Bartra – narodziny nowego zawodnika

W sezonie 2012/2013 Bartra w barwach Blaugrany rozegrał zaledwie 16 spotkań (905 minut), zaokrąglając – 10 pełnych meczów. Na tym etapie sezonu grał już w 10 spotkaniach, zaliczając 700 minut na boiskach hiszpańskich i europejskich. Do tego dochodzi debiut w reprezentacji Hiszpanii. W poprzedniej kampanii Tito Vilanova ewidentnie nie ufał wychowankowi.

Na środku obrony grali Adriano, Song, Sergio, Pique, Mascherano, Puyol. Bartra był zbędny – w mniemaniu trenera. Nagle przychodzi półfinał Ligi Mistrzów. Kontuzje eliminują Puyola i Mascherano, a Song i Adriano nie pasują do taktyki, bo w starciu z Bayernem przyda się wysoki, szybszy i bardziej zwrotny zawodnik niż Alex Song czy Sergio Busquets. Na scenę wkroczył szaraczek Bartra. Jak skończył się ten dwumecz, wszyscy pamiętamy. Jak grała para stoperów Pique – Bartra lepiej nie wspominać. Jednym z kozłów ofiarnych stał się Marc. Zupełnie niesłusznie.

Nikt nie ma prawa wymagać od zawodnika, który gra tyle co nic, że w meczu o takim ciężarze gatunkowym, zagra dobrze. Sobotni mecz Borussii z Bayernem potwierdził tę regułę – 34-letni stoper Manuel Friedrich, który w piłkę nie grał od pięciu miesięcy, nie zbawił drużyny pod wodzą Jurgena Kloppa. Walnie przyczynił się do utraty dwóch z trzech bramek. Po takiej przerwie w grze na najwyższym poziomie, nie da się wskoczyć na ten sam poziom po kilku treningach. To niewykonalne. A tego oczekiwano od Bartry w tych meczach. Każdy z kibiców Barcelony wie czym te nieuzasadnione nadzieje się skończyły. Bartra przez całą poprzednią kampanię grał niepewnie, na alibi, asekurancko i bojaźliwie. Przymiotniki opisujące jego grę można mnożyć. Spora część winy leży po stronie trenera, który do czasu kontuzji grał parą Pique – Mascherano. Epizodyczne występy Bartry w żaden sposób nie mogły go przygotować do półfinałów z monachijskim potworem.

Mistrzostwo Hiszpanii trafiło do Barcelony, Bartra udał się na wakacje, w lecie grał również w Mistrzostwach Świata do lat 21, gdzie wraz z kolegami zdobył ów tytuł. Do Barcelony przyszedł nowy trener, a więc i Marc był pełen nadziei, że może coś się zmieni. Na początku nie wyglądało to obiecująco. Cztery pierwsze mecze ligowe na trybunach, wydawało się że historia się powtarza. Mimo zapewnień, że Bartra jest gotowy, zawodnik do 24 września nie powąchał murawy. I w tym dniu, podczas meczu na Camp Nou z Realem Sociedad, kontuzji doznał Mascherano, w jego miejsce Martino postawił na Bartrę, rezygnując z eksperymentów z Songiem czy Adriano. Od tego momentu Marc Bartra narodził się na nowo. Pewność siebie, błyskawicznie podejmowane decyzje, chirurgicznie kasowane akcje przeciwnika, dyrygowanie obroną, wyprowadzanie piłki, zimna głowa, premierowa bramka, słowem – Barca nie kupując stopera, stopera nowego zyskała.

To, co Bartra prezentuje od tego czasu, przechodzi moje najśmielsze oczekiwana. Marc jest najpewniejszym stoperem w zespole! U boku starszych kolegów zyskuje doświadczenie, a jego forma ustabilizowała się na bardzo wysokim poziomie. Mam nadzieję, że to tylko ułamek jego zdolności. Przyznaję, że miałem sporo zarzutów dla klubu, że nie kupił nowego stopera. Widząc to, co prezentowała obrona za Vilanovy (rozmarzony Pique, niepewny Mascherano, Puyol w szpitalu), bałem się tego co przyniesie nowy sezon. I jakkolwiek sezon 2013/2014 ma kilku bohaterów w postaci Valdesa, Sancheza, Ceska czy Neymara, to fundamentem nowej Barcy Taty jest również Bartra.

Podczas meczu Barcelony z Granadą padło określenie „Bartrabauer”. Swoją etymologią nawiązuje ono do jednego z najlepszych stoperów w historii, a mianowicie do Franza Beckenbauera. Chyba trochę za szybko mówić, że Bartra jest nowym Cesarzem. Ponoć Pique też miał nim być, a od dwóch sezonów Gerard prezentuje formę zbliżoną do sinusoidy. Krytycy powiedzą, że Marc dotychczas grał w mało istotnych meczach, z mało wymagającymi rywalami. Po części prawda, ale nasuwa mi się tu przypadek Rafaela Varane’a z Realu Madryt, który był wprowadzany przez Mourinho stopniowo, żeby w końcu stać się filarem i najlepszym defensorem Królewskich, o czym boleśnie przekonała się Barca w minionym sezonie. Z czasem Marc też zacznie grywać w tych najważniejszych meczach. Cieszy mnie to, że w końcu Barcelona po pierwsze – ma czterech zdrowych stoperów, a po drugie cała czwórka gra regularnie. Taka sytuacja w kontekście walki na trzech frontach może wyjść drużynie tylko na dobre.

Nawiązując do cytatu z początku – Bartra się nie poddał. Nigdy nie zwątpił w siebie, w swoje umiejętności. Mógł odejść do innego zespołu, gdzie odgrywałby ważniejszą rolę, ale on chce odnosić sukcesy tutaj – w Barcelonie. Szkoda, że tą samą ścieżką nie podążył Thiago Alcantara, ale to już temat na inny artykuł. Liczę, że pod wodzą nowego trenera inni młodzi zawodnicy również dostaną swoją szansę i eksplodują talentem.  A Marc musi zachować spokój i pracować tak jak to robi dotychczas. Z takim podejściem, Duma Katalonii ma stopera na najbliższą dekadę.