Barcelono! Potrzebujecie Garetha Bale’a?

Sypiam źle z ostatnimi doniesieniami, że FC Barcelona chce przyśpieszyć realizację planów w sprawie transferu Garetha Bale’a. Liczne zainteresowania innych klubów zmuszają Dumę Katalonii do szybszych negocjacji, a co za tym idzie, szybszego podpisania kontraktu, który obowiązywałby od następnego sezonu.

W sezonie 2009/2010 miał miejsce podobny galimatias wywołany planami Barcelony, co do sprzedaży Samuela Eto’o i zakupu Davida Villi. 30-letni hiszpański napastnik stał się obiektem pożądania Barcelony. Brał udział w trzech mistrzowskich imprezach: Mistrzostwach Świata 2006, Mistrzostwach Europy 2008 oraz Mistrzostwach Świata 2010. W turnieju w Austrii i Szwajcarii zdobył cztery bramki zostając najlepszym strzelcem mistrzostw.

Przejażdżka z El Guaje 

Michał Pol opowiadał kiedyś o “szalonym” pociągu utworzonym z reprezentantów Hiszpanii, którzy mokrzy od niemieckiego szampana, wtoczyli się na stację mixed zone (takie miejsce pracy pismaków wszelkiej maści, gdzie piłkarze udzielają wywiadów), aby za chwilę jak prawdziwy “pośpiech” opuścić ją i zniknąć dziennikarzom za drzwiami szatni. W rolę maszynisty tej zabawy wcielił się Iker Casillas, a lokomotywą był Villa. Uraz mięśnia pozbawił go wprawdzie finału z Niemcami, ale nie odebrał radości z tytułu dla najlepszej drużyny Europy.

Udział w Pucharze Konfederacji piłkarz uznał za osobistą porażkę. “Jestem na zawodowym zakręcie” – twierdził sfrustrowany napastnik, grający w owym czasie w Valencii po tym, jak wymarzony finał z Brazylią przeszedł mu koło nosa, a Hiszpania zajęła zaledwie trzecie miejsce. A mimo to, reprezentant Hiszpanii stał się łakomym kąskiem transferowym najlepszych europejskich klubów. Przed odejściem z Estadio Mestalla, na przeszkodzie stało nieugięte stanowisko włodarzy Nietoperzy. Mimo zainteresowania takich klubów jak Barcelona, Manchester United, Chelsea czy Manchester City nie potrafiono dojść do wiążących negocjacji. Kolejne rozmowy padały jak muchy po truciźnie w aerozolu.

W czasie, gdy Real uzgadniał z Valencią warunki ewentualnego transferu Villi, który miał grać na Santiago Bernabeu za 37 mln euro, w obozie “Królewskich” ostatecznie zdecydowano się na zakup Cristiano Ronaldo (94 mln) bo… uwierzono, że nie jest na sprzedaż. Działacze z Mestalla musieli w końcu zmienić zdanie, ponieważ problemy finansowe można było rozwiązać jedynie za pośrednictwem transferu piłkarza.

Wtedy do gry o Villę wróciła Barcelona rozgrzebując jeszcze bardziej zamieszanie wokół piłkarza. Na Mestalla przestano w końcu wierzyć, że zadłużony na przeszło pół miliarda euro klub, będzie w stanie zatrzymać takiego gracza. Villa pojechał na urlop, a w międzyczasie jeden z fanatycznych cules podobno włamał się na oficjalną stronę Villi prosząc go o to, by nie zwlekał z transferem do najlepszego klubu świata. Wiadomo, że w trakcie trwania mundialu w RPA, gdzieś komuś w hotelowych kuluarach Gerard Pique ogłosił, iż na miejscu Joana Laporty kupiłby Villę natychmiast. Wypowiedź Pique podchwycono i opublikowano na łamach RAC-1, jakby wiedząc, że gracz Barcelony z zaciekawieniem śledzi doniesienia rynku transferowego.

Prezes Barcelony miał jednak spore wydatki: po zdobyciu potrójnej korony musiał się zgodzić na podwyżki dla większości swoich graczy. Victor Valdes zażądał nawet 9 mln euro rocznie, co podwajało nawet jego zarobki, o czym rozpisywała się zdegustowana hiszpańska prasa!

