Okiem Rywala: ‘Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba…’

Pierwsze tegoroczne Gran Derbi lekko zawiodło wszystkich kibiców FC Barcelony i Realu Madryt, a na domiar złego obydwa zespoły fatalnie zaprezentowały się w ostatni weekend w pojedynkach ligowych.

Królewscy przegrali z Granadą, która nie oddała ani jednego celnego strzału na bramkę Diego Lopeza (!), a na listę strzelców wpisał się Cristiano Ronaldo, który już teraz strzelił bramki wszystkim zespołom grającym w Primera Division. Barcelona w spotkaniu z Valencią również nie zachwyciła i zanotowała jedynie remis po bramce Lionela Messiego z rzutu karnego. Na dodatek w końcówce spotkania Victor Valdes musiał ratować swój zespół przed utratą drugiej bramki. Czytaj więcej

Okiem Rywala: “Kota nie ma, myszy się gubią”

Żyjemy w czasach, w których porównywanie Lionela Messiego do Cristiano Ronaldo i na odwrót jest sprawą zupełnie powszechną. Niemal na każdym kroku możemy doświadczyć rozmów, artykułów czy nawet kompilacji mających na celu udowodnienie wyższości jednego z piłkarskich bóstw. Przykładając szklankę do ściany razem mieszkających kibiców Realu i Barcelony moglibyśmy usłyszeć, że Portugalczyk jest najlepszym piłkarzem świata, ponieważ przy zmianie klubu z całą pewnością poradziły sobie znacznie lepiej, co oznacza, że jest po prostu bardziej uniwersalny niż Messi. Chociaż gdybanie jest specjalnością naszego narodu, to oprę się pokusie i nie będę próbował przeanalizować tego założenia. Skupię się natomiast na suchych statystykach, które rozwieją wątpliwości na temat, nad którym wielu z Was spędziło kilka bądź kilkadziesiąt sekund swojego życia.

Oglądając ligowy pojedynek Realu Madryt z Osasuną przyszło mi do głowy kilka przemyśleń. Królewscy dobrze weszli w nowy rok zwyciężając z Realem Sociedad i Celtą Vigo, ale w Pampelunie byli zupełnie bezsilni. Może to zabrzmi dosyć głupio, ale na pierwszy rzut oka było widać, że podopieczni Jose Mourinho bez Cristiano Ronaldo w składzie tracą ogromnie dużo jakości. Portugalczyk ostatnio jakby wydoroślał i postanowił wziąć ciężar gry na swoje barki, co wychodziło mu doprawdy doskonale. Gdy w Pampelunie Los Blancos musieli radzić sobie bez niego wszystko jakby spowolniało, gra Królewskich nie miała już takiego tempa i nic nie przychodziło z taką łatwością. Drapiąc się po głowie pomyślałem: ‘Czy Real bez Cristiano Ronaldo, a Barcelona bez Lionela Messiego naprawdę tracą tak dużo?’. Czytaj więcej

Okiem rywala: Najlepszy?

Jak co roku cały piłkarski świat skierował oczy na wielką galę z okazji ogłoszenia laureata Złotej Piłki. Czwarty raz z rzędu tę niezwykle prestiżową nagrodę otrzymał Lionel Messi. Tylko czy w tym roku był najlepszy?

Jako kibic Realu Madryt wielokrotnie rozmawiałem z fanami Dumy Katalonii na temat wyboru najlepszego piłkarza roku 2012. Mówiąc szczerze nie zdziwiła mnie opinia większości z nich, którzy uznali, że Lionel Messi tym razem nie powinien zostać nagrodzony złotą statuetką.

No właśnie, w tym miejscu rozmyślania w tej sprawie rozchodzą się w dwie różne strony. Czy Złotą Piłkę powinien otrzymywać najlepszy piłkarz na świecie, czy decydować powinna forma i zdobyte trofea? Czytaj więcej

Okiem rywala: Co się stało, co się zesrało?

Jak co roku, czekając na losowanie 1/8 finału Ligi Mistrzów, liczę na to, że Real trafi na niezbyt wymagającego rywala, natomiast Barcelonie życzę drużyny, która będzie w stanie wyrzucić ją za burtę najbardziej elitarnej ligi świata.

W tym roku losowania nie da się podpiąć pod moje oczekiwania, ale mimo wszystko jestem szczęśliwy z jego przebiegu. Duma Katalonii trafiła na AC Milan i trzeba przyznać, że to w zasadzie jeden z najtrudniejszych przeciwników, jakich mógł im przydzielić los. Chociaż w Serie A podopieczni Massimiliano Allegriego zajmują dopiero siódmą lokatę i do liderującego Juventusu tracą 17 (!) punktów, a w ostatnim meczu z Romą zaprezentowali się bardzo słabo, to mam nadzieję, że w dwumeczu z Barceloną wysoko zawieszą poprzeczkę i pokuszą się o awans do ćwierćfinału. Na tę chwilę wygląda jednak na to, że to Barcelona ‘zadecyduje’ o tym, kto zwycięży w tym wielkim dwumeczu. W obecnej formie podopiecznych Tito Vilanovy Milan może pomyśleć jedynie o taktyce podobnej do tej, którą w półfinale zeszłych rozgrywek Champions League przyjęła drużyna Chelsea Londyn. Czytaj więcej

Okiem Rywala: “Czemu, ach czemu, ach czemu…?”

Czemu, ach czemu, ach czemu ty dręczysz mnie?
Czemu, ach czemu, ach czemu życzysz mi źle?
Czemu, ach czemu, ach czemu ty krzywdzisz mnie?
Czemu, ach czemu, ach czemu kaleczysz mnie?

