“Barcelona zainteresowana”, czyli ulubione stwierdzenie dziennikarzy

RobertLewandowski_2935023

Jeszcze nie skończyła się jesień, ale czas na plotki transferowe przed zimowym okienkiem nadszedł, jak widać. Parę dni temu hiszpańska prasa, czyli „specjaliści ds. transferów, ale nie zawsze”, stwierdziła, że Barcelona mogłaby zainteresować się kupieniem Roberta Lewandowskiego. Znowu.

Sądzę, że i ta plotka skończy, jak poprzednie, czyli po prostu pozostanie plotką przez spory kawałek czasu. Jest wiele powodów. Nikt na świecie nie wie, od kogo i czego uzależniony jest ewentualny transfer naszego napastnika – niektórzy mówią, że od jakichś umów wstępnych z Bayernem, a inni że chodzi o samą Borussię, a może o jeszcze co innego.

Podobno Lewandowski nie chce kontynuować kariery w Dortmundzie, podobno “Tata” Martino nie pogardziłby tego kalibru zawodnikiem. Bez obaw mogę powiedzieć, że te wszystkie “fakty” poprzedza wielki pytajnik.

Kwestia Lewego w Blaugranie pojawiła się jeszcze w poprzednim sezonie, podobnie zresztą, jak  w wielu innych klubach. Ponieważ tu zajmujemy się głównie Barceloną, możemy się zastanowić, jakby to wyglądało, gdyby kiedyś kiedyś, jakimś cudem Polak znalazł się w Katalonii.

Po pierwsze, jak wspomniałam, nikt nie wie, jak będzie z jego ceną. Prawdopodobnie ten detal odegra sporą rolę, bo kto lubi przepłacać za szerokie aspiracje innych klubów? Zresztą, mało jest ludzi na tym świecie, którzy umieją coś sensownie wycenić, wystarczy chwilę pomyśleć – było kilku zawodników, których Barca chętnie by nabyła, ale nie za wszelką cenę, dosłownie. Szczerze mówiąc nie zdziwię się, jeżeli i Borussia będzie chciała pokaźnej kwoty za Roberta.

Po drugie: czy pasowałby do Barcy? To temat do dłuuugiej dyskusji, ale moim zdaniem: być może. Prezentuje niezły poziom i co ważne, jest bramkostrzelny. Zakładam, że musiałby też szybko przerzucić się na hiszpański styl gry, który przecież różni się od tego, jaki oglądamy w Bundeslidze i sądzę, że raczej dałby sobie z tym radę. Lepiej albo gorzej, ale pewnie by dał. Gdzieś słyszałam również, że uzupełniłby perfekcyjną linię ataku, dołączywszy do Neymara i Leo Messiego. Zatem: czy dogadałby się z nimi? Też bardzo możliwe, choć mam nieco pesymistyczne przeczucie w tej sprawie. Niczym konkretnym nieuzasadnione, tak po prostu nie wydaje mi się to takie kolorowe, że między Lewym a Neymarem i Leo wszystko by grało. A jeżeli miałby występować w Katalonii, to musiałoby i koniec. Gdyby się rozumieli, to super, ale po co nam drugi Ibrahimovic, jeśli by się tak jednak nie stało? Nie w tym rzecz, że stawiam na to, iż reprezentant Polski strzelałby fochy, ale nieporozumienia się zdarzają. Cóż, wiadomo – to, gdy się wykosztujemy i automatycznie oczekujemy na najwspanialsze efekty, po prostu nie zawsze się spełnia. Wtedy zawód pozornie wydaje się jeszcze większy.

Osobiście wolałabym, żeby Lewy nie grał w Barcy. Mniemam, że nie jestem jedyna. Jego fenomen rozpoczął się, jak wszyscy wiemy, po półfinale LM, po pierwszym meczu Borussii i Realu. Wtedy pół Europy doszło do wniosku, że fajnie by go mieć w swoich szeregach. Tak, ów półfinał to naprawdę świetny mecz w jego wykonaniu, ale ta cała euforia przejadła mi się bardzo, bardzo szybko, żeby nie powiedzieć brzydziej. Po finale Champions League nie cieszyło mnie zwycięstwo Bayernu, a fakt, że kreowana na wielką Borussia i Lewandowski okazali się wcale nie taka wielcy, jak ich malują. A do tamtej pory naprawdę nic do nich nie miałam. W pewnym sensie wciąż nic nie mam, poza sporym przesytem z tamtego sezonu. Nie chcę wyjść na anty-fana, ale sądzę, że nie ma co się kłócić z tym, że wtedy o Robercie faktycznie było głośno, czasami naprawdę aż do przesady. I nie chodzi tu o to, że mając pod ręką polskie media, siłą rzeczy o Lewandowskim słyszałam i widziałam częściej. Polakiem żyły wszystkie media, a szczególnie te hiszpańskie. Rozumiem powody. Nie rozumiem “rozmiarów” podziwu, dlatego niechęć pozostaje – głównie dlatego wolę, by Polak trafił do innego klubu.

Każdy może mieć tu inne zdanie i milion różnych uzasadnień, tak więc dyskutować w tym temacie możemy bez końca, jeżeli gdzieś w Hiszpanii znów wspomniano o polskim napastniku. Rzeczywistość jest jednak taka, że plotki miewają różne oblicza, dlatego zupełnie nie ma sensu brać tego na poważnie w najbliższym czasie, to wiemy wszyscy. Ale kto przewidzi, co zarządowi Barcelony przyjdzie do głowy za parę miesięcy albo lat?