Bojan Krkić – co poszło nie tak?

Być lepszym od Leo Messiego. Dla wszystkich brzmi to dziś jak kompletne fantasy. Jednak niemal 9 lat temu, bo latem 2007 roku, do pierwszej drużyny Barcelony dołączył piłkarz, który mógł o tym śmiało myśleć. O tym, by pobić niezwykłość Argentyńczyka.

Bojan Krkić miał 17 lat i 19 dni gdy zadebiutował w barwach Blaugrany, w meczu La Liga. W swoim zaledwie piątym występie w lidze, zdobył pierwszą bramkę. W Lidze Mistrzów potrzebował sześciu spotkań, by wpisać się na listę strzelców. W Copa del Rey trafił już w debiucie. Swój pierwszy sezon zakończył z bilansem 12 bramek i 5 asyst w 48 meczach. Bilans okazały, tym bardziej jeśli pamiętać będziemy o tym, iż nie był nawet pełnoletni w trakcie rozgrywek 07/08. Dla porównania, Messi na taki bilans goli i decydujących podań, musiał czekać do swojego trzeciego roku w seniorskiej kadrze Dumy Katalonii. Na wyobraźnię wszystkich działało nie tylko to, jak świetny debiut miał Bojan. Ale i to, że potwierdził, iż jego niesamowite występy w juniorskich zespołach, nie były tylko bajkami. Oto mieliśmy chłopca, który w niecałe 8 lat gry w młodzikach zdobył niemal 900 bramek, a potem stał się członkiem katalońskiego dream teamu. Wszyscy czekali jak ta historia rozwinie się dalej.

Pierwsze kroki w dorosłym futbolu stawiał u Franka Rijkaarda. Niestety ich współpraca zakończyła się szybko. Bowiem zaraz po zakończeniu pierwszego sezonu Krkica, Barcelonę objął Pep Guardiola. Zaczął on robić swoje porządki i momentalnie ucierpiał na tym młody napastnik. Liczba meczów spadła z 48 do 42. Jednak ponownie udało mu się strzelać. Pod dowództwem nowego szkoleniowca zdobył 10 bramek i zanotował 6 asyst. Kolejny raz wszystkie rozgrywki kończył z przynajmniej jednym trafieniem i kluczowym podaniem. Dodatkowym plusem było to, że mógł rozwijać się przy tak genialnych snajperach jak Samuel Eto’o i Thierry Henry. Jednak jeśli ktoś przyjrzałby się uważnie współpracy Bojana i Pepa zauważyłby, że coś jest nie tak. Rijkaard w La Liga dał wychowankowi Blaugrany grać średnio 47,1 minuty. Natomiast Guardiola ani razu nie wystawił go w podstawowym składzie, a średni czas gry zmalał do 31,3 min. I choć wszyscy zachwycali się perfekcyjnym debiutem nowego trenera Barcy, sam Krkic mógł mieć mieszane uczucia.

Dziś wiemy, że historia genialnego dziecka Katalonki i Serba, nie potoczyła się tak jak powinna. Zamiast pójść w ślady Puyola, Iniesty, Xaviego, czy Messiego, władze Barcelony i sam Guardiola postanowili sprzedać Krkica. Za 12 mln euro trafił on do AS Romy. Cały ten transfer był dziwny. Z jednej strony Blaugrana zdecydowała się na klauzulę, która zobowiązywała ich, by po dwóch latach wykupili Bojana za 13 mln euro, dając możliwość rzymianom, by przebili ofertę i wyłożyli 28 mln. Nie było to zwykłe wypożyczenie. Tym ruchem nie dali mu do zrozumienia, że wciąż w niego wierzą, ale obecnie nie ma tyle możliwości do gry, więc go wypożyczą, by mógł grać. Po prostu go sprzedali. Z opcją odkupienia, ale chłopak miał prawo czuć się zraniony i zdradzony. Guardiola dał mu tym ruchem odczuć, że w niego nie wierzy. Dobijające było to, że po sezonie 11/12 Pep z Barceloną się pożegnał.

Włoska liga nie okazała się być dla Bojana zbawieniem. Co prawda w stolicy Italii rozegrał 37 spotkań i w Serie A zdobył 7 bramek, ale chyba miano tam wobec niego większe oczekiwania. Zdecydowano, że wypożyczą go do AC Milanu. Kolejna zmiana miejsca, kolejny brak zaufania. U Rossonerich grał jeszcze mniej i trafiał rzadziej. Ledwie trzy razy w 27 meczach. Widać było, że czeka na powrót do domu. Do stolicy Katalonii. Nie spodziewał się zapewne wtedy, że nie będzie mu dane przywdziać ukochanych barw ponownie. Że nie będzie dla niego miejsca nie tylko w samej Barcelonie, ale i całej hiszpańskiej lidze. Kolejne zesłanie czekało. Tym razem do Ajaxu. 3 klub, w przeciągu zaledwie trzech sezonów. Nie umiał się w Amsterdamie odnaleźć. Nie chciano go jednak także w domu. Został sprzedany bez żalu do angielskiego Stoke.

