Czas rehabilitacji

Nie pójdę śladami Kolumba i nie odkryję Ameryki, stawiając tezę, że w ostatnich tygodniach gramy bardzo  przeciętnie lub słabo. Trudno przestawić się na taką grę, skoro przez wcześniejsze cztery, pięć lat nasza ulubiona drużyna wygrywała wszystko, zawsze i wszędzie. Ktoś kiedyś powiedział, że apetyt wzrasta w miarę jedzenia. W przypadku Barcelony nie da się przygotować większych porcji. Nie da się zdobyć więcej, rekordy zostały ustanowione, Botiga generuje miliardowe zyski, trofea ledwo mieszczą się w gablotach, stadion często pęka w szwach, półki uginają się od książek, napisanych przez ludzi, którzy stworzyli drużynę niezniszczalną, której tajemnicę sukcesu chce poznać niemal każdy. Wszystko to, o co możemy poprosić naszych ulubieńców, to zamówienie pod tytułem : Poproszę to samo po raz drugi.

W tym sezonie mimo fantastycznego sprintu na początku rozgrywek od niedawna zaczęliśmy utykać, co zakończyło się upadkiem na trasie,  której zwieńczeniem są trofea. Wypadek okazał się bolesny, gdyż nastąpił w istotnym momencie. Pomimo braku obecności ludzi ważnych, wierzę, że drużyna się podniesie, pytanie tylko, czy zdoła przeskoczyć przeszkodę, która na Camp Nou pojawi się we wtorek.  Porażki z Realem Madryt mają wielkie znaczenie prestiżowe. To oczywiste. Jednak patrząc na “Królewskich” tak, jak na każdą inną drużynę, możemy dojść do wniosku, że nic wielkiego się nie stało. Przegrane bolą, ale Puchar Króla nie jest celem strategicznym, a porażka w lidze nie zmieniła w zasadzie niczego.  Real do beczki soli, którą sprawił drużynie Mourinho, dosypał parę  łyżek cukru. Trochę mniej słono, ale smak ciągle kiepski. Porażka bezapelacyjnie najgorsza zdarzyła się na San Siro, 0:2 może kosztować nas odpadnięcie z Ligi Mistrzów na etapie od dawna postrzeganym przez kibiców “Blaugrany” jako rozgrzewka przed poważną grą. Może kosztować, ale nie musi.

Generalnie na odkupienie win i zmazanie plamy potrzeba czasu. Sezonu, wielu miesięcy, albo tygodni. Barcelona w ostatnim czasie narobiła sporo plam na swoim sportowym wizerunku. Program, którego umiejętne wyegzekwowanie zagwarantuje uzyskanie połysku na nowo, może trwać tylko 90 minut. Wystarczy tylko i aż przejść Milan. Domniemanie czy tę drużynę na to stać, jest nie na miejscu.  Nie wypada. Oglądając mecz z Deportivo widziałem ciszę przed eksplozją, widziałem skupienie i koncentrację przed finałem, który wyjątkowo zagramy na własnym stadionie, a nie na Wembley czy innej europejskiej arenie.

Ze wszelkimi podsumowaniami, bilansami zysków strat, mądrych i złych decyzji, poczekajmy. Weźmy pod uwagę, że drużyna pomimo dostrzegalnego spadku jakości walczy dzielnie i ambitnie.  Miejmy świadomość, że będziemy rozliczać drużynę, która za parę tygodni doda do gabloty sukcesów kolejne mistrzostwo kraju, które powróci do katalońskiego domu.