Co motywuje do działania, jeśli nie jasno określony cel?

Neymar-marco-dos-goles-en-la-v_54408954296_54115221154_600_396

Przed nadchodzącym kolejnym sezonem wszyscy, mniej lub więcej, po cichu liczymy na to, iż ten będzie lepszy, niż poprzedni. Jako kibic, lub bardziej neutralnie – osoba trzecia, naoczna, która podziwia Barcę, czy jakikolwiek inny klub, w telewizji albo na stadionie, nie ma dla mnie nic cenniejszego, niż zwycięstwo ukochanej drużyny – każdy kolejny sukces cieszy jeszcze bardziej. Siłą rzeczy więc domagamy się, by ukochana drużyna cieszyła nas jak najczęściej.

Mówię to oczywiście bardzo pobieżnie, bo przecież walka o Puchar Króla czy puchar Ligi Mistrzów to jedno z podstawowych zadań Katalończyków – to ich praca. Czasem jednak, być może podświadomie, wypieramy fakt, iż ta ukochana drużyna złożona jest z ludzi. My chcemy, by Barca walczyła o wszystkie trofea, jakie jest w stanie zdobyć, ale czy Barca również tego chce?

Chciałam skupić się na konkretnie jednym piłkarzu Blaugrany, rozważając ten temat. Zacznijmy więc od tego, iż nastawiając się na sukces, a przyjeżdżając z pustymi rękami, można się zniechęcić. Solidnie zniechęcić.

Neymar dos Santos bez wątpienia przybył do Katalonii właśnie nastawiając się na sukces. Początkowo rzeczywiście, wydawało się, że ligę  mamy w garści, Liga Mistrzów będzie godnym walki wyzwaniem, a Puchar Króla – cóż, także kuszący. Niestety, cele poupadały, jeden po drugim, jak ścieżka domino, a nam pozostało tylko rozczarowanie, żal i mnóstwo pytań bez odpowiedzi, bo gdy już one padały, były wymijające. Dlatego właśnie sezon debiutancki dla Brazylijczyka nie był specjalnie wyjątkowy.

Gdy więc skończył się sezon 2013/14, Barceloniści podnieśli głowy i powiedzieli prawdopodobnie: dobra, trudno, teraz Mundial. Na Mundial trzeba się solidnie przygotować, trzeba wyjść pełnym wiary i chętnym do walki, bo bycie mistrzem świata to bezcenna stawka.

O Brazylii od samego początku mówiło się, że gra niemrawo, wcale nie tak rewelacyjnie, jak mogliśmy przypuszczać przed rozpoczęciem imprezy. Rzeczywiście, gospodarze nie grali powalająco, ale moim zdaniem krytyka była nieco przesadzona. Później jednak, jak pamiętamy, spektakularnie polegli w półfinale, a na pożegnanie z imprezą – w meczu o trzecie miejsce. To nie do końca prawda, iż drugie miejsce to pierwsze z przegranych. Sądzę, że bardziej demotywujące i bardziej gorzkie do przełknięcia jest czwarte, a szczególnie dla reprezentacji gospodarzy, którzy obiecali walczyć o złoto, a zdołali jedynie musnąć brąz mistrzostw świata.

Czy w takie sytuacji może odechcieć się wszystkiego? Bez wątpienia. Na naszym Blogu rozważana już była sytuacja takich piłkarzy, jak Gerard Pique, choć patrząc z perspektywy ostatnich kilku miesięcy jest on w podobnej sytuacji, co Neymar. Hiszpan jednak zdobył już to, co mógł zapragnąć zdobyć. Neymar, jak wspominałam, przybył do Barcelony, by także móc cieszyć się takim statusem, a to, jak się okazało, wcale nie musi przyjść tak szybko. Napastnik naturalnie będzie zapewniał nas, że jest w pełni gotów do gry i zrobi wszystko, by drużyna zaszła jak najdalej, ale nie spodziewajmy się dowiedzieć więcej, gdy między nami a zawodnikiem pośredniczą media. Z całą pewnością nowy sezon mimowolnie przynosi nowe nadzieje, napawa optymizmem i daje możliwość rozpoczęcia od nowa przy (teoretycznie) wyciągniętych wnioskach, przemyślanych, przeanalizowanych błędach i tak dalej.

Właśnie dlatego liczę na to, iż słaby start młodego Brazylijczyka nie powinien mieć dla niego znaczenia – przede wszystkim ma wiele do udowodnienia oraz trofea do zdobycia, bo co tak naprawdę pcha nas do przodu i motywuje do działania, jeśli nie jasno określony cel? A co prowokuje działanie, jeśli celu już nie ma? W przypadku wspominanego już wcześniej Pique wymagane jest nieco wyrozumiałości. Pewnie, że wspaniale jest być pięciokrotnym mistrzem Europy – to pięknie świadczy w papierach i na Wikipedii, lecz czwarte i piąte mistrzostwo nie będą już smakowały równie wyjątkowo, co pierwsze i drugie, kiedy jeszcze cel nam przyświecał i był sensem naszej ciężkiej pracy. Neymarowi z pewnością przyświeca kilka celów – jeżeli jest altruistą, chciałby wygrać z Barcą wszystko, co możliwe; jeżeli myśli też o sobie, pewnie marzy mu się również  Złota Piłka czy chociażby trofeum Alfredo di Stefano. Zawodnicy mówią również, że w ekipie zwiększyła się rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie. To swoją drogą również zachęca i mobilizuje do solidnej pracy czy wytrwałości.

Wniosek wysnułam według własnych podejrzeń i przemyśleń, a jak będzie naprawdę – dopiero się przekonamy. Oczywiście należy pamiętać, o jakim zawodniku mowa – bądź co bądź, Neymarowi nie można odmówić klasy i talentu, a to bardzo istotne czynniki. Wiadomo jednak, jak wielką rolę w karierze sportowca odgrywa psychologia, wobec tego śmiem myśleć, iż wychowankowi Santosu nie brakuje nic z tych rzeczy. On z pewnością tworzy Barcę, która podobnie, jak my chce walczyć o każdy możliwy tytuł.