Co się dzieje z Iniestą?

 

Andrés Iniesta rozgrywa najgorszy sezon w całej dotychczasowej karierze. Nie pomogła nawet kolejna zmiana trenera. Hiszpan gra coraz bardziej przewidywalnie, nie błyszcząc nawet pod względem technicznym, a doskonale pamiętamy jego ubiegłoroczne sztuczki w dryblingu, którymi ośmieszał graczy drużyny przeciwnej. 30-latek utracił swój urok, ale to nie przeszkodziło z automatu nominować go do grona najlepszych piłkarzy tego roku. Wszystko to idealnie kontrastuje z jego ostatnią formą, a raczej jej brakiem. Dawnego Iniesty już nigdy nie będzie, ale ten obecny na nic się Messiemu i Neymarowi nie przyda, co widać po statystykach. Co się dzieje z Andrésem Iniestą?

Hiszpania w finale Mistrzostw Europy 2012 gładko pokonała Włochów aż 4:0. Reprezentacja Del Bosque była nie do zdarcia, a jednym z filarów reprezentacji był Iniesta. Choć na turnieju nie strzelił bramki, to zaliczył dwie asysty – obie w meczach grupowych. Ciężko jednak talent ówczesnego 28-latka mierzyć statystykami. Andrés był wtedy w szczytowej formie i było to widać w każdym meczu na turnieju. Po zakończonym Euro 2012 najlepszym piłkarzem został, a jakżeby inaczej, Andrés Iniesta. Bohater finału Mundialu sprzed czterech  lat tym razem nie musiał ratować skóry całej reprezentacji, ale i też nie było takiej potrzeby. Robił wszystko, aby jego koledzy grali jeszcze lepiej i strzelali jak najwięcej bramek. Ta sztuka mu się udała, a obejmujący drużynę Tito Vilanova miał mieć z niego jeszcze więcej pożytku niż odchodzący na urlop Pep Guardiola.

Pod wodzą Vilanovy Barcelona zdobyła mistrzostwo Hiszpanii, a Iniesta w głównej mierze przyczynił się do tego sukcesu. Wraz z Xavim, Busquetsem i Fabregasem rządził na środku pola. To zaowocowało łącznie 6 bramkami i 23 asystami. Andrés został najlepszym asystentem w sezonie 2012/2013 zaliczając aż 16 kluczowych podań. Zaraz za nim uplasował się Mesut Özil, Leo Messi, Karim Benzema, Fabregas, Ivan Rakitić i Cristiano Ronaldo. Grono wielkich piłkarzy, ale to właśnie Iniesta był najlepszy w tej klasyfikacji. Nie było w tym przypadku, ale na nic się to zdało, tak samo jak 46 bramek w lidze Leo Messiego. Ostatecznie Barcelona przegrała dwa najważniejsze trofea i to w sposób, który za Guardioli nigdy nie miał miejsca.

Rok później forma Iniesty znacząco spadła. Zaledwie 3 bramki i 13 asyst (w tym 9 w lidze) nie mogły nikogo zadowalać. Wiele mówiło się o złych, wręcz przestarzałych, metodach trenerskich Gerardo Martino oraz jego asystentów i w tym było można upatrywać słabszej dyspozycji Hiszpana. Iniesty był nieskuteczny pod bramką, chociaż Martino korzystał z opcji wystawiania go w ataku na lewej stronie. Rzadko ryzykował strzały z dystansu, a zazwyczaj zamiast szukać lepiej ustawionego kolegi, bezrefleksyjnie podawał do partnera obok, spowalniając akcję swojego zespołu. Kolejny sezon, kolejna zmiana trenera, ale identyczny sposób gry Iniesty, który gra jeszcze gorzej niż w ostatniej kampanii. Hiszpan z najlepszego pomocnika stał się balastem dla drużyny Enrique, który wystawiany jest do pierwszego składu jedynie za wieloletnie zasługi. Zresztą konkurencji też nie ma żadnej.

Iniesta nigdy nie był łowcą bramek. W całej karierze w Dumie Katalonii strzelił 49 goli i asystował 118 razy. Starszy o cztery lata Xavi, występujący również o cztery lata dłużej w FC Barcelonie od młodszego kolegi, ma na swoim koncie 81 goli i 153 asysty. Andrés jednak ma o 178 mniej meczów, ale perspektywy poprawienia wyników nie widać. W tym sezonie Hiszpan wystąpił w 10 meczach i asystował jedynie 2 razy. Obie asysty zdobył w meczach Ligi Mistrzów: w wyjazdowym spotkaniu na Parc des Princes oraz u siebie z Ajaxem. Podania Iniesty dwukrotnie wykorzystał Leo Messi.

