Cotygodniowy kącik rywala – odcinek 1

Ostatnia tegoroczna kolejka Primera Division za nami. Co przyniosły nam mecze rozegrane w przeddzień ostatnich wigilijnych przygotowań? Kto pokazał się z dobrej strony, a kto znowu zawiódł? Na subiektywne oceny co najmniej co tydzień zapraszamy do kącika rywala.

Defensywa w cieniu Pedro

Spotkanie Barcelony z Getafe zaczęło się tak, jak gdyby święty Mikołaj czytał mi w myślach. Dziurawa defensywa Barcelony podarowała rywalom dwie bramki i wydawało się, że wigilijny karp będzie miał w tym roku szczególnie wyśmienity smak. Podopieczni Gerardo Martino z trybu wańka przeszli jednak we wstańkę i za sprawą fenomenalnego Pedro sprawili Getafe godzinną manitę.

Reprezentant Hiszpanii rozegrał kapitalne zawody i popisał się hat-trickiem w osiem minut, a także dwiema asystami przy bramkach Cesca Fabregasa. Kosmiczny wyczyn, o którym kibice Barcelony opowiadać będą jeszcze wnukom o imionach Lionel, ale warto spojrzeć na ten mecz od drugiej strony. Oczywiście, możemy zachwycać się niesamowitą remontadą, kupować koszulki Pedro i wyśmiewać przeciwników Fabregasa jako fałszywego napastnika, ale sensowniej byłoby jednak zająć się kwestią defensywy. Dwie stracone bramki w kwadrans w spotkaniu z Getafe to głośny dzwonek alarmowy przed dwumeczem z Manchesterem City. Czytaj więcej

Cule vs. Merengue – Złota Piłka nie dla Messiego!

Jakiś czas temu na naszych łamach często pojawiały się tak zwane “debaty”, czyli rozmowy dwóch redaktorów na poważne (chociaż nie zawsze) tematy. Otrzymaliśmy od Was wtedy wiele ciepłych słów i po kilku miesiącach przerwy postanowiliśmy wrócić do tego cyklu. Z tą różnicą, że starego, stetryczałego już Przemysława zastąpił młody, świeży, przystojny Adam Wielgosiński! Po stronie madryckiej wciąż Darek Kosiński, a obaj Panowie tym razem dyskutowali na temat Złotej Piłki za rok 2013. Komu by ją wręczyli? Zapraszamy do lektury!

Darek Kosiński: Cześć Adam! Już niedługo, już za jakiś czas w Zurychu odbędzie się gala wręczenia Złotej Piłki za rok (?) 2013. Messi wypadając z gry na około dwa miesiące definitywnie wypadł z walki o statuetkę?

Adam Wielgosiński: Zawsze jest Ribery, który zebrał wszystkie klubowe trofea, ale jest to nagroda indywidualna, dlatego Cristiano powinien ją zgarnąć. Lecz to nie zmienia faktu, że wszystkie gole Portugalczyka były niczym, bo mistrzostwa kraju nawet nie powąchał, a Puchar Króla podniosło Atletico, i to na Bernabeu.

D.K: Czyli zgadzamy się już w jednej kwestii, tym razem Lionel Messi po prostu nie powinien wygrać. W wyścigu pozostaje więc tak naprawdę dwóch zawodników – Cristiano Ronaldo i Frank Ribery. Do debaty na ich temat jeszcze dojdziemy, ale najpierw może coś nieco lżejszego gatunkowo. Jakich dwóch zawodników widzisz w piątce plebiscytu? Na co tak naprawdę szanse ma nasz rodzynek z Borussi? Czytaj więcej

Okiem rywala: Wiele do poprawy…poza wynikami

Nikt nie spodziewał się tego, że po czterech kolejkach fazy grupowej Ligi Mistrzów Stara Dama będzie podejmowała Real Madryt z nożem na gardle. Ewentualna porażka we wtorkowym klasyku postawi mistrzów Włoch w niezwykle trudnej sytuacji, ale czy Andrea Pirlo i spółka naprawdę mają się czego bać?

Po trzej meczach w najbardziej elitarnej lidze świata Królewscy mają komplet punktów, bilans bramkowy 12:2 i co najważniejsze – pięć punktów przewagi nad drugim zespołem grupy, Galatasaray. Gra podopiecznych Carlo Ancelottiego jest jednak daleka od ideału, co pokazały szczególnie ostatnie mecze przeciwko Barcelonie, Rayo Vallecano i Juventusowi właśnie.

