Ciężka przeprawa po San Mames

Tak, jak mogliśmy przypuszczać, wizyta Barcelony na San Mames była wyśmienitym sposobem na ten niedzielny wieczór. Tuż przed przerwą reprezentacyjną podopieczni Luisa Enrique zgarniają drugi, cenny komplet punktów wygrywając z Athletikiem Bilbao 0:1.

Spotkanie nie rozpoczęło się feerią emocji – wręcz przeciwnie, obie drużyny dość łagodnie weszły w to spotkanie, bez nadmiernego pośpiechu, choć nie można też powiedzieć, że ospale. Zarówno Athletic, jak i Barca powoli zbliżały się do pól karnych przeciwników, ale nie stwarzali większego zagrożenia po żadnej stronie. Dało się jednak dostrzec pewną dominację Blaugrany, choć była to przede wszystkim była to przewaga w wymianie podań, która wraz z upływem kolejnych minut rosła.

Pomimo, nieco zaskakujące wydało mi się to, z jaką łatwością Arda Turan i Ivan Rakitić przeprowadzili atak i zwieńczyli go przedniej urody golem – a była to dokładnie 21 minuta. Później natomiast rytm dość spokojnej gry powrócił, przechylając nieznacznie szalę na stronę gości – zdołali jeszcze wyprowadzić kilka dogodnych akcji, między innymi ta z 30. minuty, kiedy Denis Suarez przewrócił się w polu karnym (kwestia, czy Barcy należał się za to rzut karny, była wyjątkowo sporna, dlatego polecam obejrzenie tej akcji osobiście) lub ta z końcówki tej połowy, w wykonaniu Ardy Turana.

Baskowie nie mieli zamiaru naturalnie ułatwiać sprawy mistrzom Hiszpanii. Zanotowali także kilka własnych, wartych uwagi strzałów, które zmuszały Ter Stegena do interwencji – najczęściej byli to Benat, Williams i Aduriz, szczególnie w ostatnim kwadransie pierwszej partii spotkania – były to jednak niewystarczająco groźne lub pośpieszone strzały.

Z podobnymi nastrojami gospodarze wyszli na drugą połowę tego meczu. W efekcie Barca nie mogła pozwolić sobie na wytchnienie, a wręcz musiała wzmocnić swoje ataki. Dość szybko, bo już dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, zanotowała dwie naprawdę solidne sytuacje, które wydawały się “otrzeć” o drugiego gola. Obie, co ciekawe, w wykonaniu Luisa Suareza. Athletic nadal starał się nie pozostawać dłużnym swoim gościom oraz nie chować się w ich cień i rzeczywiście, niezmiennie podtrzymywali swój udział w tym meczu.

Niewątpliwie rosło w nich także zniecierpliwienie, bo w przeciągu kilkudziesięciu sekund Garcia i Williams podjęli dwa, dość niebezpieczne ataki. Ich próby znów spełzły na niczym, ale wobec tego i Barca nie pozostała dłużna. Niedługo po nich bardzo blisko podwyższenia prowadzenia był Leo Messi, ochrzczony nowym gustownym tytułem Żarłacz Biały, a zaraz po nim – znów Suarez.

Od tamtego momentu nacisk Barcy na gospodarzy wzrósł jeszcze bardziej, choć po paru minutach emocje znowu nieco opadły, by za chwilę to Athletic zerwał się do walki raz jeszcze. Blaugrana odpowiadała jednak tego wieczora bardzo szybko – niezmordowany był bowiem El Pistolero. Baskowie odczuwali upływ ostatnich minut meczu, które wyślizgiwały im się z rąk, tak więc im bliżej końca spotkania, dwoili się i troili, by zagrozić Ter Stegenowi. W 85. minucie wreszcie udało im się to nie na żarty – rzut wolny z 24 metrów wykonywał Benat, a jego strzał poprowadził piłkę niebezpiecznie blisko bramki Blaugrany.

Bardzo gorąco zrobiło się cztery minuty później, gdy w starciu z Muniainem bardzo kontrowersyjnie bronił się Ivan Rakitić. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że gdyby nie twarda i niewzruszona postawa sędziego wobec protestów gospodarzy, Chorwat byłby winny podyktowanego dla nich rzutu karnego.

Niesamowitym i niepojętym zakończeniem tego starcia była akcja Leo Messiego, który popędził w pole karne Gorki Iraizosa i mając sporo miejsca na manewry lub oddanie strzału, postanowił dać szansę niespełnionemu dziś Urugwajczykowi, on jednak, będąc bardzo blisko bramki i jednocześnie pewnym nadchodzącego gola, dał się przejrzeć rywalowi i trafił w jego nogę.

Na marginesie i dla zasady wspomnę też, że swój debiut zaliczył także Andre Gomes.

Mimo, iż nie dostaliśmy tejże smakowitej wisienki na torcie, uważam, że możemy być co najmniej zadowoleni. Zawsze da się powiedzieć, iż mogło być lepiej – i w przypadku tego spotkania bez dwóch zdań można to stwierdzić zarówno o Athletiku, jak i Azulgranie, ale, koniec końców, to ci drudzy okazali się lepsi. A to nas wszystkich niewątpliwie cieszy, czyż nie?

Athletic Bilbao:

Iraizos – Balenziaga, Laporte, Bóveda, Marcos – Benat – Iturraspe (62′ Vesga) – Susaeta (76′ Muniain), Eraso (62′ Garcia), Williams – Aduriz

FC Barcelona:

Ter Stegen – Roberto, Pique, Umtiti (71′ Gomes), Alba – Rakitić, Busquets, D. Suarez (71′ Mascherano) – Messi, L. Suarez, Turan (84′ Rafinha)