Brytyjska samba

10715805_10202469087999096_1909264981_n

Kilka dni temu Dani Alves miał udzielić odpowiedzi dla brazylijskiego dziennika „El Globo”, w którym powiedział, że jego przygoda z Barceloną kończy się po zakończeniu aktualnego sezonu. Bardziej interesująca jest druga część, w której poinformował, że przeniesie się do Anglii, czyli „tam, gdzie urodził się futbol”. Jeszcze tego samego wieczoru środowisko piłkarza miało zdementować te pogłoski. Dopiero po kilku dniach okazało się, że wypowiedź pochodzi z lipca bieżącego roku, kiedy to Alves przekonany był o transferze do klubu z czołówki Premier League. Powiedział także, że gdyby to od niego zależało, to… zostałby w Barcelonie.

Alvesa wszyscy mają już dosyć, nie tylko kibice Dumy Katalonii, ale także Brazylijczycy, łącznie z nowym selekcjonerem reprezentacji – Dungą. 31-letni Brazylijczyk jak sam twierdzi stał się kozłem ofiarnym, któremu można zarzucić niemal wszystko, samemu umywając ręce od odpowiedzialności. Dani jest pod ciągłym ogniem krytyki, co na pewno nie pomaga mu w grze. Każdy przymykał oko na jego specyficzny sposób bycia, ale wraz z rozwojem serwisów społecznościowych, Alves dawał coraz więcej powodów do narzekania, a jego postawa na boisku z meczu na mecz była coraz gorsza.

Jest jednym z zawodników, którzy uczestniczyli w wielkiej Barcelonie Pepa Guardioli. Ma na koncie więcej trofeów niż niejeden piłkarz z czołówki. Mając 31 lat spokojnie mógłby jeszcze przez kilka sezonów grać na wysokim poziomie. Jednak ostatnie jego lata to jedynie odcinanie kuponów. Nawet przyjście Luisa Enrique absolutnie nic nie zmieniło w sprawie Alvesa. Ten nadal gra jak grał za Vilanovy i Martino, denerwując kibiców swoimi wrzutkami w pole karne czy niepowracaniem do linii obrony, ale co gorsza, w dalszym ciągu jest zawodnikiem pierwszego zespołu. Douglas to na razie żadna konkurencja, ale Martin Montoya w swoim jedynym meczu w tym sezonie zaprezentował się na tyle solidnie, że to on powinien dostawać więcej minut na boisku, przynajmniej z rywalami z niższej i środkowej półki.

Nawet zarząd klubu przekreślił dalszą karierę Daniego w Barcelonie. Brazylijczyk wielokrotnie podkreślał, że był lekceważony i nikt się nawet nim nie zainteresował, pomimo wygasającego w czerwcu 2015 roku kontraktu. Losy 31-latka wydają się przesądzone, ale czy na jego następnym kierunkiem będzie Anglia?

Alves ma wyrobioną markę. Jego dodatkowym atutem będzie wolny transfer, choć nie może liczyć na taką pensję jaką miał w katalońskim klubie, to dzięki temu i tak będzie łakomym kąskiem na rynku transferowym. Jeżeli Anglia, to tylko dwa kluby przychodzą mi do głowy.

W Manchesterze United nie miałby większej konkurencji. Jeżeli tylko Van Gaal zdecydowałby się na grę czterema obrońcami, Alves mógłby szybko stać się podstawowym graczem Czerwonych Diabłów. Nawet wystawienie go jako prawego skrzydłowego nie byłoby złym rozwiązaniem. Jego wrzutki w pole karne w końcu miały by sens. Robin van Persie i Radamel Falcao mieliby pełne pole do popisu przed bramką rywala. Zakładając oczywiście, że Kolumbijczyk przejdzie transfer definitywny do czerwonej części Manchesteru.

Drugim klubem może być Arsenal. Z góry odrzucam Manchester City (niepodważalna pozycja Pablo Zabalety), Liverpool oraz Chelsea. Arsenal jednak wydaje się dobrym kierunkiem dla Alvesa. Publiczność również jest tam nie łatwa, a styl londyńskiego klubu specyficzny, ale gdyby tylko chciał, z pewnością stanowiłby o sile drużyny prowadzonej przez Wengera.

Można dyskutować o czołówce, ale niekoniecznie menadżerowie najlepszych angielskich ekip będą zainteresowani darmowym transferem prawego obrońcy. Dobrym rozwiązaniem dla Brazylijczyka może okazać się Everton lub Tottenham. Nie są to ekipy nad którymi ciąży presja walki o mistrzostwo oraz zdobywania europejskich pucharów. 31-latek mógłby odżyć w nieco mniejszym, ale nadal wielkim klubie.

Istnieje również opcja, że Barcelona zdecyduje się przedłużyć kontrakt z Brazylijczykiem. Nie do końca jest jasne, czy kataloński klub może odnawiać kontrakty wobec nałożonemu banowi transferowemu. Jeżeli jednak FIFA zgodziłaby się na takich ruch ze strony klubu, myślę, że zarząd może poważnie podejść do zatrzymania Brazylijczyka jeszcze przez rok lub dwa. Alves czuje się znakomicie w Hiszpanii, dodatkowo w klubie ma przyjaciół (Neymar, Adriano), których na pewno nie chciałby opuszczać. Nie wiadomo jaka przyszłość czeka Martina Montoyę, ani czy Douglas okaże się godnym następcą Alvesa. W kwestii prawych obrońców nic nie jest pewne. Bez wątpienia czas Alvesa na Camp Nou dobiegł końca, ale tylko od niego samego zależy jak potoczą się jego dalsze losy. Brazylijczyk musi wziąć się w garść i przypomnieć sobie najlepsze lata za Pepa Guardioli. Sezon tak na dobrą sprawę dopiero wystartował, więc wszystko w nogach samego zawodnika. Póki co można odnotować dwa dobre mecze w jego wykonaniu, ale to wciąż zbyt mało, tym bardziej w perspektywie porażki z PSG w Lidze Mistrzów.