Barcelono, wypiękniej!

9068629

Próbując zdefiniować trudny termin osobie bez kompletnej znajomości danego czasu, często uciekamy się do porównań i analogii. Oglądając uważnie mecze Barcelony w tym sezonie miałem przez chwilę nadzieję, że ów temat przynajmniej liznąłem, że zaczynam rozumieć dokąd zmierza drużyna Barcelony. Owo wrażenie minęło mi po meczu z Milanem, przynajmniej w dużej części. Zastanawiam się, jakich analogi użyłby trener Martino, by mi te kilka swoich decyzji wytłumaczyć.

Po kilku pierwszych minutach, wcale się na to nie zanosiło -świetny pressing, agresywna gra obrońców, ale i cała praca w defensywie. Wszystko zgodnie z zapowiedzią, o odzyskaniu “utraconego”. Ale wraz z upływem kolejnych minut powracały również stare grzechy. Na tle dość słabo dysponowanego Milanu rozgrywanie piłki w szerz na 25 metrze nie przystoi opinii genialnych pomocników. Jedyne zagrożenie jakie drużyna Taty stworzyła w pierwszej połowie, to wynikające z błędów obrońców. Z bardziej klasową drużyną takie prezenty pewnie by się nie przydarzyły.

Pytając o owe wymagające wytłumaczenia decyzje trenera, w pierwszej kolejności umieściłbym brak Ceska w pierwszym składzie. Wiele lat Xavi uchodził za główny element układanki zwycięskiej Barcy, za gracza regulującego tempo rozgrywania akcji. Niestety ostatnimi czasy słowo “tempo” zniknęło z Barcelońskiego słownika. Przesunęło się na ostatnie pozycje w priorytetach. Oglądając mecz Ajaxu z Celtikiem, odniosłem wrażenie, że przecież grający podobnym systemem jak Barca, Ajax, mający mniej utytułowanych zawodników, przy obronie Celtiku wygląda jak grający, o co najmniej tempo szybciej niż Barca. Z większą łatwością kreuje sytuacje, płynniej przemieszcza piłkę. Czy to przypadek, czy wynik zachowawczości naszych rozgrywających? Obstawiam to drugie.

Cechą charakterystyczną sytemu gry z fałszywą dziewiątką, w jakim gra Barca, są przestrzenie na skrzydłach, które gracze tam ustawieni mogą wykorzystać na dwie możliwości. Pierwsza to ucieczka pod linię końcową i próby dograń lub akcji kombinacyjnej. Drugi sposób to ucieczka ze skrzydła, za plecy defensywnych pomocników lub nawet środkowych obrońców rywala. Do wykonania takiego zagrania, potrzeba dwóch rzeczy – idealnie przypilnowanej linii spalonego i pełnej synchronizacji z rozgrywającym. Najpierw wyróżnienie – Cesc Fabregas, kilka minut po wejściu na boisku wykonał takie zagranie do Alexisa niemal idealnie. W porównaniu do niego, Xavi mając 90 minut, również popisał się jedną taką piłką. Teraz konkurs dla uważnych czytelników – ile okazji miał Xavi by wykonać takie dogranie do schodzących Neymara i Alexisa? Nagród poza satysfakcją nie przewiduje, mogę jednak podpowiedzieć, że na tyle dużo i w na tyle klarownych momentach, że owe niewykorzystane szanse znacznie obniżają jego ocenę.

Kolejnym spostrzeżeniem, jakim chciałbym się podzielić z Czytelnikami, jest przełożenie treningów na poczynania boiskowe. Nie wypowiadam się oczywiście, na temat tego co i jak już trenują nasi gracze między meczami, ale usilnie rzuca się w oczy co trenować powinni. Po pierwsze szybkość kontrataków – warunek ich powodzenia, który wyraźnie opanowali jedynie Neymar z Alexisem oraz Messi. Grę na jeden kontakt – ileż razy sytuacja nie pozwala na wiele kontaktów z piłką w jednej akcji, mimo to, każde podanie czy próba strzału poprzedzana jest układaniem sobie piłki. Rozumiem, że coś otrzymuje się kosztem czegoś, w tym wypadku kosztem spadku celności podań, czy strzałów. Ileż jednak razy sytuacja prosiła się o soczyste rąbnięcie z pierwszej piłki, zamiast próby wymuskania strzału czy podania. Wreszcie strzały z dystansu ponad 15-16 metrów. Czy Adriano jest jedyną jaskółką? Czy tego elementu nie da się wyćwiczyć? Jest to przecież doskonały środek wymuszający na środkowej linii defensywy oponenta zrobienie 5- 6 kroków w przód, często przestrzeni wystarczającej do rozegrania “koronki”.

Całą listę przewinień taktycznych uzupełnię jeszcze o brak prób wchodzenia przez zawodnika wyprowadzającego piłkę z okolic 40 metra od bramki przeciwnika, w defensywę rywala. Wielokrotnie Xavi, mając jeszcze 7-10 metrów przestrzeni, oddaje piłkę w szerz. Gdyby pokonał te kilka metrów z piłką, odpowiedzią przeciwnika zapewne byłoby zagęszczenie środka, co ułatwiałoby grę skrzydłowym. Świetnym instynktem do takich sytuacji, w pre-sezonie popisywał się Sergi Roberto – więcej minut dla tego młodzieńca na pewno mogłoby się stać kanwą osobnego tekstu.

Chciałbym postawić sprawę jasno – Barca nie gra dobrze. Jest ociężała w środku, a ruchliwe skrzydła przy lepszych przeciwnikach mogą nie wystarczyć. Poczyniła wielkie postępy w defensywie 5- 10 sekund po stracie piłki, w obronie stałych fragmentów gry, ale nadal ma momenty, kiedy defensywa przysypia. Nadal w fazie bez piłki nie przesuwamy się formacjami jako całością. Indywidualne umiejętności zawodników wciąż czynią z bordowo-granatowych drużynę z topu światowego, ale taktyczne niedociągnięcia, złe decyzje personalne, mogą skutkować utratą formy przez zawodników, którzy są w gazie i słabszą grą w kluczowej fazie sezonu.

W tym sezonie drużynie Taty zdarzało się rozegrać mecze piękne i szybkie, świetne taktycznie, kompletne w defensywie, czy błyskotliwe popisami gwiazd. Chciałbym jednak, by wracając do wstępu, trenerowi Martino, udało się mnie przekonać, że w decydujących meczach sezonu, wszystkie te przymioty będzie można obejrzeć naraz. W tym momencie jednak, niezależnie jak kwiecistych analogi by użył, aby przedłożyć mi swoje racje, pozostaję nieprzekonany.