Barcelońskie DNA w brazylijskich sercach

z11220785Q,Matheus--syn-BebetoDwa dni wcześniej został ojcem i miał już na koncie dwa gole. Upalny dzień na Cotton Bowl okazał się być szczególnym dla Brazylijczyka Bebeto, a “cieszynka” w jego wykonaniu stała się jednym z najbardziej kultowych wspomnień mundialu z 1994 roku. W niemal symboliczną już “kołyskę”, historia wplątała także barcelońską nić, a raczej przybiła ciekawie ornamentowaną ramkę. Ten gest ze splecionych przedramion, wykonywany przez zdobywców “goli-tatusiów” ma już swoją prawie 20-letnią historię. Przynajmniej w mundialowym wydaniu.

Wątek brazylijski 

Ten moment z meczu ćwierćfinałowego Holandia – Brazylia na stałe już przeszedł do historii mistrzostw świata, okazując się najbardziej kultowym wspomnieniem z World Cup 1994, rozgrywanego na stadionie Cotton Bowl w Dallas. Scenka przedstawia reprezentantów Canarinhos Bebeto, Mazinho i Romario naśladujących gest kołysania dziecka w ramionach. Wszystko zaczęło się w chwili, gdy w 53 min. Brazylijczycy objęli prowadzenie po golu niezawodnego Romario. Około 10 minut później, czyli niemal dokładnie 600 sekund, na 2:0 podwyższył Bebeto, który  wykorzystał nieudaną pułapkę ofsajdową piłkarzy Oranje i po objechaniu bramkarza Eda de Goeya, skierował piłkę do siatki. Napastnik Deportivo La Coruna pobiegł w kierunku chorągiewki w narożniku boiska. Gdy dołączyli do niego koledzy z zespołu, Mazinhio i Romario, zaczął przekazywać światu wiadomość, która brzmiała: ”Umiemy nie tylko grać, ale i machać rękoma w jednym tempie, a ja właśnie zostałem ojcem”. Następnie wszyscy trzej padli sobie w ramiona.

Dosłownie chwilę później kontaktowego gola strzelił Dennis Bergkamp (64′), a później wyrównał jeszcze Aron Winter (76′), ale ostatnie słowo należało do graczy w kanarkowych strojach (choć wtedy wystąpili na biało-niebiesko). Po prawdzie nie było to słowo, a gol Branco (81′), który po przepięknym strzale z rzutu wolnego z ponad 30 metrów wprowadził graczy z kraju samby do półfinału. Tam czekali na nich Bułgarzy, prawdziwe objawienie mundialu, z rewelacyjnym gwiazdorem FC Barcelony, Christo Stoiczkowem na czele.

Brazylia, po bardzo emocjonującej końcówce, zwyciężyła uchodzącą za jednego z faworytów amerykańskiego turnieju Holandię 2:3. Awansowała potem także do finału, gdzie po serii rzutów karnych wygrała z Włochami notując identyczny wynik (3:2) jak w meczu z Holandią. Asy włoskiej drużyny – Franco Baresi i Roberto Baggio nie trafili w bramkę. Brazylia została piętnastym mistrzem świata. Canarinhos podczas uroczystej rundy wokół stadionu nieśli afisz, na którym było napisane: „Senna, ten tytuł jest dla nas i dla ciebie” – czcząc w ten sposób pamięć tragicznie zmarłego na torze kierowcy Formuły 1 i swojego rodaka – Ayrtona Senny (zginął przed rozpoczęciem turnieju). Mistrzostwa w USA odbyły się bez udziału Polaków i były pierwszym turniejem, na którym zawodnicy zagrali z nazwiskami na koszulkach.

