Ciekawy przypadek Jordiego Masipa

masip-renovado-con-barcelona-1400605869864

Nieczęsto się zdarza, żeby w drużynie pojawiło się trzech nowych bramkarzy. W większości przypadków gdy nowy trener obejmuje zespół, doskonale wie kogo obsadzić w bramce. Luis Enrique ma nie lada problem z wyborem tego jednego, który będzie musiał zastąpić Victora Valdesa. Osobiście jestem za podziałem, żeby jeden bramkarz grał w spotkaniach ligowych, a drugi w pucharowych. Tylko co zrobić z tym trzecim?

Lucho przed rozpoczęciem presezonu powiedział o Masipie, że gdyby miał w tej chwili decydować kto stanie na bramce, niezaprzeczalnie wybrałby Jordiego Masipa, bo doskonale go zna z drugiego składu Barcelony i wie, że może mu zaufać. Choć te słowa tak na dobrą sprawę nic nie znaczą, ale dla 25-letniego bramkarza był to jasny sygnał, że trener w niego wierzy i nie jest na straconej pozycji względem swoich nowych kolegów. Jednak to właśnie Masip najprawdopodobniej będzie trzecim bramkarzem Barcelony. Czy naprawdę powinien już szukać swojego miejsca na trybunach podczas domowych spotkań?

Największym problemem będzie przekonać do siebie kibiców. Mało kto dopuszcza myśl, że Masip zostanie drugim Valdesem. Nie po to Zubizarreta dopiął transfer ter Stegena i Claudio Bravo za łączną sumę 24 mln euro, żeby nikomu nieznany 25-latek zajął ich miejsce. Kwestia obsadzenia bramkarza będzie otwarta aż do pierwszego meczu ligowego i chyba wszyscy się zastanawiają, Niemiec czy Chilijczyk. Ten pierwszy, pomimo młodego wieku, ma za sobą 108 występów ligowych i 7 w Lidze Europejskiej w barwach w Borussii Mönchengladbach. Dodatkowym atutem jest jego wzrost, bo mierząc niecałe 190 cm jest najwyższym bramkarzem w obecnym składzie Barcelony.

Za Claudio Bravo na pewno nie przemawia wiek. Co prawda ma zaledwie 31 lat, ale chyba nikt sobie nie wyobraża, żeby mógł grać do czterdziestki. Chociaż czemu nie. Na Mundialu 2014 w Brazylii pokazał się z rewelacyjnej strony, tak samo jak w pierwszej połowie meczu z Napoli, ale błąd który popełnił w drugiej połowie może kosztować zaufaniem kibiców. A nie ma nic gorszego od gwizdów po zakończonym spotkaniu. Ale taki jest Chilijczyk. Raz popisze się prawdziwą paradą, aby chwilę później skapitulować popełniając kardynalny błąd. Przemawia za nim doskonała znajomość hiszpańskiej piłki. W Realu Sociedad San Sebastian występował od 2006 roku, rozgrywając w barwach basków 229 razy.

Jordi Masip pomimo 25 lat nie może się niczym wielkim pochwalić. Od 2009 roku w Barcelonie B wystąpił 76 razy. Jednak w zeszłym sezonie był dla drugiej drużyny prawdziwą ostoją. Kapitulował jedynie 37 razy, notując 11 występów bez straty bramki. Te statystyki nie robią na nikim wrażenia, bo to „tylko” druga liga hiszpańska, ale Masipa na swojego następcę wyznaczył sam Valdes, jednak ostateczna decyzja należy do trenera.

Enrique może postawić wszystko na jedną kartę z napisem „Jordi Masip”. Kibice pewnie będą wściekli, że mając w składzie Bravo i ter Stegena, trener pomimo tego stawia na jakiegoś tam wychowanka. Każdy nawet najmniejszy błąd przy interwencjach, będzie Masipowi wypominany, aż do następnego błędu. Ale nie powinien się poddawać i w ciemno brać roli trzeciego bramkarza. Nikt nigdy na tym dobrze nie wyszedł. Oier Olazábal w pierwszej drużynie zagrał zaledwie 1 (słownie: jeden) mecz, a oficjalnie został włączony do Barcelony w 2008 roku. W tym samym czasie nadal bronił dostępu do bramki w Barcelonie B, ale nie było to spełnieniem jego marzeń i tego lata pożegnał się z klubem, żeby w wieku 24 lat występować w Granadzie. Co prawda Oier nigdy nawet nie zbliżył się do poziomu Valdesa, nawet tego, który nie był w najwyższej dyspozycji.

Masip nie powtórzy losów Oiera, chociażby dlatego, że bramka drugiej drużyny Barcelony jest już obsadzona. Adrián Ortolá, Fabrice Ondoa i José Aurelio Suárez powalczą o miejsce w pierwszym składzie Barcelony B pod wodzą Eusebio. Masipowi zostanie więc jedynie trybuny, a przy odrobinie nieszczęścia jednego z kolegów, ławka  z której nigdy i tak nie wstanie i nie zacznie grać.

25-latek ma jeszcze dwa tygodnie na walkę jak równy z równym z bardziej doświadczonymi kolegami. W tym czasie musi przekonać do siebie trenera. W przeciwnym razie czeka go wygnanie na trybuny, z których już nie ma powrotu. Będzie to na pewno dramat Hiszpana, który jeszcze rok temu na pewno marzył o tym, aby zastąpić Valdesa i być nową ostoją drużyny. Dla niego najlepszym wyjściem będzie szukanie nowego klubu w przyszłorocznym okienku transferowym. Jeszcze teraz może ma nadzieję, że wszystko dobrze się dla niego skończy, ale już niedługo zrozumie, że nie ma dla niego miejsca w pierwszym składzie. Niemniej zawsze pozostaną mu wspomnienia ze wspólnych treningów z Messim, Iniestą, Neymarem, Xavim czy już niedługo z Suarezem. A może Luis Enrique zaskoczy wszystkich i dżokerem w talii będzie właśnie karta z napisem „Jordi Masip”?