Bramkarska miłość

claudio_bravo_fcbarcelona_0925

Victor Valdes miał fenomenalny początek zeszłego sezonu. Do samego końca nie było pewne, czy odejdzie latem 2013 roku, czy dopiero za rok zasili jakiś topowy zespół na zasadzie wolnego transferu. Barcelona dużo ryzykowała zwlekając do samego końca z kupnem bramkarza. Jednak po odejściu Victora z Barcelony, na jego miejsce przybył lekceważony przez wielu Chilijczyk. Claudio Bravo już na Mundialu w Brazylii udowodnił, że jest wielkim bramkarzem. Choć nie miał takich parad jak Keylor Navas, takich desperackich interwencji jak Tim Howard, ani nie miał okazji prezentować się tak długo jak Manuel Neuer, jednak to nie przeszkodziło 31-latkowi, żeby być jednym z najlepszych bramkarzy Mundialu 2014 roku. Bravo szybko zastąpił Valdesa, nie tylko na boisku, ale i w głowach wielu kibiców.

Ciężko uwierzyć, że jeszcze rok temu Valdes ratował swoimi nieprawdopodobnymi interwencjami 3 pkt w wielu meczach. Słaba i dziurawa obrona dawała pełne pole do popisu dla bramkarza. Ten nie zawodził. Barcelona traciła wiele bramek już na początku sezonu, jak chociażby w spotkaniu trzeciej kolejki z Valencią, gdzie Victor musiał wyciągać z siatki aż dwa gole. W kolejnym meczu z Sevillą sytuacja się powtórzyła. Następne kolejki nie były aż tak wymagające, jednak obrona Barcelony nadal zawodziła, a Valdes musiał średnio co drugie spotkanie wyciągać jedną piłkę z własnej bramki.

Jednak gdyby nie znakomita postawa Hiszpana, Barcelona nie dość, że przegrałaby spotkania z Valencią i Sevillą, to potraciłaby punkty z mniej groźnymi rywalami. Valdes bronił jak nigdy, a najgorsze dla kibiców było to, że widzieli jego grę po raz ostatni. Media wystawiały mu wysokie noty niemal co mecz. Widać było, że Victor uświadomił sobie, że to jego ostatni sezon w klubie który kocha i musi zrobić wszystko, aby być zapamiętany jako jeden z najlepszych bramkarzy klubu w historii, jak nie najlepszym, dzięki zdobyciu aż trzech pucharów Ligi Mistrzów.

Przeciwnik stwarzający sobie sytuację 101% nigdy nie był pewny, czy Valdes po raz kolejny nie popisze się wirtuozerską robinsoniadą. Wszyscy zastanawiali się, gdzie nieudolny zarząd Barcelony znajdzie kolejnego tak dobrego bramkarza. Szybko zdecydowano się na pozyskanie młodziutkiego ter Stegena, jednak ta opcja nie do końca satysfakcjonowała co krytycznych kibiców. Fani próbowali wszelkimi dostępnymi metodami przekonać Valdesa do pozostania w klubie. Ten jednak był nieugięty, choć był pewien okres niepewności, co zaowocowało nadzieją wielu kibiców.

Forma Valdesa z początku sezonu jednak nijak miała się do tej z połowy rozgrywek ligowych. Victor jakby zmęczony zarówno fizycznie jak i psychicznie pierwszymi meczami, wkrótce zaczął popełniać coraz więcej błędów i to nawet z tych cięższych, które takiemu bramkarzowi nie miały prawa się zdarzyć. Barcelona wygrywała nadal mając poważne problemy z linią obrony, a Valdes dwoił się i troił, żeby tylko zachować czyste konto.

26 marca 2014 godz. 20:22. Celta Vigo ma rzut wolny po lewej stronie boiska. Przy piłce stoi Orellana oczekujący na gwizdek sędziego. Po chwili głośne i krótkie gwizdnięcie rozległa się po całym stadionie. Zawodnik z numerem 14 podbiega do piłki i posyła futbolówkę tuż nad murem ustawionym z czterech zawodników gospodarzy. Piłka posłana została w sam środek bramki Victora Valdesa. Hiszpan podskakuje parując piłkę pod własne nogi. Ta jednak odskakuje, a do oddania strzału dobiega już Cabral. Victora asekuruje znajdujący się w pobliżu Mascherano. Valdes jest jednak szybszy od zawodnika Vigo. Desperacko rzuca się na piłkę łapiąc ją jeszcze w powietrzu. Od razu wstaje. Sekundę później zaczyna odczuwać ból. Kamera pokazuje grymas bólu na twarzy zawodnika Blaugrany. Przechodzi kilka metrów utykając. Podnosi rękę w geście kontuzji. Wyrzuca piłkę na linię boczną i tuż po przekroczeniu własnego pola karnego kładzie się na murawę. Kamera nawet nie drgnie, pokazując cierpienie Hiszpana oraz zaniepokojone twarzy kolegów z zespołu. Valdes jest załamany, wie, że ta kontuzja przekreśli nie tylko jego dalsze występy w Barcelonie, ale może zagrozić jego transferowi do AS Monaco, z którym był dogadany przed sezonem. Minutę później na murawę wchodzi Jose Pinto. Victor Valdes żegnany jest oklaskami.

