Boję się powrotu Leo Messiego

leo_messi_640x360_crop_rozmiar-niestandardowyNie należę do tego typu kibiców, którzy odliczają dni do końca rehabilitacji Leo Messiego. Owszem – jego dyspozycyjność zawsze będzie miodem na moje serce, jednakże ostatnie spotkania w wykonaniu Barcelony pokazały prawdziwe oblicze katalońskiego zespołu. Prawdziwe, bo bez tego sztucznego, skumulowanego w jednej osobie, “motoru napędowego”. Nikt już nie mógł powiedzieć, że Blaugranie (rozbijając Elche, Getafe, Celtic czy dwukrotnie Kartagenę) udało się to tylko dzięki geniuszowi Leo Messiego. To wszystko dlatego, że do głosu doszli Ci, którzy przy “Pchle” na co dzień są tylko jej cieniem.

Od meczu z Betisem, czyli od momentu, gdy Argentyńczyk doznał kontuzji wykluczającej go z gry na 2 miesiące, Barcelona rozegrała 9 meczów, z czego 7 wygrała a 2 przegrała. Podopieczni Dumy Katalonii strzelili łącznie 30 bramek (3,3/mecz), co jest wynikiem dość dobrym. Takiej formy Blaugrana jeszcze w tym sezonie nie miała, choć można to też łatwo wytłumaczyć konfrontacjami z dość niszowymi zespołami. (Prawie) Co trzecią bramkę strzelał Pedro (9 goli), zostawiając w rankingu za swoimi plecami Neymara (6 goli) oraz Alexisa i Fabregasa (po 4 gole). Te statystyki mogą szokować, ponieważ to nie Kanaryjczyk miał być alternatywą na brak Messiego. Widać jednak jak na dłoni, że Pedro bez Leo czuje się na boisku jak ryba w wodzie, a Fabregas potrafi się świetnie dogadać zarówno z PR7, jak i z Alexisem Sanchezem.

Trudno uznać, że Barcelona nauczyła się już grać bez Messiego, ale na pewno jest/była na dobrej drodze, by spróbować się od Argentyńczyka uniezależnić. Akcje w ataku wyglądają często bardzo zgrabnie i kolektywnie. Wystarczy podać do Fabregasa, a ten lada moment znajdzie wybiegającego Sancheza, Pedro, Tello, czy jakiegoś bocznego obrońcę. Przyjemnie patrzyło się na większość z tych meczów. Od pierwszego spotkania z Kartageną Blaugrana w ofensywie gra pewnie i skutecznie. Mankamentów można doszukiwać się jedynie w obronie, ale na to akurat obecność Messiego nie ma praktycznie żadnego wpływu.

Prawdą jest, że ostatnie 9 spotkań nie należało do grona tych trudnych i niebezpiecznych. Mimo wszystko boję się powrotu Leo Messiego do składu Barcelony. Wątpię, by “Messidependencia” była aż tak widoczna w meczach z – bądź co bądź – słabymi zespołami, czyli Getafe i Levante, ale przeciwko Atletico – jak najbardziej. Obawiam się, że wypracowany od kilku tygodni kolektyw w ataku zgaśnie, Pedro zostanie przesunięty na skrzydło, a Alexis swoim przebiegłym wzrokiem będzie szukał tylko i wyłącznie Argentyńczyka. Bramki zacznie strzelać Leo, a do niedawna skuteczni koledzy staną się jedynie statystami w “Teatrze jednego aktora”. Niby wszystko po staremu, niby wszystko fajnie, ale… nie do końca.

Chciałbym się mylić, ale nie zdziwię się, gdy swoją skuteczność zatraci chociażby Pedro. Chłopak pokazuje, że potrafi seryjnie strzelać gole, tylko czy będzie potrafił to kontynuować grając na skrzydle? Przez pierwsze kilkanaście spotkań szło mu dość mozolnie, bo do momentu przejęcia “monopolu” w ofensywie Barcelony, strzelił zaledwie… sześć goli. Wówczas jego dorobek nie stanowił nawet połowy dorobku La Pulgi, który 2013 rok zakończył z strzelonymi 14 golami w sezonie. Trudno mi sobie to wyobrazić, aby Martino “poświęcił” Messiego, wystawiając Argentyńczyka na boku ofensywy, pozostawiając w nagrodę skutecznego Pedro na środku ataku. To jest scenariusz co najmniej nierealny.

Życzę sobie, aby po powrocie Leo Messiego, Pedro wciąż miał taki sam ciąg na bramkę, Alexis zamiast podawać – strzelał, a Fabregas widział nie tylko La Pulgę w polu karnym. Jeśli moje zachcianki się nie sprawdzą, to potwierdzi się za to inna, stara i jara teza: “Hay Messidependencia en Barcelona”.

Śledź Przemysława Kasiurę na Twitterze!


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273