honor. Dziękuję im za to, że dali nam reprezentację, która grała dobrze jak nigdy. Nie było oczywiście idealnie, ale naprawdę bardzo dawno nie widziałam tak dobrze grającej naszej drużyny narodowej. Liczę na to, iż będą tylko silniejsi, wypracują wspólną grę i sztormem przejdą eliminacje do Mistrzostw Świata, które w 2014 roku odbędą się w Brazylii. Mam nadzieję, że damy radę i głęboko w to wierzę.

 

Źródło zdjęcia; własne