Bez pośpiechu, lecz do celu

Wygląda na to, iż Barcelona należycie wyciągnęła wnioski z porażki z zeszłej soboty. Tego popołudnia wybrała się do Andaluzji, na pozór, po obowiązkowe zwycięstwo. Rzeczywiście, przywiozła do domu cenne trzy punkty, wygrywając 1:3, tylko czy przyszło jej to równie łatwo, jak to brzmi? Cóż, nie do końca.

Dzisiejsze spotkanie należało zdecydowanie do dość przeciętnych. Po obu stronach trenerzy dokonali pewnych, choć nieznaczych roszad w składach, nie zaowocowało to jednak żadnym niesamowitym widowiskiem. Rezultat końcowy, jak sądzę, jest wystarczająco wymowny i adekwatny do tego, co obejrzeliśmy na Nuevo Los Carmenes.

Barca bowiem przeważała tak, jak zwykła to robić. Nie rwała się jednak do strzelenia goli, do czego także nas zdążyła przyzwyczaić i, prawdę mówiąc, ani razu w tym meczu nie narzuciła ostrego tempa.

Gospodarze z kolei nie pozostawali na to obojętni, przez co Blaugrana nie mogła lajtowo i bez pośpiechu biegać sobie po murawie, podając do siebie piłkę. Musiała pozostać czujna, bo zbyt wielkie rozluźnienie najprawdopodobniej zakończyło by się kolejną porażką. Jej nie moglibyśmy już nazwać kolejnym wypadkiem przy pracy. Granada na tyle, ile była w stanie, walczyła o to, by pokazać się przed liczną publicznością z jak najlepszej strony, a z tego, o czym wspominali komentatorzy Canal+ wiemy, iż dzisiejsze starcie Barcy z El Graną było bez wątpienia wydarzeniem dnia w Grenadzie.

Przesadziłabym jednak stwierdzając, że piłkarze Luisa Enrique nie robili nic – jak się później przekonaliśmy, wykonali swoje zadanie prawidłowo, zwyczajnie nie śpieszyło im się do tego. Pierwszy gol, którego zdobył Rakitić, padł niecałe pół godziny po pierwszym gwizdku sędziego, trzeba jednak przyznać Chorwatowi, że jego strzał wyglądał co najmniej fantastycznie. Po tym trafieniu sytuacja znów wróciła na dawne tory i sytuacja się uspokoiła, aż do końca tej partii.

Być może Barcelona chciała uśpić czujność przeciwników, a może po prostu potrzebowała kwadransu na odpoczynek i wzięcie łyka wody, bo drugą połowę rozpoczęła z przytupem. Prowadzenie gości powiększył Luis Suarez kilka minut po powrocie drużyn na murawę, oni jednak nie wydawali się tym przybici czy zrezygnowani. Statystyki być może nam o tym nie poświadczą, lecz Granada ewidentnie nie zamierzała grzecznie przyjmować kolejnych ciosów od znacznie silniejszego rywala. Zdobyli nawet gola kontaktowego, choć, co prawda, po rzucie karnym Rico. Tu jednak powinnam wstrzymać się od większej krytyki, zważywszy na to, co takiego zmarnował Messi w meczu z Manchesterem City. Granada zaznaczyła swoją obecność w tym spotkaniu. I już. Koniec końców stracili jeszcze jedną bramkę kilkanaście minut po własnej, tym razem “z ręki” wymienianego wyżej Argentyńczyka i był to ostatni strzał w tym meczu.

Reasumując, spotkanie być może nie rzucało na kolana, myślę jednak, że Barca jest w dobrej kondycji. To bez wątpienia miła wiadomość, że do bramki strzelał wyraźnie rozkręcający się Luis Suarez czy inny z “letnich” nabytków Dumy Katalonii, Ivan Rakitic. Należy pamiętać, że po ostatniej klęsce z Malagą Królewscy znów uciekli Barcy na cztery punkty, dlatego sądzę, że priorytetem powinno być co najmniej utrzymanie takiej formy drużyny. Dziś, w gruncie rzeczy, nie zawiodła nas, chociaż pokonanie Granady wcale nie okazało się takie bajecznie proste, a murawa podobno była tak zdewastowana, że ciężko było na niej grać.

Granada CF:

Oier – Foulquier, Cala, Babin, Nyom – Lass (79′ Candeias), Rico, Iturra, Ibanez – Marquez (67′ Rochina), Cordoba (48′ Success)

FC Barcelona:

Bravo – Alves, Bartra, Mathieu (75′ Busquets), Alba – Rakitic, Mascherano, Xavi (66′ Rafinha) – Messi, Suarez (79′ Pedro), Neymar