W meczu z Barceloną słaby ograł jeszcze słabszego, a w grze Realu poza kilkoma szansami na zdobycie bramki nie można było zobaczyć zbyt wiele pozytywów. Podobnie było w meczu z Włochami, z tą różnicą, że tym razem ciut słabszym zespołem okazał się Juventus.

Spotkanie z Rayo to już zupełny cyrk na kółkach – po wyjściu na trzybramkowe prowadzenie defensywa Królewskich uznała, że mecz się skończył i w przeciągu trzech minut sprezentowała rywalom dwa rzuty karne, które wykorzystał Viera. Rywale złapali wiatr w żagle i tylko ogromna ilość szczęścia i dobra dyspozycja Diego Lopeza w bramce uratowały zespół Carlo Ancelottiego od straty bramki.
Czytaj więcej

Okiem rywala: Przejmuję stery na Bernabeu

W chwili, gdy Jose Mourinho kłóci się z Pepe poprzez media, Iker Casillas przesiaduje mecze na wygodnej ławce rezerwowych i wciąż nie wiadomo kto przejmie trenerski stołek po The Special One, wkraczam na Santiago Bernabeu i robię tam letnie porządki.

Poszukiwany, poszukiwana – kto zastąpi Jose Mourinho?
Czytaj więcej

Okiem rywala: Pogadamy we wtorek

Chyba nikt o zdrowych zmysłach i pojęciu o futbolu nie spodziewał się takiej klęski hiszpańskich zespołów w pierwszych półfinałowych spotkaniach Ligi Mistrzów. Bayern i Borussia zaprezentowały się z bardzo dobrej strony, ale śmiem twierdzić, że przyczyny porażki drużyn z półwyspu iberyjskiego należy szukać w ich słabej, wręcz fatalnej dyspozycji.

Podopieczni Jose Mourinho rozegrali najgorsze spotkanie od pamiętnej manity, w trakcie której to Gerard Pique za pomocą lewej dłoni pokazywał trybunom Camp Nou jaki rezultat widnieje na tablicy wyników. Gra Realu zupełnie się nie układała, zawiedli poszczególni gracze, a bramka, którą Real strzelił jest zasługą wielkiego błędu Matsa Hummelsa.
Czytaj więcej

Okiem rywala: Czas na finał

Chociaż każda możliwa półfinałowa para Ligi Mistrzów byłaby niezwykle ciekawa, to muszę przyznać, że losowanie zostało ustawione. Pode mnie. Gdyby Real trafił na Bayern, liczyłbym na zemstę za zeszłoroczne półfinały. Jeżeli wypadłoby na Barcelonę, miałbym nadzieję na kolejne pokonanie odwiecznego rywala w tym sezonie. Najsłabiej z grona najlepszej czwórki Europy prezentuje się Borussia i chociaż papierowe warianty taktyczne i punkty umiejętności rodem z FIFY z nie grają, to wierzę w awans mojej drużyny.

W rozgrywkach grupowych obydwa zespoły spotkały się ze sobą dwukrotnie, a lepiej w tych meczach zaprezentowali się obecni jeszcze wtedy mistrzowie Niemiec. Półfinałowy dwumecz to jednak zupełnie inna bajka, a ponadto forma Realu Madryt od czasu zmagań grupowych na pewno wzrosła i to w znacznym stopniu. Borussia natomiast znalazła się w gronie czterech najlepszych drużyn Europy przy sporym szczęściu, nie zachwycając w dwumeczu z Malagą. Czytaj więcej

Okiem rywala: Niepotrzebna kurtuazja

Gianni Infantino znów był najważniejszą postacią losowania par Ligi Mistrzów, a jego ręce połączyły ze sobą zespoły Realu Madryt i Galatasaray. Co to oznacza? Przede wszystkim sezon na kurtuazję i wymianę uprzejmości.

Po raz kolejny możemy przeczytać mnóstwo wywiadów, które różnią się jedynie kolejnością pytań i nazwiskiem piłkarza odpowiadającego na ten schematyczny bełkot. Od samego początku przedstawiciele Królewskich podkreślają, że Galata to mocny zespół, ale jeżeli podopieczni Jose Mourinho zagrają dobrze, to mają szanse na awans. Do tego dołożyć trzeba rzecz jasna jeszcze klasyczne zdanie „w tej fazie turnieju nie ma już przypadkowych drużyn”.

