Buena suerte, Pep!

1330200126165

Późnego środowego popołudnia światem piłkarskim znów zawładnął Pep Guardiola. Mówiło się tylko o byłym szkoleniowcu Barcelony i tym, że od przyszłego sezonu poprowadzi niemiecki Bayern Monachium. Wreszcie przekonamy się o klasie trenerskiej Pepa. Czy poradzi sobie w innym klubie niż „Duma Katalonii”? Moim zdaniem tak, choć z pewnością nie będzie miał łatwo.

Przeciwnicy Guardioli jako jednego z najlepszych trenerów świata zawsze mieli jeden główny argument – prowadził tylko Barcelonę, samograja, którego wystarczyło nie zepsuć. Po odejściu z „Blaugrany” Guardiola zdecydował się na roczny odpoczynek. To, że nie będzie trwał on zbyt długo, wiadomo było od początku. Są ludzie, którzy bez piłki żyć po prostu nie potrafią i Pep z pewnością się do nich zalicza. Spekulacje podsyciła jeszcze niedawna wypowiedź „Mistera” z Zurychu, gdzie zapowiedział powrót na trenerską ławkę. Angielski „The Sun” był pewien, że Guardiola trafi do Manchesteru City. Mówiło się też o United i Chelsea, a sama Premier League była zdecydowanie najczęściej wymienianym kierunkiem. Pep wcale nie wylądował jednak w Anglii, lecz w Niemczech. W Bayernie Monachium, obecnie prowadzonym przez Juppa Heynckesa, który po tym sezonie prawdopodobnie zakończy trenerską karierę.

O tym, czy wybór Guardioli jest dobry dla obu stron pod względem sportowym, dopiero się przekonamy. Na pewno Bayern zrobił jednak znakomity ruch pod względem marketingowym – wszak nie mówi się teraz o niczym innym jak o tym, że na ławce zespołu z Monachium zasiądzie Guardiola. Pep ma wielu zwolenników, niemało przeciwników, ale najmniej jest takich, którzy obok zatrudnienia go przez Bayern przejdą obojętnie.

Moim zdaniem klub z Allianz Arena to bardzo dobry wybór byłego szkoleniowca „Dumy Katalonii”. Monachijczycy to klub z absolutnej światowej czołówki, w ostatnich sezonach dwukrotnie dochodzili do finału Champions League. W Niemczech rywalizują praktycznie tylko z jednym zespołem – prowadzoną przez Juergena Kloppa Borussią Dortmund. W trwającym sezonie ciężko mówić zresztą o walce – Bayern dzieli i rządzi w Bundeslidze, niczym Barcelona w Primera Division. Z pewnością nikt nie będzie więc zadowolony w niemieckim klubie z sukcesów na arenie krajowej. W Bawarii wychodzą z założenia, że mistrzowska korona Bayernowi się po prostu należy i żaden inny wynik nie wchodzi w grę. Monachium marzy tylko o jednym – upragnionym zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Nie udało się w maju, na własnym obiekcie. Czy uda się pod wodzą Guardioli, który już dwukrotnie sięgał po to trofeum? W Bayernie wszyscy na to liczą.

Obecni wicemistrzowie Niemiec z pewnością nie są klubem biednym. W Bundeslidze stać ich na każdego piłkarza, a że spore pieniądze mogą wyłożyć także na zawodników zza granicy, pokazał chociażby letni transfer Javiego Martineza z Athletiku Bilbao. Z pewnością włodarze monachijskiego klubu są jednak dużo mniej rozrzutni od tych z Barcelony. Pep nie będzie mógł sobie pozwolić na takie niewypały, jak choćby Czyhryński. Sporo mówi się o tym, że działalność na rynku transferowym jest bodaj najsłabszą stroną Guardioli. Aby odnieść sukces w Monachium, „Mister” będzie musiał zdecydowanie się poprawić. Tu nie będzie tak samo, jak w stolicy Katalonii. Słabego transferu nie będzie można zastąpić świetnymi wychowankami, których tylu po prostu w Bayernie nie ma.

Podobno już od dwóch miesięcy Guardiola uczy się języka niemieckiego. Będzie to bardzo ważne, bowiem komunikacja z piłkarzami bez znajomości ojczystej mowy większości z nich, byłaby dużo trudniejsza. Do czerwca Pep z pewnością opanuje niemiecki na tyle, aby bez problemu porozumiewać się z piłkarzami. Jak będą wymagały jego z szatnią? Nie wiadomo. Piłkarze Bayernu to nie grzeczni i poukładani wychowankowie z Barcelony. Guardiola na boisku niejednokrotnie pokazywał jednak, że nie da sobie w kaszę dmuchać, więc należy wierzyć, że poradzi sobie również na ławce rezerwowych w Monachium.

Praca w Bayernie będzie dla Guardioli prawdziwym testem. Jeżeli go zda, już nikt nie będzie kwestionował umiejętności trenerskich Pepa. W Barcelonie nie ma chyba osoby, która nie ściskałaby kciuków za „Mistera”.