Cóż to był za wieczór!

Ten artykuł ma być o wszystkim i o niczym, więc jeśli ktoś chciałby się po nim poczuć lepszym człowiekiem, to niech przeczyta sobie ostatnie artykuły Kuby Seweryna czy Maata Saarmoona z działu Publicystyki. Mnie się jedynie zebrało na wykonanie krótkiego sprawozdania z wczorajszej fety na stadionie Barcelony, która wywołała u mnie całkiem spore emocje. Ale od początku.

Samo spotkanie było meczem żegnającym Pepa Guardiolę na Camp Nou, który po raz ostatni odgrywał rolę szkoleniowca Barcy na tym stadionie. To też w sumie brzmi dość kuriozalnie, bo przecież Pep jest w stanie powrócić na swój ulubiony obiekt piłkarski. Ale już mniejsza o to – wracając do przygotowania stadionu oraz kibiców do pożegnania Guardioli, przytoczę trzy ciekawe zdjęcia, które zapowiadały serdeczne podziękowanie dla Mistera.

Samo spotkanie nie rozczarowało. Niesamowicie skuteczny był Leo Messi, który strzelając aż cztery gole wzruszył naszą wyobraźnię do wykreowania pewnej bramkowej symboliki, a Czytelnicy Bloga na Facebooku znaleźli tym samym ciekawą analogię. Otóż każda z bramek miała być swoistym podziękowaniem Messiego za każdy kolejny rok z Pepem Guardiolą, a dwa trafienia z rzutów karnych miały oznaczać “chude lata” bez zdobycia trofeum Ligi Mistrzów. No no, całkiem dobre. Ciekawym momentem była “cieszynka” po bramce na 4:0, kiedy wszyscy piłkarze Barcy wykonali pozycję “na misia”, a w centrum tulenia był sam Guardiola. Mister zdradził, iż Leo Messi, który podbiegł do niego jako pierwszy, powiedział mu wówczas na ucho: “Dziękuję za te cztery lata.”

Po meczu zostało puszczone video, które oddawało hołd trenerowi Barcelony, oraz została zagrana piosenka Lluisa Llacha na cześć bohatera. W momencie, gdy Pep miał zacząć przemawiać do kibiców zgromadzonych na Camp Nou, Canal+… zawiesił transmisję. Trzeba jednak wziąć w obronę ów stację telewizyjną, gdyż prawo do pokazania pomeczowych statystyk i goli z meczów hiszpańskich mają bardzo ograniczone. Prawdopodobnie nie jest to ich wina, jednakże na ich oficjalnym profilu na Facebooku pojawiła się masa postów sfrustrowanych kibiców, którzy (nawet jeśli ni w ząb nie rozumieliby co by gadał Guardiola) poczuli ogromne rozgoryczenie.

Oto fragment przemówienia Guardioli do kibiców: “Nie zdajecie sobie sprawy jaki jestem szczęśliwy. Będę za Wami tęsknił. Będziecie naprawdę w dobrych rękach. Ja zdejmuje pasy, jednak Wy nie. Siedźcie dalej i miejcie je zapięte, a przeżyjecie wspaniałe chwile. Do zobaczenia! Zawsze będę gdzieś w pobliżu!“. Zresztą – jeśli znacie angielski, obejrzyjcie sobie sami video z pożegnania.

Słowa mogą wskazywać wiele, jednak warto mieć nadzieję, że Guardiola, będąc bardzo oszczędny w zdaniach, powróci kiedyś na Camp Nou. Cholera wie – wiele się jeszcze w jego głowie moze pozmieniać do tego czasu i dużo nieoczekiwanych zdarzeń może mieć miejsce. Nam pozostaje jedynie czekać i wierzyć, że Tito Vilanova poprowadzi Barcelonę choć w połowie tak dobrze, jak udało się to Guardioli.

Po przemówieniu oczywiście nie mogło zabraknąć podrzutów, tańców, podziękowań i przytuleń. Bohater miał również zorganizowane dostojne wydostanie się z murawy Camp Nou, gdyż piłkarze ustawili szpaler dla Mistera w kierunku wyjścia do szatni.

Guardiolę czekała również jedna z przedostatnich jego konferencji prasowych. “Jestem bardzo wzruszony. Trudno mi powiedzieć cokolwiek więcej. Mimo iż nie udało nam się wygrać dwóch tytułów, kibice zdołali docenić naszą ciężką pracę oraz uczciwość. Ludzie, którzy tutaj pracują, zasługują na godne pożegnanie. Jestem za to mocno wdzięczny klubowi. Na zawsze zapamiętam piłkarzy, których tutaj trenowałem, także tych z rezerw. To nie jest łatwe opuszczać tych piłkarzy. Oni sprawili, że jestem lepszym człowiekiem. Chciałbym, aby to pożegnanie trwało dłużej – aż do Monachium. Teraz mamy do wygrania finał Copa del Rey, a następnie będę starał się żyć anonimowo, by naładować baterie. Jeszcze nie odszedłem, a już pytacie mnie o powrót!” – powiedział przed dziennikarzami.

Miał to być ostatni związany z Camp Nou epizod Pepa tego wieczoru, jednak cała jego rodzina (wraz z nim, oczywiście) wybrała się na murawę stadionu raz jeszcze, obejrzeć obiekt przy pustych trybunach i przygaszonych światłach. Pep wraz ze swoją małżonką Cristiną oraz trójką dzieci: Mariusem, Marią i Valentiną powoli sobie spacerowali, zasiadali na ławkach trenerskich i korzystali z innych ciekawych przyjemności, jakie może dawać im Camp Nou. Marius nawet próbował naśladować swojego Tatę, dyrygując niesfornie w polu przeznaczonym wyłącznie dla szkoleniowców.

Po tej przechadzce rodzina Guardioli udała się do swojego domu, by móc zajść w głęboki sen, tak jak miliony kibiców pragnących prędkiego powrotu Mistera do klubu z Katalonii. Zakończył się pewien etap, jednak kolejny dopiero się rozpoczyna. Przed Tito Vilanovą ciężki orzech do zgryzienia, gdyż będzie on nieustannie porównywany do swojego doskonałego poprzednika.

Na szczęście obaj Panowie z jednej jabłoni jabłka jedli.

Źródło: Fb.com/blogfcb oraz Fb.com/Barcastuff