Transferowa karuzela kontra „wróżby z kart”

Od kilku tygodni, w miarę zbliżania się do styczniowego okienka transferowego, coraz bardziej zamaszystym ruchem rozkręca się karuzela. Karuzela transferowa, która przy pomocy plotek, insynuacji, przecieków i teorii spiskowych, ma tendencję wpychania jednym klubom połowy składów innych. Obserwując i zawierzając jej obrotom, szybko można by dość do wniosku, że od stycznia Borussia Dortmund, stanie się jeszcze bardziej polska, bo do dyspozycji trenera Klopa zostanie jedynie Roman Weidenfeller i Łukasz Piszczek. Chelsea José Mourinho skłonna wygrać ligę mistrzów, wykupując po prostu resztę konkurencyjnych drużyn. Czy wreszcie, że Barcelona Martino, jest tak pogrążona w kryzysie, że w zimowym oknie transferowym zamierza sprowadzić tuzin środkowych obrońców, z pół tuzina pomocników i z dziesiątkę klasycznych „9”.

Tymczasem, nieco przekornie, chciałbym zwrócić uwagę na inną rzecz. W ciągu ostatnich, powiedzmy 3 lat, pożegnaliśmy jako drużyna wiele ciekawych piłkarsko postaci. Niektórzy odeszli z powodu zbyt małej ilości minut, inni stracili zaufanie trenera, niektórzy byli w wieku zbliżającym ich do końca piłkarskiej kariery. Najbardziej oczywiście pamiętne są przypadki Zlatana, który idealnie wypełniałby poszukiwaną ponoć przez naszego trenera, rolę klasycznej, wysokiej 9 i Érica Abidala, który zmuszony do odejścia przed tym sezonem z powodów zdrowotnych, rozgrywa pełne 90 minut co tydzień w szybkiej lidze francuskiej. Czytaj więcej

Magia trójkątów

Tym, którym tytuł skojarzył się raczej ezoterycznie, należy się wyjaśnienie. Tym, którzy podobnie do autora tych słów, ulegli modzie na koszykówkę w połowie lat ’90, w epoce „His Airness” i jego Bulls, dowodzonych z ławki przez „upierścienionego” Phila Jacksona (11 mistrzostw NBA), więcej mówić nie trzeba. Owe trójkąty, to to figura, która rządziła taktyką i ustawieniem mistrzowskich drużyn prowadzonych przez wyżej wymienionego pana. Zapytacie zapewne, cóż wspólnego mają one z Barceloną? Ano całkiem dużo – już wyjaśniam.

Guardiola nie jako pierwszy zauważył, że akcja tocząca się w poszczególnych sektorach boiska da się „oderwać” od tego co dzieje się na nim jako całości. Zagęszczanie jednych jego sektorów, rozszerzanie gry w innych, co nawet nie w bezpośredni sposób, przekłada się na stwarzane szanse, lecz ułatwia dochodzenie do nich. Jednak to holenderski „football totalny” i ewoluująca z niego „szkoła” Bielsy, zwróciła uwagę na powstające w tych poszczególnych sektorach „mini akcje”, dzięki którym konkretne rozegranie danego fragmentu gry w jednym sektorze boiska, przekładało się na możliwości taktyczne gry w innych. Jest zaś rzeczą powszechnie wiadomą, że Guardiola z dorobku Bielsy korzystał pełnymi garściami.
Czytaj więcej

Twardziel na pokładzie

Z dziesięć tysięcy twardzieli! I dziesięć tysięcy mniej twardych, żeby twardziele wyglądali na jeszcze twardszych! Porządek następujący: twardy, twardy, miękki, twardy, miękki, miękki, twardy, twardy, miękki, miękki, twardy, twardy…

Tym humorystycznym cytatem, pochodzącym z jednej z moich ulubionych animacji, chciałbym zwrócić uwagę na coś co tknęło mnie w meczu z Betisem. Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, że kiedy nasi wirtuozi grając z drużynami nieco lub dużo gorzej radzącymi sobie z piłką, czyli prawdę mówiąc większością drużyn Europy, są niemiłosiernie faulowani. Nie trudno przypomnieć sobie mecze, kiedy mierząc się z Atletico sam Messi faulowany był po 3-4 razy pod rząd przez jednego przeciwnika, nasi gracze byli deptani, szarpani, kopani. Statystyka fauli przedstawiała się 30 do 10. Zastanawiała jedynie statystyka kartek 3-4 w żółtych i pewnie, gdyby nie nerwowa końcówka, nie byłoby ich dla graczy Atleti nawet tyle. Mnie zastanawia dużo bardziej co innego. Czy ktoś ze stale oglądających mecze Barcelony Czytelników, potrafi przypomnieć sobie w jej meczu choć jeden faul brutalny, godzien potępienia, będący wynikiem agresywnego wejścia? Jak sięgam pamięcią, nie potrafię. Czytaj więcej