Cykl powinien trwać dalej

fcb_new_2“Wiedziałem, że to dobry klub, jednak…, że będzie aż tak dobrze, nie byłem w stanie sobie nawet wyobrazić. Messi, czy Ronaldo? Kiedyś powinni zagrać w jednym klubie” – Pan Janeczek z warzywniaka.

Właśnie razem z Barceloną wkroczyliśmy w Nowy Rok. Ten kolejny ma być lepszy, chociaż z “trzynastką” w składzie. Czy będzie lepszy dla “Dumy Katalonii”, tego nie wiem, ale wiem, że będzie ciekawszy. I to nie tylko ze względu na obecną edycję Ligi Mistrzów.

- Mieliśmy kilka bardzo dobrych lat, ale cykl nadal trwa – powiedział ostatnio Andres Iniesta. Mówią o nim, że to serce “Blaugrany”, które w ostatnich latach wyznacza rytm dla europejskiego futbolu. Pomocnik Barcelony jest pewien, że kolejny rok to przedsmak prawdziwych niespodzianek, że pasma sukcesów “Barcy” trwać będą nadal.

Podobno katalońscy kibice wszystko, co dzieje się ostatnio w ich klubie przyjmują dzielnie “na klatę”, w istocie jednak jest to sporym szokiem. W lidze, która dotychczas utożsamiała się wielu, a przynajmniej mi, jako walka Dawidów (reszta zespołów z Primera Division) z Goliatami (Real i Barcelona), objawiła się nam siła katarskich szejków, przeznaczających swoje lekko zarobione pierdodolary na zabawę, która nazywa się: wsypię w jedną kieszeń i przesypię do drugiej.

- Biorąc pod uwagę finansowe możliwości Realu i Barcelony, kluby, które zatrudniają najlepszych piłkarzy na świecie, to drugie miejsce w lidze uważam za spory sukces – przyznał kolumbijski snajper Atletico Madryt, Radamel “El Tigre” Falcao. – Nadal jednak mówi się tylko o dwóch pierwszych ekipach. Jesteśmy na drugim miejscu, a przerwa świąteczna ma służyć nam do tego, aby skoncentrować nasze myśli na tym, aby na koniec sezonu mówiło się o Barcelonie i Atletico.

Nic nie stoi na przeszkodzie panie Radamelu, by poprosić świętego Mikołaja (to nic, że po czasie) o zdrowie i jeszcze lepszy rok. No i wiele szczęścia. Po meczu z Barceloną Diego Simeone stwierdził, że “ta liga jest nudna”, a “Barca” “gra w innych rozgrywkach”. No bo spójrz, “Tygrysku”. Liga hiszpańska przestała być już ligą dwojga. Jest ligą jednego. Choć za drzwiami, jak dzieci, które śpiewają kolędy w okresie wigilijnym, żebrając o cukierki (taki amerykański zwyczaj), drepczą trzy, może nawet cztery zespoły, które rywalizują o miejsce dające przepustkę do Ligi Mistrzów. I to jest już wystarczająco interesujące.

Luis Aragones, były gracz m.in. Atletico, który wygrał Ligę Mistrzów, jako piłkarz i jako trener wie, że być może dla Barcelony liga jest już rozstrzygnięta, i to w grudniu. Ale nie wyprzedzajmy faktów. – Wygląda na to, że pierwsza będzie Barcelona, ale Real nigdy się nie podda. Atletico gra naprawdę dobrze pod okiem Diego Pablo Simeone, który wykonuje tu nadzwyczajną pracę. Zapytany o rewelacyjne rozpoczęcie przez Barcę sezonu, Aragones odpowiedział krótko. – Ta drużyna jest z pewnością lepsza niż pod wodzą Guardioli.

Barcelona “ery Guardioli” miała swoją pieczęć, której rozpoznawczy znak odcisnął geniusz trenera i genialny dobór indywidualny poszczególnych piłkarzy. Dziś Tito Vilanova do obłędu doprowadza innych szkoleniowców niesamowitą skutecznością swojego zespołu. Wynikać to  może z eksperymentów przeprowadzanych przez Guardiolę w defensywie w swoich ostatnich meczach. To był żwirek na grunt, na którym zespół potrafił odnaleźć się po stratach i zaczął w końcu zgarniać punkty. Barcelona zakończyła sezon 2011/12 nagrodą pocieszenia, jaką był Puchar Króla. To było pożegnanie z “erą Guardioli”.