Linia pomocy jest najsłabsza ze wszystkich formacji. Widać to doskonale po fatalnych statystykach: jedynie trzy bramki (Rakitić dwa razy i Xavi) oraz jednej asyście (Busquets). Słaba forma Iniesty jest olbrzymim problemem Enrique, ale to cała pomoc zawodzi, przez co atak, a przede wszystkim Leo Messi, muszą pracować jeszcze ciężej, żeby wyrównać straty w efektywności środka pola. Wydawało się, że Rakitić i Rafinhia wniosą trochę świeżości w skostniałej przez brak zmian linii pomocy. Pierwszy nie może odnaleźć swojego miejsca na boisku przez złe decyzje trenera, który ustawia go na niewłaściwej pozycji, dając mu zadania na boisku, które nie pasują jego profilowi piłkarskiemu. Rafinhia musi jeszcze trochę się nauczyć, ale jego potencjał może zostać zniszczony identycznie jak jego brata. Najbezpieczniej dla młodego Brazylijczyka byłaby zmiana zarządu, inaczej może podzielić losy Thiago, którego zarząd jeszcze w sezonie 2012/2013 chciał opchnąć do innego klubu.

W Barcelonie nie ma konkurencyjności. Carlo Ancelotii w Realu Madryt ma przynajmniej jednego klasowego zmiennika na każdą pozycję, przez co jego zawodnicy na treningu, jak i podczas meczów, muszą dawać z siebie wszystko, aby nie wypaść z pierwszej jedenastki. W Barcelonie tego od dawna nie ma, co widać po coraz gorszej i przewidywalnej grze Iniesty, Pedro, Pique czy Alvesa. Bo jak taki Iniesta ma się przejmować rywalizacją z Rafinhią czy S.Roberto. Nawet jeżeli nie zagra w meczu z Cordobą czy innym Elche, to przecież nikt o zdrowych zmysłach nie pośle młodych i niedoświadczonych piłkarzy w bój przeciwko Realowi Madryt, Atletico, Sevilli, Valencii a nawet Deportivo czy Maladze. Iniesta będzie grał, choćby nie nadawał się nawet na warunki naszej Ekstraklasy.

Dlatego nominacja do grona 23 najlepszych piłkarzy roku dla Hiszpana jest kuriozalna. Iniesta zawsze był cichym bohaterem, bo nawet jak nie zapisywał się w protokole sędziowskim, to przynajmniej czarował swoją grą. Ale w tym roku kalendarzowym nie miało to miejsca. Iniesta dostał nominację tylko dlatego, że nazywa się Andrés Iniesta. Tegoroczny dorobek 30-latka jest fatalny: 41 meczów (zaledwie 25 spotkań w La Liga), 3 gole i 9 asyst. To może chociaż jakieś osiągnięcia? Nic z tego. Dla Iniesty to najgorszy rok w całej karierze, ale w niczym nie przeszkodziło to w nominowaniu go do Złotej Piłki czy wręczenia mu nagrody dla najlepszego ofensywnego pomocnika zeszłego sezonu. Przypomnę jedynie, że rywalizował chociażby z Koke z Atletico Madryt, nie dość, że Mistrza Hiszpanii, to jeszcze najlepszego asystenta ligi.

Iniesta od kilku dni trenuje z grupą, ale nadal nie otrzymał zielonego światła od lekarzy. Decyzja czy jutro zagra z Sevillą zostanie podjęta dopiero przed samym meczem. Drużyna Unaia Emery’ego przyjedzie do Barcelony aby wywieźć przynajmniej jeden punkt. Drugim kontekstem jutrzejszego starcia będzie chęć pokazania się Deulofeu i Denisa Suareza z jak najlepszej strony. Enrique będzie bacznie obserwował obu zawodników. Denis po powrocie z wypożyczenia może zająć miejsce Iniesty w podstawowym składzie. Jeżeli jutro 30-latek zagra, będzie to mały pojedynek między doświadczeniem a młodością. Ale Andrés nie jest na straconej pozycji. Czasem kilkutygodniowy odpoczynek potrafi zdziałać cuda i zawodnik wraca w lepszej formie. Obyśmy jutro po meczu mogli zachwycać się podaniami, sztuczkami, a może i nawet golem Hiszpana jak za dawnych lat.