47-letni Bebeto jest obecnie pochłonięty karierą polityczną. Natomiast jego syn Mattheus Oliveira stara się pójść w ślady ojca i zostać jak najlepszym piłkarzem. Wielokrotnie był pytany o ten piękny gest ojca jaki na cześć jego narodzin wykonał w Texasie podczas World Cup. Jak twierdzi jest dumny, że widownia (ponad 63 tys. i miliony przed telewizorami) w ten sposób mogła powitać jego przyjście na świat. Jednak w jednym z wywiadów dla TV Globo stwierdził, że nadszedł w końcu odpowiedni czas, aby spłacić swój “dług” i wyjść z cienia sławnego Bebeto. Szanse ku temu ma spore, bo nie dość, że odziedziczył po ojcu talent do strzelania goli, to bardzo szybko przebił się do składu Flamengo Rio de Janeiro. Zadebiutował również w reprezentacji U-20 na odbywającym się w Argentynie Campeonato Sudamericano Sub-20 Juventud de America.

Jak twierdzi, gdyby nie ojciec i jego wskazówki, na pewno byłoby mu o wiele trudniej. – Ciągle staram się rozmawiać z ojcem, miał wspaniałą karierę i jest godnym wzorem do naśladowania. Pomógł mi wszystko poukładać w głowie. Powtarzał, że mam nie przejmować się oczekiwaniami innych tylko skoncentrować na sobie i na tym, co robię najlepiej – podkreśla Mattheus. Młody zawodnik zadebiutował w pierwszym zespole seniorskiej drużyny Flamengo (2012), tej samej, w której Bebeto grał w latach 1983-1988 oraz w roku 1996 i dla której strzelił 41 goli w 95 spotkaniach. Miało to miejsce w trakcie ligowego spotkania z Olarią (0:0), a sam Bebeto oglądał jego występ z trybun. - To dla mnie wielka chwila. Zaczynałem karierę w tym samym miejscu i w tej samej koszulce, w której gra teraz mój syn - powiedział były napastnik. Blisko 18-letni Matheus, bo taki jest przydomek Bebeto Juniora, w przeciwieństwie do ojca gra w pomocy.

W środku pola, czyli jak mówią piłkarze “na mózgu” Mattheus występuje z numerem “7″ na koszulce. Partneruje mu m.in Rafa Alcantara. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że jest on synem Mazinho. Podczas ojcowskiej kołyski na Cotton Bowl urodzony w Sao Paulo chłopiec miał 17 miesięcy.

Wątek barceloński

Przeciwnie niż Mattheus zdecydował się na zrobienie kariery w Europie. Zresztą miał to chyba zapisane w genach, skoro jego rodzic, znany obieżyświat, po World Cup 1994 przeniósł się do Hiszpanii, by grać w Valencii. Gdy Rafinha miał niespełna 14 lat, ojciec załatwił mu szkolenie piłkarskiego talentu w La Masii. W słynnej barcelońskiej szkółce występował już jego o dwa lata starszy brat Thiago. Obaj synowie Mazinho mają już za sobą zaliczone debiuty w Barcelonie. Starszy Thiago reprezentował nawet Hiszpanię we wszystkich kategoriach wiekowych, łącznie z pierwszym zespołem narodowym. Rafinha też ma na koncie grę w ekipach juniorskich La Roja, ale – jak twierdzi – jego serce, choć ma barcelońskie DNA, bije dla Brazylii. Dlatego przyjął powołanie na mistrzostwa U-20 Ameryki Południowej.

Syn Bebeto także na razie nie planuje występów w Europie, nie mówiąc już o reprezentowaniu innego kraju niż Brazylia. Można powiedzieć, że kołyska zobowiązuje. Dziękując redaktorowi Stefanowi Szczepłkowi za pomoc w napisaniu tego artykułu oraz doborze tytułu, życzę w głębi serca młodemu piłkarzowi jak najlepiej, bo w końcu dlaczego miałoby być inaczej? Ale jego rozwijająca się kariera przypomina mi zarazem, jak stary jestem i o tym, że zapomniałem, gdzie leżą moje ciepłe papucie. Nie, serio, gdzie one są?