Słowami wielkiego Kazimierza Staszewskiego muszę, z ubolewaniem, rozpocząć kolejny tekst. Znów to samo, znów Real traci punkty w ten sam sposób. Ile razy jeszcze można tak zrobić?

Po blamażu z Celtą Vigo czekałem na dobry mecz w wykonaniu podopiecznych Jose Mourinho i muszę przyznać, że mniej więcej w 70. minucie pomyślałem sobie, że jest tak, jak być powinno. Czytaj więcej

Okiem Rywala: To jeszcze nie koniec

Po fatalnym spotkaniu przeciwko Betisowi, każdy fan Realu Madryt z całą pewnością obawiał się derbów stolicy Hiszpanii, które były zaplanowane na tydzień po blamażu na Estadio Benito Villamarín.

Na samą myśl o niesamowitym Falcao i spółce robiło mi się niedobrze, ale uznałem, że dla rozluźnienia obejrzę pojedynek FC Barcelony z Athletikiem Bilbao. Baskowie w tym sezonie zawodzą (chociaż to chyba niezbyt dobitne określenie), jednak miałem nadzieję, że, jak to się mówi, zagrają na ambicji i wysoko postawią poprzeczkę liderowi Primera Division. Czytaj więcej

Okiem Rywala: Debiut w kiepskich okolicznościach

Witam wszystkich Czytelników BlogFCB.com. Liczę na to, że zostanę przez Was przyjęty równie ciepło, jak przez redakcję serwisu. Pragnę specjalnie podziękować za propozycję służbowych rękawiczek, które pomogą mi się uporać z mroźną aurą panująca w okolicach Madrytu.

No właśnie… debiut na łamach serwisu przypadł mi w niezbyt miłym dla kibica Realu Madryt momencie. Gdy w sobotę wieczorem szykowałem się na urodziny przyjaciółki w zasadzie nic nie mogło mi popsuć humoru. Okazało się jednak, że piłkarze mojego ukochanego klubu mieli na ten temat inne zdanie. Nie ukrywam, że przez pierwsze dwie godziny imprezy myślałem tylko o tym, w jaki sposób rozszarpałbym poszczególnych zawodników Królewskich, jednak gdy następnego dnia przeanalizowałem najważniejsze boiskowe sytuacje na spokojnie, doszedłem do wniosku, że podopieczni Jose Mourinho mieli ogromnego pecha i tylko cudem nie zdołali pokonać fantastycznego tego dnia Adriana. Czytaj więcej

Okiem Rywala: Zła wiadomość – zła pogoda

Wynurzam się oto z confetti po kolejnych już, moi drodzy, wielkich Gran Derbi. Mogę powiedzieć wszystko. Powinienem raczej milczeć: w żałosnym dyskursie pomeczowym powiedziano, wykrzyczano, wybluzgano niemal wszystko. Z racji prześladujących mnie manii, w tej grafomanii krzyknę, cytując: L-LLLAAADY GAGA, MISTRZYNI PROFANACJI, wybiorę numer do Weszło, do kolegów po redakcyjnym piórze i zapytam: jaka pogoda?

Piłkarski światek na Półwyspie Iberyjskim komentuję naprawdę rzadko. Wpisując się w tendencję pewnego żartu: od każdego, kolejnego wpisu mojego autorstwa, pogoda ligowa zmienia się diametralnie – dzisiaj, niczym jaskółka z najnowszego tekstu Przemka, wokół tego żartu będę krążył. Czytaj więcej

Okiem rywala: Wszystko i nic

Na łatach rozkręconej już na dobre piłki europejskiej widniały skrawki tego, o czym się namiętnie mówiło. Palec Mourinho nie chciał wyjść z oczodołu Vilanovy, Pepe i Ramos dokonali 9 morderstw, po czym wraz z swoim szefem zjedli zwłoki. W opozycji do tych wydarzeń, zawsze grzeczny Messi ukradł jabłko ze sklepu i rzucił nim w okno sypialni rodzinnego Alonso. Gran Derbi było tylko dwoma spotkaniami pomiędzy naprawdę dobrymi zespołami. Lepszy okazał się Real, co dla unieważnienia tego faktu podkreślali kibice Barcelony. Czytaj więcej

Okiem Rywala: Borek was my lover i oligarcha z błyskotką

Przebieg fazy pucharowej tegorocznej Ligi Mistrzów wykastrował mnie całkowicie z emocjonalnego podejścia do finału. Nie czułem rozgrzewającego miliony kibiców ciepła monachijskiego starcia, a ohydny nurt obrzucania się gównem przez kibiców hiszpańskich drużyn…, no cóż – obserwowałem z lekkim uśmiechem na ustach. I tak wszystkie potyczki kończyły się na jednym, paraliżującym każdego wielbiciela Waszej ligi meritum – w jakimkolwiek ustawieniu, z jakąkolwiek miną – piłkarze mistrza i wicemistrza Hiszpanii finał spędzą przed telewizorem.

I z takim oto beznamiętnym stosunkiem obserwowałem transmisję finału serwowaną widzom przez Polsat. Kilka razy parsknąłem na kunszt komentatorski Mateusza Borka, żeby później przeżyć chwilę zachwytu nad Tymoshchukiem. W całej tej atmosferze, w obłokach fajerwerków – finał tegorocznej edycji Ligi Mistrzów był najzwyczajniejszym w świecie finałem. Czytaj więcej