Victor nadal nie doszedł do siebie po tej bardzo groźnej kontuzji. Ominęła go nie tylko najważniejsza część poprzedniego sezonu, ale także Mundial oraz transfer do nowego klubu. Stan zdrowia Valdesa jest pilnie strzeżony. Nie pojawia się w żadnych mediach. Nawet żadne zdjęcie z jego treningów nie wyciekło do sieci. Wiadomo jedynie, że trenuje indywidualnie, aby wrócić do formy sprzed kontuzji. Po Valdesa zgłosił się już menadżer Liverpoolu Brendan Rodgers, który jest zainteresowany usługami Hiszpana, gdy ten powróci do zdrowia. Mignolet nie wydaje się pewniakiem w bramce The Reds.

Claudio Bravo nie miał za sobą dobrych występów w meczach przedsezonu. Popełnił fatalny błąd z Napoli, który przekreślił zwycięstwo Dumy Katalonii. Luis Enrique postawił jednak na Chilijczyka w ligowych meczach. Był to strzał w dziesiątkę. Bravo jest pewny i nawet gdy nie ma żadnej okazji do interwencji przez większość meczu, w jednej jedynej stworzonej przez przeciwników broni bezbłędnie. 31-latek jest w życiowej formie co udowadnia w każdym ligowym spotkaniu.

W ostatnim meczu ligowym z Rayo Vallecano został okrzyknięty graczem meczu. Drużyna Paco Jemeza jako jedyna do tej pory postawiła twarde warunki na boisku. Choć sami stracili dwie bramki, to do samego końca próbowali zagrozić bramce Bravo. A jego interwencją można było tylko przyklasnąć. Spisał się fenomenalnie i co ważne, pobił rekord Pello Maríi Artoli sprzed 37 lat. Barcelona jako jedyna drużyna w historii rozgrywek La Liga nie straciła bramek w żadnym z pierwszych siedmiu spotkań.

Można tu oczywiście tłumaczyć, że obecna obrona Barcelony jest niemal doskonała, popełniająca niewiele błędów. Oczywiście jest to prawda. Valdes nie miał przed sobą aż tak dobrej linii obrony. Mathieu jest objawieniem tego sezonu i wraz z Mascherano tworzą duet nie do zdarcia, przynajmniej ze słabszymi rywalami. I tu powstaje druga kwestia. Drużyna Luisa Enrique nie miała jeszcze okazji mierzyć się w lidze z zespołami ze ścisłego topu. Atlethic Bilbao to dobra ekipa, ale wiele straciła na swojej jakości, co widać po ich grze, nie wspominając już o wynikach ich spotkań. Tak samo z Villarreal. Są to wszystko dobre zespoły na Primera Division, ale tylko dobre. Prawdziwe sprawdziany dopiero nadejdą.

Bravo nie wpuścił gola od 630 minut. Rekord może wyśrubować w meczu z Eibarem. Beniaminek nie wydaje się być żadną przeszkodą na drodze trzech punktów i zachowania czystego konta. Dzięki temu Chilijczyk może mieć aż 720 minut bez straty gola i pokona w klasyfikacji Diego Alvesa, Abelardo Gonzáleza, Emilio Isiertea oraz Victora Valdesa, który w sezonie 2008/09 nie wpuścił gola przez 686 minut.

Absolutny rekord należy do legendy Atletico Madryt Abelo Rosino. Rojiblancos w sezonie 1990/91 nie stracili bramki przez 1275 minut. Z taką passą można byłoby się spodziewać, że Bravo ma pełne predyspozycje, żeby spróbować pobić ten rekord. Patrząc na terminarz mogłoby się to udać, gdyby nie mały szczegół. Za dwa tygodnie Bravo i spółka lecą do Madrytu na Santiago Bernabeu. Ekipa Carlo Ancelottiego nie będzie się biernie przyglądać popisom chilijskiego golkipera. Wręcz absurdalny wydaje się wynik, gdzie Ronaldo, Bale, James, Modrić czy Benzema nie strzelą na własnym stadionie choć jednej bramki. Obrona Barcelony będzie musiała wejść na zupełnie nowy poziom, żeby zachować czyste konto. Wszystko tak na dobrą sprawę w rękach Bravo. Wyjechać z Madrytu z trzema punktami i z czystym kontem byłoby rzeczą legendarną, nawet bardziej od rekordu Abelo Rosino.