Chwile słabości – we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek

Czasem mam wrażenie, że jeżeli media nie znajdą kogoś, kogo nie skarżą na wieczne potępienie za gorszy początek sezonu, to życie dziennikarzy sportowych rozgłośni niemal straci sens. Podobnie, na szczęście nie w takim stadium, jest teraz z Alexisem Sanchezem, a chodzi przede wszystkim o jego formę w tym sezonie. Owszem, nie jest ona szczytowa, ale czy to znaczy, że zupełnie ją stracił, że jak najszybciej powinien wylądować na ławce, albo już nigdy przenigdy nie wyjść w pierwszym składzie?

Od startu sezonu Chilijczyk ma na koncie jedną bramkę, zanotowaną w meczu z Benficą Lizboną, a jego postawa jest oceniana dość nisko, zdaje się, że jak na niego, zbyt nisko. Psy są na nim wieszane od ostatniego spotkania z Celtikiem Glasgow, gdy zmarnował dogodną okazję. W niektórych meczach bywał trochę niewidoczny. Wydaje mi się, że to zauważyli wszyscy. Natomiast te chwile, gdzie był jedynym aktywnym napastnikiem Barcelony na boisku, mało kto pamięta. Skąd tak wielu krytyków Alexisa? Rozumiem jak najbardziej, co mają na myśli – gracz po prostu spisuje się gorzej, niż tego chcemy, ale uważam, że jest oceniany zbyt surowo. Na tę chwilę gra przeciętnie, dlatego wiele osób trzecich już go przekreśliło.

Jak na razie nie doszło do tego, żeby robiono z niego pechowca roku, lecz wydaje mi się, że jeżeli w tym meczu Chilijczyk nie zafunduje Barcy co najmniej hat-tricka, media powoli zaczną takowego z niego robić. Co więcej, jest pewna osoba, która bardzo chętnie wreszcie weszłaby na boisko na dłużej, niż 20 ostatnich minut. Kto to taki? David Villa, oczywiście. Wykazuje się on jak dotąd złotą cierpliwością, choć naturalne jest, że wszystko ma swoje granice. Zastanawiać może jedynie, czy Tito Vilanova wciąż ufa i woli postawić na reprezentanta Chile, czy raczej niezbyt chce dać szansy Villi. Obstawiam, iż bardziej możliwa jest ta pierwsza wersja, gdyż David nie naruszył przecież zaufania trenera, bo nawet nie miał za bardzo kiedy. Zresztą, nawet gdyby je naruszył, najprawdopodobniej nie byłby stracony w oczach Tito, tak, jak teraz nie jest Alexis. Konkretnie mówiąc, mym skromnym zdaniem na boisku po stronie Barcelony musi być ktoś Maravilla. Niño Maravilla lub Villa Maravilla. Który, to bez znaczenia, ponieważ obaj, bez względu na to, czy wiodą zwycięską passę, czy marnują akcję za akcją, byli, są i będą kluczowymi zawodnikami Blaugrany – nie muszę chyba mówić o ich zasługach dla Dumy Katalonii. Są one tak cenne i wyjątkowe, że powinny przymknąć usta wszystkim sceptykom.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że jestem nieco rozdarta. Tak, jak wspomniałam, jestem za tym, iż jak na razie nie powinniśmy jeździć po Alexisie ze względu na niepowodzenie. Nie możemy zapominać w końcu, ile dla Barcy zrobił chociażby w poprzednim sezonie. Z drugiej strony, tak, jak się spodziewaliśmy, nienajlepszą dyspozycję El Niño przypłacił rozpoczęciem meczu na ławce. Ja wierzę jednak, że Chilijczyk pokona ten okres słabości i szybko wróci do szczytowej formy. Dlaczego wierzę? Po prostu wiem, że jest wielkim piłkarzem.

źródło zdjęcia: mediotiempo.com

Widzisz pogrubione słowo? Nie wiesz o co chodzi? Przeczytaj tutaj: [LINK]