Mimo najlepszego sezonu w historii, nie stać było Katalończyków na wydanie majątku za Villę. Aby więc sprowadzić “El Guaje” na Camp Nou, trzeba było kogoś poświęcić. Padło na Samuela Eto’o. Laporta ogłosił, że Kameruńczyk dostał kosmiczną ofertę z Manchesteru City, który postanowił uczynić z niego najlepiej opłacanego gracza na świecie. Pieniądze z kwoty transferowej przeznaczonych na Villę nie miały przekraczać 25 mln euro. Licznik zatrzymał się na 40 dużych bańkach eurasiów. W atmosferze konfliktu na linii Rossel - Laporta pod koniec kadencji tego ostatniego, Villa pojawił się 19 maja na Camp Nou podpisując oficjalny kontrakt.

Za wszelką cenę

Stawiam pytanie: czy Barcelona powinna toczyć boje o zawodników takich jak Gareth Bale? Duma Katalonii nie raz już udowodniła, że ma wychowanków, którzy pod nieobecność gwiazd potrafią prezentować się tak, jakby sami byli graczami galowego składu. Ja rozumiem, że drużynie Pepa Guardioli potrzeba coś zmieniać, coś odświeżać, choćby po to, żeby niedawno zaprezentowane koszulki lepiej się sprzedawały. Zresztą… Może i rozumiem, choć mam wątpliwości.

Obecnie Barça na rynku transferowym porusza się z większą uwagą i bez robienia zbędnego hałasu. Mimo to angielskie media zdobyły informacje na temat zainteresowania hiszpańskiego giganta walijskim skrzydłowym. Propozycje Barcelony potrafią być interesujące dla zawodników. I znów, co ma miejsce teraz, na przeszkodzie do finalizacji rozmów stoi klub – tym razem angielski. Za płotem nieomal przebiera nogami obrzydliwie, petrodolarowo bogaty Manchester City, którego jak wiemy budżet finansowy jest prawie że nieograniczony. Katalończycy rzucili pierwszą ofertę opiewającą na 30 milionów euro, która może wzrosnąć!

Szczerze się przyznam, że przy transferze Zlatana Ibrahimovica byłem jakoś mocno przeświadczony, że to nie jest gracz na lata w ekipie Blaugrany, że to będzie niewypał, a raczej niewybuch, tylko taki z uszkodzonym zapłonnikiem. Wtedy też ciężko sypiałem. W tym wypadku mam mieszane uczucie, ale jednak tak bardziej pozytywne. Bale jest młody, szybki, w jego grze da się dużo zmienić, co ma niebagatelne znaczenie dla plastyczności drużyny, którą zawiaduje Pep Gurdiola. Gareth Bale jest piłkarzem fenomenalnym. Walijczyk ma nie małe umiejętności, dużo pracuje w defensywie, co przy grze pressingiem jaką prezentuje Barcelona, odgrywa kapitalne znaczenie. Osobiście jestem fanem jego talentu.

Sam zainteresowany nie potwierdza, ani nie zaprzecza doniesień na temat jego osoby. Komentarz jego ograniczył się zaledwie do lakonicznej deklaracji, że bardzo schlebia mu zainteresowanie takich klubów jak FC Barcelona. Jak wszystkim.

Nieco bardziej realnymi wydają się plany granatowo-bordowych co do wychowanka katalońskiej młodzieżówki Jordiego Alby oraz wychowanka Espanyolu, Victora Ruiza, co rozpętało medialny szum na Półwyspie Iberyjskim. Równie żywiołowo dziennikarze dyskutują w języku Cervantesa nad pierwszym wyborem klubu oraz samego Pepa Guardioli, na pozycję środkowego obrońcy, którym jest Thiago Silva. Ale o tym bardziej obszernie piszą koledzy z portali typowo informacyjnych o FC Barcelonie.

W sumie cholernie są ciekawe te spekulacje, tyle, że do złudzenia przypominają wróżenie z fusów. Mamy dwa wyjścia: albo bawić się i niskie prawdopodobieństwo ich spełnienia zaakceptować, albo pośmiać się z tych, którzy się nimi dobrze bawią, ewentualnie traktują śmiertelnie serio.