Jak to się stało, że wychowanek ze słynnej La Masia, który tak świetnie zadebiutował i odnalazł się w składzie z Ronaldinho, Deco, Eto’o i Messim, dziś nie jest nawet solidnym ligowcem? Że dwucyfrowy dorobek bramkowy osiągnął w lidze zaledwie raz, w pierwszym swoim sezonie? Gdzie popełniono błąd i zniszczono tak wielki talent? Po czyjej stronie leży wina? Na te pytania trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Medal zawsze ma dwie strony. Wydaje się, że Bojanowi wyrządzono wielką krzywdę tym, że tak bardzo porównywano go do Messiego. Że wsadzono go na pędzący rollercoaster, jakim była Barcelona, bez wcześniejszego przygotowania go do tego. Trafił na okres, gdy Blaugrana musiała być wielka. Wymagano, by czarowała stylem i wygrywała wszystko. I o ile Rijkaard ufał Krkicowi i dawał mu po prostu grać i bawić się piłką, tak od przyjścia Guardioli, wszystko się zmieniło.

O hiszpańskim szkoleniowców mówi się, że nie ma odpowiedniego podejścia do piłkarzy. Że nie umie odpowiednio się o nich zatroszczyć. Krkic po wielu latach przyznał, że różnica między Rijkaardem i Guardiolą była ogromna. Holender ufał mu i Bojan nie czuł na sobie tak wielkiej presji. Pep pomimo że warsztat trenerski ma genialny, tak już kwestia mentalnego podejścia do swoich podopiecznych, jest u niego kwestią sporną. A miał przecież w swoich rękach wielki talent, o który należało odpowiednio dbać. Bojan był wtedy jeszcze dzieciakiem. Miał 18 lat i musiał radzić sobie z presją, jaką narzucono na niego wielkimi oczekiwaniami i porównaniami. Guardiola nie obronił go przed ataki z zewnątrz. I nie ulega wątpliwości, że wyrządził Bojanowi tym krzywdę. Nikt nie pomyślał, że tak nagły i szybki przeskok, przy tak ogromnych nadziejach, jakie wiązano z tym młokosem, mogą go poważnie uszkodzić.

Oto bowiem mieliśmy sytuację, gdy od 17-letniego chłopca oczekiwano, że z miejsca wejdzie do składu wypchanymi największymi gwiazdami – zwycięzcami Ligi Mistrzów, medalistami Mistrzostw Świata – i będzie strzelać równie wiele, co w juniorskich rozgrywkach. Bojanowi potrzebne było pełne zaufanie i otoczenie go ochroną. Jak sam mówi, bardzo pomagali mu Henry, Puyol, Xavi i Iniesta. Przyznawał, że o ile był gotowy sprawdzać się na murawie, tak poza nią przerażało go, iż ludzie mówią o nim „Nowy Messi”, czy też dają przydomek La Promesa (nadzieja). Bardzo szybko zabrano mu to, co w jego wieku jest tak istotne – niewinność. Wrzucono go w wir wydarzeń, na które nie miał wpływu. Wspomina, że momentalnie z chłopaka, który mógł swobodnie poruszać się po mieście, stał się gwiazdą, która nie mogła wyjść z domu.

Krkić spalił się psychicznie. Nie wytrzymał presji jaką go otoczona. Nie obronił go Guardiola. Można się zastanowić czy gdyby hiszpański trener miał takie podejście do swoich podopiecznych jak Jose Mourinho (a więc za wszelką cenę bronić piłkarzy), to czy Bojan zostałby uratowany. Można jednak tylko gdybać. Prawda okazała się smutna. 25-letni obecnie napastnik nie poradził sobie. Gdy nie wykorzystywał sytuacji, w jego głowie szybko pojawiała się myśl, że musi to naprawić, bo zawiedzie oczekiwania wszystkich wokół. Doprowadziło go to do presji, która wiązała mu nogi. Dodatkowo miał wiele pecha. Pamiętacie kontrowersyjną sytuację z półfinału Ligi Mistrzów, przeciwko Interowi Mediolan? Ostatnie minuty spotkania i nieuznany gol Krkica, który zdaniem wielu zdobyty był prawidłowo. Zachodzi pytanie: co by było, gdyby jednak Bojan został bohaterem tamtego wieczoru? Czy udałoby mu się dziś dalej być w Barcelonie?

Obecny dorobek jednokrotnego reprezentanta Hiszpanii to 215 spotkań w 5 klubach. 49 goli i 21 asyst. Niezbyt okazały wynik. Należy jednak pamiętać ile ten chłopak przeszedł. Jego historia jest doskonałym przykładem, jak łatwo zniszczyć jest młody talent. Że nie chodzi tylko o nałożenie oczekiwań i zwykłe trenowanie jego piłkarskich umiejętności. Trzeba pamiętać o tym jak łatwo jest psychicznie zniszczyć każdego młodego chłopaka. Niech więc los Bojana Krkica będzie przestrogą dla wszystkich.