Prezesowi klubu czy członkom sztabu szkoleniowego może nie wypada wychodzić przed szereg, ale muszę przyznać, że brakuje mi piłkarzy, którzy powiedzą – „Trafiliśmy najlepiej jak mogliśmy, nie możemy mieć problemów z awansem do kolejnej fazy rozgrywek”. Czytaj więcej

Okiem rywala: Na kaca najlepsza jest praca

W ostatnich tygodniach w futbolowym świecie działo się naprawdę dużo. Real dwukrotnie pokonał Barcelonę, a do tego wyeliminował Manchester United z Ligi Mistrzów. “Duma Katalonii” natomiast, po bardzo słabym meczu na San Siro, weszła na szczyt swoich możliwości i w fenomenalnym stylu dokonała tego, co wydawało się niemożliwe w takim stopniu, jak wymyślenie przez Kubę Wojewódzkiego w miarę oryginalnego żartu. Emocje zdążyły opaść, kibice wrócili do normalnego funkcjonowania i powoli zaczęli zaglądać za róg. Patrzę przed siebie i nie dowierzam – następne emocje czekają nas dopiero za niemalże miesiąc!

Cała ta sytuacja przypomina mi imprezę z serii tych niezapominanych, koniecznie w klubie o niezwykle oryginalnej, wręcz niepowtarzalnej nazwie „Malibu”. Gdy rum popijasz wódką, by za chwilę skusić się na zimne piwko, a przy okazji skosztować winka od znajomego o dźwięcznym pseudonimie Zych, a całe te alkoholowe podchody przeplatasz fikuśnym zaprezentowaniem gibkich bioderek na parkiecie złożonym z rozlanego piwa, wymiocin i resztek paneli z wyprzedaży w OBI, następnego dnia możesz nie czuć się zbyt świeżo, a już na pewno nie jesteś skory do rytmicznego potrząsania głową, no chyba, że nad muszlą klozetową. Ostatnie tygodnie w futbolu przypominały mi właśnie taką, najlepiej czterodniową, imprezę, po której w hiszpańskim futbolu czeka na nas długi i niezwykle uciążliwy kac. Czytaj więcej

Okiem rywala: Nieodporny rozum

Są spotkania, na które czeka się tygodniami, odliczając kolejno upływające godziny, a nawet minuty. Każdy kibic „Królewskich” i każdy fan Manchesteru United od kilku dni łączą się w bólu oczekiwania na jeden z najciekawszych pojedynków ostatnich lat. Wszystkich zniecierpliwionych na pewno zrozumiałby dzieci, które w Wigilię wypatrują pierwszej gwiazdki na niebie, by za chwilę w kilka sekund rozerwać ozdobny papier, z którym przez godziny męczył się święty Mikołaj.

W weekend obie drużyny czekał generalny test przed wtorkiem i trzeba przyznać, że zdały go perfekcyjnie. „Czerwone Diabły” rozgromiły Norwich, a ku zaskoczeniu wszystkich hat-tricka zaliczył Shinji Kagawa. „Królewscy” natomiast drugi raz z rzędu ograli Barcelonę – różnica jest taka, że tym razem Jose Mourinho posłał do boju (delikatnie mówiąc) nie najmocniejszy skład.

Wracając do sympatyków obydwu wielkich firm, to na ich temat rozśpiewuje się ostatnio Ewelina Lisowska, w swoim (nie)największym przeboju pod tytułem „Nieodporny rozum”. Biała część Madrytu i czerwona połowa Manchesteru nie jest w stanie myśleć o niczym innym i nawet kończąc jedzenie zbożowych płatków Nesquika rozrysowuje nimi na mleku taktykę najbliższych rywali Czytaj więcej

Okiem rywala: Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Kibice Królewskich od tygodni odliczają godziny do jednego z największych piłkarskich wydarzeń ostatnich lat. Real Madryt zagra z Manchesterem United w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów i nikt (no może prawie nikt, patrz poniżej) nie ma wątpliwości, że jest to najciekawsza para tej fazy rozgrywek.

Kiedy byłem dzieckiem małym, cały czas z piłką biegałem,

w akcji za to, dziwna sprawa, najlepszych oglądać chciałem,

lat przybyło, doświadczenia, trochę ciałka i zmądrzałem,

jednak te przyzwyczajenia jakimś cudem zachowałem,

Muszę przyznać, z pokłonami, plan transmisji pokochałem,

w TVP Borussia, w nsporcie zachwycam się Szachtarem.

Ma kochana telewizjo, dziękuję, że problemu nie mam,

cóż bym zrobił gdybym musiał, wybrać mecz do obejrzenia?

Czytaj więcej