Drużyna z Katalonii pod dowództwem Pepa zgarnęła 14 tytułów we wszystkich rozgrywkach, w których brała udział. Trzy mistrzostwa kraju, dwa  Puchary Króla, trzy Superpuchary Hiszpanii, dwa Europy, tyleż samo klubowych mistrzostw świata, oraz dwa puchary Ligi Mistrzów.

Trzeba jasno przyznać, że wtedy (czasy Guardioli) liga hiszpańska była nieco silniejsza i bardziej zrównoważona. Nikt nie zdobywał tylu punktów, nie było takiej przepaści między pierwszą dwójką z czołówki tabeli, a resztą krasnali, no i nikt nie strzelał powyżej 40 goli w sezonie. Tak czy siak, Barcelona to najlepsza drużyna klubowa ostatnich lat.

Za nami szesnaście kolejek Primera Division. “Barca” na czele, zostawiła za plecami kluby ze stolicy kraju. To trochę tak, jak w biegach narciarskich Justyna Kowalczyk każe oglądać swoje plecy Norweżkom i Szwedkom. Przepaść. Deklasacja. O ile “Rojiblancos” mają szansę na zmniejszenie dziewięciopunktowej straty do “Dumy Katalonii”, to już dla “trzynastki” graczy Jose Mourinho szanse na to, aby zmniejszyć odległość dzielącą ich od pędzącej katalońskiej rakiety są mniejsze niż na to, że David Copperfield zdradzi tajemnice swoich magicznych sztuczek. Nie trudno sobie wyobrazić futbolowy paradoks, że inni w końcówce rozgrywek zaczną “oddychać rękawami”, a “Barca” lekkim truchcikiem przymierzać się będzie do bicia kolejnych rekordów zarówno drużynowo, jak i indywidualnie.

Czy ta liga jeszcze jest atrakcyjna? Jeśli tak, to czy taką pozostanie? Mecze zapierają dech w piersiach, ale tylko w wykonaniu tych najlepszych (do Barcelony i Realu doszły ekipy Atletico, Malagi i Athletiku.) Znamy Messiego, Iniestę, Falcao, Roque Santa Cruza, Saviolę, Benzemę czy Cristiano Ronaldo. Pozostałe gwiazdy ogląda tylko (nieliczne) grono prawdziwych zapaleńców, znających się naprawdę na lidze hiszpańskiej. Mówię o prawdziwych, no bo spróbujcie zapytać się swoich znajomych, te sezonowe biszkopty, które sączą mecze La Ligi ze względu na globalne zainteresowanie Barceloną i Realem, o nazwiska dwóch, czy trzech piłkarzy z Osasuny, Betisu, czy nawet Levante lub Celty.

Powiecie: Ble, ble, ble. To już było i trwa od wielu lat. Real, czy Barcelona, “Barca”, czy może jednak Los Blancos? Pytania, które elektryzują niemal wszystkich na świecie. Jak widać na załączonym obrazku (patrz tabela La Liga), coś kiedyś się kończy; po zimie przychodzi wiosna, a po latach tłustych w końcu muszą przyjść chude. Przynajmniej tak się wydaje. W Madrycie potęga budowana przez Florentino Pereza (300 mln euro wydanych na transfery), upada z hukiem jak niegdyś Cesarstwo Rzymskie. Plotki krążące w hiszpańskich mediach wieszczą odejście – i to rychłe – Jose Mourinho, szepczą o marzeniach Cristiano Ronaldo, by Portugalczyk znów zechciał przywdziać trykot “Diabłów” z Old Trafford. A “Barca”? Może już bez Davida Villi, ale za to w Nowy Rok z czystą kartą dla Lionela Messiego, któremu spełnianie życzeń kibiców wychodzi lepiej niż świętemu Mikołajowi wręczanie spóźnionych i czasem nawet tych nietrafionych prezentów.

“Przegraliśmy mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów, ale teraz chcemy zdobyć to, co tylko jest możliwe” – A. Iniesta, pomocnik FC Barcelona.